"Gdybym mówił językami ludzi i aniołów..." mawiał święty. 2 tysiące lat później, katechetka w mojej prowincjonalnej podstawówce, opowiadała jak jej koleżanka po bierzmowaniu zaczęła mówić nieznanym wcześniej językiem. Dla kogoś z takim antytalentem do niemieckiego jak ja, propozycja nie w kij dmuchał. Jedno machnięcie biskupiego palca i lata nauki z głowy - a raczej w głowie. Jak się okazuje, sam nie wiedziałem że taki dar już kiedyś posiadałem! Jako pólpiśmienne, analfabetyczne dziecko, rysowanym przez siebie postaciom doprawiałem chmurki z czymś, co wyglądało mniej więcej jak "uiuiui". Jeśli ktoś zapytał mnie co mówią moje rysunkowe postacie, rzecz jasna wchodziłem w zaparte że wszystko to rozumiem i jest to najprawdziwszy, wymyślony przeze mnie język. Kiedy nauczyłem się pisać i czytać, oczywiście porzuciłem ten zapis, jednak jak zaraz zobaczymy, nie wszyscy wyrośli z etapu "uiuiui".
Glossolalia, a więc mówienie niewyuczonymi językami należy do palety wielu religii, od hinduizmu po szamanizm, jednak pałeczkę pierwszeństwa dzierżą zielonoświątkowcy. Jeśli widzieliście rozhisteryzowanych wiernych, z uniesionymi rękoma krzyczącymi coś w stylu "szodera kabare szintewa!" zapewne byli to właśnie zielonoświątkowcy. Nie ma co bagatelizować tego widoku, "napisane jest bowiem w Prawie: Przez ludzi obcych języków i ust obcych będę przemawiał do tego ludu, ale i tak Mnie nie usłuchają - Tak więc dar języków jest znakiem nie dla wierzących, lecz dla pogan, (1 Kor 14, 21-22). Tłumacząc - glossolalia, podobnie jak stygmaty, ma być namacalnym dowodem dla niewierzących, aby i oni mogli uwierzyć. Na szczęście, jest też chyba najlepiej przebadanym zjawiskiem paranormalnym na świecie, wliczając w to zapis aktywności mózgu szalejących w boskim uniesieniu wiernych. Przebadano tysiące, dziesiątki tysięcy zapisów i nagrań pod wszystkimi szerokościami geograficznymi - nigdy nie zdarzyło się, aby ten euforyczny bełkot zawierał choćby najmniejszy ślady jakiegoś języka.
Skąd w ogóle wiadomo, że "uiuiui" i "dabalahtin namokaresa szibialahti" nie są nieznanymi, wymarłymi językami? Otóż o ile języki różnią się nazewnictwem kota, nieba czy pudełka, o tyle w każdym języku spotkać możemy praktykę nazywania zwierząt, rzeczowniki, czy głoski wybuchowe. Kwestie związane z językiem stanowią 30% wszystkich uniwersaliów kulturowych - cech występujących w każdej ludzkiej społeczności znanej nam na Ziemi. Tak jak w każdej kulturze dostrzeżemy narzędzia służące do cięcia, tak i nie spotkano się z językiem który nie posiadałby odpowiednika naszego spójnika "i" lub onomatopei. Odlegle od siebie języki, z pozoru zupełnie różne, są w swoich strukturach często wręcz identyczne. Dla przykładu, przyimek może występować, tak jak w angielskim przed rzeczownikiem ("w domu)", albo tak jak w japońskim po rzeczowniku ("domu do"). Jak wyliczono istnieje 128 sposobów ułożenia rdzeni i dopełnień, jednak w 95% z 6 tysięcy znanych nam języków, odbywa się to tak jak w języku angielskim (a także w Polskim), lub tak jak w japońskim.
Tak daleko idące podobieństwo wydawać się mogą większym cudem niż sama glosolalia. Jak wyjaśniają lingwiści, wszystkie języki są w gruncie rzeczy takie same, ponieważ wszyscy ludzie posiadają tak samo zbudowany mózg, zaś język jest odbiciem jego ograniczeń i możliwości. Analizując słowa wyśpiewywane przez zielonoświątkowców, nawet bez ich zrozumienia potrafimy ocenić czy jest to język czy tylko bełkot. Ludzie przekonani o darze obcych języków jakie na nich spłyną, wykradają po prostu sylaby ze swojej ojczystej mowy i łącząc je w nonsensowny, lecz fajnie brzmiący sposób. Cytując największego badacza glosolalii, Williama Samarina "nigdy nie znaleziona jakiegokolwiek przesłanek, aby glosolalie uznać za coś choćby przypominające język. Jakkolwiek nie definiując jej pochodzenia, bez wątpienia nie zawiera ona żadnej treści i żadnego sensownego przekazu".
Skąd w ogóle wiadomo, że "uiuiui" i "dabalahtin namokaresa szibialahti" nie są nieznanymi, wymarłymi językami? Otóż o ile języki różnią się nazewnictwem kota, nieba czy pudełka, o tyle w każdym języku spotkać możemy praktykę nazywania zwierząt, rzeczowniki, czy głoski wybuchowe. Kwestie związane z językiem stanowią 30% wszystkich uniwersaliów kulturowych - cech występujących w każdej ludzkiej społeczności znanej nam na Ziemi. Tak jak w każdej kulturze dostrzeżemy narzędzia służące do cięcia, tak i nie spotkano się z językiem który nie posiadałby odpowiednika naszego spójnika "i" lub onomatopei. Odlegle od siebie języki, z pozoru zupełnie różne, są w swoich strukturach często wręcz identyczne. Dla przykładu, przyimek może występować, tak jak w angielskim przed rzeczownikiem ("w domu)", albo tak jak w japońskim po rzeczowniku ("domu do"). Jak wyliczono istnieje 128 sposobów ułożenia rdzeni i dopełnień, jednak w 95% z 6 tysięcy znanych nam języków, odbywa się to tak jak w języku angielskim (a także w Polskim), lub tak jak w japońskim.
Tak daleko idące podobieństwo wydawać się mogą większym cudem niż sama glosolalia. Jak wyjaśniają lingwiści, wszystkie języki są w gruncie rzeczy takie same, ponieważ wszyscy ludzie posiadają tak samo zbudowany mózg, zaś język jest odbiciem jego ograniczeń i możliwości. Analizując słowa wyśpiewywane przez zielonoświątkowców, nawet bez ich zrozumienia potrafimy ocenić czy jest to język czy tylko bełkot. Ludzie przekonani o darze obcych języków jakie na nich spłyną, wykradają po prostu sylaby ze swojej ojczystej mowy i łącząc je w nonsensowny, lecz fajnie brzmiący sposób. Cytując największego badacza glosolalii, Williama Samarina "nigdy nie znaleziona jakiegokolwiek przesłanek, aby glosolalie uznać za coś choćby przypominające język. Jakkolwiek nie definiując jej pochodzenia, bez wątpienia nie zawiera ona żadnej treści i żadnego sensownego przekazu".






