Klątwa Wyspy Dębów klątwą telewizji

Michał Łaszczyk - 27 marca

Tak jak niektóre kobiety nie potrafią odejść od męża alkoholika, tak ja nie mogę porzucić "Klątwy Wyspy Dębów". Kanał History emituje właśnie 5 sezon tego serialu. Ponad 60 odcinków o poszukiwaczach skarbów, którzy odnajdują jedynie guziki pozostawione przez wcześniejszych poszukiwaczy skarbów. Bohaterami są łowcy tajemnic przekopujący małą, kanadyjską wysepkę w poszukiwaniu czegoś. Dokładnie nie wiadomo czego, bo to zmienia się z sezonu na sezon. Pierwszy sezon krążył wokół pirackich skarbów. W drugim sezonie mówiono o arce przymierza ukrytej przez Fenicjan. Sporo było też o masonach. W trzecim sezonie pojawił się motyw Rzymian, złota Azteków i Krzysztofa Kolumba. Czwarty sezon to już złoto Inków, rękopisy Szekspira i templariusze. Mamy do czynienia z klasyczną historią o otwartym zakończeniu, gdzie cel zależy od fantazji widzów. Skoro niczego nie odnaleziono i nie ma przesłanek na cokolwiek, wszystkie opcje są nadal w grze.

Sam pomysł, że mała wysepka skrywa jakieś skarby, to mieszanka mitów i faktów, ale głównie mitów. Trudno odróżnić co jest legendą a co prawdą. Pod koniec XVIII wieku na pomysł odnalezienia skarbu wpadł niejaki Daniel MacGinnis. Odnalazł małe zapadlisko pod dębem - teraz uwaga - na gałęziach którego zwisały kawałki pirackiego statku. Jest to dość osobliwy sposób "ukrycia" skarbu. Dobrze, że nie zaznaczono tego miejsca czaszką ze skrzyżowanymi piszczelami. A przepraszam, zaznaczono. Na niektórych plakatach promujących film, producent tak właśnie przedstawia wyspę - jako piracką czaszkę. Wróćmy do MacGinnisa. Kopiąc pod dębem odnalazł sporo drewnianych kłód, co wydawało się czymś niezwykłym. Dziś wiemy, że to specyfika tamtej okolicy, wtedy jednak budziło niezdrowe emocje. Pirackie statki są przecież z drewna, skrzynie ze złotem są z drewna - kawałki drewna muszą coś znaczyć! Niestety nie znaczyły, MacGinnis poddał się po wykopaniu kilkumetrowego dołu

klątwa wyspy dębów

W XIX wieku w miejscu w którym kopał MacGinnis swego szczęścia szukała firma Onslow. Po tym jak chłopcy wydrążyli 25 metrową dziurę wyczerpały się fundusze. Wtedy odkopali tajemniczy kamień, który pojawia się w zajawce każdego odcinka serialu. Kamień zawierał tajemnicze symbole, składające się na napis, "czterdzieści stóp poniżej zakopano dwa miliony funtów ". Nie śmiejcie się. Będąc Wikingami, uciekinierami z Atlantydy albo Krzyżowcami, zrobilibyście to samo. To normalne, że ukrywając skarb przed innymi, przy okazji wykuwasz kamienne wskazówki dla postronnych poszukiwaczy. Ekipa z Onslow dotarła w końcu do czegoś drewnianego, co uznali za wieko skrzyni ze złotem. Postanowili wydobyć skrzynie na następny dzień - i masz ci los - przez noc ich dół zalała woda. Ot taka klątwa wyspy dębów.

Kiedy kolejni odkrywcy mieli już wydobyć skarb zawsze coś się działo. Tak wyspa "z prawie już odkopanym skarbem " przechodziła z rąk do rąk przez blisko 200 lat. Naiwni poszukiwacze odsprzedawali ją innym naiwnym poszukiwaczom. W XX wieku na wyspę sprowadzono dźwigi i rozkopano ją na skalę przemysłową. Wszystko to na nic. Aż kilka lat temu bracia Lagina za kilka milionów dolarów kupili połowę wyspy, rozpoczynając nowy sezon poszukiwań. A dokładnie 5 sezonów.

"Klątwa wyspy dębów" stanowi swoisty drogowskaz dla innych seriali dokumentalnych. Same poszukiwania skarbu na najbardziej przekopanej wyspie świata z pozoru może nie być najlepszym pomysłem. Jednak tylko z pozoru, bo sens tego co widzimy nie polega na szukaniu, a na wywoływaniu emocji. Dlatego warto szukać w nawet przebadanych, ale wciąż owianych tajemnicą miejscach. Bardziej ekscytują nas wiercenia w Piramidzie Chopsa, albo kopanie dziur pod Stonehenge, niż eksploracja nieznanych jeszcze miejsc. Nie ważne ile sezonów wyspy dębów nakręcą, w głębi serca wiemy, że nic tam nie znajdą.

Niespełnione obietnice to stały element wszystkich odcinków. Tuż przed przerwą na reklamę ktoś krzyczy, że coś znalazł. Po przerwie okazuje się że był to kamień. W zapowiedzi odcinka widać ludzi niosących ubrudzoną błotem skrzynie. Pół godziny potem skrzynia okazuje się przywiezionym z Nowego Yorku rekwizytem, który wpadł w błoto przy wyciąganiu z samochodu. Za każdym razem słyszymy, że jeśli tylko coś tam jest, to teraz to znajdą, po czym tego nie znajdują. Wszystko zgodnie z niewidzialną umową pomiędzy widzem, a producentem. On obiecuje Ci sensacje, a Ty zgadzasz się na bycie oszukanym.

  • Udostępnij:

Coś w podobnym klimacie

6 komentarze

  1. W Polsce emitowano nielicencjonowany klon programu pt. Poszukiwania Zlotego Pociagu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panowie od pociągu muszą tak jeszcze z 5 razy przekopać to samo miejsce, aby zbliżyć się do swoich idoli z wyspy dębów. Chcą tam grzebać po raz drugi, więc są na najlepszej drodze.

      Usuń
  2. Patrząc na zaangażowane w dziesiątki milionów dolarów środki, trudno nie oprzeć się wrażeniu, że jest to telewizyjna bajka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oni chcą szukac,my chcemy oglądać czyli pełna symbioza

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdyby to była bajka to prezydent USA na pewno by tam nie szukał

    OdpowiedzUsuń