26 czerwca 2010

Cudotwórcze oczy

Dziś o tym co bogobojni ludzie kwitują "no jeśli to cie nie przekonało, to ja już naprawdę nie wiem co". "Do jakiego stopnia cza być sceptycznie zatwardziałym, aby nie paść po tym na swe pogańskie kolana". Cudów które dzieją się na naszych oczach jest bez liku. Niektóre dzieją się jednak dosłownie na naszych oczach - na naszej gałce ocznej. Zjawisko nie dotyczy jedynie bogobojnych. Powracającym tematem na paranormalnych forach, jest widzenie orbów. Normalnie orby wypatruje się na zdjęciach, nie mniej niektórzy widzą je w rzeczywistości. Owe orby to powszechna skaza zwana mętami ciała szklistego. Jeśli pragnieniemy cudów dobrze wróży wpatrywanie się w rzeźby. Odpowiednio duży realizm, odpowiednie tło i przede wszystkim łaknienie cudu, czynią animacje posągów powszechną zabawą w chrześcijańskim świecie. Co tu dużo gadać, kiedy byłem mały, w mrocznej atmosferce kościelnego strychu, wraz z kolegą uciekałem przed figurką Jezusa. Postać miała poruszyć się, kiedy palcem dotknęliśmy jej oka, choć tak naprawdę wiedzieliśmy, że wcale nie mrugnęła. Co mają jednak na swe usprawiedliwienie osoby dorosłe? Tłumu ludzi modlące się pod rzeźbami mogą być niepocieszone, bo kiedy tylko przyłożyć do figur obiektywne instrumenty, Jezusy przestają się poruszać. Władze kościelne na zlecenie których w 1981 badano figurkę Matki Boskiej w Kalifornii przyznały, że rzekome poruszanie źrenicami jest złudzeniem, choć nie brakowało już wtedy ludzi którzy widzieli owy posąg przechadzający się w nocy po kościele. Dobrych wieści nie przyniosło ustawienie kamer przed posągiem poruszającej się Maryi w Irlandzkim Ballinspittle w 1986. Kamery zrujnowały także frajdę tym, którzy widzieli mrugającego oczami Jezusa w 1989.

Jednak najbardziej klasycznym katolickim cudem, wynikającym z ułomności naszego wzorku jest O Milagre do Sol. Gapienie się wprost na Słońce jest chyba najbardziej cudogennym środkiem jaki znamy i wbrew temu co się sądzi, bardzo popularnym. Nie charakteryzuje jedynie Fatimę. Nic nie stoi na przeszkodzie byśmy samemu zobaczyli ten cud, jako że doświadcza go co druga pielgrzymka udająca się do Medjugorie. Wiele tysięcy ludzi oglądało cud słońca towarzyszący objawieniom Matki Bożej z Heroldsbach. Rozmawiałem także ze świadkiem naszego zapomnianego cudu słońca w Trzebnicy sprzed paru dekad. Żaden z tych, ani kilkudziesięciu innych tańczących słońc nie został uznany przez Kościół, mimo że niczym nie różniły się od tego Fatimskiego. Może Kościół nie uznaje tych cudów gdyż są wyjątkowo badziewne, nawet jak na standardy religijnych cudów? Cud Fatimski został jednak oficjalnie zaanonsowany przez hierarchów, tak że po zejściu się kilkudziesięciu tysięcy ludzi po prostu coś wydarzyć się musiało, a jak widać na bezrybiu i rak ryba. Innych nie uznano, mimo że w sprawie Heroldsbach interweniował nawet sam... szatan. Przemawiając ustami Anneliese Michel szatan wygadał się, że uznanie tego cudu znacznie by go osłabiło. Jeśli ktoś nie słuchał tych nagrań przypominam, że w tej samej rozmowie diabeł przyznał, że noszenie przez siostry zakonne spodni znacząco go wzmacnia, a powrót do skromnych strojów zakonnych byłoby dla niego prawdziwym ciosem

Oślepianie się Słońcem w poszukiwaniu boskich znaków nie jest ani rzadkie, ani bezpieczne. W 2008 roku na północy Indii 48 osób uległo poparzeniu siatkówki oka, kiedy po tym jak w hotelu w którym miały się dziać maryjne cuda, właściciel tego niesamowitego przybytku zapowiedział wyprowadzenie imprezy na zewnątrz. Uwieńczeniem wszystkiego był widziany przez tamtejszych chrześcijan i przybyłych turystów najprawdziwszy cud słońca, jak się okazało niestety sporym kosztem. Jeden z cudów słońca udało się nawet naukowo przebadać. Jako że w miejscowości Conyers na farmie Nancy Fowler, Dziewica Maryja dokonywała przed zebranymi cudu słońca każdego 13 miesiąca, jedno z nabożeństw 13 października 1991 roku zostało zarejestrowane przez grupę badaczy pod kierownictwem Rebeccy Long (pełna relacja). Po tym jak do kilkutysięcznego tłumu padła komenda aby spojrzeć na Słońce, gdyż właśnie teraz dzieje się cud, zapanowała ogólna histeria. Ludzi widzieli nacierające, pulsujące i tańczące Słońce. Niektórzy widzieli grupę aniołów nad lasem inni Maryję tuż nad domem. Ci co niepadli jak większość na kolana, zaczęli roić się wokół teleskopów z filtrami ustawionymi przez badaczy, aby bez przeszkód oglądać te słoneczne cuda. Tymczasem Słońce w teleskopach pozostało po staremu, bez mrużącego łzawiącego oka, jak słońce nieruchawe tak nieruchawe, żadnych pląsów, nacierań, niczego. Ze zdjęć które robili uczestnicy zajścia, z tych na których cokolwiek wyszło, znalazła się zrobiona polaroidem fotka z prostokątnym prześwietleniem na tarczy Słońca. Zebrani ustalili iż to niebiańskie drzwi przez które przeszła Matka Boska. Ostatecznie okazało się, iż to jedynie efekt mierzeniu obiektywy w tarczę Słońca. Kolejny smutny los kolejnego cudu.

34 komentarze:

  1. Dzięki za świetny artykuł. Zwłaszcza część o oślepieniu słońcem może być przydatna.

    Mam pytanie, czy słyszałeś o "Cudzie z Calandy"? Tym rzekomym odrośnięciu nogi? http://pl.wikipedia.org/wiki/Cud_z_Calandy

    Tutaj szerzej opisany jest ten "cud" http://arkapana.republika.pl/amput.html

    Problem w tym, że wszelkie źródła mówiące o tym wydarzeniu są katolickie i nie spotkałem się, nawet na stronach angielskojęzycznych, z próbą racjonalnego wytłumaczenia.

    Oczywiście można się posłużyć argumentem o niepewności XVII w. źródeł, czy o oszustwie, ale nie jest to zbyt satysfakcjonujące, a i rozmówca od razu taki argument odrzuci.

    Niedawno natrafiłem na trop wyjaśnienia i to w książce Vittorio Messoriego, dzięki której "cud" stał się sławny.

    Otóż sprawa nie wyglądała tak (nomen omen) różowo, jak to przedstawiane jest na różnych katolickich stronach. Odzyskana noga nie była noga zdrową, tylko wyglądała jak zgniła i uschnięta. Tłumaczono to tym, że "Odcięta noga, która po przeszło dwóch latach przebywania w ziemi całkowicie zgniła, dzięki bezpośredniej interwencji Boga została przywrócona do życia i połączona z resztą żyjącego ciała. Jest to z pewnością dany nam przez Chrystusa znak i zapowiedź zmartwychwstania naszych ciał w dniu Paruzji."

    Podejrzewam, że chłopak, po tym jak wóz zmiażdżył mu nogę, nie mógł pracować na polu, więc żeby zarobić na życie przeniósł się do większego miasta, by tam żebrać jako kaleka. Jego noga nie została amputowana, tylko podwiązana do uda (jednonogi wzbudza większe współczucie niż kulawy). Po trzech latach wrócił do domu, tak nieszczęśliwie, że natrafił na żołnierzy stacjonujących u nich w domu. Nie wiem, czy wtedy udawanie większego kalectwa było karane, choć podejrzewam, że mógł mieć nieprzyjemności gdyby żołnierze odkryli, że nie jest jednonogi. Tej samej nocy stał się "cud" i pan Jezus przyszył Miguelowi odkopaną, zgniłą nogę (myślę, że zmiażdżona, krzywo zrośnięta, i całymi dniami podwiązana noga, mogła być mocno niedokrwiona, pewnie niemyta i wyglądająca jak zgniła).

    Co o tym myślisz?

    OdpowiedzUsuń
  2. Słyszałem o tym tyle, że taka historia miała miejsca, jednak jakoś nigdy mi się w to nie wnikało. Dopiero teraz przeczytałem coś więcej. Cóż, za sprawą wiekowości tej historii jej ostateczne wyjaśnienie leży już chyba poza naszym zasięgiem. Ja mając po jednej stronie elementarne prawa biologii, a po drugiej stronie opowieści ludzi, jednak skłaniałbym się do tego pierwszego. Nawet akt notarialny nie jest równym przeciwnikiem dla praw przyrody, tu jednak potrzeba coś więcej. Pamiętajmy, że mówimy o czasach kiedy nie istniała żadne środowisko czy instytucja mogąca dowieść takiego oszustwa. Dziś również lekarze mogliby stwierdzać odrośnięcia kończyn, gdyż na scenach iluzjoniści dokonują takich rzeczy i nie sadzę aby lekarz czy notariusz potrafili to inaczej wyjaśnić niż cudem.

    Ja przygotowując tą notkę dostałem link do równie doniosłego wydarzenia, gdzieś z końca XVIII wieku w Rzymie, kiedy w tym samym czasie Matka Boska na ok 100 obrazach jednocześnie zaczęła mrugać oczami, poruszać wargi i wykonywać inne drobne ruchy. Analogiczna sytuacja, znów mamy nieźle udokumentowaną relacje ale tylko jednej z stron. Pozostaje szukać wyjaśnień odwołując się do tych samych zjawisk dziejących się współcześnie, bo czemuż poruszające się figury miałyby być kiedyś prawdziwsze niż są teraz i czemu dawne, cudowne odrośnięcia kończyć bardziej przekonujące niż są dzisiaj. A jak są dzisiaj to widzimy, choćby w tej notce.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki za ciekawy wpis! Nowa szata stronki również na plus, szczególnie dział biblioteczka. Chyba że jej wcześniej nie zauważałem. Pozdrawiam autora. /JTI

    OdpowiedzUsuń
  4. Btw., myślę że warto by poświęcić oddzielną notkę postaci Ossowieckiego. Tym bardziej że w ilości cudów mu przypisywanych mógłby konkurować z ojcem Pio nawet. Gdzieś Pan autor już o tym wspominał, ale w polskich internetach nie ma właściwie nic na ten temat (nie licząc oczywiście masy nawiedzonych portali). Jedynie krótka notka na Sukcesy i Porażki Watch. W zasobach angielskich np. (w google books) często pojawia się opowieść o rzekomym eksperymencie z zaklejoną kopertą dokonanym przez Dingwall'a. Szkoda że nikt z rodzimych sceptyków za to się jeszcze nie zabrał.

    OdpowiedzUsuń
  5. Z szablonem wypadało już coś zrobić, jako że funkcjonował na tym samym kodzie od kilku lat, a to jak wiadomo w świecie internetu 5 epok.

    O Ossowieckim w teorii notka jest jakby gotowa, bo niegdyś czytałem jakieś książki o jego cudach odpisując na pytania w mailach. Zatem rzeczywiście warto chyba następny tekst poświęcić temu właśnie panu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja mam takie pytanko. Czy w ogóle coś takiego jak "zbiorowa halucynacja" istnieje ? Czy jest taka możliwość, że ludzie będąc w tłumie zobaczą coś, czego tak naprawdę nie ma, niczym schizofrenik ? Ci pielgrzymi w Conyers w Georgii "coś" widzieli. Wiadomo, że nic tam nie było, więc jest możliwe, że faktycznie te osoby miały jakąś masową iluzję? Chodzi mi o to czy takie zjawisko w ogóle jest naukowo udowodnione, np. w psychiatrii ? Ktoś się orientuje na ten temat? Pozdrawiam.

    P.S. świetny blog, gratuluję.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wydaje mi się że masowe poddanie się jakiejś wyabstrahowanej halucynacji byłoby rzeczywiście czymś niezwykłym i wydaje mi się jako takie niemożliwe. Mówiąc o zbiorowej halucynacji mamy raczej na myśli poddanie się większej grupy na oddziaływanie tych samych bodźców, stąd te same wypadowe urojenie. Jeśli działamy na ludzi tym samym, manipulacja sprowadzić się może do tego samego wyniku.

    OdpowiedzUsuń
  8. "Mówiąc o zbiorowej halucynacji mamy raczej na myśli poddanie się większej grupy na oddziaływanie tych samych bodźców, stąd te same wypadowe urojenie. Jeśli działamy na ludzi tym samym, manipulacja sprowadzić się może do tego samego wyniku."

    Mógłby Pan to jakoś rozwinąć? Bo szczerze mówiąc nie za bardzo to rozumiem.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. W eksperymentach można sprawić aby poddany presji grupy zobaczył krótszy odcinek jako dłuższy, jednak nie da się wmówić mu, że koło to w rzeczywistości kwadrat (chyba). Ludzie o podobnym doświadczeniu, wieku, tym samym bagażu kulturowym, ulegać mogą złudzeniom po tej samej linii. Czytelnicy i słuchacze tych samych mediów, odpowiednio zaimpregnowani, mogą ulegać tym samym pozytywnym lub negatywnym halucynacją. Wyznawcy jednej religii chórem zobaczą X a wyznawcy drugiej bez cienia namysłu Y. W Medziugorie każda pielgrzymka widzi tańczące Słońce, zaś dla postronnych widza, który nie wie, że miejsce te słynie z takich dancingów, nasza gwiazda świeci sobie najspokojniej.

    OdpowiedzUsuń
  10. W porządku. Zastanówmy się jednak nad jedną rzeczą. Jeżeli ileś tam tysięcy osób twierdzi, że widziało jak "Słońce wiruje, leci w ich stronę, niektórzy zobaczyli słońce prawie na ramieniu, itd" to czy można to nazwać złudzeniu po tej samej linii ? Wg mnie to brzmi jak jakaś halucynacja, jak mowa schizofrenika. Rozumiem, że można komuś wmówić, że mniejszy odcinek jest większy, ale skoro ( chyba ) nie można wmówić, że kwadrat jest kołem, to wg mnie tak samo ciężko jest wmówić, że słońce "leżało ludziom na ramieniu"... To ciężkie do zrozumienia. Brzmi jak jakaś schizofrenia paranoidalna wręcz, dlatego jestem ciekaw jak to możliwe, że tak duża rzesza ludzi jest w stanie "takie coś" zobaczyć. ??

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja powiem tak: Ja pojmuję to tak, że po prostu ludzie, którzy długo wpatrują się w słońce dostają jakiś "optycznych odjazdów". Niektórzy ślepną, niektórym wydaje się, że widzą niesamowite rzeczy. To by najłatwiej tłumaczyło, skąd za każdym razem gdy mowa o wpatrywaniu się w słońce w poszukiwaniu cudu to ludzie zawsze coś "ujrzą". Natomiast ta interpretacja ma jedną poważną wadę. Mianowicie, tych ludzi, którzy we wszystkich cudach słońca uczestniczyli od Fatimy po te Indie to by zliczyć można w tysiącach.... Gdybym ja doznał takiej wizji, to jest logiczne, że w inne dni chcąc się upewnić, czy to była prawda, próbowałbym też wpatrywać się w słońce i wyszukiwać różnych znaków. Gdyby faktycznie słońce powodowało takie efekty optyczne, to ludzie doznawali by je za każdym razem i z pewnością nie głosiliby, że był to cud, bo zdarzyło im się to także osobiście, w momencie kiedy przeprowadzali swój własny "eksperyment". Nie wierzę, że wśród tysięcy osób nie znalazła by się żadna, która by później nie próbowała tego powtórzyć, aby zweryfikować czy to cud, czy zwykłe efekty optyczne. A wtedy musiałoby to występować częściej niźli tylko podczas "cudów".

    OdpowiedzUsuń
  12. No własnie nie. "W teorii" to właśnie w zagłębiach maryjnych ludzie dostrzegać będą wirujące Słońca, a nie w Papuaskiej wiosce odciętej od Świata - praktyka potwierdza, że właśnie tak się dzieje. Przypominam, iż wszyscy widzimy to samo Słońce, więc jeśli wiruje w Fatimie, to i wiruje dla nas wszystkich na całej Ziemi. Obserwacje astronomiczne raczej nie potwierdzają faktyczności tego zjawiska. Pielgrzymi widzą je tylko w Medziugorie bo tylko tam słyszeli o czymś takim. Jeśli nie znasz historii tego zjawiska, nie odczuwasz atmosfery która upoważniałaby do takiego cudu, to Słońce nie będzie dla ciebie wirować.

    OdpowiedzUsuń
  13. Chodzi mi po prostu o to, czy jakby przeprowadzić taki eksperyment, ( oczywiście mówię teoretycznie, bo bynajmniej nie namawiam do wpatrywania się w słońce :-] ) że zbierze się 1000 osób i każe im wpatrywać w słońce, ale nie będzie się mówić o cudach, tylko będzie się ich prosiło, aby powiedzieli co zaobserwowali, bez żadnych religijnych podtekstów. To czy Ci ludzie też doznają jakiś "efektów optycznych", które oczywiście nie będą religijnie argumentować, tylko opiszą, że np "po jakiś 30 sekundach wpatrywania się w słońce, zaczęło się ono dla mnie jakby kręcić i dziwnie świecić". Wtedy byłby to dowód, że takie rzeczy są wywoływane efektami optycznymi, a ludzie podniesieni religijnym duchem interpretują to sobie na swój sposób. Tylko, że widząc to samo za każdym razem, powinni dostrzegać cuda zawsze kiedy popatrzą dłużej na słońce. A raczej o tym się nie słyszy, a jedynie, że przytrafią się to tym osobom podczas owych "spektakli". Trzeba więc by było uznać, że każda z Tych osób jest tak zidiociała, że widząc to samo zjawisko, za jednym razem uzna, że to cud, a za drugim, że zwykły efekt optyczny?

    OdpowiedzUsuń
  14. A jeszcze dochodzą te opisy, że niby ludzie byli mokrzy, a potem nagle wszystko dookoła wyschło. To już ciężko nazwać efektem optycznym. W masową halucynację też ciężko uwierzyć, w masowe kłamstwo również... zamotane te sprawy :-]

    OdpowiedzUsuń
  15. Jejciu, no przecież napisałem, że nie. Albo się nie rozumiemy albo się nie zgadzamy. Nie rozumiem dlaczego ludzie którym nigdy nie obiły się o uszy Fatimskie wydarzenia mieliby zobaczyc wirujące Słońce? No czemu? Od wpatrywania się w nie można pewnie zobaczyć wszystko, ale czemu jak jeden mąż taki niezorientowany w temacie tłumik miałby widzieć je akurat w wersji wirującej? Zgadzamy się chyba co do tego, że nasza gwiazda nie wiruje na zawołanie starszych pań na pielgrzymce. Czy nie, czy sądzisz, że Słonce naprawdę ulega takim tańcom? Nie muszę chyba pisać co by się stało, gdyby chociaż nietypowo drgnęło? Jeśli miliony instrumentów wycelowanych w gwiazdę tego nie dostrzega, a widzi to tylko kilka, kilkanaście osób, to ja nie mam wątpliwości kto jest bardziej wiarygodny. Tyle w tym cudu co w Matce Boskiej na korze drzewa.

    OdpowiedzUsuń
  16. To można wytłumaczyć każde zdarzenie po Fatimie. Ale Fatima była pierwsza i uczestnicy tamtego wydarzenia nie mogli być jakoś tym zaimpregnowani, czyż nie ? Ponieważ nie wiedzieli co ma się stać, i wcześniej nie działy się "rzeczy ze słońcem", i tam podobno widziało to więcej niż kilka, kilkanaście osób.

    OdpowiedzUsuń
  17. Widzę, że dyskusja rozgorzała na dobre. Mnie ciekawi inna rzecz. Mianowicie ile tak naprawdę świadków zdołano bezpośrednio przepytać? Mówi się, że w Fatimie było między 30 a 70 tys. A np w Heroldsbach ponad 10 tys, czy jakoś tak. Ale przepytano większość tam zebranych czy tylko jakąś część osób. Może się okazać, że np przeprowadzono rozmowę np z 2 tysiącami osób spośród tych 30 czy 70? A czy można przy takowym "cudzie" zastosować metodę statystyki, że np przepyta się tysiąc osób i później odniesie te wyniki do całości zebranej grupy? Czy przy badaniu "takich rzeczy" nie jest to możliwe? (Totalnie nie znam się na statystyce). Bo dla mnie zawsze pozostało ciekawe, ile tak naprawdę zebrano "bezpośrednich relacji" od naocznych świadków z tych wszystkich wydarzeń jak Heroldsbach czy Fatima. Może Pan Michał wniesie coś ze swoje wiedzy do mojego skromnego pytania :-] A tak w ogóle to gratuluję bloga, świetny :-]

    OdpowiedzUsuń
  18. Stuk - Puk, jest tu kto ? :p

    OdpowiedzUsuń
  19. Jutro jak wrócę z pracy na wszystko odpiszę :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Z tego co pamiętam tłumy zjechały w ten sławetny dzień do Fatimy tylko i wyłącznie aby cud zobaczyć, a jak historia uczy, jeśli zejdzie się tyle odpowiednio zaprawionych ludzi, to zawsze taki cud dostrzeże, czym by on nie był, zwykłym odbiciem, odblaskiem, mirażem, czy po prostu niczym. Już nie pamiętam, czy to w tłumie ktoś rozpętał tą histerie, czy same dzieci zaczęły krzyczeć aby patrzeć na Słońce, liczono pewnie na osobistą wizytę Matki Boskiej ale na bezrybiu i rak ryba. Natomiast jeśli chodzi o posłoneczne śledztwo odbyło się chyba dopiero po kilku latach (coś takiego wygrzebuje z pamięci, acz można sprawdzić to kilkoma kliknięciami) i przesłuchano kilkadziesiąt, kilkuset świadków. Według jednych (większość) Słońce tańczyło, według innych (mniejszość) nie.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ale czy te kilkadziesiąt czy kilkuset można odnieść na zasadach statystyki do całej grupy? (Ok, jestem ignorant, ale ze statystyka ja bynajmniej nie za Pan - brat :0 ). Np jak się robi sondaże wyborcze, dzwoni się do 1000 osób i spośród tego robią wynik całej populacji i w większości wiele się nie różni. Więc jeśli np przepytano 300 osób z tłumu, to mogli oni odpowiadać statystycznie za całą grupę? Chodzi mi o dane śledztwo :-].

    OdpowiedzUsuń
  22. Bo dla mnie niepojęta jest jedna rzecz. Taka Fatima nie różni się przecież niczym niż jakiś Pcim Górny. To mała wioska, która liczy kilka tys. mieszkańców. Ja czytałem, że śledztwo trwało 8 lat. To dla mnie powinni przepytać każdego mieszkańca. Jaki to problem w ciągu 8 lat, zbierając dowody porozmawiać z każdym mieszkańcem małej wioseczki. To mnie dziwi, dlaczego dany "kościelny śledczy" miałby się zadowolić relacjami np, kilkudziesięciu czy kilkuset osób, skoro mógłby dotrzeć bez problemu do większości ?

    OdpowiedzUsuń
  23. Może mieć znaczenie jedynie w oszacowaniu ile procent z zebranych widziało cud, co niezmienni jednak faktu, że wiele osób go tam widziało - tak mi się przynajmniej wydaje.

    OdpowiedzUsuń
  24. Poniżej wklejam link do ciekawego artykułu profesora fizyki ( co prawda katolickiego Uniwersytetu, ale wypowiada się on sceptycznie na temat danego zjawiska czy też zjawisk rzekomych cudów słońca ). Niestety dopiero szlifuję angielski, ale z tego co 5 przez 10 zrozumiałem to myślę, że można jakieś ciekawe wnioski wyciągnąć.
    http://www.meessen.net/AMeessen/MirSun.pdf

    OdpowiedzUsuń
  25. Na jednej anglojęzycznej stronce, znalazłem coś takiego - The Virgin had vowed at Valinhos to convince all that her apparitions were true and from God by performing a great miracle (The Thunder of Justice, page 137). But all in the Cova did not see the miracle of the sun so she lied. The Church lies that the 70,000 did see the miracle (page 54, What Happened at Fatima?) but then we are told that no two people seem to have seen the same thing (page 55, What Happened at Fatima?). “It is clear that only a proportion of the crowd, probably less than half, actually witnessed the miracle. There is some evidence to the effect that only those who were standing in a broad band across the centre of the Cova saw the vision; but the truth of this is now impossible to establish” (page 78, The Evidence for Visions of the Virgin Mary). The Cova was a natural amphitheatre which may mean that the event was a natural illusion caused by the way the sun’s rays were focused by the landscape. This would explain the broad band. The children might have seen it before when they were looking after sheep and planned to have the crowd there that day to see it. Remember Lucia did not roar at the people to look at the sun until she saw the “miracle”...... Tylko szczerze mówiąc, jakoś nie chce mi się wierzyć, że to faktycznie było jakieś "zjawisko", które się tam często zdarza i dlatego ludzie tylko, którzy stali w określonym miejscu cokolwiek widzieli. Swoją drogą ciekawe czy wszyscy, którzy stali w tym miejscu, o którym pisze autor widzieli ten "owy cud", czy także tylko niektóre osoby, które tam stały go widziały.. Nie czytałem książki McClure'a, więc nie wiem, czy on to objaśnia bardziej..

    OdpowiedzUsuń
  26. Jeszcze taki jeden opis.... nie wiem czy dobrze rozumiem, ale tutaj też jest potwierdzenie, że tylko z pewnego miejsca była możliwość dokładnego oglądania ? Cytuję "An interesting document has been left by the late Father Inacio Lourenco, a priest from Alburitel, a village about eleven miles from Fatima. We have ourselves taken the trouble to verify his recollections with many of his surviving parishioners, and especially with the school teacher, Dona Delfina Lopes, to whom he refers. Here is Father Lourenco's report:
    I was only nine years old at this time, and I went to the local village school. At about midday we were surprised by the shouts and cries of some men and women who were passing in the street in front of the school. The teacher, a good, pious woman, though nervous and impressionable, was the first to run into the road, with the children after her.
    Outside, the people were shouting and weeping and pointing to the sun, ignoring the agitated questions of the schoolmistress. It was the great Miracle, which one could see quite distinctly from the top of the hill where my village was situated—the Miracle of the sun, accompanied by all its extraordinary phenomena.
    I feel incapable of describing what I saw and felt. I looked fixedly at the sun, which seemed pale and did not hurt the eyes. Looking like a ball of snow revolving on itself, it suddenly seemed to come down in a zigzag, menacing the earth. Terrified, I ran and hid myself among the people, who were weeping and expecting the end of the world at any moment"

    OdpowiedzUsuń
  27. Mnogość wyjaśnień naturalnych rzeczywiście przytłacza, szczególnie że wiele z nich się wzajemnie wyklucza. Mnie także nie przekonują wyjaśnienia które bazują na atmosferycznych wygibasach natomiast niezłe fragmenty zawiera pedeef zalinkowany u góry. Przyporządkowuje on konkretne opisu z szerokiej palety cudów Słońca, konkretnym reakcjom oka na intensywne światło.

    OdpowiedzUsuń
  28. Odnośnie tego cytatu - "There is some evidence to the effect that only those who were standing in a broad band across the centre of the Cova saw the vision; but the truth of this is now impossible to establish” - to ciekawi mnie czy znajdują się relacje od osób, które znajdowały się w opisanym miejscu w tym szerokim łuku w centrum Cova da Iria, a mimo to nie widziały nic szczególnego. Ponieważ jeżeli wszystkie osoby, które stały w danym miejscu stwierdziły, że coś widziały to mogło by to wskazywać, że faktycznie "coś tam zaistniało" na zasadzie jakiegoś naturalnego fenomenu atmosferycznego. Ale jeżeli także znajdują się opisy od osób, które twierdzą, że nic szczególnego się nie stało, a znajdowały się w opisywanym miejscu, to wyjaśnienie powinno być podobne jak w innych wypadkach "cudów słońca". Tylko jeżeli relacje osób z "a broad band across the centre of the Cova" byłyby różnorakie, a nie jednoznacznie wskazujące, że coś zostało zauważone, to po co autor by to poruszał? To mnie ciekawi..

    OdpowiedzUsuń
  29. Czyżby jakieś świąteczne przygotowania ? :-]

    OdpowiedzUsuń
  30. A tej notki już chyba dawno nikt nie odwiedzał...

    OdpowiedzUsuń
  31. Niedowiarki...trzeba pojechac i doswiadczyc na wlasnej skorze...bylam widzialam wirujące słonce...rõżaniec na niebie i kilka osöb opętanych przez szataa...żadna halucynacja naprawde to wzystko widziałam...Natalia

    OdpowiedzUsuń
  32. A ja widziałam, jak ludzie modlili się do a) plamy wilgoci na murze, b) źle umytego okna. Widziałam świnię na niebie i chorych psychicznie, o których stare dziadki mówiły, że to jak nic opętanie. Szkoda tylko, że mur wysechł, okno umyto, obłok się rozwiał a chorzy trafili tam, gdzie ich miejsce i dostali leki. I po cudach.

    OdpowiedzUsuń
  33. @Autor
    Dopiero dziś trafiłam na ten artykuł.
    ""Kamery zrujnowały także frajdę tym, którzy widzieli mrugającego oczami Jezusa w 1989.""

    A gdzie w 1989 r. Jezus mrugał oczami? Interesuje mnie to, bo też widziałam tylko, że w 1988 r. w Wilnie. Do tego twarz figury Jezusa ożywała. Tak się wystraszyłam, że pociągnęłam córkę za rękę i szybko wyszliśmy z kościoła. Myślałam, że mam halucynacje, ale okazało się po jakimś czasie, że i córka to widziała. Opowiadała; "bo u tych ruskich to nawet są takie Jezusy, co ruszają oczami jak lalka śpiąca".

    Kaśka

    OdpowiedzUsuń
  34. Panie Michale Łaszczyk, bardzo mi zależy na odpowiedzi w temacie "Cudotwórcze oczy"
    Kaśka

    OdpowiedzUsuń