Jak zbić miliony na ludzkiej naiwności - na przykładzie Grahama Hancocka

Michał Łaszczyk - 17 września

Koniec zaglądania na półki z przecenioną żywnością! Nareszcie wiem jak zarabiać na pisaniu. Przeanalizowałem styl pisarza który odniósł światowy sukces. Jakoś tak się złożyło, że w łapska wpadł mi Graham Hancock, obecnie chyba najpopularniejszy na świecie "badacz tajemnic". Ma na koncie 10 milionów sprzedanych książek, więc raczej nie kupuje w Lidlu sera z dwudniową datą przydatności. Twierdzi, że kilkanaście tysięcy lat temu istniała na Ziemi super cywilizacja, którą załatwiły komety. Ci którzy przeżyli założyli wszystkie starożytne kultury jakie znamy. Przebrnąłem przez dwie jego prace, obie wydane u nas w 2016, obie w wydawnictwie Amber. "Magów bogów" czytałem jako pierwszych. Niestety nie przypuszczałem jakie arcydzieło mam przed sobą i nie robiłem notatek. Przy "Śladach palców bogów" nie popełniłem już tego błędu. Numery stron będą się odnosić do tej drugiej książki. Jak zatem zbić miliony na pisaniu?

Hancock

  • Do znudzenia podkreślaj jak długo się tym zajmujesz. "W czasie moich bardzo długich badań", "w trakcie 20 lat śledztwa", "podczas moich żmudnych ekspertyz". Niech ludzie wiedzą, że nie wypadliście sroce z podogona. Hancock jest mistrzem w rozpylaniu wokół siebie aury eksperta. Zamiast "na zdjęciu, które widziałem w internecie" mówi "zbadany przeze mnie manuskrypt'. "Stare źródła" to u Hancocka "rękopisy do jakich dotarł" itd. Nawet wklejając grafiki z Wikipedii dodaje, że to "trudno dostępne i rzadko publikowane materiały".
  • Laik o czystym, otwartym umyśle wie najlepiej. Hancock doszedł do wniosku, że wykształcenie w dziedzinie w której chce mówić, jedynie przeszkadza. Ledwo ukrywa pogardę w stosunku do specjalistów z owych dziedzin. Nazywa ich 'akademikami", "dogmatykami", "bezkrytycznymi uczonymi", przedstawicielami "konserwatywnej, ortodoksyjnej, autorytatywnej nauki". Przez usta nie przejdzie mu, że naukowcy się na czymś znają. Woli zwrot "fakty mają się inaczej niż wyobrażają to sobie uczeni". Uczeni nic nie wiedzą, oni sobie wyobrażają.
  • Nie dbaj o proporcje. Hancock uważa, że wszystko co egiptolodzy wiedzą o piramidach to dosłownie dwa akapity. Kończy je zdaniem: "takie są przekonania współczesnych uczonych, bezkrytycznie przyjmujących fakty historyczne. Załóżmy jednak, że nie są one faktami" (s. 301). Od tego miejsca mamy 180 stron jego własnych, szalonych teorii. Nie cierpi egiptologów. W wielostronicowym wywiadzie na temat historii Egiptu za eksperta robi John West, pisarz s-f.
  • Wyciągaj możliwie najdalej idące wnioski z najbardziej trywialnych przesłanek. Jeśli w czasie podróży po Ameryce Południowej widzieliście na kamieniu rysy przypominające Słonia, koniecznie to odnotujcie (s. 91). Hancock usłyszał gdzieś, że indiański język ajmara (urzędowy język Boliwii) ma przyjazną dla komputera składnie. Pyta więc "czy to nie dziwne, że stworzony tysiące lat temu język da się analizować komputerowo? Czy to nie dowód, że kulturę tą założyła zaawansowana informatycznie istota?" (s. 98).
  • Wszystko jest starsze niż mówią "akademiki". Machu Picchu nie ma 600 lat a 6000 (s. 69). Sfinks nie ma kilku tysięcy lecz kilkanaście (s. 352). Jeśli Hancock cytuje "znamienitych geologów" lub "słynnych archeologów" są to postacie z XIX wieku, prezentujące dawno zapomniane teorie, pasujące do tez Hancocka. Przy datowaniu budowli najważniejsze są "badania astronomiczne" (s. 69, 75, 86). W "Magach bogów" nazywa to skromnie datowaniem światłem. Jeśli chcecie "datować światłem" swój dom, sprawdźcie czy wraz z domami sąsiadów nie tworzy jakiegoś wzoru. Wymyślcie jaki gwiazdozbiór wam to przypomina. Na końcu ustalcie ile tysięcy lat temu gwiazdy ułożyły się w ten sposób. Ot całe datowanie. 
  • Szukajcie podobieństw i ukrytych przekazów. Porównujcie wszystko ze wszystkim. "Czy to przypadek, że ilość tomów wielkiej chińskiej księgi jest zbieżna z latami panowania królów Sumeru"? (s. 265). Według Hancocka starożytna cywilizacja sprzed kilkunastu tysięcy lat zostawiła nam wiadomość, zaszywając w kulturach liczby 12, 30 i 72 (s. 275). Ta obsesja tropienia liczb wydaje się odrobinę niezdrowa. Hancock porównuje ilość sylab w indyjskich księgach, liczbę aniołów w Biblii i... ceny w Singapurze. Policz więc ile masz par butów, ile jest w nich dziurek, ile jest warstw w podeszwie. Dziel, mnóż i dodawaj te liczby przez siebie. Pamiętaj, wszędzie zakodowane są przekazy starożytnych.
  • Wszystkie kultury mają te same mity. To niesamowite, że w tylu miejscach na Ziemi, gdzie pada deszcz, istnieje jakaś legenda o powodzi. No skąd, pytam się, skąd? Według Hancocka każda mityczna ulewa to biblijny potop. Traktuje dosłownie dawne opisy misjonarzy, którzy streszczając egzotyczne religie używali biblijnego języka. Jeśli Inkaski bóg Wirakocza przypominał misjonarzom św. Bartłomieja lub św. Tomasza to dowód że Wirakocza przybył z Bliskiego Wschodu (s. 55). Hancock wciąż pyta "czy to przypadek, że tak szczególne symbole powtarzają się w tak różnych miejscach?" Tym niedającym się wyjaśnić podobieństwem są znane z różnych kultur, wizerunki brodatych mężczyzn (s. 162). Rozpowszechnienie brody u mężczyzn na Ziemi, jest zatem dowodem istnienia Atlantydy. 
  • Zachowuj się jak Janusz. Hancock, po przekupieniu strażników, wdrapuje się na czubek Wielkiej Piramidy. Z dumą opisuje jak sypią się kamienie kiedy z niej schodzi. Kiedy ochrona nie patrzy kładzie się w starożytnym sarkofagu. Cieszy się na widok zniesmaczonych turystów, którzy widzą jak narusza taśmy i pakuje się do zabytkowego eksponatu. Hancock jest januszem archeologii. Nigdy nie myślałem, że przyjdzie mi to napisać, ale Erich von Daniken to przy nim poważny badacz. Hancock robi nawet przytyki w stronę Szwajcara. Wyśmiewa teorie, w której rysunki z Nazca mają coś wspólnego z kosmitami. Według niego, wystarczyło aby starożytni użyli samolotów (s. 48). No tak, kosmici to bzdura ale samoloty mają sens.
Podsumowując. Jeśli planujecie sprzedać miliony książek to traktujcie ludzi jak idiotów. Nie trzeba nawet niczego wymyślać. Można użyć bzdetów krążących w środowisku paranormalnym od dziesięcioleci. "Ślady palców bogów", choć u nas świeżo wydane, powstały pod koniec lat 90. W książce roi się od wzmianek o końcu świata Majów, który jak wiemy, miał miejsce w 2012. Hancock analizuje też inne daty. Przekonuje, że koniunkcja planet 5 maja 2000 roku doprowadzi do "nadzwyczajnych rzeczy" (s. 237). Jeśli za kilka lat rozpoznacie mnie w roli telewizyjnego wróża, albo tropiciela starożytnych kosmitów, proszę, nie oceniajcie mnie. Naprawdę chciałbym się kiedyś przekonać, czy ser z 3-tygodniowym terminem przydatności smakuje inaczej, niż ten kupiony na ostatnią chwilę.

  • Udostępnij:

Coś w podobnym klimacie

11 komentarze

  1. Czasem sobie myślę, że to powinno podpadać pod kodeks karny...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale z tym serem... tak, smakuje inaczej. Co więcej, najlepszy się robi nawet nieco po terminie przydatności. Serio, serio. On potrzebuje czasu, żeby dojrzeć a u nas są wyśrubowane normy określające przydatność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam też przeterminowane bułki. Jeden z dyskontów sprzedaje rano pieczywo z dnia poprzedniego. Za złotówkę można mieć reklamówkę bułek, wychodzi po 5 gr za sztukę.

      Usuń
  3. Pracuje w biznesie, w ktorym klientami sa bardzo inteligentni ludzie. To jest tortura, nie ma zadnego miejsca na zysk, klienci lepiej wiedza jak jest cena zakupu niz ja. Jak ja zazdroszcze pracownikom, ktorzy maja kretynow za idiotow. Na przyklad producentow bizuterii z plastiku, ktory sprzedaja jakby byla ze zlota. Albo pracownikow zakladow kosmetycznych, oferujacych sciemnione zabiegi. Albo znachorow. Albo ksiezy. Albo politykow.

    OdpowiedzUsuń
  4. "Wymyślcie jaki gwiazdozbiór wam to przypomina. Na końcu ustalcie ile tysięcy lat temu gwiazdy ułożyły się w ten sposób."

    Nie trzeba dwa razy powtarzać :-P

    Mój dom i dom mojego sąsiada przypomina układ gwiazd Kastora i Polluksa. Gwiazdy te ułożyły się koło siebie już kilkadziesiąt tysięcy lat temu, jeśli wierzyć programowi Stellarium.

    Szacowny wiek. Chyba zacznę kopać u siebie w piwnicy - może znajdę jakieś artefakty starożytnych kosmitów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pssss, ciszej Arku. Chcesz stracić dom? Najprawdopodobniej zasiedlasz paleolityczne obserwatorium astronomiczne. Jak Ci UNESCO wpisze dom na listę światowego dziedzictwa, to długo tam nie posiedzisz.

      Usuń
    2. chyba, że pana arka(i sąsiada) też wpiszą na tą listę.

      Usuń
  5. Zgodnie z twoim własnym wpisem, polecam wydawać się na zachodzie. Albo może wręcz Japonia? Łatwiej będzie im uwierzyć, że w jakimś dzikim kraju dzieją się rzeczy nadprzyrodzone.
    Koniecznie musisz mieć nazistów. I tajne radzieckie bazy!

    OdpowiedzUsuń