Podróżnicy w czasie opanowują internet

Michał Łaszczyk - 12 czerwca

W ostatnich dniach The Sun wałkuje temat Jamesa Olivera. Chłopak twierdzi, że przybył do nas z przyszłości, dokładnie z roku 6491. Brytyjski dziennik nie bagatelizuje słów youtubera, jego wersję potwierdził przecież wykrywacz kłamstw. Dobrze, że Oliver nie twierdził, iż jest kukurydzianym chrupkiem, bo gdyby wskazówka wariografu nie drgnęła, uznano by istnienie chrupko-ludzi. Tak czy owak podróżnicy w czasie zalewają sieć. Pół roku temu ze swej przeszłości (tudzież przyszłości) zwierzył się Alexander Smith. Opowieść o tym jak trafił tu z roku 2118 obejrzało na youtube 7 milionów widzów. Tej zimy, również na youtube, swój coming out zaliczył niejaki Noah, przybysz z roku 2030. Znalazł się też chrononauta, który przywiózł ze sobą fotografię miasta z 6000 roku. Jeśli macie kramik z pocztówkami możecie być spokojni o ten biznes. Za 4 tys lat pocztówki są nadal w modzie. Zdjęcie z przyszłości wygląda tak.

Na podróżach w czasie można zrobić prawdziwą karierę. Udowodnił to dr Bruce Goldberg, psychoterapeuta, badacz innych wymiarów i podróżnik w czasie. O swoich wyprawach skrobnął nawet kilka książek. Prowadzi też drogą, autorską terapie opartą na psychologii z przyszłości. W karierę polityczną poszedł natomiast Andrew Basiago. Trzeba przyznać, że gość ma rozmach. Nie ograniczał się do pospolitych podróży w czasie. Teleportował się po całej galaktyce. Dzięki swym umiejętnościom dowiedział się, że do roku 2028 zasiądzie w Białym Domu. W 2016 kandydował już na prezydenta USA.


Rozwój internetu jest dziwnie powiązany z chrononautami. Do prekursorów trollingu należał John Titor. W roku 2000, na raczkujących wówczas forach przekonywał, że przybył tu z roku 2036. Przez pewien czas uchodził za internetowego celebrytę. Niestety dość szybko popadł w krzysztofojackowizm. Przewidział wiele wojen, które nie wybuchły. Okolice roku 2000 to także Bob White (w rzeczywistości, cierpiący na schizofrenie Robert Todino), pionier spamu. Rozklekotany wehikuł czasu Boba odmówił posłuszeństwa i biedak utknął w naszych czasach. Postanowił rozesłać tysiące maili w nadziei odnalezienia innych chrononautów. W mailach pytał, czy ktoś pożyczy mu "generator osnowy rzeczywistości", bo jego uległ awarii. Nikt nie podzielił się swoim generatorem. Goście z przyszłości okazali się chytrymi złamasami.

Na koniec klasyczny fake news - historia Andrew Carlssiniego. W 2003 aresztowało go  FBI, po tym jak w ciągu kilku dni spędzonych na giełdzie, rozmnożył kilkaset dolarów do astronomicznej kwoty 350 milionów. W czasie przesłuchania zeznał, że wszystko to dzięki podróżom w czasie. Wiadomość tę powieliło wiele poważnych gazet, w tym bankier.pl. Niestety, ale historia ta została wymyślona na łamach Weekly World News. W numerze o Carlssinim, mamy również historie dziecka z Baltimore, które źle wykręciło numer telefonu i dodzwoniło się do Bin Ladena. Parę stron wcześniej znajdziemy też wywiad z kosmitą, który żąda opuszczenia Ziemi przez ludzkość, dając nam czas do 1 stycznia 2020. Nie przeszkodziło to znanemu, polskiemu youtuberowi Krzysztofowi Woźniakowi, przeprowadzić dogłębną analizę przypadku Carlsinniego. Na co dzień Woźniak poszukuje dowodów na to, że papieżem Franciszkiem sterują kosmici oraz tropi żydowskie spiski. Jednak przede wszystkim znany jest z krzewienia myśli Janusza Korwin Mikke. Tak, w internecie takie poglądy chodzą parami.

  • Udostępnij:

Coś w podobnym klimacie

3 komentarze

  1. A ludzie się na to nabierają. Parę lat temu krążyła jeszcze historia Szweda, który naprawiając rury przeszedł przez portal do roku 2030 i spotkał siebie z przyszłości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kojarzę tę historię. Okazało się, że to reklama funduszu emerytalnego, czy czegoś tam z emeryturami.

      Usuń
  2. Wielkie mi mecyje podróżowanie w czasie. U mnie,za młodu dość regularnie po piątku wyskakiwał poniedziałek. Gratuluję doskonałego bloga.

    OdpowiedzUsuń