Słowiański demon twarzą antyszczepionkowców

By Michał Łaszczyk - 20 czerwca

Niedawno troskliwe mamy przemaszerowały przez Warszawę w proteście wobec przerabiania ich dzieci na autystyczny szrot. W marszu przeciwko przymusowi szczepień wzięło udział kilka tysięcy rodziców zaniepokojonych tym, co szczepionki robią z ich dziećmi. Tradycja walki z mrocznymi siłami, które tylko czyhają aby wypaczyć nasze maluchy jest długa, przynajmniej średniowieczna. Jak dobrze, że mamy takich rycerze, uff. Pokolenia zarażających autyzmem potworów zawsze ubierały się w modne, stosowne do epoki ciuchy. To jednak wciąż ta sama dynastia potworów, jadąca na starych, rodzinnych recepturach.

Aż do XX wieku szczepionka powodująca u dzieci autyzm znana była jako mamuna. Polski Atlas Etnograficzny podaje 26 nazw tej postaci, ale pozostańmy przy mamunie. Demon należał do tych bezczelnych. Potrafił wejść do domu i ukraść zdrowego niemowlaka, zostawiając w jego miejsce chorego. Choć rodziny pełniły przy kołyskach prawdziwe dyżury - jak to mówią - dzieciaka nie upilnujesz. Mamuna niczym kukułka podrzucała nam do wychowania swoją, wybrakowaną sztukę. Dzieciaki zostawione przez tego demona nazywano różnie. Przede wszystkim był to odmieniec i podrzutek, ale też podciepek na Śląsku, podzimek na Mazowszu i skrzotowy syn w Lubuskim. Były to dzieci przeważnie upośledzone. Pewne ich cechy, jak małomówność i niechęć do ludzi wskazują na autyzm. Cech autystycznych doszukiwano się też u ich demonicznych rodziców. Dla ochrony przed porwaniem, przy kołysce dziecka rozsypywano ziarno. Wierzono bowiem, że demoniczna porywaczka ma obsesje na punkcie liczenia. Jeśli u dorastającego dziecka rodzice rozpoznali cechy potomka mamuny, jego los wyglądał ponuro. Do wynalezienia dzieciństwa (XIX wiek) nikt się z takimi dziećmi nie cackał. Istniało społeczne przyzwolenie na pozbycie się podrzutka, który nie był przecież dzieckiem ludzi, a bękartem mamuny. 


Co mają począć nasi antyszczepionkowcy, kiedy dowiadują się, że ich dziecko nie rozwija się prawidłowo? Nie mogą przecież, jak swoi pradziadkowie, oskarżyć o wszystko mamunę. A przecież to nie może być przypadek, że mała jest chora. Za tym wszystkim musi stać jakaś diaboliczna siła. Wejdźmy na chwile w głowę takiego rodzica. Wiem, że strach bo ciemno i pusto ale spróbujmy. Jeśli nie mamuna to kto jest winny moich niespełnionych oczekiwań wobec dziecka? Podobnie jak nasi przodkowie pilnowałem naszego bobasa aby nic mu się nie stało. Poza najbliższą rodziną i służbą medyczną noworodek nie miał z nikim kontaktu. Zaraz, zaraz, służba medyczna, hmmm?! Aha, a więc to te szatany wypaczyły mi dzieciaka! To szczepionka popsuła mi Dżesikę! 

Medycyna byłaby łatwym celem nawet bez swoich magicznych, niezrozumiałych dla Kowalskiego procedur. Wróg musi być nieuchwytny i niewidzialny. Komuś zależy by nasze dzieci chorowały. Nie wiemy kto to, ale na pewno patrzy jak jeździmy z małym na rehabilitacje i się śmieje. Nawet najgłupsza historia jest lepsza, od pomysłu, że za wszystkim stoi bezduszny przypadek. Gdyby istniała jakaś dziwna tradycja wysyłania noworodków do piekarzy, to nie szczepionki a zapach chleba wywoływałby u nich autyzm.

  • Udostępnij:

Coś w podobnym klimacie

6 komentarze

  1. To słowianie przed chrztem wiedzieli co to autyzm ? :D :D :D

    Brawo dla autora tego tekstu... Podziwiam wyobraźnie - czasem są konkursy np żeby napisać jakieś opowiadanie do Wiedźmina, myślę że dałby radę wygrać z taką fantazją :D :D hahahahah

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "To Słowianie przed chrztem wiedzieli co to autyzm?" ??? Że co?

      Usuń
  2. Słowianie właśnie nie wiedzieli, dlatego wywalali do lasu, niech sobie mamuna zabierze z powrotem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tu jest dużo lepiej napisany artykuł na ten sam temat: http://zw.lt/opinie/kaja-kojder-szczepienia-demony-xxi-wieku/

    OdpowiedzUsuń