Zięba bardziej lekarska od lekarza

By Michał Łaszczyk - 05 maja

Widzieliście film w którym bohater odkrywa, że stał się tym z czym walczył? Kończy się zwykle bohaterskim samobójstwem, lub po prostu samobójstwem. Właśnie dlatego nie wróżę Jerzemu Ziębie szczęśliwego zakończenia.

Jeśli ostatnie lata spędziliście na strychu, szczury zeżarły wam router i nie wiecie o kim mowa - Jerzy Zięba to połączenie Czesława Klimuszki, Zbyszka Nowaka i doktora Witta. Czyli uzdrowiciel leczący witaminami, które chętnie sprzeda. Jak na tak omszałe podejście do zdrowia, Pan Jerzy jest bardzo nowoczesny w warstwie marketingowej. Facebook, youtube, twitter, tindershowup. Jerzego Ziębę wyróżnia na tle innych uzdrawiaczy agresywny stosunek wobec normalnych metod leczenia. Normalnych w sensie szpitalnych, takich jak Pan Bóg przykazał. Szarlatani rzadko wchodzą w otwarty spór z medycyną głównego nurtu. Pan Jerzy jest niechlubnym wyjątkiem. Słowo "lekarz" wywołuje u niego ślinotok, jego oczy zaczynają błyszczeć, a włosy stają dęba. Może nie zmienia się w wilkołaka (a szkoda), ale ewidentnie lekarze to nie jego grupa docelowa.

Do wpisu skłonił mnie film Dawida Ciemięgi sprzed dwóch dni. Pan Dawid, lekarz ze Śląska znany jest antyszczepionkowcom z pozwów sądowych jakie dostają za szykanowanie jego osoby. Doktor nie spoczął na laurach. Pójść na krucjatę przeciw antyszczepionkowcom, a zostawić Ziębę w spokoju, to jak zasypać studnie Saladynowi, a zostawić mu jezioro. Pominę co Pan Dawid mówi o Jurku i skupię się wyłącznie na jednym. Otóż najlepszym w całej tej historii jest wizerunek Jerzego Zięby. 


Dawid Ciemięga kreuje się na młodego, aktywnego obieżyświata. To nas nie interesuje, ciekawie robi się dopiero przy Jerzym. Kontrast między Panami bije po oczach. Otóż Panie i Panowie, Pan Zięba, z wykształcenia inżynier, wygląda jak arcylekarz! Jest tak lekarski, że już bardziej być nie można. Naśladuje charakterystyczny dla lekarzy metajęzyk, a za jego plecami wiszą dyplomu jak w gabinecie lekarskim. Moim ulubionym elementem jego nagrań są wykafelkowane ściany - zupełnie jakby nagrywał swoje filmy na sali operacyjnej. Pan Jerzy to do bólu stereotypowy lekarz - wiek, głos, wygląd. W mniemaniu swoich fanów Jerzy Zięba, to doktor Jerzy Zięba i absolutnie im się nie dziwię.

W swojej książce "Ukryte terapie" Zięba nie może wprost nachwalić się ludowych znachorów. Tylko co z tego? Nawet jeśli bliżej mu do leśnego uzdrawiacza z brodą z pszczół, to i tak musi się wcielać w rolę lekarza. W Polsce musimy otoczyć się aurą lekarza, jeśli chcemy wiarygodnie leczyć. Szaman z kościanym naszyjnikiem wciąż ma swoich fanów, ale wizyty u niego są już obciachem. Pan Jerzy jest dzieckiem zrodzonym z triumfu etosu lekarskiego. Choć swój wizerunek budował w kontrze do zachodniej medycyny, wszystko co w nim przyciągające pochodzi właśnie od niej. Nie wiem, czy Jerzy jest tego świadom. Jeśli tak to współczuję.

Zbigniew Nowak wynajął kiedyś magazyn, aby pomieścić wszystkie listy jakie dostał od Polaków. Miał ich chyba milion, albo pól, nie chcę skłamać. Dziś sprzedaje "deseczki wodne" po 4 zł za sztukę. Ponoć wspomagają uczenie kiedy oprzesz na nich książkę. Tak kończą uzdrowiciele. W tym kraju pstrokaty pan na łaskawym koniu jeździ, czy jako tak.

W historie o Jerzym Ziębie jest coś optymistycznego. Wpompowanie miliardów złotych w reklamy niedziałających na nic suplementów, prezentowanych przez ludźmi w fartuchach, coś jednak dało! Zaczyna brakować miejsca na leczenie nie przypominające procedur medycznych. Każdy musi udawać lekarza. A przypomnę jak wyglądała działalność Zbyszka Nowaka, z czasów sprzed nachalnej medykalizacji. Społeczeństwo energetyzowało się fotografiami Zbyszka, który sam wyglądał jak szaleniec. Choć z jednej głupoty przechodzimy w drugą, to nie jest gorzej. Czasy w których leczono nas piórem sowy złapanej o północy odeszły na jakiś czas w zapomnienie. Jedyna możliwość aby opchnąć dziś coś takiego, byłaby sowopióryna podawana w tabletkach. Jedna Zięba jesieni nie czyni. Nie wierzę, aby udawanie lekarza przez Pana Jerzego mogło trwać wiecznie. Przynajmniej dzięki tym nowym trendom w znachorstwie sowy wreszcie odetchną.

  • Udostępnij:

Coś w podobnym klimacie

3 komentarze

  1. Ale w czym problem? Parafrazując innego znanego celebrytę "chcącemu nie dzieje się krzywda". Jeśli ktoś ma raka terminalnego i woli pożyć trzy miesiące w domu, zamiast rok w szpitalu - jego wybór. ja czasem testuję na sobie różne rzeczy, a to się napiję wody z fiordu, ostatnio piłam wodę z bagien jako profilaktykę przeciwkleszczową. Mam ten luksus, że nie robię sobie żadnych badań od lat, więc mi przynajmniej nie wciskają niepotrzebnych leków, tak jak mojemu dziecku przy każdej wizycie. I ten foch, że nie mamy nebulizatora... mija minuta i zamiast tony leków dostajemy receptę na syrop i psikacz do nosa, czyli wszystko to, co już dawno mamy w domu kupione. Dziecko bez nebulizacji zdrowe w tydzień. Medycyna sama sobie Ziębę wyhodowała, nie inaczej. Ile chorób wmawiali lekarze memu dziecku, odkąd się urodziło... a to napięcia mięśniowe, a to alalie, autyzmy i inne dzikie węże. Minęło kilka lat, nawet do logopedy nie chodzi. Sepleni? Wyrośnie. Mam wielu znajomych, co latają z dziećmi do specjalistów latami i ich dzieci seplenią tak samo, zero poprawy. Ale biznes się kręci. Skoro lekarzom wolno, to wolno też innym, taki lajf.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym jednym akapicie ujęłaś sendo zięmbologii, pełen cykl autozniszczenia: Nie robię żadnych badań -> Piję wodę z bagien -> Jak już znajdą u mnie raka to jest to ostatnie, terminalne stadium, bo wcześniej nie robiłam badań -> i tak umrę więc znów mogę pić wodę z bagien.

      Usuń
    2. Wiesz problem właśnie polega na tym, że ludzie rezygnują ze standardowego leczenia na rzecz niekonwencjonalnego wierząc iż ich uzdrowi, co powoduje ich szkodę.
      NIE MAJĄ ŚWIADOMOŚCI ŻE DOSTAJĄ FAŁSZYWE INFORMACJE!!!
      Tak więc takie oszustwo szkodzi ludziom :/
      Inna bajka to wolę w domu 3M zamiast w szpitalu 12M.
      Masz świadomość i wybierasz co chcesz to OK byleby ktoś nie wprowadzał Ciebie celowo w błąd.

      Usuń