Jak umrzeć i zachować świeżość

By Michał Łaszczyk - 23 maja

Typowy dzień z życia robaka cmentarnego. Osiem godzin harówy, kopania tuneli i przegryzania się przez trumny. W drodze do domu goni cię jeszcze kret. I wszystko to dla kilku kęsów gnijącego mięsa. A robak chciałby czegoś więcej. Robak śni o legendarnym daniu - wiecznie świeżym, nietkniętym przez czas trupie kogoś świętego. Wiem, że wzruszył was los robaka, ale otrzyjcie łzy. Ktoś go najzwyczajniej w świecie oszukał. Pomysł, że ciała świętych się nie psują jest dziwny nawet jak na katolików. Zupełnie jakby pochodził z jakiegoś obcego świata, gdzie sposób w jaki gniją zmarli ma jakiekolwiek znaczenie. To musiała być naprawdę zwariowana rzeczywistość - i taka w istocie była. Aby zrozumieć dlaczego ciała świętych zachowują świeżość, należy przyswoić sobie odrobinę średniowiecznej mentalności.

Śmierć pojmowano w średniowieczu inaczej niż dziś. Ściślej mówiąc w ogóle jej nie pojmowano, z chowaniem żywych ludzi włącznie. Choć ludzie jako tako wiedzieli jak rozpoznać śmierć, rozumieli, że z tymi przesłankami bywa różnie. Ktoś może się nie ruszać, mieć płytki oddech, a potem ożyć. Śmierć stopniowano. Ludzie byli mniej lub bardziej martwi. Także w naszej kulturze śmierć niczego jeszcze nie kończy. Oznacza jedynie zawieszenie pomiędzy żywym a martwym, ze wskazaniem na to drugie. Istnieje przyzwolenie, aby tuż po śmierci żegnać się z takim ciałem niemal jak z żywą osobą. Do symbolicznego opuszczenia świata żywych służy pogrzeb.


Średniowieczni ludzie mieli pod tym względem już zupełnie namieszane w głowach. Nawet ciało w zaawansowanym stadium rozkładu mogło kontaktować się z żywymi. Wierzono, że zwłoki mogą zdradzać intencje zmarłego, a truposz może wskazać na coś palcem. W Strange Histories: The Trial of the Pig, the Walking Dead, and Other Matters of Fact from the Medieval and Renaissance Worlds, znajdziemy na to parę przykładów. Sądzono np. że zwłoki będą krwawić w obecności mordercy. W 1267 w Badenii mordowano z tego powodu Żydów. Uznano bowiem, że w ich obecności twarz martwego chłopca zarumieniła się.

Także fazy rozkładu miały swoje znaczenie. Ciało czarne i spuchnięte mogło świadczyć o złym prowadzeniu się za życia. Zwłoki blade, dobrze zakonserwowane, interpretowano jako przejaw pobożności. Kościelnych hierarchów nie chowano więc w ziemi, a w kryptach - i to w matrioszkach złożonych z kilku metalowych trumien. Sprzyjało to naturalnej mumifikacji co było dowodem ich boskiej przychylności. Ciało mniej rozłożone, a więc niejako "bardziej żywe" świadczyło o zatrzymaniu się pomiędzy tym a tamtym światem. Taki "żywo-martwy" święty był idealnym pośrednikiem pomiędzy Bogiem a ludźmi. Kiedy ktoś powszechnie zły uchronił się przed robakami uważano to za sprawkę diabła. Ktoś taki był aż tak zły, że nawet szatan nie chciał go w piekle. Taki przypadek opisuje Mickiewicz w wierszu "Popas w Upicie". Inspiracją dla poety były zwłoki Władysława Sicińskiego, posła który jako pierwszy użył liberum veto. Jego zasuszone ciało przechowywano na Litwie aż do XIX wieku, jako dowód jego podłości.


Jedyną tajemnicą, a zarazem jedyną odpowiedzią, na to co dzieje się z ciałami świętych, jest wiara. Poza tym nie ma czego wyjaśniać. W dziejach życia na Ziemi jeszcze żadne martwe ciało nie przetrwało w nienaruszonym stanie. Słowa te mogą dziwić ludzie obeznanych z katolickimi portalami. Co rusz pojawiają się tam przecież zdjęcia wystawionych w gablotach ciał, czy to św. Ojca Pio czy św. Bernadety. Mimo, że od ich śmierci upłynęło wiele lat, ich twarze wyglądają jak żywe. Tak naprawdę mamy tu do czynienia z zawoalowanym oszustwem. Kościół nie ma problemu z przyznaniem się, iż to czym zachwycają się wierni to jedynie maski. Twarz i dłonie św. Bernadety zostały wykonane z wosku, podczas ostatnich oględzin ciała w roku 1925. Prawdziwa twarz świętej wyglądała typowo dla zmumifikowanych zwłok. Pozbawiona była oczu i nosa, a zachowana skóra była czarna i pomarszczona. Fantazja poniosła kościelnych hierarchów w przypadku Ojca Pio. Podczas jego ekshumacji w 2008 roku okazało się, że głowa świętego uległa rozkładowi. Widać było gołą czaszkę, zachował się jedynie podbródek. Specjaliści z londyńskiego „Madame Tussaud” wykonali hiperrealistyczną silikonową podobiznę świętego. Choć nikt tego nie ukrywa, nie dowiemy się o tym dopóki wprost nie zapytamy. W innym razie Kościół z radością popatrzy jak bijemy pokłony przed "cudownie zachowanym ciałem"

Gwoli ścisłości dodam, że Kościół nadal twierdzi, iż wyschnięte, zjedzone przez pleść i grzyby ciała, są cudownie nietknięte przez czas. Nie ma jasnych wytycznych jaki stopień rozkładu jest dla Kościoła wystarczająco nadnaturalny. Mamy natomiast przykłady ciał uznanych oficjalnie za cudownie zachowane. Jak wyglądają takie ciała bez masek pokazują przykłady św. Wirginii i św. Zyty. Ostrzegam, nie oglądać przy jedzeniu (1, 2).

  • Udostępnij:

Coś w podobnym klimacie

0 komentarze