Stygmaty okiem sceptyka

Michał Łaszczyk - 07 stycznia

Nię chcę się chwalić, ale ja także jestem stygmatykiem. No prawie. Stygmatów dostąpiłem w szkole średniej w czaisie lekcji religii. Bóg zesłał je na mnie i mojego kolęgę Pawła. Posłużył się przy tym czerwonym flamastrem którym pomazaliśmy sobie dłonie. Niezbadane są wyroki boskie.

Pomimo tego, że obecną żyje zawrotna liczba około 2 tysięcy stygmatyków, nigdy nie widziano owej boskiej interwencji nadania stygmatów. Wymownym jest natomiast fakt, że widziano wiele przypadków fałszowania stygmatów, przyłapując stygmatyków na gorącym uczynku. Zdażali się stygmatycy, którzy bojąc się śmierci w grzechu, wyznawali prawdę na łożu śmierci (Magdalenę de la Cruz). W wiekach wcześniejszych praktykowano stygmatyzacje u więźniów skazanych na tle religijnym. Pojawienie się u nich stygmatów diametralnie odwracało pozycje takiego skazanego (Benedetta Carlini). Ogromny splendor nacechowany świętością, jaką cieszą się stygmatycy, może być duża pokusą. Ojciec Pio, za sprawą stygmatów cieszył się wręcz fanatycznym kultem milionów wiernych, w świadomości których pozycja biskupa czy nawet kardynała, była jedynie namiastką osoby tego świętego człowieka. Kościół nie mógł sobie pozwolić na taką odwróconą hierarchie, ostatecznie zakazując Ojcu Pio wypowiadania się publicznie. Szczególnie kiedy to Ojciec zaczął opowiadać o swoich wizjach, w których obok Matki Boskiej pojawiała się zaawansowana cywilizacja obcych żyjących na jednym z księżyców Jowisza, natomiast ziemski Księżyc miał być jego zdaniem stworzonym ręką człowieka. Mhm

Oczywiście nie można z góry nazwać wszystkich stygmatów oszustami. Na szczęście znamy inne wyjaśnieni które wydaje się całkiem sensowne, a jednocześnie nie stawiające stygmatyków negatywnym świetle. Możemy z łatwością wyguglować medyczne artykuły na temat psychologicznych uwarunkowań postchrystusowych ran, dowiedzieć się jak rysuje się psychologiczny portret św. Franciszka czy nawet dowiedzieć się coś o zależnościach pomiędzy stresem a pojawianiem się stygmatów. Takie stygmaty to wciąż zwykłe kaleczenie się, jednak ich posiadacze są święcie przekonani że tak nie jest. Na początku lat 70-tych, pojawienie się stygmatów na gruncie choroby psychicznej obserwował amerykański psychiatra Joseph Lifschutz. W przeciągu trzech tygodni badał on psychosomatyczne wytworzenie się stygmatów u głęboko religijnej 10-letniej dziewczynki, badając kolejne fizjologiczne zmiany na jej dłoniach.

Dziwne jest samo miejsce pojawiania się stygmatów. Biblia nie precyzuje procedury ukrzyżowania Chrystusa, tak naprawdę nie wiemy jak fizycznie go ukrzyżowano. Tradycja ostatnich wieków wskazywała na środek dłoni, jak to miejsce w którym wbito gwoździe. Nasze wyobrażenia na ten temat zmienił francuski chirurg Pierre Barbet, który udowodnił, że dłoń nie wytrzymałaby ciężaru wiszącego ciała, a na miejsce ran chrystusowych wskazał nadgarstki. Po jego głośnej książce "A Doctor at Calvary", opublikowanej w roku 1953, stygmatycy zaczęli je mieć na nadgarstkach. Tak jakby Bóg czytał literaturę medyczną i jednak przypomniał sobie, jak dokładnie ukrzyżowano jego syna. Sprawa jest skomplikowana o tyle, że po niedawnych badaniach Fredericka Zugibe, powtórnie wskazano na dłoń, albo nawet kwestionuje się samo przybijanie górnych kończyn. Czy Bóg znów zmieni zdanie i jednak porzuci nadgarstki na rzecz dłoni? Jak na razie opcja z nadgarstkiem przyjęła się i od lat 60-tych XX wieku, o wiele częściej nowe stygmaty pojawiają się na nadgarstkach, czyli tak jak widnieją na Całunie Turyńskim i tak jak przedstawił je w swoim filmie Mel Gibson. Jeśli to prawda, co począć z Ojcem Pio, setkami, tysiącami "stygmatyków środka dłoni"?

Jeszcze ciekawiej wygląda to w przypadku przebitych nóg. Biblia nie wspomina aby Jezusowi przebito stopy. Aż do średniowiecza, ukrzyżowany na wizerunkach Chrystus spoczywał niejako podpierając się na drewnianej deseczce, umieszczonej poniżej stóp. Jeśli ukrzyżowanym przebijano stopy, to raczej nie tak jak pokazują to ciała stygmatyków. Nasza archeologiczna wiedza jest dość uboga. Gwoździe wyciągano po śmierci z ciał ukrzyżowanych traktując je jako talizmany. Coś sie jednak zachowało i pokazuje że stopa była jednak przebita. Gwoździ nie wbijano na jej środku a w pięty. Dla przyszłych stygmatyków czytających ten tekst - warto zainteresować się tym miejscem, kiedy siedząc na strychu z żyletką w dłoni, zastanawiać się nad wiarygodnym miejscem.

  • Udostępnij:

Coś w podobnym klimacie

5 komentarze

  1. Istnienie Boga i tak jest niezależne od miejsca pojawiania się stygmatów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Podłe.

    W Stygmaty Ojca Pio też nie wierzysz?

    Jesteś zatem chory. I to nie tylko na duchu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz...od pewnego czasu zaczęłam się ineresować właśnie stygmatami i właśnie natrafiłam na Twój tekst, w którym jest dużo prawdy. Ja na początku sięgnęłam do źródła każdego chrześcijanina - Biblii. W jednym z listów św. Paweł pisze "ja stygmaty Chrystusowe noszę". Wielu ludzi źle to rozumie i nie znając historii Pawła pewnie nie zrozumie. Był on przecież nie raz biczowany i kamienowany a powodem była wiara w Chrystusa Jezusa i zwiastowanie Ewangelii. Te właśnie rany odniesione no dla Pana Paweł nazywa stygmatami - znakami. Piszę to też dlatego, że na początku nadmieniłeś o Pawle. Myślę, że w katolicyźmie jest wiele ludzkich wymysłów mających na celu takna prawdę czynić kult człowieka a nie Boga(dokładnie nie wiem jak to nazwać) to dobrze, że ktoś zauważa takie niezgodności, bo czy jedno drzewo może rodzić owoce dobre i złe?

    OdpowiedzUsuń
  4. Na tym blogu popełniłem już kilka tekstów o stygmatach, zaś moje rozeznanie w całej sprawie także uległo małej ewolucji. Jeśli zaprząc tu jedynie dowody do których mamy pewność, na dzień dzisiejszy skłonny jestem uważać, iż dłonie ukrzyżowanych nie były przybijane do krzyża, a nawet jeśli, to w wymiarze "symbolicznym" (jeśli takim słowem można nazwać spotęgowanie olbrzymiego cierpienia). Zatem być może twoja opinia o św Pawle jest słuszna, osobiście wydaje mi się rozsądna. Od czasu napisania tego tekstu dowiedziałem się też o niejakim graffiti Aleksamenosa - pierwszy wyobrażeniu ukrzyżowanego Chrystusa, a być może pierwszym wyobrażeniu Chrystusa w ogóle, jeszcze z I wieku. Także i ten wizerunek potwierdza hipotezę stóp przybijanych pietami do krzyża.

    OdpowiedzUsuń