Potęga konwencji

Michał Łaszczyk - 07 listopada

Zacznę od banału, ale o tym nigdy za wiele. Nasza własna kultura jest dla nas nieprzezroczysta. Od środka nie widać jej schematów, irracjonalnych zasad i dziwnych zachowań. Jesteśmy nimi tak przesiąknięci, że nawet nasze najdziwniejsze zwyczaje wydają się normalne i naturalne. Istnieją jednak sposoby aby oderwać się od swojego kulturowego grajdołu  i spojrzeć na siebie z zewnątrz. Bo choć nie widzimy tych wszystkich głupotek u siebie, bardzo dobrze widzimy je u innych.

Papuasi z plemienia Toulambi co chwilę walą się pięścią w głowę kiedy jedzą lub mówią coś miłego. Pamiętając o tym przenosimy wzrok na siebie i szukamy czegoś podobnego. Mnie intrygują hektolitry wody wypijane przez osoby występujące publicznie. Dziś udzielając komuś głosu, nie wypada nie ustawić przed nim butelek z wodą. Na co dzień rozmawiając z drugą osobą nie musimy co kilka zdań sięgać po wodę. Oczywiście my sami nie uważamy tego za część subtelnego rytuału przemowy. Dorabiamy do tego praktyczne wytłumaczenia, tak jak Toulambi wytłumaczyliby nam, że po walnięciu się w głowę od razu jest lepiej.

Drugą metodą aby dostrzec co z nami nie tak, jest spojrzenie wstecz. Im dalej się cofamy, tym nasza własna kultura staje się coraz bardziej obca. Wtedy również zauważymy, że na czarno-białych filmach z wystąpień polityków nigdzie nie ma żadnej wody. Ta metoda jest o wiele trudniejsza, bo grzebiąc w przeszłości w oczy rzucają się jedynie najdziwniejsze rzeczy. Ostatnio dużo poświęciłem blackface. Nie ma na to chyba polskiej nazwy, ale najlepszą byłaby "twarz czarnucha". Otóż od połowy XIX wieku, przez około sto lat, istniała osobliwa konwencja przedstawiania osób czarnych. Kiedy biały aktor odgrywał czarną postać. towarzyszył temu charakterystyczny makijaż. Poza czarną pastą do butów i wełnistą peruką były to bardzo szerokie, czerwone usta. I można by to zrozumieć gdyby nie to, że taki makijaż nakładano też czarnym aktorom! Czarni aktorzy odgrywający stereotypowego czarnego byli dodatkowo przemalowywani na czarno!


Najbardziej kultowa scena z użyciem blackface pochodzi z filmu Everybody Sing z 1938Młoda Judy Garland gra w nim białą nastolatkę rozkochaną w jazzie. W końcu ucieka od rodziców i przychodzi do znanej sobie restauracji na przesłuchanie. Dla nas najciekawsze jest to, że właściciel restauracji nie rozpoznaje, że Judy nie jest czarna! Blackface nie jest więc tanią karykaturą czarnych. Gdyby chodziło o podszywanie się pod osoby czarne makijaż ten mógł być bardziej subtelny i wiarygodny. Jest to przyjęcie pewnej znanej wszystkim konwencji, która mówi, że osoba z szerokimi czerwonymi ustami, jest murzynem. Blackface nie zamienia białych w czarnych, ale niejako podpisuje ich jako czarnych i od tej chwili tak się ich odbiera.


Przemiana bez konieczności naśladowania tego, w co się zmieniamy to intrygująca możliwość. Wystarczy użyć znanej wszystkim konwencji i stajemy się bardziej prawdziwi, niż gdybyśmy ściśle odwzorowali pierwowzór. Współcześnie mamy wiele podobnych zjawisk i w ramach ćwiczeń intelektualnych można ich sobie poszukać. Mi jako pierwsza do głowy przychodzi Rafalala. W naszym kraju jest ona symbolem transwestyty. Jeszcze chwilę temu, patrząc z wewnątrz własnej kultury była mężczyzną przebraną za kobietę. Teraz, dzięki blackface widzimy, że Rafalala nie przebiera się za kobietę, ale przebiera się w strój uznawany powszechnie za stosowny dla mężczyzn, chcących uchodzić za kobietę.

Przebieranie się mężczyzn za kobiety, wyglądało różnie w różnych czasach. Używano do tego masek, rekwizytów czy ściśle określonych gestów. Zarówno wtedy jak i dziś tacy mężczyźni uważali, że odwzorowują kobietę w najlepszy możliwy sposób. Obecny wizerunek stawia m.in na przesadny makijaż inspirowany drag queen. Zabawne, że choć jestem świadom tych mechanizmów, to i mi obecny wizerunek wydaje się najbliższy "prawdziwej kobiety". Jednocześnie wiem, że równie dobrze sprawdziłaby się inna konwencja. Na przykład taka, że mężczyzna pomalowany na niebiesko jest kobietą. Wtedy to niebieską twarz uważałbym za najbliższą "kobiecemu oryginałowi". Świadomość tych zjawisk przy jednoczesnym im uleganiu dosłownie wysadza umysł. Także życzę wszystkim radosnego buuuum!

  • Udostępnij:

Coś w podobnym klimacie

5 komentarze

  1. Kolega slyszal o tej pani? https://www.nytimes.com/2018/05/25/us/rachel-dolezal-welfare-fraud.html
    Udawała, że jest murzynką/mulatką. Da się?

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi do głowy od razu przyszedł teatr starożytnej Grecji, gdzie aktorzy nosili maski, peruki, chodzili na koturnach a kobiety oczywiście grali przebrani faceci (chociaż tyle zapamiętałem z polskiego ;-) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na półwyspie koreańskim tradycja nakazywała, aby kobieta udająca mężczyznę zachowywała się tak, jakby była pijana :)

      Usuń
  3. Rafalala to po prostu osobnik chory psychicznie, który powinien siedzieć na oddziale zamkniętym za atakowanie ludzi na ulicy, w tym zwłaszcza za perwersyjne atakowanie młodych kobiet. A poza tym spoko. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A mnie się przypomniał Łebski Doug ze Snatcha, który wmawiał wszystkim, że jest Żydem. Ale tak prywatnie to najbardziej nie lubię tłumoków, którzy udają wykształconych i inteligentnych. Oni mają taki specyficzny dar pieprzenia o niczym. Jak słucham człowieka 10 min i nie jestem w stanie streścić co powiedział, to w 99% przypadków jest to taki osobnik. Reszta to specjaliści od mechaniki kwantowej.

    OdpowiedzUsuń