Groza przepalonej żarówki

Michał Łaszczyk - 03 listopada

Scena rysuje się następująco. Grupa bohaterów trafia do upiornego domu. Mieszkanie wygląda zwyczajnie. Widzom należy się więc podpowiedź czemu jest upiorne. Swój zdradliwy charakter dom ujawnia zwykle w ten sam, osobliwy sposób. Psują się w nim ściśle określone przedmioty. Większość usterek pozostaje niezauważona. Zacinająca się szuflada i przeciekający kran nie tworzą atmosfery grozy. Mieszkanie nie uchodzi za przeklęte gdy zapowietrzą się grzejniki. Obluzowany uchwyt na papier toaletowy to jeszcze nie powód aby w filmie podłożyć złowieszczą muzykę. 

Co innego urządzenia elektryczne. Broń Boże aby same się włączały i wyłączały. Każda przepalona żarówka to znak. O rety, telewizor stracił sygnał i zaczyna śnieżyć! Radio traci zasięg - Matko Przenajświętsza, co się dzieje?! Wyświetlacz LCD pokazuje dziwne znaczki - tego już za wiele, uciekajmy! Ze wszystkich możliwych rzeczy do popsucia, zło upodobało sobie urządzenia na prąd. Wyjaśnienie tego fenomenu wydaje się proste, a przesądy związane z elektrycznością mają zabawne konsekwencje.

przepalona żarówka

To nie Steve Jobs połączył technikę z magią. Dokonał tego Luigi Galvani w 1781. Szurał on zdechłą żabę prądem, a ta, ku jego zdziwieniu, pomachała łapą. Cóż to musiało być za odkrycie, prąd może ożywić martwe ciało! Parę lat później jego siostrzeniec Giovanni próbował tego samego z ludźmi. Co prawda jego próba ożywienia wisielca w Londynie nie powiodła się, ale prąd budził nadzieje. Na salonach Europy zagościła nowa quasi-religia odwołująca się do zjawiska magnetyzmu - mesmeryzm. Elektromagnetyzm wzbudzał niezdrowe emocje jawiąc się jako brama do życia po śmierci.

Moda na rozmowy z duchami z połowy XIX wieku nieprzypadkowo zbiegła się z takimi wynalazkami jak telegraf. Kiedy nauka dowiodła istnienia niewidzialnego pola elektromagnetycznego, aż prosiło się wcisnąć tam duchy. Istnienie tajemniczej przestrzeni, z której w pewnych okolicznościach dobiegać mogą jakieś sygnały, traktowano niemal jak dowód zaświatów. Kiedy do społeczeństwa dotarło, że jesteśmy dosłownie skąpani przez otaczające nas promieniowanie, na jego falach zaczęli szaleć surferzy w postaci zmarłych. Nim uporaliśmy się z tą fantazją, zmarli zadomowili się już w naszych radiach, telewizorach i gniazdkach elektrycznych.

Na przekonaniu, że prąd ma coś wspólnego z życiem po śmierci wyrosła wiara, że wszelkie zakłócenia elektromagnetyczne są związane z duchami. Zastępy amatorów uzbroiły się więc w pipcząc-migoczące urządzenia i ruszyły w teren szukać duchów.  W ruch poszły liczniki Geigera, detektory pola elektromagnetycznego (EMF), kamery termowizyjne i mikrofony. Pisząc to zajrzałem na stronę polskiego sklepu łowców duchów, oferującego taki sprzęt. W opasłych opisach detektorów znalazłem wszystko poza odpowiedzią na pytanie "jak". Jak duch obniża temperaturę w pomieszczeniu, lub wychyla wskazówkę jakiegokolwiek innego detektora? Dopóki tego nie wiemy, równie dobrze możemy przeszukiwać nawiedzone miejsca alkomatem i będzie to równie sensowne. Najważniejsze aby miał baterie. Dzięki elektryczności każdy obywatel wraz z rachunkiem za prąd otrzymuje szczyptę nadnaturalnych zjawisk gratis.

  • Udostępnij:

Coś w podobnym klimacie

11 komentarze

  1. Jak to jak? Toż to już Dr. Egon Spengler wyjaśnił dawno temu - energia psycho-kinetyczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może źle się wyraziłem. Chodzi o wyjaśnienia które nie wymagałyby więcej wyjaśnień niż zjawisko które mają wyjaśniać. Takie "wyjaśnienia" jak teoria kamiennej taśmy Lethbridga, energia psychoseksualna Fodora, psychostatyczna, psychokinetyczna, etc. się do nich nie zaliczają. One same wymagają dowodów i wyjaśnień.

      Usuń
    2. W takim przypadku, gdy klient jest dociekliwy, dodajemy słowo klucz, łącząc kokardką ignorancji. *Kwantowa* energia psycho-kinetyczna.

      Usuń
  2. Strach "przed prądem" też ewoluuje. Teraz boją się 5G :) https://youtu.be/6QS_OYZWmEI

    OdpowiedzUsuń
  3. Obniżenie temperatury. Duch by podnieść przedmiot potrzebuje energii, bo wszystko wymaga energii. On jej nie ma wiec musi ją pobrać z otoczenia, wysysa więc energię cieplną*, co prowadzi do obniżenia temperatury. Działa więc jak "demon maxwella" lub "perpetuum mobile drugiego rodzaju". Hasła do sprawdzenia na wiki. Gdybyśmy tylko mogli wziąć duchy w niewolę i użyć ich do napędzania paradnic. By miały ciepło palilibyśmy przy nich węglem.
    Jan pająk opisał to obniżenie temperatury. Nawet dał zdjęcie jak jakiś uzdrowiiel obniża temperaturę. Nawet zaprojektował urządzenia do obniżania temperatury i generowania z tego energii elektrycznej (piramida telekinetyczna, jakaś komora oscylacyjna, Testatika). Te ostatne to było wcześniej zbudowane, ale on rozgryzł tego budowę.
    Niestety jego prototypy nie zadziałały.

    *te wysysanie temperatury to zapewne zjawisko kwantowe.

    OdpowiedzUsuń
  4. W powieści "Frankenstein" nie zostało napisane w jaki sposób uczony ożywił swego potwora, uznanie za przyczynę elektryczności jest dużo późniejszym dodatkiem adaptacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za to Cię Kocham Kuba. Za to i Robinsona Crusoe :) Powinienem napisać że to sprawdzę, ale ufam Ci i wiem, że nie muszę :) Kurcze, a w piątek nawet z kimś rozmawiałem o inspiracjach na bazie których powstał Frankenstein. Było m.in o zamku Frankenstein w Darmstadt i jego piorunolubnej wieży. Wiem, że między 1818 a końcem lat 20. Shelley wiele razy przerabiała (łagodziła) książkę i nigdzie nie ma tam piorunów? Pamiętasz kiedy to dodano, bo mnie to zaintrygowało.

      Usuń
    2. W książce, którą zresztą czytałem, jest mówione jedynie o tym, że Frankenstein "studiował procesy rozpadu i umierania organizmów" i jak rozumiem udało mu się ten proces jakoś odwrócić. To odbicie mechanistycznego podejścia "życie jako suma paru pierwiastków i wody, wystarczy zamieszać". Na pewno elektryczność pojawiła się w pierwszych ekranizacjach. W pierwszej z 1910 Potwór wyłania się z kadzi z chemikaliami:
      https://en.wikipedia.org/wiki/Frankenstein_(1910_film)
      Dwie następne ekranizacje zaginęły a w klasycznej z 1931 już jest elektryczność.

      Niektórzy biografowie i literaturoznawcy stosują więc wciskanie post factum inspiracji autorce. Widziałem już artykuły z sugestiami co do tego, kim był pierwowzór Igora - którego w książce też nie było. To pokazuje jak silnie oddziałuje na nas popkultura, wydaje się nam, że pewne klasyczne historie tak dobrze znamy, że nie musimy zaglądać do źródeł.

      Usuń
    3. Prześledzenie w jaki sposób Frankenstein trafia do świata żywych, wiele powiedziałoby o ewolucji naszych lęków. W nowej ekranizacji pewnie użyto by energii jądrowej albo GMO.

      Usuń
    4. Może była jakaś adaptacja teatralna używająca jako rekwizytu spirytyzmu czy "magnetyzmu zwierzęcego"? W drugiej połowie XIX wieku tematy były modne.

      Usuń
  5. Badanie alkomatem ma sens, w końcu w oddechu (dech=duch) wykrywa alkohol (spiritus=duch).

    ;)

    OdpowiedzUsuń