Każdy kto sięgnął po którąś z książek Lawrence Kraussa, raczej nie liczy na odwiedziny przybyszów z pobliskich gwiazd. Czas lot, ilość potrzebnej energii, plus multum innym niesprzyjających elementów raczej wyklucza inwazję obcych cywilizacja. Tymczasem, kto czytał wydaną przed miesiącem "Fizykę rzeczy niemożliwych" Michio Kaku, wie że lot, nie do pobliskich gwiazd, ale na krańce wszechświata, jest możliwy za życia jednego człowieka. Jak możliwe, że ta sama fizyka przynosi tak różne wyniki? Kaku nie ładuje na statek, tak jak Krauss, 100 milionów ton paliwa. Woli żagiel słoneczny rozpędzany siłą wycelowanych w niego laserów usytuowanych na Księżycu. Problem z obładowaniem statku paliwem, Kaku obchodzi t
akże czerpiąc paliwo z mijanej przez siebie przestrzeni. Termojądrowy silnik pobierałby wodór z kosmosu i na bieżąco syntezował go niczym koń napędzany w czasie podróży, zżeraną dokoła siebie trawą. Czy inni fizycy nie wiedzieli o takich rozwiązaniach? Problem, że księżycowe lasery musiałby dysponować energią tysiąckroć większą niż ta produkowana na Ziemi, a termojądrowy silnik strumieniowy pobierałby wodór w promieniu setek kilometrów i syntezował go na bazie technologii o której nie mamy dziś pojęcia. Wadą, lub jak kto woli zaletą, jest niczym nieskrepowana wyobraźnia Kaku, dla którego wszystko czemu teoretycznie nie zaprzecza dzisiejsza fizyka jest realne, zgodnie z zasadą Terence White: "wszystko co nie jest zabronione, jest obowiązkowe". Przyznaje się, że cywilizacje typu III skali Kardaszewa (mająca do dyspozycji bilion bilionów energii więcej niż my), na które często powołuje się Michio, są poza zasięgiem mojej wyobraźni. Gwoli sprawiedliwości, pomyślałem że warto byłoby napisać co myśli o wyśmiewanych tutaj przeze mnie zjawiskach, mniej skrępowany od mojego umysł.Kaku dzieli zjawiska uznane dziś za nadnaturalne, na klika rodzajów. Jeden z nich stanowią dziwy które pojawią się w naszym zasięgu w przeciągu kilkuset lat, takie jak telepatia i telekineza. Okres ten nie jest potrzebny na odblokowanie rzekomych 90% mózgu który leży odłogiem niczym popegeerowskie pola. Nie spożytkujemy tego tysiąca lat nawet na to, aby łyżka w którą tak się wpatrujemy, zardzewiała i w końcu sama się przełamała. Czas ten przeznaczony jest na żmudne odkrywanie kolejnych części mapy mózgu, ustalenie funkcji kolejnych jego obszarów. Dziś siedzimy na etapie namierzania niektórych emocji, zatem droga do tego aby rozpoznać kiedy nasz mózg myśli o zielonym jabłuszku jeszcze daleka. Kaku naśmiewa się przy tym ze współczesnych, absurdalnych prób czytania w myślach, przywołując kilku naszych dobrych znajomych. Twórca, działającego przy Uniwersytecie Duke'a Rhine Research Center, dr Joseph Rhine dawał się niemiłosiernie ogrywać klaczy Lady Wonder i jej pani, myśląc, iż koń układa klocki z literami dzięki telepatii. Podważyło to kompetencje Rhine, który najwidoczniej nie wiedział ani o słynnym Mądrym Hansie, ani o wcześniejszych przypadkach, począwszy od "umiejącego" liczyć, XVI-wiecznego konia Marocco, przez superinteligentne świnie, psy i gęsi (w rzeczywistości reagujące jedynie na subtelne wskazówki swoich treserów). Następce Rhine na stanowisku kierownika instytutu, Waltera Levy, przyłapano jak fałszował wyniki mające wskazywać, iż myszy potrafią telepatycznie wpływać na generator liczb losowych. Kaku wspomina także o Projekcie Stargate - finansowanej przez CIA aż do 1995 komórki paranormalnych szpiegów. Na zlecenie CIA American Institute for Research ocenił 30 lat działalności tego projektu, pisząc w raporcie, "iż nie ma jakichkolwiek dowodów, że informacje podawane przez telepatów miały jakąkolwiek wartość dla wywiadu".
Zupełnie inną gałąź zjawisk paranormalnych stanowią te, które według Kaku istnieć nie mogą, ponieważ łamałyby podstawowe prawa fizyki. Pisze to człowiek, który dopuszcza poruszanie się z prędkość w pewnym sensie przekraczającą prędkość światła, poprzez ściśniecie przed i rozciągnięcie za statkiem przestrzeni - statkiem napędzanym nieodkrytą jeszcze ujemną materią - zatem jeśli coś jest niemożliwe u Kaku, to już naprawdę musi być niemożliwe. Do grona "twardo nieistniejącego" popularny fizyk zalicza prekognicje - przewidywanie przeszłości bez jakichkolwiek na nią przesłanek. Prekognicją byłoby seryjne typowanie prawidłowych numerów w loterii - jak łatwo sprawdzić na świecie nie ma takich osób, a mimo to profesja zaglądacza w karty przyszłości kwitnie w najlepsze. Prekognicje wyklucza zasada przyczyny i skutku, mimo to wyciąganie z kapelusza kolejnych dat końca świata ma się w nieodmiennie świetnej kondycji. Nie ma granicy ludzkiej głupoty u tych którzy wierzą w 2012, po setkach, dosłownie setkach nietrafionych dat końca naszej ery. Okazuje się, że nie ma takiej liczby spudłowanych strzałów, po której ludzie przestaną w nie wierzyć. Przewidziana przez astrologów i duchownych, koniunkcja planet z 20 lutego 1524, także miała znamionować koniec świata, a że przypadała na tle gwiazdozbioru ryb, oznaczała wielki potop. 1/4 Mieszkańców Londynu uciekła w ten dzień na pobliskie wzgórza, zaś w Europie masowo produkowano arki. Największa z nich, 3-piętrowa arka Niemieckiego hrabiego Counta von Iggleheima zgromadziła bogatszych mieszkańców całego regionu, zaś plebs zgromadzony wtenczas pod arką, na widok padającej akurat mżawki zaczął się masowo tratować. Warto przypomnieć kilka równie świetnych zapowiedzi Sądu Ostatecznego, które nie tylko nie ośmieszyły ich proroków, ale w perspektywie doprowadziły do powstania całych Kościołów. Między innymi 1843 typowany przez Williama Millera, protoplastę Adwentystów Dnia Siódmego, oraz mój ulubiony Charles Taze Russell, założyciel świadków Jehowy. Kiedy jego przepowiednia na rok 1874 nie sprawdziła się, po dokładniejszej analizie Wielkiej Piramidy w Gizie przebookował tą datę na 1914. Kiedy i w 1914 zmarli nie powstali z grobu, uaktualnił ją na 1915, a jeszcze później na 1918. Tej ostatniej niestety nie doczekał, a szkoda, tak usłyszelibyśmy kolejne równie trafne daty. Ostatnim chłopcem do bicia, jest dla Kaku Free Energy. Jak wiadomo spisek koncernów naftowo-gazowo-węglowo-atomowych dwoi się i troi, aby odciąć ludzkość od nieskończonej, darmowej energii z niczego. Pomimo, iż wyklucza ją zasada zachowania energii, pokolenia domorosłych wynalazców wciąż tworzą takie urządzenia, bywa że fałszując ich wyniki, jednak najczęściej po prostu nie dostrzegając zewnętrznego źródła energii. Kaku wchodzi nawet w dyskusje ze zwolennikami Tesli, lecz nawet przy podziwie dla Serbskiego uczonego i wpleceniu w to wszystko ciemnej energii, takiego cudactwa istnieć nie może. Szkoda, że książki tej nie doczekał działający kilka lat temu youtubowy kanał, autorstwa wielkiego orędownika Free Energy. Pana który, jak sam o sobie mówił, skończył nawet jaką parapsychologiczną szkołę, bodajże w Krakowie, tak w ogóle to pozdrawiam, jeśli teraz to czyta.




