Wiedzooporność

Michał Łaszczyk - 17 listopada

Mając naukowe poglądy na klimat czy ewolucje, czujemy się wygranymi na loterii idei. Uważamy w końcu to samo co eksperci. Pozostali, którzy się z nami nie zgadzają to zaś ciemna tłuszcza. W rzeczywistości wszyscy jesteśmy jednakowo tępi. Wiemy zbyt mało, aby uzasadnić swoje zdanie praktycznie w jakiejkolwiek kwestii. Musimy podpierać się wiedzą innych. To, że nie wierzymy w głupoty nie jest kwestią tego, co wiemy. To kwestia tego komu ufamy. Od niebezpiecznych szurów dzielą nas autorytety, na których spoczywa uzasadnienie tego, co uważamy za prawdziwe.

Łatwy dostęp do wiedzy sprawia, że wydaje nam się, że rozumiemy więcej. Philip Fernbach w wydanej niedawno książce The knowledge illusion. Why we never think alone, nazywa to „zaraźliwym poczuciem zrozumienia". Myśl, że ktoś inny wie jak działa szczepionka, wywołuje u nas przekonanie, że my również to wiemy. Nasze poczucie zrozumienia nie pochodzi jednak od nas samych, ale od ludzi, którym ufamy. Iluzja, że nasze poglądy są wynikiem głębokich analiz, zniknie przy pierwszej nadarzającej się okazji. Kiedy nasze przemyślenia leżą sobie spokojnie w naszych głowach, wydają się spójne i zrozumiałe. W momencie w którym musimy je sformułować, okazuje się, że nie potrafimy ich nawet jasno nakreślić, a co dopiero bronić.

wiedzooporność

Wszystko to stoi w sprzeczności z niestety powtarzaną przez aktywistów i popularyzatorów nauki „hipotezą niedostatecznej wiedzy". Podkreśla ona znaczenie edukacji w walce z naukowym kłamstwem i zabobonem. Rzekomo wystarczy zapoznać ludzi z faktami, aby ci zmienili zdanie. W praktyce nic takiego nie zachodzi. Ludzie potrafią budować bardzo trwałe i odporne przekonania bez jakiejkolwiek wiedzy. Zdobyte informacje wcale nie skłaniają do zmiany zdania. Dodatkowa wiedza służy jedynie bardziej wyrafinowanym sposobom obrony swojego wcześniejszego stanowiska.

Sytuacja nie jest jednak tak beznadziejna, na jaką wygląda. Wiemy, że działania oparte na hipotezie niedostatecznej wiedzy, czy jak kto woli "modelu deficytowym" nie przynoszą spektakularnych efektów. Jednak dwa pierwsze akapity mówią o nas coś więcej niż to, że wszyscy jesteśmy debilami. Skoro ludzie budują swoje przekonania na opiniach osób którym ufają - wystarczy stać się dla nich taką osobą. Wbrew pozorom nie jest to takie trudne. Jeśli podzielamy wspólne wartości, wspólną tożsamość z osobami, które chcemy przekonać, jesteśmy w połowie drogi do sukcesu.

Jak wygląda to w praktyce pokazuje przypadek klimatolożki Katharine Hayhoe, opisany rok temu w Science. Katharine prowadzi wiele działań edukacyjnych na rzecz wiedzy o globalnym ociepleniu. Ma swój kanał na youtubie i twitterze, skąd zasypuje sceptyków klimatycznych danymi z pozycji ekspertki. Jednak jak sama twierdzi - nic nie jest bardziej skuteczne niż to, kiedy przyznaje przed nimi, że jest... chrześcijanką. Żadne wyniki badań nie przekonują amerykańskich klimatosceptyków tak, jak to, że jest żoną pastora. Tak to się robi Panie i Panowie.

  • Udostępnij:

Coś w podobnym klimacie

12 komentarze

  1. Zgadzam się, choć uważam, że nieco Pan przesadził. Dlaczego? Bo (może mi się wydaje i jestem debilem, nie wiem...), uważam, że na przykład, szczepionki nie wywołują autyzmu dlatego, że:
    - mam podstawy wiedzy z biologii
    - przede wszystkim, potrafię weryfikować informacje, mam pojęcie o metodologii naukowej. Wydaje mi się, że przekonywanie ludzi w ten sposób, pokazując, jak w zasadzie działa nauka i tak dalej, ma jak najbardziej szanse powodzenia (chociaż, to bardziej z doświadczeń osobistych, nie mam statystyk).
    Acz tak, zaufanie do ekspertów swoje robi (w końcu, sam Pan pisał, że Zięba jak lekarz wygląda :P).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z panem Istimor Izostar'em (dobrze odmieniam?). Zapewne wiele jest ludzi, którzy uznają poglądy zgodne z Nauką tylko i wyłącznie dlatego, że darzą naukowców i popularyzatorów zaufaniem, jednak część z nasz ufa im właśnie dlatego, że trochę głębiej poznała dany temat oraz potrafi - do pewnego stopnia zapewne, wg. swoich możliwości - weryfikować zdobywaną wiedzę.

      Chciałbym przy tym podkreślić tu wyrażenie "wg. swoich możliwości". Wiadomo, że każdy ma swoje ograniczenia i są rzeczy, które uznać trzeba tylko i wyłącznie polegając na zaufaniu. Ja sam posiadam dosyć ograniczone umiejętności i możliwości, dlatego większość rzeczy muszę jednak opierać na zaufaniu - ale nie wszystko.

      Co prowadzi mnie do celu mojego komentarza.

      Ilekroć czytam taką krytykę (nie jest pan pierwszy, od którego o tym słyszę), to przypomina mi się esej(?) Isaaca Asimova "The Relativity of Wrong".

      https://chem.tufts.edu/AnswersInScience/RelativityofWrong.htm

      Chodzi mi o to, że wrzucanie do jednego worka wszystkich, z każdej "strony" i niezależnie od ich umiejętności jest jednak chyba troszkę niesprawiedliwe.

      Usuń
    2. To, że są naukowcy zajmujący się fizyką atmosfery, którzy znają się na klimacie, czy wakcynolodzy rozumiejący dogłębnie mechanizm szczepień, jest oczywiste samo przez się. Natomiast fragment o "umiejętności weryfikowania informacji" to dokładnie zjawisko które miałem na myśli. To, że wiemy gdzie coś leży w internecie, nie znaczy że to rozumiemy. Przez ile godzin potrafiłbyś mówić o autyzmie? Teraz, w tym momencie, tak z marszu, ile wykładów mógłbyś zrobić? A przecież już teraz wiesz (podobnie jak ja), że szczepionki nie powodują autyzmu. Nie poświęciliśmy miesięcy badań w tym temacie, ale jakoś mamy tę pewność. Podobnych tematów na które mamy pewność, a zarazem tylko pobieżną wiedzę jest ogrom.

      Usuń
    3. Pytanie, jak bardzo pobieżna wiedza to jest. Ja się znam na fizyce, ale nie jestem ekspertem odnośnie fizyki atmosfery - to trudny dział fizyki i te procesy, nieraz dość trudno modelować. A, mimo to, potrafiłbym zrobić tak z marszu, wykład, dlaczego "teoria" chemtrails, z punktu widzenia fizyki, jest kompletnie bez sensu. Czy to już wiedza ekspercka? No zdecydowanie nie, jednak nie wydaje mi się, aby był to ten sam poziom, co ludzie, którzy po prostu wierzą specjalistom od atmosfery. Z całym szacunkiem dla nich oczywiście, bo rozumiem, że na przykład, dobry historyk ma o takich rzeczach jeszcze mniejsze pojęcie, niż fizyk z innej działki.

      Usuń
  2. PS. I jeszcze jedno. Umiejętność weryfikowania wiedzy, nie znaczy, że "wiemy, gdzie leży coś w Internecie" (a przynajmniej nie tylko), ale potrafimy to coś przeczytać. Był wspomniany przypadek wakcynologów. Nie trzeba takowym być, by zauważyć, że w słynnej pracy Wakefielda, na którą nieraz się powołują antyszczepionkowcy, jest coś nie tak: za mała próba, tendencyjnie dobrana, brak próby kontrolnej. Ja amatorsko bardzo interesuję się entomologią - czy to znaczy, że uwierzę dowolnej bzdurze o owadach, jaką doczytam? No nie - bo mam wiedzę, którą nabyłem od innych. Nie ekspercką, ale to nie jest podział 0-1.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak dla jasności. Mamy tu tekst o "zaraźliwym poczuciu zrozumienia", a więc ogólnoludzkim złudzeniu, kiedy ludziom wydaje się że coś wiedzą, tylko dlatego, że widzieli w tv eksperta który to coś rozumiał. I pod takim tekstem zamieszczasz komentarz, choć masz tylko "podstawową wiedzę z biologii" że już na pierwszy rzut oka wiedziałbyś że praca Wakefielda to humbug - co przypominam, środowisku medycznemu zajęło kilka dobrych lat. Praca Wakefielda tobie nie leży dokładnie dlatego, że jacyś ludzie dowiedli, że nie leży. To nie pochodzi od Ciebie. Te przekonanie nie wynika z twojej wiedzy ale z ich. Wydaje mi się, że sam niejako zaprezentowałeś zjawisko, co do którego oponowałeś.

      Usuń
    2. Owszem, zajęło, bo sprawa była nieco bardziej złożona - ale jak sam Pan wie, od początku pojawiały się wątpliwości, czy to aby na pewno dobra praca. Nie, praca Wakefielda nie leży mi nie "tylko" dlatego, że wakcynolodzy powiedzieli, że się kupy nie trzyma - ale właśnie dlatego, że zapuściłem tam żurawia i sam widzę, że mają rację. Oczywiście, są przypadki, gdy trzeba przyjąć od razu, że eksperci mają rację - ale tylko dlatego, że nie ma po prostu czasu, by takie rzeczy sprawdzać.
      Mówiąc w skrócie, dalej uważam, że ma Pan rację, a jednocześnie przesadza. Gdyby bowiem tak było, cała nauka w szkole i posiadanie jakiejkolwiek wiedzy, poza ściśle określoną działką, byłoby bez sensu.

      PS. Nie wydaje mi się, żeby był Pan dla mnie specjalnym autorytetem, ale uznałem słuszność Pana argumentacji, gdy opisywał Pan wydarzenia w Fatimie. Gdyby było zupełnie tak, jak Pan przedstawił w tym poście, byłoby to niemożliwe.

      Usuń
  3. Jeśli ktoś mówi, że ma PEWNOŚĆ, że szczepionki czegoś tam nie powodują albo że cokolwiek innego trochę bardziej złożonego jest coś-tam-coś-tam, to chyba nie rozumie, jak działa nauka. Niestety, nie jest wykluczone, że to, co dziś uważamy za dobroczynne, kiedyś nie okaże się szkodliwe (przynajmniej pod jakimś względem). I między innymi dlatego nauka się rozwija. Pewność to tylko w dogmatyce kościelnej.

    OdpowiedzUsuń
  4. To jest niemożliwe, żeby każdy człowiek zbadał wszystko sam od A do Z. W poznawaniu świata bardzo pomaga logiczne myślenie i tzw. dowód nie wprost, czyli konsekwencje jakiegoś założenia. Przykładowo: teoria ewolucji to kłamstwo mające na celu zniszczenie chrześcijaństwa. Jeśli tak, to dlaczego teoria ewolucji nie pojawiła się w I czy II wieku ery chrześcijańskiej, ale dopiero w XIX? Teoria ewolucji wygląda tak, jakby była efektem stopniowego przyrostu ludzkiej wiedzy, a nie kłamstwem mającym na celu zniszczenie chrześcijaństwa.

    OdpowiedzUsuń
  5. A tak z innej beczki - czy w ramach zbliżających się świąt można poprosić o jakiś zbiór/listę polecanych YT kanałów debunkowych/racjonalo?
    Ze swojej strony mogę polecić kanał Trey the Explainer.

    OdpowiedzUsuń