Implanty obcych, a zupełnie jak swoje

By Michał Łaszczyk - 26 lipca

Wychodzisz ze sklepu z pustymi rękoma, a ta pieprzona bramka zaczyna piszczeć - takie błahe pomyłki sklepowych zabezpieczeń to pierwsze symptomy wszczepionego w nas chipów - przynajmniej na filmach. Chyba każdy zainteresowany zagadnieniem widział chirurgiczne obcęgi, wyciągające jakieś drobne metalowe skrawki. Bardzo ładnie prezentują się one na filmach w momencie czyszczenia ich z narosłych wokół nich tkanek, ewentualnie brzęcząc na dnie próbówki. Tu ich kariera dobiega końca,. Jakoś nigdy nie widzimy ich pod mikroskopem, nie czytamy o nich w Nature i Scienc'ie. Jedyny problem z implantami obcych jest taki, że ich nie ma i choćby nie wiem jak wielu ludzi mówiło i chciało by istniały, nie zmieni to faktu, że jeszcze nigdy nie wyciągnięto z rzekomych porwanych, czegokolwiek co można by jakkolwiek uznać za twór obcej technologii.

Ppierwszy donos o implantach zawdzięczamy najprawdopodobniej Betty Andreasson w 1967. Opowieść Andreasson nie była powszechnienie znana aż do roku 1979, kiedy Raymond Fowler opublikował książce „Sprawa Andreasson” ("The Andreasson Affair"), jednak już od połowy lat 70-tych, opowieści o eksperymentach medycznych obcych stały się popularne. Od tej pory domniemany wygląd implantów przeszedł całą ewolucje - o dziwo podążającej zgodnie z ziemską technologią i tego co na dany moment uważane jest za nowoczesne. Od pierwszych implantów krzemowych po dzisiejsze implanty organiczne. 


Ważne aby implanty składały się z nieznanych nam pierwiastków. Nie miałoby to żadnego sensu, gdyż świat izotopów jaki pozostał nam do spenetrowania, żyje w granicach tysięcznych części sekundy - jak zatem z takiego materiału stworzyć implant, mający siedzieć w człowieku przez lata? Sens takiego materiału tkwi głęboko w amerykańskiej kulturze, kulturze „naj”, gdzie coś obcego nie może być po prostu obce, musi być „super obce”. Kiedy w filmie „Gwiezdne Wrota” Daniel Jackson ogląda tytułowy eksponat, wrota nie mogą być z aluminium czy z miedzi, są oczywiście z „nieznanych na Ziemi pierwiastków”. Audytorium historii o implantach nie może mieć wątpliwości, że ma do czynienia z czymś naprawdę kosmicznym, nawet jeśli czyni to całe opowieść jeszcze bardziej wątpliwą. To z filmów s-f wykradziono sam pomysł implantów. Tuż przed samym pojawieniem się historii o implantach do kin trafiły dwa inspirujące dzieła – Inwazja Porywaczy Ciał (1956) oraz Star Trek. W tym drugim Klingoni posługiwali się bliźniaczo podobnymi do implantów sondami – które wszczepiali swoim więźniom aby kontrolować ich umysły.

Jeśli zatem implanty w całości mieszczą się w sferze fantazji, czym są kawałki metalu, z dumą pokazywane przez ufologów? Prawda jest prozaiczna. Podczas naszych upadków, chodzenia boso, otarć, rożnego rodzaju śmieci niezauważenie lądują w naszych dłoniach, stopach, plecach. Niestety nie zawsze z nich wychodzą. Najbardziej znanym entuzjastą implantów jest dr Roger Leir, chirurg stóp, ale jeśli trzeba wyciągnie implant nawet z oka. Nie tak dawno odział discovery science wynajął jedno z największych laboratoriów materiałoznawstwa na świecie, laboratorium Uniwersytetu w Toronto, zaś badania przed kamerami przeprowadził sam szef instytutu Doug Perovic. Wszystko to tylko po to, aby Leir przytaszczył ze sobą najlepsze okazy obcych ciał wydobytych z ciał uprowadzanych. Miała być nanotechnologia, regulatory ludzkiej gospodarki hormonalnej, mikronadajniki i mikrosondy. Tymczasem wszystko to okazało się odpryskiem najzwyklejszego młotka albo ostrza kuchennego noża. Widzę tylko dwa rozwiązania - albo implanty to jedna wielka bujda, albo - zważywszy jakie narzędzia reprezentowały odpryski - kosmiczne technologie obcych nie są wcale aż tak kosmiczne.

  • Udostępnij:

Coś w podobnym klimacie

8 komentarze

  1. Jak dotychczas, ET najlepiej posługują się techniką implantów niematerialnych. Tak np. dzięki implantowi wiary w dzieworództwo ma swobodę działania ich Komisarz na Polskę, PhatherRhydzyk.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie tyle dzieworództwo co nieźle wynaturzone porno. Jak mówi tradycja Kocioła, sperma została wlana Niepokalanej przez ucho - każdy lubi co innego. Choć ja twierdzę, że było to zapłodnienie in vitro :) Zresztą z dzieworództwa wychodzą same dziewczynki, a zaglądać Najwyższemu pod sukmanę naprawdę nie wypada.

    OdpowiedzUsuń
  3. "kosmiczne technologie obcych nie są wcale aż tak kosmiczne."

    Wystarczy zamienić pierwsze "kosmiczne" na "komiczne" i wszystko zaczyna grać :P

    OdpowiedzUsuń
  4. A pamiętacie, jak w "Terrorze Mechagodzilli" znaleziono odłamek "tytanu pochodzącego z kosmosu"?

    OdpowiedzUsuń
  5. biorąc pod uwage iz nasienie opuszczające nasieniowód jest traktowane jako nieczyste, gdy wylewa sie je nie do pochwy, to ucho niepokalanej stało sie bardzo nieczyste. a fuj....moze to był gang bang....

    OdpowiedzUsuń
  6. Za sugerowanie bukkake z udziałem Matki Boskiej znajdą już na nas paragrafy :) (link prowadzi do znanego kompendium wiedzy porno, czyli wikipedii). Choć znany jest mi taki Pan, niejaki Krzysztof Kuszeja, który tworzy swoje obrazy w takim właśnie tonie i o dziwo jeszcze żyje - niektóre są naprawdę mocne :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Proszę się nie śmiać, ja kiedyś znalazłem implant pod skórą na swoim kolanie. Zaczęło się wokół niego zaogniać, więc poddałem kolano obdukcji i wydłubałem implant. Miał postać malutkiego, sprężynującego kółwczka z antenką. Było maciupkie, ot: jak końcówka wkładu do długopisu.
    Po długim badaniach osadziłem kółko na szpilce i pociągnąłem za antenkę i wtedy się diabelstwo rozwinęło.

    Był to włos, który nie przebił się przez skórę i rósł w kółko, co tylko udowadnia, jak przebiegli są kosmici.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak by ktoś chciał taki implant z tytanu, który pochodzi z kosmosu to mogę podesłać.....

    OdpowiedzUsuń