22 września 2010

Świecowanie uszu - niezabawna strona medycyny naturalnej

Gdyby nasze uszy mogły mówić, myślę, że zażądałyby co najmniej takiej samej estymy jaką darzymy dziś oczy. Nikt na własną rękę nie dłubie sobie w oczach, za to w co drugim domu wala się pudełeczko z patyczkami do uszu. Nawiasem mówiąc, czyszczenie nimi uszu to ostatnia rzecz do jakiej się one nadają. W arsenałach "wujków dobra rada" są jednak i takie "zabiegi pielęgnacyjne", przy których uszy skuliłyby się w kącie ze strachu, gdyby tylko to potrafiły. Po co czyścić tak delikatny narząd patykiem, jak można to zrobić ogniem - czyż nie brzmi to wspaniale?! Zasada jest prosta: wydrążoną świecę z pszczelego wosku, nazywaną dalej w tekście pod uczoną nazwą fitoświecy, wpychamy sobie do ucha i podpalamy - co nazywać będziemy od tej pory pod mniej drastycznie brzmiącą nazwą świecowania. Jak dowiedziałem się z polskiego bloga poświęconego zachwalaniu tej metody, świecowanie uszu praktykowano już w starożytnym Egipcie, Chinach, Indiach, Tybecie, u Majów i Azteków. Aż prosi się, aby do tej listy dokooptować Atlantydę. Dajmy spokój temu, czy starożytni ich używali (a nie używali), jako że same świece nazywane są świecami Indian Hopi. Pod taką nazwą są sprzedawane szargając na świecie dobre imię sympatycznych Hopi. Hopi się jednak nimi nigdy nie katowali! Urzędująca w Arizone Rada Plemienia Indian Hopi, protestowała już przeciwko tej nazwie, podkreślając, że ich lud nigdy nie używał takiego cudu. Marketing wie jednak swoje - nic nie uwiarygadnia coraz dziwniejszych pomysłów na medycynę alternatywną lepiej, niż modni starożytni i tajemniczy Indianie.

Wydaje mi się, że pomysł na oczyszczające właściwości świecowania uszu wzięto z filmów animowanych. W bajkach czyścimy uszy wkładając chusteczkę do jednego ucha i wyciągając drugim. Dokładnie tak wyobrażają sobie budowę ucha zwolennicy tego zabiegu, twierdząc, że spalająca świeca - wytwarzając efekt komina - zasysa wszystkie syfy, a przy okazji wyrównuje ciśnienie powietrza w różnych zakamarkach naszej czaszki. Komuś zapomniało się, że ucho to ślepa uliczka, wyprawa do ucha nie jest dla powietrza podróżą w jedną stronę, nie ma żadnego przeplywu powietrza, jako że wszystko zamyka na końcu błona bębenkowa. Po co paląca się fitoświeca miałaby robić sobie tyle zachodu, tworząc porządne podciśnienie mogące odrywać gęsty i lepki materiał, jeśli dookoła niej jest od cholery powietrza? W rzeczy samej, badania na modelu ucha wykazały, że świeca nie wytwarza praktycznie żadnego podciśnienia! Tajemnicą przerażającej popularności fitoświecy w naszym kraju jest pokazywanie pacjentom po świecowaniu, żółtego nalotu przy końcówce "wbitej" w ucho. "Ucho było przecież wyczyszczone, a tu proszę, jeszcze tyle maziochy, niezła rzecz te świece!". Pisałem, że zabieg ten nie jest w stanie usunąć niczego z naszego ucha, skąd zatem lepki wosk na dnie świecy po świecowaniu? hmm... skąd może wziąść się wosk na dnie palącej się woskowej świecy? Otoż dokładnie stąd, ścieka ze świecy! Można przystawić ją do ucha, wbić w piasek, trzymać na czole, ważne, aby zamknąć jej dopływ powietrza "od dołu", a mamy gwarancje, że po wypaleniu się świecy na dnie znajdziemy zawsze tyle samo kleistego wosku!

Gdyby świece czyściły tylko ucho, tępy patyczek owinięty watą byłby dla kosztującej kilkanascie złociszy świecy śmiertelną konkurencją. Fitoświece zatem mogą leczyć nas prawie ze wszystkiego, np z migren. Nawet gdyby świecowanie objawiało się tym, czym się nie objawia, w jaki sposób zmiana ciśnienia w uchu ma wpłynąć na genetyczne zaburzenia neuroprzekaźników w mózgu, pozostaje dla mnie zagadką. Bardzo podobają mi się spostrzeżenia pani Jolanty Kwapisz, która popełniła tekst o świecowaniu dla "Poradnika domowego". Otóż kolor wosku jaki gromadzi się na dnie świecy - tak, dokładnie, tego który pochodzi wyłącznie z niej samej - diagnozuje naszą kondycje zdrowotną. Kolor żółty oznacza terapie zakończoną pełnym sukcesem, brązowy - postępującą poprawę wymagającą kolejnych zabiegów, zaś zielony nadchodzący dramat. Jedynym dramatem jest tu jednak sama świeca, która nie potrafi niczego z tego co jej się przypisuje, ale wprowadza do najczęściej chorego już ucha brudny wosk i gorący popiół. Według statystyk ponad 10% zabiegów świecowania uszy kończy się poparzeniem; kolejne kilkanaście procent niedrożnością kanału słuchowego lub tymczasową utratą słuchu. Rzadziej przydarza się zapalenie ucha zewnętrznego, a mniej więcej 1 przypadek na 100 kończy się naprawdę tragicznie - perforacją, przepaleniem błony bębenkowej. Toż to słuchowy armagedon! Jako, że ludzi używających fitoświecy raczej nie interesują statystyki i wypowiedzi lekarzy, bo przecież pani Irena używała i pomogło, o skuteczności świecowania mogę przekonać się w swój ulubiony, anegdotyczny sposób. Wystarczy spojrzeć na komentarze dołączone do wyżej przytaczanego artykułu. Są oczywiście, takie które twierdzą, ze to nadzieja medycyny, ale wśród około 30 z nich są i takie cztery:
Gdy świeca była okolo 5cm nad miom uchem, wystaraszyłam sie i gwałtownie poruszyłam, od teraz np. przy kichnięciu czuję ból ucha, bardzo nieprzyjemny (...) Skorzystałam z tego zabiegu rok temu na jedno ucho, od tego czasu zauważyłam nieporównywalnie większe wydzielanie woskowiny w tym uchu oraz dziwne bóle głowy przy przeziębieniach (...) dzisiaj bylam u lekarza, wyjaśnił, że ma bardzo dużo przypadków po "świecy"; okazało się, że błony bębenkowe mam oblepione popiołem, co nasiliło szumy (..) niestety, nie tylko nie pomogło (miało pomóc na zatoki), ale teraz mam chroniczny stan zapalny w jednym uchu.
Jako jedna z najgroźniejszych odmian medycyny naturalnej na początku ostatniej dekady, świecowanie spotkało się z druzgocącą krytyką Narodowej Rady Zwalczania Oszustw Medycznych NCAHF. Od połowy lat 90-tych wojnę fitoświecom wytoczyło czasopismo branżowe laryngologów "Laryngoskop". Od 2006 fitoświece zakazane są w Kanadzie. Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków FDA 3 lata temu uznała świecowanie za niebezpieczne dla zdrowia, jednocześnie podejmując stosowne kroki, aby nie dopuścić do sprzedaży tego czegoś na rynku amerykańskim. W lutym tego roku FDA wystosowano ostrzeżenie do 15 firm, które próbowały obejść przepisy, sprzedając świece z adnotacją, iż nie są one przeznaczone do tego, do czego wiadomo, że są przeznaczone. W Polsce -co sam sprawdziłem na wrocławskim rynku - w każdym sklepie z odrobinie egzotycznymi medykamentami.

79 komentarzy:

  1. Już nie pierwszy raz dostaje mi się z powodu własnego lenistwa i powolności. Notkę o świecowaniu planowałem od dłuższego czasu, ale pisało mi się powoli, popadłem w dygresje... Nic to, może chociaż te dygresje kiedyś skończę i opublikuję :-).

    Dorzucę, że są w sieci opisy prostych doświadczeń, gdzie "świecowano" pustą probówkę, i oczywiście zbierały się gdzie trzeba "zanieczyszczenia" i "woskowina" "wyciągnięte" z czyściutkiej probówki.

    Czytałem też, że ktoś ocenił podciśnienie jakie byłoby skuteczne do oderwania woskowiny od ściany kanału słuchowego (w ogóle nie wiem, jak to możliwe, o ile między grudką woskowiny a ścianą kanału nie ma zamknętego pęcherzyka powietrza, ale załóżmy), i wyszło, że dużo wcześnie szlag by trafił bębenek...

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdanie:
    Komuś zapomniało się, że ucho to ślepa uliczka, wyprawa do ucha nie jest dla powietrza podróżą w jedną stronę, nie ma żadnego przeplywu powietrza, jako że wszystko zamyka na końcu błona bębenkowa.

    Mógł napisać jedynie Indianin Hopi, który nigdy nie miał kataru i zatkanych uszu w wyniku przytkania trąbki Eustachiusza.
    Przelot powietrza ucho -> nosogadziel jak najbardziej istnieje, a błona bebenkowa nie jest hermetyczna.

    Co nie znaczy świecowanie nie jest bzdurą.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Anonimowy

    Nie masz racji. Ucho - patrząc na tę jego część, którą się "świecuje" jest ślepą uliczką.

    Trąbka słuchowa łączy gardło z uchem środkowym. "Świecowane" ucho zewnętrzne jest od środkowego oddzielone błoną bębenkową, która nie pozwala na przepływ powietrza między nimi, zdrowa jest szczelna.

    OdpowiedzUsuń
  4. Swego czasu w moim rodzinnym mieście powstał "salon ezoteryczny". Przyciemnione szybki etc. Z zewnątrz wyglądał bardziej na night club z tańcami go go. Oczywiście było tam wróżenie z krat tarota, możliwość spotkania z wróżką raz w miesiącu, był tez mini sklepik z talizmanami i różnorakimi ziółkami. Oczywiście nie mogło zabraknąć zabiegów świecowania uszu. I w sumie wszystko by było w porządku, jeśli ktoś takie metody pochwala, tyle ze owe świecowanie przeprowadzała Pani właścicielka salonu, która rok wcześniej jeszcze sprzedawała tam hamburgery i zapiekanki. Burgerowy interes nie poszedł mimo kilkuletniej działalności, wiec Pani wymyśliła coś na "czasie" po około roku interes zwinęła i zaczęła sprzedawać używane ciuchy. Teraz jest tam już 3 z kolei salon fryzjerski...na szczęście właścicielka nie strzyże klientów...

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. z kart tarota miało być * :P

    OdpowiedzUsuń
  6. A gdyby tak tą zapaloną świecę wetknąć tam gdzie należy, to może dałoby się uleczyć i zatwardzenie? W końcu jak wytworzy podciśnienie,to i TAMTEN korek wyssać powinno.
    pozdrawiam - Mirek,teoretyk medycyny

    OdpowiedzUsuń
  7. To tę świecę się wkłada do ucha i zapala? O niech mnie ... Myślałem, że świecowanie to coś w rodzaju nacierania woskiem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Hmm.. z tego co mi wiadomo świecowanie uszu przyszło ze wschodu wraz z akupunktura i cała tzw medycyna alternatywna.
    http://en.wikipedia.org/wiki/Ear_candling
    Może to i kolejne mambo-jumbo ale ciekawe za to jest to ze azjaci maja inny wosk w uszach....
    http://medgadget.com/archives/2006/03/mimikaki_ritual_1.html

    OdpowiedzUsuń
  9. Najgorsze w tym temacie jest to że wypowiadają się ludzie, którzy nie mają o tym zielonego pojęcia. Efektem są właśnie takie komentarze jak tu się czyta. Przypuszczam że osoba pisząca tego bloga lubi krytykować wszystko czego nie rozumie zamiast starać się poznać temat dokładniej i dopiero się wypowiadać. Świecowanie uszu powinna robić osoba ,która wie o co chodzi,a nie ktoś przypadkowy.Szklane bańki też niby nie pomagają ,a są zalecane nawet przez lekarzy.Mówię tu oczywiście o tych ogniowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kim są te osoby, "które wiedzą o co chodzi". Kim są zawodowi wykładacze świec do uszu? Jaką to trzeba mieć specjalną wiedzę aby wsadzić świece do ucha i ją podpalić (a raczej jakiej wiedzy trzeba nie mieć)? Na koniec proszę listę tych lekarzy, szpitali i przedzachodni gdzie stosuje się bańki.

      Usuń
    2. I mnie i mojej córeczce przy zapaleniu płuc lekarka zaleciła bańki i dość często z tym się spotykalam, że lekarze bańki zalecali.

      Usuń
    3. od ponad 40 lat w rodzinie stosujmy bańki i potwierdzam zalecali to i wykonywali lekarze w szpitalu a potem w domu to fakt niezaprzeczalny

      Usuń
  10. swieca do odetkania jelita musialaby byc proporcjonalnie wieksza od tej ktora wklada sie do ucha...:)
    tez mialam stawiane banki zalecane przez lekarzy,leczenie przez lekarzy mozna poddawac dyskusji czy dane leki dzialaja jak powinny czy nie.tak samo jest z medycyna alternatywna,ktora widocznie jest w jakims stopniu skuteczna skoro praktykuje sie ja od wielu,wielu lat...i ludzie twierdza,ze im pomaga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To że jakiś zabobon trwa od wielu lat nie znaczy że jest skuteczny. Na świecie jest na to aż nadto przykładów.

      Usuń
  11. Co to znaczy?
    "W Polsce -co sam sprawdziłem na wrocławskim rynku - w każdym sklepie z odrobinie egzotycznymi medykamentami."

    OdpowiedzUsuń
  12. najpierw sprobujcie , ze trzy razy i zrozumiecie ze ma doskonaly wplyw relaksujacy, ten wosk i olejki dziają naprawde swietnie, wiec ktos kto ma chec wszystko krytykowac to wolny kraj , ale najpierw niech sprubuje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie rozumiem, że cała wiedza o naturalnych sposobach np. na przeziębienie też jest bzdurna i wyssana z palca? Rozumiem, że autor wpisu woli z katarem i gorączką pójść do lekarza, aby przepisał antybiotyk produkowany przez firmę farmaceutyczną z która ma podpisaną umowę, niż spróbować babcinego mleka z czosnkiem i ciepłej kołderki? Można założyć również, że naturalnymi sposobami na zaparcia nie jest siemie lniane, ani suszone owoce, a na biegunki nie pomagają owoce jagód? a dzieciom na kolkę herbata z kopru... mnożyć przykładów można mnóstwo.
      A co do świecy, to dziwne jest to, że gdy spala się sama (tzn nie wsadzona w ucho, to nic w niej nie zostaje) natomiast, gdy dokona się świecowania, to "coś" tam zostaje, myślę, że może to być woskowina;)

      pozdrawiam blu ;)

      Usuń
    2. Probowalam Sama czyszenia i moje dzieci jestem zadowolona mysle ze najpierw wyproboj pozniej sie wypowiadaj ja osobiscie mysle ze cos w tym jest.

      Usuń
  13. Rozczaruje Cię, ale nawet lekarze ciągnący grube kreski za trucie społeczeństwa na zlecenie koncernów farmakologicznych, nie przepisują na katar antybiotyku. Katar jest infekcją wirusową, zaś antybiotyk, jak sama nazwa wskazuje, walczy z „biotykami”, znaczy bakteriami. Jeszcze powiedz co babcia zalecała na białaczkę a co na zawał serca, bo jak rozumiem nie uznajesz wiedzy medycznej, badań i danych naukowych, więc oczekuje konsekwentnej postawy i przy innych przypadłościach. To nie prawda, że spalająca się sama świeca nie zawiera żółtego nalotu – zawiera go dokładnie tyle samo, co ta spalająca się „w uchu”. Są o tym filmy, artykułu, ktoś na zaprzyjaźnionym blogu wydał nawet kilka złotych by pokazać na fotografiach, że świeca spalona stojąc na biurku zapchana jest woskowiną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Źle mnie zrozumiałeś, nie kwestionuję badań i wiedzy medycznej, aczkolwiek nie raz spotkałam się z żenującymi praktykami lekarzy, którzy przepisują antybiotyki już na etapie kataru i podwyższonej temperatury (która często nie przekracza bariery gorączki) robią tak często dlatego, że wychodzą z założenia, że każda infekcja wirusowa kończy się infekcją bakteryjną. A w efekcie pacjent wraca do przychodni po 2, 3, 4 dniach Ostatnio spotkałam się również z przerażająca praktyką stosowania antybiotyku u 2 letniego dziecka, któremu rodzice podawali lekarstwo (przepisane w dawkowaniu 3 razy dziennie) o godz 10, 14 i 18, jednocześnie zastanawiając się czemu dziecko nie ma apetytu a wieczorami występują wymioty...Gdy zwróciłam im uwagę, że 3 razy dziennie to w równych odstępach 8 godzinnych, to usłyszałam, że oni tak u siebie robią i że to nic nie szkodzi. Nie twierdzę również, że leki z babcinej apteczki są lekiem na wszystko, bo tak nie jest. Uważam natomiast, że są warte uwagi i szkoda, że tak często większość z nas o nich zapomina, ba! nawet ich nie zna.
      Odnośnie samego spalania świecy, to oczekuję właśnie na dostawę takowych świec. Z czystej ludzkiej ciekawości i dociekliwości mej kobiecej zamierzam sama sprawdzić ich działanie, ponieważ wiele osób bardzo chwali sobie bardzo taką metodę oczyszczania przewodów słuchowych.
      A wracając do lekarzy, którzy nie przepisują antybiotyków na katar, to moja koleżanka dostała w ubiegłym tygodniu receptę na 4 różne antybiotyki, dlatego że ładnie poprosiła swoją lekarz rodzinną. Prośba była umotywowana wyjazdem na wakacje i nie wiadomo kiedy będą mogły się przydać. Biorąc pod uwagę to, że koleżanka jest hipochondryczką, to bardzo wątpię w to, czy lekarstwa zostaną wykorzystane zgodnie z ich przeznaczeniem.
      A takie praktyki prowadzą do wzrostu antybiotykooporności i za jakiś czas zakażenia bakteryjne już nie będą tak łatwe do wyleczenia.
      Jakiś czas temu rozmawiałam z mężczyzną, który podczas procesu leczenia w szpitalu w wyniku bardzo rozległej antybiotykoterapii (stosowano przez okres 3 miesięcy różne antybiotyki dożylne) nabawił się ostrej niewydolności nerek.
      Przykładów można mnożyć całe mnóstwo.
      Samego świecowania uszu nie neguję, ponieważ kilku osobom z mojego otoczenia takie zabiegi pomogły a niebawem sama sprawdzę i na pewno dam znać jak wypadną wyniki moich obserwacji;)
      blu

      Usuń
    2. To o czym piszesz nazywamy medykalizacją - a więc leczeniem chorób które tego nie wymagają, jak właśnie przeziębienie. Mamy dość konkretne dane na tematy które poruszasz. "Infekcja wirusowa kończąca się infekcją bakteryjną" to tzw superinfekcja, lub nadkażenie bakteryjne, dość rzadka sprawa - dotyczy zaledwie 1% infekcji wirusowych. 70% chorób leczonych antybiotykiem, ma podłoże wirusowe, 5% wszystkich zatruć u dzieci to wynik "leczenia" przeziębień itd. Metody domowe mają to do siebie że przynajmniej nie szkodzą, nie oszukujmy się jednak, że maliną, miodem czy czosnkiem leczymy przeziębienie, bo nie leczmy.

      Co do świec, nie przyjadę oczywiście do ciebie i nie wydrę ci jej z ręki, ale mniej na uwadze to co napisałem w notce. Używanie fito-świecy jest NIEBEZPIECZNE i nieskuteczne. Spal jedną świece na próbę i zobacz, czy wosk pojawi się na jej dnie, mimo procesu spalania poza uchem. Wtedy będziesz wiedziała kto ma racje, lekarze czy sprzedawcy tego cholerstwa.

      Usuń
    3. Zaczynam się zastanawiać skąd się bierze Twój sceptycyzm w kwestii leczenia przeziębienia roślinami i innymi substancjami naturalnymi chociażby czosnkiem. Z jakiegoś powodu wiele roślin zalicza się do grupy ziół, ponieważ mają swoje określone właściwości. Oczywiście chiński czosnek kupowany w plastikowej siatce w liczbie 3 główek za 3zł jest niewiele wart (jako przyprawa też jest kiepski), więc nie oczekujmy po nim cudów. Jakość produktów też ma znaczenie.
      Często rozmawiam z moją babcią, która wychowywała się na wsi i gdy była młoda na porządku dziennym było zbieranie różnych roślin i przetwarzanie ich na nalewki lub syropy lecznicze, ponieważ lekarstwa nie były dostępne. Żeby nie było wątpliwości mam na myśli takie schorzenia jak bóle brzucha, nadkwasotę, kaszel, katar itp. Nie widzę w tym nic złego, bo jaką różnicę zrobi nam to czy wypijemy kieliszek syropu z imbiru i cytryny zamiast połknięcia 2 tabletek wit c?

      blu

      Usuń
    4. Nie jestem przeciwnikiem zieleniny, wręcz przeciwnie. Obecnie żywię się głównie ogórkiem, pomidorem, bananami a w ostatnich dniach arbuzem (kupiłem w promocji po 80 gr za kg). Nie bądźmy jednak zachłanni, warzywa i owoce są zdrowe, ale postrzeganie ich jako leków to przesada. Wiem o co najmniej 6 badaniach wpływu czosnku na przeziębienie, w tym tylko o jednym spełniającym naukowe rygory i wynik nie był korzystny dla czosnku. To po prostu nie działa, mam udawać że o tym nie wiem? Babcie karmiły nasz czosnkiem, a kiedy przeziębienie przechodziło przypisywały to swojej terapii. Niestety przeziębienie przechodzi prawie zawsze, nawet jak nic ze sobą nie robimy, a zapychanie się czosnkiem wcale w tym nie pomaga. O tym czy dane zielska uznane zostaną za zioła, nie decydują żadne ich właściwości. Tych które mają jakieś medyczne właściwości jest niewiele, natomiast samych rodzajów ziół jest w cholerę. Na pytanie czy jest w razie przeziębienia jest różnica pomiędzy wyciśniętym sokiem z cytryny a witaminą C w tabletce, odpowiedz brzmi nie. Nie ma różnicy - bo witamina C wbrew temu co słyszymy w reklamach, nie wyleczy nas z przeziębienia, nie ważne czy jest otrzymywana syntetycznie czy pochodzi z owoców. Mając do wyboru dwie nieskuteczne metody, lepiej więc wybrać tą która jest przynajmniej smaczna.

      Usuń
    5. A można wiedzieć skąd masz dostęp do takich badań?
      A tak odnośnie czosnku, to ma on również właściwości hipotensyjne (o czym się rzadko mówi) i nie wiem czy wpadły Tobie w ręce badania na ten temat, ale ja kiedyś trafiłam na człowieka, który w wyniku głupiego zakładu został przywieziony przez karetkę do szpitala z powodu wstrząsowo niskiego ciśnienia właśnie po zjedzeniu ogromnej ilości czosnku, to taka ciekawostka;) może zainteresuje.
      Na temat właściwości leczniczych nie będę się wypowiadała, bo i tak nie mam szans, żeby cokolwiek Tobie udowodnić, ja mam sprawdzony czosnek empirycznie i wiem na co mi pomaga.

      blu

      Usuń
    6. o jakich artykułach i filmach piszesz? - chyba sponsorowanych przez koncerny farmaceutyczne. ty sam mi wyglądasz na pracownika i "bojownika" takiego koncernu. śmieszy cię używanie od niepamiętnych czasów jagód, czosnku czy sprawdzonych ziół jako antidotum na różne dolegliwości, a co powiesz na przykład o niemieckim producencie i jego "cudownym" leku przeciwbólowym o nazwie "talidomid", przez który TYSIĄCE dzieci rodziło się bez kończyn - i tak przez pół wieku. no, ci ludzie przeżyli JUŻ pół wieku - tylko co to za życie. a jakie uzależnienie od innych.
      długość wieku niekoniecznie oznacza jakości tego życia. w wielu wypadkach jest to sztuczne przedłużanie życia, które w naturalnych warunkach nie miałoby szans na istnienie.
      śmieszy mnie bezwarunkowa wiara w osiągnięcia farmaceutyczne - po latach wychodzą takie kwiatki jak z talidomidem albo (w łagodniejszej wersji) tabletkami z krzyżykiem i innym badziewem.
      w interesie koncernów farmaceutycznych jest upośledzanie naturalnego układu odpornościowego - łykanie tabletek z wit. C zamiast picia soków z aronii, czarnej porzeczki itp., łykania wyciągów z żurawiny zamiast spożywania przetworów z naturalnej żurawiny, bo to im się opłaca - przecież tak sobie hodują konsumentów. albo szczepionki - w tej chwili są już na wszystko, a najlepsze to te przeciwko grypie. podejrzewam, że koncerny farmaceutyczne same mutują szczepy, żeby później wyprodukować odpowiednią szczepionkę - i interes się kręci.
      ty, kolego, łykaj sobie dalej piguły, skoro nic innego ci nie pomaga - bo już nie może, a na przykład ja zostanę przy sprawdzonych owocach, warzywach i ziołach, na których zresztą opierają się niejedne medykamenty. i nie chodzi tu o picie herbaty z owoców głogu, gdy ma się zawał, bo takie uogólnienia lubisz.

      Usuń
    7. Na argument, iż jestem opłacany przez koncerny farmakologiczne oraz to, że moi hipotetyczni pracodawcy tworzą w piwnicach swoich laboratoriów śmiercionośne wirusy... odpowiadać nie będę. Odniosę się natomiast do argumentu o talidomidu, bo ten przynajmniej ma jakieś osadzenie w rzeczywistości. Talidomid nie jest jedynym lekiem, któremu towarzyszyły nieakceptowalne dziś skutki uboczne. W medycynie mamy też tzw "drug of last resort" (leki ostatniej szansy), które z różnych względów nie podaje się, dopóki sytuacja pacjenta nie jest naprawdę trudna (wśród nich talidomid). Przeprowadzane przez nas dziś amputacje będą zapewne w przyszłości postrzegane za barbarzyństwo itd. Jednym słowem nie jest idealnie - ale kto mówi że jest? Wciąż posuwamy się do przodu, odrzucamy rzeczy szkodliwe lub nieskuteczne, doskonalimy badania kliniczne by wyeliminować podobne historie. Dzisiejsza medycyna to najpewniej początek drogi do sukcesu - ale to wciąż najlepsze co mamy i najlepsze co do tej pory mieliśmy. Leczenie jagodami i żurawiną to niestety krok do tyłu.

      Usuń
    8. skorzystaj kiedys ze swiecowania. nie boli. z uchem nic zlego sie nie dzieje a pomaga i relaksuje. nie namawiam zeby gdzies isc do jakiegos szamana ale samemu w domu. gdy bylam dzieckiem czesto bolaly mnie uszy pomagalo tylko swiecowanie. naprawde i spalam po tym jak susel. moja babcia robila juz to mojemu tacie gdy byl maly a lekarze na wsiach niedostepni. gosia

      Usuń
  14. Czosnek chyba faktycznie obniża ciśnienie i podobno nawet wiadomo jak (za pośrednictwem siarkowodoru). Miałem o tym niegdyś notkę:
    kwik-maz.blogspot.com/2009/01/siarkowodor-ii.html z linkiem do publikacji w PNAS-ie. Natomiast wątpię czy w organizmie działa bakteriobójczo, pewnie trzeba by zjeść kilogram żeby jego właściwości bakteriobójcze się ujawniły.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie ładnie krytykować mądrość wielu starożytnych kultur. Nie krytykuj człowieku czegoś co praktykowane jest od tysięcy lat i działa bo ludzie mają rozum i jeśli coś nie działa zanika. Oczywiście ani medycyna naturalna sama w sobie ani medycyna konwencjonalna sama w sobie nie są idealne i nie zwalczają wszystkiego. Należy pamietać ze wszystko nie umiejętnie stosowane może być niebezpieczne.
    Zalecam poczytanie kilku książek i artykułów na temat ziół a potem brać się za krytykę. Jakoś nasze babcie miały mniej problemów zdrowotnych niż my i nasze dzieci w tej chwili pomomo tak wyśmienitej medycyny. Także trochę więcej pokory brateńku i szacunku co do wiedzy i zdania innych ludzi bo nie jesteś wyrocznią tego świata. Pamiętaj że pomiędzy wiedzą a nawiedzeniem jest spora różnica a ty chwilowo wyglądasz na nawiedzonego.
    Pozdrawiam i życzę miłego i owocnego zdobywania wiedzy na temat medycyny z całego świata tej konwencjonalnej i niekonwencjonalnej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co w medycynie praktykowane jest od tysięcy lat i działa? Ale konkretnie, nie "mądrości wielu starożytnych kultur", tylko konkretnie. Nie odwołuj mnie kolego do przeczytania "kilku książek i artykułów", bo ja sam i tylko na tej stronie, napisałem tych artykułów ponad 130. Nasze babcie miały mniej problemów zdrowotnych niż my i nasze dzieci? To jakieś żarty. Na początku XX wieku średnia długość życia wynosiła 31 lat! To jest to co zachwalasz i o czym marzysz. Wyobraź sobie dyskusje o wieku emerytalny, gdyby ludzie żyją średnio 30 lat.

      Usuń
    2. Robiłem świecowanie uszu kilku osobom z bliższej i dalszej rodziny. Moje uszy również były „czyszczone” tą metodą. Wszyscy byliśmy pod dużym wrażeniem, gdy po zabiegu w rozwiniętej końcówce świecy, można było zobaczyć rzekomą woskowinę i zanieczyszczenia wydobyte z ucha.
      Dzisiaj trafiłem na to forum i z uwagą przeczytałem wszystkie wypowiedzi, następnie zrobiłem doświadczenie. Spaliłem jedną świecę nie wkładając jej do ucha, ale przytykając końcówkę do dłoni. Po spaleniu, i rozwinięciu końcówki świecy zobaczyłem dokładnie taką sama zawartość jak po tzw.„świecowaniu” ucha. Tak więc jest to przekręt i oszustwo. Kto nie wierzy, niech sam zrobi takie doświadczenie.

      Usuń
    3. Średnia wieku? No to się ubawiłem. A wiesz w jaki sposób taką średnią się wylicza? To tak jak z twierdzeniem, że ludzie w średniowieczu krótko żyli i umierali przed 40. Litości... Jeśli czytasz artykuły medyczne i masz do nich dostęp, masz też zapewne odpowiedni warsztat, aby je zrozumieć. Toteż jeśli chcesz zajmować się historią albo statystyką historyczną- powinieneś takowym dysponować. Inaczej będziesz wypisywać bzdury. Jako człowieka inteligentnego proszę Cię o krótkie przemyślenie. Pycha nikomu nie służy. Skromność w stosunku do wiedzy całych pokoleń- a i owszem. Nie czyń siebie małym człowiekiem przed zadufanie. Wszystkiego dobrego!

      Usuń
  16. Jesteś Michał zdrowy ,co można wyczytać w twoich wpisach.Zdrowy i butny ,ale to się zmienia kiedy człowiek zachoruje bo w chorobie szukamy pomocy. Szkoda że najwięcej o chorobach mają do powiedzenia teoretycy. Będąc chorym miałem styczność z przekrętami za duże pieniądze nazywanymi leczeniem-w porównaniu z tym świecowanie to mały aromatyczny pikuś. Uważam nieszkodliwy pikuś ,ale wykonany przez profesjonalistę .

    OdpowiedzUsuń
  17. Z witaminami w tabletkach też trzeba uważać bo niestety są badania o ich szkodliwości więc co tu dużo mówić ...
    Wcale się nie dziwię, że średnia długość życia wynosiła 31 lat. To tylko statystyka/generalizacja którą można w różny sposób przedstawić. Należałoby przytoczyć przyczyny takiego stanu rzeczy: wojny, epidemie etc.
    Któż z nas obecnych dożyje sędziwego wieku 90 lat??? Cóż, może za sprawą tej świetnej medycyny konwencjonalnej??? To świecowanie to też mi się wydaje zbyt wybujałe. To tak dla równowagi. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. A co powiesz na to.Mamy na wsi kobietę która masuje bez żadnych kwalifikacji.Sam byłem u niej z dzieckiem u którego stwierdzono dysplazję bioderka (po USG). Dziecko najpierw było leczone przez lekarzy, poprzez specjalna poduszkę wkładaną pomiędzy nogami i zapinaną na ramionach.Lekarz powiedział ze będzie to trwało ok 2 miesięcy niestety nie pomagało przez następne 4 miesiące.Więc udaliśmy się do owej kobiety.Po 4 masażach kazała nam jechać na USG ponieważ stwierdziła że już wszystko nastawiła.Po wykonaniu USG lekarz stwierdził "a mówiłem że będzie wszystko w porządku".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No litości, dziecko było leczone przez 4 miesiące zamiast dwóch i pomogły nagle jakieś "masaże" znachorki? wykształcić dołek na kość? To wywołał właśnie 4-miesięczny ucisk tej poduszki! Ręce opadają jak się czyta niektórych, dziecko robi budyń z mózgu jak widać nie tylko kobietom..

      Usuń
  19. Konchowanie uszu ma na celu termiczne pobudzenie punktów akupunktury ...na uchu znajduje się ich ponad 100. Słyszeliście o Aurikuloterapii ?

    OdpowiedzUsuń
  20. Z całą pewność świecowanie uszu miało na celu udrożnienie kanału słuchowego z woskowiny, a nie żadne pobudzenie "punktów akupunktury". Jeśli ktoś tak twierdzi, to znaczy że zamieniłem jedne durne przekonanie na durniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. swiecowanie nie ma na celu udrazniania kanału słuchowego z woskowiny....kto ci człowieku to powidział....
      zaduzo ze swoimi kolegami supoer lekarzami rozmawiasz..

      Usuń
  21. A ja, przekornie, wklejam wpis na jednym z blogow poświęconych problemom zatok. Jeśli wolno:)

    a u mnie tylko świece w uszach
    fruzia80 25.02.12, 01:53 zarchiwizowany
    Tylko mnie zaraz na stasie nie spalcie
    Z zatokami męczę się już od ok. 5 lat. Brałam już wiele antybiotyków, miałam kilkakrotne płukania u laryngologa - nie powiem - te ostatnie chwilowo ogromnie pomagały. Niestety tylko chwilowo, problem za chwilę wracał. Najpierw były tylko zatoki czołowe, potem - coraz częściej i to przy każdym przyziębieniu zatoki szczękowe.

    Generalnie wszystkie takie czary mary traktuję jako gusła. No ale przyszedł czas, że musiałam się z tymi gusłami zaprzyjaźnić. O świecach palonych w uszach dowiedziałam się od znajomych (dodam naprawdę nie nie mieszkają w Ciemnogrodzie i są bardzo światłymi ludźmi ) Kiedyś opowiadali nam, że od lat cała ich rodzina leczy wiele dolegliwości tymi świecami. Z grzeczności, aby im było miło, jak nas odwiedzą kupiliśmy sobie taki komplet w sklepie zielarskim, żeby sobie poprostu w domu leżał. Użyliśmy ich kilka razy na naszych znajomych i na naszym mężu. Nie ukrywam- ci chorowici, przeziębieni - ogromne ilości "śmieci" z siebie wysmarkiwali. Ja do świec przekonałam się dopiero, kiedy u nas pozwoliła je sobie zapalić zaprzyjaźniona lekarka, specjalista chorób płuc- która od lat borykała się z problemem zatok. Zabieg miała wieczorem, ale rano do nas zadzwoniła, że całą noc nie mogła spać, bo to świństwo z niej leciało. Nie bardzo wiedziałam o co jej chodzi, bo ze mnie nigdy "to świnśwo" nie leciało. Ale jak już mnie tak naprawdę zatoki wzięły, to postanowiłam zaryzykować. Miałam zapalone świece popołudniu no i jak na złość nic nie poczułam, tzn tylko takie ciepełko, gdzie mnie mnie te zatoki bolały, nic więcej. No ale wielczorem, po kilku godzinach odkurzałam mieszkanie, schylałam głowę i nagle mi coś z nosa trysnęło, takiego śmierdzącego, żółtawego i klejącego. A fuj. Wystraszyłam się, szybko usiadłam, zawołałam męża, bo nie wiedziałam co się dzieje, myślałam, że mi mózg wypłynął Dosłownie, bo czułam, przez chwilę, jakby z czałej czaszki mi coś wypływało. Przez kilka minut nic się nie działo, ale potem znowu mi taka wydzieli spłynęła. No wiem, że to brzmi obrzydliwie, ale po tym poczułam dopiero jak to jest, jak się nie czuje zatok. Tak się się fajnie i lekko następnego dnia poczułam, że nawet przestrzegałam zalecam i w ciągu tygodnia odpaliłam sobie świece jeszcze 2 razy, oczywiście za każdym razem pilnując, aby przez kilka godzin nie zamoczyć uszu i chodzić w czapce. No i niech teraz sobie gada kto co co chce, od ponad dwóch lat jak zaczyna mi się przeziębienie (ok. 2 razy w roku) palę sobie świeczki i z zatokami mam spokój. Dodam, że jak mnie przy przeziębieniu "biorą zatoki" szczękowe to tak mnie w trakcie palenia świeczek "drapię, gilgotają, korcą - nie wiem, jak to nazwać ", że to aż momentami boli.
    No i mówcie co chcecie - kiedyś zatoki były dla mnie ogromnym problemem, teraz nie są. Może i jestem staroświecka i wierzę w sposoby "z Ciemnogrodu" ale skoro mi to pomaga to nie zamierzam z tego sposobu rezygnować

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma fizycznej możliwości aby kapiący na małżowinę i przewód słuchowy wosk, mógł leczyć zatoki. Równie dobrze palenie świecy na kolanie może pomóc na wrzody żołądka, a paląca się świeca na czole wyleczyć nas z kamienicy nerek. Po prostu nie ma takiej możliwości, już jaśniej nie da się tego powiedzieć. Jeśli rzeczywiście jest w Polsce jakiś praktykujący lekarz polecający swoim pacjentom świecowanie uszy, jest to przypadek nadający się do zgłoszenia do naczelnej izby lekarskiej.

      Usuń
    2. z kamienicy nerek?:)))

      Usuń
  22. >Ja widzę że ten blog pisze jakiś nowoczesny pseudo naukowiec. U którego liczy się tylko nowoczesna medycyna. A szczerze mówiąc to ta nowoczesna to niestety mało komu skutkuje. od paru lat miałem problem z uszami różni laryngolodzy przepisywali kropelki i różne zabiegi i stale był problem.. niedawno spróbowałem tych świec.... i dzięki tym co ich produkują słyszę lepiej. I ja już kropelek od laryngologa nie użyje nigdy, jak trzeba będzie znów kupię świece. Apropo baniek... moim dzieciom kilka razy użyłem.. a teraz dzieci nie wiedzą co to choroba, nigdy nie dawałem antybiotyków, i ja teraz ufam tej starej medycynie.Nigdy nowoczesnej.<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, że twoja żona na poród uda się do wiejskiej akuszerki, albo w ogóle pójdzie do lasu, gdzie urodzi pod świętym dębem gdzie własnoręcznie przegryzie pępowinę. Pamiętaj, tylko stare, ludowe metody, żadnych głupich lekarzy. Trzymam za słowo.

      Usuń
    2. Jestes totalnie jebnięty

      Usuń
    3. Yeah, mnie też stawiali bańki. Raz "pomagały", raz nie. Ale jak temperatura przekroczyła 40 stopni pomógł mi szpital, a nie bajdurzenie starych bab, które o mało mnie do grobu nie wpędziło. I trochę kultury by się przydało.

      Usuń
  23. Dzisiejsza medycyna według mnie nie dorównuje tej naturalnej, babcinej, jak kto woli - z ciemnogrodu, przykładów jest az nadto :
    na stłuczenia-okłady z białej kapusty,
    ból ucha - wkładanie liści geranium do niego,
    przeziębienie - czosnek pod różna postacią,
    nawet zmiany nowotworowe, czyli rak - oczyszczanie organizmu przez zjadanie pestek moreli (gościu który wynalazł tę metodę naraził się koncernom farmaceutycznym i można się domyślać czemu już nie żyje) no i metoda dr Ashkara - szukajcie w necie o tym... - wielu moich znajomych stosuje te metody i choroby cofają się, a lekarze robią tylko wielkie oczy.....
    powodzenia
    J.

    OdpowiedzUsuń
  24. O dziwo moje dziecko po woskowaniu zaczęło lepiej słyszeć. Przed woskowaniem dziecko nie słyszało, jak mówiliśmy do niej szeptem. Po woskowaniu dziecko słyszało szeptane słowa i powtarzało je. Nie jestem zwolennikiem takich sposobów ale pakując w dziecko sterydy przez miesiąc nie zauważyłam jakiejkolwiek poprawy. Zdesperowana sięgnęłam po te "świece" i efekt był.Dodam, że dziecko jest pod stałą opieką laryngologa, dostaje lek za lekiem.I nic!Co do opinii o świecach - wkurza mnie takie teoretyzowanie - co jest dobre a co złe. Matki patrzą na cierpienie dzieci, a panowie tu wywody wytaczają. Jak coś jest skuteczne i pomaga, to mnie to właśnie przekonuje.Oczywiście najpierw wykonaliśmy zabieg na sobie, a następnie na dziecku.

    OdpowiedzUsuń
  25. Jestem ciekawa skąd się wziął pomysł napisania artykułu, którego celem jest udowodnienie, że tzw. 'świecowanie uszu' nie działa? Skąd ta pewność, bez uprzedniego własnoręcznego sprawdzenia danej metody? Czy bardziej miarodajne nie byłoby zrobienia tego samemu, a nie opieranie się na innych badaniach, które nawet nie zostały tutaj przytoczone? Gdzie są przypisy? Skoro autor uważa się za eksperta niech wyjaśni dlaczego istnieją ludzie, którym to pomogło? Czy może twierdzi, że oni kłamią, albo są zbyt głupi, żeby logicznie stwierdzić co im pomogło?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zasady są bardzo proste: jeśli uważamy że lek działa i chcemy go sprzedawać chorym, należy udowodnić że to działa. To bardzo łatwe w przypadku skutecznego medykamentu. Nie jest zadaniem gościa prowadzącego blog udowadnianie że lek nie działa ani próbowanie wszystkich podejrzanych świństw na sobie. On tylko nieśmiało zauważył, że tego działania nikt nie udowodnił.

      Usuń
    2. Autosugestia działa znakomicie... więc świeczki nie muszą.

      Usuń
    3. Nie nazwałabym świecowania uszu leczeniem. Postrzegam to jako wspomaganie leczenia.
      Jeśli się o czymś pisze/wypowiada się na dany temat to uważam, że trzeba udowodnić swoją tezę. A gdy tego nie ma to dyskusja jest dla mnie bezsensowna. Bo pisanie bloga postrzegam jako swego rodzaju dyskusję.
      Co to znaczy skuteczny medykament? Pytam bo obecnie mam problemy z zatokami, a co za tym idzie problem z gardłem przez ciągle obecną tam wydzielinę z zatok. Po krótkim badaniu lekarz dał mi wybór antybiotyk (oczywiście niecelowany, bez żadnych testów, czyli metoda prób i błędów, nie wspominając o tym jak wyniszcza i osłabia organizm )albo lek sterydowy do nosa w spreyu na alergie (gdzie efekty uboczne to ból gardła - który już mam bez tego, krwawienie z nosa itd itd)Cokolwiek nie wezmę nie mam pewności działania, ale mam pewność jakiś skutków ubocznych. Bo takie silne leki zawsze mają negatywny wpływ na organizm, który prędzej czy później się ujawni. Także dlaczego nie spróbować świecowania, które przynajmniej jak nie pomoże to nie zaszkodzi. A już zaczyna pomagać bo zatoki się opróżniają.
      Nie twierdzę, że każdy ma w to wierzyć, ale po co pisać o czymś czego nie popiera się faktami. Bo skoro, żadne fakty (czytaj artykuły naukowe itp.) nie zostały przedstawione, to tak jakby ich nie było.

      Ja nie twierdzę, że to działa, ale też tego nie wykluczam...

      Usuń
  26. Korzystałam wielokrotnie z metody świecowania uszu. Oczywiście byłam bardzo zadowolona z efektów. Często mam problem z zatkaniem jednego ucha, pojawia mi się niedosłuch. Byłam pewna, że świece faktycznie "wyciągają" ten cały syf z ucha. Ostatnio, szukałam na ten temat jakichś inf a szczególnie niepochlebnych decyzji. Prawde mówiąc natknęłam się tylko na ten tekst. Zaintrygowała mie inf, że jak spali się świece zatykając szczelnie końcówkę pojawi się ten sam efekt jak przy włożeniu do ucha. Moja ciekawość zwyciężyła a fakt, że zakupiłam komplet świec raptem tydzień temu postanowiłam to sprawdzić. Jakie było moje zdziwienie, gdy po rozwinięciu końcówki zobaczyłam to samo co niby ma być woskowiną. Teraz zaczynam się zastanawiać czy przez własną głupotę i bezmyślność sama nie doprowadziłam do problemów z uchem. Umówiłam się już na wizytę do laryngologa i mam nadzieje, że nie zrobiłam sobie dużej szkody tym świecowaniem. To jakaś totalna masakra. Nie wiem jak mogłam w to wierzyć

    OdpowiedzUsuń
  27. Dodam i ja swoje trzy grosze:)
    1. Pan Michał uważa, że jedynie medycyna współczesna "zachodnia" jest najlepsza dla człowieka, jedynie prawdziwa i w 100% skuteczna
    2. Pan Michał nie wie, że owa medycyna wywodzi się z tzw. naturalnej, albo inaczej ludowej, ale teraz odżegnuje się od swoich źródeł :)
    3. Pan Michał wierzy że tylko leki wysmażone w jakiś syntezatorach chemicznych są idealne dla ludzkiego ciała
    Tyle wywnioskowałem z postów, za sprostowanie dziękuję.
    A wygląda to tak:
    -do dzisiaj nie wiadomo jak działa organizm, np. działanie autonomicznego systemu nerwowego jest zagadką :)
    -do dzisiaj np. ból głowy opisują dziesiątki książek, hm, może więcej i dalej nie wiadomo dlaczego powstaje
    -nikt nie udowodnił istnienia meridianów, czyli kanałów energetycznych, ale medycyna postanowiła zaakceptować akupunkturę i akupresurę
    -itp, itd, oficjalna medycyna nagłaśnia przypadki wypadków przy stosowaniu medycyny naturalnej, ale ile jest błędów lekarskich, zastosowania złych leków, szczepionek, tego pan Michał jakoś nie mówi,no ba, same leki jakie mają przeciwwskazania, strach używać, bo pomoże na anginkę, ale nerki zeżre :) normalnie szok, no ale przejdźmy do świec.

    Dużo się pisało o wosku po spaleniu na np. stole - jak się kupuje badziew za złocisza, to może i tak jest, ja kupuję porządne i żadnego skapniętego wosku nie ma, tylko nieznaczny nalot i tyle. Osobiście sprawdzam każdą partię, więc wiem.
    Nie wiem dlaczego te świeczki działają, bo i trudno to naukowo wyjaśnić, ale jednak jakoś działają, dowodem zadowoleni klienci :), ba, sam na sobie stosuję na zatoki, bo leki medyków niewiele pomogły, albo tylko na krótki czas. Miałem już iść na ściąganie ropy, ale zaaplikowałem sobie owe świeczki i jakoś cudownie zadziałały ( aczkolwiek medycyna mówi, że to niemożliwe, bo niby ucho jest zatkane błoną:))
    I tak by można dalej, ale w czym rzecz: ważne aby zabiegu dokonała kompetentna osoba, przeszkolona, z markowymi świeczkami i to zadziała mimo, że medycyna zaprzecza że to możliwe. Wygląda na to, że tysiąclecia stosowania tego zabiegu wiedzą lepiej :)

    - co do porodów- to w szpitalu noworodki nie umierają przy porodzie??!!! przy lekarzach???!!! a ile kobiet umiera z powodu komplikacji?? ten argument był nie na miejscu, bo lekarze nie są wszechmogący i wszystkowiedzący i tyle, a nauka ma więcej do wyjaśnienia, niż wie >







    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Laicy nigdy chyba nie zrozumieją, że słowo ENERGIA jest słowem bardzo sprecyzowanym i "mierzalnym". Podobnie jak efekt placebo.

      Usuń
    2. Nie jestem Panem Michałem, ale...

      @1. Współczesna medycyna "zachodnia" (wł. 'medycyna oparta na badaniach') jest jedyną prawdziwą i najlepszą istniejącą. Jej skuteczność jest wyraźna, choć daleka (niestety) od "100%".

      @2. Medycyna zachodnia i wywodzi i nie wywodzi się od medycyny naturalnej. Wywodzi się w sensie historycznym. W sensie podstaw terapii -- wywodzi się z zasad naukowych, które bynajmniej nie są ludowe.

      @3. Hm... ja smażę na patelni, a nie w sytetyzatorach chemicznych :) A serio -- medycyna to nie tylko leki, będące produktem chemicznych fabryk farmaceutycznych. Choć takie rozwiązanie jest często bardzo skuteczne...

      @"nie wiadomo jak działa organizm" -- w pełni nie, ale po pierwsze, znane są liczne zależności w funkcjonowaniu organizmu, które pomagają opracowywać terapie, po drugie, decydujące w obecnej medycynie jest wykazanie skuteczności terapii X do leczenia schorzenia Y. W takim podejściu można stosować skuteczne terapie traktując organizm jako "czarną skrzynkę".

      @"ból głowy" -- jaki ból głowy? Ja wiem, kiedy mnie głowa boli, bo mam problem z ciśnieniem (a to już da się określić, jeśli chodzi o przyczynę). O ile więc znam osoby, leczące się przez lata nieskutecznie na ból głowy, o tyle znam też przypadki bólu, które da się wyjaśnić i uleczyć.

      @"meridiany" -- medycyna nie zaakceptowała akupunktury i akupresury (choć poddano te metody badaniom).

      @"przypadki medycyny naturalnej" vs "wypadki medycyny naukowej" -- wydaje mi się, że te drugie są o wiele lepiej udokumentowane.

      @"ale jednak jakoś działają, dowodem zadowoleni klienci" -- na tej zasadzie wszystko działa, a święci dokonują cudów :) Nauka wymaga podparcia się statystyką -- 'uzdrowień' musi być więcej niż w przypadku uleczenia bez poddawania terapii, bądź z podaniem placebo.

      @"co do porodów- to w szpitalu noworodki nie umierają przy porodzie??!!! przy lekarzach???!!! a ile kobiet umiera z powodu komplikacji??" -- zauważyłbym, że wprowadzenie nowoczesnej medycyny radykalnie zmniejszyło te liczby.

      Usuń
    3. @Anonimowy powyżej.

      Nie istnieją wyodrębnione obozy "medycyny zachodniej", "... wschodniej", czy "... naturalnej". Szaman może stosować leczenie racjonalne, a dyplomowany lekarz polski czy brytyjski może pleść bzdury zupełne. Przykłady są.

      Nauka szuka testu, jest samokrytyczna i oparta na statystyce. Oczywiście częściej tego brakuje wśród ludu niż w ośrodkach badawczych. Skuteczność medycyny zachodu jest jednak obniżana kapitalistycznie (to już banał, że bardziej się opłaca leczyć niż wyleczyć). Pomyśl choćby o ilości przeróżnych preparatów usprawniających potencję lub trawienie. Metody naturalne - zdrowa dieta i ruch - wystarczyłyby w ogromnej ilości przypadków. Natomiast jedynie minimalnie promuje się zdrowe diety i ruch, bo to nie przynosi zysku. O wiele silniej działa reklamowe "jedz co chcesz, a wątrobę wyleczysz tabletką" i "niezależnie od trybu życia stanie ci po tabletce", komuś się w końcu opłaca to właśnie reklamować. Inna rzecz to dystrybucja środków w nauce, uzależniona coraz bardziej od możliwych zysków. Gdyby wyleczenie możliwie wielu ludzi było całkiem skorelowane z zyskiem, nie miałbym wątpliwości, że model kapitalistyczny jest maksymalnie skuteczny. Wierzysz w tę korelację?

      Zatem nie jest prawdą, że "współczesna medycyna zachodnia" działa jako jedyna i z maksymalną możliwą skutecznością. Mogłaby działać lepiej, ale to się nie opłaca. A alternatywna miejscami działa, gdy alternatywni medycy nie próbują czarować, a polegają na racjonalnych metodach, przypadkiem używając tego, co w skondensowanej formie byłoby w tabletkach.


      @Anonimowy 7 kwietnia 2013 22:39
      "syntezatory chemiczne", "nie wiadomo jak działa organizm", "nie wiadomo dlaczego powstaje" - to przykłady oszustw. Teorie spiskowe różnego kalibru operują przekłamaniami tego rodzaju, bardzo łatwo je dzięki temu wyłapać. Wystarczy poprowadzić rozumowanie konsekwentnie wprzód lub wstecz.
      1. synteza chemiczna - zachodzi w przyrodzie. Alternatywą jest jeszcze synteza chemiczna, czyli to, co powtarzamy bombą termojądrową albo cyklotronem. Rośliny syntezując używają syntezy chemicznej. Dodam - podobnie w temacie GMO tylko naśladujemy przyrodę, która mutacjami niejednokrotnie mieszała. Sugerowanie, że z samego faktu wytworzenia w procesie kontrolowanym przez człowieka produkt jest gorszy, nie ma uzasadnienia.
      2. nie wiadomo - jest to kwestia teorii wiedzy/poznania oraz subiektywnego przekonania. Bajdurzenie o "równowadze" i "przepływie energii" niejednokrotnie daje człowiekowi złudzenie, że coś wiadomo. Układanka jest bowiem prosta, człowiek łatwo powtórzy kluczowe zwroty i będzie wierzył, że coś wie. W naukach przyrodniczych niczego nie wiadomo w takim sensie, w jakim wiadomo w matematyce. Wraz z wiedzą przychodzą jednak nowe pytania, a układanka się komplikuje. Dowód statystyczny, indukcyjny, nie daje pewności. Model abstrakcyjny niekoniecznie dobrze odwzorowuje rzeczywistość. A złożoność świata jest zbyt duża nawet na modele skomplikowane, naukowe, co dopiero na te bzdurki z gadania alternatywnego. Oczywiście, można powiedzieć, że proste "zaburzenie równowagi" opisuje doskonale wszelkie choroby, ale nie pozwala nigdy prognozować i nigdy nie mówi jasno, jak leczyć. Wybór z 5 albo i 5000 NAUKOWO ustalonych powodów choroby to zawsze lepiej niż wybór z niczego.

      Usuń
  28. Jestem z zawodu chemikiem po studiach magisterskich. Więc co nieco wiem na temat spalania i woskowiny po nim. Fakt, że bez dostępu powietrza może się tworzyć w rurce tak zwany osad, produkt spalania, ale... proszę mnie wytlumaczyć czemu i jednych osób tej woskowiny nie ma wcale po zabiegu, u niektorych jest tylko osad jasnożółty ewidentnie osad ze świecy, a u niektórych wręcz ciemnobrązowa mazia. Zielonego nie spotkałam nigdy u nikogo, a ponoć świadczy o stanach zapalnych w uchu. Stosowałam świecowanie u mojego męża, któremu chlupało wręcz w uszach po kapieli i pogorszył się słuch w jednym uchu. Nie cierpi biedak chodzic po lekarzach, a więc wymyśliłam alternatywę. Po dwóch zabiegach przeprowadzonych osobiście prze ze mnie w uszach męzowi przestalo chlupać i słuch wrócił do normy. Syn również miał notorycznie zapchane zatoki przez alergje i takie świecowanie robione raz lub dwa na pół roku jest dla niego zbawienne. Syn ma 25 lat, a więc nie domagał by się czegoś, co nie pomaga, a wręcz szkodzi nie w teorii, a w praktyce. Fakt, że nie wolno zostawiać świcę pod czas palenia na samopas, bo trzeba odcinać spalone kocówki nozyczkami, a nie czekać aż wpadną do ucha. Jak uho jest czyste to nigdy nie ma zadnego osadu woskowiny na sciankach - sprawdałam. proszę nie zapominać, że przy spalaniu paruje również propolis i olejki eteryczne, które osadzajac się na ściankach głuchego kanału jak to się wysłowił jeden z oponentów i robia swoją wdzięczna robotę. Skura w uchu to też nie probówka z całym szacunkiem, a tkanka żywa i ma pory, które absorbują to całe naturalne lekarstwo, ma też droniusieńke naczynia włosowate, które pod wpływem cieplego powietrza się rozszeżają i maja wpływ na wewnętrze cisnienie w uchu. Nie jestem naiwniaczką, która wierze we wszystko co mówią, ale akurat tą metodę sprawdziłam jak to się mówi na żywym organiźmie i to niejednokrotnie. Drażnią mnie ludzi, które czasami nie znając tematu krytykują wszystko na czym nie stoi pieczątka fachowca, w danym przypadku lekarza. Ale nie zapominajmy, lekarze też ludzie i mogą się mylić. Inną sprawą też jest to, że nie jest to metoda dla wszystkich i pogorszenie słuchu nie zawsze jest spowodowane zaleganiem woskowiny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat studiuję chemię ale i fizyka nie jest mi obca i jakoś nie widzę sposobu aby palenie się ognia na końcu kilkucentymetrowej rurki, której drugi koniec jest zamknięty ślepym kanałem usznym, miało spowodować powstanie prądu powietrza tak silnego, że wsysającego lepką woskowinę z najdalszych zakamarków. Efekt kominowy nie wystarczy.

      Zresztą robiłem eksperymenty na plastelinowym modelu kanału usznego, i ciemnobrązowe woski w świecy też powstawały.

      Usuń
  29. W dobie kiedy oficjalna tak zwana konwencjonalna medycyna brzydko mówiąc olewa człowieka i uzależnia go nagminnie od srodków farmakologicznych medycyna naturalna, polegajaca na profilaktyce i łagodnym stopniwym leczeniu dolegliwości ma racje bytu. Lekrze i medycyna konwencjonalna są skuteczni kiedy jest niezbędna pomoc natychmiastowa w przypadkach ostrych niewydolności, zawalu udaru itp., ale z całym szcunkiem do zwykłego leczenia pacjentów to pochodzą jak do odwalania fuszerki. Ludzi traktują jak uzupełniaczy budżetu, a nie jak jednostki, które potrzebują uwagi, empatii i zrozumienia. Przypomniał mnie się kawał w którym były takie słowa "mimo wszystkich wysiłków lekarzy pacjet bedzie żył" ... A człowiek to nie tylko wątroba, nerki czy zhoładek każde z osobna, to zespół organów z zarazem z mózgiem i duszą. A nas leczą ciągle jak by byliśmy organami... Stres w naszych czasach przyczynia się do nadmernych przeciążeń mózgu, który kieruje całym naszym ciałem i nie umeimy z tym sobie radzić, ciągle pędzimy i z tego wszystkie choroby się biorą...

    OdpowiedzUsuń
  30. Świecowanie poznałem dokładnie. Faktem jest, że świeca taka nie wytwarza w uchu jakiegokolwiek podciśnienia! Faktem jest, że to co opada na dół w ucho to wosk zmieszany z częścią popiołu! Faktem jest, że można poparzyć wnętrze ucha, jeżeli nie będzie zabezpieczenia przed opadającym woskopopiołem!
    Ale,
    faktem też jest, że "skwierczenie" palącej się świecy wspaniale relaksuje! Faktem też jest, że ciepły dym wypełnia ucho i łatwiej póżniej jest wyczyścić ucho z człowieczej woskowiny!
    W sumie - to co głoszą świecowi hopiści o skuteczności tych świec, nie jest prawdą. Prawdą tylko jest to, że za niecałe 20 minut relaksu trzeba słono zapłacić. Ponadto każdy takie świecowanie może sobie w domu przeprowadzić. Radzimy tylko jakimiś pakułami lekko przytkać koniec świecy włożony do ucha, by nie spowodować oparzeń a ponadto mieć wiadro z wodą na wypadek zapalenia się włosów!!!

    OdpowiedzUsuń
  31. Cos na swoj temat o swiecowaniu. Powiem tak moje opinie sa podzielone. Czasami sama sie zastanawialam czy faktycznie ten nalot zolty osad na koncu swiecy to niejest wosk, tylko czy wosk ze swiecy bylby kruchy niczym popiol? Wydaje mi sie ze nie. Mialam swiecowanie uszu dwa razy, od dziecka mialam problemy z uszami. Szumy, piski, bole itd. Z czasem sie wszystko uspokoilo. Pierwszy moj zabieg odbywal sie u profesjonnalisty z tej dziedziny poszlam raczej z ciekawosci,, balam sie troche mnie tp stresowalo, ale po seansie (oczywiscie oby dwu uszu ) czulam ze lepiej slysze, nalotu na dnie swiecy bylo no bylo ... zabieg powtorzylam po 3ms i juZ nalotu tyle nie bylo. Mojemu chlopakowi zatkalo sie mocno ucho po basenie, kilka dni nie slyszal na to ucho. Ja majac juz pojecie o swiecowaniu postanowilam zrobic mu sama. Po zabiegu ucho sie odetkalo :) powiem tak, cos w tym swiecowaniu dobrego musi byc. A jesli chodzi o skutki uboczne tego to uwazam ze ludzie maja przez wlasna glupote dlaczego? Po 1) trzeba to umiec robic, po 2) miec oryginalne swiece ze sprawdzonego zrodla, nie mowie tu o hopi. Ja za jedna pare swiec daje ok 15zl. Po 3) zapoznac sie ze wskazaniami i przeciwwskazaniami. Po 4) Zawsze po swiecowaniu nalezy wypoczac, utrzymywac cieplote, bron Boze myc glowe przez dobe, isc na basen czy na silny wiatr. Po tym nic dziwnego ze cos sie ma na rzeczy. A po 5) nie wkladac za gleboko i nie robic zabiegow z tego co tygodnipwych a tak tez potrafia. Tylko raz na pol roku max.Ja uwazam ze jesli ktos trzymac sie bedzie tych punktow powyzej to raczej nie powinno sie nic wydarzyc. Poza tym ja zajmuje sie akupresura stop jestem wykwalifikowana masazystka i to jest moja pasja i sa ludzie co sie z tego nabijaja bo wola pojsc do lekarza ktory przypisze im kupe zasmiecajacych lekow obcoazakace wasze organy, potem przychodza na taki masaz stop i placza jego organy zatrute zakwaszone :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  32. Witam :), ja również nie jestem zwolennikiem metod leczniczych "niekonwencjonalnych" itp. Faktem jednak jest że świecowanie zaczyna być coraz bardziej popularne, również jako zabiegi spa i kosmetyczne. Czy to faktycznie tylko wszystko autosugestia? Czy "woskowina" w świecy pochodzi z ucha nie wiem i przyznaję, że nie wydaje mi się specjalnie, żeby tak było, tym bardziej po przeczytaniu tego artykułu... Muszę jednak napisać, że:
    - od niedawna uprawiam nurkowanie rekreacyjne i miałem problem z tzw. wyrównywaniem ciśnienia w uszach podczas schodzenia pod wodę - po kilku "świecowaniach" problem zasadniczo zmalał, wręcz praktycznie prawie znikł...
    - już po pierwszym nurkowaniu (nie mogłem w ogóle zejść pod wodę za trzecim razem bo nie szło "przedmuchać" uszu) po zabiegu uszy wyraźnie mi się odetkały, tak samo jak udrożnił mi się nos
    - dużo nurków (w tym mój instruktor) kiedy ma problemy typu jak wyżej stosuje świece i co, jak co, potwierdzają skuteczność w 100%
    Oczywiście piszę tu o jednym aspekcie - nurkowym, ale z pewnością nie powiem, że świecowanie to totalna lipa. Skłaniałbym się raczej ku stwierdzeniu, że rzekoma "woskowina" to raczej "efekt uboczny" spalania, wykorzystywany jako dodatkowy chwyt marketingowy - czy gdyby nie było tego "dowodu" to ludzie równie chętnie by to stosowali? W końcu dawni szamani posiadali całkiem dobrą wiedzę medyczną, a że przy tym zapalili dajmy na to jakiś pachnący dym i pośpiewali trochę przy kuracji, to nikomu te dodatki nie zaszkodziły. Reasumując - nie uważam, żeby "świecowanie" było li i jedynie oszustwem - w pewnych sytuacjach pomaga. Dodam jeszcze na koniec, że nurkowie to raczej poważni ludzie, bo i ten sport wymaga dużej ilości trzeźwego myślenia i jest mocno restrykcyjny, jeśli chodzi o stan zdrowia nurka i wpływ różnych leków, czy też "leków" na możliwość nurkowania...

    Pozdrawiam
    Jarek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można nauczyć się samemu wyrównywać ciśnienie w uszach - jest taki mięsień który otwiera wylot trąbki Eustachiusza, nauczyłem się nim kiedyś poruszać, dzięki temu mogę odtykać i przytykać uszy zależnie od potrzeby. Proszę kiedyś skupić uwagę na tym co porusza się wewnątrz gardła przy głębokim ziewaniu, bo wtedy następuje samoczynne wyrównanie ciśnienia, koło ucha czuć wtedy ruch mięśnia podniebienia a trąbka otwiera się z cichym cyknięciem.

      Usuń
  33. Świece do uszu to przede wszystkim nie maszynka do czyszczenia - one mają przede wszystkim właściwości terapeutyczne - ucho ludzkie nie jest hermetyczne. Przede wszystkim znajdują się w nim zakończenia naczyń krwionośnych i zakończenia włókien nerwowych. Błona bębenkowa, też nie jest tworem hermetycznym, tylko - tak jak nasza skóra, czy też np. jak tkanka wyściełająca jamę ustną - posiada mikropory. Właśnie dzięki temu świece działają terapeutycznie - olejki eteryczne w nich zawarte (zarówno te znajdujące się w sposób naturalny w wosku pszczelim) jak i te, które się do świec - przenikają zarówno przez naczynia włosowate znajdujące się w uchu zewnętrznym, jak i przez błonę bębenkową, do dalszych części uszu i tam wykonują swoją "pracę.Również rozgrzane powietrze wraz z mikrocząsteczkami olejków eterycznych w pozytywny sposób podrażnia zakończenia włókien nerwowych, po których - normalną, fizjologiczną drogą impulsową poprzez neuroprzekaźniki, docierają do mózgu, gdzie tworzą się tzw mosty pamięciowe (synapsy) warunkujące w całym organizmie obraz zdrowia. to co pozostaje w świecy - to tzw. kondensat procesów spalania "wzbogacony" jedynie o drobiny lżejszych zanieczyszczeń z ucha. Niestety gro terapeutów, kosmetyczek, itp usiłuje przekazać pacjentowi, że to wszystko to jest woszczyna z ucha - co oczywiście nie jest prawdą. Moje prababcia, mieszkająca na terenach wschodnich Polski (dodaję, że sama już jestem osobą wiekową) znała świecowanie i jej mama i babcia też - ale nigdy się nie mówiło o czyszczeniu uszu świecami, tylko zawsze - że trzeba poprawić zdrowie - bo niezaprzeczalnym faktem było to, że poprawiało się, ustępowały katary, bóle zatok, czy głowy, a także ustępowały nerwy i stresy. Nie miało to nic wspólnego z magią, czy też znachorstwem - po prostu świece, jak i wiele różnych ziół - miały działanie terapeutyczne, wspomagające proces leczenia. Co do mojego przedmówcy - istotnie świece wyrównują poziom ciśnienia w uszach więc często stosują je nurkowie i lotnicy - i znów nie po to by czyścić uszy, tylko ulżyć sobie w dokuczliwym "zatkaniu" ucha. Ot i tyle ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nakreślona przez panią wizja działania świecy - przyznam się, że takiej teorii jeszcze tutaj nie mieliśmy - nie bardzo pasuje do współczesnej wiedzy o funkcjonowaniu ludzkiego ciała. Transfer olejku eterycznego, przez skórę ucha, oddziałującego na neurony, następnie na sam mózg, a później na całe ciało, brzmi troszeczkę niepoważnie, jak z bajki. Co to znaczy, że olejek po przeniknięciu przez błonę bębenkową "wykonuje swoją prace"? To znaczy co wykonuje? Z czymś się łączy? Co z tej reakcji powstaje? Proszę nam rozpisać co tam się niby ma dziać. Co to znaczy, że "olejek eteryczny pozytywny sposób podrażnia zakończenia włókien nerwowych"? To znaczy, co ten olejek robi z tymi włóknami? Takie działanie świecy to czysta fantazja, podszywająca się pod opis naukowy, za sprawą używania mądrych słów, jak mikrocząsteczka i synapsa.

      Usuń
    2. Szanowny Panie, nie podważam Pana wiedzy, Nie używam tutaj słów, których znaczenia nie znam, jak również nie znam procesów o których piszę. Nie wiem, czy Pan zauważył, że przyznałam Panu rację, co do teorii, że świece mają czyścić uszy, bo to oczywiście nie jest prawda - wystarczy taką świecę spalić w tzw wolnym spalaniu Faktem jest, że owszem - krążący, a raczej wtłaczany do ucha dym zawierający mikrocząsteczki olejków eterycznych zmiękcza (i to nie po jednorazowym zabiegu) znajdującą się w uchu wydzielinę, stąd często u "pacjentów" występuje uczucie wypełnienia ucha. Jednakże kilkukrotnie podkreśliłam fakt terapeutycznego działania świecy. Podważa Pan działanie samej świecy, jak i zawartych w niej składników (czyli między innymi olejków eterycznych) - ma pan prawo, Lecz na Boga - czy znajdzie się choć jeden taki, kto istotę działania ludzkiego ciała poznał od A do Z. No cóż gdyby tak było - świat przestałby chorować. A wracając do interesującego nas tematu, czy jak uderzy Pan się w palec od nogi, to Pana mózg nie zarejestruje bólu, a jak w ten sam palec pocałuje Pana ukochana Kobieta, czy Pana mózg nie zarejestruje i nie przekaże całemu organizmowi(w tym pewnemu męskiemu organowi) uczucia przyjemności i dobrostanu (użyłam tu palca od nogi, bo najdalej znajduje się od mózgu). Takie właśnie jest działanie neuroprzekaźników. I tu powracamy do terapeutycznego działania świec - wtłaczane do ucha ciepłe powietrze zawierające wiele różnych mikrocząsteczek, w tym mikrocząsteczek olejków eterycznych, aktywuje zakończenia nerwowe, które poprzez neuroprzekaźniki kierunkują pozytywne bodźce do całego organizmu, szczególnie do mózgu, gdzie tworzą się synapsy (mosty pamięciowe) warunkujące w ośrodkach podkorowych obraz zdrowia. Jeśli Pan temu zaprzeczy to zaprzeczy Pan potężnej armii lekarzy neurologów, psychiatrów i psychologów, a także nie mniej wielkiej grupie naukowców zajmującej się działaniem ciała człowieka.(jeśli Pan sobie będzie życzył - kilka taki sław światowych i naszych rodzimych Panu wymienię). Kontynuując - po takim zabiegu świcowania jeszcze dość długo antydromowy przekaz bodźca wewnętrznego (z synaps do perykarionów – ciał komórek nerwowych) poprawia obraz stanu zdrowia i relaksu naszego organizmu. cdn...

      Usuń
    3. Dalej - chyba nie zaneguje Pan (bo znów podważyłby Pan wiedzę naukową) właściwości przenikania różnych składników powietrza, substancji poprzez naczynia włosowate znajdujące się w naszej skórze, tkance wyściełającej usta, uszy, ale też ściany żołądka, czy też pęcherzyki płucne. Właśnie dzięki przenikaniu tychże cząsteczek poprzez naczynia włosowate do krwiobiegu (między innymi cząsteczek pokarmowych, jak i cząsteczek tlenu i dwutlenku węgla) możemy żyć, jak i też możemy zabić (np. kontakt ze skórą substancji trujących może nas zabić, gdyż zatruje się cały organizm) oczywiście bardzo to skróciłam i strywializowałam, ale nie chodzi tu o dokładne wytłumaczenie procesów zachodzących w takich przypadkach. I to samo ma się przy świecach - jeżeli takowa zawiera olejek eteryczny melisowy, to jego cząsteczki w procesie spalania uwalniają się (fizyka) i przenikają poprzez naczynia włosowate znajdujące się w tkance wyściełającej kanał uszny do krwiobiegu. Jako, że melisa ma właściwości, między innymi uspokajające - w krwiobiegu zaczyna krążyć substancja uspokajająca (oczywiście ilość mierzona w mikronach). I tu znów podkreślę terapeutyczne (nie lecznicze) działanie świec - jeżeli pacjent ma świadomość dostawania się do organizmu substancji uspakajających, w samo istny sposób będzie czuł się spokojniejszy i zrelaksowany. Nie chcę pominąć faktu, iż substancja taka wprowadzana do organizmu kilkukrotnie, istotnie zaczyna działać we właściwy sobie sposób (to tak, jak zioła, które wypijane przez nas działają pomału i stopniowo) - znów skróciłam cały proces, ale nie chcę marnować Pana cennego czasu.
      Podobne procesy, które opisałam powyżej, zachodzą w obrębie ucha środkowego, gdzie również znajdują się zakończenia włókien nerwowych i naczynia włosowate (dla niezorientowanych - ucho środkowe znajduje się za błoną bębenkową, która nie jest tworem absolutnie szczelnym, posiada mikropory, przez które mogą się przedostawać zarówno substancje leczące, jak i trujące).
      Jeszcze raz podkreślę tu fakt, iż działanie ludzkiego organizmu cały czas nie jest do końca poznane, jak i do końca nie jest poznane działanie typowych farmaceutyków, jak i leków z zakresu medycyny niekonwencjonalnej. (prawdę mówiąc obecna farmacja bazuje na darach natury, wspomagając ją chemią).
      Panie Michale - nie neguję Pana stanowiska, bo ma Pan prawo do swojego zdania, które ogólnie rzecz biorąc jest relewantne do stanowiska wielkich koncernów medycznych.
      A to, że ja mam swoje zdanie i swoją wiedzę, podpartą czystą nauką - nie magią, nie czarami - to inny problem. Może Pan tę moją wiedzę wyszydzać i podważać, bo takie jest Pana prawo na tym blogu.
      pozdrawiam

      Usuń
    4. Hmmm, to że boli mnie palec kiedy się w niego uderzę, albo to że mam erekcje na widok atrakcyjnej kobiety....jest dowodem na to, że wkładanie sobie do ucha płonącej świecy działa zbawiennie na mój organizm? Nie wiem jak to sobie pani wykoncypowała, ale proszę nie pisać takich elaboratów, tylko pokazać nam badanie potwierdzające to, że paląca się świeca "pozytywny sposób podrażnia zakończenia włókien nerwowych" czy jak to tam leciało. Obejdę się bez "potężnej armii lekarzy neurologów", nie muszą to być "światowe sławy', jak to pani pisze, wystarczy mi jedno badanie, jeden medyczny periodyk, który potwierdzi pani naiwne wyobrażenie tego co robi paląca się przy uchu rurka.

      Usuń
    5. Panie Michale. Widzę, że racjonalne argumenty zupełnie do Pana nie trafiają, w związku z tym dalsza dyskusja mija się z celem, widzę też, że ma Pan problemy ze zrozumieniem czytanego tekstu - opisałam Panu między innymi, procesy na poziomie neurologicznym zachodzące w naszym organizmie (może nie dokładnie, ale za mało tu miejsca na dłuższe wywody) i na ten temat są nie tylko publikacje, ale całe woluminy naukowe.
      Ponadto proszę mi wytłumaczyć, dlaczego Polski Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych zarejestrował wyszydzane przez Pana świece, jako WYRÓB MEDYCZNY, dopuszczony do obrotu w aptekach i nie tylko. Mam nadzieję, że wie Pan o tym, iż wyżej wymieniony Państwowy Urząd Rejestracji Leków bardzo rygorystycznie i szczegółowo monitoruje rynek leków, wyrobów medycznych i preparatów biobójczych, rejestrując produkt jako WYRÓB MEDYCZNY po przeprowadzeniu bardzo skomplikowanej procedury notyfikacyjnej podpartej szczegółowymi i długoterminowymi badaniami klinicznymi.
      Nie chcę uprawiać reklamy, wystarczy skontaktować się z tym urzędem w celu uzyskania informacji, wyroby jakich firm w postaci świec do świecowania uszu zarejestrowane są jako WYRÓB MEDYCZNY.
      Czyżby w tym urzędzie, jednostkach notyfikujących oraz szpitalach klinicznych, w których prowadzono badania, pracowali idioci????

      Usuń
    6. Błona bębenkowa nie jest aż tak przepuszczalna, żeby do ucha środkowego wlatywało "powietrze z mikrocząstkami olejków". Gdyby opisywane działanie olejków miało zachodzić, to najlepszą drogą podania jest wcieranie roztworu w skórę, a nie owiewanie kanału usznego dymem ze spalonych i utlenionych olejków.

      Usuń
    7. "Czyżby w tym urzędzie, jednostkach notyfikujących oraz szpitalach klinicznych, w których prowadzono badania, pracowali idioci???? "

      To Pani to pierwsza powiedziała...

      Usuń
  34. Nie rozumiem o co tyle dyskusji. Uważam, że człowiek nieświadomy idzie do lekarza i musi mu zaufać. Natomiast świadomy ( z trochę większą wiedzą ) może wybrać metodę leczenia. Zgadzam się z wypowiedziami lekarzy którzy dają przykłady szamanizmu i ciemnogrodu. Ale zgadzam się też z wieloma wypowiedziami dotyczącymi medycyny naturalnej. Dlaczego dajecie przykład że ludzie żyli średnio 30-40 lat? Gdzie to było? Dajmy przykład średniej np. w Chinach. Tam kultura leczenia naturalnego sięga 2 tys. lat. Jak w Europie ludzie "skakali z drzewa na drzewo" tam już istniała "cywilizacja". Podobało mi się, że nadworny lekarz Cesarza był obsypywany złotem, jak jego Pan był zdrowy. Natomiast jak Cesarz chorował, lekarz tracił życie. Niektórzy mówią, że podobałaby się taka reforma służby zdrowia. Więc jak piszecie hasło "medycyna naturana", nie miejcie na myśli lokalnych uzdrawiaczy średniowiecznych, bo i wtedy medycyna uczelniana się rozwijała i często zabijała ludzi. A jak czytam, że witaminy szkodzą dzieciom, to mi się scyzoryk w kieszeni otwiera, jak można tak napisać. To jest niepełna informacja oszukująca czytających.

    OdpowiedzUsuń
  35. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  36. rozpisaliscie sie okrutnie i czytac tego nie jestem w satnie. reasumujac. od kiedy czlowiek zaczal zapadac na roznego rodzaju dolegliwosci, od tego czasu czlowiek zaczal wyszukiwac antidotum. nie jest niegdy tak, ze jakis specyfik pomoze wszystkim. prosty przyklad: witamina D inaczej jest stosowana u ludzi z jasna karnacia, inaczej u ciemnoskorych....szczepionki? zaleznie od regionu. bez sensu stosowac profilaktyke antygrypowa w Afryce i antyzoltafebra na Kamczatce... to tak jak szukac wody i slonca adekwatnie do rejonow. cialo ludzkie jest bardzo zatrute przez wiele czynnikow zewnetrzych (atmosferycznych na ten przyklad), ze trudno jednoznacznie okreslic, co komu pomoze, a co zaszkodzi. uzywajac dygresji: szczepionki na swinska grype z meksyku , zabily ludzi na Kamczatce...alkohol z ukrainy, zabija francuzow, a kolumbijskie opium nie istnieja w porownaniu do chinskiego. inne jest mieso owiec hodowanych w anglii, inne w nowej zelandii. inna kielbasa w polsce inna w hiszpani...no i na koniec: inne warunki atmosferyczne i srodowiska, powoduja inne zanieczyszczenia powietrza, ktore tez do ucha trafiaja. wilgotnosc na wyspach jest inna niz na ladzie i inna na poludniu niz na polnocy. wsrod ok 7 miliardow ludzi na swiecie, staramy sie zabrac glos, co dla kogo jest zdrowsze lub lepsze? kazdy slyszal o przypadkach, gdzie stomatolog nie wyleczyl zeba, tylko go zepsul, kardiolog nie rozpoznal wady serca, chirurg zaszyl rekawiczke, a ksiadz jest ojcem. a tutaj kazdy, na podstawie wlasnego doswiadczenia, dorasta do roli eksperta. jezeli wasza misja jest doradzac innym, postarajcie sie o wiecej eksperymentow na samych sobie i wtedy dajcie porade, jako EKSPERCI. poki co, podzielcie sie wrazeniami i dajcie wszyskim szanse, innych zle doswiadczenia, nie powinny zabierac nadziei tym, ktorzy ja jeszcze nie maja. mlodsze pokolenie i tak bedzie probowac naszych bledow i tego co nowe. lecz nie kazdemu bedzie dane Uzdrowienie osiagnac, choc moze to byc lekarstwo na WSZYSTKO...wiec woskowanie uszu, moze tez i wyleczyc...osobiscie wole eksperymenty z medycyna niekonwencjonalna, niz po raz kolejny zazywac paracetamol...wole swiecowanie uszu, niz ich plukanie...chyba? ale wciaz nie wiem co mi pomoze!... wiem jedno: przedluzac zycie warto tylko wtedy, gdy ma sie cos do zaoferownia nastepcom... w innym przypadku, to tylko ciezar, ktory niesiesiemy donikad...

    OdpowiedzUsuń
  37. A ja chciałbym tylko poprosić autora o niewielką korektę w tekście, bo błąd jakoś ukłuł mnie w oczy: "(...) skąd może wziąść się wosk na dnie (...)" - drogi autorze, prawidłowa forma to po prostu "WZIĄĆ".

    OdpowiedzUsuń
  38. Witam serdecznie. Od jakiegos czasu zajmuje sie swiecowaniem uszu, mam papiery, wiem co I jak , znam przeciwskazania. Od jakiegos czas zaczelam pomagac znajomym w ich dolegliwosciach, a wszyscy borykali sie z zatokami. Zaczelam od Mamy -prawie Wszystko splynelo gardlem, a czesc zostala wydmuchana nosem. Potem pojawila sie kolezanka, probowala juz wszelkie farmakologiczne cuda I nic jej nie pomoglo. Byla w Strasznym stanie , oddychala ustami , nia Miala zapchany od roku. Bylam w szoku. Grudki w okolicach zatok policzkowych Mialam. czego takiego nie widzialam. Udalo sie cala noc smarkala I jej splywalo gardlem. Wrocila jeszcze pare razy zeby sie upewnic czy jest juz na pew no zdrowa. Cieszyla sie jak dziecko ze oddycha nosem , bo jest zawodowa tancerka I bywalo to meczace. Ogolnie z zatok wyleczylam 6 osob, bylam sceptyczna, sprawdzalam, kwestionowalam. Swiece zdaly egzamin na 100%. Jesli chodzi o ich inne zastosowanie typu migreny , szumy w uszach to nikt nie borykal sie z takimi problemami. Mam jednak nadzieje , ze I to kiedys sprawdze. Pozdrawiam wiarkow I niedowiarkow :-)

    OdpowiedzUsuń