Kulty cargo - przynęta na sceptyków

By Michał Łaszczyk - 11 kwietnia

Okres przedświąteczny, a dziś to już nawet świąteczny, sprzyja zapychaniu gazet spreparowanymi wcześniej artykułami o tematyce religijnej. Jak wyglądał Jezus, co jadł, z kim pił, jaki byłby jego ulubiony dyskont i czemu nie Biedronka. Ostatni numer Polityki, oczywiście poza wątkami okołojezusowymi, przyniósł artykuł Karola Jałochowskiego "Zabobon ma wielką przyszłość". Doceniam go, nie mniej przyczepię się małego szczegółu, Brzmi następująco

Swoją drogą ciekawe, co byśmy zrobili, gdyby naprawdę odwiedzili nas Obcy z odległego zakątka kosmosu? Czy w obliczu ich niewyobrażalnej wręcz wyższości cywilizacyjnej zachowywalibyśmy się inaczej niż wyznawcy kultów cargo? Mieszkańcy wysp Tanna w Republice Vanuatu na Oceanie Spokojnym (i innych), które podczas II wojny światowej służyły jako bazy wojska amerykańskiego, obserwowali lądujące samoloty wyładowane mnóstwem wspaniałych rzeczy. Uznali, że przysłali je bogowie. „Po wojnie też chcieli, żeby tak było. Zrobili więc coś, co wygląda jak pasy startowe, rozmieścili ogniska wzdłuż tych pasów, wybudowali drewnianą chatę dla człowieka, który siedzi tam z dwoma kawałkami drewna imitującymi słuchawki i pędami bambusa sterczącymi jak antena”, opowiadał (podczas wykładu na Caltechu w 1974 r.) genialny fizyk Richard Feynman. Może się to wydać zabawne, ale zapytajmy, co my, dysponujący prostym, wręcz prostackim w kontekście wiedzy kosmitów, modelem rzeczywistości zdołalibyśmy zrozumieć z ich obyczajów, techniki i opowieści? W jaki sposób zachęcalibyśmy ich do powrotu? Rozsypując przynętę z cukierków, jak mały bohater filmu „E.T.” Spielberga?

W przeciwieństwie do autora nie widzę żadnych podstaw aby uważać, że kulty cargo odegrałby w tym jakaś role. Powiem więcej -  doszukiwanie się podobnych zachowań w naszej odległej przeszłości również nie ma sensu. Słowa te w szczególności adresuje do zwolenników Jamesa Moseley, autora teorii "kosmicznego pochodzenia" linii na płaskowyżu Nazca. Choć teoria Moseleia liczy już przeszło 50 lat, na znaną dziś skale rozpropagował ją dopiero Erich von Daniken. Poszedł w tym jeszcze dalej, doszukując się podobnej genezy w projektach większości dawnych cywilizacji. Kult cargo stał się uniwersalnym wytłumaczeniem dla każdej budowli co do której nie istniało jednoznaczne wytłumaczenie co do jej funkcji. Również dla ateistów ruchy cargo stanowią bardzo obrazowy przykład naturalnej genezy religijności.

Tymczasem kulty cargo nie tyle tłumaczą powstanie religii, co istnienie religii jest niezbędnym warunkiem dla ich powstania. Nieprzypadkowo kulty cargo miały miejsce jedynie na terenach Oceanii. Nic nie wskazuje, aby występowały gdziekolwiek indziej i gdziekolwiek wcześniej. Kiedy antropologie wychodzą z tym zjawiskiem gdzieś dalej, nie wykraczają poza aspekt polityczny. Religijny rdzeń kultów cargo ma wyłącznie mentalność oceaniczną.


Od tysiącleci centra cywilizacji otaczały tabuny barbarzyńskich ludów, a mimo to nikt nie ulegał złudzeniom podobnym do kultów cargo. To nie szok zetknięcia się z wyższą cywilizacją tworzy kurioza kultów cargo. Kluczową rolę odgrywa tu zespół specyficznych wierzeń ludów, które doświadczają tej nagłej przemiany.

W języku antropologii mówi się, że pierwotna religia jaką wyznawali Melanezyjczycy przed przybyciem Europejczyków były przyczyną kargizmu, zaś zderzenie z cywilizacją Zachodu - jego warunkiem. Według dawnych wierzeń wyspiarzy, wszystkie dobra materialne nie były dziełem technologii, lecz zostały stworzone przez bóstwa, wraz ze stworzeniem świata. Wszystkie przedmioty który są i będą zostały już stworzone. Wynikało to ze specyficznego pojmowania czasu. Kargijczycy. uważali świat za niezmienny, a teraźniejszość była jednocześnie przeszłością i przyszłością. Religia ta miała rzadki, materialialny charakter. Tubylcy uważali, że religia bez składników materialnych nie ma żadnego sensu i jest bezużyteczna. Naśladowanie maszerujących żołnierzy i słynne radia budowane z kokosów, miały charakter stricte religijny, bazujący na specyfice społeczno-ekonomiczno-religijnej Melanezji. Mówienie o innych kulturach i ich artefaktach, z perspektywy kultów cargo jest nonsensem, a dokładając do tego UFO, podwójnym nonsensem.

  • Udostępnij:

Coś w podobnym klimacie

1 komentarze

  1. A ja się z panem nie zgadzam .Gdyby UFO istotnie wylądowało gdzies przed budynkiem ONZ zaraz znaleźliby się ludzie gotowi ich czcić jako Bogów ( i to również w krajach Zachodu) . Nie mam co do tego wątpliwości .Myślę iż pan po prostu przecenia naturę ludzką :-) Więcej podejrzewam iż takich ludzi byłoby co niemiara (również B Y Ł Y C H ateistów) :-)

    OdpowiedzUsuń