3 października 2012

Prawdziwa tradycyjna medycyna chińska

Jeszcze kilkanaście lat temu głównym promotorem chińskiej myśli medycznej w Polsce był nauczyciel Pana Kleksa, doktor Paj-Chi-Wo. Obecnie chińskie medykamenty sprzedawane są w przebraniu poważnych preparatów, w otoczce tajemniczej i egzotycznej wiedzy. Na stronie Polskiego Towarzystwa Tradycyjnej Medycyny Chińskiej czytamy, iż owa medycyna "liczy sobie co najmniej 3 tysiące lat nieprzerwanej tradycji, nie musi więc udowadniać swoich praw do leczenia". Mam przykrą wiadomość dla fanów azjatyckiej szarlatanerii. Dowody, badania i standardy naukowe tyczą się także tradycyjnej medycyny chińskiej (TCM),  ta zaś nie ma ani 3 tys. lat, ani nie ma wiele wspólnego z dawną medycyną chińską. Najstarszy traktat medyczny, w którym pojawiają się elementy kojarzone dziś z TCM, liczy sobie trochę ponad 2 tysiące lat. TCM to bajkowy wręcz świat sił, żywiołów, minerałów, smaków, kolorów i kierunków świata. Fraza bajkowy świat nie jest tu na wyrost. TCM jest łudząco podobna do medycyny świata bajek. Gumisie i Smerfy także leczyły się korzeniami, wywarami z ziół, zaklęciami, magicznymi kamieniami, czy elementami żywiołów. Tradycyjna medycyna chińska jest tak bajkowa, że wydaje się stworzona do leczenia fikcyjnych stworów. W oryginalnej, komiksowej serii Smerfów (Docteur Schtroumpf), w czasie epidemii w czarodziejskim lesie, Smerfy odnajdują nawet w księgach Papy Smerfa podręcznik do akupunktury.

Do niedawna, za najstarszą wykładnię TCM uważano działo Huangdi Neijing - "Wewnętrzny Kanon Żółtego Cesarza". W 1973 podczas wykopalisk archeologicznych w mieście Changsha, odnaleziono trzydzieści, zapisanych na bambusie rękopisów. Pochodzą one sprzed roku 168 p.n.e. i uważa się je za najstarsze źródła medycyny chińskiej. Wydaje się, iż zwoje z Mawangdui  powinny być dla TCM, niczym odnalezienie Ewangelii Galilejskiej dla chrześcijan. Tymczasem praktycznie nie pojawiają się w wypowiedziach chinolubnych medyków. Nie pojawiają się ponieważ dowodzą, iż TCM nie jest dzieckiem mistycznej wiedzy, ale niebywałej wręcz ciemnoty. Mitologizowani, starożytni chińscy lekarze okazali się szamanami, trudniącymi się produkcją eliksirów na nieśmiertelność. Co prawda rzeczywiście wierzono w siły Jing i Jang oraz energię Qi, jednak szczegóły całkowicie odbiegały od tego co dotychczas uważano. Siła Qi, o której opowiada się dziś, jak to przenika cały wszechświat, była w oryginale ruchem powietrza, zwykłym wiatrem. Dobre wiatry pochodzić miały z niebios, zaś złe, ziemskie rodzić się miały w jaskiniach. Do roku 1830 wydawano w Chinach podręczniki anatomii, w których przekonywano, że w tętnicach zamiast krwi tłoczone jest powietrze. Energetyczne punkty znajdujące się na ludzkim ciele nie tworzyły żadnych połączeń, zaś akupunktura nie polegała na wbijaniu czegokolwiek, ale na wywoływaniu oparzeń przy pomocy ognia. Wiele chorób przypisywano demonom, zaś najlepsze antidotum upatrywano w świńskim kale, inhalacji z moczu oraz wywarach z koguta lub węża. Tak świat starożytnej chińskiej medycyny opisuje Donald Mainfort w The physician-shaman: early origins of traditional Chinese medicine:
Recepty dostosowywano do faz słońca i księżyca, pór dnia i kierunku w jaki zwrócony był pacjent. Receptury podawano doustnie, np. w postaci dwóch mikstur sporządzonych z błon śluzowych kobiet, pozyskiwanych w czasie cyklu menstruacyjnego. Jako leki służyły chrząszcze, pajęczyna, nietoperze, kurze odchody, miedź, ślina krowy, łupież, żółć psa, rtęć, paznokcie, krew jaszczurki i jądra szczura.
Nie brzmi to tak atrakcyjnie jak ziółka i lecznicze grzybki, nieprawdaż?

33 komentarze:

  1. Następny wpis będzie, jak przypuszczam, o szczytnej przeszłości medycyny europejskiej (wiatry, żywioły, flegmy, żółcie, unikanie wody i czystości, leczenie rtęcią zewnętrznie i wewnętrznie, przy czym metody cyrulików wojskowych i wioskowych znachorów wyglądają jak szczyt racjonalności)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problem polega na tym, że Gospodarz nie sugeruje, że 'odwieczna medycyna europejska' w takich swoich przejawach, jak 'odczynianie uroków', jest podstawą obecnej europejskiej medycyny. A w TCM padają argumenty o 'odwieczności' -- zresztą taki 'argument' jest cytowany w notce.

      Usuń
    2. @flamenco

      troll harder.

      Usuń
    3. Osobiście nie spotkałem się, aby lekarze w szpitalu zachwycali się cudownymi właściwościami flebotomii, nakładali na szyję pacjentów woreczki z zasuszoną ropuchą, czy konsultowali termin operacji z astrologiem. Zachodnia medycyna w żaden sposób nie nawiązuje do magicznych praktyk dawnych wieków, zaś opisy leków i zabiegów po jakie (wcale nie tak dawno) sięgano, pojawiały się ba blogu wielokrotnie.

      Usuń
  2. Czekam tylko na gabinety medycyny staropolskiej. 2 zdrowaśki do pieca - 100 zł; 3 zdrowaśki do pieca - 200 zł 4 zdrowaśka GRATIS.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tomograf komputerowy nie wywodzi się z "leczniczych" pieców chlebowych? Wciąż wielu ludzi pokłada większe nadzieje w zdrowaśkach niż w rezonansie magnetycznym, więc medycyna staropolska w istocie jest i ma się dobrze.

      Usuń
    2. Informacja o podręczniku sprzed 180 lat uczącym o powietrzu w żyłach byłby nokautującym argumentem w dyskusjach o dawnej chińskiej medycynie, ale przed użyciem go wolałbym mieć jakieś odesłania bibliograficzne, żeby nie poślizgnąć się na jakichś nieporozumieniach przy tłumaczeniu.

      Samo zjawisko upychania w dawne Chiny dość współczesnych błędów myślowych znam z teorii liczb (o liczbach pseudopierwszych przy podstawie 2). Trzeba będzie odpalić o tym jakiś wpisik, bo choć pochodzenie legendy wyjaśniono już 20 lat temu, głupotki na ten temat są ciągle powtarzane w artykułach popularyzujących matematykę.

      Usuń
    3. Podręcznik nosił tytuł Yi Lin Gai Cuo, zaś jego autorem był niejaki Wang Qingren. Tytuł znany jest pod tłumaczeniem "Revisions of Medicine" lub "Correction of Errors in Medical Field".

      Usuń
    4. Bezpieczniej będzie pisać o tętnicach, a nie żyłach. Mainfort pisze w tym fragmencie: "held to the belief that arteries carried air, not blood". Nie wiem co dokładnie sądzono o żyłach, więc w razie czego lepiej wzmiankować tylko o tętnicach.

      Usuń
  3. Dzięki. Za dwa tygodnie będzie naturalna okazja do wykorzystania tej informacji, przy okazji mini-cyklu wykładów o błędach dyskusyjnych zamierzam życzliwie wspomnieć o homeopatii, astrologii, antyszczepionkowości i paru innych umysłowych obstrukcjach. Więc witaj tu, akupunkturo.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oprócz medycyny chińskiej popularna jest też ajurwedyjska, czyli z Indii. Oraz inne, mniej kompleksowe, zabiegi polinezyjskie, filipińskie, świecowanie uszu metodą Indian Hopi...
    To się chyba wiąże z takim przekonaniem, że egzotyczne dla kultury posiadły wiedzę niedostępną dla białego człowieka.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wydaje się iż temat jest głębszy i rozleglejszy, bowiem swymi "korzeniami" sięga ogólnie "pradawnej wiedzy". Wedle tej filozofii kiedyś człowiek posiadał nadprzyrodzoną wiedzę prawdziwą i nieskażoną - była to wszechwiedza, dotyczyła ona nie tylko medycyny, ale wszelkiej wiedzy.
    Jej źródłem była albo tzw. siła nadprzyrodzona, kosmiczna lub sama natura.
    Mit iż Starożytni wiedzieli "lepiej i bardziej" przejawia się w wielu aspektach - np. w postaci końca świata przewidzianego przez Majów
    Czy Majowie, Sumerowie, starożytni Chińczycy itp. mieli jakiekolwiek możliwości, aby stworzona przez nich nauka dysponowała czymś więcej niż nauka późniejsza?
    Może warto zagłębić ten temat

    OdpowiedzUsuń
  6. Granie starożytną kartą było omawiane na tym blogu tysiąc razy. Nie ma o czym rozmawiać, jeśli chodzi o pytanie "czy starożytni dysponowali jakąś wiedzą naukową, która wciąż jest nam obca". Nie ma cienia dowodów, śladu po cieniu dowodów, aby w czymś nas przewyższali. Czasami wykorzystuje się więc inny konstrukt - zaginionych starożytnych cywilizacji, mitycznych krain o których nic nie wiadomo: kontynentu Mu, Lemurii i Atlantydy. Ciężko bronić jest tezy, o intelektualnej niższości ludzi z miejsc których nie było.

    OdpowiedzUsuń
  7. może się mylę, ale podstawą medycyny chińskiej jest dietetyka i ziołolecznictwo /jak wszyscy wiemy dieta nie ma wpływu na stan zdrowia, o ziołach nie warto nawet wspominać /, ćwiczenia , akupunktura zajmuje dalsze miejsce jeśli chodzi o zastosowanie w tym systemie...podstawą działań jest profilaktyka, co jak pokazują doświadczenia medycyny zwanej potocznie dla odróżnienia zachodnią, jest kompletnie bez sensu bo lepiej leczyć niż zapobiegać nie wiadomo właściwie czemu

    OdpowiedzUsuń
  8. Dieta nie ma wpływu na stan zdrowia? Oczywiście, że ma znaczenie to co się je.
    Reszta mało wiele dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może inaczej. O tym co i w jaki sposób decyduje o stanie zdrowia lokalnych społeczności, ustala się przy pomocy analizami typy Health Checklist. Chyba najpopularniejszy to ten używanym przez amerykański County Health Rankings & Roadmaps. Dla mieszkańców USA czynniki te wyglądają następująco:

      Palenie tytoniu: 10%
      Dieta i aktywność fizyczna: 10%
      Alkohol: 5%
      Seks bez zabezpieczenia: 5%
      Dostęp do opieki medycznej: 10%
      Jakoś opieki medycznej: 10%
      Wykształcenie: 10%
      Zatrudnienie: 10%
      Zarobki: 10%
      Rodzina i znajomi: 5%
      Bezpieczeństwo okolicy w której żyjemy: 5%
      Jakoś środowiska: 5%
      Infrastruktura: 5%

      Usuń
  9. link do strony WHO, na której można znaleźć zarówno
    przegląd jak i analizę raportów z kontrolowanych prób klinicznych oraz
    listę chorób, w których udowodniono skuteczność akupunktury
    http://apps.who.int/medicinedocs/en/d/Js4926e/5.html

    anonimowy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niechciało mi się specjalnie wysilać, więc wkleje tylko moje nieudolne tłymaczenie tego:

      W 2003 Światowa Organizacja Zdrowia opracowała raport na temat akupunktury. Sprawozdanie zostało sporządzone, przez Zhu-Fan Xie, Dyrektora Akademii Medycznej w Pekinie . Sporządzone została na podstawie badań dostępnych ma początku 1999. Sprawozdanie zawiera wykaz chorób, objawach lub stanów, w których wykazano skuteczność akupunktury. Drugą listę stanowią choroby gdzie akupunktura najpewniej mogłaby pomóc, ale nie ma jeszcze na to dowodów. Dostrzeżono trudności prowadzenia kontrolowanych badań, a także podjęto dyskusje jak najlepiej prowadzić badania na temat akupunktury. Autorzy raportu na cel postawili sobie "…ułatwienie badań nad oceną stosowania akupunktury. Mamy nadzieję, że będą one przydatne dla naukowców, pracowników służby zdrowia, oraz ogółu społeczeństwa". Koordynator zespołu Xiaorui Zhang stwierdził, że raport został zaprojektowany w celu ułatwienia badań nad akupunkturą, więc nie poleca przykładania jego wyników do konkretnych choroby. Raport uznano za kontrowersyjny. Krytycy wskazują, iż na przekór zasadom, zwolennicy medycyny chińskiej używali go do twierdzenia, że WHO zatwierdziło akupunkturę i inne alternatywne praktyki medycynę, które uznaje się za pseudonaukowe. Środowisko naukowe uznało, że dowody akupunktury opisane w raporcie były słaby, a Willem Betz z SKEPP (Studie Kring voor Kritische Evaluatie van Pseudowetenschap en het Paranormale) powiedział, że raport dowodzie tylko tego, że "WHO zostało przeniknięte przez misjonarzy medycyny alternatywnej". Raport WHO został skrytykowany w książki Trick or Treatment? Alternative Medicine on Trial. Autorzy tej książki, Simon Singh i Edzard Ernst zwracają uwagę, że w składzie zespołu który sporządził raport nie było żadnych krytyków akupunktury a badania na które się powoływano były niskiej jakości. Wiele cytowanych badań przeprowadzono w Chinach, gdzie praktycznie nie publikuje się negatywnych wyników badań. Ernst i Singh określili raport jako „mylący” oraz „tandetne dzieło, który nigdy nie zostało poddane rygorystycznej weryfikacji”. Autorzy Trick or Treatment przypominają, że wysokiej jakości badania kliniczne nigdy nie potwierdziły działania akupunktury na cokolwiek innego niż ból i nudności.

      Usuń
  10. Ta metaanaliza jest niewiarygodna bo wzięto w niej pod uwagę badanie przeprowadzane w Chinach przez zwolenników akupunktury. Prawda jest tak że poza niektórymi rodzajami bólu i mdłościami, akupunktura nie jest lepsza w leczeniu niż placebo.

    OdpowiedzUsuń
  11. poprawka: badania przeprowadzone w Chinach.

    OdpowiedzUsuń
  12. Tylko nie wszystkie chińskie ziółka to pic na wodę. Pewna chińska badaczka postanowiła przepadać różne tradycyjne mikstury ... i odkryła w ten sposób artemizyninę, bardzo ładny związek. Jej pochodne stosuje się teraz w leczeniu malarii.
    http://en.wikipedia.org/wiki/Artemisinin

    OdpowiedzUsuń
  13. "Do roku 1830 wydawano w Chinach podręczniki anatomii, w których przekonywano, że w tętnicach zamiast krwi tłoczone jest powietrze." - mógłbym poprosić o źródło?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było napisane w komentarzu powyżej: "Podręcznik nosił tytuł Yi Lin Gai Cuo, zaś jego autorem był niejaki Wang Qingren. Tytuł znany jest pod tłumaczeniem "Revisions of Medicine" lub "Correction of Errors in Medical Field".

      Usuń
    2. Dzięki. Sprawdziłem (a właściwie moja lepsza połowa władająca językiem chińskim sprawdziła) tą informację i muszę popolemizować - powyższy podręcznik nie był ani w głównym nurcie, ani nie cieszył się dobrą reputacją. Informacja o tym, że w sercu nie ma krwi jest podawana w nim w kontrze do poglądów "starożytnych", co jedynie może dowodzić upadku chińskiej medycyny, a nie tego, że nigdy nie była rozwinięta. Poza tym, Qi tłumaczy się jako powietrze (a raczej jego element), a nie jako wiatr, przy czym element Qi miał być pobierany z Da Qi (czyli z powietrza) poprzez płuca i transportowany za pomocą krwi - więc jednak dawni chińscy lekarze wiedzieli o czym mówią, mimo, że nie mieli wiedzy na temat pierwiastków (zresztą Lavoisier odkrył tlen dopiero w XVIII wieku).

      To trochę tak, jakby ktoś próbował udowadniać za 200 lat, że w XXI wieku nie miano pojęcia o fizyce za pomocą "teorii" siódmej gęstości i "dzieł" Davida Icke.

      Usuń
    3. Nie możesz się ze mną Pawle nie zgadzać, bo ja prawie całkowicie zgadzam się z tobą. Jedynie za nadinterpretacje uważam twierdzenie, że pojęcia Qi i Da Qi mają coś wspólnego z wiedzą o gospodarce tlenowej, o cyklu Krebsa, czy czymś podobnym. Mam nadzieje, że Icke jednak nie napisze podręcznika do fizyki - i bez tego przyszłe pokolenia będą miały z nas niezłą polewkę.

      Usuń
    4. Żałosna próba zmieszania z błotem tego o czym nie masz pojęcia.Ponadto, działanie na szkodę tych którzy mogą być wyleczeni za pomocą akupunktury i farmakologii naturalnej. Łupiez to ty masz na głowie, a kurze odchody zamiast mózgu. Nie jesteś żadnym autorytetem, tylko chcesz na siebie zwrócić uwagę. Zalecam wodwiedzenie psychologa, tam mozesz bezbolesnie porozmawiać o tematach które cię nurtują. Poleżysz na kuszetce i ponarzerkasz. Ludzie którzy szukają pomocy w medycynie naturalnej n ie powinni takiego bałwana wogóle czytać. Jesteś ciemnota próbująca zabłysnąć.

      Lekarz Medycyny, również tej Naturalnej.

      Usuń
    5. Mógłbym zapytać, na jakiej to akademii robiłeś specjalizacje w medycynie naturalnej? U babci-znachorki w Szawanicach Górnych?

      Lekarz Medycyny Nienaturalnej

      Usuń
  14. hmmm biorac pod uwage poziom zrozumienia czytanego tekstu musze Panstwa zmartwic :) jako przedstawiciel wyksztalcony na polskiej ziemi z zakresu biotechnologii, czyli rozbieranie do zera waszych Krebsow i innych magikow, musze niestety stwierdzic iz pod wzgledem merytorycznym przedstawione ;badanie; jest kolokwialnie o kant dupy rozbic :) a badania medyczne sa tak lopatologiczne ze jesli chodzi o ziola czy preparaty organiczne nie da sie ich przeprowadzic gdyz jest zbyt wiele czynnikow ktore trzeba wziac pod uwage. A akupunktura (bo widze mala znajomosc tematu) nie jest kuracja magiczna tylko polega na udraznianiu mkeridianow czyli kanalow energetycznych, zwiazanych np z narzadami, wiec uwazanie jej za super kuracje lecznicza jest hmm bzdurne, o czym chinczycy doskonjale wiedza i stosuja ja na male dolegliwosci oraz jako kuracje uzupelniajaca ktora wspomaga dzialanie ziol :) Poza tym to ze nie znalezli nic zapisanego dawniej niz ok 2tys lat temu to nie znaczy ze tego nie bylo, moglo sie np zniszczyc bo papier wymyslono relatywnie niedawno a bambusy papirusy kory drzew itd tez maja swoja okreslona trwalosc, wiec argument w artykule jest po prostu bezzasadny :) i moge panstwu bardzo chetnie przytoczyc wiele przykladow chorob nieuleczalnych w medycynie zachodniej ktore sa relatywnie proste do wyleczenia w chinskiej czy ayurwedzie np luszczyca. I z calym szacunkiem do medycyny zachodniej stosuje ona zbyt duzo chemii i ma wiele dzialan nieporzadanych i wyniszcza watrobe i trzustke co z kolei napedza pacjentow na dalsze leczenie i machina sie kreci. A dodatkowo nie spotkacie zadnego lekarza medycyny chinskiej czy ayurwedy ktory neguje medycyne zachodnia jesli jest w stanie pomoc, natomiast lekarze medycyny zachodniej i jej sympatycy (jak widac po komentarzach) z niebywalym zamilowaniem pluja jadem na wszelkie alternatywne formy leczenia :) pozdrawiam Alina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a) akupunktura (bo widze mala znajomosc tematu) nie jest kuracja magiczna tylko polega na udraznianiu mkeridianow czyli kanałów energetycznych. Rozumiem, że według ciebie kanały energetyczne to nie magiczne konstrukty, a realnie istniejące byty? Na którym roku biotechnologii uczą o kanałach energetycznych?

      b) Czas nieistnienia, narodzin, ewolucji i krystalizacji akupunktury, znamy m.in dzięki traktatom medycznym jakie powstawały na przestrzeni wieków. Twoje rozważania na temat wytrzymałości papirusu nie mają tu nic do rzeczy

      c) Moge panstwu bardzo chetnie przytoczyc wiele przykladow chorob nieuleczalnych w medycynie zachodniej ktore sa relatywnie proste do wyleczenia w chińskiej -> Czekam z niecierpliwością. Liczę jednak, że termin "proste do wyleczenia" zostanie podparte jakimiś dowodami.

      d) nie wiem co pani wie o cyklu Krebsa, ale określenie, że w medycynie jest "zbyt dużo chemii", raczej nie pachną magistrem biotechnologii.

      Usuń
  15. Już samo sformułowanie "medycyna ZACHODNIA" nie pachnie magistrem w ogóle ;) Styl wypowiedzi wskazywałby raczej na okolice gimnazjum.

    OdpowiedzUsuń
  16. A mnie znacznie bardziej razi niedostrzeganie przez wszystkich oszołomów z pod znaku tybetańskich-grzybków i vilcacora-leczy-raka, że zioła to także chemia, i o ile bywają skuteczne, to ze względu na zawartość tych samych związków chemicznych, co w fabrycznie wyprodukowanych tabletkach.
    A jako historyk muszę sprostować, że Chińczycy przed wynalezieniem papieru pisali na bambusowych deseczkach składanych w wiązki, które w ich klimacie przechowywały się wręcz znakomicie.
    Krakus

    OdpowiedzUsuń
  17. stwórz blog, przeczytaj kilka książek i już kuźwa jesteś specjalistą lepszym od Chińczyków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż było ,jest i będzie nagonka na medycynę naturalną chińską w ogóle wschodnią.Ciekawa sprawa ci co narzekają obśmiewają się z tej medycyny.Korzystają z ich usług po cichu.A za razem propagują leki cud z firm farmacełtycznych chemię skuteczną.Po prostu można wnioskować ,ze są słabi i boją się konkurencji Chińskiej medycyny.Aby nie stracić sporo pieniędzy.A Chińczyki mają czysty umysł nie skażony chemią i są życzliwi do każdego,mimo że w Chinach nie ma Katolicyzmu.Ich tradycje ciągną się od wieków z dużymi osiągnięciami w medycynie naturalnej.Natomiast ,bywają na całym świecie pewne skrajności.A na nich nie można tylko bazować.Nie jestem specjalistą tylko obiektywny.Na zachodzie na każdym prawie rogu są gabinety medycyny naturalnej wschodniej.Nikomu to nie przeszkadza i też nie krytykuje.Każdy ma prawo do wyboru.Nie pasuje nie idę do gabinetu.Nie ośmieszam,bo mało wiem na ten temat.Osbiście cenię ich umysł że jest czysty bez kompleksów i lęków.

      Usuń