19 października 2009

Akupunktura

Jako że koledzy i koleżanki po fachu, skoncentrowali się na walce z homeopatią i przywracaniu do łask zdetronizowanych szczepionek, odświeżam zapomnianą szarlatanerie. Akupunktura zagościła już na tak wielu salonach, że wiele osób nawet nie wie, iż należy do tego samego działu co leczenie kamieniami i wahadełkiem. Tym razem popełniłem się twórczego tłumaczenia artykułu "What About Acupuncture" z zeszłorocznego Skeptical Inquirer. Jest to tekst autorstwa doktor Harriet Hal, redaktor czasopisma "The Scientific Review of Alternative Medicine"

................................................

Ze swej definicji "medycyna alternatywna" to medyna na której działania brakuje nam najlichszych dowodów. Czy jednak do tego niechlubnego grona zaliczyć można akupunkturę? Skądinąd wielu dyplomowanych lekarzy po godzinach służy swoimi igłami, zaś towarzystwa ubezpieczeniowe refundują nawet tą metodę leczenia. Jeśli nigdy wnikliwie nie zagłębiałeś się w ten tematem, najprawdopodobniej wszystko co wiesz o akupunkturze jest nieprawdą. O ile trudno wskazać nam protoplastę tej starożytnej chińskiej medyny, istnieją spore prawdopodobieństwo że nie jest ona ani tak starożytna, a być może nawet nie jest chińska. Historyk medycyny Paul Unschuld podejrzewa, że sama idea mogła narodzić się w Grecji, a stamtąd przedostać się do Chin. W przeciwieństwie do tego co sugeruje nam Wiki, akupunktura nie ma za sobą tysięcy lat tradycji. Najstarsze chińskie teksty medyczne, z III stulecia p.n.e., nie wspominają o akupunkturze. Najwcześniejsze odniesienie do nakłuć to dopiero 90 r. p.n.e., jednak dotyczy przebijania ropni i upuszczania z nich krwi, a nie praktyk jakie dziś znamy. Przywoływanie archeologicznych dowodów w postaci kamiennych igieł, jakoby potwierdzających pradawność akupunktury, jest o tyle zabawny iż igły te są tak ogromnych rozmiarów, że nie mogły służyć do czegoś choćby podobnego do znanej nam akupunktury (technologia umożliwiająca produkcie cienkich stalowych igieł pojawiła się dopiero 400 lat temu). Pierwsze doniesienia na temat medycynie chińskiej dotarły na Zachód w XIII wieku i wciąż na próżno szukać w nich odniesień do akupunktury. Pierwszym mieszkańcem zachodniego świata, który wspominał o akupunkturze, był Holender, pracownik Kampanii Wschodnioindyjskiej Wilhelm Rhijn, ale dopiero w roku 1680! W dalszym ciągu, nie była to akupunktura jaką znamy współcześnie. Nie wspominała o energii Qi, zaś o wielkich gabarytów igłach, wkładanych do ciał pacjentów na 30 oddechów. Pomiędzy 1822 a I Wojną Światową, w ramach walki z zabobonem, chiński rząd kilkukrotnie zakazał akupunktury. Tradycje tzw "bosonogich lekarzy" ożywił Mao w latach sześćdziesiątych, jako tani sposób dostarczenia opieki medycznej prowincji. Sam nigdy nie stosował akupunktury, gdyż nie wierzył w jej działania. To właśnie rząd Mao ukuł termin "tradycyjnej chińskiej medycyny" w roku 1954.


Aż do XX wieku, trudno mówić o jakiś specjalnych punktach odgórnie wpływających na resztę ciała. Wcześniej wkłuwano igły w miejsca, gdzie odczuwano mający uśmierzyć bóle Pierwszym którym połączył punkty akupunktury z energią Qi był francuski bankier Georgees Soulie de Morant, a dokonał tego w 1939 w swojej książce "L’Acupuncture Chinoise". Ten dominujący dziś rodzaj akupunktury został wynaleziony przez Francuza dopiero w 1957! Dzięki "badaniom" liczba strategicznych punktów urosła do 2 tysięcy, chyba po to, aby nie zostawić na ciele wolnego od igieł miejsca. Ostatecznie każda liczba jest dobry, zważywszy że do tej pory, nie udowodniono istnienia choćby jednego takiego punktu. W 1972 roku James Reston, który towarzyszył Nixonowi w podróży do Chin, poddać się musiał operacji wycięcia wyrostka robaczkowego. W szerokiej opinii utrwaliło się przekonanie, że dokonano tego pod znieczuleniem akupunktury. W rzeczywistości, akupunktura była jedynie dodatkiem, zaś ulga jaką przysporzyła była prawdopodobnie zbieżna ze spodziewanym, naturalnym dochodzeniem do zdrowia. Puszczone w obieg zdjęcie zabiegu przeprowadzonym na otwartym sercu, przy znieczuleniu jedynie akupunkturowym okazały się fałszerstwem. Jeśli stosuje się akupunkturę w chirurgi to wraz z konwencjonalnym znieczuleniem i tylko u pacjentów, którzy wierzą że moc wbijanych igieł może im rzeczywiście pomóc. Kiedy popularność akupunktury w Zachodnim Świecie gwałtownie rosła, z równym animuszem traciła swą popularność na Wschodzie. Według raportu CSICOP z 1995 roku, tylko 15-20% Chińczyków stosuje "tradycyjną chińską medycynę" (dwa razy mniej niż w Europie Zachodniej), jednocześnie rzadko rezygnują z równoległego, konwencjonalnego leczenia.

Czy akupunktura rzeczywiście działa? Zależy jaka akupunktura i co masz na myśli mówiąc "działa". Są systemy chińskie, japońskie, tajskie, koreańskie, indyjskie, wykonywane na całym ciele bądź ograniczające się do rąk, stóp, twarzy, nakłuwane głęboko lub powierzchownie, zwykłymi bądź elektrycznymi igłami, wybór jest ogromny. W tych wypadach akupunktura działa, jednak wyłącznie na zasadzie placebo. Dawkowana, nie jest w stanie zmienić historii choroby, w stopniu większym niż zmiany samorzutne. Nigdy nie udowodniono, aby akupunktura odwróciła kurs jakiejś poważnej dolegliwości. W ciałach tych pacjentów, którzy podali się zabiegom, zaobserwowano skok endorfiny, co tłumaczyłoby przeciwbólowy charakter akupunktury, jednak wzmożone wydzielanie endorfiny osiągniemy także uderzając się młotkiem w palec. Psychologia wskazać może wiele innych elementów, jakie składać się mogą na przeciwbólową skuteczność akupunktury. Oczekiwanie, sugestia, odwrócenia uwagi od pierwotnych objawów, zasada podczepienia, warunkowanie klasyczne i instrumentalne, wzmocnienie, presja, korzyści społeczne, odwrotna zależność przyczynowo-skutkowa, regresja - psychologia potrafi znacznie wspomóc nieefektywne metody leczenia. Jasne jest, że nie wszystkie placebo są sobie równe, zaś wypracowane przez akupunkturę metody leczenia, odprężenie się i spędzenie czasu z troszczącym się o nas medykiem, dają znacznie lepsze efekty niż połykanie tabletek z cukru czy walenie się młotkiem. Sporo studiów pokazuje, że akupunktura działa na subiektywne symptomy, takie jak ból i nudności. Jednak kilka rzeczy rzuca na nie poważne wątpliwość. Badania testujące skuteczność akupunktury, wynikają nierzadko z wiary w jej skuteczność. Tym którzy w nią wierzą, badania wychodzą pozytywnie, zaś tym którzy w nią nie wierzą, negatywnie. Problemem jest tu niemożliwość przeprowadzenia podwójnej ślepej próby - trudno jest dać lekarzowi igły i oszukać go w tym co robi. Możliwe są jednak inne badania kontrolujące skuteczność akupunktury: porównanie "energetycznych punktów" do "niepunktów", oraz użycie pomysłowej igły, która daje jedynie wrażenie przeniknięcia przez skórę. Jak słusznie się domyślamy, wszystko jedno gdzie wbija się igły. wszystko jedno, czy w ogóle używa się igieł. Najlepiej skonstruowane studia dowiodły znaczenia tylko jednej rzeczy: czy pacjent uwierzył, że zaaplikowano mu zabieg akupunktury. Zarówno udawana jak i prawdziwa akupunktura działały jednakowo skutecznie - oba zdawały się być lepsze niż żadna. W istocie, akupunktura to nic więcej niż recepta na złożone placebo, przyprawione zupą środków przeciwbólowych. Można wcielić się w role poduszeczki do igieł i otrzymać niezłe placebo, ale nie ma żadne dowody na faktyczne leczenie metodą akupunktury.

15 komentarzy:

  1. dexter, dokladnie o tym samym pomyslalam (Goldman, R.H., Stason, W.B., Park, S.K., Kim, R., Schnyer, R.N., Davis, R.B., Legedza, A.T., Kaptchuk, T.J. (2008). Acupuncture for Treatment of Persistent Arm Pain Due to Repetitive Use: A Randomized Controlled Clinical Trial. Clin J. Pain, 24(3), 211-218.)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakkolwiek zasada leczenia (placebo) jest podobna, co w przypadku homeopatii, akupunktura potrafi być w sposób bezpośredni i dotkliwy szkodliwa, i to nie na zasadzie zaniechania. Tutaj przykład.

    OdpowiedzUsuń
  3. @migg: a tak nawiasem, to czemu nie ma nowych miggawek?

    OdpowiedzUsuń
  4. Brak wzmianek o akupunkturze w starych źródłach nie musi od razu oznaczać, że jej nie praktykowano. Może nie wszystkie pisma się zachowały, może po prostu metoda ta nie była opisana, a przetrwała po prostu przechodząc z mistrza na ucznia. Ale to tylko takie gdybanie.

    Pozdrawiam
    Pan Woland

    OdpowiedzUsuń
  5. Problem z akupunkturą jest o wiele bardziej złożony niż chcieli by tego jej orędownicy i jej krytycy. Zanim zaczniemy się śmiać, poczytajmy sobie o GERAC-trials. To z tamtąd wyszła większość publikacji dotyczących skuteczności AP (m.in. słynne już publikacje C. Witta w Lancecie). Pod www.gerac.de należy przeskoczyć niemiecki tekst i pójść bezpośrednio do angielskojęzycznych publikacji.

    ------

    Nie wyniki są jednak najbardziej interesujące - lecz motywacja tych instytucji, które finansują program (patrz lista sponsorów). Nigdzie na świecie nie stosuje się tak dużo igieł w leczeniu chronicznego bólu jak w Niemczech. Jednocześnie ogólne koszta wynikające z jatrogennych działań ubocznych analgetyków są rocznie szacowane na około 8 mld. Euro. Każda alternatywa - nawet mambo jambo placebowate - ma wobec tego konkretny wymiar ekonomiczny. Ważne dla stojącego w obliczu kolapsu systemu ubespieczeń społecznych.

    Innymi słowy: nieważne czy to działa jako placebo jeśli poprzez abstynencję w spożyciu analgetyków pozwoli zaoszczędzić miliardy. Można naturalnie zgodnie z racjonalnym podejściem kontynuuować farmakologicznie - ze znanymi w przypadku chronicznego bólu skutkami. Tylko kto później zapłaci za dializy i przeszczepy gdy nerki i wątroby będą niewydolne?

    Czasem warto się przypatrzyć "bigger picture".

    OdpowiedzUsuń
  6. Znam kolesia, który zafundował sobie akupunkturę na szybsze odchudzanie.

    Gdybym zapłacił 200zł za wizytę i zgodziłbym się na bolesne wbijanie szpili w ciało, to podświadomie starałbym się to sobie zracjonalizować i w praktyce żreć mniej.

    Dysonans poznawczy może też być formą placebo.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oczywiście. Pod tym względem trzeba się zgodzić z Levi-Straussem - magia działa. Na tych, którzy w nią wierzą. I niekoniecznie przyjmować postawę Frazera - drwimy, bo tak.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie działa? Tylko placebo? Hm, czy szczury mogą ulegać efektowi placebo? —
    http://kopalniawiedzy.pl/akupunktura-nakluwanie-apoptoza-neurony-oligodendrocyty-obumieranie-rdzen-kregowy-uszkodzenie-Doo-Choi-10236.html

    OdpowiedzUsuń
  9. http://www.urmc.rochester.edu/news/story/index.cfm?id=2880

    nie zdziwiłbym sie, gdyby i te winogrona były kwaśne.

    OdpowiedzUsuń
  10. http://www.urmc.rochester.edu/news/story/index.cfm?id=2880

    Chwała niektórym naukowcom, że nie kopiuja bezmyslnie uprzedzń innych...

    OdpowiedzUsuń
  11. Leczyłem ból elektroakupunktura na tyle skutecznie że nawet nie musiałem powtarzac zabiegu. Trwało parę minut a efekt był piorunujący. A oto przecież chodzi, nic więcej.
    O co przeciwnikom akupunktury chodzi, nie wiem. Chyba tylko o rozgłos. A wybierzcie się do dobrego akupunkurzysty a się przekonacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podaj adres może się czegoś nauczyć można
      pozdrawiam

      Usuń
  12. Mi na problemy z plecami pomogła akupuntkura. To jest przyjemny zabieg, w moim przypadku skuteczny (ból zniknął po 4 wizytach) a w Warszawie jest wielu specjalistów, np. NaturMedic

    OdpowiedzUsuń