16 października 2012

Ile logii w ufologii?

Od kiedy tylko latające spodki patrolują nasze niebo, tropiciele kosmitów nie mogą wybaczyć naukowcom, że ci nie zajmują się tym tematem. Tymczasem od zarania tego zjawiska nauka żywo interesowała się UFO. 40 lat temu na pytanie "czy tematyka UFO warta jest naukowych dociekań" 53% członków Amerykańskiego Instytutu Aeronautyki i Astronautyki odpowiedziało tak, 27% pozostało niezdecydowanych, zaś tylko 20% powiedziało nie. Największym osiągnięciem naukowym w dziedzinie UFO pozostaje, liczący sobie ponad tysiąc stron, Scientific Study of Unidentified Flying Objects, opublikowany w roku 1968. Sporządzony na zlecenie Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych przez Uniwersytet Kolorado, do dziś uważany jest za najbardziej wpływowy dokument dotyczący naukowego statusu UFO oraz główną przyczynę nie przebicia się zjawiska UFO pod szerokie skrzydło tzw. problemów naukowych. Wnioski raportu były dla ufologii druzgocące - brak jakichkolwiek dowodów na pozaziemską genezę zjawiska oraz brak przesłanek do dalszych badań. Szczególnie to drugie zabolało ufologów, którzy nigdy nie zaakceptowali raportu. Lucjan Znicz w swojej książce "UFO - próba oceny", w obiecująco brzmiącym rozdziale "Czy UFO można badać według standardów nauki?", tak pisze na temat osób sporządzających raport: "zespół nie był ani zbyt uczony, ani doświadczony. W skład 36-osobowego komitetu weszło 14 naukowców z tytułem doktora filozofii". W rzeczywistości Edward Condon był jednym z najsłynniejszych fizyków swoich czasów, zaś doniesienia o UFO analizowało: 21 przedstawicieli nauk fizycznych (głównie astrofizyka, meteorologia i  aeronautyka), 8 psychologów, 4 dziennikarzy, 2 literaturoznawców i 1 biolog. Gdzie tych 15 filozofów?

Nigdy przedtem, ani nigdy potem nauka nie była już tak blisko UFO. Obecnie na obraz tego, co nazywamy ufologią, składają się dwa nurty: new age ufology oraz science fiction ufology. Odłam spod znaku new age bardziej niż dowody materialne, ceni sobie osobiste objawienia. Gwiazdami tego nurtu są tzw. kontaktowcy - telepatycznie komunikujący się z kosmitami, a następnie przekazujący zebranym różne kosmiczne mądrości. Obecnie jest to chyba dominujący typ polskiej ufologii, do którego zaliczyć można Roberta Bernatowicza i Fundację Nautilus oraz Janusza Zagórskiego i jego telewizję niezależną. Z takim zapatrywaniem nie ma mowy o jakiejkolwiek nauce. Co innego stara szkoła ufologii - science fiction ufology. Nazwa jest nieprzypadkowa. Prekursorami nurtu byli pisarze science-fiction, w Polsce był nim Andrzej Trepka. Tego typu badacze marzą, aby sytuować ich gdzieś blisko egzobiologii, tymczasem najbliżej im (i to w najlepszym razie) do folklorystyki. Ludzie ci łażą po górach, robią zdjęcia, kręcą filmy, czasami pukają do domniemanych świadków UFO, aby posłuchać ich historii. Na łamach tego nurtu narodziła się kategoria "wiarygodnego świadka". Wiarygodny świadek to ten, który powie nam to, co chcemy usłyszeć. Wiarygodnym świadkiem jest więc małe dziecko - "no bo jakby dziecko mogło kłamać", staruszek - "no staruszek by nie kłamał, bo po co". Wiarygodnym świadkiem jest prosty chłop - "bo jest prosty i przecież by tego nie wymyślił", ale równie wiarygodny jest człowiek wykształcony - "wiadomo, inteligentny, szanowany człowiek, taki by nie wymyślał". W ufologii łatwowierność jest cnotą.

Nauka ma w zwyczaju podchodzić do śmiałych tez z wielką ostrożnością. W ufologii sprawa ma się odwrotnie - najpopularniejszymi są zwykle te najbardziej sensacyjne pomysły. Aby ktoś nie zarzucił mi, iż bezpodstawnie nazywam ufologię pseudonauką, posłużę się cechami pseudonauki według The psychology of science and the origins of the scientific mind Gregory Feista. 1) kryterium postępu - co osiągnęli ufolodzy w ciągu 70 lat swych badań? Czy mają choćby jeden drucik, z ponoć 70 katastrof UFO jakie ich zdaniem miały miejsce? Czy mają włosek, choćby jedną komórkę z przybyszów, którzy nas odwiedzają? Czy mają cokolwiek poza zamazanymi zdjęciami świateł? 2) Lekceważenie empirycznych faktów, na rzecz wyjaśnień sprzecznych z ugruntowaną, naukową wiedzą. W ufologii nikt nie zastanawia się nad tym, z jakim ciśnieniem miałby do czynienia człowiek, nad którym zawisłby wielki, metalowy spodek. Zawisł = wywarł nacisk na będące pod nim powietrze, oraz wszystko to, co znajduje się pomiędzy statkiem a powierzchnią Ziemi. Tak proste rozważania nie łapią się do literatury ufologicznej, natomiast na antygrawitacji, prędkości nadświetlnej i światach równoległych znają się w tym środowisku wszyscy. 3) Brak krytycyzmu do co do własnych założeń oraz niechęć do weryfikacji stawianych hipotez. Twierdzenia stają się odporne na jakakolwiek weryfikację. W przypadku metody naukowej dysponujemy sprawdzalnymi hipotezami, osadzonymi w określonych warunkach. Jakiekolwiek eksperymenty są ścisłe kontrolowane, przez co testowanie hipotez odbywa się w sposób przejrzysty i możliwy do zreplikowania. Ufolodzy nie zaprzątają sobie głowy weryfikowalnością swoich hipotez, zaś same hipotezy sytuują się gdzieś pomiędzy "ufo to istoty z przyszłości" a "ufo to istoty z innych wymiarów". Ostatnim, ale i najważniejszym zarzutem jest 4) nie stosowanie się do zasad logiki. Rozumowanie powinno być jasne, pozbawione błędów i sprzeczności. Wnioski należy wyciągać  na podstawie zgromadzonych danych. W logice ufologicznej z niewyraźnych przesłanek wyciąga się szalenie wręcz odważne wnioski, zaś wysnuwane "teorie" nie trzymają się kupy. Zaawansowani obcy zachowują się w relacjach z ludźmi jak dzieci, cywilizacja, która zainwestowała niewyobrażalną wręcz energię, aby dotrzeć sna Ziemię, trudni się głównie straszeniem krów na pastwiskach. Jeśli skądś nie ma dowodów - działać tam musi spisek. Jako, że nikt nie posiada takich dowodów, świat staje się jednym wielkim spiskiem, w który zaangażowani są politycy, media, naukowcy, Kościół, wojsko... Carl Sagan powiedział kiedyś, że jeśli chodzi o UFO, solidne przypadki są nieciekawe, a ciekawe przypadki są niewiarygodne. Niestety nie istnieją przypadki, które są zarówno wiarygodne i interesujące.

26 komentarzy:

  1. "W skład 36-osobowego komitetu weszło 14 naukowców z tytułem doktora filozofii." Dobre. Anglosaski tytuł Doctor of Philosophy, w skrócie Ph.d to dokładnie to samo, co nasz doktorat, niezależnie od dziedziny nauki. Ciekawe czy pan Znicz byłby bardziej przekonany, gdyby w zespole badawczym zamiast doktorów filozofii byli Mistrzowie Nauki (Master of Science, czyli magister...)?

    OdpowiedzUsuń
  2. Wątpliwości mam tylko do stwierdzenia, że "nauka ma w zwyczaju podchodzić do śmiałych tez z wielką ostrożnością". Podobno jest wręcz przeciwnie: nauka ma na celu stawianie śmiałych hipotez, a tak przynajmniej twierdzi Popper. Oczywiście nie ma na tym poprzestawać, dalej powinna rzetelnie dążyć do sfalsyfikowania ich (ale nie wiem, czy nazwać to można "wielką ostrożnością"). Tego wśród ufologów brakuje, a trudno mówić o naukowości, kiedy poprzestaje się na "I want to belive".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. IMHO to autor ma rację. Teza śmiała jest dla nauki bardzo dobra, ale czym bardziej odbiega od ustalonych teorii, tym silniejszego potwierdzenia i argumentów wymaga.

      Usuń
    2. Nie rozumiem skąd ta ostrożność. Bez śmiałych tez nie zaznalibyśmy żadnych rewolucji naukowych, a takich kilka było w historii. Skoro wymagają silniejszego potwierdzenia, to oznacza to, że jeśli je znajdą, mamy większą pewność, że lepiej opisują rzeczywistość.

      Usuń
    3. Myślę, że stawiasz sprawę na głowie. W nauce nie chodzi o "rewolucyjność", chodzi o pozyskaną wiedzę i jej wiarygodność.

      Przyrównajmy naukę do apteki ;D Każda teoria to jedna tabletka. Przeszły badania, są stosowane często od lat -- wiemy, czego się po nich spodziewać, jakie mają skutki uboczne, w czym są dobre, a w czym słabe.

      Rewolucja w jakiejś dziedzinie wiedzy jest jak wprowadzenie nowego leku. Mamy coś, co wygląda (przy pierwszym sprawdzeniu) na dobrze radzące sobie z jakimś schorzeniem, czy jego skutkami. Wprowadzamy na rynek? Nie -- najpierw jest przypuszczenie, potem są testy na zwierzętach, potem na ludziach. A czasem nawet i to nie wystarczy, bo skutek uboczny objawi się dopiero przy stosowaniu na masową skalę.

      Z rewolucjami w nauce jest tak samo -- jest myśl, że 'tak może być'. Myśl nie powinna być bezpodstawna, skoro już się ją publicznie prezentuje. Ale to za mało. Przedstawia się więc taką myśl innym badaczom. (Czasem media na tym etapie robią wielką kampanię, że odkryto, że rewolucja -- a to za wcześnie.) Inni badacze weryfikują -- przeprowadzają podobne eksperymenty, porównują z innymi metodami. Czasem mijają dziesięciolecia zanim myśl się potwierdza.

      PS.
      W rewolucjach w nauce nie chodzi o nowinkarstwo, ale właśnie o to, by lepiej opisać rzeczywistość.

      Usuń
    4. Nie twierdzę, że w nauce chodzi o nowinkarstwo. Mówię tylko, że według Poppera śmiałe teorie przyczyniają się do rozwoju nauki. Teorie "zachowawcze" mogą pogłębiać to, co jest obecnie przyjęte, ale nie są tak twórcze. Nie uważam, że należy przyjmować bezkrytycznie każdą szaloną tezę. Odwoływałam się do pojęcia falsyfikacji, która, no, powiedzimy, że odpowiadałaby mniej więcej temu prezentowaniu innym badaczom, testom, eksperymentom, itd. Śmiałych teorii, których nie da się udowodnić przecież nie "wprowadza się na rynek" (przynajmniej nie powinno, ale niestety różnie to bywa), ale im śmielsza teoria, tym większy jest pożytek z udowodnienia jej (popatrzmy na "śmiałość" teorii heliocentycznej względem geocentrycznej).

      Usuń
    5. Proszę nie robić ze mnie przeciwnika śmiałych tez. Ja tylko podkreślam, że za śmiałymi tezami muszą iść mocne dowody. Pogląd, iż Katarzynka Blanka jest jaszczurem z szóstego wymiaru, jest dla mnie do zaakceptowania, jeśli tylko ktoś w przekonujący sposób dowiedzie istnienie jaszczurów, szóstego wymiaru i połączenia tych dwóch śmiałych hipotez w osobie K. Blanki. Dowody na K. Blanke jako królową jaszczurów, muszą być nie gorsze, niż przesłanki na to że jest człowiekiem. Teza, iż jaszczury z innych wymiarów piszą komentarze w necie byłaby rzeczywiście rewolucyjna, pokazuje to jednak jak trudno jest zastąpić ugruntowaną wiedzę czymś kompletnie nowym.

      Usuń
    6. @Kasia Blanka:
      Ja się łatwo zgodzę, że bardziej nowatorska teoria więcej zmienia w naszym postrzeganiu świata, daje impuls do dalszy badań, itd. Tyle, że z tego nie wynika jakaś taryfa ulgowa dla nowatorskich teorii.

      Z nowatorstwa wynika dla takich teorii jeden plus -- więcej badaczy, którzy 'rzucają' się na nie, by je zweryfikować. To zresztą ułatwia, w przypadku powodzenia, sukces zawodowy w karierze uniwersyteckiej ;)

      Nie wynika natomiast taryfa ulgowa. Wręcz przeciwnie -- teoria jest 'konwencjonalna', jeśli jest dobrze poznana, zweryfikowana, odwołuje się do dobrze uzasadnionych faktów z innej teorii. To oznacza, że nowa teoria ma więcej elementów do sprawdzenia i uzasadnienia. Wymaga więc także więcej.

      Piszesz o teorii heliocentrycznej... Problem polega na tym, że jej konsekwencje były dość późne. W czasach Kopernika to nie miało wielkiego znaczenia -- zresztą "teoria Ptolemeusza" miała objaśniać nie fizykę nieba, ale wyznaczać położenie ciał niebieskich względem obserwatora na Ziemi. W tym zadaniu sprawdzała się znakomicie. O zaletach teorii heliocentrycznej możemy mówić dopiero od Keplera.

      Usuń
    7. Absolutnie nie uważam Michała Łaszczyka za przeciwnika śmiałych tez, także nie mając wystarczających dowodów na potwierdzenie tej śmiałej tezy. Moja uwaga była zupełnie niewinna i dotyczyła tylko drobnego niuansu, który w gruncie rzeczy nie jest tak istotny dla całego tematu...
      Z potwierdzeniem tezy, że jestem królową jaszczurów rzeczywiście może być problem, ale zawsze mogę być jeszcze programem konwersacyjnym.

      @pak4:
      Być może przywołanie koncepcji falsyfikacji nie było wystarczającym wyrazem tego, że nie daję taryfy ulgowej żadnej tezie, niezależnie czy jest śmiała, nieśmiała czy konwencjonalna. Uznaję, że każda teza rozpatrywana w ramach nauki, żeby została przyjęta, ma spełniać kryteria naukowe.
      Pomijam konsekwencje teori heliocentrycznej i jej "opóźniony zapłon". Chodziło mi o zestawienie teorii przyjętej, funkcjonującej w ramach pewnej sieci światopoglądowej z teorią egzotyczną, karkołomną i zupełnie obcą względem tej sieci, bo nową.
      Oczywiście możemy podejrzewać, że teoria heliocentryczna nie jest najlepszym możliwym opisem rzeczywistości, bo w ogóle każda teoria jest jedynie pewnym ludzkim konstruktem. Tylko mam wrażenie, że na tym polega raczej postmodernizm niż nauka. Ale to już taka luźniejsza refleksja...

      Usuń
  3. dobry tekst, ale sczytanie by mu się przydało.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cytat "W ufologii nikt nie zastanawia się nad tym, z jakim ciśnieniem miałby do czynienia człowiek, nad którym zawisłby wielki, metalowy spodek. Zawisł = wywarł nacisk na będące pod nim powietrze, oraz wszystko to, co znajduje się pomiędzy statkiem a powierzchnią Ziemi"
    Stwierdzenie nie do końca prawdziwe - pod uniesionym helikopterem można przebywać, chociaż waży on kilka ton. Po prostu siła nacisku zostaje rozłożona na dużo większej powierzchni niż powierzchnia samego obiektu.
    Napęd ( antygrawitacyjny ?) hipotetycznego "spodka" może rozkładać siłę nośną na znacznej powierzchni. ( pomijam zasadnicza kwestie jego realizacji technicznej )
    R. waligóra


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też zwróciło to moją uwagę. Oczywiście można przebywać pod unoszącymi się obiektami. Bardzo dobry przykład z helikopterem. Inny dobitny przykład to gdy nurek swobodnie przepływa pod statkiem ważącym dziesiątki lub setki tysięcy ton. Nurek ten nie odczuje żadnej zmiany ciśnienia.

      Usuń
    2. Myślę, że większość ludzi najzwyczajniej nie rozumie, ich zdaniem magicznego zjawiska, unoszenia się w powietrzu ciężkich przedmiotów. Aby ciężarek zawisł w powietrzu, musi upakować pod sobą odpowiednio większą ilość powietrza, na którym się oprze. Nie jestem takim specjalistą od antygrawitacji jak komentujący, więc zacytuje Kraussa, z z książce Phisic from Alien Invasions: zasada odpowiednio wysokiego ciśnienia, jakie musi wywierać lewitujący pojazd na znajdujące się pod nim warstwy atmosfery - jest niezależna od rodzaju mechanizmu napędzającego. Tyczy się więc zarówno konwencjonalnej siły ciągu dysz odrzutowych jak i antygrawitacji. To raz

      Dwa. helikopter nie łamie praw fizyki, bo jak ktoś zauważył, przy pomocy śmigła rozprowadza zwiększone ciśnienie na bardzo dużej powierzchni. Mówiąc kolokwialnie, gdybyśmy cały ten wiatr jaki rozrzuca helikopter na dziesiątki m2 skumulowali bezpośrednio pod powierzchnią helikopterem, to nie ma człowieka który bez szwanku wyszedłby z tej zabawy. Otwartym pozostaje pytanie, gdzie te ciśnienie rozprowadza UFO?

      Usuń
  5. "Sporządzony na zlecenie Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych przez Uniwersytet Kolorado, do dziś uważany jest za najbardziej wpływowy dokument dotyczący naukowego statusu UFO"

    Korekta obywatelska; czy nie powinno być "Sporządzony na zlecenie Sił Powietrznych Stanów Zjdenoczonych"?

    Co się zaś tyczy samego tematu, to obok New Age UFO i SF UFO warto też dodać mały podgatunek, który jest swoistym znakiem czasów mianowicie Satanistyczne UFO. W myśle tej koncepcji kosmici to w rzeczywistości agenci antychrysta, mający odciągnąć ludzi od chrześcijaństwa i przedstawić przybycie Jezusa jako inwazję złych kosmitów. Podobnie religijne podłoże mamy również w antycznych astronautach.
    Pozdrawiam,
    Baribal

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "czy nie powinno być Sił Powietrznych Stanów Zjdenoczonych?" A widzicie, nawet wy obywatelscy korektorzy, nie jesteście wolni od tej przypadłości :) Ave Satan

      Usuń
    2. Ale to w dobrej woli było. Jak widać, nikt nie jest doskonały.

      Na chwałę Belzebuba.:]

      Pozdrawiam,
      Baribal

      Usuń
  6. UFO miało swoje dobre lata w czasach, kiedy wydawało się nam, że lada moment sięgniemy do Marsa i dalej, wyskoczymy na podbój galaktyk. Dzisiaj nie jest tak wesoło. Doczyliśmy się - jako gatunek - fizyki i jasno na białym wiemy, że podróże międzygwiezdne to bardzo kłopotliwa sprawa. Zdaniem zwolenników UFO nie aż tak kłopotliwa, by cywilizacja zaawansowana znacznie bardziej niż nasza pokonywała pół galaktyki w pojazdach przypominających talerze tylko i wyłącznie po to by porwać paru ludzi i poczynić na nich jakieś eksperymenty. To trochę tak, jak gdyby Krzysztof Kolumb po wszystkich trudach i lizaniu tysiąca pup, po dotarciu do Ameryki zakazał swoim ludziom schodzenia z okrętu, a do brzegu podpływałby tylko po zmroku, by nikt go czasem nie zauważył! Wszystko wskazuje na to, że ekonomia podróży międzygwiezdnych wiązałaby się z astronomicznymi rachunkami - jeśli nie w środkach płatniczych, to z pewnością w nakładzie energetycznym oraz czasie. I po co to? Dla picu?

    Zaskoczyło mnie nazwisko Andrzeja Trepki. W pewnym sensie to mój sąsiad, a nie wiedziałem o takim jego zainteresowaniu ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Star Treka nie oglądałeś? ;)

      Nie mamy napędu Warp, więc ufoki nie mogą z nami jeszcze dokonać oficjalnego pierwszego kontaktu, bo wpłynęliby na nasz rozwój. Obserwują nas tylko, na szczęście jak czasami się im maskowanie zepsuje to ludzie zrobią zdjęcia, gdzie wyraźnie widać ich statki.

      Usuń
  7. miało być "douczyliśmy się" ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetne podsumowanie tematu. Dorzucać można jeszcze jedną cechę - przesłanki wzajemnie sprzeczne mogą być dobrymi dowodami. Niejednokrotnie ci sami ludzie najpierw udowadniają że amerykanie nie wylądowali na Księżycu, żeby potem w innym artykule stwierdzić, że wylądowali i widzieli tam UFO!

    OdpowiedzUsuń
  9. Pan Czajniczek jak zwykle dostosowuje fakty tak, aby pasowały pod jego światopogląd. Główna cecha deklasyfikująca wiarygodność tego artykułu: opieranie się na niesprawdzonych źródłach. A najbanalniejsze jest w tym wszystkim to, że zamiast mówić o temacie, ucieka się do iście scholastycznych rozważań teoretycznych, które wskazują, że nauka to już nie badanie świata, lecz kółko wzajemnej adoracji :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Dobry risercz. Zauważyłeś pewnie Michale, że tego typu umysłowość jest dość charakterystyczna dla pewnego gatunku ludzi. Znaleźć ją można w wielu różnych dziedzinach, jest wręcz powszechna i często idzie w parze z mocno prawicowymi poglądami. Jest w tym coś czego nie rozumiem, bo z jednej strony z lubością rzucane są hipotezy bez śladu dowodu, jeśli tylko noszą jakieś znamiona spisku lub rzekomo obalającej rzeczywistość objawionej "prawdy", a z drugiej strony ci sami ludzie domagają się całych ciężarówek dowodów na każdy najdrobniejszy niuans tezy głoszonej przez stronę przeciwną, a przy najmniejszym jego braku jest "HA! Za taką naukę to ja dziękuję!". Sądzę, że jest to przypadłość umysłu głębsza niż same jej objawy wyłażące pod różnymi postaciami, czy to ufologii, homeopatii, czy innych bajdurzeń. Należałoby leczyć przyczynę, nie objaw. Tylko co jest przyczyną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile w Stanach da się podzielić teorie spiskowe na prawicowe (gdzie chce nas zabić rząd) i lewicowe (gdzie chcą nas zabić korporacje), to w Polsce spiskowaniem trudni się prawie wyłącznie prawica. Samo spiskowanie nie jest u nas specjalnie popularne (w porównaniu z USA) i myślę że wynika to oz brazu całkowitej indolentności władzy. Nikt w Polsce nie uwierzy, że nasi włodarze byliby w stanie utrzymać jakąś wielką tajemnicę pod kloszem. Prawicowe teorie spiskowe zwykle omijają motyw naszego rządu, nie wierząc że ten mógłby coś zaplanować i zrealizować, w to miejsce wstawiając jakieś obce służby.

      Problem domagania się dowodów ma jeszcze ten problem, że ludzi ci nie do końca rozumieją słowo dowód. W zderzeniu ciężarówki dowodów z opowieścią Pani Halinki, u tych ludzi wygra Pani Halinka, jeśli tylko powie to co chcieliby usłyszeć.

      Usuń
    2. Nie do końca zgodziłbym się z takim podziałem. No bo jak zaklasyfikować teorie spiskowe związane z Roswell? Czy Stanton Freidmann jest lewicowy czy prawicowy. Czy Icke'owi bliżej do lewicy i prawicy? W przypadku USA prawicowe teorie spiskowe łączyłbym zarówno z fundamentalizmem chrześcijańskim (strukturalnie podobnym do tego islamskiego) jak i pozostałościami europejskiego reakcjonizmu (zwłaszcza teorie antysemickie i oparte na wierze w globalny spisek illuminatów). Nie zapominajmy też o nowej-starej teorii o komunistach (obecnie Islamistach) przejmujących władze w US.Teorie lewicowe w USA są oczywiście słabsze, bo i lewica tam jest słabsza, ale przede wszystkim widziałbym tutaj teorie o GMO i pewne formy New Age.
      W przypadku Polski sytuacja jest zupełnie inna. Z jednej strony mamy sporą absorpcję teorii prawicowych przez rodzimych prawicowców, ale mamy też bardziej lokalne teorie typowe dla narodów peryferyjnych (np. żydzi wykupujący Polskę, depopulacja) te teorie nie są szczególnie rożne od tych obecnych we wszystkich krajach byłego bloku wschodniego. Jak dla mnie najciekawsze są te prawicowe teorie, które wyrosły z radzieckiej propagandy o "zgniłym zachodzie". Te wszystkie rewelacje o "gejokracji" i rozpasanym socjalu równie dobrze mogłyby powstać w Stalinowskiej Polsce.
      Pozdrawiam,
      Baribal

      Usuń
    3. a) Roswell to klasyczny przykład typu science fiction ufology
      b) pomimo szybkiego riserczu nie udało mi się ustalić na kogo głosował Freidmann, a na kogo Icke
      b) zgadzam się, że etniczne-religijne teorie spiskowe to w USA domena prawicowa, zaś lewica to przede wszystkim działka medyczna: GMO, szczepionki, lekarstwa itd. To jednak nie wyczerpuje spiskowych gatunków. Mamy przecież jeszcze całe działy "New World Order" oraz "Paranormal Activity". Dobry artykuł o różnicach w nienaukowym postrzeganiu świata wśród demokratów i republikanów.
      d) chciałbym zauważyć, że wszystkie wymienione przez ciebie, funkcjonujące sobie w Polsce teorie spiskowe, są domeną przede wszystkim prawicową.

      Usuń