20 września 2011

Sceptycyzm makroekonimiczny

Miesiąc, no dwa miesiące temu, mój przyjaciel miał okazję zadać niebanalne pytanie Markowi Belce. "Jeśli ekonomia jest nauką, czemu nie potrafi przewidywać procesów, które opisuje". Predykcja jest jedną z tych cech nauki, która odróżnia ją od pseudonauki, tymczasem umysły ekonomiczne dają tu nieprzerwanie ciała. Ilość znanych ekspertów, którzy przewidzieli światowy kryzys jest równa liczbie tychże ekspertów, którzy nie zapowiadali w Polsce kryzysu, kiedy ten rozpościerał na świecie swoje szpony. Takie fakty powinny raz na zawsze zdyskredytować tych wszystkich bankspecjalistów, a mimo to wciąż na życzenie dziennikarzy bardzo chętnie mówią nam, co czeka nas w najbliższym czasie i jakie powinniśmy w związku z tym podjąć działania. Co ciekawe, wcale nie żyjemy w jakichś szczególnie nieurodzajnych dla ekspertów czasach. Ta intelektualna impotencja jest stanem permanentnym, utrzymującym się od zarania tego zawodu. W 1932r. ekonomista Alfred Cowles żywił nadzieję, że zdobycze statystyki i metody matematyczne podniosą niebawem ekonomię do rangi najprawdziwszej nauki. W połowie lat 40-tych postanowił zweryfikować swoje założenia, analizując prognozy ekspertów, zajmujących się rynkiem akcji. Okazało się, że ślepe inwestowanie bez posiadania wiedzy ekonomicznej nie przyniosłoby gorszych wyników niż gra na giełdzie przy namiętnym śledzeniu rynków i kierowaniem się radami wytrawnych znawców tego tematu.

Prawie wszystkie artykuły naśmiechiwujące się z naukowości biznespecjalistów spod znaku koszuli i krawata, przywołują badania opublikowane w Economics and Portfolio Strategy w 2009. Okazało się, iż spośród ponad 450 funduszy zarządzających pieniędzmi swoich klientów w przeciągu dwóch ostatnich dekad tylko 13(!) osiągnęło wynik powyżej średniej rynku. Nie omieszkałem sprawdzić czy nasze fundusze inwestycyjne mają się równie strasznie. Znając wynik WIGu za ostatni rok wynoszący - 12,5% z rankingu 70 funduszy akcji, odrzuciłem wszystkie, których nazwa wskazuje, że inwestują także poza Polską lub prowadzą operacje jedynie wśród spółek jakiegoś konkretnego segmentu. Nie sprawdziłem należycie wszystkich tych funduszy, więc szczegółowy wynik jest prawie na pewno inny, nie mniej coś powie nam o ogólnym trendzie. Po zastosowaniu moich prymitywnych kryteriów, 12 funduszy znalazło się ponad kreską wynoszącą -12,5%, zaś 19 przyniosło straty większe niż WIGowska średnia. Z całego rankingu 70 funduszy akcyjnych tylko 23 zanotowały wynik wyższy niż minus 12,5%. Uwieńczeniem rywalizacji potu finansjerów (tzw. active investing) z przypadkiem (passive management) jest Standard & Poor's Index Versus Active. SPIVA daje porównanie wyników ekspertów, stosujących różne teorie ekonomiczne z inwestowaniem, polegającym na ulokowaniu aktywów we wszystkie akcje po trochu, z ideą niech się dzieje wola nieba. W niektórych regionach górę bierze passive management (Rosja, Indie, Kanada), gdzie indziej (Australia) fundusze aktywnie zarządzane mają wyniki lepsze niż średnia indeksu giełdowego. Nie ma tu jednak jakiegoś trendu, to, że danego roku w danym regionie lepsze wyniki przyniosło aktywnego inwestowania, nie oznacza, że za rok warto inwestować właśnie tą metodą. Sugerowanie się danymi, w których gdzieś akurat active investing przynosi większe korzyści to trochę jak typowanie liczb w totolotka na podstawie tego, który liczby nie były dawno wylosowane przez słynną kręcącą się maszynkę.

Znam człowieka, który osiągnął całkiem niezły wynik na giełdzie (niestety jedynie w formie wirtualnego portfela), inwestując tylko w firmy o zabawnych nazwach jak Indykpol. W związku z powyższym myślę, że byłbym w stanie zagłosować na partie, które jako reformę emerytalną zaproponowałaby zastąpienie wszystkich managerów inwestujących nasze pieniądze stadkiem wygłodniałych jeży. Wypuszczamy na żerowisko jeże z czerwoną kokardką oznaczającą "sprzedawaj" i zieloną oznaczającą "kupuj", zaś dżdżownice zaopatrujemy w nazwy spółek akcyjnych. Z dużą dozą prawdopodobieństwa, inwestowanie zgodne z wytycznymi jeży przyniosłoby nam wyższą o parę złotych emeryturę, niż kiedy zajmują się tym zawodowi maklerzy. Domyślam się, że polityków powstrzymuje przed tym rozwiązaniem jedynie strach, iż kiedyś jakiś sprytny jeż z dobrym nosem do interesów mógłby wygryźć ich z ministerialnego stanowiska. Mimo, że w ekonomii jest chyba więcej fachowych terminów niż w fizyce, są setki wzorów i dziesiątki omówionych procesów, efekty tego są dość marne. Inżynier potrafi obliczyć czy po wjechaniu na most ciężarówki ten nie zamieni się w kupę gruzów, zaś dobry lekarz, dążąc do obniżenia ciśnienia krwi tego ciśnienia nie podwyższy. Astronom potrafi powiedzieć, ile będzie wynosić odległość Ziemi od Jowisza równo za 100 lat, co więcej, wśród astronomów będzie panować co do tego konsensus - inni astronomowie pracujący niezależnie od siebie podadzą tą samą odległość. Czy ekonomiści potrafią to samo? Czy gdyby dać im skonstruować według ich uznania firmę, czy dadzą jakąkolwiek gwarancje, że odniesie ona sukces. Czy Minister Finansów potrafi przewidzieć cenę euro za 12 miesięcy lepiej niż ja, całkowity amator? Czy mamy pewność, że jego przewidywania będą bliższe prawdy niż moje, czy kogokolwiek innego? Na koniec jestem winien rozwiązania zagadki z Prezesem NBP. Co odpowiedział Belka na zarzut, dlaczego będąca nauką ekonomia ma trafność wyników zbliżoną do zwykłego strzelania na oślep? Nic nie powiedział, bo czas na pytania dla widzów upłynął. Kolejka była jednak na tyle długa, że kupel zdążył obmyślić swoje reakcje na możliwe odpowiedzi. Najciekawsza była ta, gdyby Marek Belka stwierdził, że ekonomia nie jest w sumie nauką i brzmiała - "To czego Pan jest profesorem?".

34 komentarze:

  1. Układa się we mnie wpis dotyczący izmologii. To nauka o wszystkoizmach z różnych dziedzin. Najsłynniejszą z izmologicznych nauk jest filozofia, duże sukcesy w gadulstwie ma pedagogika, znana i szanowana jest właśnie omówiona przez Ciebie ekonomia, a ostatnio doszlusowuje do towarzystwa (nie wiem czy już w Polsce rozwinęła się tak jak w Brazylii) inżynieria produkcji. Wszystkie te dziedziny mają gigantyczne ambicje, wspaniałe pijary i wszystkie mogłyby zaniknąć natychmiast bez przyniesienia odczuwalnej szkody dla innych nauk.

    W przypadku bardzo ostrych ataków i oskarżeń o kompletną ignorancję oczywiście zaprzeczę, że to tu wpisałem, że w ogóle kiedykolwiek tu się wpisywałem, a nawet że znam Twój blog.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 100% zgody

      Podpisano: Inżynier procesu

      Usuń
  2. Za dużo zmiennych... Z tego samego powodu nie da się przewidzieć pogody, ani zachowania nowo napisanego programu na każdym komputerze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten ciepły powiew z Brazylii (Boże, jak ja ci zazdroszczę siedząc wieczorem pod kocem) zawsze przywiewa do mojego słownika nowe wyrazy :) Głupie google praktycznie nie zna słowa izmologia, w ogóle coś mnie ostatnio zawodzi. Nie myślałeś aby poświęcić się, podpiąć swój mózg kablami i zastąpić tą wyszukiwarkę? :) Wracając do rzeczy, trudno oczekiwać aby milion ileś tam ludzi, którzy ukończyli ekonomie i wydali mnóstwo pieniędzy na swoje studia zaoczne nagle przyznali, iż wiedza ta jest mało przydatna w konfrontacji z rzeczywistością. Włożyć w coś tyle lat wysiłku i przyznać, że było to bez sensu jest trudne ale da się - jestem tego przykładem :) Warunkiem tego niedosytu i bezsensu jest jednak udanie się na uniwersytet z nadzieją obcowania z nauką. Jeśli wcześniej nie posiadaliśmy takie założenie podobieństwo wielu dziedzin ekonomii do astrologii nie będzie budzić dla nas specjalnie frapujące. Astrolodzy próbują przewidywać przyszłość badając wpływ ruchu gwiazd i planet na nasze życie. Tymczasem grawitacyjne oddziaływanie tak wielkiego obiektu jak Mars na mnie, jest mniejsze niż jadącego samochodu za ścianą. Łatwiej jednak obserwować i opisać oddziaływanie Marsa niż miliona drobnych obiektów dookoła mnie.

    Oczywiście ilość zmiennych jest sprawą kluczową tu niestety jest jeszcze coś więcej. Programy pomimo tylu konfiguracji sprzętu mimo wszystko generalnie działają. Od tego są wersje beta itd, programiści są świadomi tego problemu i go nie ukrywają. Bycie prominentnym ekonomistą oznacza często władze i spore pieniądze, które trudno będzie utrzyma mówiąc "to co robię nie jest w zasadzie lepsze niż strzelanie w ciemno". Dopóki tam wielu ludzi zarabia na tym tak dużo, ten stan ciężko będzie zmienić.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale ekonomia jest nauką społeczną taką jak psychologia czzy socjologia które także nie są w stanie przewidzieć tego co się stanie. Czyli je także zaliczasz do pseudonauki?

    OdpowiedzUsuń
  5. Zazdrościć Brazylii należy powoli i wybiórczo, bo np. pobliską dolinę rzeki Itajaí-Açu zalewa dość systematycznie i słyszałem dziś, że w zalanym do niedawna miasteczku Rio do Sul stanowe przedsiębiorstwo od wody i kanalizacji przedłuża termin płatności za swe usługi. Nie ma wyjścia, bo banki jeszcze nie doszły do siebie, choć już się wynurzyły, ale to jest nieco perwersyjny pomysł ściągać opłaty za wodę, której skądinąd Pan Bóg dostarczał w nadmiarze.

    W ekonomię wtopiłem tylko rok, ale to było równoczesne z innymi studiami. Warto było, bo miałem wykład z prawa. I z matematyki. Pomogło zobaczyć czego naprawdę z matematyki potrzebują inni.

    Izmologię wymyśliłem zastanawiając się nad pedagogiką. A potem myślałem o innych teoriach tak ogólnych, że naprawdę do niczego się nie przydają. I nie chcę trybuny oszołoma, nie zrobię krucjaty antyfilozoficznej czy anty-jakiejś innej, nie odmawiam różnym dziedzinom pięknej przeszłości i wartościowej wiedzy na dzisiaj, ale.

    O naukach, których nie ma. Była kaligrafia. Zdaje się Bizancjum nie umiało żyć bez niej. Teraz wisi jeszcze w programach do drukowania kopert na usługi dyplomacji. Była wiedza o sylogizmach. Czego by nie wmawiano o tym jak bardzo były częścią logiki, można je spokojnie zapomnieć w każdym przyzwoitym nie-historycznym wykładzie logiki. Jest teologia, komu potrzebna, temu potrzebna.

    Ekonomia, pedagogika? Miały piękne momenty. I są do dziś cenną skarbnicą przypadków i refleksji, ale co to za nauka? Pedagogika zagrabia dla siebie część neurofizjologii, ekonomia kawałki matematyki, inżynieria produkcji żeruje na czym się da, a filozofii nie będę mówił, bo wrogów łatwiej zrobić niż ich się wyzbyć. W zasadzie o to mi chodziło.

    Aha, zdolność do tworzenia imponujących konstrukcji pojęciowych nie jest nauką. To takie Lego intelektualne. I na ogół nieprzesadnie rzetelne: nie przypominam sobie teorii ekonomicznej jasno, niedwuznacznie i praktycznie mówiącej o (aktualnych) pożytkach z tworzenia wojen czy zamieszek. To jest domeną praktyków.

    OdpowiedzUsuń
  6. Barbara Celarent! Odsiewa na pierwszym roku prawa, więc trudno mówić o braku użyteczności.

    OdpowiedzUsuń
  7. Polecam do przeczytania:
    http://www.economics.harvard.edu/files/faculty/40_Macroeconomist_as_Scientist.pdf

    Moim skromnym zdaniem, Panie Michale, trochę mylisz skuteczność prognoz giełdowych z ekonomią, jako nauką społeczna opisującą procesy rządzące gospodarką. Źródła niepowodzenia ekonomii na polu prognozowania bym widział w tym, że rzeczywiście zmiennych jest bardzo wiele oraz prędkości, z którą te procesy się zmieniają. Gospodarka dzisiaj pod wieloma aspektami jest zupełnie inna niż 50 lat temu. Prawa fizyki, biologii itp. są stałe. W pewnym sensie łatwiej je badać i opisywać, niż zjawiska ekonomiczne. Pomimo tego, wiele ze stworzonych modeli ekonomicznych ma potwierdzenie empiryczne, np. modele długookresowego wzrostu. Natomiast krótkookresowe fluktuacje (przyczyny, skutki) opisać jest bardzo ciężko. Dobrą analogią jest klimat i pogoda. Sceptycyzm jest dobry we wszystkim, ale bez przesady. Pozdrawiam, JTI

    OdpowiedzUsuń
  8. Wybrałem prognozy inwestycyjny bo są wymierne. Jest taka książka Philipa Tetlocka "Expert Political Judgment". Pan ten nie wziął pod lupę jak ja 5 przypadków na krzyż, ale ponad 20 tysięcy polityczno-ekonomicznych hipotez, które nie okazały się celniejsze niż ślepy los (choć pewne profile ekspertów okazały się skuteczniejsze od innych). Nie jestem zboczony na punkcie prognoz. Między innymi tak właśnie weryfikuje się trafność hipotez. Teoria względności nie została zaakceptowana przy ciastka na konferencji fizyków ale po tym jak w 1919 roku przewidziała efekty obserwowane podczas zaćmienia Słońca. Przewidywania mechaniki kwantowej są zgodne z empirią 10 miejsc po przecinku. Kiedy czyta się, iż jakieś modeli ekonomiczne są potwierdzenie empiryczne i ma się ciągle w myślach tą dokładność 10 miejsc po przecinku, to słowo "potwierdzone" nie brzmi już tak pewnie prawda? Nonsensem byłoby twierdzić, że w ekonomi nie ma nic sensownego co by działało. Nie jestem jednak przekonany czy to zasługa dobrze dobieranych kryteriów czy po prostu z tylu modeli losowo coś musiało być poprawne. Alchemicy także odkryli kilka pierwiastków, ale nie dlatego, iż ich metodologia miała sens ale dlatego, że mieszając wszystko ze wszystkim coś w końcu musi się wyłonić. Jeśli chcemy porównywać ekonomie z meteorologią czy klimatologią to ekonomia wypadnie tutaj naprawdę blado. Pogoda to także niebywale skomplikowany układ z mnóstwem zmiennym, ale dzięki standardom nauk przyrodniczych wspomniane nauki jakoś sobie z tym radzą i to radzą coraz lepiej. Trzy dni przed uderzeniem huraganu (jedno z najbardziej nieprzewidywalnych zjawisk pogodowych) Katrina naukowcy z National Hurricane Center zwołali konferencje oświadczając, iż huragan najpierw skręci na wchód a później na północ uderzając wprost na Nowy Orlean - i to jest nauka! Ktoś tam pyta czy w takim razie psychologie i socjologie także uważam za pseudonaukę. Odpowiadam - zależy jaką socjologie i psychologie. Psychologie transpersonalną i psychodynamiczną uważam na przykład za mniej naukowe niż behawioralną, zaś socjobiologie cenie wyżej niż jej nurty marksistowskie. Pisałem już czemu tak sądzę i na pewno nie jestem w tym oryginalny.

    Co do zalinkowanego tekstu, dałoby rade ując go w kilku zdaniach? :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Po prostu porównywanie ekonomii, socjologii itp. do mechaniki kwantowej jest mało trafne, moim zdaniem. Nie o to w tym chodzi, trochę inny sposób myślenia. Wydaje mi się, że to właśnie osoby z wykształceniem ścisłym (inżynierowie) później popierają takiego Korwina-Mikke, ponieważ przemawia do nich taka uproszczona (mechanistyczna wręcz) retoryka. Ale społeczeństwa nie funkcjonują w ten sposób. O tym jak jest naprawdę próbują się dowiedzieć ekonomiści. Dokładność prognozowania jest tu rzeczą drugorzędną. Zalinkowanego tekstu nie da się streścić w kilku zdaniach. Pozdrawiam, JTI

    OdpowiedzUsuń
  10. "Wydaje mi się, że to właśnie osoby z wykształceniem ścisłym (inżynierowie) później popierają takiego Korwina-Mikke, ponieważ przemawia do nich taka uproszczona (mechanistyczna wręcz) retoryka."

    Czy aby na pewno te wydawanie się poprawne? Równie dobrze można stwierdzić, że humaniści popierają Tuska, bo ten też jest z wykształcenia humanistą ;-). Ale zamiast wydawania się, można sięgnąć po badania przeprowadzane tu i ówdzie. I skąd te twierdzenia, że mechanika jest prosta? Pomijając fakt, że stojąca za nią matematyka na prostą nie wygląda (wiem, bo widziałem) to inżynier projektując cokolwiek zazwyczaj stoi przed setką sprzecznych celów, a z gotowców może korzystać tylko przy projektach prostych i stosunkowo powtarzalnych (po co za każdym razem odkrywać koło na nowo?)

    OdpowiedzUsuń
  11. Te jedno jedyne wspomnienie o mechanice kwantowej miało na celu pokazać co znaczy w nauce, że teoria jest potwierdzona empirycznie. Nie zgadzam się, aby dokładność prognozowania była sprawą drugorzędna, według mnie to rzecz kluczowa, więc tu się różnimy. W nauce to właśnie te bardzo drobne różnice często decydują, czy coś uważamy za skuteczne bądź nie. Od razu dodaje, że na JKM głosować nie zamierzam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak apropos tej dokładności prgnozowania, to mam takie odczucie, że w ekonomii, podobnie, jak przy wyborach prognozy wpływają w pewnym stopniu na to, co prognozują ;-). Stąd porównanie do prognozowania z naukach ścisłych niekoniecznie musi być dobre.

    OdpowiedzUsuń
  13. @Michał

    > Astrolodzy próbują przewidywać przyszłość badając wpływ ruchu gwiazd i planet na nasze życie. Tymczasem grawitacyjne oddziaływanie tak wielkiego obiektu jak Mars na mnie, jest mniejsze niż jadącego samochodu za ścianą.

    Ten sposób argumentacji nie jest najlepszy - astrolog może z tą uwagą poradzić na co najmniej dwa sposoby:
    1. utrzymując, że planety oddziałują w jakiś inny, opisywany przez nauki tajemne sposób (coś takiego próbował wykombinować, o ile się nie mylę, np. Mesmer)
    2. twierdząc, że pomiędzy planetami a zdarzeniami na ziemi wprawdzie istnieje korelacja, ale nie oddziaływanie przyczynowo skutkowe, że zarówno jedne jak i drugie mają jakąś wspólną przyczynę, podlegają jakiejś "zasadzie organizującej", odzwierciedlają "kosmiczny ład", czy coś w tym stylu.

    Trochę na ten temat można znaleźć w A. Grobler "Metodologia nauk"

    OdpowiedzUsuń
  14. Polecam następujący tekst w tym temacie (bardziej ogólne podejście):

    http://www.michaelshermer.com/2011/09/what-is-pseudoscience/

    A jeśli chodzi o przewidywania to oczywiście mechanika kwantowa (QED) jest potwierdzona do 12 miejsc po przecinku a wciąż nie wiadomo (i nigdy nie będzie wiadomo) przez którą szczelinę przeleci foton :-) To tak gwoli przewidywania. Jeśli już to trzeba mówić o falsyfikowalności a nie przewidywalności. A zacytowany przeze mnie tekst proponuje rozszerzenie rozumienia. Gdyby wziąć pod uwagę falsyfikowalność, to teoria strun byłaby pseudonauką ;-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Wiem, że wszyscy którym wytyka się oczywisty błąd tak mówią, ale ten cytat jest wyrwany z kontekstu :) Ktoś wcześniej pytał, czy ekonomia jest dla mnie jak astrologia. Odpowiedziałem powyższym cytatem wraz ze zdaniem "łatwiej jednak obserwować i opisać oddziaływanie Marsa niż miliona drobnych obiektów dookoła mnie" --> w domyśle, iż podobnie ekonomia prognozy opiera na łatwo dostrzegalnych składowych, w większości ignorując tysiące subtelnych czynników z którymi sobie nie radzi, a które wpływają na wynik mocniej niż owe "wielkie zmienne". Zapewniam, że nie jest to mój jedyny argument na nieskuteczność astrologii i że znam potencjalne odpowiedzi jej obrońców :)

    Wydaje mi się, że któreś przewidywania mechanika kwantowej są nawet dokładniejsze niż te 12 miejsc po przecinku QED, niestety z naciskiem na wydaje mi się. Właśnie u Shermera w jednym z ostatnich, albo w ostatnim rozdziale "The Mind of The Market" (Rynkowy umysł) znajduje się opis rywalizacji o te miejsca po przecinku między mechaniką kwantową a ogólną teorią względności. Ostatecznie rywalizacje o to która przewiduje ściślej wygrywa teoria Einstein, przynajmniej na wtedy. Nie mam pod ręką ksiąski więc nie będę strzelał ile było tam miejsc ale niebotycznie dużo :)

    OdpowiedzUsuń
  16. @Michał Laszczyk

    Nie zrozumiałeś. Domeną nauki jest nie "prognoza" a "falsyfikowalność". Mechanika kwantowa jest nauką a jest głównym wynikiem jest fakt, że nie da się prognozować którą szczeliną przeleci foton.

    Ekonomia wyjaśnia zależności pomiędzy zjawiskami a nie prognozy ceny akcji za pół roku. Tak samo jak medycyna nie powie ci, kto na co zachoruje za pół roku ale jak zachorujesz to wiadomo dlaczego.

    OdpowiedzUsuń
  17. W podręczniku ekonomii, który kiedyś czytałem, na wstępie informowano, że ekonomia jest 'nauką społeczną' i nie należy absolutnie jej traktować, jako nauki ścisłej (choć do takich, autorzy zaliczyli ekonometrię).
    To, że w Polsce nie istnieje w powszechnym odczuciu rozróżnienie między naukami ścisłymi, a społecznymi, to nie wina samej ekonomii. Także to, że "ekonomia" (a raczej jej konkretna szkoła) potrafi mieć wyznawców przypominających fanatyków religijnych -- też nie. To się w końcu każdemu może przytrafić.

    OdpowiedzUsuń
  18. @Anonimowy

    Zdolność do formułowania trafnych i precyzyjnych prognoz jest z całą pewnością jednym z głównych kryteriów (to zdaje się tego słowa chciałeś użyć pisząc "domena") naukowości.
    Zupełnie nie rozumiem o co Ci chodzi z falsyfikowalnością. Teoria strun, jak piszesz, nie jest falsyfikowalna, a przyznaje się jej status teorii naukowej (choć bardzo osobliwej). Z drugiej strony pseudonauka taka jak astrologia jest łatwo falsyfikowalna. Zdecydowana większość teorii naukowych jest jednak falsyfikowalna, a większość teorii pseudonaukowych jest niefalsyfikowalna. Więc jak odróżnić naukę od pseudonauki za pomocą falsyfikowalnośći?
    I co to ma na Zeusa znaczyć, że "ekonomia wyjaśnia zależności między zjawiskami", ale nie formułuje prognoz? Zależności między zjawiskami mają to do siebie, że na ich podstawie możemy formułować prognozy.

    @all
    O naukowym statusie ekonomii pisałem ostatnio tu: http://utilitymon.blogspot.com/2011/07/czy-ekonomia-to-nauka_31.html

    OdpowiedzUsuń
  19. @Tomasz Herok

    Następny, który nie rozumie. :-)

    Czyli mechanika kwantowa nie jest wg ciebie nauką? Przecież też nie formułuje prognoz co do tego, którą szczeliną przeleci foton (i jest to jej główne osiągnięcie).

    Po prostu moim zdaniem jeśli czepiać się ekonomii to na pewno nie tego, że nie przewiduje kursu akcji na pół roku z góry. Nie prognozuje kursu akcji ale (używając twojej terminologii) prognozuje wartość opcji. Wystarczy?

    OdpowiedzUsuń
  20. Poniekąd po lekturze bloga Tomka (świetny) zacząłem zastanawiać czy gdybym pisał mniej luźną formą bez fantazyjnych dygresji, trzymając się zawodowego żargonu, czy nadal odwiedzaliby mnie ludzi który tłumaczyliby mi elementarne rzeczy na temat czegoś o czym myślę, iż wiem naprawdę sporo :) Nim zamieściłem pond 120 tekstów o nienauce, protonauce i pseudonauce na tej stronie, przez kilka lat pisałem gdzie indziej właśnie ową fachową składnią. Podobnie jak Tomek rozprawiałem o takich ludziach jak Richard Swinburne, garściami cytując ich zagmatwane teksty i rzeczywiście, nikt nie tłumaczył mi tam na czym polega falsyfikowalność teorii. W ogóle mało kto mi cokolwiek tłumaczył, bo mało kto to czytał. Tymczasem takiego bloga nie prowadzi się aby dzielić się jakąś super wiedzą (bo takowej nie posiadam), ale właśnie aby się czegoś dowiedzieć. Ktoś pokazuje, że można inaczej, że nie jest to takie oczywiste jak myślałem, że są i inne sprzeczne dane. Są tu posty gdzie uległem popularnym mitom i praktycznie w całości to co napisałem okazało się nieprawdziwie - i to jest fajne! Jeśli ktoś jednak myśli, że moim problemem jest to, że nie wiem o rozranieniu pomiędzy naukami ścisłymi i społecznymi to oświadczam że wiem :) Autor tego bloga jako jedyny z nielicznych zaliczył na studiach zarówno wykład jak i ćwiczenia z metodologii nauk społecznych:) Żałosny argument na swoje kompetencje, wiem :) Mi chodzi bardziej o to, czy nauki ekonomiczne aby na pewno zasłużyły na swój przedrostek "nauki".

    >>Domeną nauki jest nie "prognoza" a "falsyfikowalność". Mechanika kwantowa jest nauką a jej głównym wynikiem jest fakt, że nie da się prognozować którą szczeliną przeleci foton<< W tych dwóch zdaniach jest kilka większych i mniejszych błędów. Problem przez jaką szczelinę przeleci elektron trudno nazwać największym osiągnieciem mechaniki. W ogóle obranie w dyskusji linii, w której argumentując trzeba deprecjonować mechanikę kwantową nie jest łatwą drogą do sukcesu. Pomijając samą wiedze o naturze rzeczywistości, od kryptografii po procesory kwantowe, trudno znaleźć w nauce coś bardziej owocnego i potwierdzonego niż Model Standardowy. Jedynie domyślam się co masz na myśli mówiąc o tej szczelnie i mówienie że ekonomia nie musi umieć przewidywać czegokolwiek, dlatego że... materia ma charakter korpuskularno-falowy, no cóż. Problem naukowości tej teorii strun jest znany. Teoria strun jest atrakcyjna medialnie i budzi duże zainteresowanie wśród fizyków, trudno jednak mówić iż jest jakkolwiek obowiązującą, tak jak Ogólna Teoria Względności czy choćby Teoria Wielkiego wybuchu. Jej falsyfikowalność jest rzeczywiście problematyczna, bo jest poza zasięgiem naszych obecnych możliwości technicznych. Wydaje mi się, że porównując fizykę i ekonomia jedynie gnębimy tą drugą. Zachwiałyby mną natomiast dowody na naukowość ekonomii pochodzące z samej ekonomii. Analogicznie do tego co zrobiłem w poście.

    >>Ekonomia wyjaśnia zależności pomiędzy zjawiskami a nie prognozy ceny akcji za pół roku. Tak samo jak medycyna nie powie ci, kto na co zachoruje za pół roku ale jak zachorujesz to wiadomo dlaczego<< Gdyby ekonomia potrafiła w sposób prawdziwy wyjaśnić zależności pomiędzy zjawiskami potrafiłaby też je przewidywać. Medyny potrafi prognozować u nas choroby, umieszczając nas w grupach podwyższonego ryzyka (tzw risk factors) Biorąc pod uwagę czynniki środowiskowe a przede wszystkim badając gospodarkę hormonalną kobiet, z niezłym prawdopodobieństwem wytypujemy kobiety które zapadną w przyszłości na raka piersi. Co więcej, dzień po urodzeniu naszej córki możemy zafundować jej analizę 6 genów predysponujących ją do raka piersi (około 150 zł jedna). Medycyna potrafi przewidywać choroby jeśli dobrze zna ich przyczyny – właśnie tak jak raka piersi. Ekonomia nie potrafi przewidywać zjawisk bo ich nie rozumie, proste. Teraz zastanawiam się, czy przypisywanie ekonomii miana nauki nie wynika przypadkiem z barku wiedzy, co potrafi prawdziwa nauka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zabawne w tym wszystkim jest to, że tutaj taki Michał Łaszczyk, człowiek żywo zainteresowany nauką, a nawet potrafiący poprawnie argumentować swoje zdanie co jest niezwykle rzadkie, dyskutuje z różnymi ludźmi nad pojęciami, o których wiele ludzi nawet nie pomyśli.
      Nie mówię tutaj o ciemnogrodzie, który leczy choroby miodem, ale o poważanych profesorach wyższych uczelni.

      Zmierzam do tego, że w "prawdziwym świecie" i tak wygrywa bardziej umiejętna retoryka. Można przekonać miliard ludzi do znacznie bardziej oczywistych idiotyzmów, więc nie ma nawet co mówić o ekonomii. Ja sam mam teraz wrażenie, ze potrafię się przekonać i do ekonomii i przeciwko niej. :)

      Usuń
  21. @Anonimowy

    Mam wrażenie, że poziom Twojej pewności siebie jest odwrotnie proporcjonalny do poziomu Twojej znajomości fizyki kwantowej, ekonomii i przede wszystkim filozofii nauki.
    To, że nie da się wyznaczyć jednocześnie położenia i pędu fotonu nie jest żadnym "głównym osiągnięciem" mechaniki kwantowej. Jej osiągnięcia to formułowanie szalenie precyzyjnych przewidywań w ramach zjawisk takich jak m. in. magnetyzm, przewodnictwo prądu w metalach i półprzewodnikach, dyfrakcja i interferencja światła, nadciekłość, nadprzewodnictwo czy rozpraszanie i zderzenia na poziomie atomów i cząstek elementarnych, które to szalenie precyzyjne przewidywania umożliwiły powstanie takich gadżetów jak m. in. mikroprocesory, pamięć USB, superprecyzyjne zegary, superprecyzyjne termometry, szyfry nie do złamania czy lasery. Gdyby nie te przewidywania, nikt mechaniki kwantowej nie nazywałby nauką.
    Co do wartości opcji - istnieją różne matematyczne modele, na podstawie których studenci ekonomii obliczają na zajęciach tę wartość, ale kiedy przychodzi do prognozawania w rzeczywistości, ekonomiści są tu tak samo bezradni jak w przypadku kursu akcji, co tłumaczą sobie "wpływem wielu innych czynników". Nie znam się na tym na tyle dobrze, żeby stwierdzać, ile warte są te modele.

    OdpowiedzUsuń
  22. @Michał

    Ach, dziękuję. Czy ten Twój stary blog jeszcze gdzieś wisi (nie żeby ten mi się nie podobał)?

    OdpowiedzUsuń
  23. @Michał Laszczyk

    Nigdzie nie deprecjonuję mechaniki kwantowej. Wprost przeciwnie. Mechanika kwantowa pokazuje pewien model świata, który kłóci się makroskopową intuicją. Największym jej osiągnięciem jest właśnie pokazanie, że takie myślenie nie ma sensu na gruncie mechaniki kwantowej (wyobrażanie sobie kuleczek latających przez szczeliny).

    Mógłbym podać wiele innych przykładów np. separacja spinowo-ładunkowa - podaję przykład dwóch szczelin bo to poziom szkoły średniej i nie trzeba się wysilać, by go zrozumieć.

    Co do ekonomii - twierdzę, że fakt iż ekonomia nie umie i nie będzie umiała (tak samo jak ekonofizyka) przewidywać kursów akcji w przyszłości nie jest żadnym argumentem w dyskusji na temat naukowości bądź nienaukowości ekonomii. I bynajmniej nie chodzi tu o wielość czynników.

    @Tomasz Herok
    No to żeś przywalił. :-) Dla mnie zasada nieoznaczoności Heisenberga to prosty fakt matematyczny (konsekwencja AFAIR tw. Schwarza i nierówności trójkąta). Osiągnięciem mechaniki kwantowej jest pokazanie, że nasz świat jest zgodny z tak wymyślonym matematycznym modelem - zupełnie zresztą nieintuicyjnym dla przeciętnego zjadacza chleba (i jak widzę także dla ciebie - MSPANC). Rzeczy o których piszesz nie raz samodzielnie liczyłem - ty je znasz tylko na poziomie pop-science. Nie piszę o przewidywaniach i wyjaśnianiu dlaczego coś się dzieje tylko na temat prognoz typu: którą szczeliną przeleci foton.

    A wracając do ekonomii - mylisz się w kwestii tego, że to liczą tylko studenci. Na arbitrażach można zarabiać (fakt, że niedużo). Problem pojawia się wtedy, gdy pompujesz ryzyko lewarując inwestycję (jak np. LTCM, http://en.wikipedia.org/wiki/LTCM).

    Podsumowując: argument typu ekonomia nie jest nauką, bo nie potrafi przewidzieć ceny akcji za pół roku jest strzałem w kolano.

    OdpowiedzUsuń
  24. Mmm, tu nie chodzi tylko o akcje, niestety. Teks Jacka Żakowskiego Czy ekonomia to nauka? zakreśla mniej więcej ten obszar czego ekonomia nie wie i nie potrafi przewidzieć. W odpowiedzi na ten tekst znalazłem artykuł Bartłomieja Baryły Dlaczego ekonomię można uznać za naukę podobną fizyce?, gdzie Pan Bartosz stara się głównie udowodnić, iż meteorologia i medycyna jest tak samo zawodna. Z tekstów anglojęzycznych Roberts Russ Is the Dismal Science Really a Science? (lub jego polskie tłumaczenie) Publikacja dotyczy przede wszystkim ułomności teorii ekonomicznych. Polemika do tekstu Russa dowodząca, iż fizyka również nie potrafi niczego przewidzieć. Tak że zważywszy na naszą wymianę zdań na blogu i podlinkowane dyskusje, przynajmniej jestem mądrzejszy o to jak wygląda obrona naukowości ekonomii. Nikt nawet nie próbuje udowadniać, że ekonomia coś potrafi, pokazując to na jakimś przykładzie. Ekonomiczni apologeci wolą przekonywać nas, że nauki przyrodnicze też nie potrafią nic przewidzieć. Fatalna obrona, moim zdaniem,

    Ps: teksty z tamtego bloga były jakiś czas dostępne na czajniczku. Nie czuje po nich wielkiej dumy, więc na razie leniuchują sobie gdzieś na moim dysku.

    OdpowiedzUsuń
  25. @Michał
    > Ktoś wcześniej pytał, czy ekonomia jest dla mnie jak astrologia. Odpowiedziałem powyższym cytatem wraz ze zdaniem "łatwiej jednak obserwować i opisać oddziaływanie Marsa niż miliona drobnych obiektów dookoła mnie"

    Będę się upierał że tutaj lepiej zastosować od razu innego rodzaju argumenty. BTW, pod stopami masz planetę, która oddziałuje sporo silniej niż Mars, czy samochód i "miliony drobnych obiektów" ;-)

    > (...) w domyśle, iż podobnie ekonomia prognozy opiera na łatwo dostrzegalnych składowych, w większości ignorując tysiące subtelnych czynników z którymi sobie nie radzi, a które wpływają na wynik mocniej niż owe "wielkie zmienne".

    Skoro jesteśmy przy planetach, tutaj newtonowska mechanika, też opiera prognozy na "łatwo dostrzegalnych składowych, w większości ignorując tysiące subtelnych czynników" (planetoidy, satelity planet, gwiazdy, itd). Szczęśliwie tutaj te niewielkie oddziaływania miały znikomy wpływ na ruch planet (przynajmniej w pewnym, "sporym" zakresie czasu), ale dla innych układów i problemów nie musi tak być. (Dzięki możliwości takich uproszczeń można w ogóle było odkryć odpowiednie prawa fizyki i mogła powstać nauka nowożytna - świat okazał się poznawalny.)

    > Oczywiście ilość zmiennych jest sprawą kluczową tu niestety jest jeszcze coś więcej.

    Shermer w kwietniowym "Świecie Nauki" też próbuje odpowiedzieć czemu ekonomia nie działa i to mu się nie udaje. Podawane powody to skomplikowany, chaotyczny świat, przypadek, duża ilość zmiennych i zależności, ewolucja, mózgi nie przystosowane do złożoności, a przecież to dotyczy nie tylko nauk społecznych, ale także przyrodniczych, szczególnie biologicznych. Nawet w przypadku ciał oddziałujących grawitacyjnie odpowiedzi na pewne pytania, pewne prognozy są niewykonalne i to dla całkiem prostych układów.
    Wreszcie mówi o samooszukiwaniu u ekspertów, wpływie wąskiej specjalizacji, ale to są skutki - pomimo wielu wysiłków nie udało się opracować dobrych modeli, to ufa się tym jakie się ma. Tylko nie ma odpowiedzi dlaczego te próby z wymyślaniem modeli są bezowocne.

    Myślę, że aby wyjaśniać czemu prognozy są niewiele warte lepiej spróbować powołać się na teorię tzw. nieliniowych układów dynamicznych (aka teoria chaosu) i teorię złożoności, czy nawet ewolucji biologicznej (książki Iana Stewarta, felieton Stuarta Kauffmana w ŚN 11/2006 (s.23), podobnie tyczy się to rozwoju samej nauki: P. Polak "Dynamika nauki", M. Heller "Filozofia nauki. Wprowadzenie").

    OdpowiedzUsuń
  26. OFTOP ale może kogoś zainteresuje. NPN (npn.org.pl) przyjechali poopowiadać o spodkach do mojej biblioteki dzielnicowej, która zafundowała im salę do zrobienia sobie darmowego zjazdu sympatyków... http://www.infochoty.waw.pl/index.php?art=896

    OdpowiedzUsuń
  27. jaki jest stopień "izmologiczności" psychologii i psychiatrii?

    "wiele ze stworzonych modeli ekonomicznych ma potwierdzenie empiryczne, np. modele długookresowego wzrostu"
    znaczy się, że jutro albo po-pojutrze będzie lepiej

    "Teoria względności nie została zaakceptowana przy ciastkach na konferencji fizyków ale po tym jak w 1919 roku przewidziała efekty obserwowane podczas zaćmienia Słońca"
    Z tym argumentem ostrożnie, bo to co przywiózł pan Eddington z wycieczki do Afryki budzi jednak trochę kontrowersji.
    ------------------- [ Xitami ] -

    OdpowiedzUsuń
  28. Prawo popytu i podaży działa niemal zawsze, tylko potem dodano do tego trochę niezrozumiałych teorii.

    OdpowiedzUsuń
  29. Witam
    Czy mógłbym prosić o jakiegoś linka do chociażby abstraktu tych badań - Economics and Portfolio Strategy w 2009, które pokazały iż spośród ponad 450 funduszy zarządzających pieniędzmi swoich klientów w przeciągu dwóch ostatnich dekad tylko 13 osiągnęło wynik powyżej średniej rynku? Bo chyba mam za małe google-fu ;) i mam problem ze znalezieniem tych konkretnych.
    Z góry dzięki i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, ja także nie potrafię ich znaleźć.

      Usuń
  30. Z dużym opóźnieniem - ale co tam.
    Opisywane przez autora fakty pokazujące, że aktywne inwestowanie jest co do zasady gorsze od pasywnego (zwłaszcza jak się weźmie pod uwagę opłaty za zarzadzanie) nie jest dowodem na słabość ekonomii jako nauki a na jej siłę.
    Stara i uznana teoria finansów właśnie przewiduje taki stan rzeczy - co się w empirii bardzo ładnie sprawdza (przewidywań jest więcej - nie tylko to). Nazywa się to hipoteza efektywnego rynku w formie średniej. Jest ona własnej batem na ekonomicznych hochsztaplerów próbujących stwierdzić, że są w stanie przewidzieć rynek. Zaś cytowane wyniki badań to właśnie objawy tryumfu nauki nad przesadami, a nie dowody jej słabości. To jakbym niemożność określenia jednocześnie pędu i położenia cząstki nazwał klęską fizyki, a nie jej wielkim sukcesem.

    OdpowiedzUsuń
  31. Jeszcze co do literatury na początek
    Carhard On persistency of Mutual Fund Performance
    Grinblatt, Titman Persistency of Mutula Fund Performance
    Jensen The Peroformance of of Mutual funds in the Period 1945-64
    Sharpe Mutual Funds peroformance

    OdpowiedzUsuń