14 marca 2010

Freuda wywoływanie duchów

Co by nie mówić, wielu wielkich myślicieli flitowało z mistyką. Alchemikiem był Kepler, który uważał, że planety pchają aniołowie. Zainteresowanie alchemią przejawiał Newton i Jung. przy czym ten drugi był chyba po prostu szaleńcem, jako że zainteresowanie hokus-pokus i gotującym się kotłem, pokrywa się z wariactwem wraz ze zbliżaniem się do naszych czasów. Zainteresowania paranauką innej zacnej postaci są po części znane, krytycy Freuda nigdy nie omieszkają wypomnieć mu stosowania szalonych praktyk Wilhelma Fliessa, jednak ezoteryczna strona psychoanalityka jest już mniej znana. Pomysł na notkę podsunął aleister w dyskusji o postmodernizmie (która przerodziła się w dyskusje o freudyzmie), zwracając uwagę na podobieństwo z okultystyczną terminologią egregorów i myślokształtów. Nie wiem jak z postmodernizmem, ale psychoanaliza wydaje się niestety stać tą jedną nogą, a przynajmniej piętą, w ezoterycznych fascynacjach. Tak też wczesny etap psychoanalizy widzi historyk psychologii Henri Ellenberger, według którego zainteresowanie zjawiskami parapsychologicznymi i spirytyzmem działały stymulująca na rozwój tych idei. Według niego duża rolę odegrali tu pierwsi hipnotyzerzy, obserwacje transów i religijnych ekstaz, ludzi opętanych. a nawet takich zjawisk jak wirujące stoliki.

Freud który sam określał się jako "bezbożny żyd" i raczej nie pałał miłością do zinstytucjonalizowanych religii, odczuwał (mówiąc jego językiem) ciągoty w stronę ezoteryki, magii i dawnych kultów. Mimo, iż za początek parapsychologicznej działalności Freuda uważa się rok 1905, jego fascynacja gnostyczną stroną starożytnych cywilizacji istniała chyba od zawsze. Jego zbiór artefaktów z tego tematu liczył ponad 2 tysiące eksponatów, fragmentów papirusów, posążków bogów, pierścieni i relikwii. Już w czasie jego studiów we Wiedniu, ilość zgromadzonych rzeczy prawie uniemożliwiała poruszanie się mu po pokoju. Wpływ tych zainteresowań na jego późniejsze interpretacje snów, poetycko ujęła Janine Burke, autorka The Gods of Freud, mawiając, iż kiedy tylko Freud zagłębiał się w morze snów, nieodzownie towarzyszyli mu w tym bogowie Egiptu, Grecji i Rzymu. Zainteresowanie Freuda snami nie kończyło się na powszechnych przypadkach, ale obejmowało także sny prorocze. Głównym powiernikiem jego zainteresowań był oczywiście Carl Jung, któremu opisywał w listach dziwy nie z tego świata, jak choćby przypadek swego pacjenta homoseksualisty potrafiącego czytać w myślach. Telepatie wiązał z innym zjawiskiem którym żywo się interesował - przekazywaniem myśli na odległość, nad którym eksperymentował wraz z Węgrem Sandorem Ferenczi. W obu zjawiskach widział nową praktyczną metodę psychoanalizy, polegającej na czytaniu w myślach pacjenta, który zgłosił się do nas po pomoc. Teoria telepatii Freuda wykrystalizowała się po jego wizytach u wróżbiarzy, gdzie telepatia miała być fizyczną falą odbieraną przez wysokorozwinięty umysł. Dziś wiemy o jego zainteresowaniach tarotem i numerologią. Najprawdopodobniej wierzył iż pozorne przypadki mają ukryty sens i mogą przepowiadać przyszłość. Był przekonany, iż cyfry w jego numerze telefonu "14362" oznaczają datę jego śmierci.

Formalny dorobek Freuda na tym polu jest stosunkowo niewielki, wiemy jednak, iż nie oddają skali jego fascynacji. Po latach pisząc list do Herewarda Carringtona stwierdził, iż gdyby mógł ponownie stanąć na progu swej kariery, wybrałby psychologie z przedrostkiem para (co z dumą odnotowuje Encyclopedia of Occultism and Parapsychology, pod hasłem Freud). Obraz jaki się z tego rysuje, w zależności od naszych zapatrywań na freudyzm, możemy interpretować sobie co najmniej dwojako. Możemy spoglądać na niego oczami Ernesta Jonesa, przyjaciela i współpracownika Freuda, autora jego pierwszej wielkiej biografii The life and work of Sigmund Freud, zawierającej wiele mówiący rozdział Occultism, przedstawiającej Freuda jako człowieka jednak naiwnego i łatwowiernego. Te same fakty można jednak nazwać inaczej, w stylu James Hammond, wedle którego tylko dowodzą, iż "Freud był wielkim myślicielem, a wielcy myśliciele mają skłonność do podróży poza widoczny świat, w królestwo niewidzialnego i tajemniczego"

12 komentarzy:

  1. > Freud (...) odczuwał (mówiąc jego językiem) ciągoty w stronę ezoteryki, magii i dawnych kultów.

    W samej fascynacji nie ma jeszcze nic niewłaściwego, niedobrze jest wtedy, gdy fascynacja przeszkadza odróżniać fantazje od rzeczywistości. Religioznawcy są przecież w większości (?) normalni ;)

    Co do szczegółów technicznych, to wydaje mi się że 'numerologią' a nie 'numerologiom' jest poprawnie (i 'aleister' nie 'alister'), ale spoko - sam męczę się z językiem polskim.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie notka bez literówek, to tekst stracony. Jak widać podtrzymuje tą tradycje w robieniu błędów :) Dzięki, sorry, poprawione.

    OdpowiedzUsuń
  3. krytycy Freuda nigdy nie omieszkają wypomnieć mu stosowania szalonych praktyk Wilhelma Fliessa

    Drobne uzupełnienie/ciekawostka:
    Fliess bawił się m.in. w biorytmy. Zasada tego opiera się na przekonaniu że pewne aspekty (jakie?, wszystkie?) życia podlegają cyklom o okresach różnej długości, a wszystkie 'zegary' (uwaga: biorytmy raczej niewiele wspólnego mają z chronomedycyną, 'zegarami biologicznymi' itp.!) startują z chwilą narodzin (czemu nie poczęcia, albo pierwszego oddechu, albo...?). Liczby 23 i 28 to zgodnie z pewnymi magicznymi 'prawami' okresy zmienności, odpowiednio mężczyzny i kobiety (?!). Stosując wzór 28*x + 23*y (x,y - liczby całkowite) można otrzymać dowolną liczbę. Freudowi bardzo to się spodobało i długo wierzył, że np. umrze w wieku 23+28=51 lat (jak mu to wynikło z założeń, to nie wiem; cóż nie potrafię rozgryźć okultystycznej logiki ;)
    A co do wzoru - matematyczna prawidłowość nawet ciekawa, ale stosuje się do każdych dwóch liczb względnie pierwszych.

    Na podstawie: J.A. Paulos "Analfabetyzm matematyczny i jego skutki" Gdańsk, 2005

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawy tekst. Jak zwykle. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. O biorytmach mógłbym dorzucić jeszcze to, zaś najlepszy tekst jaki o nich czytałem kiedykolwiek, jest autorem Polaka, Adama Pietrasiewicza.

    OdpowiedzUsuń
  6. @Aleister: zastanowiły mnie te liczby. O ile przypisanie kobiecie 28 mogło by się tłumaczyć miesiącem (no, księżycowym), to 23 powinno pochodzić z innej bajki. Ale z jakiej? Może to był średni wiek, w którym odważny mężczyzna na ogół umierał?

    Ładnie zauważone o każdej liczbie do otrzymania w ten sposób z dwójki liczb względnie pierwszych - to nawet ma szlachetną nazwę tożsamości Bézout i niestety nie jest tak dobrze znane jak by mogło być, bo jest podawane na ogół do wykuwania, a nie do rysowania. Chyba kiedyś odpalę wpis o tym. No dobra, żeby to nie brzmiało tak tajemniczo: w kwietniu.

    Te powiązania między wyjątkowymi umysłami a pociągiem do ciemnych mocy (a przynajmniej pożądaniem ich) przypomina mi uwagę o Stanisławie Ulamie... kto to pisał, najprzypuszczalniej Gian-Carlo Rota w Indiscrete Thoughts (jest to gdzieś w Sieci), że zanim go poddano brutalnej operacji po zapaleniu mózgu, zdawało się, że był jednym z tych żydowskich proroków, który zaglądał w odległą przyszłość i niechętnie mówił o tym, co widział.

    OdpowiedzUsuń
  7. W biorytmach chodzi o jakieś cykle, dlatego w przypadku kobiety ma to sens. Czy u faceta dałoby się znaleźć jakiś cykl (okres ;) związany z liczbą 23?

    > Te powiązania między wyjątkowymi umysłami a pociągiem do ciemnych mocy

    Jednym z najbardziej fascynujących mistycznych (wystrzelonych w kosmos), a zarazem naukowych i inżynierskich umysłów jest wg mnie Emanuel Swedenborg:

    http://en.wikipedia.org/wiki/Swedenborg
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Emanuel_Swedenborg

    Twierdził na przykład, że był naocznym świadkiem Sądu Ostatecznego (sic!):
    http://www.gnosis.art.pl/e_gnosis/aurea_catena_gnosis/smolen_em_swedenborg.htm

    Ładnie pisze o nim S. Toksvig w książce "Emanuel Swedenborg. Uczony i mistyk", chociaż chcąc wyjaśnić fenomen jego wizji odwołuje się do jakichś parapsychologicznych teorii, grafologii, itp. (http://czytelnia.onet.pl/0,1091466,do_czytania.html)

    Niektóre z jego poglądów na budowę kosmosu są krótko opisane w książce "Wszechświat" Baryszewa i Teerikorpiego
    http://katalog.wydawnictwowam.pl/?Page=opis&Id=1424

    Wspomnieć też można o Jacku Parsonsie - gość był wystrzelony w kosmos niemal dosłownie (wybitny ekspert w dziedzinie paliw rakietowych i okultysta, który - wespół z Marjorie Cameron i L.Ronem Hubbardem - przeprowadził w 1946 r. sławną Operację Babalon.) ;)
    http://en.wikipedia.org/wiki/Jack_Parsons
    (opis i link znaleziony na stronie Instytutu Religioznawstwa UJ)

    OdpowiedzUsuń
  8. Moje dzisiejsze znalezisko, prawie że na temat i po naszemu: Freud i żydowska tradycja mistyczna

    OdpowiedzUsuń
  9. Pan Robert w pełni formy czy to jakiś jego starszy tekst?

    OdpowiedzUsuń
  10. Stary jak Świat, początek lat 90-tych.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zainteresowanie alchemią przejawiał Newton i Jung. przy czym ten drugi był chyba po prostu szaleńcem, jako że zainteresowanie hokus-pokus i gotującym się kotłem, pokrywa się z wariactwem wraz ze zbliżaniem się do naszych czasów.

    Grubo i przede wszystkim anachronicznie przesadzasz jadąc w ten sposób po Jungu.

    Przełom wieków XIX/XX i pierwsze lata XX to jest czas kiedy odkryto i wyjaśniono wiele zjawisk dotąd niewyjaśnionych. Wiele wówczas powstałych teorii naukowych choć do dzisiaj dowiedzionych, wówczas wydawało się nie do wiary nawet kolegom po fachu. A przecież równolegle funkcjonowały nie mniej odjechane teorie, które później sfalsyfikowano. Jak ktoś współczesny im miał je odróżniać? Skąd ktoś, kto wychował się przy świetle świecy a dożył radia miał wiedzieć, że "telekineza" nie jest po prostu kolejnym zjawiskiem tego rodzaju, które nauka wyjaśni za kolejnych kilka lat?

    OdpowiedzUsuń
  12. Badania zjawisk paranormalnych przez Junga były równie nienaukowe wtedy co dziś. Jeśli popatrzeć na metody ich weryfikacji, to tak naprawdę nie wiele zmieniły się od początku XX wieku. W zasadzie trudno zleźć jest gorszy przykład na rozwój naszej wiedzy, niż ostatnie stulecie weryfikacji różnych dziwów. Już wtedy istniały do tego odpowiedni instytucje i było ich chyba nawet więcej niż obecnie. Już wtedy istniały nagrody za zaprezentowanie telekinezy o której wspominasz (i już wtedy nikt nie mógł jej zdobyć), a nazwiska jakie za tym stały były większe niż dziś!

    OdpowiedzUsuń