12 marca 2014

Sztukmistrz Stefan Ossowiecki

Dlaczego z kapelusza wyciąga się króliki, a nie np. szczeniaki? Sekretem popularności królika jest fakt, iż jest to zwierzak dość układny i co by nie mówić głupawy. Kot czy kura, zamknięte w podwójnym dnie kapelusza mogą wierzgać. Królik natomiast z pokorą akceptuje swój króliczy los. Jeśli opanowaliście już sztuczkę z królikiem macie dwa wyjścia, Po pierwsze, możecie jeździć po szkołach, spraszać znudzone dzieciaki i kasować 2 zł od biletu. Jest też opcja o wiele bardziej intratna. Należy okrzyknąć się króliko-magiem. Przygotować rzewne historyjki jak to od dziecka króliki spontanicznie materializowały się w waszej obecności. Dorobić do tego teorię, o komunikacji z wymiarem beta-królik, gdzie ustawione w kolejce futrzaki czekają na teleportacje do nasze świata. Najważniejsze aby iść przy tym w zaparte, że nie jest to żadna sztuczka, a rzeczywista materializacja będąca wynikiem naszych nadprzyrodzonych mocy. Niestety, królik w kapeluszu bardzo mocno kojarzy się ze pospolitym iluzjonistą. Może być ciężko przekonać ludzi, że to nie sztuczką jaką znają, a prawdziwe zjawisko króliko-paranormalne. Sprawa miałaby się znacznie lepiej, gdyby nasze oszustwo było mniej wyświechtane. Dokładnie z taką sytuacją mieliśmy do czynienia przed wojną. Istniał wówczas nieźle rozwinięty, acz mało jeszcze znany dział prestidigitatorstwa zwany mentalizmem. Były to efektowne sztuczki, które miały przekonać widza, iż iluzjonista czyta w jego myślach. To wystarczyło aby lata 20te i 30te usiane były telepatami, a medium komunikujące się z duchami działało niemal na każdej ulicy. Obecnie (czy jak wolą niektórzy, w drugim dwudziestoleciu międzywojennym) tego typu matactwa prawie całkowicie wyginęły. Przyczynili się do tego telewizyjni iluzjoniści. Praktycznie każdy szanujący się dziś magik, ma w swoim repertuarze czytanie w myślach. Magicy praktycznie nie róbią już żadnych innych sztuczek, a mentalizm jest obecnie absolutnie dominującym działem sztuki iluzji.

Stefan Ossowiecki zadbał, aby jego życie otaczała większa ilość mitów niż faktów. Wciąż czytam, że zdolności Ossowieckiego potwierdził sam Marszałek Piłsudski. Pomijając brak jakichkolwiek kompetencji Piłsudskiego w wyjaśnianiu iluzji scenicznej, prawda jest jeszcze smutniejsza. Z zachowanych opisów spotkań tych panów wynika, że to bardziej Ossowiecki testował Piłsudskiego, niż na odwrót. Piłsudski był najwyraźniej przekonany iż posiada nadnaturalne moce parapsychiczne, w czym Ossowiecki stale go utwierdzał. Powszechnie sądzi się, że Ossowiecki był nadzwyczajnym przedwojennym jasnowidzem. Przepowiadanie przyszłości to jednak margines działalności Ossowieckiego. Zresztą zupełnie się pod tym względem nie wyróżniał. Był raczej średniej jakości wróżbitą, nawet jak na standardy swojej epoki. Kiedy tylko miał opisać zbrodnię, zawsze widział drzewa, lasy, łąkę i drogę (skąd my to znamy?). Prawdziwą domeną Stefana Ossowieckiego która zapewniła mu sławę, było czytanie w myślach. Dokładnie, było to odczytywanie rysunków lub zdań z zapieczętowanych kopert. Aż do kresu swych dni Ossowiecki uchodził więc za telepate. Z czasem, na taką "telepatie z kartki" upowszechnił się termin kryptoskopia. Dziś, cały ten dział nazywa się ogólnym terminem remote viewing (widzenie zdalne). Być może zastanawiacie się, czy wiem w jaki sposób Ossowiecki wykonywał swoje sztuczki? I tak i nie. Oczywiście wiem w jaki sposób się je wykonuje, niestety opisy dokonań Ossowieckiego są bezwartościowe. Na ich podstawie nie sposób z całą pewnością powiedzieć, który sposób upodobał sobie Stefan. Bazujemy jedynie na andegdotach samego Ossowieckiego i historyjkach ślepo wierzącej w niego publiczności. Nie zmienia to jednak ogólnego wrażenia, że kiedy tylko uważnie się je czyta, między wierszami widać łatwe do spreparowania oszustwa.

Ludzie eksperymentujący z Ossowieckim skupiali się na zupełnie nieistotnych faktach, natomiast pomijali te absolutnie fundamentalne. Na przykład: wdają się w szczegółowy opis miejsca, do którego udali się aby nanieść rysunek. Opisują, czy ktoś obok nich był, czy zamknęli drzwi etc. Natomiast zupełnie pomijają opis, co dokładnie robił z tą kopertą Ossowiecki. Zwykle piszą tylko tyle, że przez kilkanaście minut trzymał ją za plecami. Yyy, ze co?! Jeśli naprawdę wyglądało to w taki sposób, że na kwadrans tracono z oczu kopertę, to równie dobrze Osssowiecki mógłby wyjść z kopertą do innego pokoju, zamknąć się z nią na pół godziny, a później wrócić i "telepatycznie" odczytać jej zawartość. Nawet jeśli spisujemy swoje tajemnice w sejfie umieszczonym na Marsie, a później dajemy tę kartę iluzjoniście do potrzymania choćby na 3 sekundy, to wszystkie nasze wcześniejsze zabezpieczenia w tym momencie nie mają już znaczenia. Mielenie kartki przez Ossowieckiego wygląda żałośnie przy wyczynach dzisiejszych mentalistów, takich jak Steven Frayne czy Derren Brown. Nawet gdyby Ossowiecki przez te 15 minut zastygł w bezruchu i tylko raz podrapał się po czole - cały eksperyment nie ma już sensu. Jest to gest absolutnie wystarczający, aby poznać wygląd tego, co mamy za plecami. Wiemy, że kiedy Ossowiecki dostawał zapieczętowany obrazek "telepatycznie go skanował", następnie rysował na jego podstawie swój własny, aby na koniec porównać ich zgodność. W opisie doświadczeń brakuje jednak tak podstawowej informacji jak to, kto pierwszy pokazywał swój obrazek, Osowiecki czy klient? Wystarczą 2 sekundy różnicy, aby dyskretnie nanieść na kartkę prosty rysunek - a dodajmy, że Ossowiecki domagał się jedynie prostych rysunków. To, że przynajmniej w pewnych przypadkach nie przenikał umysłu ludzi, a po prostu zaglądał do tych kopert, wiemy pośrednio od niego samego. Niechcący zdradza to w swojej autobiografii opisując spotkanie z Panem Wodzinowskim ("doświadczenie numer 43"). Wodzinowski przyszył kartkę do koperty, tak ze Ossowski nie mógł jej wyciągnąć. Jego "umysł" widział więc tylko tyle, na ile pozwalała odgięta kopertę, a więc jedynie dół obrazka. Czy tak powinna wyglądać telepatia?

Nawet jeśli wyczyny Ossowieckiego nie były specjalnie wyrafinowane, ktoś musiał go tego nauczyć. To co wiemy na pewno, to to, że Ossowiecki pobierał nauki u Worobieja, który "wskazał mu sposób ćwiczenia i rozwijania zdolności". Jak twierdził Ossowiecki, Worobiej nauczył się ich od Indyjskich Świętych Mężów. Jeśli ktoś nie wie kim są owi indyjscy godmeni, to informuje że to rzadkiej próby skurwysyństwo. Pół roku temu za walkę z tą szarlatanerią swoim życiem zapłacił lider indyjskich sceptyków Narendra Dabholkar (na fali oburzenia tym morderstwem w Indiach przyjęto ustawę o zapobieganie i zwalczaniu praktyk magicznych). Wydaje mi się to zbyt romantyczne, zbyt piękne, aby umiejętności Ossowieckiego pochodziło wprost ze wschodu. Myślę, że po prostu pokazał mu to jakiś zaprzyjaźniony magik. Tym bardziej, że takich Ossowieckich mieliśmy wtedy od cholery Nachodzi mnie smutna refleksja, jak w ogóle w 39' mogliśmy przegrać, skoro dysponowaliśmy takim zapleczem? Materializacja przedmiotów (np. bomb), telekineza (zrzucenie ich na wroga) bilokacja (wywiad), jasnowidzenie (kontrwywiad), a to tylko mała garść z tego co przypisywał sobie Ossowiecki. W samej przedwojennej Warszawie działało pewnie z kilkadziesiąt panów i panien, które na swoich seansach spirytystycznych potrafili materializować duchy i różnego rodzaju stwory. Wystarczyło zmaterializować np. tyranozaura w sypialni Hitlera czy innego Putina. Tak własnie czas i życie weryfikuje moce nadludzi.

15 komentarzy:

  1. W 39' mogliśmy przegrać, bo jeszcze w lipcu Ossowiecki twierdził, że wojny nie będzie:
    http://curioza.blogspot.com/2011/12/w-tym-roku-wojny-nie-bedzie.html

    W późniejszych książkach oczywiście twierdzi się że wojnę przewidział i to ze szczegółami, z czego zwierzał się znajomym dwa lata po jej wybuchu, twierdząc że nie chciał wcześniej straszyć ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałem protokół z badania, gdzie odgadnąć miał trzy figury geometryczne. Przejechał nad jedną z nich łapą i powiedział "to jak gdyby kwadrat, a nawet koło" Tak zresztą pierwotnie zatytułowałem tę notkę "tak jak gdyby kwadrat, a nawet koło". Najlepsze jest to, że jeśli dobrze pamiętam w środku był trójkąt. Na co on: "no tak zgadza się, moją pierwszą myślą był trójkąt"

      Usuń
    2. To typowe - znajdźmy jeden błąd spośród tysiąca udanych pokazów, a potem wyśmiejmy delikwenta. Gdybyśmy taką metodę jaką pan stosuje wykorzystalibyśmy do lekarzy to okazałoby się, ze wszyscy oni to oszuści.

      Usuń
  2. Errata: "Wodzinowski przyszył kartkę do koperta" -> "Wodzinowski przyszył kartkę do koperty".

    PS.
    Zaraz materializować jakieś wielgachne bomby... Trochę złośliwych bakterii w przełyku AH wystarczyłoby.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobry tekst.
    Z Ossowieckim jest podobnie jak z hannusenem albo Messingiem. Na para-stronkach można przeczytać o cudach jakie mili wyprawiać. A jak się przeczyta szczegółowe opisy ich występów, to od razu człowiek obyty z tematem zorientuje się że te ,,cuda" to typowe jak na tamte czasy zabawy z kopertami, muscle reading i tzw. czytanie biletów( zorientowani wiedzą o co chodzi).

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy artykuł ten napisał Pan po lekturze "Świat mego ducha i wizje przyszłości"

    Co do "przewidzenia wojny" - jak by zainteresowani lepiej pogrzebali, toby się dowiedzieli że Śmigły-Rydz wziął słowo honoru od Ossowieckiego, żeby ten nie mówił nic o wojnie, dlatego w gaziecie ukazał się artykuł pt. W tym roku wojny nie będzie. Przyjaciołom natomiast, mówił że Warszawa będzie zburzona dwukrotnie (PW 44').

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co ujawnił jednak nie Rydz tylko jakiś przyjaciel Ossowieckiego, i to dopiero w roku 1944 gdy oboje panowie już nie żyli. Po fakcie i śmierci świadków można sobie mówić dowolne rzeczy, tylko jaki z tego dowód?
      "Mój dziad, który już nie żyje, przewidział Jaruzelskiego tylko nikomu nie powiedział",
      "Stara dawno zmarła wróżka przewidziała upadek Komunizmu, ale nikomu nie mówiła, poza ciotką która już nie żyje'

      Usuń
  5. A skąd czerpie Pan takie dokładne dane na temat tego pana? Chodzi o jakieś konkretne informacje (i skąd), czy jedynie ekstrapolacja z twardego racjonalizmu? Pytam poważnie, bo sam jestem sceptykiem i racjonalistą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o mnie, opierałem się na materiałach samego Ossowieckiego, jeśli chodzi o Kubę to nie wiem

      Usuń
  6. Sam uważam się za racjonalistę i sceptyka, myślę, że to bardzo pożądane i przydatne cechy w życiu, a racjonalizowanie powinno zawsze stanowić punkt wyjścia dla jakichkolwiek rozważań o tzw. zjawiskach paranormalnych. Jako prawdziwy sceptyk bywam jednak czasami sceptyczny również wobec własnego sceptycyzmu. Zawsze poszukuję racjonalnych wyjaśnień interesujących mnie zjawisk, ale nie boję się czasami przyznać przed samym sobą, że nie jest to możliwe na gruncie, nazwijmy to "światopoglądu racjonalistycznego". Tymczasem większość tzw. racjonalistów postępuje dokładnie na odwrót - poszukuje faktów, informacji, które pasują im do z góry założonej teorii, pomijając lub nawet nieświadomie nie spostrzegając tych pozostałych. Taka postawa w gruncie rzeczy niewiele różni się od zachowania wszelkiej maści oszołomów wierzących w astrologię, wróżki czy inne bzdury. Jedni i drudzy wierzą w to, w co chcą wierzyć, a reszta to tylko wtórne racjonalizowanie. Wszystkim tym, dla których racjonalizm nie jest ideologią/doktryną, a po prostu najdoskonalszym i najbardziej skutecznym narzędziem do poznania świata, polecam gorąco niedawno wydaną przez PWN książkę "Magiczne dwudziestolecie".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to było? Nadzwyczajne tezy potrzebują nadzwyczajnych dowodów. No i Brzytwa Ockhama.
      Wyjaśnienie, nawet kłopotliwe, ale trzymające się 'tej fizyki' jest mimo wszystko z zasady lepsze, od wyjaśnienia zakładającego nadnaturalność. Chyba, że się wykaże rzeczywiście jego niemożliwość.

      Usuń
  7. Każdy ma te zdolności. Tylko nie każdy dba o nie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ciekawy materiał. Sama od wielu lat spieram się z sobą, czy wszystkie zjawiska paranormalne są rzeczywiście oszustwem. Houdini zdemaskował wszystkie badane media, wśród których były uznane sławy epoki. To przekonuje mnie, że autor artykułu ma rację, że Ossowiecki jak cała reszta był szarlatanem. Ale są dwie sprawy, które nie dają mi spokoju: pierwsza to odlewy parafinowe, które robiono w czasie seansów a druga to historie małych (2-6 lat) dzieci, które przytaczają wspomnienia z poprzedniego życia. Nie wszystko w ich relacjach się zgadza, ale sporo faktów znajduje potwierdzenie. Czy autor powyższego artykułu mógłby napisać coś na ten temat? Pozdrawiam AW

    OdpowiedzUsuń
  9. Głupawy naciągany i tendencyjny artykuł. Nawet jeżeli nie wierzy się osiągniecia Ossowieckiego w dziedzinie jasnowidzenia( każdy ma prawo wierzyc w co chce) to jednak opierając sie na książce Ossowieckiego i zawartych w niej protokołach z doswadczeń wypadało by mieć UCZCIWOŚĆ i podkreślić że Ossowiecki odczytywał teksty ,figóry ,znaki z regóły w obecności znacznej liczby osób i ''nie wychodził do drugiego pokoju na pół godziny'' jak sugeruje autor tego tekstu.Wszyscy Ossowieckiego widzieli;zazwyczaj stawał na środku pokoju lub sali z kartką za plecami żeby wykluczyć podejrzenia o podglądanie.Na karce pisały teksty,figury osoby których zazwyczaj nie znał (często w jezykach obcych) w odległym rogu pokoju lub w innym pomieszczeniu.Wszystko było protokółowane i podpisywane przez świadków z regóły wysokich urzedników ,oficerów,ambasadorów.Ossowiecki potrafił odczytywać informacje o właścicielach przedmiotów które dotykał (podobnie jak obecnie żyjący znany jasnowidz Jackowski jednak jego dar był o wiele doskonalszy... Wiecej UCZCIWOŚCI -mniej MANIPULACJI PANIE AUTOR życzę..

    OdpowiedzUsuń
  10. Autor tego paszkwila to typowy pierd z niedziewiczej lewackiej dupy zeby tylko opluć Ossowieckiego

    OdpowiedzUsuń