21 listopada 2013

Medycyna transcendentalna

Od czasów kiedy Tato Muminka wyleczył przeziębienie jagodami, chyba żaden specyfik nie miał takiej reklamy. Tabuny Polaków szturmują apteki, wszystko dla miserikordyny. Toż to sam papież, w ostatnią niedziele machał pudełkiem miserikordyny, chwaląc jej działanie! Reklamowana przez Franciszka jako lek nasercowy miserikordyna nie jest oczywiście żadnym farmaceutykiem, a chwytliwą nazwą zestawu różańcowego. Miserikordyna posłuży mi dziś jako pretekst, aby pozrzędzić nad niebezpiecznym flirtem religii i medycyny. Mistyczne pojmowanie choroby, gdzie choroba jest karą zesłaną przez Boga, a uniwersalnym lekarstwem jest pokuta i żal za grzechy, skutecznie skracało życie chorych. Jednym z ostatnich masowych przejawów tego medyczno-religijnego fatalizmu, była epidemia ospy w Montrealu w 1885. Katoliccy księża namawiali wówczas wiernych do podania się chorobie i odstawienia szczepionki. W końcu to nie wypada krzyżować boskie plany, a te są takie, że powinieneś mieć ospę! Chrześcijaństwo, z małymi wyjątkami (np. choroba psychiczna jako demon, którego zwalczyć może żarliwa modlitwą) raczej nie macha dziś lekarzom biblią przed oczami. Wydaje mi się, że inne religie mają tu więcej na sumieniu. Łapy myślenia magicznego religii wschodu wydają się sięgać dalej, od naszych rodzimych Harry Potterów.

Kuba nie dawno opisał u siebie, jak światłe umysły islamu głowią się, aby dopasować ludzką anatomie, do tego co o napisano w Koranie. Indyjska Ajurweda to w dużej mierze translacja hinduskiej mitologii na rożnego typu prozdrowotne banialuki. Nie wiem jak kiedyś, ale do niedawna wszyscy którym trafiała się mikroaudiencja u Dalajlamy, dostawiali w prezencie m.in paczuszkę bezużytecznych tabletek ziołowych, rzekomo leczących przeziębienie i kaszel. Religie, mimo iż oficjalnie leczą jedynie "ducha", w istocie prowadzą ze swoimi wiernymi grę, ani niczego nie potwierdzając, ani nie zaprzeczając. Ojciec Bashobora przylatuje aby wzmocnić naszą wiarę w Chrystusie, zaś w tle szerokim pasmem płynie do wiernych przekaz o wskrzeszeniach i uzdrowieniach. 

Jeśli spojrzeć na medycynę transcendentalną szerzej, na Ojca Klimuszkę, na benedyktyńskie apteki, ale także na ich niechrześcijańskie odpowiedniki, pomysł na religijne farmaceutyki opiera się głownie na suszonych roślinach. Metody serwowane nam przez religie pochodzą jeszcze z mrocznych wieków medycyny, z czasów kiedy lekarze częściej zabijali niż leczyli. Skąd zamiłowanie do roślin i kamieni, u bogobojnej części tej planety? Jeśli dla kogoś świat nie jest owocem ślepego losu, jeśli wszystko ma swój sens i nic nie powstało przez przypadek, jeśli główną role w tym kosmicznym dramacie odgrywa człowiek - niechybnie zioła są tylko po to by nas leczyć. Nawet nie chodzi o to które zioła leczą, bo leczą wszystkie, pytanie które leczą co. Niestety po świecie szwenda się sporo ludzi, którym wydaje się, że rozszyfrowali ten boski zamysł, boską układankę, dzięki której na każdą chorobę mają w swojej saszetce osobną roślinkę. Gorączka i ból głowy - kora wierzby! Kora wierzby, zawiera salicynę, zatem jest szansa, że pomoże. Niestety taki wywar ma wady. Nigdy nie wiadomo, co w lesie sikało na ową wierzbę, a także ile salicyny znajduje się akurat w naszym kawałku. Jeśli będzie jej za dużo, czeka nas biegunka i wymioty. Pod koniec XIX wieku udało się zsyntetyzować substancje bardzo podobną w działaniu do salicyny, nie powodującą jednak aż tak przykrych skutków ubocznych - kwas acetylosalicylowy. Pytanie zatem - po co karmić się wywarem z wierzby, który jest nie tylko mniej skuteczny ale i bardziej niebezpieczny? Matka natura nie po to stworzyła rośliny, byśmy teraz coś z nich wybierali, albo pałaszujemy całego krzaka albo nic. Lekarstwem jest cała roślina, nie jakieś tam substancje aktywne, należy zeżreć całą, z korzeniem, a najlepiej z ziemią na korzeniu. Ucztować w pojedynczym związku chemicznym, zamiast delektować się całą łodygą to jakby nie ufać swoim bóstwom. Bogowie zmajstrowali dla nas kwiatki i kolorowe liście, a my bezczelnie wolimy owoc ludzkiej myśli? Kiedy wybierasz korę wierzby zamiast aspirynę - Jezus płacze. 

11 komentarzy:

  1. Media zachwycały się polskim pomysłem -- wyhodowaniem nowej odmiany wierzby, dla uzyskania naturalnego leku przeciwgorączkowego ;)
    O,prosz: http://wiadomosci.onet.pl/nauka/wyciag-z-nowej-odmiany-wierzby-ma-zastapic-aspiryne/4byr2

    OdpowiedzUsuń
  2. No wreszcie nowy wpis - już myślałem, że się nie doczekam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasami takie konserwatywne podejście ma swoje uzasadnienie historyczne. Z tego co słyszałem, to wyodrębnioną chininę było łatwiej przedawkować niż korę chininowca. Słyszałem też dawniej, lecz ciężko to traktować poważniej niż plotkę, że inne składniki kory zapobiegały nabywaniu przez bakterie malarii odporności. Ta pewność siebie naukowców ma swoje uzasadnienie, ale nie należy zapominać, że zawsze pozostają jakieś nieznane niewiadome.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Malaria, mistrzuniu, jest chorobą wywoływaną przez pasożytnicze pierwotniaki z rodzaju Plasmodium. Także jeśli cośtam-cośtam wiesz, to najpierw doczytaj. Bakterie nabywają odporność zupełnie inaczej niż pierwotniaki.

      Usuń
  4. Temat sam w sobie słuszny, tylko myśl przewodnia nie trafiona. Toż w linkowanym niusie wprost powiedziano o zawartości: różaniec! A zatem jest to po prostu dobra akcja PR, o ile takie sformułowania pasują do religii... Nikt tam nie namawia ludzi do odstawienia środków nasercowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W "wersji reżyserskiej" tekstu przed skróceniem napomknąłem, że akcja z miserikordyną wygląda nawet jakoś tam sympatyczna, zakładając jednak, że ktoś opacznie nie zrozumie przekazu i naprawdę nie odstawi prawdziwych leków. Ile jest takich ludzi, 1%, 0,01%, 0,001%? Myślę, że bliżej tej ostatniej niż tej pierwszej

      Usuń
  5. Z tą salicyną i wierzbą było zresztą zabawnie - dawni zielarze opierali się na zasadzie "Podobne leczy podobne", wywodzącej się zresztą z magii sympatycznej, wedle tego roślina, minerał lub zwierzę kojarzące się z objawem choroby, miały działać na tą chorobę. Zgodnie z tą zasadą na impotencję zalecano suszone sromotniki bezwstydne, starte rogi jakiegoś dużego zwierza i wszystko o fallicznym kształcie; na żółtaczkę polecano żółty porost a na reumatyzm wywary z pokręconych korzeni różnych roślin.
    W ten sposób ktoś pomyślał, że lekarstwa na choroby malaryczne, należy szukać wśród bagiennych roślin, gdy rozgryzł gałązkę wierzby poczuł gorzki smak, podobny do kory chinowej i uznał że to "europejska chinina".

    OdpowiedzUsuń
  6. "Pod koniec XIX wieku udało się zsyntetyzować substancje bardzo podobną w działaniu do salicyny, nie powodującą jednak przykrych skutków ubocznych - kwas acetylosalicylowy."

    Tia, a zespół Reye'a...

    Z ulotki aspiryny:
    Możliwe skutki uboczne: Mogą wystąpić: ból brzucha, zgaga, nudności, wymioty. Lek może wywołać także krwawienia z przewodu pokarmowego (stolce są wówczas koloru smoły lub z domieszką krwi), zawroty głowy i szumy uszne (będące zazwyczaj objawami przedawkowania). Kwas acetylosalicylowy może powodować pokrzywkę, odczyny skórne, obrzęk naczynioruchowy, skurcz oskrzeli i napady astmy (ryzyko wystąpienia tych działań jest większe u pacjentów z astmą oskrzelową, przewlekłymi chorobami układu oddechowego, katarem siennym z polipami błony śluzowej nosa). Gdy zauważysz chociaż jeden z powyższych objawów, jak najszybciej skontaktuj się z lekarzem. Kwas acetylosalicylowy, nawet w małych dawkach, zmniejsza wydalanie kwasu moczowego i u osób z już zmniejszonym wydalaniem kwasu moczowego może wywołać napad dny moczanowej. Długotrwałe przyjmowanie preparatów zawierających kwas acetylosalicylowy może być przyczyną bólu głowy, który nasila się podczas przyjmowania kolejnych dawek. W rzadkich przypadkach opisywano zaburzenia czynności wątroby i zapalenie nerek.

    OdpowiedzUsuń
  7. "W ten sposób ktoś pomyślał, że lekarstwa na choroby malaryczne, należy szukać wśród bagiennych roślin, gdy rozgryzł gałązkę wierzby poczuł gorzki smak, podobny do kory chinowej i uznał że to "europejska chinina". "

    Bzdura, kora wierzby była używana dużo wcześniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Źródła do których zaglądałem nie precyzują tego. Niby już rzymianie używali liści wierzby w przeziębieniach i niby Hildegarda polecała odwary, ale oficjalna medycyna chyba o tym zapomniała i ten który zaczął propagować wywar z kory wierzby (Edward Stone) doszedł do tego na podstawie takich właśnie rozważań. Albo ponowne odkrycie, albo nie chciał się przyznać do źródeł.

      Co do skutków ubocznych - kwas salicylowy z roślin ma ich jeszcze więcej.

      Usuń