W zamyśle siedlisko tekstów, lansujących krytyczne myslenie i metodę naukową. W rzeczywiśtości, kolejna strona z cyklu "że mu się chce", gdzie z nie do końca znanych sobie powodów autor marnuje swój cenny czas na użeranie się z kwitnącą dziś "dezorientacją intelektualną". Kwalifikacje mam do tego nie byle jakie - jako, że sam z tej uduchowionej jaskini pochodzę. Irracjonalne, pseudonaukowe lektury wypaliły na mnie piętno niczym na znakowanej krowie w Teksasie. Krowa czym prędzej pogalopowała jednak w stronę wody, schłodziła sobie znamię w rzece faktów i dowodów i teraz radośnie wypasa się na łące fanatycznego scjentyzmu. Samo hobby polecam. Cel całej zabawy jest taki, jak każdego odcinka Scooby Doo, czyli wykaraskać się ze wszystkiego do wyjaśnień naturalnych. Niestety, w rzeczywistości nie zawsze budzący najmniejsze podejrzenie woźny, jest akurat tym wrednym oszustem. Ekipa ze Scoobiego zawsze mi imponuje, bo podają imię winnego nim jeszcze ściągną mu maskę. Gdybym był w ich drużynie, cieszyłbym się, kiedy udałoby się dowieść, że strój potwora można uszyć bez udziału materiałów astralnych, a gdybym znalazł dowiedziony przypadek oszustwa z udziałem tego potwora w innym mieście, byłbym już wniebowzięty. Słaby byłby ze mnie serial dla dzieci.
