<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453</id><updated>2012-01-31T12:09:25.931+01:00</updated><category term='Jackowski'/><category term='Teorie spiskowe'/><category term='Ogólnosceptyczne'/><category term='Parapsychologia'/><category term='Przepowiednie'/><category term='Kryptozoologia'/><category term='Cuda'/><category term='Medycyna alternatywna'/><category term='Egzorcyzmy'/><category term='Kosmici'/><category term='Duchy'/><category term='Nauka'/><category term='Pseudonauka'/><category term='Religia'/><category term='New Age'/><category term='Bóg'/><title type='text'>Mroczna Sztuka Ogłupiania</title><subtitle type='html'>jak dłonie nauki policzkują oszustów</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>114</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-194663774135421760</id><published>2012-01-14T20:57:00.004+01:00</published><updated>2012-01-14T21:06:58.157+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pseudonauka'/><title type='text'>Jak szybko przeczytasz ten tekst?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rekordziście zajęłoby to dwie sekundy. Nie tytuł, ale cały poniższy tekst w dwie sekundy! Dość frustrujące. Mi zdarza się nie doczytać ostatniego słowa w napisach do filmu. Dla porównania &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=620BII22Jfk" target="_blank"&gt;Howard Berg &lt;/a&gt;- czyta z prędkością kartkowanych stron, zaś &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=PlQ8hVqcIAs" target="_blank"&gt;Trisha Paytas...&lt;/a&gt; też szybko czyta. No dobra, ten ostatni link może nie jest najlepszym przykładem. Przyznaje się, że w młodości eksperymentowałem z technikami szybkiego czytania, był to jednak za duży wiatr na moją wełnę. Wydaje mi się, że ostatnio czytam nawet coraz wolniej. Czasami po ważniejszych akapitach muszę odłożyć książkę na bok, bo kiedy zastanawiam się nad tym, co właśnie przeczytałem w trakcie czytania, przestaję rozumieć dalszy tekst. Tymczasem setki kursów obiecują nam nadludzkie umiejętności. Śmiem wątpić, że można czytać tak szybko jak &lt;strike&gt;Trisha Paytas&lt;/strike&gt; Howard Berg. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Nkx4aXQJheI/TxHd5gqh7MI/AAAAAAAABIQ/2XuViu6QyfU/s1600/super-szybkie-czytanie-to-bzdura.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-Nkx4aXQJheI/TxHd5gqh7MI/AAAAAAAABIQ/2XuViu6QyfU/s1600/super-szybkie-czytanie-to-bzdura.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Ostrości z jaką widzimy oraz ruch źrenicy po tekście. Na podstawie grafik z wiki (&lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/e/e4/EyeFixationsReading.gif" target="_blank"&gt;1,&lt;/a&gt; &lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/e/ef/Reading_Fixations_Saccades.jpg" target="_blank"&gt;2&lt;/a&gt;)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.slate.com/articles/briefing/articles/2000/02/the_1000word_dash.html" target="_blank"&gt;Co dokładnie dzieje się w chwili czytania&lt;/a&gt; tego postu? Nasz wzrok wędruje po tekście, robiąc sobie przystanki na grupach liter. Ostry jest dla nas jedynie mały wycinek naszego pola widzenia. Oko porusza się jednak na tyle szybko, iż wydaje się, że obszar ostrego widzenia jest o wiele szerszy. Tymczasem "na ostro" oko łapie od 3 do maksymalnie 7 liter, standardowo przyjmuje się 4-5. Owy przystanek, znany jako fiksacja, trwa około 225ms, a więc 1/4 sekundy. Następnie nasza źrenica robi przeskok o 7-10 liter, zwanym ruchem migotania (&lt;i&gt;saccades&lt;/i&gt;), który trwa nie mniej niż 150 ms. Po kilku takich przeskokach, nasz mózg zaczyna się dławić. Oczy zalewają go większą ilością informacji niż jest w stanie przetworzyć. Aby "nadrobić materiał" mózg co chwilę potrzebuje około 250 ms przestoju w czytaniu. Jeśli pożałujemy mózgowi tej pauzy, przestaniemy rozumieć, co czytamy. Po dwóch sekundach przeczytaliśmy kilka krótkich zdań. Zaraz, miał być cały post! Ekspert od fizjologii czytania Anne Cunningham wyliczyła, iż przebieg powyższego procesu ogranicza nas maksymalnie do 300 słów na minutę. Jest to 80 razy wolniej niż przypisuje sobie rekordzista świata, wspominany już Howard Berg. Nie bądźmy jednak wybredni, w końcu nie zawsze musimy kontemplować każde słowo. Jeden z największych badaczy na polu szybkiego czytania Ronald Carver wziął pod lupę mistrzów tych praktyk. Okazało się, że przy zrozumieniu tekstu w granicach 75%, nikt nie potrafił przekroczyć 600 słów na minutę. W swojej książce "&lt;a href="http://books.google.com.bz/books?id=7cSSYPPPHR8C&amp;amp;printsec=frontcover&amp;amp;dq=Ronald+Carver&amp;amp;hl=pl&amp;amp;sa=X&amp;amp;ei=H5YPT6yYMIKWhQfm66W4Ag&amp;amp;ved=0CCgQ6AEwAA#v=onepage&amp;amp;q=Ronald%20Carver&amp;amp;f=false" target="_blank"&gt;&lt;i&gt;The causes of high and low reading achievement&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;" Carver uzależnia prędkość czytania od celu i techniki. Jeśli chodzi o czytanie z zapamiętywaniem, jest to 140 słów na minutę. Uczenie się wymusza na nas ograniczenie się do 200 słów na minutę, zaś czytanie ze zrozumieniem, do 300. Wrzuceniem wyższego biegu jest pobieżne czytanie tekstu oraz wyłapywanie jedynie najważniejszych informacji. Dla skimmingu jest to około 450, zaś dla scannigu 600 słów na minutę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak przystało na szarlatanerię, kursy szybkiego czytania obiecują nam umiejętności, które nie istnieją. Poza rozwinięciem widzenia peryferyjnego, nasze czytanie obywać ma się bez fonetyzacji, a dokładnie fonetyzacji wewnętrznej. &lt;a href="http://www.stanford.edu/class/history34q/readings/Manguel/Silent_Readers.html" target="_blank"&gt;Pierwszym udokumentowanym przypadkiem fonetyzacji wewnętrznej był żyjący w IV wieku Ambroży z Mediolanu&lt;/a&gt;. Fonetyzacja wewnętrzna to dokładnie to, co w tej chwili robisz - zamiast czytać tekst na głos robisz to w myślach. Do końca średniowiecza fonetyzacja wewnętrzna była niezwykłą umiejętnością. Dla instruktorów szybkiego czytania to mało. Wypowiadanie czytanego tekstu w myślach ma rzekomo spowalniać cały proces i stanowić barierę dla czytania tysięcy słów na minutę. Próby pozbycia się fonetyzacji przynoszą jednak odwrotne skutki niż powinny - &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Subvocalization" target="_blank"&gt;utrudniają zrozumienie i zapamiętywanie tekstu, zaś całkowite wyeliminowanie fonetyzacji wydaje się niemożliwe&lt;/a&gt;. Brak rozumienia tego, co czytamy nie jest jednak problemem. Kursy szybkiego czytania zadowalają się zrozumieniem tekstu na poziomie 50 %. Z bajki o czerwonym kapturku wiedzielibyśmy zatem, że była tam jakaś dziewczynka, nie pamiętamy jednak czy akcja działa się w lesie czy w mieście. Wiemy, że w chatce ktoś się z kimś zamienił, ale nie jesteśmy pewni czy wilk z babcią czy babcia z wilkiem. Oto 50% zrozumienia. &lt;a href="http://skeptoid.com/episodes/4229" target="_blank"&gt;Dla w miarę ogólnego tekstu, da się osiągnąć 50%, nawet go nie czytając&lt;/a&gt;. Zatem przy odrobinie szczęścia każdy może dowieść, że czyta 1000 20 000 lub 50 000 słów na minutę. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-194663774135421760?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/194663774135421760/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2012/01/jak-szybko-przeczytasz-ten-tekst.html#comment-form' title='Komentarze (44)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/194663774135421760'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/194663774135421760'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2012/01/jak-szybko-przeczytasz-ten-tekst.html' title='Jak szybko przeczytasz ten tekst?'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-Nkx4aXQJheI/TxHd5gqh7MI/AAAAAAAABIQ/2XuViu6QyfU/s72-c/super-szybkie-czytanie-to-bzdura.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>44</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-3819350685668134307</id><published>2012-01-10T18:17:00.000+01:00</published><updated>2012-01-11T12:56:24.535+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='New Age'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Duchy'/><title type='text'>A ja ci NDE udowodnię!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie łatwo jest przebić &lt;a href="http://www.straightdope.com/columns/read/1008/did-medieval-scholars-argue-over-how-many-angels-could-dance-on-the-head-of-a-pin" target="_blank"&gt;mityczne&lt;/a&gt; rozważania scholastyków, "ilu aniołów zmieściłoby się na&amp;nbsp;łebku od szpilki", ale staram się. Niech zaświadczą o tym moje obliczenia wyporności Nieba. Kalkulacje opałem na&amp;nbsp;fragmencie Ap 21, 12-17, gdzie Biblia zdradza wymiary Nowego Jeruzalem. Założywszy standard&amp;nbsp;przestrzeni życiowej dostępnej niewolnikom w czasie podróży z Afryki do Ameryki Północnej, nie zmieści się w nim więcej niż 6 trylionów ludzi. Dość optymistycznie, nie mniej czy wiemy ile procent osób mijanych na ulicy trafi do nieba? I na to jest sposób. Wśród nas są osoby, które w czasie śmierci klinicznej przechadzały się już pośmiertnymi drogami, a&amp;nbsp;następnie&amp;nbsp;zostały zawrócone przez wredny&amp;nbsp;defibrylator. Najbardziej wiarygodne statystyki są w posiadaniu &lt;i&gt;International Association for Near Death Studies&lt;/i&gt;. "Piekielne" doświadczenie to od 8% do 30% przypadków NDE, przy czym największe badania wskazują na 17% i 18%. Mam przy tym złą nowinę dla ludzi, którzy&amp;nbsp;postanowili żyć uczciwie - szatan bierze po równo. Trudno&amp;nbsp;doszukać&amp;nbsp;się jakiś korelacji pomiędzy tym, kim jesteśmy, a tym dokąd trafimy po śmierci. Na to czy śmierć kliniczna będzie doświadczeniem anielskim czy diabolicznym wpływa natomiast obecność fizycznego bólu w trakcie NDE. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;NDE jest formą opowieści z krypty i to z&amp;nbsp;najświeższej&amp;nbsp;możliwej krypty - noszy lekarskich. Pół roku temu &lt;a href="http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/04/co-tez-widza-ludzie-po-smierci.html" target="_blank"&gt;pomstowałem&lt;/a&gt; nad zdaniem z polskiej Wiki, które widzę tam zresztą do dziś: "&lt;i&gt;w odróżnieniu od typowych halucynacji, doświadczenia śmierci są spójne i podobne u wszystkich ludzi, niezależnie od wyznawanej religii czy światopoglądu&lt;/i&gt;". To oczywiście nonsens. W czasie śmierci klinicznej hindusi spotykają bóstwa hinduskie, Indianie indiańskie, a dzieci - kreskówkowe potwory. Swój tekst zakończyłem wzmianką o tzw. "dowodach". Są to opowiastki ludzi, którzy&amp;nbsp;w czasie NDE rzekomo unosili się nad swoim ciałem i widzieli, co działo się dookoła nich. Entuzjaści NDE cytując te historie twierdzą, że nieprzytomni pacjenci nie mogli posiąść tej wiedzy bez wycieczki poza własne ciało. Trudno jest kwestionować takie "dowody", mowa tu w końcu o anegdotach, których okoliczności i szczegóły są już poza naszym zasięgiem. Albo wierzymy w opowiadane po latach historie, albo upieramy się na stanowisku, że warunki nie mogły być tak "sterylne" jak się je opisuje. Przypadki NDE bada się niestety po fakcie, nikt na masową skale nie monitorował umierających pod kątem NDE. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: right; margin-left: 1em; text-align: right;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-W9LbbFPvMHE/Twuw8stZzfI/AAAAAAAABHw/l9V90AXWAeU/s1600/project-aware.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-W9LbbFPvMHE/Twuw8stZzfI/AAAAAAAABHw/l9V90AXWAeU/s320/project-aware.jpg" width="301" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;OOBE (Out Of Body Experience)&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak było do tej pory. Teoretycznie lada dzień ogłoszone zostaną wstępne wyniki projektu AWARE (&lt;i&gt;AWAreness during REsuscitation&lt;/i&gt; - Świadomość podczas Reanimacji). Pomysłodawcą przedsięwzięcia jest Sam Parnia. Pomysł wydaje się prosty - na oddziałach kardiologicznych pod sufitem podwieszono tablice. Jedyny sposób ich odczytania to uniesienie się wysoko nad podłogę.&amp;nbsp; Jeśli NDE to nie halucynacja, a mogąca widzieć i zapamiętywać dusza, pacjenci, którzy opuścili swoje ziemskie ciało powinni wiedzieć, co widniało na owych testowych tablicach. Po półtorarocznej fazie pilotażowej w UK, we wrześniu 2008 roku ogłoszono rozpoczęcie szeroko zakrojonych badań w szpitalach w Europie i Ameryce Północnej. Wielkość próby wymusza charakter samego zjawiska. Nie wszyscy pacjenci oddziałów kardiologicznych doświadczają śmierci klinicznej. Niektórzy wychodzą ze szpitala bez szwanku, innym nie dane będzie nic już opowiedzieć. Z osób odratowanych, którzy powrócili do świata żywych, tylko 10-20% doświadcza NDE. W 2001 podczas badań w 10 holenderskich szpitalach, historiami pokroju NDE mogło pochwalić się 18% osób, które przeżyło zatrzymanie akcji serca. Z tych, którzy mieli NDE, zaledwie 20% osób legitymizuje się OOBE - a więc tylko 20% widziało szpitalną salę. Niestety, u jednych unoszenie się polega na zawiśnięciu parę centymetrów nad własnym ciałem, u innych na wystrzeleniu w niebo, tudzież unoszeniu się nad rogiem sali, ale niekoniecznie tym, gdzie podwieszono tablicę. Szacuje się, że kilkutysięczna próba da jedynie kilkanaście możliwości spojrzenia na tablicę przez "ulatujące dusze".&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wyników jak dotąd nie ogłoszono, są jednak przecieki. Przecieki to może za dużo powiedziane. O wyniku może świadczyć fakt, że parapsychologiczna frakcja dość mocno krytykuje badanie, zaś sceptycy podejrzanie zacierają ręce. Sam Parnia w udzielonym w 2010 wywiadzie oświadczył, że z dostępnych na tą chwilę danych wynika, iż NDE to złudzenie. Nie ma jednak co triumfalnie podnosić rąk do góry, mnie także metoda badania nie zachwyca. Jak rozumiem osoby twierdzące, iż odczytały tablice nie są wcześniej informowane, co się na nich znajduje. Jeśli tak, jest to fatalny błąd, nawiasem mówiąc popełniany wielokrotnie w czasie nieudolnych prób demaskowania paraoszustów. Co jeśli badany na tablicy, na której widniał napis &lt;i&gt;cat&lt;/i&gt; odczyta &lt;i&gt;cut &lt;/i&gt;- zgadł w połowie, czy mylił sie? Jeśli ma to mieć jakiś sens, jedynym prawidłowym sposobem jest danie wyboru prawidłowej odpowiedzi z tłumu nieprawdziwych. Do tych celów stworzono nielubiane przez sceptyków i rzadko przez nich używane karty Zenery. Nie wiem co tam wymyślił Parnia, mam nadzieję, że nie skończy się to jakimś metodologicznym blamażem. Jeśli wynik badań będzie współgrać z racjonalną retoryką, pewnie usłyszymy o tym jedynie w tak popularnych miejscach jak ten blog. Jeśli choćby minimalnie potwierdzi jakieś parapsychologiczne twierdzenia, zapewne napiszą o nim wszystkie onety, interie i gazety.pl - a wtedy pamiętajcie, u kogo usłyszeliście o tym po raz pierwszy :)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-3819350685668134307?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/3819350685668134307/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2012/01/ja-ci-nde-udowodnie.html#comment-form' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/3819350685668134307'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/3819350685668134307'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2012/01/ja-ci-nde-udowodnie.html' title='A ja ci NDE udowodnię!'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-W9LbbFPvMHE/Twuw8stZzfI/AAAAAAAABHw/l9V90AXWAeU/s72-c/project-aware.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-5317197581939783131</id><published>2012-01-01T11:31:00.000+01:00</published><updated>2012-01-10T18:59:31.289+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Medycyna alternatywna'/><title type='text'>Apiterapia - pani pszczoła w natarciu</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Medycyną alternatywną, która ostro dobija się do wrót "potwierdzone działanie" jest apiterapia - leczenie produktami pszczelimi. Jeśli największym alternatywnym kaszanom przypisuje się lecznicze działanie na połowę znanych chorób, proszę sobie wyobrazić, ile musi leczyć coś, co pretenduje już do medycyny głównego nurtu. Otóż pszczele mazidła leczą wszystko! Wszystkie przypadłości jakie znam, plus kilka takich chorób, o których istnieniu nie wiedziałem. Pszczołowa medycyna jest tak wyczesana, że leczy nie tylko choroby istniejące, ale i te nieistniejące. Na &lt;a href="http://www.roik.pl/apiterapia/" target="_blank"&gt;stronce dr Jacka Roika&lt;/a&gt;, (który poza miodem leczy też tartymi buraczkami ze słoika) dowiedzieć się można, iż wosk pszczeli eliminuje promieniowanie elektromagnetyczne wytwarzane przez urządzenia elektryczne. W kraju, który miód i barcie ukochał, nie uświadczymy krytycznych komentarzy. Owe nieskończone listy dolegliwości jakie załatwić może za nas pszczoła są najpewniej zwykłym bublem. Nawet jeśli apiterapia jest czymś obiecującym, zanim lekarz na szpitalnym obchodzie zacznie nas maziać miodem, wszystko to trzeba jeszcze udowodnić. Naturaliści najchętniej już dziś weszliby do apteki, wypieprzyli wszystko z pólek i szuflad, a na środku postawili wielgachny ul. Apiterapeutykom przypisuje się brak skutków ubocznych i lepszą przyswajalność niż "zwykłych leków". W końcu pszczołowe bajery są naturalne, nie jakaś tam chemia.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-lakmK8wbhUY/Tv3mjsUUUCI/AAAAAAAABHQ/ZvVdlWJx2Cc/s1600/apiterapia.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-lakmK8wbhUY/Tv3mjsUUUCI/AAAAAAAABHQ/ZvVdlWJx2Cc/s320/apiterapia.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Wciskanie kitu dosłownie i w przenośni&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Jeśli chodzi o pszczeli asortyment, wszystko co dotknie lub na co popatrzy pszczoła, uważane jest w Polsce za zdrowe: miód, pszczeli kit, pyłek kwiatowy, pszczele larwy, mleczko pszczele, &lt;strike&gt;naklejka z pszczołą&lt;/strike&gt;, jad pszczeli, pszczeli wosk, a nawet powietrze ulowe. Najpopularniejszy jest oczywiście miód, a najpopularniejszą dolegliwością, na którą się go podaje jest przeziębienie. Każda mama Jasia i Krzysia wie, że najlepszy jest wtedy czosnek i miód. &lt;a href="http://summaries.cochrane.org/CD006206/garlic-for-the-common-cold" target="_blank"&gt;Nie ma żadnych przekonywujących dowodów klinicznych na to, że czosnek pomaga&lt;/a&gt; przy przeziębieniu. Odrobinkę, ale tylko odrobinkę lepiej jest z miodem. Jak na lekarstwo mamy porządnie zaślepionych badań. Te pojedyncze, którymi dysponujemy dają pewną nadzieję - miód najpewniej pomaga na kaszel. Co jednak z jego najbardziej legendarną cechą, a więc działaniem antybakteryjnym? Zastosowanie miodu przy gojeniu ran badano kilka lat temu w Polsce. Tak, tak jeszcze się u nas coś bada. Badanie przeprowadzono na świniach, które zawczasu poparzono. Badanie dało wynik umiarkowanie pozytywny. Nie wiemy jednak czy miód zawiera jakieś swoje antybakteryjne związki czy to po prostu zawarte w nim cukry (fruktoza, glukoza maltozy i sacharoza) odpowiedzialne są za te antybakteryjne własności. Starcie magicznego pszczelego miodu z miodem sztucznym (cukier wraz z barwnikiem i aromatem) pozostaje nierozstrzygnięte. Jedni dowodzą że &lt;a href="http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/1521889" target="_blank"&gt;prawdziwy miód bije sztuczny na głowę&lt;/a&gt;, inni, że &lt;a href="http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/21636188" target="_blank"&gt;miód sztuczny leczy równie skutecznie jak naturalny&lt;/a&gt;. Jeśli chodzi o działania większego kalibru, to również kwestia wyboru komu ufać. Jeśli wierzyć badaniom Uniwersystetu w Zagrzebiu, produkty pszczele mogą być pomocne w leczeniu raka. W tym samym czasie, ale dokładnie przeciwną opinie wyraziło &lt;i&gt;American Cancer Society&lt;/i&gt;, które orzekło, że &lt;a href="http://www.cancer.org/Treatment/TreatmentsandSideEffects/ComplementaryandAlternativeMedicine/PharmacologicalandBiologicalTreatment/apitherapy?sitearea=ETO" target="_blank"&gt;pszczele dary nie są skuteczne w zapobieganiu i leczeniu raka&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zabiegiem bardziej popularnym niż gdzie indziej, jest w Polsce leczenie pszczelim jadem. Znana ludowa metoda rozpropagowana dzięki pracom Philipa Terca w XIX wieku. Czemu to akurat jad pszczoły ma leczyć, a nie np. jad pająka, szerszenia, mrówki, osy czy innego owada? Jeśli pszczoła daje coś tak&amp;nbsp; zdrowego ja miód, najpewniej jej jad też musi leczyć. Matka ewolucja wystryknęła pszczoły na dudka, dając im toksyny, które zamiast odstraszać wszystkich dookoła, leczą. Przynajmniej tak twierdzą zwolennicy apitoksynoterapii. Jeśli chodzi o leczenie pszczelim jadem reumatyzmu, badania takie prowadzą prawie wyłącznie Chińczycy. Ich wyniki są jednoznacznie pozytywne. Podchodziłbym do nich ostrożnie, wiele z nich publikowanych jest w przeglądach tradycyjnej medycyny chińskiej, a w badaniach pszczeli jad podawany jest przy okazji akupunktury. Niemniej nie wszystkie wyniki da się w ten sposób zdyskredytować, nie przekreślałbym zatem jakiegoś pozytywnego działania. Równie &lt;a href="http://web.archive.org/web/20100905151510/http://www.theness.com/bee-venom-therapy/" target="_blank"&gt;niewyraźne są wyniki zastosowania pszczelego jadu w przypadku stwardnienia rozsianego&lt;/a&gt;. Ostatnie kilka lat przyniosły wyniki, w których jad pszczeli pomaga, nie działa lub szkodzi w leczeniu stwardnienia rozsianego. Pytanie czy warto. Mówimy w końcu o niebezpiecznej substancji, wywołującej silne reakcje alergiczne, a z nimi uszkodzenia nerek, wątroby i mięśnia sercowego. Większość z nas nie mieszka przecież w środku puszczy i nie jest skazana tylko na to, co znajdziemy w lesie, co wiewiórce wyleci z łapy. Gdybym jutro stał się borowym dziadem, z braku laku pewnie zainteresowałbym się taką metodą leczenia. Wszystko to jednak w trybie hipotetycznym. Nie musimy na własną rękę eksperymentować z jadem pszczoły, kobry czy skorpiona. Z tej lawiny niepewności warto zapamiętać, że nie wiemy czy apiterapia działa. Na razie wiemy tylko tyle, że działać może.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-5317197581939783131?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/5317197581939783131/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2012/01/apiterapia-pani-pszczoa-w-natarciu.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/5317197581939783131'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/5317197581939783131'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2012/01/apiterapia-pani-pszczoa-w-natarciu.html' title='Apiterapia - pani pszczoła w natarciu'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-lakmK8wbhUY/Tv3mjsUUUCI/AAAAAAAABHQ/ZvVdlWJx2Cc/s72-c/apiterapia.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-7312666919004328288</id><published>2011-12-25T16:39:00.002+01:00</published><updated>2011-12-25T16:39:41.240+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Przepowiednie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jackowski'/><title type='text'>No to żeś powróżył, Krzysiu. Teraz sprawdzam!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Chyba nigdy mi się to nie znudzi :) Rokrocznie na przełomie grudnia i stycznia znęcam się nad Krzysztofem Jackowskim, przywołując jego przepowiednie na mijający rok. Ta nowa świecka tradycja tego bloga liczy sobie 3 lata i jak do tej pory prywatny wieszcz Andrzeja Leppera nie oślepił mnie swoimi mocami. To, co pierwsze rzuca się w oczy, to to, że z roku na rok przepowiednie te są coraz bardziej rozwlekłe. Niegdyś przepowiednia na nadchodzący rok&amp;nbsp;zawierała&amp;nbsp;się w kilku zdaniach, coś tam o polityce, coś o pogodzie i to było w zasadzie na tyle. Możnaby sądzić, że Krzysiek się wycwanił, jako że im więcej się nagada, tym większa szansa, że coś się sprawdzi. Tudzież jego moce rosną, a przyszłość jest dla niego coraz wyraźniejsza, przez co i wizje stają się korpulentne.&amp;nbsp;Na początek ulubiona tematyka jasnowidza, czyli&amp;nbsp;polityka::&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Od początku roku PO zacznie się pikowanie w dół, co&amp;nbsp;bardzo zemści się na Tusku, który przestanie&amp;nbsp;kontrolować opinię publiczną. Tusk straci dobrą twarz w telewizji i od&amp;nbsp;tego czasu PO zacznie szybko topnieć.&amp;nbsp;W wyborach parlamentarnych ten PiS, który znamy, zyska 23 proc. głosów. Ale tuż przed wyborami powstanie jeszcze PiS bis i na ten zagłosuje 7 proc. społeczeństwa. PO doczeka się tylko 26 proc. głosów. A głównym winnym za ten stan rzeczy będzie minister finansów.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;span style="text-align: left;"&gt;&lt;i&gt;PSL? w nowym parlamencie niemal zaniknie.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="text-align: left;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;Palikota nie będzie już w Sejmie. Premierem natomiast będzie ktoś z partii, która w koalicji będzie miała mniejszość. To będzie przehandlowane stanowisko.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="text-align: left;"&gt;Trzeba mieć naprawdę pecha, aby z tylu prób nic nie ustrzelić. Może to jest ta nadprzyrodzona moc - trafność poniżej średniej&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style="text-align: left;"&gt;statystycznej&lt;/span&gt;&lt;span style="text-align: left;"&gt;. Takie odchylenie jest równie trudne do uzyskania, jak przechył w stronę ponadprzeciętnej skuteczności. Ci, którzy&amp;nbsp;zastanawiają&amp;nbsp;się czy partia PIS-bis to nie Ziobryści, rozwiewam&amp;nbsp;wątpliwości. Nie tylko dlatego, że nie odłączyli się przed wyborami, nie dlatego, że nie uzyskali 7%, ale dlatego, że na ich czele według Jackowskiego z innego&amp;nbsp;wywiadu&amp;nbsp;stać miała Joanna&amp;nbsp;&lt;/span&gt;Kluzik-Rostkowska. W tejże rozmowie Jackowski opisuje PiS na rok 2011:&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;PiS zacznie się ponownie jednoczyć. Nie wszyscy wrócą jak baranki do partii, ale przed wyborami partia będzie mocna. Nastąpi zmiana władzy w PiS i to będzie posunięcie taktyczne. Z tylnego siedzenia za sznurki będzie i tak pociągał Kaczyński. Jeszcze przed wyborami liderzy zmieniać się będą trzykrotnie.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Chyba mam prawo zapytać, to w końcu jak? Przed wyborami PiS będzie się dzielić czy łączyć? Albo partia będzie mocna, albo lider zmieni się w tym czasie trzy raz, albo albo. Polityka nie jest najmocniejszą stroną Krzyśka (i nie mam tu na myśli jego nieudanych startów w wyborach). Przejdzmy zatem do wydarzeń większego gabarytu. Chciałbym napisać, że tym razem Jackowskiemu poszło lepiej, ale nie mogę. Jeśli ktoś dostrzega nadnaturalną koincydencję odnośnie UE, niech wie, że cześć z tych zdań padła we wrześniu. Tak, tak, przepowiednie na rok 2011 Jackowski robił aż do września tego roku. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;W Europie wieżowiec, jacyś ludzie w nim&amp;nbsp;uwięzieni. Zdarzenie związane z terroryzmem, o&amp;nbsp;którym będzie bardzo głośno. Będzie powódź. Dwie&amp;nbsp;powodzie albo w dwóch rejonach. Jestem przekonany, że UE się rozpadnie i mam&amp;nbsp;przeczucie, że rozpad ten będzie nagły. Przywódcy&amp;nbsp;bogatszych państw Unii poczynili już potajemne&amp;nbsp;ustalenia. Chcą wycofać się z wielu spraw,&amp;nbsp;wykolegować biedniejsze kraje, w tym Polskę, i&amp;nbsp;przestać je wspierać. Upadek gospodarczy naszego kraju w listopadzie. Ceny wprost&amp;nbsp;oszaleją jak jeszcze nigdy dotąd. Straszny wypadek ze znanymi aktorami albo znanym aktorem. Bunty, zamieszki w całej Europie. Pikowanie gospodarki w dół doprowadzi do tego, że wyjdą afery. Będzie coś z umowami. Królowa Anglii - albo przyjedzie do Polski, albo się z nią coś stanie. Będzie wojna. Nie wybucha tylko dzięki Rosji. Złotówka się mocno osłabi i kto nie przewalutuje kredytu we frankach, będzie żałował.&lt;/i&gt; &lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wierni fani Krzysztofa powinni dostrzec w tych historiach analogie. Przepowiednie te od lat są takie same. Od lat te same katastrofy, rok w rok. Bez przerwy Jackowski widzi wojnę, kryzys, powodzie i trzęsienia ziemi. Z każdym razem jest jednak coraz bardziej dramatycznie. Rząd Tuska miał chylić się ku upadkowi już 2008, 2010, 2011 i nie zdziwię się, jak okaże się, że ma upaść w 2012. Co roku atakować mają terroryści: w 2008 mieli zaatakować gazem, w 2009 mieli porywać samoloty, w 2010 rozpieprzać wieżowce. Rokrocznie ma umrzeć ktoś znany, w 2008 miał być to Polski skoczek narciarski, w 2009 znany ksiądz, a 2011 aktor. Zawsze coś, gdzieś, kiedyś, może jeden, może pięć, może tak, może siak. psim swędem coś się trafi. Zauroczyło mnie jedno zdanie na rok 2011: &lt;i&gt;EURO 2012 zejdzie na dalszy plan w obliczu &lt;b&gt;zagrożenia&lt;/b&gt;. Wcześniej wydarzy się &lt;b&gt;coś takiego&lt;/b&gt;, że cały świat będzie zajęty &lt;b&gt;zupełnie innym&lt;/b&gt; &lt;b&gt;problemem&lt;/b&gt;.&lt;/i&gt; W obawie o takie coś, co spowoduje coś innego, pozostaje przesiedzieć w bunkrze te ostatnie kilka dni, aby w 2012 stawić czola nowym-starym katastrofom.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-7312666919004328288?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/7312666919004328288/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2011/12/no-to-zes-powrozy-krzysiu-teraz.html#comment-form' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/7312666919004328288'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/7312666919004328288'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2011/12/no-to-zes-powrozy-krzysiu-teraz.html' title='No to żeś powróżył, Krzysiu. Teraz sprawdzam!'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-9185652082184931777</id><published>2011-12-17T19:00:00.000+01:00</published><updated>2011-12-23T18:14:44.270+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nauka'/><title type='text'>Zielona (nie)racjonalność</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Bieżący numer poczytnego tygodnika "Polityka" to między innymi &lt;a href="http://www.polityka.pl/kraj/rozmowyzakowskiego/1522243,1,wywiad-iii-rewolucja-przemyslowa-recepta-na-kryzys.read" target="_blank"&gt;wywiad Jacka&amp;nbsp;Żakowskiego&amp;nbsp;z Jeremy'm Rifkinem&lt;/a&gt;. Rifkin, lansujący się na światowego eksperta od polityki energetycznej, jest niezwykle wpływową&amp;nbsp;postacią&amp;nbsp;na salonach&amp;nbsp;prominentnych&amp;nbsp;polityków Starego Kontynentu, zaś jego niekompetencje są wręcz legendarne. Stephen Jay Gould nazwał kiedyś Rifkina anty-intelektualnym&amp;nbsp;propagandzistą&amp;nbsp;i panikarzem, podszywającym się pod naukowca. Główną tezę Rifkina z tej rozmowy da się streścić w zdaniu: rozwiązaniem wszystkich bolączek dzisiejszej Europy są ogniwa&amp;nbsp;fotowoltaniczne&amp;nbsp;na dachach domów. Liczby pojawiają się w&amp;nbsp;wywiadzie&amp;nbsp;praktycznie raz, kiedy Rifkin wyśmiewa nasz program budowy elektrowni jądrowej.&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq" style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;O rany… To jest przeszłość, która próbuje wrócić pod pretekstem mniejszej szkodliwości dla środowiska. Ale to nie ma sensu. Nie bez powodu Niemcy zamykają swoje elektrownie, a Siemens wycofuje się z rozwijania tej technologii. Na świecie jest 400 elektrowni atomowych. Wszystkie razem produkują 6 % prądu wytwarzanego na świecie. Gdybyśmy chcieli w ciągu 20 lat&amp;nbsp;zwiększyć ich wydajność &amp;nbsp;do poziomu 20 % światowej produkcji prądu, trzeba by zbudować 600 nowych elektrowni. Przez 20 lat trzeba by otwierać jedną elektrownię co tydzień. To jest nie&amp;nbsp;do zrobienia. Świat nie ma takich mocy produkcyjnych. Po drugie, wciąż nie wiemy, co robić z odpadami. Już dziś przechowywanie ich kosztuje miliardy dolarów i nikt nie wie, co dalej. Po trzecie, według Agencji Energii Atomowej nawet przy dzisiejszej liczbie elektrowni między 2035 r. a 2045 r. na świecie zacznie brakować uranu. Po czwarte, francuskie elektrownie potraﬁą przetwarzać uran na pluton. Ale wątpię, czy produkowanie plutonu w epoce terroryzmu ma sens i jest bezpieczne. I jeszcze jest problem ogromnej ilości wody, &amp;nbsp;której w tych&amp;nbsp;elektrowniach potrzeba. Czy Polska ma za dużo wody?&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na początek Rifkin myli reaktory jądrowe z elektrowniami jądrowymi. 400 może i jest, ale nie elektrowni a reaktorów (a dokładnie tzw. reaktorów&amp;nbsp;energetycznych). Jako, że elektrownia składa się zwykle z kilku&amp;nbsp;reaktorów, elektrowni atomowych jest znacznie mniej, około 140. Elektrownie te produkują, nie jak napisał Rifkin 6% prądu, ale 14%. Elektrownie dają 6%, ale ogólnie energii. Moje największe zdziwienie wywołało jednak zdanie, że według IAE za 25 lat zabraknie na świecie uranu. Czyli akurat wtedy, kiedy wybudujemy swoją elektrownię, okaże się, że nie ma czym jej nakarmić. Skąd Rifkin bierze te bzdury? Uranu jest na 25 lat, ale mowa tu o uranie już zgromadzonym, głównie w celach wojskowych w czasach zimnej wojny, mamy uranu na 25 lat, ale w magazynach. Natomiast pokładów uranu opłacalnego w&amp;nbsp;eksploatacji&amp;nbsp;(powiedzmy do 200 $ za kilogram) mamy na Ziemi na... półtora tysiąca lat! Wszystko to byłoby zabawne, gdyby ludzie pokroju&amp;nbsp;&lt;span style="text-align: justify;"&gt;Jeremiego Rifkina nie decydowali o naszej przyszłości. Niestety pól, na których rozsądek przegrywa z modą na eko jest więcej. Najbardziej znanym przykładem są biopaliwa, w wypadku których nie ma pewności, czy przy ich produkcji nie&amp;nbsp;zużywa&amp;nbsp;się więcej paliw niż się w finale tego procesu uzyskuje.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="text-align: justify;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wszelkie biopaliwowe dylematy są jednak jako tako znane. Bardzo rzadko penetrowanym tematem jest natomiast recycling. Pierwszy raz zetknąłem się z takim sposobem patrzenia na recykling, oglądając program&amp;nbsp;Bullshit! Z tego co się zorientowałem sprawa jest bardziej skomplikowana niż pokazali to w swoim programie Penn Jillette i&amp;nbsp;Raymond Teller. Wymagałoby to pewnie osobnej notki, ale pewnie nigdy bym jej nie napisał, więc niech będzie chociaż ten akapit. Sens recyklingu jest co najmniej dwojaki - finansowy i środowiskowy. To, czy przetwarzanie surowców wtórnych ma jakieś ekonomiczne uzasadnienie zależne jest od cholernie wielu czynników, od cen paliwa po okoliczną&amp;nbsp;cenę&amp;nbsp;surowca wydzieranego naturze. Generalnie takim wskaźnikiem może być rynek. Opchnięcie aluminiowej puszki nigdy nie stanowi problemu, ale odnalezienie w okolicy&amp;nbsp;skupu pobitych butelek może być wyzwaniem. Papierkiem lakmusowym może być też bezdomny - jeśli nie grzebie w ustawionych na&amp;nbsp;osiedlu&amp;nbsp;recyklingowych pojemnikach, znaczy się, że to, co zawierają nie stanowi kokosów. Recykling jest domeną raczej bogatych krajów, a nawet ich nie zawsze stać na powtórne przetworzenie śmieci. Kilka lat temu jedna z nowojorskich stacji radiowych ujawniła, że 40% z tego, co proekologiczni obywatele miasta z zapałem sortują i tak trafia na najzwyklejsze wysypisko. Nie oszukujmy się, jeśli koło naszego domu stoją dwa pojemniki, szkło i plastik, najpewniej zostaną zapakowane do jednej śmieciarki i trafią na składowisko. Szkło powinno być dzielone na cztery kolory: jasny, bursztynowy, zielony i brązowy, zaś rodzajów plastiku jest jeszcze więcej. W wypadku prostej butelki,&amp;nbsp;należy&amp;nbsp;oddzielić w niej mniej wartościowy, miękki PET od twardych,&amp;nbsp;zdatniejszych&amp;nbsp;do recyklingu PE i PP - lub mówiąc po ludzku, odkręcić&amp;nbsp;nakrętkę. Wszystko to, by w ostatecznym rozrachunku zarobić zawrotne 50 gr za kilogram&amp;nbsp;zakrętek. Aspekt ochrony środowiska w wypadku recyklingu jest mniej kontrowersyjny, a zarzuty o jego nieracjonalność są mniejsze niż w przypadku rozrachunku ekonomicznego. Nie mniej sprawą&amp;nbsp;problematyczną&amp;nbsp;jest na przykład to, czy&amp;nbsp;przemysł celulozowo-papierniczy niesie jakikolwiek uszczerbek dla lesistości w wypadku takiego kraju jak Polska.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-9185652082184931777?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/9185652082184931777/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2011/12/zielona-nieracjonalnosc.html#comment-form' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/9185652082184931777'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/9185652082184931777'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2011/12/zielona-nieracjonalnosc.html' title='Zielona (nie)racjonalność'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-9184316000791893396</id><published>2011-12-09T20:26:00.000+01:00</published><updated>2011-12-09T20:31:33.856+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Medycyna alternatywna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cuda'/><title type='text'>Maść różańcowa i zastrzyk z Ducha Świętego</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Od kilku dni nowym bohaterem Super Expressu jest&amp;nbsp;ksiądz uzdrowiciel Teodor Knapczyk. We wtorek czytaliśmy mrożącą krew w&amp;nbsp;żyłach&amp;nbsp;relację &lt;a href="http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/ostroleka-ksiadz-uzdrawia-ludzie-mdleja-zdjecia_217031.html" target="_blank"&gt;ludzi, których dotknął&amp;nbsp;ksiądz&amp;nbsp;Knapczyk&lt;/a&gt;. W&amp;nbsp;środę w SE poznaliśmy dalsze przygody uzdrawiacza, w tym także &lt;a href="http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/kaplan-uzdrowiciel-ojciec-teodor-knapczyk-podaje-modlitwe-o-uzdrowienie_217208.html" target="_blank"&gt;treść modlitwy o&amp;nbsp;wyleczenie&lt;/a&gt;&amp;nbsp;(trzy zdrowaśki, tym razem bez pieca). Wczoraj zaś gazeta przedrukowała &lt;a href="http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/tutaj-spotkasz-kapana-uzdrowiciela-ojca-teodora-knapczyka_217382.html?cpage=2&amp;amp;#comment_list_container" target="_blank"&gt;kalendarz wizyt&lt;/a&gt; objazdowego uzdrowiciela po Polsce. Z zemsty za to, że ominął moją parafię,&amp;nbsp;odwdzięczę&amp;nbsp;się paszkwilem na temat uzdrawiającej mocy modlitwy. Tak się składa, że&amp;nbsp;najnowszy&amp;nbsp;&lt;i&gt;Scientific American, &lt;/i&gt;czyli ten, który&amp;nbsp;w styczniu wyjdzie po polsku&lt;i&gt;,&lt;/i&gt; zawiera felieton&amp;nbsp;Michaela Shermera&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.scientificamerican.com/article.cfm?id=sacred-salubriousness" target="_blank"&gt;Sacred Salubriousness&lt;/a&gt;, o tym, czemu osoby religijne&amp;nbsp;żyją&amp;nbsp;dłużej niż&amp;nbsp;ateiści.&amp;nbsp;Schermer, który nie jest moim ulubionym felietonistą, nie jest nawet ulubionym felietonistą&amp;nbsp;&lt;i&gt;Scientific American&lt;/i&gt;&amp;nbsp;(jest nim Steve Mirsky), podaje dwie możliwe przyczyny -&amp;nbsp;do wyboru. Albo osoby&amp;nbsp;religijne&amp;nbsp;żyją dłużej, bo ich modlitwy działają. Albo odznaczają się większa samokontrolą, przez co mniej palą, piją i&amp;nbsp;rzadziej&amp;nbsp;dopuszczają się ryzykownych zachowań seksualnych.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Modlitwa jest najpopularniejszą formą medycyny alternatywnej, rzadko jednak widnieje w jej wykazach. Według GUS ledwo 1% Polaków w ostatnim roku leczyło się u homeopaty,&amp;nbsp;specjalisty od akupunktury, zielarza lub innej osoby praktykującej medycynę alternatywną.&amp;nbsp;Jeśli&amp;nbsp;chodzi o grupę&amp;nbsp;wiekowa&amp;nbsp;0-14 lat, w ciągu ostatnich miesięcy około 300 dzieciaków na 1000 korzystało z usług&amp;nbsp;laboratorium analitycznego, pracowni&amp;nbsp;radiologicznej lub ultrasonograficznej, a tylko 5 na 1000, a więc 0,5% odwiedziło&amp;nbsp;homeopatę&amp;nbsp;lub&amp;nbsp;bioenergoterapeutę. Dla porównania &lt;a href="http://www.diagnoza.com/pliki/raporty/Diagnoza_raport_2011.pdf" target="_blank"&gt;27%&amp;nbsp;Polaków&lt;/a&gt;&amp;nbsp;modli się kiedy&amp;nbsp;przypałęta&amp;nbsp;im się&amp;nbsp;poważniejsze&amp;nbsp;choróbstwo.&amp;nbsp;70 % Polaków wierzy, że nasza modlitwa może nam pomóc, zaś 60% wierzy, iż w powrocie do zdrowia może pomóc modlitwa osób trzecich, nawet jeżeli chory o tym nie wie. Najbardziej znanymi badaniami nad modlitwą jest tzw. projekt STEP, znany szerszej widowni dzięki osobie Richarda Dawkinsa. Trudno nazwać ten fragment "Boga urojonego" szczytowym osiągnięciem rzetelności naukowej. Dawkins nie wybrał oczywiście z palety badań takiego, które&amp;nbsp;pozakazywałoby&amp;nbsp;działalność takich ludzi jak ksiądz Knapczyk choćby w mikro pozytywnym świetle. W badaniu przytaczanym przez Richarda, modlitwa szkodzi. Tymczasem metaanalizy dotychczasowych badań pokazują, że wychodzi co najmniej na zero. W 2000 roku przeanalizowano 23 badania, z czego tylko jedno wykazało szkodliwy wpływ modlitwy, kilka wskazywało na neutralnosć tych praktyk, zaś większość przypisywało jej pozytywny wynik. Metaanaliza z 2006 kilkunastu badań kontrolnych wykazała brak naukowo&amp;nbsp;dostrzegalnych wpływów&amp;nbsp;modlitwy za osoby trzecie. Przeprowadzona rok później metaanaliza 17 badań mówi natomiast, iż&amp;nbsp;korzyści&amp;nbsp;są niewielkie ale są.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Łatwo jest zmierzyć skuteczność modlitwy na zmiany parametrów fizycznych, np. czy litania do Najświętszego Serca Pana Jezusa podniesie temperaturę&amp;nbsp;wody w szklance. Skuteczność modlitwy za zmarłych jest natomiast w ogóle niemierzalna. Modlitwa o wyleczenie plasuje się&amp;nbsp;gdzieś&amp;nbsp;pośrodku. Wstępnym warunkiem tego, aby w badaniach w ogóle&amp;nbsp;mogła&amp;nbsp;pojawić się pozytywna korelacja&amp;nbsp;pomiędzy&amp;nbsp;pacierzem&amp;nbsp;a wyzdrowieniem, jest działanie na dolegliwościach podatnych na reemisje i placebo. Osoby religijne wydają się mieć nawet tendencje, aby modlić się o to, co ustąpić może samoistnie, tak, aby nie&amp;nbsp;wystawiać&amp;nbsp;swojej modlitwy na próbę. Jeśli w swojej modlitwie polecamy swoje własne zdrowie, generalnie wydaje się nieść to jakies korzyści. Pozytywny wpływ na układ sercowo-oddechowego ma m.in odmawianie mantry, różańca i technik &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=evbR7Vzkifo&amp;amp;feature=relmfu" target="_blank"&gt;surjanamaskar&lt;/a&gt;. Jednak w nauce pierwszeństwo ma zawsze wyjaśnienie naturalne, a w tym wypadku jest ono całkiem sensowne. Modlitwa ma bezsprzeczny wpływ na nasz stan psychiczny, a ten&amp;nbsp;oddziałuje&amp;nbsp;na zdrowie fizyczne, stąd poprawa. Tą część niech podsumuje&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.cancer.org/Treatment/TreatmentsandSideEffects/ComplementaryandAlternativeMedicine/HerbsVitaminsandMinerals/faith-healing" target="_blank"&gt;oświadczenie American Cancer Society&lt;/a&gt; sprzed 3 lat,&amp;nbsp;iż brak jest dowodów naukowych na to, że wiara może leczyć raka lub inne choroby. Nawet w sanktuarium w Lourdes ilość udokumentowanych reemisji&amp;nbsp;nowotworu nie jest statystycznie wyższy niż gdziekolwiek indziej. Praktyki religijne mogą jednak przynosić spokój, łagodzić ból i&amp;nbsp;zmniejszać&amp;nbsp;stres.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Inaczej sprawy mają się ze skutecznością modlitwy wstawienniczej, kiedy modlimy się o przebywającą w szpitalu babcię. Babcia nie wie o tym, że wygrzewamy właśnie&amp;nbsp;kościelne&amp;nbsp;ławy,&amp;nbsp;modlitwa&amp;nbsp;zatem nie powinna wpływać na jej zdrowie, ani pozytywnie ani negatywnie. Takie też wyniki dał&amp;nbsp;projekt&amp;nbsp;MANTRA oraz badania&amp;nbsp;Freda Sichera na osobach zakażonych HIV. W przypadku kiedy badania potwierdzały leczniczy charakter modlitwy, albo kwestionowano ich metodologię (&lt;a href="http://www.gpposner.com/Harris_study.html" target="_blank"&gt;Byrd i Harris&lt;/a&gt;), albo okazywały się oszustwem (&lt;a href="http://ciekawe.onet.pl/medycyna/leczenie-modlitwa,2,4777422,artykul.html" target="_blank"&gt;eksperyment z 2001&lt;/a&gt;). Szpitale mogą odetchnąć. Nie potrzeba wygospodarowywania na salach szpitalnych miejsc do składania ofiar całopalnych. Jako że modlitwy nie leczą, lekarze nie mają obowiązku się nimi parać. Tak już do obrzydzenia na koniec &lt;a href="http://summaries.cochrane.org/CD000368/intercessory-prayer-for-the-alleviation-of-ill-health" target="_blank"&gt;jeszcze jedna metaanaliza&lt;/a&gt;, tym razem z roku 2009 podsumowująca 10 badań nad skutecznością modlitwy. Nie chodzi mi jednak o jej rezultat - jej wynik po raz kolejny pokazał, że modlitwa nie wnosi nic ciekawego do medycyny. Bardziej interesujący jest dodatkowy wniosek - aby w końcu przestać zajmować się tym tematem, zaś&amp;nbsp;ewentualne, kolejne fundusze na badania modlitwy spożytkować&amp;nbsp;na bardziej sensowne cele naukowe.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-9184316000791893396?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/9184316000791893396/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2011/11/masc-rozancowa-i-zastrzyk-z-ducha.html#comment-form' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/9184316000791893396'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/9184316000791893396'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2011/11/masc-rozancowa-i-zastrzyk-z-ducha.html' title='Maść różańcowa i zastrzyk z Ducha Świętego'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-6921946865834288768</id><published>2011-12-06T18:40:00.000+01:00</published><updated>2011-12-28T16:36:50.991+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ogólnosceptyczne'/><title type='text'>O smaku butanianu linalolu, proszę</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div&gt;Jako sowizdrzał,&amp;nbsp;birbant i&amp;nbsp;paliwoda, śmieję się kryzysowi w twarz i ukręcam nosa hydrze spekulantów. W ciężkich czasach tylko głowa pełna pomysłów może uchronić nas przed całkowitym wysuszeniem świniaka skarbonki, tak, że bankructwo mi nie straszne. Mogę wytresować łasicę i zbijać kokosy na robionych przez nią sztuczkach, zainwestować w modne ostatnio filmy pełne śmiałych scen homoerotycznych, a także... i to by było w zasadzie na tyle, więc może przesadziłem z tą głowa pełną pomysłów. Jeśli jednak ktoś zmarnował cale swoje życie na demistyfikowanie manipulacji, niechcący nabył też umiejętności poruszania&amp;nbsp;się&amp;nbsp;po ciemnej stronie mocy. Będąc jako tako rozeznany w tych technikach i mając tylko czerstwe resztki w chlebaku, w końcu to ja mógłbym zbijać kasiorę na ludzkiej naiwności! Gdyby nie daj boże ktoś rozpoznał w przyszłym mnie, czyli prywatnym bioenergoterapeucie polskich celebrytów, dawnego Michała bzdurologa, zawczasu mogę zmienić nazwisko i zapuścić brodę. Taką metamorfozę przeszedł &amp;nbsp;serbski zbrodniarz wojenny&amp;nbsp;&lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Radovan_Karad%C5%BEi%C4%87" target="_blank"&gt;Radovan Karadzić&lt;/a&gt;, stając się&amp;nbsp;&lt;a href="http://web.archive.org/web/20080828040504/http://www.dragandabic.com/" target="_blank"&gt;Draganem Dabiciem&lt;/a&gt;, specjalistą od&amp;nbsp;&lt;i&gt;Human Energy Quantum&lt;/i&gt;&amp;nbsp;i leczniczych talizmanów.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Nim&amp;nbsp;zacznę&amp;nbsp;leczyć uzdrawiającą mocą księżyca, w ramach przyuczenia do zawodu postawię dziś pierwszy krok w ogłupianiu prostego ludu.&amp;nbsp;Natchnął mnie do tego przyjaciel,&amp;nbsp;wytykając&amp;nbsp;ilość&amp;nbsp;"E" w moich ulubionych panierowanych orzeszkach z Biedronki.&amp;nbsp;Nikogo nie drażni fakt, że każdy produkt sprzedawany w tym kraju zawierać może śladowe ilości orzeszków arachidowych, jednak wyszczególnionym E na etykiecie nigdy nie&amp;nbsp;przepuścimy.&amp;nbsp;Trudna sztuka przedstawiania czegoś w niekorzystnym świetle, w przypadku żarcia koncentruje się na uchemicznianiu jego składników, co wiele mediów opanowało do perfekcji. Jeśli chcemy, aby coś zabrzmiało obrzydliwie i niezdrowo, najlepiej nazwać to pełną&amp;nbsp;nazwą&amp;nbsp;systematyczną&amp;nbsp;(tak na przykład najpopularniejsza przyprawa staje się złowieszczo brzmiącą solą sodową kwasu chlorowodorowego) a już najlepiej określić to przy pomocy przedrostka E zarezerwowanego dla dodatków chemicznych. Widząc "E-ileś", cokolwiek by to nie było, człowiek&amp;nbsp;aż czuje swąd chemikaliów. Jeśli jakieś chipsy czy napój mają powiedzmy 7 "E-ileś" to wiedz&amp;nbsp;konsumencie, że najzdrowsza kapusta czy jabłuszko,&amp;nbsp;fabryki chemiczne matki natury, same z siebie&amp;nbsp;zawierają&amp;nbsp;ich&amp;nbsp;kilkadziesiąt! Aby nie być gołosłownym, oto całkowicie prawdziwy, a zarazem do cna debilny tekst mojego autorstwa:&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq" style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;To co wydarzyło się w tej wsi powinno być nauczką dla nas&amp;nbsp;wszystkich. Pół żywe dzieci ledwo snuły się ulicami, mężczyźni chowali twarze, a kobiety płakały. Różnej maści utleniacze, zagęszczacze i inne&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;świństwa spod znaku E&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;ujawnione zostały w sadzie Dobromiry W. Uważana przez mieszkańców wsi za pogodną babinkę, kobieta została dziś skuta i wywleczona ze swej chałupy o 5 rano przez funkcjonariuszy ABW. "Jeszcze wczoraj chciałaś mnie poczęstować jabłkiem, dziwko! - krzyczał w trakcie działań policji jeden z jej sąsiadów. Aby nie dopuścić do samosądu, policja odeskortowała 84-letnią kobietę do radiowozu, jednocześnie konfiskując widły i pochodnie przyniesione w trakcie akcji policji przez miejscową ludność. Co zawierały jej warzywa i owoce, że skryta za płaszczykiem poczciwej babuszki kobiecina, okazała się polskim "&lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Ali_Hassan_al-Majid" target="_blank"&gt;Chemicznym Alim&lt;/a&gt;"? Otóż jej przydomowy ogródek okazał się być przepełniony barwnikami, w tym E160a, E160d, E161b, E161e i E163. Mimo, iż babcia twierdziła, że jej pole nigdy nie było nawożone ani opryskiwane, wszystkie rozprowadzane przez nią produkty zawierały znaczne ilości E140 oraz zagęszczaczy E460 i E440. Warzywa te wciąż znajdują się w spiżarniach okolicznych mieszkańców! Przed prokuraturą odpowie co robiła w jej brokułach luteina. Przypomnę, iż luteina to żeński hormon płciowy &amp;nbsp;- aż strach pomyśleć jakie konsekwencje w przyszłości może mieć to dla szabrujących w jej sadzie okolicznych dziewczynek. Mimo, iż owoce Dobromiry W. miały nie zawierać konserwantów, jej śliwki, jabłka i żurawina zawierały znany z etykiet wielu produktów E210 - kwas beznzoesowy, emulgator E332, polepszacz E300, oraz takie substancje jak mutatoksantyna, bisabolen, i &amp;nbsp;kwas nikotynowy. Czy normalnym można nazwać stan, w którym owoce zalatywały mrówczanem etylu, związkiem będącym składnikiem farb i lakierów, który powodować może podrażnienie błon śluzowych i wymioty? Wszystko to Dobromira W. rozdawała w opakowaniu z gazami, głównie E941, E948 i E938. Niestety we wszystkich próbkach odnaleziono też śmiercionośny E939, od wdychania którego tylko w zeszłym roku i tylko w Wielkiej Brytanii zmarło ponad 30 osób!&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak to możliwe, iż tekst ten jest zmyślony i prawdziwy jednocześnie? Jeśli tylko gdzieś jakaś Dobromira W. istnieje i ma ona poletko z warzywami, to dokładnie takie "dodatki" będą one&amp;nbsp;zawierać. Emulgator E322,&amp;nbsp;nieodłączny składnik&amp;nbsp;budzącego&amp;nbsp;u nas przerażenie &lt;a href="http://miskidomleka.wordpress.com/2010/02/01/skad-sie-biora-kalorie-z-rozgotowywania/" target="_blank"&gt;&amp;nbsp;masła w sprayu&lt;/a&gt;, to zwykła lecytyna, wiele z "E" to witaminy, lub jak karoten - substancji poszukiwanych przez&amp;nbsp;konsumentów. Oznaczenia E odbierają apetyt, etykietując dodatki jako "czystą chemię" - ulubiony związek frazeologiczny ekochemiofobów. Choćby nie wiem jak ekologiczny&amp;nbsp;miałby być&amp;nbsp;ogród, trudno będzie&amp;nbsp;znaleźć&amp;nbsp;w nim coś, co nie zawiera celulozy (E460) czy chlorofilu (E140). Oczywiście owych E nie odnajdziemy wypisanych na siatce z owocami, jako że nie ma obowiązku wymieniania na nich tego, co natura pakuje do nich sama. Przy manipulacji wskazana jest szczypta ignorancji, co reprezentuje zdanie o luteinie. Luteina w zielskach to nie to samo co&amp;nbsp;progesteron nazywany nieraz luteiną. Nie warto być nieomylnym, bezpiecznie jednak nie wychylać się przed szereg i trzymać poziom moich dawnych adwersarzy, a jutro kolegów. Takie kompromitujące gafy czynią nas bardziej ludzkimi, a przez to bardziej wiarygodnymi niż zimnie kalkulujący naukowcy. Jeśli&amp;nbsp;odpowiedzialny m.in za zapach malin, mrówczan etylu jest też w farbach i&amp;nbsp;lakierach, warto o tym wspomnieć, aby&amp;nbsp;wywołać&amp;nbsp;konotacje z czymś niebezpiecznym dla zdrowia.&amp;nbsp;Nawet jakby jakiś składnik jedzenia znajdował się też w oponach&amp;nbsp;albo asfalcie, nie znaczy to od razu, że sam w sobie jest niezdrowy. Wypada też postraszyć czymś czego się nie rozumie, ale co brzmi na tyle&amp;nbsp;złowieszczo, że może używać tego jako argumentu.&amp;nbsp;Choć bisabolen,&amp;nbsp;mutatoksantyna i kwas nikotynowy nie są niczym niebezpiecznym ani niezwykłym, są to najbardziej trująco brzmiące&amp;nbsp;związki&amp;nbsp;jakie znalazłem w składzie warzyw i owoców. Najbardziej dumny jestem ze swojej ostatniej dezinformacji. E941, E948 i E938 to oczywiście azot, tlen i argon, najzwyklejsze powietrze atmosferyczne. Tajemniczy, śmiertelny E939 to hel, którego niewielkie ilości obecne są w powietrzu. W 2010 wdychanie helu przypłaciło życie 33 Brytyjczyków, w latach poprzedzających były to średnio 2 osoby,&amp;nbsp;należy&amp;nbsp;jednak wybrać dane z roku, który jest dla nas najbardziej korzystny. Zgony nie miały oczywiście miejsca przy stężeniu helu, jakim teraz oddychamy. Ważne, że coś jest szkodliwe, a że zabija szczura po przekroczeniu dawki milion razy większej niż ta w panierce orzeszków - kto to będzie sprawdzać?&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-6921946865834288768?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/6921946865834288768/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2011/12/o-smaku-butanianu-linalolu-prosze.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/6921946865834288768'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/6921946865834288768'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2011/12/o-smaku-butanianu-linalolu-prosze.html' title='O smaku butanianu linalolu, proszę'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-4410798517345269732</id><published>2011-11-18T01:32:00.000+01:00</published><updated>2012-01-10T16:57:58.793+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pseudonauka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nauka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kryptozoologia'/><title type='text'>Czy kryptozoologia to nauka?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Według najnowszych szacunków, na Ziemi pozostało do odkrycia blisko 7 milionów zwierząt. W 1833 roku brytyjski entomolog John Westwood oceniał, iż na świecie żyje łącznie 400 tysięcy gatunków owadów - dziś znamy ich więcej, a miliony pozostałych czekają w kolejce do klasyfikacji. W 1988 Robert May, biolog ewolucyjny z Oxfordu, oszacował ilość gatunków zwierząt lądowych pozostałych do odkrycia na 10 do 50 milionów. Mimo, iż zapas 7 milionów gatunków, o których nic nie wiemy to ogrom potencjalnych odkryć, wielu badaczy uznała te przewidywania za mocno niedoszacowane. 600 tysięcy gatunków grzybów wywołało oburzenie wśród niedocenionych w ten sposób mikologów – szczególnie, że niektórzy z nich mówią o 5 milionach gatunków swych ulubieńców. Tak naprawdę nie wiemy ile pozostało do odkrycia, wszak wystarczy, że jest tego cholernie dużo. Tak rysujące się sprawy wydają się być na rękę naszej tytułowej bohaterce.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-GBf6F13Dp9I/TwxfUbunCKI/AAAAAAAABH4/419ZrDVQDaE/s1600/gatunki.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;" target="_blank"&gt;&lt;img border="0" height="227" src="http://2.bp.blogspot.com/-GBf6F13Dp9I/TwxfUbunCKI/AAAAAAAABH4/419ZrDVQDaE/s640/gatunki.jpg" width="600" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr align="left"&gt;&lt;td class="tr-caption"&gt;Orientacyjna ilość ziemskich gatunków według: Camilo Mora, Derek P. Tittensor, Sina Adl, Alastair G. B. Simpson, Boris Worm, How Many Species Are There on Earth and in the Ocean?, „PLoS Biology”, tom 9, Sierpień 2011. &lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;br /&gt;Portale kryptozologiczne lubują się w wieściach o odkryciu nowego ssaka, co ma rzekomo dowodzić słuszności ich praktyk. Tymczasem kryptozoolodzy nie zajmują się poszukiwaniem organizmów nieznanych nauce. Termin "kryptozoologia" został ukuty przez Szkockiego podróżnika Ivana Sandersona w roku 1947. Przedrostek krypto oznacza coś ukrytego, zamaskowanego, nie zaś niepoznanego. Kryptozoolodzy dokładnie wiedzą czego szukają i koncentrują się na potwierdzeniu istnienia znanych sobie kilkuset kryptyd. Mają swoją listę mitologicznych stworów i tego się trzymają. Ludzie ci nawet jakby potknęli się o nowy gatunek słonia, nie zwróciliby na niego uwagi. Dowodem tej ignorancji jest nagminne nagłaśnianie odkryć dziwnych stworzeń, które okazują się anomaliami w obrębach popularnych gatunków lub osobnikami cierpiącymi na rzadkie choróbstwa. Ojciec kryptozoologii - Bernard Heuvelmans widział ją, jako naukę będącą połączeniem biologii i etnologii. W jego wizji kryptozoologia miała stosować się do metod naukowych, stając się w ten sposób uzupełnieniem klasycznej taksonomii. W przeciwieństwie do poruszających się po omacku biologów, kryptozoolodzy mieli być skuteczniejsi w poszukiwaniu nowych gatunków. Czerpiąc z wiedzy etnozoologicznej, folkloru i legend, kryptozoolodzy mieli z większa precyzją odszukiwać potencjalne okazy wykpiwane i marginalizowane przez główny nurt zoologii. Heuvelmans nie był pierwszym, który wpadł na ten pomysł. Na temat bardziej ekscytującej odmiany zwykle żmudnej systematyki spekulowano już XIX wieku, a jej orędownikiem był m.in szanowany w Europie biolog Anthonid Oudemans. Jednak dopiero pod wpływem Heuvelmansa zoolodzy z przygodowym zacięciem utworzyli w 1982 &lt;i&gt;International Society of Cryptozoology&lt;/i&gt;..&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niestety nowa strategia odkrywania nieznanych lub uznanych za wymarłe gatunków okazała się bezowocna. W jednym z odcinków "Futuramy", rozgoryczony profesor krzyczy do badacza Wielkiej Stopy "Bzdura! Pokaż jego odchody albo siedź cicho", na co ten odpowiada: "Mam za to odchody gościa, który go widział". Coś prawdziwego jest w tym dialogu. Aby zyskać wśród biologów szacunek, należało wylegitymować się jakimiś wynikami. Kiedy wielu profesjonalnych zoologów odwróciło się od kryptozoologii, ich miejsce zajęli amatorzy. W ten sposób podupadła resztka naukowego rygoru, a dowodem istnienia legendarnych gatunków stały się zamazane zdjęcia i przechadzające się w tle kadru niewyraźne sylwetki. Kryptozoologia zawsze była "nauką na skróty", zaś przedmiotem jej dociekań było tylko to co spektakularne. „Szukamy nowego gatunku żaby? OK ale niech ma 2 metry i pluje ogniem” . Wraz z najazdem amatorszczyzny utraciła wszelki krytycyzm, zaś na każdy jej najdrobniejszy sukces przypadało średnio parę oszustw. Fatalnie wyglądają dziś wszechobecne konotacje z New Age, &amp;nbsp;kosmitami i zjawiskami paranormalnymi. Dowody anegdotyczne, które miały być wskazówką, dla wielu krypozoologów stały się dowodami samymi w sobie. Brak powściągliwości, wysuwanie śmiałych tez przy bardzo słabych przesłankach oraz kwestionowanie uznanych teorii naukowych, odsunęło większość kryptozoologow od ustandaryzowanej nauki. Przez kilka lat miałem styczność z jednym z bardziej znanych polskich kryptozoologów, Markiem Sęką i z rozmów z nim wiem, że jego wiedza na temat tego czym jest nauka, na czym się opiera i jak funkcjonuje jest dość skromna. Kryptozoolodzy (i kryptozoolożki) wydają się w większości odporni na falsyfikacje swoich założeń, czego przykładem może być jezioro Loch Ness. Jest to chyba najlepiej przebadane jezioro świata, a już na pewno najpilniej monitorowane. Przez to w każdym większym jeziorze na Ziemi wodny potwor jest bardziej prawdopodobny niż tam.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Nawet jeśli kryptozoologia nie jest nauką, może być nie tyle pseudonauką, co rodzajem protonauki. Można by zastosować taką taryfę ulgową,&amp;nbsp;jeśli&amp;nbsp;dane zebrane przez kryptozoologów mają wartość dla biologów. Kryptozoologia jest na tyle protonauką na ile fotograf zaczajony w nocy w lesie przyczynia się do rozwoju dzisiejszej zoologii. Krzywdzącym byłoby jednak stawianie znaku równości pomiędzy wyprawą poszukiwaczy śladów tygrysa kaspijskiego (czysto hipotetycznie nazwijmy ją akcją "tygrys"), a grupą, która zapowiada odnalezienie w Afryce żywych dinozaurów, tudzież entuzjastów &lt;a href="http://www.google.pl/search?q=Mothman&amp;amp;hl=pl&amp;amp;safe=off&amp;amp;prmd=imvns&amp;amp;source=lnms&amp;amp;tbm=isch&amp;amp;ei=C6DFTs2CIcv5sgamkvWsBw&amp;amp;sa=X&amp;amp;oi=mode_link&amp;amp;ct=mode&amp;amp;cd=2&amp;amp;ved=0CBkQ_AUoAQ&amp;amp;biw=1440&amp;amp;bih=775"&gt;człowieka-ćmy&lt;/a&gt; (akcja "nowa okładka Super Expressu"). Uczestnicy akcji "tygrys" studiują dawny habitat tygrysa, interesuje ich pozyskanie empirycznych dowodów, zaś w terenie weryfikują swoje wcześniejsze hipotezy. Drudzy z podnieceniem biegają z kamerami, a każde zarejestrowane przez nich poruszenie liści uważają za dowód na istnienie dinozaurów. Opowieści randkowiczów z mothmanem są dla nich bardziej wiarygodne niż DNA. Chłopaki z "akcji tygrys" posiadają dobrze udokumentowany zapis kopalny celu swych polowań, ich rywale są ponad takie detale. Mothman jest skrajnie nieprawdopodobny, posiadając sylwetkę człowieka z nogami i rękoma, jednocześnie z parą skrzydeł na plecach. Niestety ryba, która po raz pierwszy wyspacerowała z wody jakieś 400 milionów lat temu zrobiła to nie na trzech, a na dwóch parach płetw. Od tej pory nie znamy ani jednego przypadku, ani w dzisiejszej przyrodzie, ani w jakiejkolwiek skamielinie, aby potomnym tego pierwszego tetrapoda udało się wykształcić dodatkową parę kończyć (za to niektórym jego dzieciom udało się je zredukować np. wężom). Charakterystyczna dla tetrapodów anatomia z dodatkowymi skrzydłami, nie będącymi metamorfozą przednich łap, jest cechą rozpoznawczą mitycznych stworów, wampirów, smoków, aniołów i oczywiście mothmana. Pytanie czy ekipa z "akcji tygrys" za sprawą swych działań przypadkiem nie wymyka się spod szyldu kryptozoologii? Czy naukowa odmiana kryptozoologii to nie po prostu zoologia?&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-4410798517345269732?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/4410798517345269732/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2011/11/czy-kryptozoologia-to-nauka.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/4410798517345269732'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/4410798517345269732'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2011/11/czy-kryptozoologia-to-nauka.html' title='Czy kryptozoologia to nauka?'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-GBf6F13Dp9I/TwxfUbunCKI/AAAAAAAABH4/419ZrDVQDaE/s72-c/gatunki.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-4544224817960066808</id><published>2011-11-01T15:12:00.000+01:00</published><updated>2012-01-10T17:00:13.801+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Medycyna alternatywna'/><title type='text'>Pop-medycyna</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W starożytności substancje te określano jako &lt;i&gt;remedium nostrum&lt;/i&gt;. Były to leki o wątpliwej skuteczności, sprzedawane dzięki nowatorskim jak na owe czasy zabiegom reklamowym. Zalążek czegoś takiego jak marka, a także wiele technik marketingowych (opisywanie najzwyklejszych składników niezwykłymi słowy) narodziło się właśnie na potrzeby tej szarlatanerii. Najsłynniejszym tego typu lekiem był sprzedawany w XIX wieku w USA olej z chińskiego węża wodnego. Był to leczący wszelkie choroby cudowny eliksir dystrybuowany przez sieć objazdowych cyrkowych uzdrawiaczy. Wiele z tych mikstur przetrwało do naszych czasów, ewoluując w symbole kultury masowej. Poniżej bardzo luźne tłumaczenie zestawienia Joe Nickella &lt;a href="http://www.csicop.org/si/show/pop_culture_patent_medicines_become_soda_drinks/"&gt;Pop Culture: Patent Medicines Become Soda Drinks&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-DfU2wvGs8HM/Tq3yazrv6MI/AAAAAAAABBI/PCghG5Es3uY/s1600/cola.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://4.bp.blogspot.com/-DfU2wvGs8HM/Tq3yazrv6MI/AAAAAAAABBI/PCghG5Es3uY/s200/cola.jpg" width="158" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Coca-Cola&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Pomysł na &lt;b&gt;Coca-Cole&lt;/b&gt; narodził się w &lt;i&gt;Eagle Drug and Chemical Company&lt;/i&gt;, jako odmiana bardzo popularnego wówczas wina na bazie koki, znanego jako &lt;i&gt;Vin Marian&lt;/i&gt;. Za sprawą prohibicji w Georgii, od 1886 w jednej z aptek w Atlancie zaczęto sprzedawać cudowny eliksir, będący bezalkoholowym odpowiednikiem wina, zwany "Francuskim Winem Coca Pembertona". Jej twórca John Pemberton był przekonany, iż znalazł w niej lekarstwo na uzależnienie od morfiny, które trapiło go od wojny secesyjnej. Reklamował go jako trunek szczególnie korzystny dla "pań i wszystkich tych, u których siedzący tryb pracy powoduje nerwowe osłabienie, bóle żołądka, niewydolność jelit i nerek", Dodanie do Coli dwutlenku węgla budziło lecznicze konotacje z wodą gazowaną, uważaną wówczas za lekarstwo na otyłość. "Wspaniałej i przenikliwie pobudzającej Coli" jej twórcy przypisywali leczenie m.in impotencji. W rzeczywistości napój powodował uzależnienie od kokainy. Jej zawartość w Coca-Coli stopniowo obniżano, aby ostatecznie wyeliminować ją na przełomie XX wieku i zastępując aromatem koki.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="background-color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: right; margin-left: 1em; text-align: right;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-lr8voyj6zKY/Tq3y2QIx3JI/AAAAAAAABBQ/tt_OpNuLyBQ/s1600/pepsi.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://4.bp.blogspot.com/-lr8voyj6zKY/Tq3y2QIx3JI/AAAAAAAABBQ/tt_OpNuLyBQ/s200/pepsi.jpg" width="153" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Pepsi-Cola&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Coca-Cola wzięła swoją nazwę z połączenia kofeiny, orzeszków i koki. W przypadku &lt;b&gt;Pepsi-Coli&lt;/b&gt; do nazwy doczepiono człon w postaci pepsyny (enzymu trawiennego). Napój, znany jako "Drink Brada", został stworzony w 1898 przez farmaceutę Caleba Bradhama. Jego przeistoczenie się w 1903 w Pepsi-Cola do dziś budzi etymologiczne zamieszanie. Szczególnie wśród Żydów i muzułmanów, którzy boją się zbezczeszczenia przez nieczystą świńską pepsynę. Pepsi-Cola nie zawiera i najpewniej nigdy jej nie zawierała. Bradham nadał jej tę nazwę, aby sugerować, iż preparat ten pomoże w razie problemów trawiennych. Reklamowana jako "smaczna i zdrowa" Pepsi zbankrutowała w czasie Wielkiego Kryzysu. W 1939 firmę wykupił Charles Guth. Guth, postanowił napełnić nimi swoje automaty do napojów - które w owym czasie przeniosły się z aptek do sklepów spożywczych. Nie dogadawszy się ze sprzedawaną w formie syropu Coca-Colą, postanowił zastąpić ją bardzo podobną, równie "leczniczą" i nadającą się na "syrop" Pepsi-Cola. Dalsza cześć przyjaźni tych dwój napojów jest &amp;nbsp;wszystkim znana.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="background-color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-cLn9D8i9rWw/Tq35JiYJF_I/AAAAAAAABBY/xoS6hyTLTIg/s1600/tonik.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-cLn9D8i9rWw/Tq35JiYJF_I/AAAAAAAABBY/xoS6hyTLTIg/s200/tonik.jpg" width="164" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Schweppes&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Tonik&lt;/b&gt; składał się pierwotnie jedynie z wody gazowanej i chininy. Pito go w kolonialnych Indiach i w Afryce, głownie z ginem - profilaktycznie przeciw malarii. Trudno powiedzieć czy praktyka ta była skuteczna, jako że, aby tonik działał, stężenie chininy musiało być obrzydliwie gorzko wysokie - wielokrotnie wyższe niż dopuszczalne stężenie chininy w toniku obecnie. Jeśli poziom chininy był odpowiednio duży, nie wykluczone, iż terapia tonikowa mogła działać. Tonik nie jest natomiast polecany konsumentom w przypadku innego schorzenia, którym są skurcze nóg, a którym próbowano je leczyć. Stężenie chininy w toniku jest dziś śladowe. W ramach minimalizowania kosztów w większości tonikopodobnych napojów rolę gorzkiej chininy odgrywa chinionowy aromat. Gdyby Schweppes szykował na mnie pozew za zniesławienie, dodam tylko, że znalazł się w tym zestawieniu tylko dlatego, że potrzebowałem obrazka puszki z tonikiem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="background-color: white;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: right; margin-left: 1em; text-align: right;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-i_0bKi3Zc7k/Tq7XDWCiIFI/AAAAAAAABCY/Wd2pmZ8HxmQ/s1600/7up.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-i_0bKi3Zc7k/Tq7XDWCiIFI/AAAAAAAABCY/Wd2pmZ8HxmQ/s200/7up.jpg" width="167" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;7 Up&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;b&gt;7 Up&lt;/b&gt; sprzedawany jest od 1929, z początku jako &lt;i&gt;Bib-Label Lithiated Lemon-Lime Soda&lt;/i&gt;. Magicznym składnikiem 7up'a miał być cytrynian litu. Wierzono, iż leczy on dnę moczanową, reumatyzm i kamienie nerkowe. Cytrynian litu niewiele pomoże na te schorzenia, jest natomiast lekiem psychiatrycznym, stosowanym na pograniczu zaburzeń osobowości i zaburzeń schizoafektywnych. Podobnie jak w przypadku innych "leczniczych napojów", 7 Up miał z tego problemy. Poziom toksycznego litu, stosowanego w leczeniu depresji maniakalnej, był w 7 Up bliski dawki terapeutycznej. Po tym jak w połowie lat 40-tych lit całkowicie wyeliminowano z 7 Up'a, tym razem problemem okazała się substancja słodząca w napoju - cyklaminian sodu. W latach 60-tych FDA uznała go za potencjalnie szkodliwy. &amp;nbsp;W konsekwencji zakazano sprzedaży tej substancji na terytorium Stanów Zjednoczonych. Decyzja ta budzi kontrowersje. USA pozostaje jednym z nielicznych państw na świecie utrzymującym zakaz stosowania cykoaminianu sodu. Tak czy owak całe partie 7 Up'a powędrowały do utylizacji. 7 Up to wyjątkowo pechowa mikstura, zaś do tego pecha dokłada się kierownictwo koncernu. Zgodnie z modnym trendem, 7 Up sprzedawany miał być jako napój "100% naturalny". W ramach przygotowań do tej etykiety zmniejszono zawartość sodu w napoju i zaprzestano stosowania kwasu wersenowego. W 2007 przy próbie wprowadzenia 7 Up na rynek jako napoju "100% naturalnego" kilka organizacji konsumenckich zagroziło procesem, jeśli miałby być sprzedawany pod takim sloganem. Ostatecznie napój, który niegdyś miał leczyć, musiał zadowolić się określeniem "100% naturalnych aromatów".&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-4544224817960066808?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/4544224817960066808/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2011/11/pop-medycyna.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/4544224817960066808'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/4544224817960066808'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2011/11/pop-medycyna.html' title='Pop-medycyna'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-DfU2wvGs8HM/Tq3yazrv6MI/AAAAAAAABBI/PCghG5Es3uY/s72-c/cola.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-7664334584670833345</id><published>2011-10-23T00:22:00.007+02:00</published><updated>2011-11-03T23:16:05.335+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nauka'/><title type='text'>Tekst, w którym autor porusza ważny problem społeczny</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Fajnie jest czasem napisać coś na temat, który interesuje kogoś poza tymi, których interesuje wszystko. Osobiście mi się to nie zdarza, więc czasem kusi mnie, aby skrobnąć coś na temat aborcji, in-vitro, czy kary śmierci. Żywię naturalny opór przeciwko tym tematom, bo nie wyobrażam sobie jak racjonalnie rozsądzić spór na temat eutanazji. Czy są jakieś badania, które powiedzą nam, czy obywatele powinni mieć większy dostęp do broni palnej, albo czy krzyż jest w Polsce symbolem religijnym czy religijno-narodowym. Nie mniej w dyskusjach tych pojawiają się argumenty, które da się weryfikować. Nie będzie zatem aż tak ciekawie jak zapowiadałem, ale przynajmniej będę oscylował wokół tematu, na który większość ludzi ma własne zdanie - a to już postęp. Przeczuwając nadchodzącą debatę na temat marihuany, nie chcąc być przy tym skazany na dokształcanie się ze strony polityków - reprezentujących zawsze najniższy poziom metaforyczności, postanowiłem sam dozbroić się w fakty. Moja głowa była w tym temacie siedliskiem głównie sloganów, pora więc samemu zrewidować argumenty z jednej strony wywodzących się ze środowisk kryminogennych ćpunów, z drugiej ignorantów na garnuszku mafii - czyli narkofobów.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Czy marihuana zabija?&lt;/b&gt; Polska Wikipedia mówi o 1/3 masy ludzkiego ciała jako dawce śmiertelnej marihuany. Znaczy, że przy mojej wadze musiałbym... no nie ważne. W źródle tej informacji czytamy, że ocena ta jest wynikiem dawki śmiertelnej jaka dla THC wynosi 3000mg/kg oraz stężenia THC w marihuanie na poziomie 1%. Zacznijmy od tego drugiego. Mając 1% THC w marihuanie należałoby jak najszybciej zmienić sobie dilera, bo sprzedaje nam wyjątkowo trefny towar. W zależności od tego o czym myślimy, mówiąc marihuana, jest to gdzieś od 5% do 15% zawartości THC. Następnie, jeśli już zabijamy zwierzaki w celach poznawczych, warto posłużyć się czasem tymi badaniami, aby ich trucie miało jakiś sens. Mam na myśli wskaźnik LD&lt;sub&gt;50&lt;/sub&gt; oznaczający ilość substancji jaka potrzebna jest do uśmiercenie 50% badanej populacji futrzaków, wyrażona w mg trucizny na kg masy ciała. LD&lt;sub&gt;50&lt;/sub&gt; dla THC wynosi około 700mg/kg dla szczurów, 510mg/kg dla psów i 485mh/kg dla myszy (dla przykładu dla kofeiny dawka ta wynosi 195mg/kg, zaś dla nikotyny tylko 50mg/kg). Mówimy tu jednak o przyjmowaniu THC w formie pokarmu, jeśli zaś marihuanę palimy, śmiertelna dawka może być o wiele mniejsza - dla myszy i szczurów jest to 40mg/kg. Przypominam - w założeniu dawka śmiertelna wynosić miała aż 3000mg/kg. Myszy to jednak nie ludzie. Małpy okazały się być o wiele bardziej tolerancyjne na THC niż gryzonie. Najniższa dawka uśmiercająca dla małp, podana drogą dożylną (zapewne dawka wdychana przez płuca musiałaby być większa) wynosi około 130mg/kg. Informacja z Wikipedii, iż dopiero zażycie marihuany o wadze 1/3 swojego ciała doprowadzi nas do śmierci jest najpewniej bzdurą. Nie zmienia to faktu, że dawka ta jest na tyle duża, iż przypadki śmiertelne po zażyciu marihuany są rzadkością. Bardziej niebezpieczne wydaje się syntetyczne, "tabletkowe" THC, znanego jako Marinol. Jakbyśmy marihuanę nie wciągali, nie wyssiemy z niej całego THC, zaś jej najłagodniejszą, najbezpieczniejszą formą dozowania powinna być np. pizza z haszyszową posypką.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Czy marihuana leczy?&lt;/b&gt; Powinienem dodać "ze wszystkiego", bo kiedy czytam listę potencjalnych chorób na które działa, jest tam dosłownie wszystko. W &lt;a href="http://www.tvp.pl/kultura/magazyny-kulturalne/kultura-glupcze/wideo/16102011-1715/5335291"&gt;debacie na temat marihuany&lt;/a&gt; Kamil Sipowicz,&amp;nbsp; stwierdził, że może być ona tak poszukiwanym lekarstwem na raka i AIDS. Prawda jest jednak taka, że organy oddelegowane do tego, aby zbierać te wszystkie badania i na ich bazie wydawać zalecenia tym, którzy nie mają czasu ich czytać, są w tej sprawie sceptyczne. Jeśli chodzi o nasze zdrowie, opinia FDA wiele razy decydowała na tym blogu i dla marihuany jest &lt;a href="http://www.fda.gov/NewsEvents/Newsroom/PressAnnouncements/2006/ucm108643.htm"&gt;negatywna&lt;/a&gt;. Amerykańska Agencja do spraw Żywności i Leków nie widzi medycznych przesłanek do zażywania marihuany w celach zdrowotnych, natomiast dostrzega wiele tych przesłanek na jej szkodliwość. W prozdrowotne właściwości marihuany nie wierzy &lt;i&gt;The National Institute on Drug Abuse&lt;/i&gt;, posiadający budżet liczony w miliardach dolarów i będący źródłem ponad 80% wszystkich badań jakie prowadzi się na świecie na temat narkomani. NIDA wydaje sporo lightowych &lt;a href="http://drugpubs.drugabuse.gov/shopdisplayproducts.aspx?id=22&amp;amp;cat=Marijuana"&gt;broszur&lt;/a&gt;, prezentujących fakty na temat marihuany i z tego, co pobieżnie przejrzałem, są one dla niej miażdżące W zasadzie to nie znalazłem jednego dobrego zdania, jakie tyczyłoby się marihuany. Nie zmienia to sytuacji, iż wiele organizacji domaga się praw wykorzystywania marihuany w celach leczniczych. &lt;a href="http://www.mpp.org/assets/pdfs/library/Medical-Marijuana-Endorsements-and-Statements-of-Support-1.pdf"&gt;Listę&lt;/a&gt; 68 z nich znalazłem przy jednej z takich deklaracji. Ostatecznie w sprawie marihuany wypowiedziało się najbardziej prestiżowe towarzystwo naukowe na świecie &lt;i&gt;United States National Academy of Sciences&lt;/i&gt;. Wśród wniosków uznano potencjał leków opartych na THC (kilka dostępnych w Stanach i Kanadzie) w uśmierzaniu bólu i nudności, nie mniej uznano je za mało efektywne. Inne dostępne na rynku środki wydają się w tym skuteczniejsze. Z powodu ryzyka chorób układu oddechowego nie zaleca się palić marihuany w celach terapeutycznych. Wyjątkiem mogą być pacjenci śmiertelnie chorzy, dla których długoterminowe ryzyko związane z paleniem nie ma już takiego znaczenia, lub osoby w wypadku których udokumentowane jest niepowodzenie jakichkolwiek innych zatwierdzonych środków przeciwbólowych i przeciwwymiotnych. W dokumencie tym znajdujemy także opinie, co do &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Gateway_drug_theory"&gt;teorii eskalacji&lt;/a&gt; - &lt;b&gt;czy marihuana może być furtką do zażywania w przyszłości "ostrzejszych" narkotyków&lt;/b&gt;. Uznano, iż obecne dane nie popierają, ani nie obalają teorii eskalacji, a  pytanie to nie mieści się w granicach problemów medycznych. Wahanie to należałoby mimo wszystko interpretować na niekorzyść zwolenników prostego przejścia z marihuany do heroiny. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Se2-Wexj7OI/TqM-rD19pHI/AAAAAAAAA_M/NuUPEF_O5fM/s1600/narkotyki_ranking.png" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-pLh9XGw6iak/TrMRlv-mRNI/AAAAAAAABCo/tq65mMO0ZBs/s1600/narkotyki.png" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://2.bp.blogspot.com/-pLh9XGw6iak/TrMRlv-mRNI/AAAAAAAABCo/tq65mMO0ZBs/s400/narkotyki.png" width="232" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Czy marihuana jest mniej szkodliwa niż tytoń i alkohol?&lt;/b&gt; Rysując portret marihuany jako nieszkodliwego zielska, sytuuje się je oczywiście w kontekście innych substancji psychoaktywnych, a nie chleba czy kiełbasy. Dane. które przekładają szkodliwość tytoniu i alkoholu nad marihuaną, pochodzą głównie z dwóch źródeł. Raportu ONZ i artykułu Davida Nutta opublikowanego w nie byle jakim w końcu czasopiśmie &lt;i&gt;The Lancet&lt;/i&gt;. Informacje tę może odczytywać dwojako - jako dotychczasowe przeszacowywanie szkodliwości  marihuany lub nieoszacowanie szkodliwości palenia papierosów i picia  alkoholu. Publikacja Nutta zawierała porównanie 20 najbardziej popularnych substancji psychotropowych w Wielkiej Brytanii. Oceniono je ze względu na szkodliwość zdrowotną, potencjał uzależniający i szkodliwość społeczną. Tożsamy ranking jest autorstwa Komisji Doradczej Brytyjskiego Ministerstwa Zdrowia ds. Nadużywania Narkotyków (ACMD) - której szefem był wówczas David Nutt. Z weekendowych nudów wyciągnąłem z niego kilka informacji, niestety, aby cokolwiek zobaczyć w moim przypadku trzeba kliknąć na obrazek. Sam mam do niego kilka uwag. Czuwaliczka jadalna nie jest hitem wśród rodzimych użytkowników, natomiast w Polsce wykorzystuje się mnóstwo innych roślin halucynogennych, przede wszystkim grzybów psylocybinów. W polskiej tradycji odurzania się na stałe zapisał się muchomor czerwony, nasz zdolny naród oswoił już praktyki odnośnie bielunia i piołunu, natomiast nowe i dopiero od niedawna nielegalne rośliny, takie jak szałwia wieszcza czy powój hawajski są praktycznie nierozpoznawalne przez szeregowych przedstawicieli organów ścigania. Druga moja uwaga do tabelki, to przypisy w nawiasach o legalności danego narkotyku w Polsce. Pochodzący z apteki produkt nie musi być tożsamy z narkotykiem, który reprezentuje, choćby różniąc się od niego niższym stężeniem substancji aktywnej. Jak widać prawdą jest, iż alkohol i tytoń jest w tym rankingu wyżej niż marihuana, nie da się jednak nie zauważyć, że wiele narkotyków zostało uznanych za mniej szkodliwe niż marihuana -&amp;nbsp; w tym budzący niegdyś powszechną panikę GHB. Instytucja optujące za legalizacją jedynie marihuany (np. "Ruch Palikota") są dla mnie nielogiczne i przez to niewiarygodne. Otwartych zwolenników legalizacji marihuany z łatwością odnajdziemy wśród szerokiego grona prominentów świata polityczno-kulturalnego. Jest w dobrym tonie, aby wywodząc się artystycznej bohemy, pozytywnie wypowiadać się o marihuanie. Entuzjaści legalizacji mniej szkodliwych niż marihuana narkotyków, jak ecstasy czy LSD, są natomiast postrzegani w stroboskopowym świetle kultury klubowej, gdzie tańczą w narkotycznym amoku wśród pokątnie gwałconych nastolatek.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Podsumowanie.&lt;/b&gt; Piątkowy "Klan". Jacek znajduje na biurku narkotyk, którym za plecami Pawła handlował gość domu Lubiczów. Połyka go i pod wpływem halucynacji próbuje zadusić Agnieszkę myśląc, że to jego była żona Beata. Dla scenarzystów tej telenoweli narkotyki to spocony, toczący pianę Jacek w wyciągniętymi do przodu szponami niczym zombie. Z drugiej strony fanatyczni zwolennicy marihuany, którzy wydają się mieć większy kontakt z faktami niż jej zaciekli przeciwnicy, nie omieszkają jednak tych faktów nagiąć jeśli będzie to konieczne. Palacze marihuany chcą zracjonalizować sobie tą czynność nadają jej znaczenie której ta nie posiada. Jedyną pewną funkcją palenia marihuany pozostaje funkcja rekreacyjna. &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;Update 03.11.2011&lt;/b&gt; Tabela została poprawiona wedle najnowszych danych jakie&amp;nbsp;znalazłem na stronach&amp;nbsp;&lt;i&gt;UK Office for National Statistics&lt;/i&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-7664334584670833345?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/7664334584670833345/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2011/10/tekst-w-ktorym-autor-porusza-wazny.html#comment-form' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/7664334584670833345'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/7664334584670833345'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2011/10/tekst-w-ktorym-autor-porusza-wazny.html' title='Tekst, w którym autor porusza ważny problem społeczny'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-pLh9XGw6iak/TrMRlv-mRNI/AAAAAAAABCo/tq65mMO0ZBs/s72-c/narkotyki.png' height='72' width='72'/><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-5887871008536394977</id><published>2011-10-18T21:48:00.002+02:00</published><updated>2012-01-10T17:07:14.442+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nauka'/><title type='text'>Mowa obronna bakłażana</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czy gdyby warzywa grające w reklamach biedronki, choć raz mogłyby powiedzieć coś od siebie, czy w ogóle wydusiłyby z siebie jakieś słowo? I to nie dlatego, że warzywa z natury nie są zbyt gadatliwe, choć to też. Generalnie atmosfera w tym kraju nie sprzyja ujawnianiu swej inności i okazuje się, że zasada ta tyczy się także warzyw. Wydawać by się mogło, że TVN wyczerpał się w temacie GMO, nadając w ciągu jednego tygodnia cztery mrożące krew w żyłach reportaże. &lt;a href="http://uwaga.tvn.pl/39308,news,1,jedzenie_z_obcym_genem,reportaz.html"&gt;"Jedzenie z obcym genem"&lt;/a&gt;; &lt;a href="http://uwaga.tvn.pl/39444,wideo,212377,lobbing_na_rzecz_gmo,lobbing_na_rzecz_gmo,reportaz.html"&gt;"Lobbing na rzecz GMO"&lt;/a&gt;; &lt;a href="http://uwaga.tvn.pl/39357,news,1,chemia_zabija_nie_tylko_chwasty,reportaz.html"&gt;"Chemia zabija nie tylko chwasty"&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://uwaga.tvn.pl/213232,,czy_powinnismy_obawiac_sie_zywnosci_genetycznie_modyfikowanej,wideo_detal.html"&gt;"Czy powinniśmy obawiać się żywności genetycznie modyfikowanej?"&lt;/a&gt; - wszystkie utrzymane w tym samym alarmującym tonie, z budującą napięcie złowieszczą muzyką. Gdy widz, nie daj boże, zapomniał o tym jakie zło czyha ze strony niepozornej kukurydzy, tym pędem uświadczył kolejnego materiału&amp;nbsp; &lt;a href="http://uwaga.tvn.pl/51736,wideo,289757,stop_gmo,stop_gmo,reportaz.html"&gt;"STOP GMO"&lt;/a&gt;. No cóż, jedną z metod rozwiewania chmurzysk strachu jest naukowy wgląd w rzeczywistość. Jestem przekonany, że życie z abstraktem badań za pazuchą likwiduje więcej obaw, niż ich dokłada. Z natury rzeczy, wyważony fakt zostanie skopany przez sensacyjny reportaż. Skutkiem przejęcia przez media pałeczki w edukowaniu społeczeństwa jest m.in &lt;a href="http://www.sprawynauki.edu.pl/index.php?option=com_content&amp;amp;task=view&amp;amp;id=424&amp;amp;Itemid=35"&gt;drastyczny spadek&lt;/a&gt; entuzjazmu do GMO w naszym kraju. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-CqGLoYoUwCU/Tp1yoWPSR5I/AAAAAAAAA-g/EAG7Fa6F4UA/s1600/Brassica-oleracea.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-CqGLoYoUwCU/Tp1yoWPSR5I/AAAAAAAAA-g/EAG7Fa6F4UA/s320/Brassica-oleracea.jpg" width="316" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Warzywa otrzymane z&lt;i&gt; &lt;/i&gt;rośliny&lt;i&gt; Brassica oleracea.&lt;/i&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Abstrahując od tego, &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Genetically_modified_food_controversies"&gt;czy GMO jest cacy&lt;/a&gt;, zastanawiam się czy istnieją jakieś dotychczas niestosowane myki, które mogłyby podnieść zaufanie do &lt;i&gt;GM foods&lt;/i&gt;? Zakładając, że wiele osób wie o GMO tylko tyle, że to organizmy zmodyfikowane genetycznie, nie jest łatwo zmienić wizerunek GMO, operując na tak małym poletku. Nie wiem czy ten kto rozpowszechnił tłumaczenie skrótu &lt;i&gt;genetically modified organisms&lt;/i&gt; się nad tym zastanawiał, ale słowo "modyfikowany" ma lekko pejoratywny wydźwięk. Określenie poprawione albo ulepszone genetycznie byłoby równie poprawne jak modyfikowane, a brzmiałoby o klasę lepiej! Z wrodzoną skromnością twierdzę, że określenie ulepszone jest nawet bardziej zgodne z rzeczywistością niż modyfikowane. Po drugie, obawiam się, iż GMO kojarzy się dziś nie z dorodnym pomidorem i oblepionym fasolką krzakiem, a naukowcem w fartuchu gmerającym coś w laboratorium. Mimo, iż wszystko co żremy (może poza grzybami, dziczyzną, paroma gatunkami ryb i małżami) powstało w wyniku doboru sztucznego, jakoś lepiej zaakceptować spracowane, brudne ręce sadownika, niż rękawiczki laboranta. Ludzie nie doceniają pokoleń rolników, sądząc iż mają za małą wiedzę, aby swoim działaniem zrobić nam krzywdę. Tymczasem to, co dokonuje się za pomocą inżynierii genetycznej to jeno lifting w porównaniu ze zmianami, jakich dokonuje się przy pomocy naturalnego krzyżowania. Klasycznym przykładem jest rosnące dziko w Europie zielsko &lt;i&gt;brassica oleracea&lt;/i&gt;, z którego w ciągu wieków otrzymano większość zielonych warzyw jakie jemy (bajerancka grafika u góry). Różnica jest tak znacząca, iż trudno uwierzyć, że brokuł, kalafior i kalarepa to wciąż ta sama roślina &lt;i&gt;brassica oleracea&lt;/i&gt;. Gdyby inżynieria genetyczna pozwoliła sobie na tak radykalne zmiany, z mediów posypałyby się gromy o zabawie w Boga, doktorach Frankensteinach i innych duperelach. Ludzie lubią nowoczesność i postęp, ale niekoniecznie na swoim talerzu. "Agro-bio-eko" produkty, woda prosto ze studni, mleko wprost od krowy, nawet takie coś jak higiena została wzięta pod pręgierz za krępowanie tradycyjnych metod wytwarzania regionalnego żarła. Naukowa atmosfera unosząca się nad jedzeniem odbiera apetyt, nie tylko w przypadku GM foods, ale przecież i dodatków do żywności i wszystkiego, co wymaga jakichś badań. Jeśli coś wymaga badań, niezależnie jaki byłby ich wynik, z samej racji ich prowadzenia wzbudza podejrzenie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;TVNowskie reportaże posługują się profesorskimi autorytetami, aby uwiarygodnić swoje insynuacje. Wypadałoby odpowiedzieć na ten "autorytetowy" terroryzm i również wypchać na ring swojego mocnego zawodnika. Oczywiście mam w zanadrzu takiego człowieka. W podobnych dyskusjach zwykle nikt nie kwestionuje kompetencji i tytułów broniących GMO uczonych (czego nie można powiedzieć o drugiej stronie), natomiast stawia się w wątpliwość ich etyczność i obiektywizm. Kiedy tydzień temu zmarł Steven Jobs, z telewizorni popłynęły słowa o jego zasługach dla ludzkości, nawet nasz premier nie omieszkał o tym wspomnieć w czasie konferencji prasowej. Kiedy dwa lata temu zmarł &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=tIvNopv9Pa8"&gt;Norman Borlaug&lt;/a&gt;... no właśnie ile osób w ogóle wie kim był Borlaug? Wszyscy wiedzą, kto sprzedał 100 mln telefonów, ale nikt nie interesuje się człowiekiem, który uratował przed śmiercią głodową miliard ludzi! Norman Borlaug był ojcem "zielonej rewolucji", zdobywcą Pokojowej Nagrody Nobla, stworzył odmianę pszenicy karłowatej, którą wykarmiono Meksyk, Indie, Pakistan i Afrykę. Był oczywiście także wielkim entuzjastą GMO. Kogo by ekolodzy nie cytowali, kreśląc sylwetkę i osiągnięcia Normana, zawsze wygramy. Na koniec argument ostateczny, "czy nie przydałoby się więcej badań nad GMO". Nawet jeśli mamy ten komfort i nasz rozmówca nie utożsamia GMO z trucizną, czy wypada odmówić pogłębiania wiedzy nad żywnością modyfikowaną, znaczy się ulepszoną genetycznie? Odpowiedz twierdząca zostawia w opinii publicznej ślad w postaci "czyli jednak nie wiadomo wszystkiego, może być niebezpiecznie!". Z drugiej strony odżegnywanie się od potrzeby dalszych badań, będzie oznaką zarozumialstwa, wszechwiedzy, bufonady i chęci ukrycia czegoś - tak źle, tak niedobrze. Ben Goldacre w &lt;i&gt;Bad Science&lt;/i&gt; znęca się nad sakramentalną frazą "istnieje potrzeba dalszych badań" jako nie mającą innego celu, niż pokazanie nas w kategoriach myślącego przyszłościowo otwartego umysłu. Niektóre czasopisma, jak &lt;i&gt;British Medical Journal&lt;/i&gt; przez lata zakazywały używania tej frazy, jako truizmu nie wnoszącego nic do treści. Jeśli potrzebne są dalsze badania na temat GMO, to jakie badania, jak mają być przeprowadzone i nad czym? Zważywszy na to, jak spenetrowana jest to dziedzina, większość tego co byśmy nie wymyślili zostało już przeprowadzone.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-5887871008536394977?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/5887871008536394977/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2011/10/mowa-obronna-bakazana.html#comment-form' title='Komentarze (27)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/5887871008536394977'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/5887871008536394977'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2011/10/mowa-obronna-bakazana.html' title='Mowa obronna bakłażana'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-CqGLoYoUwCU/Tp1yoWPSR5I/AAAAAAAAA-g/EAG7Fa6F4UA/s72-c/Brassica-oleracea.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>27</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-1924528262045201734</id><published>2011-09-20T20:17:00.000+02:00</published><updated>2011-09-20T20:17:04.935+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ogólnosceptyczne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pseudonauka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nauka'/><title type='text'>Sceptycyzm makroekonimiczny</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Miesiąc, no dwa miesiące temu, mój przyjaciel miał okazję zadać niebanalne pytanie Markowi Belce. "Jeśli ekonomia jest nauką, czemu nie potrafi przewidywać procesów, które opisuje". Predykcja jest jedną z tych cech nauki, która odróżnia ją od pseudonauki, tymczasem umysły ekonomiczne dają tu nieprzerwanie ciała. Ilość znanych ekspertów, którzy przewidzieli światowy kryzys jest równa liczbie tychże ekspertów, którzy nie zapowiadali w Polsce kryzysu, kiedy ten rozpościerał na świecie swoje szpony. Takie fakty powinny raz na zawsze zdyskredytować tych wszystkich bankspecjalistów, a mimo to wciąż na życzenie dziennikarzy bardzo chętnie mówią nam, co czeka nas w najbliższym czasie i jakie powinniśmy w związku z tym podjąć działania. Co ciekawe, wcale nie żyjemy w jakichś szczególnie nieurodzajnych dla ekspertów czasach. Ta intelektualna impotencja jest stanem permanentnym, utrzymującym się od zarania tego zawodu. W 1932r. ekonomista Alfred Cowles żywił nadzieję, że zdobycze statystyki i metody matematyczne podniosą niebawem ekonomię do rangi najprawdziwszej nauki. W połowie lat 40-tych postanowił zweryfikować swoje założenia, analizując prognozy ekspertów, zajmujących się rynkiem akcji. Okazało się, że ślepe inwestowanie bez posiadania wiedzy ekonomicznej nie przyniosłoby gorszych wyników niż gra na giełdzie przy namiętnym śledzeniu rynków i kierowaniem się radami wytrawnych znawców tego tematu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Prawie wszystkie artykuły naśmiechiwujące się z naukowości biznespecjalistów spod znaku koszuli i krawata, przywołują badania opublikowane w &lt;i&gt;Economics and Portfolio Strateg&lt;/i&gt;y w 2009. Okazało się, iż spośród ponad 450 funduszy zarządzających pieniędzmi swoich klientów w przeciągu dwóch ostatnich dekad tylko 13(!) osiągnęło wynik powyżej średniej rynku. Nie omieszkałem &lt;a href="http://www.fundi.pl/index.php?action=notowania&amp;amp;order=f_id&amp;amp;order_dir=asc"&gt;sprawdzić&lt;/a&gt; czy nasze fundusze inwestycyjne mają się równie strasznie. Znając wynik WIGu za ostatni rok wynoszący - 12,5% z rankingu 70 funduszy akcji, odrzuciłem wszystkie, których nazwa wskazuje, że inwestują także poza Polską lub prowadzą operacje jedynie wśród spółek jakiegoś konkretnego segmentu. Nie sprawdziłem należycie wszystkich tych funduszy, więc szczegółowy wynik jest prawie na pewno inny, nie mniej coś powie nam o ogólnym trendzie. Po zastosowaniu moich prymitywnych kryteriów, 12 funduszy znalazło się ponad kreską wynoszącą -12,5%, zaś 19 przyniosło straty większe niż WIGowska średnia. Z całego rankingu 70 funduszy akcyjnych tylko 23 zanotowały wynik wyższy niż minus 12,5%. Uwieńczeniem rywalizacji potu finansjerów (tzw. &lt;i&gt;active investing&lt;/i&gt;) z przypadkiem (&lt;i&gt;passive management&lt;/i&gt;) jest &lt;i&gt;Standard &amp;amp; Poor's Index Versus Active&lt;/i&gt;. &lt;a href="http://www.standardandpoors.com/indices/spiva/en/us"&gt;SPIVA&lt;/a&gt; daje porównanie wyników ekspertów, stosujących różne teorie ekonomiczne z inwestowaniem, polegającym na ulokowaniu aktywów we wszystkie akcje po trochu, z ideą niech się dzieje wola nieba. W niektórych regionach górę bierze &lt;i&gt;passive management&lt;/i&gt; (Rosja, Indie, Kanada), gdzie indziej (Australia) fundusze aktywnie zarządzane mają wyniki lepsze niż średnia indeksu giełdowego. Nie ma tu jednak jakiegoś trendu, to, że danego roku w danym regionie lepsze wyniki przyniosło aktywnego inwestowania, nie oznacza, że za rok warto inwestować właśnie tą metodą. Sugerowanie się danymi, w których gdzieś akurat &lt;i&gt;active investing&lt;/i&gt; przynosi większe korzyści to trochę jak typowanie liczb w totolotka na podstawie tego, który liczby nie były dawno wylosowane przez słynną kręcącą się maszynkę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-7_ejeVUTer4/TnivxqqikTI/AAAAAAAAA-A/PcgwHC-DdL8/s1600/tusk-i-jeze2.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="381" src="http://3.bp.blogspot.com/-7_ejeVUTer4/TnivxqqikTI/AAAAAAAAA-A/PcgwHC-DdL8/s400/tusk-i-jeze2.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;Znam człowieka, który osiągnął całkiem niezły wynik na giełdzie (niestety jedynie w formie &lt;a href="http://www.bankier.pl/inwestowanie/portfele/about.html"&gt;wirtualnego portfela&lt;/a&gt;), inwestując tylko w firmy o zabawnych nazwach jak Indykpol. W związku z powyższym myślę, że byłbym w stanie zagłosować na partie, które jako reformę emerytalną zaproponowałaby zastąpienie wszystkich managerów inwestujących nasze pieniądze stadkiem wygłodniałych jeży. Wypuszczamy na żerowisko jeże z czerwoną kokardką oznaczającą "sprzedawaj" i zieloną oznaczającą "kupuj", zaś dżdżownice zaopatrujemy w nazwy spółek akcyjnych. Z dużą dozą prawdopodobieństwa, inwestowanie zgodne z wytycznymi jeży przyniosłoby nam wyższą o parę złotych emeryturę, niż kiedy zajmują się tym zawodowi maklerzy. Domyślam się, że polityków powstrzymuje przed tym rozwiązaniem jedynie strach, iż kiedyś jakiś sprytny jeż z dobrym nosem do interesów mógłby wygryźć ich z ministerialnego stanowiska. Mimo, że w ekonomii jest chyba więcej fachowych terminów niż w fizyce, są setki wzorów i dziesiątki omówionych procesów, efekty tego są dość marne. Inżynier potrafi obliczyć czy po wjechaniu na most ciężarówki ten nie zamieni się w kupę gruzów, zaś dobry lekarz, dążąc do obniżenia ciśnienia krwi tego ciśnienia nie podwyższy. Astronom potrafi powiedzieć, ile będzie wynosić odległość Ziemi od Jowisza równo za 100 lat, co więcej, wśród astronomów będzie panować co do tego konsensus - inni astronomowie pracujący niezależnie od siebie podadzą tą samą odległość. Czy ekonomiści potrafią to samo? Czy gdyby dać im skonstruować według ich uznania firmę, czy dadzą jakąkolwiek gwarancje, że odniesie ona sukces. Czy Minister Finansów potrafi przewidzieć cenę euro za 12 miesięcy lepiej niż ja, całkowity amator? Czy mamy pewność, że jego przewidywania będą bliższe prawdy niż moje, czy kogokolwiek innego? Na koniec jestem winien rozwiązania zagadki z Prezesem NBP. Co odpowiedział Belka na zarzut, dlaczego będąca nauką ekonomia ma trafność wyników zbliżoną do zwykłego strzelania na oślep? Nic nie powiedział, bo czas na pytania dla widzów upłynął. Kolejka była jednak na tyle długa, że kupel zdążył obmyślić swoje reakcje na możliwe odpowiedzi. Najciekawsza była ta, gdyby Marek Belka stwierdził, że ekonomia nie jest w sumie nauką i brzmiała - "To czego Pan jest profesorem?".&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-1924528262045201734?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/1924528262045201734/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2011/09/sceptycyzm-makroekonimiczny.html#comment-form' title='Komentarze (28)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/1924528262045201734'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/1924528262045201734'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2011/09/sceptycyzm-makroekonimiczny.html' title='Sceptycyzm makroekonimiczny'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-7_ejeVUTer4/TnivxqqikTI/AAAAAAAAA-A/PcgwHC-DdL8/s72-c/tusk-i-jeze2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>28</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-6159817865719000042</id><published>2011-08-02T21:04:00.002+02:00</published><updated>2011-08-02T21:08:09.486+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pseudonauka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Parapsychologia'/><title type='text'>Wojciech "Dobra Rada" Eichelberger</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W swoim&lt;a href="http://archiwum.polityka.pl/art/bhl-i-js,431123.html"&gt; felietonie, Ludwik Stomma&lt;/a&gt; narzekał jakiś czas temu na jedną z czołowych polskich socjolożek. Nie ważne jak błędne byłyby jej dotychczasowe diagnozy, nic nie jest w stanie odwieść ją od kamer i mikrofonów. Stomma przy okazji kreśli sylwetki innych ekspertów od wszystkiego, ale i tak nie dorównują mojej postaci. Eichelberger jest autorem osobnych książek na temat kobiet, mężczyzn, noworodków, dzieci, ale pisał też o snach i globalizacji. W opisie jednej z jego książek "Być tutaj" czytamy: &lt;i&gt;W tej książce chcemy towarzyszyć każdemu w drodze do siebie, bo tylko dzięki poznaniu siebie możemy poznać i zrozumieć świat, doświadczyć bliskości i jedności z innymi ludźmi, ze zwierzętami, roślinami, rzekami i górami.&lt;/i&gt; Poczuć jedność z roślinami, rzekami i górami - ambitna lektura. W znalezionej w internecie mikrorecenzji, czytelniczka, która po przeczytaniu książki najwyraźniej nie jest w stanie sprecyzować o czym konkretnie była, podsumowuje: &lt;i&gt;zawiera mnóstwo mądrości, jak to zwykle u Eichelbergera&lt;/i&gt;. Dla mnie, piszącego tekst o jego twórczości problemem jest, iż wszyscy bez wyjątku się tym zachwycają! Znam przykłady dyżurnych specjalistów od ogólnych tematów, którzy mnie nie rażą. Jeśli ktoś ma rozpracowane jakieś zjawisko i potrafi przełożyć je na nowe wydarzenia, opisując je w kategoriach przez nas już rozumianych - super. Do tego potrzebne jest jednak dobre rozeznanie w świecie faktów, a tego w działach Eichelbergera nie dostrzegam.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wśród &lt;a href="http://www.tok.fm/TOKFM/0,89526.html?str=1"&gt;audycji radia TOK FM&lt;/a&gt;, w których prym wiedzie Pan Wojciech (m.in starość, Bóg, smutek, ojcostwo...) znalazła się perełka. Eichelberger pawie nigdy nie odnosi się do wyników badań, eksperymentów, jakkolwiek wymiernych danych, jest to ten rodzaj psychologii, który jest ponadto. Jednak w audycji "czy intuicja jest sprzeczna z racjonalnością" doświadczamy rzadkiego przypadku powoływania się przez profesora na dające się zweryfikować przykłady (zalecam włączyć i posłuchać). Zgodnie z new ageowską retoryką, Eichelberger lubuje się w odniesieniach do współczesnej fizyki. Szarga takimi nazwiskami jak Heisenberg czy Einstein, którzy przewracają się w grobach, słysząc jak ktoś próbuje przenieść zasady rządzące mechaniką kwantową na grunt psychologii. Eichelberger domaga się od nauki przestawienia na nowy paradygmat - paradygmat kwantowy. Wiele razy słyszałem to roszczenie rozszerzenia zasad mechaniki kwantowej na całą naukę i nigdy nie widziałem w tym gescie podania jej pomocnej ręki. Raczej kopa i to kopa nie z tych orzeźwiających, stymulujących kopów. Po pierwsze nauka miałaby przyjąć ograniczenia świata kwantowego. Trudno będzie przekonać laboranta, badającego zawartość cholesterolu we krwi, iż sam akt jego obserwacji demoluje cel jego analizy. Jak nakłonić klimatologa, że drzewo jest pojedynczym drzewem tylko kiedy na nie patrzy, zaś kiedy obraca głowę staje się wielgachnym lasem superpozycji tegoż drzewa? Po drugie, wywlekanie świata kwantowego do makroskali ma uzasadnić istnienie różnego rodzaju bzdur jak psychokineza, na zasadzie "jeśli może to elektron, to czemu nie ja?" Mówienie o mechanice kwantowej w audycji o intuicji to nie przypadek. Ma zostawić w słuchaczu rysę, iż intuicja jest tajemniczym i nie dającym się badać zjawiskiem, z którym nie poradzimy sobie bez iście paranormalnych narzędzi, jakie oferuje fizyka kwantowa. Do zbioru takich nietkniętych przez naukę zjawisk, Eichelberger naiwnie zalicza &lt;a href="http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/12/najczestrze-zjawisko-paranormalne.html"&gt;&lt;i&gt;deja vu&lt;/i&gt;&lt;/a&gt; i świadomość. Ta ostatnia nie jet według niego dziełem mózgu! Drugorzędną sprawą jest, aby wszystko to byłą prawdą, przede wszystkim chodzi o to, aby ładnie brzmiało. Bo cóż znaczy, że &lt;i&gt;świat zbudowany jest ze światła?&lt;/i&gt; Zakładając jego szerszą definicję, iż nie jest to promieniowanie z zakresu 380-740 nm, ale od 10nm do 1mm, to co, nic poza tym nie ma? Co ma na myśli profesor, mówiąc "świat", bo jeżeli to, co zwykło się pod tym słowem kryć, to sformowanie to jest nieprawdziwe. Nieprawdziwe, ale jak brzmi!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W audycji słyszymy, i to niejednokrotnie, o pewnym badaniu. Nie o tym, co się wydaje prowadzącemu i jego gościowi, nie jaka jest ich opinia na jakiś temat, ale prawdziwym badaniu! Eichelberger wspomina o eksperymencie, o którym słyszał po raz pierwszy 20 lat temu. Amerykanie zabrali na łódź podwodną stadko małych króliczków i popłynęli hen hen od mamy-królik, która pozostała na lądzie. Okazało się, że kiedy w łodzi podwodnej robiono z królikami brzydkie rzeczy, trusiowa mama dawała tego biologiczne oznaki tysiące kilometrów dalej. Jeśli to prawda, powinienem spalić tego bloga, a jego popiołem posypać sobie głowę. Toż to sensacja, dowód istnienia telepatii czy czegoś w tym rodzaju! Tylko gdzie te badania? Pierwszy problem na jaki natrafiam to to, kiedy ten eksperyment miał miejsce. Na stronce &lt;a href="http://naturalresonancerevolution.blogspot.com/2011/05/dog-plays-piano-while-singing.html"&gt;Natural Revolution Resonance&lt;/a&gt; w artykule (tuż pod filmikiem psa grającego na pianinie) czytam, iż działo się to około 1956, natomiast &lt;a href="http://www.notunique.ca/content/blog/a-powerful-rabbit-experiment.shtml"&gt;inni&lt;/a&gt; sądzą, że w latach 90-tych.&amp;nbsp; Z tego co się rozeznałem, badanie to po raz pierwszy pojawia się w książce "Psychic Discoveries Behind the Iron Curtain" Sheila Ostrander i Lynn Schroeder, autorek poradników wyzwalania ukrytych mocy umysłu i książek o astrologii. W tej wydanej w latach 70-tych książce, mówi się o roku 1967 lub 1968. Wszyscy bez wyjątku podają, że eksperyment był dziełem naukowców rosyjskich, a nie amerykańskich jak mówi Eichelberger. Czy to dlatego, że w wyobraźni coś radzieckiego trzyma się zawsze na drucie i kawałku sznurka, natomiast zwrot "amerykańscy naukowcy" z miejsca otwiera horyzonty wielkiej nauki? Nie sądzę, myślę, że Eichelberger po prostu nigdy specjalnie nie wczytywał się w reklamowany przez siebie eksperyment. Niejasności jest zresztą więcej. Kogo wysłano w tej łodzi podwodnej? Mamę-królik jak piszą niektórzy, czy jej dzieci? Jak mówi pan Wojciech? Niewątpliwie wszystko byłoby prostsze, gdyby eksperyment ten został opublikowany w jakimś branżowym czasopiśmie. Nie jestem zachłanny na super prestiżowe recenzowane pismo, ale na razie czytam o nim tylko na ufoniusach i stronach osób, pracujących jako telefoniczne media. Postawiłem zgłosić się z tym pytaniem do źródła do praprzyczyny, jaką jest Wojciech Eichelberger i zapytać go o to w mailu. Czy badanie to zostało gdzieś opublikowane, czy było przeprowadzane wraz z próbą kontrolną, czy ktoś je powtórzył, czy stosowano ślepą próbę, jakie odchyły zaobserwowano u króliczej mamy, jakie były u niej wyniki w chwili zabijania jej młodych, jakie miała wyniki w dzień powszedni, a jaki w innych sytuacjach stresowych, czy wykluczono zbieg okoliczności.... czy jest pewny, że ten eksperyment kiedykolwiek miał miejsce. Maila do profesora w internecie jednak nie ma.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wśród kilku tytułów ostatnich miesięcy, tytułów lansujących metodę naukową, "Krótki kurs samoobrony intelektualnej" Normanda Baillargeona przeszedł jakoś bez echa. Tak mi się wydaje, że przeszedł bez echa, jako że nie mogę czytać tych wszystkich stron jakie polecam po prawej stronie&amp;nbsp; bloga. Jak tylko na nie wchodzę, od razu trafia mnie szlag. Nie mogę przemóc błyskotliwych porównań i metafor, których nigdy bym nie wymyślił, to już nawet nie jest zawiść, szczerze tych ludzi nienawidzę za to jak piszą. Twórczość Eichelbergera ma jedną wspólną rzecz z Baillargeonem - jest strasznie przewidywalna. Baillargeon przez całą książkę nie użył przykładu, którego każdy w miarę inteligentny człowiek by nie znał. Czytając Eichelbergera mamy wrażenie, iż czytamy coś mądrego, a jednak sens wypowiedzi wydaje się z góry oczywisty. Pan Wojciech zagospodarował chyba wszystkie modne nisze psychologii, dlatego kiedy tylko trzeba powiedzieć coś o miłości czy sensie życia, jest gościem idealnym. Kwiecisty język, przystępna forma i tematy interesujące w gruncie rzeczy każdego. Trochę zazdroszczę, ale ostatecznie wolę swój prymitywny empiryzm.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-6159817865719000042?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/6159817865719000042/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2011/08/wojciech-dobra-rada-eichelberger.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/6159817865719000042'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/6159817865719000042'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2011/08/wojciech-dobra-rada-eichelberger.html' title='Wojciech &quot;Dobra Rada&quot; Eichelberger'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-987604892789780218</id><published>2011-07-27T22:17:00.000+02:00</published><updated>2011-12-09T23:51:35.748+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kosmici'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Teorie spiskowe'/><title type='text'>Kosmici i Mossad winni norweskich zamachów.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W obliczu doniosłych wydarzeń medialnych, pewne są tylko dwie rzeczy: zawsze ktoś dostrzeże w okolicy UFO i zawsze ktoś będzie dowodzić, że wszystko to spisek elit. Na dzień dzisiejszy youtube zapełniło się kilkudziesięcioma filmami przedstawiającymi UFO kursujące nad Oslo, z tytułami takimi jak "UFO atakuje, Anders Brevik niewinny". Jest też kilka filmów dowodzących, iż owe statki kosmiczne nad ulicami to lampy, acz nie widziałem, aby ktoś dowiedziawszy się o tym, zmienił zdanie na temat swojego sensacyjnego filmiku. Do &lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-wb41wymow6Q/TjAyaWpy8lI/AAAAAAAAA74/NB3MmWrOk6E/s1600/UFO-Oslo.jpg"&gt;fotografii UFO z ataku&lt;/a&gt; (pierwsze od góry) dokooptowałem parę innych zebranych przeze mnie. Jak widać, także na co dzień ulice Oslo przeżywają inwazje kosmitów. Drugi temat poważniejszy - czy można bez spiskowych konsekwencji nazwać szaleńca prawicowcem, konserwatystą i chrześcijaninem? Czy można szargać takimi cnotami bez paranoicznego odzewu tych wszystkich grup? Istnieje kilka metod poradzenia sobie z czarną owcą w stadzie. Albo nie jest ona czarna, nic złego nie zrobiła, a wszystko zostało wymyślone, albo nie jest ona owcą, może kozą, jakimś muflonem, ale na pewno nie owcą jak my.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-co8JfxNnYfY/TjAwj3_5sxI/AAAAAAAAA70/oI0ybbO7rME/s1600/breivik.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-co8JfxNnYfY/TjAwj3_5sxI/AAAAAAAAA70/oI0ybbO7rME/s320/breivik.jpg" width="262" /&gt;&lt;/a&gt;O ile kontrowersje dotyczące 9/11 są znane i oklepane, to mniej rozpropagowana jest teoria spiskowa na temat ataków w londyńskim metrze. &lt;a href="http://www.channel4.com/news/articles/society/religion/survey+government+hasnt+told+truth+about+77/545847.html"&gt;Cześć społeczności&lt;/a&gt; muzułmańskiej nie wierzy, iż to ich bracia dokonali tego zamachu i po dziś dzień za wszystko obwinia rząd. Przyczyniły się do tego drobne nieścisłości w oficjalnej wersji wydarzeń, m.in. to, którym pociągiem jechali wcześniej zamachowcy. Nie mają one znaczenia dla rozstrzygnięcia samego śledztwa, ale stanowią zawsze żer dla spiskowców. Podobnie jak w Londynie, w Oslo, niedługo przed zamachem odbywały się ćwiczenia antyterrorystyczne. Nie potrafię potwierdzić tego u wiarygodnego źródła, ale wszyscy o tym piszą. Powiedzmy, że tak było. Czego to dowodzi? Nie wiadomo. To znaczy ja nie wiem, bo inni wiedzą. Służby zawsze ćwiczą swoją operację publicznie, trenując swój ściśle tajny zamach. W tabunie komentarzy, pod jednym z &lt;a href="http://krzysztofjaw.nowyekran.pl/post/21648,anders-behring-breivik-byly-mason-prawicowy-mysliwy-i-fan-call-of-duty-i-co-z-tego-wynika"&gt;artykułów&lt;/a&gt;,&amp;nbsp;czytelnicy znają odpowiedź na te odwieczne pytanie "jakie służby i czemu izraelskie?". Sam tekst jest milusi, ofiary ataku Breivika to dzieciaki cytuję "nie posiadające własnego zdania, niewierzące w Boga i wielokierunkowe seksualnie". Rzecz jasna słowem kluczowym artykułu jest "rząd światowy". Breivik nie zostawił na swój temat zbyt bogatej spuścizny w internecie. Jedno zdanie na twitterza, profil na fejsie, trzy posty na krzyż na rzekomo jego blogach. Kiedy ja zostanę już zamachowcem, to przynajmniej zostawię dla dziennikarzy coś do cytowania, będzie w czym manipulować! Jednak nawet te drobinki po Breiviku zostały poddane drobiazgowej analizie. We wcześniej zalinkowanym tekście wizerunek Breivika był dla autora podejrzanie arcyterrorystyczny, tym razem jest za mało plugawy jak na tak potworną duszę. Wszystkie gry, filmy i seriale, jakie lubił są bardzo popularne i zaskakująco powszechne, terrorysta by takich nie dodał, jak ktoś skomentował na którymś forum: "widać, że ktoś się nie przyłożył". Na moim ulubionym forum pojawił się wczoraj jak dotąd największy smaczek -&amp;nbsp; &lt;a href="http://www.paranormalne.pl/topic/27809-zdjecia-brevika-moga-byc-zmontowane/page__pid__451785#entry451785"&gt;Zdjęcia Brevika mogą być zmontowane&lt;/a&gt;. Pewien jegomość wpatrując się w krawędź swetra i oczy postawionego już przed sądem podejrzanego, wieszczy, iż wszystko to fotomontaż. Czy Anders Breivik w ogóle istnieje?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zakładając, iż ktoś taki jak Breivik istnieje, która cześć jego złożonej osobowości sprokurowała zamach? Nie mogła być to przecież któraś z tych szlachetnych składowych jak prawicowość i konserwatyzm. &lt;a href="http://monitorpolski.wordpress.com/2011/07/23/atak-illuminati-na-norwegie/"&gt;Atak Illuminati na Norwegię&lt;/a&gt; - apokaliptyczny blog miłośników księdza Natanka nigdy nie zawodzi. Portal &lt;a href="http://konservat.pl/index.php"&gt;KonserVatu&lt;/a&gt; (proszę spojrzeć na ich baner u góry i powiedzieć, co przypomina) poucza, iż będąc masonem, Breivik w żaden sposób nie mógł być chrześcijaninem. Czy na pewno? Wielka Loża Narodowa Polski to iście katolicka organizacja, przysięgająca na Biblię i te sprawy. Ich wielki mistrz Marek Złotek-Złotkiewicz ma nawet manierę chrześcijańskiego pouczania innych mniejszych polskich lóż. Da się? Da się, co nie znaczy, że wszystkie loże masońskie kochają Kościół. Każdy z tej tragicznej sytuacji próbuje uszczknąć coś dla siebie, naświetlając Breivika w barwach swojego odwiecznego wroga. Nie wiem czy są na ten temat prowadzone jakieś statystyki, ale lewicowy terroryzm pochłonął do tej pory chyba więcej ofiar niż prawicowy, acz mogę się całkowicie mylić. W obliczu lewicowego podłoża tego występku nie byłoby jednak tak "zabawnie" (wiem, że to złe słowo). Nikt nie sprawdzałby &lt;i&gt;cache&lt;/i&gt;, zapisanego w google profilu zamachowca, czy dat utworzenia jakiś siedmiorzędnych dokumentów, tylko po to, aby udowodnić, że za wszystkim stoją służby specjalnie.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-987604892789780218?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/987604892789780218/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2011/07/kosmici-i-mossad-winni-norweskich.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/987604892789780218'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/987604892789780218'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2011/07/kosmici-i-mossad-winni-norweskich.html' title='Kosmici i Mossad winni norweskich zamachów.'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-co8JfxNnYfY/TjAwj3_5sxI/AAAAAAAAA70/oI0ybbO7rME/s72-c/breivik.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-7192386981907413638</id><published>2011-06-24T18:14:00.001+02:00</published><updated>2011-12-26T00:44:31.504+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kosmici'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jackowski'/><title type='text'>Jak zawsze sceptycznie - Zdany</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W komentarzu do notki o Emilcinie wywołany został jeszcze jeden przypadek obserwacji UFO w naszym kraju. Nie mam za wiele do roboty, a zatem niech stracę. Najdonioślejszymi fotografiami latającego spodka w XXI wieku w Polsce, są zdjęcia ze stycznia 2006 wykonane w miejscowości Zdany. Sama relacja nie jest interesująca - kilku kolesi jedzie samochodem, widzi UFO i cyka parę &lt;a href="http://www.nautilus.org.pl/?p=artykul&amp;amp;id=2279"&gt;fotek&lt;/a&gt;. UFO miało doprowadzić do wyłączenia się w ich samochodzie całej elektryki, dziwnym trafem przed tym paraliżem uchował się jednak aparat. Zdjęcia te z miejsca okrzyknięto sensacją ze względu na ich wyrazistość. Nie są to rozmazane światła, pikseloza, mogąca być samolotem, balonem metrologicznym, ptakiem czy szybko lecącym owadem. Jak w mordę jeża kopanego latający spodek. Zdany, to też opus magnum Roberta Bernatowicza, który do dziś wszystkich niedowiarków oskarża o zazdrość - bo on ma fajoskie zdjęcia, a inni co najwyżej rozmazane plamy na niebie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedy już sceptycy otrzepali sobie ziemię z kolan, przystąpiono do oględzin owego powalającego materiału dowodowego. Pierwsze co nasuwało się na myśl, to dwie połączone ze sobą miski. Ekipa Nautilusa po wykonaniu "ekspertyz" wykluczyła jednak takie wyjaśnienie. Obalającą miski ekspertyzą było po prostu podrzucanie podobnych misek do góry i robienie im zdjęć, Nautilusowi się to nie udało, wszystkim na świecie się udaje, im nie, no trudno. Do Zdanów zawitali goście z Łotwy z organizacji &lt;i&gt;&lt;a href="http://www.necton.lv/"&gt;Necton Laboratory&lt;/a&gt;&lt;/i&gt; (szkoda, że strona nie wyświetla się po angielsku), którym od razu udało się przy pomocy misek spreparować prawie identyczne zdjęcia. Niepochlebnie na temat zdjęć wypowiedział się także znany w środowisku polskiej ufologii Mariusz Fryckowski, który jako jeden z nielicznych miał dostęp do oryginałów fotografii. Według niego dane exif zdjęć nie zgadzały się z relacją świadków. Cień na oficjalną sekwencje fotek, poza metadanymi w samych zdjęciach, rzuciła także chmura kondensacyjna samolotu widoczna na zdjęciach. Co gorsze, w UFO (w dalszej części tekstu nazywanym miskami) prawdopodobnie odbija się ziemia, zaś gdyby miski były wysoko (dla obiektu o średnicy 2 metrów to wysokość ponad 30 metrów) powinniśmy widzieć w większości niebo.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-IsECiCPLTPY/TgNWrg1K-lI/AAAAAAAAA4k/7_a6Uz8iYm4/s1600/zdany_ufo.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-IsECiCPLTPY/TgNWrg1K-lI/AAAAAAAAA4k/7_a6Uz8iYm4/s1600/zdany_ufo.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W wyjaśnianiu latających misek i innych dziwów niezbędnym zabiegiem jest sięgnięcie do źródła tych pierdół. Dokładnie kto pierwszy ujawnił jaką historię, na łamach jakiego pisma się ukazała. Dla przykładu jeszcze lepsze zdjęcia i filmy z Meksyku czy Ameryki Południowej pochodzą zwykle od brukowców, które są współudziałowcami wydarzeń, które same opisują. Zdany również posiadały swojego medialnego patrona - znany i ceniony dziennik "Fakt". Na przełomie 2005 i 2006 roku "Fakt" raczył swych czytelników całą kosmiczną odyseją. Kosmici pojawili się w Zdanach już w numerze grudniowym. Na początku 12 stycznia podgrzano atmosferę "najlepszym na świecie zdjęciem UFO", a więc dokładnie tymi fotkami, o które toczy się spór. Dwa tygodnie później w kolejnym artykule mieszkańcy spod Zdan chodzą po wsi opętani wizją zemsty, zaopatrzeni w pochodnie i siekiery szukają kosmitów. Finisz zaś to już prawdziwa bomba, luty 2006 i jeden z najsłynniejszych artykułów "Faktu" w jego historii - pierwsze w świecie zdjęcia wnętrza UFO. Wiele w tej sprawie rozjaśnia, zapewne czysty przypadek, iż autor zdjęcia fruwających nad polem misek jest znajomym, czy tam nawet sąsiadem, dziennikarza piszącego te wszystkie bzdury. Kilka lat temu, rozmawiałem z człowiek twierdzącym że mieszka we wsi niedaleko Zdan i ponoć słynne zdjęcia były tam od samego początku przedmiotem kpin.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na deser rozstrzygający głos zabiorze autorytet. O Zdanach &lt;a href="http://video.google.pl/videoplay?docid=-879574328728050693&amp;amp;hl=pl#"&gt;wypowiedział się&lt;/a&gt;... Krzysztof Jackowski. Jasnowidz idzie w swych przepowiedniach tropem Nostradamusa, jako że ciężko znaleźć w tych słowach jakikolwiek sens. Seansem obowiązkowym dla fanów Krzyśka jest jednak &lt;a href="http://video.google.pl/videoplay?docid=-8120189467335168104&amp;amp;ei=ZZbpSbf_MYHc2gKfiNXECA&amp;amp;q=jackowski+ufo#"&gt;drugi film&lt;/a&gt;, gdzie Krzysiu rozstrzyga na temat jeszcze innych zdjęć latających misek. Wpierw przepowiada, że na zdjęciach, które zaraz zobaczy będzie zakonnica, a tu bach, UFO. Cały szereg przejść semantycznych, tak że pomimo ewidentnie latającego spodka przepowiednia z zakonnicą była słuszna to arcymistrzostwo, polecam.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-7192386981907413638?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/7192386981907413638/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2011/06/jak-zawsze-sceptycznie-zdany.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/7192386981907413638'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/7192386981907413638'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2011/06/jak-zawsze-sceptycznie-zdany.html' title='Jak zawsze sceptycznie - Zdany'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-IsECiCPLTPY/TgNWrg1K-lI/AAAAAAAAA4k/7_a6Uz8iYm4/s72-c/zdany_ufo.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-1671366814358302441</id><published>2011-06-21T22:26:00.001+02:00</published><updated>2011-12-09T19:05:50.537+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Medycyna alternatywna'/><title type='text'>Bezcenne mądrości Ojca Klimuszki</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Są takie książki, przy których nawet nie warto silić się na gorsze czy lepsze żarty. Wystarczyłoby cytować je żywcem, a już będzie zabawnie. "Moje widzenie świata" Czesława Klimuszki jest niewątpliwie takim dziełem. Księdza Klimuszki nie ma już pośród żywych, jednak echa jego myśli  wciąż dzwonią w uszach naszego społeczeństwa. Wszelkie roślinki na  syropach, kwiaty na plakatach leków, owocowe syropy na półkach aptek -  we wszystkim tym pobrzmiewa urok Ojca Klimuszki. Surowe przepisywanie jego broszurki nie dałoby mi jednak frajdy. Swego czasu myślałem nad tekstem, który polegałby na zmierzeniu mojego domu, a następnie możeniu długości ścian przez powierzchnię dachu, wysokości drzwi dzielonych przez szerokość parapetu minus ilość dni w roku, tak, jak robi się to w przypadku Piramidy w Gizie. Jestem przekonany, że w moich wynikach również pojawiłyby się jakieś liczby opisujące Układ Słoneczny. Nie pamiętam, co stanęło mi wtedy na drodze, chyba zwykłe niechciejstwo (jak się okaże za chwile wpływ pobliskiej topoli). Dziś powracam do tematu swej chałupy, tym razem na ogólnozdrowotny rekonesans. Co Ojciec Klimuszko powiedziałby o warunkach w jakich żyję?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Najpierw ogólne usytuowanie domu. Mleko zostało już wylane, jako że nie przypominam sobie, aby podczas budowy leszczynowa różdżka ustrzegła mnie przed żyłami wodnymi. Na szczęście Klimuszko daje praktyczne porady ich rozpoznania.&lt;i&gt;"W żyłach wodnych lubują się pszczoły"&lt;/i&gt;. Pszczoły odwiedzają mnie każdego dnia, 20 metrów dalej są ule, ale to wyjaśnienie byłoby proste, zbyt proste. Dowód numer dwa. &lt;i&gt;"Na skrzyżowaniu żył wodnych żaden bocian nie zbuduje gniazda". &lt;/i&gt;Bociana na dachu ewidentnie brak.&lt;i&gt; &lt;/i&gt;Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Przyoszczędziło się przy budowaniu chaty na instalacji odgromowej&lt;i&gt;, &lt;/i&gt;jednak jak pisze ksiądz&lt;i&gt; "żaden piorunochron nie uchroni budynku stojąco na żyle wodnej". &lt;/i&gt;Najwidoczniej i tak jestem skazany na spłonięcie żywcem w czasie burzy, więc po co mi taki zbędny wydatek. Żyły wodne odhaczone, teraz biomagnetyzm. &lt;i&gt;"Istnienie tejże energii jest faktem niezaprzeczalnym. Naukowcy niejednokrotnie wykazali to w sposób doświadczalny"&lt;/i&gt; (jakby to powiedział Turski w telewizji -&lt;i&gt; "ja pierdolę"&lt;/i&gt;). Wyglądam za okno, widzę oddziałujący pozytywnym biopolem świerk, uff, jestem uratowany. Jeszcze bliżej rośnie jednak "&lt;i&gt;topola działająca demobilizująco" &lt;/i&gt;- jej obecność tłumaczyłaby parę rzeczy w moim życiu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Już z progu moja sypialnia nie napawa optymizmem.&lt;i&gt; Łóżko powinno być ustawione w kierunku północ-południe, z głową  skierowaną na południe, korpus zgodnie z linią miedzy-biegunową Ziemi&lt;/i&gt;. Jedyne zorientowane jakie te łóżko w życiu doświadczyło to kierunek telewizor-monitor. Z Cześkiem na ramieniu zaglądam do szafy:&lt;/div&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Nasuwa się uparcie podejrzenie, że te wszystkie sztuczne tworzywa, z których robi się bieliznę, zwłaszcza kobiecą, mogą promieniować na żywe komórki rakotwórczo. Czy tak licznie występujące u współczesnych kobiet nadżerki i guzy przymacicze oraz nowotwory sutek, nie są wywoływane nylonową bielizną? (...) Czy te przestrogi są zdolne dotrzeć do umysłów kobiet? Raczej należy wątpić (...) Trzeba pamiętać koniecznie o tym, że przy noszeniu na szyi srebrnego łańcuszka występuje niekiedy takie zjawisko, że w przeciągu kilku dni łańcuszek sczernieje. Co się stało? Skąd taka zmiana? Otóż jest to sygnał, że w organizmie pojawiło się jakieś schorzenie. W takim wypadku trzeba jak najszybciej udać się do lekarza.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeśli promieniotwórcze majtki zaaplikowały już kobiecie nadżerkę, 20 stron dalej jest na nią remedium: "&lt;i&gt;Uliścionymi gałązkami brzozy uścielamy nasze łózko, tak by to nie przeszkadzało w spaniu. Po dwóch tygodniach wszystkie nie zastarzałe jeszcze przypadłości reumatyczne i nadżerki zlikwidują się całkowicie"&lt;/i&gt;. Grzechem byłoby nie wspomnieć o cudownych lekarstwach Klimuszki. Owymi lekami było w zasadzie to, co jemy. Zaglądamy zatem do lodówki: &lt;i&gt;"czarne jagody na odtrucia"&lt;/i&gt; są, &lt;i&gt;"pestki dyni na tasiemca"&lt;/i&gt; są, nalewka z bursztynu, gdzie&lt;i&gt; "nalewka z bursztynu lecząca raka&lt;/i&gt;"?! W rozpoznaniu tego, co zdrowe a co niezdrowe Klimuszko powołuje się na badania jakiegoś L.Simenotona (?), który przy pomocy swojej aparatury do pomiaru radio-witalności (??) ustalił, że każdy pokarm i lek, którego długość fal wynosi poniżej 300 angstremów jest dla człowieka szkodliwy. Jeśli im więcej, tym lepiej, jak myślicie ile angstremów mają leki farmakologiczne? Oczywiście, 0! A ile zioła? A jakże 9000! Między Bogiem a prawdą Klimuszko mimo wszystko nie namawia do porzucenia leków pochodzących nie z łąki, a z laboratorium. Chociaż to. Brzoza zaczyna kłóć mnie już w plecy więc pora kończyć.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-1671366814358302441?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/1671366814358302441/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2011/06/bezcenne-madrosci-ojca-klimuszki.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/1671366814358302441'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/1671366814358302441'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2011/06/bezcenne-madrosci-ojca-klimuszki.html' title='Bezcenne mądrości Ojca Klimuszki'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-8088032923882073112</id><published>2011-06-15T13:02:00.003+02:00</published><updated>2012-01-10T17:17:11.769+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kosmici'/><title type='text'>Saga Emilcina</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeśli w pieczarach, w których skrywa się archiwum telewizji publicznej zgromadzone taśmy leżą pośród adekwatnych im przedmiotów, na tym filmie stał słoik z krukiem w formalinie. W poniedziałek telewizja polska uraczyła nas dokumentem Nataszy Ziółkowskiej "Niezidentyfikowany obiekt latający" na temat Emilcina. Dla niezorientowanych zamkniętych umysłów: tym czym jest Roswell dla Amerykanów, czym jest jabłko dla wygłodniałego jeża, żaba dla bociana, tym jest Emilcin dla polskiej ufologi. Są tematy, z których w tym środowisku śmiać się nie wolno, Jan Wolski z Emilcina jest właśnie tym tematem. Są w Polsce ludzie, którzy oddaliby się do adopcji Panu Janowi gdyby tylko żył, mający niezachwianą wiarę w historię, która każdego postronnego człowieka onieśmiela swą naiwnością..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Historie Jana Wolskiego żyją już własnym życiem, jednak dla wszystkich wersji pniem pozostaje 10 maj 1978, kiedy to Wolski jedzie wozem przez las. Na jego furmankę ładują się zieloni kosmici (jeden z nich miał przez chwile nawet powozić koniem) i nakłaniają go, aby podjechał na pobliską polanę. Od tej pory wszystko brzmi tak niedorzecznie, że nawet gdyby historię tę opowiadał koń Jana Wolskiego, nie byłaby bardziej nieprawdopodobna. Wolski trafia do UFO, gdzie zostaje poddany badaniom i wypuszczony - wydaje się standardowy banał, doświadczeniem jakim pochwalić się może blisko milion Amerykanów. Gdybyśmy chcieli poznać szczegóły tego, co działo się na polanie w Emilcinie wystarczy wyobrazić sobie najbardziej tandetne filmy s-f. Gdyby sfilmować to wiernie z relacją Wolskiego zagrać mógłby to tylko Leslie Nielsen. Wolski podsłuchuje język zielonych ludzików, który okazuje się brzmieć prawie dokładnie jak języka Gagatka z filmu "Kapuśniaczek". Obca cywilizacja, która dymała tu pół galaktyki przestrzega ziemskiego savoir-vivre. Załoga UFO (którym wedle relacji jest coś przypominające latający autobus) częstuje Wolskiego swoim śniadaniem, a nawet kłania się na pożegnanie! Przedziwne jest nie tylko zachowanie się małych zielonych ludzików, ale też zachowanie samego głównego bohatera. Konia z rzędem dla tego, kto w tak ekstremalnej, niewyobrażalnej wręcz sytuacji postępować będzie tak jak zachowywać się miał Jan Wolski. W najlepszej razie, adekwatnym zachowaniem do takiej sytuacji byłoby mimowolne oddanie moczu, jednak z relacji rysuje się jak tkliwe rendez-vous.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5618383537774810546" src="http://2.bp.blogspot.com/-6_c3AvZ1u34/TfiCD2T4VbI/AAAAAAAAA2U/LXjZZV4-uOg/s400/Emilcin.jpg" style="display: block; height: 309px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 550px;" /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Latający autobus jaki miał widzieć Jan Wolski&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z biegiem lat, wśród polskich ufologów wytrąciły się dwa podejścia do tego, jak radzić sobie z co bardziej głupawymi fragmentami opowiadania Wolskiego. Pierwsza szkoła powiada, że fragmenty pokroju tych o malunkach na kombinezonach kosmitów zostały wymyślone przez badające go persony. Najbardziej świecące naiwnością fragmenty miały zostać zmyślone przez osoby trzecie, a następnie namówiono Pan Jana, aby opowiadał je jako rzeczywiste wydarzenia. Nie najlepiej mówi to jednak o wiarygodności świadka, jeśli tak łatwo skłonić go do mazania baśniopisarskim pędzlem po własnej opowieści. Drugie stronnictwo uważa, że wszelkie prymitywizmy są właśnie najlepszymi dowodami na prawdziwość tej historii. To, że w słowniku prostego chłopa nie było nawet takich słów jak "kosmici", czy "przybysze pozaziemscy" dowodzi, że historia ta musi być prawdziwa. Im głupiej tym lepiej! Szczerze mówiąc czy można wyobrazić sobie lepszy łup, niż wiejski stary dziadzina z 2 klasami podstawówki? Przypadkowi Emilcina, jak przystało na rasowe spotkanie III stopnia, towarzyszą dowody materialne. W filmie "Niezidentyfikowany obiekt latający" oglądamy współczesnych Wolskich, m.in rolnika, który pokazuje na swojej łące dziwne kosmiczne kręgi. Mam nadzieje, że ktoś uświadomił owego biednego chłopinę (zważywszy, że w kadrach co chwilę przewija się ekipa Nautiliusa, zgaduję, że nie), ale ojcostwo tych kręgów należy do grzybów podstawczaków, będących niestety &lt;a href="http://www.google.com/search?q=fairy+ring&amp;amp;hl=en&amp;amp;biw=1419&amp;amp;bih=771&amp;amp;prmd=ivns&amp;amp;source=lnms&amp;amp;tbm=isch&amp;amp;ei=xQ34TY7OEIuSswbK-ICLCQ&amp;amp;sa=X&amp;amp;oi=mode_link&amp;amp;ct=mode&amp;amp;cd=2&amp;amp;ved=0CBcQ_AUoAQ"&gt;powszechnym zjawiskiem&lt;/a&gt;. Dodam, że dowody z Emilcina były słabsze niż te trawiaste kręgi, m.in odcisk w błocie kosmity który nieomal wypieprzył się przeskakując kałużę.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przygoda Jana Wolskiego jest jedynym znanym mi krajowym przypadkiem CE-3 (używając klasyfikacji Allena Hyneka), który doczekał się nie tylko paru książek, ale i dedykowanego portalu, a nawet pomnika. Trudno powiedzieć skąd ten sentyment do Pana Jana i czemu akurat w Emilcinie polscy ufolodzy pokładają takie nadzieje. Jak mantra powtarzany jest werset, iż Wolski został poddany badaniom, które wykluczyły kłamstwo. Można by polemizować czy takie badanie w ogóle istnieje, ale nawet te, które przychodzą mi teraz do głowy, nie miały tam nigdy miejsca. Byłbym nawet skłonny przyznać, że nie mieliśmy tu do czynienia z kłamstwem. Zrównanie pytania czy wszystko to miało miejsce, z pytaniem czy Wolski mówił prawdę jest karygodnym spłycaniem psychologii człowieka. Można nie wierzyć w tę historię bez wycieczek personalnych w stronę Pana Jana. Niebywałe tezy wymagają niebywale mocnych dowodów, zaś historia Emilcina spełnia jedynie zasadę, że dziecięce bajki lubią nie tylko dzieci.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-8088032923882073112?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/8088032923882073112/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2011/06/saga-emilcina.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/8088032923882073112'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/8088032923882073112'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2011/06/saga-emilcina.html' title='Saga Emilcina'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-6_c3AvZ1u34/TfiCD2T4VbI/AAAAAAAAA2U/LXjZZV4-uOg/s72-c/Emilcin.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-4294344168475633013</id><published>2011-02-22T20:32:00.007+01:00</published><updated>2011-12-10T00:24:27.646+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='New Age'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Medycyna alternatywna'/><title type='text'>Praktyka mistycznego cudotwórstwa</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="text-align: justify;"&gt;Ha, w moje łapska wpadła &lt;/span&gt;&lt;a href="http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2008/10/on-ona-i-on.html" style="text-align: justify;"&gt;kolejna&lt;/a&gt;&lt;span style="text-align: justify;"&gt; książka Jacka Sieradzana, tym razem o bardziej soczystych dewiacjach religijnych. Pan Jacek po raz kolejny wkłada za nas ręce w najbardziej fanatyczny brud, wygrzebując go na światło dzienne. Studiując owe dzieła myśli szaleńczej, dostrzegłem pewną prawdiłowość wśród 20-wiecznych magów i zaklinaczy. Niepotwierdzone niezwykłe cechy jakie przypisywali sobie ci pomyleńcy, stoją w jawnej sprzeczności z przeróżnymi faktami z ich biografii. Czy wielki Aleister Crowley, który ponoć jednym spojrzeniem zamieniał człowieka w zombie, a każdy kogo dosięgły jego wybałuszone oczy, stawał się jego niewolnikiem, czy mając taki dar kantowałby na wymyślonych przez siebie fałszywych lekach? Kiedy na początku lat 20-tych przycisnęła go bieda sprzedawał tabletki zwane przez siebie eliksirem życia. Mniej więcej było to to samo, czym handlowali wędrowcy szarlatani, z którymi na dzikim zachodzie w jednym z odcinków walczyła doktor Quinn  - znaczy się bezwartościowe pigułki działające na nic. Czytając "Od kultu do zbrodni" trapiło mnie wewnętrzne rozdarcie czy śmiać się z tego czy płakać. Niebywałe, że znalazło się tak wiele osób gotowych poświęcić życie dla tego żenującego spektaklu i pożal się boże godnych obietnic. Kolega po fachu Crowleia, twórca kościoła Szatana Anton Szandor LaVey, na którego jedno skinienie lucyfer wyczesałby mu diabelski ogon, nim przeistoczył się w arcydemona, zarabiał na pipcząco-migoczącym urządzonku, które za pomocą elektronicznego miernika wykrywać miało duchy. Swoim klientom wmawiał, że owa stworzona przez niego machina stanowi także pułapkę, w którą schwytać można niesfornego ducha w ten sposób doprowadzając nawiedzony dom do stanu używalności. Ten sam poziom autentyczności miały wróble malowane przez Gurdżijewa, prekursora New Age na żółto i sprzedawane jako kanarki.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeśli chodzi o wymiar finansowy wszystkich przebija Soko Asahara, guru sekty Najwyższa Prawda, która w latach 90-tych podłożyła trujący sarin w Tokijskim metrze. Za terapię skórkami mandarynek kasował on 7 tysięcy dolarów! Kiedy rozczarowani klijeci złożyli doniesienie na policję, został skazany na grzywnę... tysiąca dolarów, mimo że na mandarynkowym fałszerstwie zbił wówczas około 200 tysięcy dolców! Kiedy Ashara dorobił się renomy, jego wyznawcy byli gotowi płacić 370 dolarów za centymetrowej długości włos wyrwany z jego brody. 800 dolarów kosztować miała mała buteleczka wody po kąpieli tego wielkiego mędrca, a pijący te syfy człowiek miał nabywać nadnaturalnych mocy mistrza, takich jak lewitacja i telepatia. Z niezwykłego obrazu mistyków zwykle ostaje się tylko niemoc i desperacja. Dla przykładu, zdolności nie w kij dmuchał przypisywał sobie Kanadyjczyk Roch Theriault. Posiadał umiejętność leczenia, a nawet wskrzeszania ludzi, a mimo to, jego codziennym fachem była kastracja bydła i świń. Pan Jacek dodaje, że robił to bez "upuszczania krwi", a zważywszy, że w tym samym okresie chwalił się, iż potrafi rozmawiać z drzewami i zwierzakami, szczególnie w tym drugim kryć mogła się tajemnica jego fachu. Kiedy zapowiedziany mu przez Boga koniec świata w lutym 1979 się nie ziścił, Theraulta wytłumaczył to swoim wyznawcom, "iż nawet Bóg może popełniać błędy". &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeszcze bardziej wygórowane ego posiadał David Koresh, który uważał się za bożego syna, posiadał wszystkie jego atrybuty z wskrzeszaniem ludzi i tym podobnymi bajerami włącznie. Jahwe zabrać miał Koresha w UFO-rydwanie na jedną z planet w gwiazdozbiorze Oriona, gdzie Bóg objawić miał przed nim swoje najskrytsze tajemnice. Koresh znany jest pośrednio fanom muzyki rockowej. Jeśli ktoś słyszał o próbie wyczerpania psychicznego ludzi poprzez obstawienie domu głosnikami i puszczaniu przez nie muzyki Alice Cooper wraz z dzwiekami wierteł dentystycznych, to metod tych próbowano właśnie na Szczepie Dawidowym (wyznawcach Koresha) w roku 1993. Kiedy to zawiodło, na zaciekle broniącą się sektę przypuszczono ostatecznie szturm, w którym zginął nieśmiertelny Koresh i ponad 70 jego wyznawców. Latające spodki mieli w głowie także wyznawcy Zakonu Świątyni Słońc, którzy w 1994 roku dokonali zbiorowego samobójstwa, co w ich jezyku przekładało się na podróż w kierunku Jowisza, bądz w innej wersji - na Syriusza. Proklamowali scisłe zasady zdrowego żywienia, które uchronić miało ich przed apokalipsa. Stąd jedli tylko... chleb z masłem orzechowym. Nieufnosć wobec medycyny nie pomogła Marshallowi Applewhitowi. Wyznawcy jego idei postanowili udać się na statek kosmiczny ukryty za kometą Hale'a-Boppa między innymi dlatego, że nie mogli znieść myśli, iż ich guru niebawem umrze. Applewhite szykował ich na swoją smierć, będąc przekonanym, iż cierpi na nieuleczalną odmianę raka. Przygotowywał ich tak intensywnie, iż w marcu 1997 roku wszyscy popełnili samobójstwo. Autopsja zwłok Applewhite oczywiście nie potwierdziła jego domniemanego nowotworu.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-4294344168475633013?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/4294344168475633013/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2011/02/praktyka-mistycznego-codotworsta.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/4294344168475633013'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/4294344168475633013'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2011/02/praktyka-mistycznego-codotworsta.html' title='Praktyka mistycznego cudotwórstwa'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-8007481186097890846</id><published>2011-02-20T17:30:00.002+01:00</published><updated>2011-12-09T18:26:11.918+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ogólnosceptyczne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Teorie spiskowe'/><title type='text'>Agnotologia - wydanie klasyczne</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ileż można grać w swoją ulubioną grę na "beginnerze"? Otępiały przeciwnik sam wbiega pod lufę i ginie od jednego strzału. Stąd, aby podkręcić zabawę dozbroję swoich adwersarzy w trudne słowo "agnotologia" (zakładając, że jest to dobre spolszczenie angielskiego &lt;i&gt;agnotology&lt;/i&gt;). Otóż nie wszystkie badania naukowe są bezstronne, nie wszystkie opierają się o szczytne idee, a środowisku naukowców nie obce są przekupstwa i matactwa. Nieokrzesany umysł podpiąć może pod to wszystko, od szczepionek po ocieplenie klimatu, jednak pierwotnie określenie to dotyczy dezinformacji, jaką stosował i stosuje przemysł tytoniowy. Jest spora szansa na to, że ci, którzy posiedli już najnowszy numer &lt;i&gt;Świata nauki&lt;/i&gt;, widzieli także artykuł Brianny Rego na temat świństw, jakimi faszerowane są papierosy. Co prawda nikt nie oczekuje po nich jakiś specjalnie prozdrowotnych właściwości, ale też wypadałoby nie truć ludzi ponad miarę i cholerstwo, które łatwo można usunąć, rzeczywiście z nich wypieprzyć. Oczekiwania palaczy okazują się wygórowane, jako, że przez 30 lat koncern Philip Morris wiedząc o istnieniu radioaktywnego polonu w dymie tytoniowym, nie kiwnąl palcem, aby go usunąć. Wyniki badań prowadzonych w ciemnych pieczarach koncernu przez garbatych i pokrytych futrem naukowców, przed publikacją konsulowano z prawnikami Philip Morris, w wyniku czego przez kilkadziesiąt lat wydali oni niezmierzone sterty prac o wszystkim, tylko nie o wpływie palenia tytoniu na nasze zdrowie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Co ciekawe, pod artykułem pani Rego, pod maluśkim szyldem "jeśli chcesz wiedzieć więcej" pojawia się twórca terminu agnotologii Robert Proctor. Nie jest on toksykologiem, a historykiem nauki, specjalizującym się w dziejach badań nad szkodliwością palenia tytoniu. Kiedy jeszcze posiadałem pełny dostęp do materiałów &lt;i&gt;Skeptical Inquirer&lt;/i&gt;, naściągałem ich jak szalony, tak, że do tej pory nie ogarnąłem tego, co zapisałem na dysku. Wśród tego rozgardiaszu znalazłem także prace Proctorna. Odsłaniają one inne oblicze agnoteologii, kiedy nauka głośno pokrzykuje o zagrożeniu, jednak barwa głosu, którym przemawia, budzi automatyczną dezaprobatę. Nawet kiedy badania są rzetelne i przełomowe, acz wychodzą spod ręki instytucji budzących moralną odrazę, hurtem lądują w ideowym śmietniku. Trudno uwierzyć, że medycyna III Rzeszy, która wśród swych dzieci miała takie, skądinąd znane postacie jak Josef Mengele, dorobiła się i czegoś wartościowego. Tymczasem, to właśnie niemieccy naukowcy jako pierwsi zajęli się problematyką szkodliwości dymu tytoniowego. Badania wspierała nazistowska obsesja uchowania idealnego materiału genetycznego rasy panów, któremu groziła degradacja za sprawą "masturbacji płuc", jak wówczas nazywano palenie. Na początku lat 40-tych Rzesza dysponowała już wynikami szeroko zakrojonych badań dowodzących bezpośredniego wpływu palenia na zachorowalność na raka płuc. Dla porównania, instytucje państwowe świata zachodu ogłosiły podobne wnioski dopiero w połowie lat 60-tych.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Transfer użytecznych informacji pomiędzy naukowcami, a opinią publiczną, to rzecz niezmiernie dziś kulejąca. Gdyby rzeczywistość była bardziej różowa, takie miejsce jak to nie miałoby racji bytu. Przyczyny i porady odnośnie tego stanu rzeczy to takie truizmy, że na ten czas ich sobie oszczędzimy. Dwie historie powyżej to jednak kolejna lekcja sceptycyzmu. Nie potrzeba znać od podszewki losów badań Philip Morris, aby wiedzieć, że biuletyny i gazetki informacyjne wielkich zakładów nie są najlepszym źródłem wiedzy. Tymczasem ci, którym agnotelogia wydaje się leżeć na sercu, ostrzący swoje miecze na "koncerny" (od jakiegoś czasu słowo "koncern" przypinane jest każdej firmie oskarżanej o bogacenie się na dezinformacji, niezależnie czy rzeczywiście jest jakimś koncernem), owi ludzie posługują się właśnie opiniami naukowców, wyłowionymi nie wiadomo skąd, o których nic nie można znaleźć. Przeciwnicy NWO nie znają czasopism branżowych, w ogóle nie posługują się recenzowaną prasą, walcząc z agnotologią zastępują ją tylko inną jej odmianą. Nie pomaga w tym nieufność, jaką parają do uważanych przez nich za zło wcielone instytucji, takich jak choćby IPCC. Nie ważne co IPCC powie na temat klimatu, czym będzie się przy tym posiłkować i jak to udowadniać, nikt nie będzie nawet tego sprawdzał, jako że przecież IPCC zawsze kłamie, kropka. Jeden z największych graczy na rynku naszej wiedzy o globalnym ociepleniu potępiany jest w czambuł. W serialu &lt;i&gt;The Simpsons&lt;/i&gt; siedziba partii republikańskiej mieści się zawsze w upiornym zamczysku, które spowija w mroku wiecznie szalejąca nad nim burza - piętro niżej urzęduje pewnie IPCC. Nam wszystkim nie podoba się sprzedawanie bredni prostemu ludowi, ale owe "niepodobanie" się też musi być z głową.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-8007481186097890846?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/8007481186097890846/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2011/02/agnotologia-wydanie-klasyczne.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/8007481186097890846'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/8007481186097890846'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2011/02/agnotologia-wydanie-klasyczne.html' title='Agnotologia - wydanie klasyczne'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-5709312430743335229</id><published>2011-01-10T22:53:00.004+01:00</published><updated>2012-01-10T17:27:07.854+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Teorie spiskowe'/><title type='text'>Jak WTC wyrosło w smoleńskim lesie</title><content type='html'>&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: right; margin-left: 1em; text-align: right;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-UY6LZzKgRnw/TwxmPixU1cI/AAAAAAAABIA/2G_dx6lQW4U/s1600/wtc-smolensk.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://3.bp.blogspot.com/-UY6LZzKgRnw/TwxmPixU1cI/AAAAAAAABIA/2G_dx6lQW4U/s400/wtc-smolensk.jpg" width="325" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Smoleńsk Truth movement&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W gruncie rzeczy najbardziej rozpropagowana amerykańska teoria spiskowa ostatnich lat i nasza smoleńska nie mają ze sobą wiele wspólnego. Dopatrzeć się miedzy nimi jakichś tam podobieństw można chyba jedynie na upartego, ale że drugie imię tego bloga brzmi "na upartego", wygrzebiemy z nich co się da. 9/11 jest przede wszystkim teorią niezwykle rozbudowaną, a jej autorzy wzięli sobie za punkt honoru, aby nawet jeden zamach nie odbył się tak jak przedstawiły to przekupne media. Wszystkie samoloty mają swoją alternatywną historię - jak&amp;nbsp;by to wyglądało, gdyby któryś wyłamał się przed szereg? Smoleńsk jest pod tym względem zwarty, a więc łatwiejszy dla paranoidalnych dywagacji, jednak naszym spiskowcom wyraźnie brakuje doświadczenia kolegów zza oceanu. Nawet nie chodzi tu o całą wizualną oprawę w jakiej przedstawia się rzekomo rozwikłany spisek, dzięki której największe bzdury budzą nasze zaciekawienie. Brakuje nam społeczno-historycznych fundamentów, na których dałoby się osadzić jakiś antyrządowy spisek. Polaków, delikatnie mówiąc, nie rozpiera duma z tego jak funkcjonuje nasze państwo, trudno jest zatem uwierzyć, aby udało się przeprowadzić sprawnie jakąś zmasowaną, tajną akcje, kiedy dookoła obserwujemy niemoc w rozwiązywaniu nawet najprostszych zadaniach jakie spoczywają na naszych suwerenach. Smoleńsk jest przez to odwróceniem klasycznej teorii spiskowej, która opiera się na wszechmocy jakiejś instytucji, często instytucji rządowej. W polskim wydaniu mamy absolutną bezradność, bierność i nieudolność najwyższych władz, w którą uwierzyć łatwiej. Inny scenariusz mógłby niechcący tchnąć w ekipę rządzącą jakąś moc sprawczą, a tego zwolennicy smoleńskiego spisku chcieliby chyba najmniej. Stąd najbardziej popularna wersja przedstawia Polskę w roli krasickiego kruka, którego rosyjski lis zwodzi, aby ostatecznie wykraść mu ser prawdy.&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Otrząsnąwszy się po tej pięknej metaforze, przypominam sobie, że kiedy dzień po zamachach, 12 września przyszedłem do szkoły, byłem przekonany że samolotów rozbiło się 5. To ile razy samolot kołował nad lotniskiem to pikuś, w tym wypadku nie wiedziano ile ich porwano i rozbito! Połowa informacji, począwszy od samochodów pułapek do zestrzelenia czegoś przez wojsko poszło na informacyjny śmietnik, zaś o dokładnym ustaleniu godziny upadku czwartego samolotu nikt jeszcze nawet nie myślał. Chaos informacyjny pierwszych godzin po katastrofie jest tradycyjną bronią wszelakiej maści tropicieli spisków, którzy w nieprawdziwych informacjach jakie wypływają tuż po wydarzeniu widzą działania agentury rosyjskiej lub prowadzoną z premedytacją dezinformację społeczeństwa. Niemożność oddzielenia faktów od plotek wynika zapewne z ogromnego ciśnienia jakim poddawane są wówczas instytucje odpowiedzialne za stosowne oświadczenia. Paradoksalnie im większego gabarytu wydarzenie, tym presja medialna większa, a zatem łatwiej o puszczenie w eter kulawych wiadomości.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedy tylko opadnie pierwszy kurz i dysponujemy już jakimś materiałem filmowym do pracy, zabierają się internauci, nie mający o niczym pojęcia, mający za to jasno wytyczony cel - udowodnić spisek. Głównym przedmiotem badań są zamazane klatki - im mniej wyraźne tym lepiej, bo dające większe pole manewru dla niezdrowych insynuacji. Pomimo nieskończonej ilości ujęć, szczególnie drugiego samolotu wbijającego się w WTC, spiskowcy wybrali tak marne ujęcia, że samolot wygląda na nich jak wielka mewa, rzekomo dowodząc, że nie był on pasażerski, w innej wersji, że nie był on w ogóle samolotem, w każdym bądź razie nie był tym czym powinien. Pierwszym smoleńskim nagraniem, które rozwikłało prawdę jest film ze słynnymi odgłosami strzałów i wyraźnymi jak plama błota rosyjskimi okrzykami "dobij, dobij! on ucieka!". Radykalizm zawsze się opłaca, zatem sztuczną mglę szybko wyrugował niejaki Krzysztof Cierpisz, który dowiódł, iż katastrofa w Smoleńsku... nigdy się nie wydarzyła. To, co widzieliśmy to jedna wielka mistyfikacja, pasażerowie Tu-154 zostali zamordowani w Polsce, do Rosji poleciał jakiś inny samolot, na miejscu podstawiono i wysadzono innego tupolewa, a DNA podłożono. W teoriach spiskowych logika idzie jak po sznurku dopóty, dopóki nie pojawia się pytanie o celowość tych działań. Czy nie łatwiej byłoby po prostu rozbić ten samolot pod lotniskiem niż tak kombinować? Czy nie łatwiej byłoby walnąć samolotem o Pentagon niż celować go rakietą, a później pozorować uderzenie samolotem? Stąd "jak" będzie dla spiskowców zawsze o wiele ciekawsze niż "po co".&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-5709312430743335229?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/5709312430743335229/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2011/01/jak-wtc-wyroso-w-smolenskim-lesie.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/5709312430743335229'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/5709312430743335229'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2011/01/jak-wtc-wyroso-w-smolenskim-lesie.html' title='Jak WTC wyrosło w smoleńskim lesie'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-UY6LZzKgRnw/TwxmPixU1cI/AAAAAAAABIA/2G_dx6lQW4U/s72-c/wtc-smolensk.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-6850344252414736762</id><published>2010-12-26T18:06:00.004+01:00</published><updated>2011-12-09T18:24:20.781+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nauka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Parapsychologia'/><title type='text'>Najczęstsze zjawisko paranormalne świata</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedy na klawiaturze zbierają się kłęby kurzu, a między palcami widać pajęczynę, oznacza to niechybnie, że wypadałoby w końcu coś napisać. Mój mózg się coś ostatnio zapuścił, ledwo zipie przy byle okazji. To chyba ten hamulec jaki zaciągamy koło trzydziestki - następny ponoć koło 40-stki, wiec i kolejna przerwa w blogowaniu ustalona. Aby się jakoś intelektualnie odkorkować posłużę się techniką małych kroczków, a zatem wybiorę najlichszy, niewymagający żadnych researchów temat. Oczywisty, prosty, wręcz prostacki, taki co to już bystrzejsza małpa dałaby rade go rozkminić. Pod tym pompatycznym tytułem notki może kryć się co najmniej kilka tematów, generalnie równie krotochwilnych w przypisywaniu im nadnaturalności. Mówienie tego samego w tym samym czasie, co kolega z ławki - w domyśle telepatia, czy bycie prześladowanym przez jakąś liczbę - w domyśle nie wiem co. Zjawisko opisywane przeze mnie dowodzić ma chyba reinkarnacji, choć dla Neo oznaczało machinacje jakim poddawany jest właśnie Matrix. W "Kryminalnych zagadkach Miami" robiąca tam chyba za uczoną, pani stwierdza, "że są rzeczy, których nauka wyjaśnić nie potrafi, jak &lt;i&gt;deja vu&lt;/i&gt;". Czy aby na pewno nauka nie potrafi wyjaśnić &lt;i&gt;deja vu&lt;/i&gt;?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;O paranormalnym potencjale &lt;i&gt;deja vu&lt;/i&gt; możemy przekonać się, kopiąc w produktach kultury popularnej lub zaglądając w miejsca nawiedzane przez nawiedzonych entuzjastów parapsychologii. W najlepszym z serii Star Treków, Next Generation, moja ulubiona postać komandor Date rozpracowuje &lt;i&gt;deja vu&lt;/i&gt;, co pomaga wymknąć się całej ekipie z pętli czasowej. Generalnie pętle czasowe i równoległe rzeczywistości to właśnie to, z czym &lt;i&gt;deja vu&lt;/i&gt; (po klingońsku &lt;i&gt;lipoch&lt;/i&gt;) kojarzone jest s-f najczęściej. Odmiennym przypadkiem są osoby, chcące pochwalić się swoimi paranormalnymi zdolnościami i szturmujące fora zajmujące się tą tematyką. Nierzadko pasjonujący opis z oczekiwaniem na spłynięcie wszystkich ochów i achów, a tu bęc, okazuje sie zjawisko to ma już nawet swoja nazwę. Pomysł, iż nauka jest tu bezsilna bierze się chyba z funkcjonowania wielu, kompletnie błędnych tłumaczeń, jak np. to, że &lt;i&gt;deja vu&lt;/i&gt; wynika z różnicy czasu pomiędzy zarejestrowaniem obrazu przez jedno, a później przez drugie oko. Tymczasem w świecie stricte naukowym istnieje nieźle ugruntowany konsensus, co do tego czym jest &lt;i&gt;deja vu&lt;/i&gt;. Jest to pamięciowa czkawka, zmagania naszego mózgu czy to, czego własnie doświadczył pochodzi z jego pamięci krótkotrwałej czy długotrwałej. Jeśli nasz umysł przedobrzy i teraźniejsze doświadczenie wskoczy bezpośrednio do pamięci długotrwałej, pojawi się to dziwaczne uczucie, że sięgnęliśmy właśnie gdzieś głęboko do swej pamięci, mimo, że sytuacja wydarzyła się przed momentem. Odwrotnością &lt;i&gt;deja vu&lt;/i&gt; jest &lt;i&gt;jamais vu&lt;/i&gt;, wtenczas nawet najbardziej rutynowa czynność sytuowana jest przez nasz mózg jako coś nowego.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przechodząc do najciekawszej części notki, posłużę się chyba wciąż najnowszym numerem specjalnym Wiedzy i Życie, nawiasem mówiąc, strasznej szmiry - nie polecam, o szumnym tytule "Kim jesteśmy" i tak się składa, że chyba najlepszy artykuł tego numeru dotyczy właśnie &lt;i&gt;deja vu&lt;/i&gt;. Tekst autorstwa Małgorzaty Załogi skupia się nad tym, co wszyscy lubimy najbardziej, a więc na wynaturzeniach. Rzadkich i strasznych, a przez to trochę zabawnych chorobach oscylujących wokół zaburzeń pamięci. Chyba najfajniejsze z nich to paramnezja powielająca, kiedy nie możemy oprzeć się wrażeniu, że ludzie dookoła nas nie są sobą, lecz swoimi identycznymi kopiami. Powiązaną z tą przypadłością jest tzw. zespół Capgrasów, kiedy dobrze znane nam osoby odbierane są jako obce, tyle że o identycznym wyglądzie. Kolejny zespół, tym razem zepół Fregoli sprawia, że cierpiący na tą chorobę będzie rozpoznawać swoich znajomych w obcych osobach, choć o zmienionym wyglądzie. Na koniec zostawiłem sobie "zespoły dnia świstaka", jako że historia medycyny notuje i takie przypadki. Jeden z nich przypadł Japończykowi, który nie mógł pozbyć się wrażenia, że przeżywa wciąż ten sam moment swojego życia, co podobnie jak w filmie skończyło się kilkoma próbami samobójczymi, oraz bardziej optymistyczny przypadek 25-letniej kobiety, która przez 12 lat przeżywała wciąż ten sam fragment swojego żywota. W artykule nie podano niestety jaki był to moment, ale najwidoczniej przyjemny, jeśli pacjentka przez kilkanaście lat trwała w nieustającej euforii. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-6850344252414736762?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/6850344252414736762/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/12/najczestrze-zjawisko-paranormalne.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/6850344252414736762'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/6850344252414736762'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/12/najczestrze-zjawisko-paranormalne.html' title='Najczęstsze zjawisko paranormalne świata'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-4737324837546686796</id><published>2010-10-31T19:32:00.001+01:00</published><updated>2011-12-09T18:22:33.539+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bóg'/><title type='text'>Gdzieś Ty się szwendał Panie?</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Wpierw wytłumaczę się z ilustracji poniżej. Pierwotnie wpis miał dotyczyć tego, czy psi nochal przydaje się w diagnostyce chorób nowotworowych. Znalazłem kilka niepochlebnych opinii, co do zaprzęgania naszych futrzaków w poszukiwania raka, zniechęciły mnie dopiero abstrakty z badań. Eh to okropne uczucie, kiedy człowiek cieszy się na myśl o torturowaniu i wyśmiewaniu czyichś poglądów, ba, zmontował już nawet rysunek, a tu wszystko okazuje się prawdą. Jako, że bardziej podniecają mnie rzeczy nieprawdziwe, powróciłem do świata ludzkich urojeń, znaczy się o Jezusie będzie. Roboczy wpis o zaginionych 18 latach Jezusa leżał odłogiem od kilku miesięcy, zaś do sfinalizowania go pchnęła mnie książka Beskowa “Osobliwe opowieści o Jezusie”. Jeśli chodzi o książki dostępne w bibliotekach akademickich jestem niczym hiena na sępich skrzydłach, żeruje na kartach swoich znajomych, zbliżających się do 30-studentów i nie daj boże doktorantów. Musze odstać swoje w kolejce, aby przeczytać to, co bym chciał. Swoją opinię, co do hipotez przekreślających istnienie historycznego odpowiednika Jezusa, już gdzieś na tym blogu wyłożyłem. Zresztą, nikt poważny, może poza słynnym strukturalistą Edmundem Leachem tak nie twierdzi. Za to popularną praktyką jest teleportowanie biednego Jezusa w najróżniejsze zakątki globu. Mormoni są przekonani, że po swoim zejściu z krzyża popłynął łodzią do Ameryki – i to na około - jeśli dobrze pamiętam - przez Pacyfik! Niemieccy teologowie skupieni wokół powstałego w latach 30-tych &lt;i&gt;Institut zur Erforschung und Beseitigung des judischen Einflusses auf das deutsche kirchliche Leben&lt;/i&gt; (Instytut badań i eliminacji żydowskich wpływów w Kościele niemieckim), lansowali natomiast teorię, że Jezus w rzeczywistości przybył z północy i był czystej krwi aryjczykiem. Zgodnie z wielowiekową tradycją kościoła, dyrektor i czołowy myśliciel instytutu Walter Grundmann przenoszony był z miejsca na miejsce, aby po wyciszeniu sprawy spokojnie piastował sobie wysokie stanowisko kościelne, aż do swojej śmierci w 1976.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-AA6RUrjG3T4/TM21OTFeN6I/AAAAAAAAAvw/9255NsiOXJU/s1600/pr.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="220" src="http://4.bp.blogspot.com/-AA6RUrjG3T4/TM21OTFeN6I/AAAAAAAAAvw/9255NsiOXJU/s320/pr.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;Dywagacja o tym, co porabiał Jezus pomiędzy 12 a 30 rokiem życia, mają ten urok, że coś w ten czas robić musiał. Dzięki temu mainstreamowi chrześcijan wierzących w zakończenie żywota Jezusa tak jak opisuje biblia, mają kilkanaście lat do zagospodarowania na swoje potrzeby. Jak się można domyśleć, według różnych hipotez był w tym czasie chyba wszędzie, od Egiptu po Grecję, dokooptowanie do tej listy Australii wymagałoby jedynie głębszego pogrzebania. Mieszkańcy Glastonbury są przekonani, że jako młodzieniec przybywał właśnie do nich, gdzie pobierać miał naukę od druidów. W dzień zwykły górnik wydobywający cynę, wieczorami zaś chłonny wiedzy adept wywarów Panoramixa – ot cały Jezus. Są tacy, którzy jego młodość umieszczają na japońskiej wyspie Honsiu, gdzie zawędrował spacerując przez Syberię. Urocze rysy Japonek sprowadziły go tam ponownie już po jego rzekomym ukrzyżowaniu, gdzie o&lt;a href="http://www.thiaoouba.com/tomb.htm"&gt;żenił się &lt;/a&gt;z następstwem kilkorga dzieciaków. O ile dotychczas zaprezentowane teorie, delikatnie mówiąc, nie rzucają na kolana, jest i taka, która według wielu posiada znamiona prawdy. Jej autorem jest rosyjski podróżnik Mikołaj Notowicz, który w czasie swojej wizyty w tybetańskim mieście Leh, w pobliskim klasztorze natknął się na intrygujący tekst “Żywot świętego Issy”. Z tekstu jak i ustnych przekazów od przełożonego klasztoru Notowicz dowiedział się, że Issa to nasz swojski Jezus, który nim wyłożył swą naukę na prowincji Jeziora Genezaret, pobrał ją nasamprzód od indyjskich braminów. Od początku szczegóły tej historii wyglądały podejrzanie. “Żywot świętego Issy” miał być szytą księgą, a więc forma niespotykaną dla starych buddyjskich tekstów, nie zgadzał się język przekładu, a nawet zwierzęta jakie Notowicz miał widzieć w Tybecie. Opowiastka o Jezusie romansującym z hinduskimi krowami szerzyła się jednak na całego, w końcu jeden z profesorów z Agry Archibald Douglas postanowił wybrać się do tego klasztoru. Jego przełożony rzecz jasna nigdy nie widział na oczy ani rosyjskiego bajkopisarza ani czegokolwiek, co przypominałoby “Żywot świętego Issy”. Niestety sensacyjne historie żyją dłużej niż ich wyjaśnienia.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;W tenże sposób przechodzimy do najsłabszej części tego tekstu, czyli czczej spekulacji o tym, co przemawia za nieruchawością Jezusa. Ewangelia Mateusza określa Jezusa na drabinie społecznej jako tektona, co w późniejszych wiekach tłumaczone będzie jako cieśla, jednak bardziej odpowiada mu nasz pracownik fizyczny. Historyczny Jezus prędzej orał pole, niż robił wymyślne krzesła dla Maryi, jakie widzieliśmy u Mela Gibsona. W swej społecznej randze znajdował się niżej niż chłopi i jedynie odrobinę wyżej niż niewolnik. Bieda w tym wypadku nie sprowadzała się do podróży wizzairem i innymi raynerami, a zmaganiem z głodem, przy którym marzenia o międzykontynentalnych wyprawach raczej nie wchodziły w grę. Jezusowi nie wypadałoby zostawić swoją matkę z jeszcze innego powodu. W czasach jego prorokowania nie ma już znanego skądinąd Józefa i logicznym wytłumaczeniem byłaby jego śmierć. Obyczajowość tamtych czasów nie pozwoliłaby zostawić wtedy matki dla zabaw na drugim końcu świata. Poza tym ewangelie zawierają przynajmniej jeden opis wojaży Jezusa. Jest to wyprawa do Jerozolimy, która jak wiemy nie zakończyła się dla niego najlepiej. Zaczął naprawdę hardcorowo, wjeżdżając do miasta na osiołku, kiedy w tym samym czasie na swoim białym rumaku do miasta triumfalnie wkraczał Piłat, tylko, że innym wejściem. Znamienne są natomiast zamieszki na tzw. dziedzińcu niewiernych w świątyni jerozolimskiej, co wskazywałoby na to, że Jezus był w świątyni po raz pierwszy. Szokuje go widok handlu zwierzętami przeznaczonymi na ofiarę, co nie było czymś niezwykłym, znaczy się Jezus był w świątyni po raz pierwszy, nigdy wcześniej nie był w Jerozolimie. Oddalona od dotychczasowych miejsc, w których nauczał Jezus o około 200 km, była i tak dalej, niż przeciętna odległość na jaką zapuszczali się w ciągu całego życia jemu współcześni, ale to i tak pikuś w porównaniu z wyprawami jakie się mu przypisuje.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-4737324837546686796?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/4737324837546686796/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/10/gdzies-ty-sie-szwenda-panie.html#comment-form' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/4737324837546686796'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/4737324837546686796'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/10/gdzies-ty-sie-szwenda-panie.html' title='Gdzieś Ty się szwendał Panie?'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-AA6RUrjG3T4/TM21OTFeN6I/AAAAAAAAAvw/9255NsiOXJU/s72-c/pr.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-4426582963285988619</id><published>2010-10-06T20:09:00.000+02:00</published><updated>2011-12-13T01:29:45.365+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Medycyna alternatywna'/><title type='text'>Brudna woda za tysiaka</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Najwidoczniej jestem prymitywistą, jako, że gdybym tylko wyżył z popędzania kijem gęsi na pastwisko, nie miałbym nic przeciwko takiej robocie. Nie tylko ja tęsknie za przaśnymi czasami, kiedy szło się na zakupy z pęczkiem marchwi za pazuchą i dorodnym świniakiem na sznurku. Niestety, w tych jasnych i prostych czasach, coś co nazywano wówczas medycyną, raczej zabijało niż leczyło, a ponieważ nie na każdego działa pióro oskubanej o północy sowy, obawiam się, że mógłbym nie dożyć wieku, w którym to pisze. Prosta, prostacka wręcz metoda z chamskim efektem końcowym. Ta medycyna naturalna, która sprytnie nie naśladuje medycyny akademickiej (jak homeopatia), stawia właśnie na taki konkret, odwołując się do naszej potrzeby prostych i efektownych metod. Świat bakterii i wirusów jest światem nieludzkim, ani to tego dziadostwa nie widać, a przy tym ciężko sobie wyobrazić jak mała tabletka może walczyć z czymś takim. Łykanie proszków i leżenie trudno nazwać walką z chorobą, w chłopskim znaczeniu słowa walka. W tym miejscu wkracza stawianie baniek - mamy ogień, namacalne działanie, czerwone plamy, przez które choroba wyłazi z nas na naszych oczach. "Konkretną medycyną" są filipińscy uzdrawiacze - żadnego patyczkowania się, brudne łapsko wkładane w brzuch, wygrzebuje kawałek siedzącego w nas paskudztwa. Owi Filipińczycy używają nieraz metalowych garnków i ostentacyjnie wrzucają do niego wyciągnięte z brzucha świństwo. Brzdęk wpadającego do naczynia syfu, jest właśnie tym czymś uchwytnym, czego brakuje mainstreamowej medycynie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Z bezliku badziewia wybrałem dziś coś, co chyba najlepiej oddaje powyższe gadanie. Jak wiadomo ilość nagromadzonych w nas konserwantów, słodzików i spulchniaczy do pieczywa stanowi od 1/3 do 2/3 masy naszego ciała. Jest to wynikiem światowego spisku, którego celem jest masowa eksterminacja ludzkości, a który zaczyna się u mojego sąsiada opryskującego w swojej szklarni ogórki. Skoro już wiem, iż cały świat chce mnie zabić, z pomocą przychodzi detoksykacja. Zdiagnozowanie nieistniejącego problemu daje monopol na jego usuwanie, bo choć detoksykacja jest praktyką szpitalną, to odnosi się do zupełnie innych substancji. Jeśli medycyna oferowana nam w karetce pogotowia jest wciąż za słaba, aby wyciągnąć z nas barwniki, jakie wchłaniamy jedząc żelki, należy uciec się do bardziej wyrafinowanych sposobów. Metod detoksykacji mamy sporo, większość z nich opiera się na obcowaniu ze szlamem i brzydkim zapachem – jako, że właśnie tak ludzie wyobrażają sobie nagromadzone w nas toksyny. Moja ulubiona metoda wyciąga je przez stopy. Służą do tego różne urządzonka, takie jak &lt;em&gt;BioEnergiser D-Tox Foot, &lt;/em&gt;chodzący na Allegro po 1100 złotych i jak zapewnia producent, usuwający zalegające w nas “konserwanty, polepszacze, chemię rolną, pestycydy itd”. Zasada jest prosta jak budowa cepa – do wanienki z czystą wodą wkładamy stopy, podłączamy naszą miskę z wodą do prądu, a po chwili woda dookoła naszych nóg zamienia się w brązową breję. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;center&gt; &lt;center&gt;&lt;object height="405" width="500"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/XdIcRg97GeI?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;color1=0x2b405b&amp;amp;color2=0x6b8ab6&amp;amp;border=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/XdIcRg97GeI?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;color1=0x2b405b&amp;amp;color2=0x6b8ab6&amp;amp;border=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="500" height="405"&gt;&lt;/object&gt;&lt;/center&gt;&lt;/center&gt; &lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Szlam ten to oczywiście toksyny i co ciekawe ich kolor nie jest bez znaczenia. Żółty pochodzi z nerek, ciemnobrązowy to toksyny z wątroby lub jelit, zaś biały, nie, nie z mózgu, biały pochodzi z układu limfatycznego. Jeśli ktoś jeszcze pamięta temat fitoświec, tam również kolor woskowiny decydował o diagnozie. Po co morfologie, analizy, wymazy – mamy określone kolorki i wszystko jasne. Jak widać na filmie nasze podeszwy mają niezłą wydajność w usuwaniu tego cholerstwa, niestety dla wszystkich, którym stopy ciążą już od toksyn mam złą wiadomość. Ani leków sprawiających, że mówi coś czego nie chcemy, ani dopalaczy z organizmów naszych pociech tym nie usuniemy. Wszystko to pic na wodę i to na wyjątkowo nieświeżą wodę. Wcale nie musimy wkładać stóp, aby woda przybrała tak nieciekawy kolor. Co więcej, dwa gwoździe podłączone do prądu, dałyby toksyczne błoto wyglądające nie mniej paskudnie. Kawałek złomu nie byłby jednak tak przekonywujący jak zabudowane coś, mogące kryć wyrafinowaną, mistyczną technologie, jaką należałoby oczekiwać za tysiąc złotych. Woda nie jest brudna od toksyn, ale od rdzy, wedle reakcji 6H&lt;sub&gt;2&lt;/sub&gt;O + 2Fe —&amp;gt; 3H&lt;sub&gt;2&lt;/sub&gt; + 2Fe(OH)&lt;sub&gt;3 &lt;/sub&gt;. Fizjologia człowieka i chemia jest bezwzględna dla amatorów tego zabiegu. Jest on całkowicie bezużyteczny, nie może działać i nie działa. Oczywiście ludzie widzący we własnych stopach filtr zasysający toksyny i wypluwający je na zewnątrz mają w apteczce szarlatana parę innych wynalazków. Między innymi plastry o adekwatnym działaniu. Przed zaśnięciem naklejamy plasterek na stopę, zgodnie z zasadami refleksologii możemy nawet wybrać, który narząd oczyścimy, po czym rano odklejamy go oblepionego kleistą substancją – znaczy się toksynami! Okrutna prawda mówi jednak, że owa toksyna to jedynie produkt higroskopijnych właściwości substancji jakimi nasiąknięty jest plaster, takimi jak ocet drzewny. Zrobi się czarny od wilgoci naszych stóp, czoła, ale i równie dobrze wyciągnie toksyny wisząc nad czajnikiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-4426582963285988619?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/4426582963285988619/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/10/brudna-woda-za-tysiaka.html#comment-form' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/4426582963285988619'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/4426582963285988619'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/10/brudna-woda-za-tysiaka.html' title='Brudna woda za tysiaka'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-4274436838906476508</id><published>2010-09-22T20:30:00.000+02:00</published><updated>2011-12-10T00:25:43.737+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Medycyna alternatywna'/><title type='text'>Świecowanie uszu - niezabawna strona medycyny naturalnej</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gdyby nasze uszy mogły mówić, myślę, że zażądałyby co najmniej takiej samej estymy jaką darzymy dziś oczy. Nikt na własną rękę nie dłubie sobie w oczach, za to w co drugim domu wala się pudełeczko z patyczkami do uszu. Nawiasem mówiąc, czyszczenie nimi uszu to ostatnia rzecz do jakiej się one nadają. W arsenałach "wujków dobra rada" są jednak i takie "zabiegi pielęgnacyjne", przy których uszy skuliłyby się w kącie ze strachu, gdyby tylko to potrafiły. Po co czyścić tak delikatny narząd patykiem, jak można to zrobić ogniem - czyż nie brzmi to wspaniale?! Zasada jest prosta: wydrążoną świecę z pszczelego wosku, nazywaną dalej w tekście pod uczoną nazwą fitoświecy, wpychamy sobie do ucha i podpalamy - co nazywać będziemy od tej pory pod mniej drastycznie brzmiącą nazwą świecowania. Jak dowiedziałem się z polskiego bloga poświęconego zachwalaniu tej metody, świecowanie uszu praktykowano już w starożytnym Egipcie, Chinach, Indiach, Tybecie, u Majów i Azteków. Aż prosi się, aby do tej listy dokooptować Atlantydę. Dajmy spokój temu, czy starożytni ich używali (a nie używali), jako że same świece nazywane są świecami Indian Hopi. Pod taką nazwą są sprzedawane szargając na świecie dobre imię sympatycznych Hopi. Hopi się jednak nimi nigdy nie katowali! Urzędująca w Arizone Rada Plemienia Indian Hopi, protestowała już przeciwko tej nazwie, podkreślając, że ich lud nigdy nie używał takiego cudu. Marketing wie jednak swoje - nic nie uwiarygadnia coraz dziwniejszych pomysłów na medycynę alternatywną lepiej, niż modni starożytni i tajemniczy Indianie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wydaje mi się, że pomysł na oczyszczające właściwości świecowania uszu wzięto z filmów animowanych. W bajkach czyścimy uszy wkładając chusteczkę do jednego ucha i wyciągając drugim. Dokładnie tak wyobrażają sobie budowę ucha zwolennicy tego zabiegu, twierdząc, że spalająca świeca - wytwarzając efekt komina - zasysa wszystkie syfy, a przy okazji wyrównuje ciśnienie powietrza w różnych zakamarkach naszej czaszki. Komuś zapomniało się, że ucho to ślepa uliczka, wyprawa do ucha nie jest dla powietrza podróżą w jedną stronę, nie ma żadnego przeplywu powietrza, jako że wszystko zamyka na końcu błona bębenkowa. Po co paląca się fitoświeca miałaby robić sobie tyle zachodu, tworząc porządne podciśnienie mogące odrywać gęsty i lepki materiał, jeśli dookoła niej jest od cholery powietrza? W rzeczy samej, badania na modelu ucha wykazały, że świeca nie wytwarza praktycznie żadnego podciśnienia! Tajemnicą przerażającej popularności fitoświecy w naszym kraju jest pokazywanie pacjentom po świecowaniu, żółtego nalotu przy końcówce "wbitej" w ucho. "Ucho było przecież wyczyszczone, a tu proszę, jeszcze tyle maziochy, niezła rzecz te świece!". Pisałem, że zabieg ten nie jest w stanie usunąć niczego z naszego ucha, skąd zatem lepki wosk na dnie świecy po świecowaniu? hmm... skąd może wziąść się wosk na dnie palącej się woskowej świecy? Otoż dokładnie stąd, ścieka ze świecy! Można przystawić ją do ucha, wbić w piasek, trzymać na czole, ważne, aby zamknąć jej dopływ powietrza "od dołu", a mamy gwarancje,  że po wypaleniu się świecy na dnie znajdziemy zawsze tyle samo kleistego wosku!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gdyby świece czyściły tylko ucho, tępy patyczek owinięty watą byłby dla kosztującej kilkanascie złociszy świecy śmiertelną konkurencją. Fitoświece zatem mogą leczyć nas prawie ze wszystkiego, np z migren. Nawet gdyby świecowanie objawiało się tym, czym się nie objawia, w jaki sposób zmiana ciśnienia w uchu ma wpłynąć na genetyczne zaburzenia neuroprzekaźników w mózgu, pozostaje dla mnie zagadką. Bardzo podobają mi się spostrzeżenia pani Jolanty Kwapisz, która popełniła &lt;a href="http://kobieta.gazeta.pl/poradnik-domowy/1,52520,2660945.html"&gt;tekst&lt;/a&gt; o świecowaniu dla "Poradnika domowego". Otóż kolor wosku jaki gromadzi się na dnie świecy - tak, dokładnie, tego który pochodzi wyłącznie z niej samej - diagnozuje naszą kondycje zdrowotną. Kolor żółty oznacza terapie zakończoną pełnym sukcesem, brązowy - postępującą poprawę wymagającą kolejnych zabiegów, zaś zielony nadchodzący dramat. Jedynym dramatem jest tu jednak sama świeca, która nie potrafi niczego z tego co jej się przypisuje, ale wprowadza do najczęściej chorego już ucha brudny wosk i gorący popiół. Według statystyk ponad 10% zabiegów świecowania uszy kończy się poparzeniem; kolejne kilkanaście procent niedrożnością kanału słuchowego lub tymczasową utratą słuchu. Rzadziej przydarza się zapalenie ucha zewnętrznego, a mniej więcej 1 przypadek na 100 kończy się naprawdę tragicznie - perforacją, przepaleniem błony bębenkowej. Toż to słuchowy armagedon! Jako, że ludzi używających fitoświecy raczej nie interesują statystyki i wypowiedzi lekarzy, bo przecież pani Irena używała i pomogło, o skuteczności świecowania mogę przekonać się w swój ulubiony, anegdotyczny sposób. Wystarczy spojrzeć na komentarze dołączone do wyżej przytaczanego artykułu. Są oczywiście, takie które twierdzą, ze to nadzieja medycyny, ale wśród około 30 z nich są i takie cztery:&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;i&gt;Gdy świeca była okolo 5cm nad miom uchem, wystaraszyłam sie i gwałtownie poruszyłam, od teraz np. przy kichnięciu czuję ból ucha, bardzo nieprzyjemny (...) Skorzystałam z tego zabiegu rok temu na jedno ucho, od tego czasu zauważyłam nieporównywalnie większe wydzielanie woskowiny w tym uchu oraz dziwne bóle głowy przy przeziębieniach (...) dzisiaj bylam u lekarza, wyjaśnił, że ma bardzo dużo przypadków po "świecy"; okazało się, że błony bębenkowe mam oblepione popiołem, co nasiliło szumy (..) niestety, nie tylko nie pomogło (miało pomóc na zatoki), ale teraz mam chroniczny stan zapalny w jednym uchu.&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jako jedna z najgroźniejszych odmian medycyny naturalnej na początku ostatniej dekady, świecowanie spotkało się z druzgocącą krytyką Narodowej Rady Zwalczania Oszustw Medycznych NCAHF&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: 13px; line-height: 19px;"&gt;. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;Od połowy lat 90-tych wojnę fitoświecom wytoczyło czasopismo branżowe laryngologów "Laryngoskop". Od 2006 fitoświece zakazane są w Kanadzie. Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków FDA 3 lata temu uznała świecowanie za niebezpieczne dla zdrowia, jednocześnie podejmując stosowne kroki, aby nie dopuścić do sprzedaży tego czegoś na rynku amerykańskim. W lutym tego roku FDA wystosowano ostrzeżenie do 15 firm, które próbowały obejść przepisy, sprzedając świece z adnotacją, iż nie są one przeznaczone do tego, do czego wiadomo, że są przeznaczone. W Polsce -co sam sprawdziłem na wrocławskim rynku - w każdym sklepie z odrobinie egzotycznymi medykamentami.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-4274436838906476508?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/4274436838906476508/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/09/swiecowanie-uszu-niezabawna-strona.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/4274436838906476508'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/4274436838906476508'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/09/swiecowanie-uszu-niezabawna-strona.html' title='Świecowanie uszu - niezabawna strona medycyny naturalnej'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-265288664482306823</id><published>2010-09-16T03:42:00.002+02:00</published><updated>2011-12-09T18:20:26.040+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jackowski'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cuda'/><title type='text'>Krew i wróżby</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pod moją nieobecność spiętrzyło się bieżących tematów - zatem o dwóch niemających ze sobą wiele wspólnego, za to pozwalających skompilować chwytliwy tytuł. Aby powiedzieć o pierwszym należy zrobić susa przez ocean, do niewielkiego 60-tysięcznego argentyńskiego miasta Yerba Buena. Rocznie notuje się na całym świecie kilka takich przypadków, ale jakoś tylko ten przebił się pod naszą medialną strzechę. Jak się okazuje nie brak chętnych do krzyżowania szpady z &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Manneken_Pis"&gt;Manneken Pise&lt;/a&gt;m o to, co i w jaki sposób wypływać może ze zwykłej rzeźby. Jak donosi fronda na jednym z obrazów Ostatniej Wieczerzy, z czoła Chrystusa, a dokładnie z rany po koronie cierniowej pociekła krew. Jak dodaje portal, w ciągu ostatnich 100 lat odnotowano setki podobnych zjawisk, a jedynie kilka z nich zostało uznanych za cud.. Kto by dbał tu o detale, że obraz to w rzeczywistości rzeźba  panowie frondowcy i nie kilka ale 1, słownie jeden taki przypadek został dotąd uznany za cud. Nie znalazłem jeszcze wyników badań przypadku z Yerba Buena, a jeśli mamy do czynienia jedynie z wewnętrznym śledztwem kościoła, to obawiam się, że nigdy ich nie znajdę. Znamy natomiast losy wcześniejszych takich przypadków. Od niedawna palmę pierwszeństwa dzierży w tym rzeczywiście Ameryka Łacińska, jednak w ostatnich latach mieliśmy przypadki krwawiących posągów z Azji i Australii, zewsząd gdzie żyją spragnieni tego chrześcijanie. W statystykach bezsprzecznie wygrywa jednak Półwysep Apeniński, gdzie przez wieki Zbawiciel nie skąpił mirakularnym groszem. Naszym drobnym wpisem w tej długiej księdze jest za to tzw. cud lubelski, cud płaczącego obrazu jeszcze z czasów stalinowskich. Cuda takie zawodzą wielorako. Najsłabiej wypadają wtedy, kiedy przyłapuje się ludzi nanoszących na posąg łzy za pomocą strzykawek, jak to nie raz już bywało. W dalszej kolejności przystępuje się do badania sączących się po statuetkach płynów. W przypadku plączących figurek związanych z Audrey Santo była to mieszanina zawierająca tłuszcz z kurczaka. Nie wykluczone jednak, a nawet bardzo możliwe, że taka figurka płakać będzie prawdziwą krwią. Nawet wtenczas nie warto padać jeszcze na kolana, bo i tu sprawa nie zawsze jest jasna. Na przykład posąg Ojca Pio płakał w 2002 krwią kobiety, zaś Madonna w 1995 płakała krwią mężczyzny. Ostateczna sposobność ustalenia ewentualnego fałszerstwa to próba dopasowania krwi do osób zamieszanych w incydent. Nie zawsze jest to możliwe i nie zawsze się to wykonuje. Nie zawodzą próbki pobrane od właścicieli statuetek, jako że to właśnie ich krwią najczęściej wysmarowuje się owe rzeźby, zaś w roku 2008 posąg Maryi płakał krwią kustosza kościoła gdzie wystąpił owy cud. Ciekawostką jest, że Niebiosa zwykły wyraźnie dopasowywać cuda do danego wyznania. Katolickie przedstawienia Świętej Rodziny płaczą głównie wodnistymi i krwistymi łzami, zaś prawosławne wonnymi olejkami - choć od pewnego czasu efekty specjalne ze świętych ikon są adaptowane także na katolicki grunt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Drugi temat to nieśmiertelny Jackowski, który nigdy nie zawodzi w dostarczaniu rozrywki. Tym razem zaangażował się w nagłośnione przez Gazetę Wyborczą zaginięcie Iwony Wieczorek. Przy tym zbulwersowany, znów chce &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=4HfnlugIUwI"&gt;skarżyć policję&lt;/a&gt; za naśmiewanie się z jego zdolności. Otóż kolejny rzecznik po Biedziaku, tym razem Wojciech Szelągowski zaprzecza, by Jackowski kiedykolwiek im pomógł. Szelągowski bardzo krytycznie odniósł się do precyzji, z jaką Jackowski i inni jasnowidze typują miejsca poszukiwań:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote style="font-style: italic;"&gt;W tych (przypadkach), które znam, nigdy żaden jasnowidz, w tym pan Jackowski nie wniósł żadnych istotnych informacji. To są na ogół stwierdzenia bardzo ogólnikowe. Tereny zielone? W odludnych miejscach na ogół jest jakaś roślinność. Woda? W Polsce zawsze jest blisko do jakieś rzeki, jeziora czy choćby strumienia.&lt;/blockquote&gt;Aby zadać kłam tym oszczerstwom, tuż po tym Krzysiek tradycyjnie obwąchał rzeczy Pani Iwony i ze znaną tylko sobie dokładnością &lt;a href="http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,8212800,Jasnowidz_byl_w_Gdansku__Mial_wizje__gdzie_jest_Iwona.html"&gt;ustali&lt;/a&gt;ł miejsce jej pobytu.&lt;br /&gt;&lt;blockquote style="font-style: italic;"&gt;W pobliżu jakichś drewnianych bud czy szop. W pobliżu jest jakaś utwardzona droga, ale nie asfalt. Jest też las.&lt;/blockquote&gt;Po takich wytycznych jednego możemy być pewni - Jackowski po raz kolejny zaliczy na swym koncie trafną przepowiednię. Sam oczywiście owych zwłok nie odnalazł, ale jeśli tylko kiedyś zostaną odnalezione, praktycznie gdzie by to nie było, zawsze będzie mógł powiedzieć "a nie mówiłem!". Jak widać przemawia przeze mnie pesymizm, bo w końcu nie wiemy czy Pani Iwona jeszcze żyje, ale i w tym Jackowski na pewno się nie pomyli. Nie pomyli się, ponieważ obstawił obie możliwości! Wciąż powtarza, iż jego zdaniem Wieczorek nie żyje, nie mniej jakieś przeczucia podpowiadały mu że wciąż może być cała i zdrowa. Racje może mieć zatem albo Jackowski jako Jackowski, albo Jackowski jako jego przeczucia, tak czy owak Jackowski. Oczywiście to nie Krzysiek wymyślił ten zabieg, jest to odwieczna szachrajstwo ludzi tworzących wokół siebie aurę nieomylnych jasnowidzów. Przykładem na to może być Ossowiecki, który w 1939 roku wciąż zapewniał publicznie, że wojna nie wybuchnie. Tymczasem w prywatnych rozmowach ze znajomymi twierdził, że jednak czuje nadchodzącą wojnę. Oczywiście o tym drugim dowiedzieliśmy się już po wybuchu wojny, kiedy przyjaciele Ossowieckiego szybko wytłumaczyli jego pomyłkę. Gdyby wojna jednak nie wybuchła, masy znów westchnęłyby pod wrażeniem jasnowidza, a my nigdy nie dowiedzielibyśmy się, że jasnowidz mówił również i coś przeciwnego.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-265288664482306823?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/265288664482306823/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/09/krew-i-wrozby.html#comment-form' title='Komentarze (37)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/265288664482306823'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/265288664482306823'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/09/krew-i-wrozby.html' title='Krew i wróżby'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>37</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-961143224113137961</id><published>2010-07-18T15:10:00.005+02:00</published><updated>2011-12-19T00:44:38.861+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Duchy'/><title type='text'>Lewitujące stoliczki prof. Anny Mikołejko</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Patrząc w niedzielne południe na Iwonę Schymalle, na jej wejścia antenowe przecinane słowami papieża, to, co i jak mówi sprawia, że ona i papież zlewają mi się w jedno. Patrząc na standard telewizyjnych dyskusji o religii, tym bardziej powinniśmy dbać o kaganki rozumu, a tych nie pozostało w mediach zbyt wiele. Z pejzażu religijnego patosu i moralizatorskiego tonu wybija się &lt;a href="http://www.tok.fm/TOKFM/0,89521.html" target="_blank"&gt;audycja Cezarego Łasiczki&lt;/a&gt;, gdzie o byciu ekspertem nie decyduje ilość godzin wyklęczanych na kościelnej posadzce. Czarek jako nasz człowiek, poza metafizycznymi ciągotami przejawia też zdrowe, naukowe zainteresowania, prowadząc w TOK FM &lt;a href="http://www.tok.fm/TOKFM/0,91172.html" target="_blank"&gt;Radiową Akademię Nauki&lt;/a&gt;. W przedostatnim wywiadzie dostępnym na stronie, Akademię nawiedziła socjolog profesor &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Anna_Miko%C5%82ejko" target="_blank"&gt;Anna Mikołejko&lt;/a&gt;, aby opowiedzieć słuchaczom coś na temat spirytyzmu. Wywoływanie duchów naukowym okiem - nic tylko słuchać. Tymczasem przez prawie godzinę wydawało mi się, że słucham nie Akademii Nauki, a Nautilusa Radia Zet, zaś nasza poczciwa Łasica została uwięziona w jakiejś ektoplazmatycznej pułapce. Jakby Bernatowicz zafarbował włosy, ubrał sukienkę i podszył się pod tytuł profesora. Wizja mediumizmu jaką dzieli się z nami Pani Anna to na pewno nic spod marki "szkiełko i oko", poczynając od prekursorek rozmów z duchami sióstr Fox.&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;i&gt;Siostry Fox zadawały pytania, na które znajdywano odpowiedzi w postaci stuków. Pojedyncze stuknięcie oznaczało tak, podwójnie nie (...) Ich dom przebadano, znajdując ponoć jakiś szkielet w ścianie. Stuki jednak trwały, dopóty w piwnicy nie odnaleziono szkieletu tej właściwej osoby &lt;/i&gt;(tej która hałasowała, tamta ze ściany była akurat spokojna - przyp.).&lt;/blockquote&gt;Koniec przekazu. Bądź tu teraz prostym człowiekiem, a po wysłuchaniu takiej informacji zostanie ci jeno w głowie "naukowiec z radia potwierdziła, iż aby pozbyć się hałaśliwego ducha, należy odnaleźć jego ciało". Pani Anno, wypadałoby tu coś dodać, nieprawdaż? Tym bardziej, że przypadek sióstr Fox to akurat powszechnie znany przykład fałszerstwa (za sprawą Carla Sagana, który opisał ich historie w "Umyśle Broca"). Stukania pochodziły nie od ducha, ale od jednej z sióstr. U schyłku swojej kariery Margaret Fox ujawniła tą niesforną paranormalną postać - był nią wielki palec u jej stopy. Udało jej się wyćwiczyć palucha na tyle, aby "pstrykać" nim tak jak wiele osób robi to przy pomocy kciuka. Nawet po zaprezentowaniu tego triku publicznie, wiele osób nie uwierzyło, że wszystko to było mistyfikacją. Następny fragment wywiadu zdradza, iż profesor Mikołejko mogłaby podzielać tą nieufność.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Julian Ochorowicz, który śledził eksperymenty, którym poddawano Eusapie Palladino był przekonany, iż nie oszukuje. Twierdził jednak, iż media mają taką skłonność kiedy są w transie, że pomagają sobie fizycznie, kiedy ich medialne właściwości słabną&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Media o tym nie wiedzą, nie może być tu zatem mowy o oszustwie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Julian_Ochorowicz"&gt;Julian Ochorowicz&lt;/a&gt;, że przypomnę, to XIX wieczny badacz mediumizmu,  ulubieniec polskich spirytystów. &lt;a href="http://www.portal.spirytyzm.pl/index.php?option=com_content&amp;amp;view=article&amp;amp;id=103:dotknij-ducha&amp;amp;catid=53:wywiady&amp;amp;Itemid=67"&gt;W jednym z wywiadów&lt;/a&gt; pani Mikołejo nie kryje podziwu dla tej osoby, nazywając go nawet "wielkim sceptykiem". Co dokładnie mówi ten wielki sceptyk, co tak podoba się profesor Mikołejko? Jest to klasyczne, naiwne i prymitywne tłumaczenie oszustwa wszelkiej maści. Otóż łapanie na oszustwie nie dowodzi, iż media są oszustami, bo na pewno oszukiwali akurat wtedy kiedy próbowano ich na tym złapać - na co dzień obywają się już bez matactw. Jak wiadomo zawsze oszukujemy, kiedy ktoś testuje naszą wiarygodność, aby bez złych sceptyków za plecami bazować tylko na swoich nadnaturalnych mocach, czystej paranormalności. Jakimi zatem "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;nieuświadomionymi czynnościami, tak że nie mogło być mowy o oszustwie&lt;/span&gt;" parała się największa medium Europy, przez przypadek żona iluzjonisty, pani Palladino? Otóż nieświadomie posiadała specjalne buty, z których dało się wyciągnąć stopę tak, że but który trzymali kontrolerzy pozostał nieruchomo, przez co udział jej nóg w lewitacji stolika wydawał się niemożliwy. Przyłapano ją, iż w rękawach, nieświadomie oczywiście, trzymała gumową gruszkę, aby w zamkniętych pomieszczeniach móc poruszyć zasłonką, którą dla publiczności poruszyć mógł jedynie przybyły właśnie duch. Mikołejko uwiarygadnia media jeszcze innym "badaczem". Przypominając, że nasze najsłynniejsze medium, czyli Teofila Modrzejewskiego badał i nic nie znalazł...:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;naukowiec tej klasy co prof. Charles Richet, laureat Nagrody Nobla z 1913 roku w dziedzinie medycyny.&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;Nie wiem jakie znaczenie ma Nobel za badanie reakcji alergicznych na demaskowanie latających stolików, ale najwidoczniej duże jeśli warto to nadmienić. Może gdybym zatarł sobie oko zgłosiłbym się do Richeta, ale jeśli chodzi o badanie zjawisk paranormalnych był on całkowitym amatorem, poza tym sam był okultystą. Z protokołów badań Richeta na naszym wielkim jasnowidzu Ossowieckim wiemy jak owe badania wyglądały. Testy na jasnowidzenie były prowadzone na kartach, które Ossowiecki trzymać mógł w rękach, co nawet wtedy dla rzetelnych badań było czymś nie do pomyślenia. Nie były  to testy wyboru, tak jak być powinny, a testy skojarzeniowe. Ktoś coś  nabazgrał, on coś nabazgrał i cała zabawa polegała na tym jak te dwa bazgroły były do siebie podobne. Jeden z testów polegał na interpretacji wiersza umieszczonego przed jasnowidzem w kopercie,  zaś Charles Richet miał ustalić na ile trafny jest to opis. Wiemy dokładnie jak wyglądała atmosfera tego testu. Ossowiecki pieprzył coś, że widzi emocje, tęsknotę i uczucia, a gość z zagranicy który miał sprawdzić wiarygodność jasnowidza krzyczał - tak! O  boże znowu trafiłeś! I znowu! I jeszcze raz! Wracając do Modrzejewskiego, z ust profesor Mikołejko pada o nim jeszcze jedno interesujące zdanie. Fragment pochodzi z wcześniej wspomnianego wywiadu profesor dla Polskiego Towarzystwa Studiów Spirytystycznych.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Modrzejewski prosił pojawiające się na seansach zjawy o zanurzanie dłoni  bądź stóp w płynnej parafinie. I kiedy goście z zaświatów znikali, pozostawały po nich puste odlewy kończyn. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Naukowcy, którzy je badali -  wtedy i dziś - twierdzą, że niemożliwe jest zrobienie ich w jakikolwiek  znany sposób&lt;/span&gt;, np. poprzez nadmuchanie rękawiczki i włożenie do wosku.&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rzecz ma być niewykonalna, jako że nie można zanurzyć w wosku dłoni za nadgarstek, a następnie wyciągnąć jej bez uszkadzania formy. Rzeczywiście dmuchane rękawice mogłyby się nie sprawdzić, o wiele lepiej zanurzać jest w wosku... po prostu dłonie. Każdy może zrobić sobie taki odlew, nie potrzeba do tego żadnych dodatkowych urządzeń, jedynie odrobinę wprawy. Znaleźć można nawet &lt;a href="http://www.asios.org/kluski_en.html"&gt;szczegółową instrukcję&lt;/a&gt;, jak krok po kroku wyprodukować dokładnie takie same formy jak Modrzejewski. Dokładnie takie same jak te, które jak twierdzi Mikołejko, są niemożliwe do zrobienia bez elastycznej ręki pomocnego ducha. Jedyne co jest tu dla mnie niemożliwe to to, aby profesor pisząca o tym książki, która o spirytyzmie wie pewnie tysiąc razy więcej niż ja, o tym nigdy nie słyszała. Obawiam się, że naukowy dystans do przedmiotu swych badań dawno poszedł tu w odstawkę. Anna Mikołejko wydaje się wierzyć nawet w wielokrotnie skompromitowanego Jackowskiego. Na sugestie Pana Łasiczki, iż przydałby się nam w Polsce jakiś świetny jasnowidz, zza mikrofonu dobiega lekko podniecony głos &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"mamy, mamy przecież takiego  jasnowidza! Z Czuchowa! Ileś  segregatorów potwierdzających skuteczność Jackowskiego, w końcu współpracuje z  policją!" &lt;/span&gt;(nie dawno Jackowski skarżyć chciał Komendę Główną Policji, wcześniej nazywając ich kłamcami, po tym jak jej rzecznik Paweł Biedziak zaprzeczył, aby Jackowski kiedykolwiek udzielił im jakiś użytecznych informacji). &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Został nawet człowiekiem roku - &lt;/span&gt;kontynuowała zachwalanie Jackowskiego.&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Kto go ogłosił człowiekiem roku? Czasopismo "Nieznany Świat". To wiele wyjaśnia - &lt;/span&gt;kończy z przekąsem Łasiczka. Mi także wiele to wyjaśnia.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-961143224113137961?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/961143224113137961/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/07/lewitujace-stoliczki-prof-anny-mikoejko.html#comment-form' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/961143224113137961'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/961143224113137961'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/07/lewitujace-stoliczki-prof-anny-mikoejko.html' title='Lewitujące stoliczki prof. Anny Mikołejko'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-2172819082950854536</id><published>2010-07-10T20:25:00.002+02:00</published><updated>2011-12-09T19:06:01.184+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cuda'/><title type='text'>Nie chcem ale muszem</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Są tematy, przed którymi chyba nie da się uciec. Chowam się przed nim, zaklinam, przepędzam, a i tak co jakiś czas czytam mniej więcej tego samego maila. Tematu Całunu Turyńskiego nie lubię przeokropnie. Masa artykułów na ten temat, na dzień dobry zniechęca mnie do pisania. Naprawdę ciężko pomyśleć tu coś nowego, temat wtórny i zdrenowany na wszystkie możliwe sposoby. Istnieje ponoć 40 tysięcy mniej lub bardziej naukowych książek poświęconych tej tkaninie! Dla porównania  inny, także dość chodliwy temat w dziedzinie debunkingu - Atlantyda - to  "jedynie" 1,5 tysiąca publikacji. Po drugie, okopanie ścierających się ze sobą stron jest nieprzeciętne, przy czym słowo okopanie nie oddaje w pełni głębokości tych okopów i niezmierzonych połaci ziemi niczyjej, tak rozległej, że ani sceptycy, ani orędownicy autentyczności całunu nie mogą się na niej spotkać. Nadmienię tylko, że każda ze stron ma po kilkanaście dowodów ostatecznie potwierdzających/podważających jego autentyczność. Dzisiejszą sobotę zarezerwowałem sobie na o wiele ciekawszego Ossowieckiego, tudzież połykaczy dziwnych przedmiotów, od mieczy po szkło, czuję jednak, że jeśli nie napisze o całunie to w końcu mnie zadusi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zakładam, iż każdy kto chce poznać argumenty za i przeciw całunowi z łatwością je sobie znajdzie, a jeśli tylko uprze się w poszukiwaniach, na pewno znajdzie i kontrargument na każdy z nich. Ja ze swojej strony rzucę jedynie garść piachu w oczy ludzi, w rękach których leży wyjaśnienie tajemnic całunu. Dzisiejszy kościół zachowuje się dokładnie odwrotnie od swego poprzednika z wieków ciemnych (które nie były wcale tak ciemne jak powszechnie się uważa). Jeden z pierwszych historycznych dokumentów związanych z całunem to list miejscowego biskupa do papieża Klemensa, donoszący o wynajętych ludziach udających schorzenia, którym na widok całunu przechodzić miały wszelkie dolegliwości, procederze zdzierającym z prostych ludzi ostatniego grosza. Postawa nie do pomyślenia dla współczesnych hierarchów w tej instytucji, personom, którym zależy chyba najmniej na wyjaśnieniu całego tego zamieszania. Jak dotąd poważne badania całunu przeprowadzano jedynie od końca lat 70-tych do końca lat 80-tych. Późniejsi badacze nie mogli już fizycznie ingerować w płótno, wycinać jego kawałków, czy szorować go w newralgicznych miejscach. Zapewne na wiele mogła pozwolić sobie wewnętrzna komisja Kościoła, powołana przez turyńską kurię na przełomie lat 60-tych i 70-tych. O wyniku ich badań nie wiemy za wiele, ale samo to, iż wiemy o nich tak mało, wiele mówi o ich wynikach. Kościół nie ukrywa stosowania &lt;span style="font-style: italic;"&gt;publicatio&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;n bias&lt;/span&gt; w najczystszej postaci. Nikt nie słyszał o badaniach hostii z Sokółki czy o poszukiwaniach grobu św. Pawła w Bazylice za Murami, dopóki nie przyniosły spodziewanych efektów. Naukowe dochodzenia odbywają się w Kościele tajnie, jeśli kończą się jakkolwiek pozytywnie, dowiadujemy się o ich wyniku, jeśli negatywnie, nie wiemy nawet, iż takie próby weryfikacji miały miejsce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Od początku badań całunu panował strach przed dopuszczeniem badaczy z zewnątrz, trzymano się sprawdzonej kościelnej formuły bycia sędzią we własnej sprawie. Mam tu na myśli oczywiście słynny STURP (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;The Shroud of Turin Research Project&lt;/span&gt;). Do projektu nie dopuszczono ekspertów od malarstwa średniowiecznego, zaś wybór naukowców okazał się stronniczy. Wielu z nich należało do amerykańskiej organizacji znanej jako &lt;span style="font-size: 100%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Holy Shroud Guild&lt;/span&gt; &lt;/span&gt; sekcji Zgromadzenie Najświętszego Odkupiciela. Oddelegowanie do tego zadania &lt;span style="font-size: 100%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Holy Shroud Guild&lt;/span&gt;, organizacji która na swoją misje wytyczyła sobie głoszenie &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;katolickiej prawdy o świętym całunie, obrazuje analogia wymyślona wówczas przez Joe Nickella "to jakby członków Towarzystwa Płaskiej Ziemi prosić o zbadanie krzywizny naszej planety". Badania okazały się bezpłodne, nic nie wyjaśniono, a brak odpowiedzi wspierał &lt;span style="font-style: italic;"&gt;status quo&lt;/span&gt; całunu jako niezmierzonego cudu bożego. To, że dwóch członków STURPu należało nawet do Rady Wykonawczej &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Holy Shroud Guil&lt;/span&gt;, to także stała cecha podobnych badań. Wracając do Sokółki przypomnę, iż wtedy badania zlecono &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;przeciwniczce aborcji, zaangażowanej w beatyfikacje spowiednika siostry Faustyny, i obrończyni Radia Maryja w jednym, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;profesor Sobaniec. Dla mnie największym kuriozum s&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;tanowiły kościelne funkcje pokroju &lt;span style="font-style: italic;"&gt;advocatus diaboli&lt;/span&gt; czy "promotora sprawiedliwości", w których nawet do obrony wyjaśnień naturalnych typuje się osoby duchowne. Gdyby rzeczywiście władzom kościelnym zależało na racjonalnym stanowisku w procesie weryfikacji cudów, myślę że z radością profesjonalne organizacje jak CSICOP podjęłyby się tego trudu, zamiast znęcać się nad znanymi ze swego sceptycyzmu katolickimi księżmi.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;Dekadę badań całunu kończy budząca chyba największe zainteresowanie konferencja w dziejach Kościoła, przebijająca chyba nawet tą, na której ujawniono III Tajemnice Fatimską, czyli słynne ogłoszenie wyników datowania C14 w 1988 roku. Jak się okazuje, trzy wtenczas największe ośrodki na świecie zajmujące się tym datowaniem, dokładnie tak samo badziewnie oczyściły swój fragment materiału, zgodnie podając jego wiek na XIV stulecie. Już przed badaniem wiadomo było, iż wskazanie na I-II wiek potrząśnie sceptykami, jednak &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;wciąż bezspornie nie powiąże tkaniny z Jezusem Chrystusem. Z drugiej strony, naukowe dowody nigdy nie sprawdzały się w kwestiach wiary, więc trudno było sądzić, iż negatywny dla katolików wynik zrewiduje ich pogląd na całun. Nie trwało to długo. Na liczącym kilka godzin nagraniu z pobrania próbki przez naukowców, doszukano się fragmentu kiedy na chwilę opuszcza ona pole widzenia, trafiając na zaplecze. Wszystko stało się jasne - fałszerstwo! Dziś najmodniejsza teoria to hipoteza łat. Całun jest pokryty średniowiecznymi łat&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;ami, sęk w tym, że nikt w trakcie wyboru miejsca, z którego pobrano wycinek tej rzekomej łaty nie widział. Co więcej, także dziś nikt z przekonaniem nie wie co jest łatą, a co nią nie jest. Oczywiście, dzisiejsze badania metodą C14 byłyby dokładniejsze niż te 20 lat temu, pewnie za dwadzieścia la&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;t można by zrobić to jeszcze dokładniej, zawsze coś będzie można zrobić lepiej. Nie sądzę jednak, aby ktoś położył na szali kolejneg&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;o badania swoją wiarę w całun.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/TDiJm49EB3I/AAAAAAAAAmE/tD0l0jZ_yNg/s1600/oczy_calun.jpg"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5492291046794856306" src="http://2.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/TDiJm49EB3I/AAAAAAAAAmE/tD0l0jZ_yNg/s400/oczy_calun.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 279px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 550px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: 100%;"&gt;W tym roku Całun Turyński na miesiąc udostępniono do oglądania publiczności (pierwotnie miało to nastąpić dopiero w 2025). Możliwości badaczy ograniczono w najlepszym wypadku do fotek w wysokich rozdzielczościach. Kościół odmawia możliwości przeprowadzania powtórnych datowań przypominając, iż już raz je przeprowadzono, mimo to z entuzjazmem przyjmuje snucie kolejnych gdybań, &lt;/span&gt;niejednokrotnie samemu te wątpliwości nieoficjalnie wysuwając. Zasłaniając się niekorzystnymi dla siebie wynikami, aby nie testować nowych pozytywnych dla siebie tez - sprytne posunięcie na obronę wiary, wiary bo na pewno nie prawdy. Od dłuższego czasu wszystkie nowe odkrycia jeśli chodzi o całun pochodzą ze zdjęć, w które wpatrują się zagorzali wierni. Dotychczas moim ulubionym były monety z epoki Jezusa, które już wiele lat temu dostrzeżono na jego oczach. Pól roku temu zdetronizowała je watykańska badaczka dr Barbara Frale. Historyczka pracująca w Archiwach Watykańskich nie tylko zobaczyła na całunu odcisk świadectwa zgonu, opatrzony napisem "Całun Jezusa Nazarejczyka", ale wytężając wzrok odczytała i resztę napisu: "W 16 roku rządów Imperatora Tyberiusza Jezus Nazarejczyk, zdjęty wczesnym wieczorem po wykonaniu wyroku śmierci, na który skazał go rzymski sędzia, ponieważ za winnego uznały go żydowskie władze, niniejszym jest odesłany do pogrzebania i nakazuje się wydać go jego rodzinie dopiero po pełnym roku. Podpisano…” Podpis urzędnika nie zachował się (w przeciwieństwie do napisu) - może rzeczywiście lepiej, aby Watykan nie zabierał się za badania Całunu Turyńskiego.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-2172819082950854536?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/2172819082950854536/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/07/nie-chcem-ale-muszem.html#comment-form' title='Komentarze (22)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/2172819082950854536'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/2172819082950854536'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/07/nie-chcem-ale-muszem.html' title='Nie chcem ale muszem'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/TDiJm49EB3I/AAAAAAAAAmE/tD0l0jZ_yNg/s72-c/oczy_calun.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>22</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-1648942012183360790</id><published>2010-06-26T15:20:00.004+02:00</published><updated>2011-12-13T01:30:54.427+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cuda'/><title type='text'>Cudotwórcze oczy</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dziś o tym co bogobojni ludzie kwitują "no jeśli to cie nie przekonało, to ja już naprawdę nie wiem co". Jako że cudów które dzieją się ponoć na naszych oczach jest bez liku, tym razem jedynie o fenomenach siedzących gdzieś w naszych oczach. O tym jakież cuda niewidy potrafią zobaczyć nasze patrzyska i do jakiego stopnia cza być sceptycznie zatwardziałym, aby nie paść przed nimi na swe pogańskie kolana. Nie tylko religijni ludzie pielęgnują w sobie przekonanie, iż widzą więcej niż inni. Powracającym tematem dyskusji paranormalnych jest widzenie orbów, jednak nie na zdjęciach a w rzeczywistości. Pewność co do istnienia tych dziwów nie jest tu jednak wynikiem, jak to zwykle bywa "intelektualnej dysfunkcji". Wywodzi się z powszechnej skazy gałki ocznej. Tej drobnej ułomności, zwanej&amp;nbsp;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/M%C4%99ty_cia%C5%82a_szklistego"&gt;mętami ciała szklistego&lt;/a&gt;, przypisuje się najróżniejsze zjawiska. Poza wspomnianymi orbami, znaki od obcych, niektórzy rysują je aby wspólnie z innymi interpretować je niczym kręgi w zbożu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dobrze wróży wpatrywanie się w rzeźby, których pierwowzory chodził po wodzie, lub robiły inne niesamowite rzeczy, czemu zatem nie miałyby tego powtórzyć? Odpowiednio duży realizm przedstawienia postaci, odpowiednie tło i przede wszystkim złaknione cudu oczekiwania, czynią animacje posągów powszechną zabawą w chrześcijańskim świecie. Co tu dużo gadać, kiedy byłem mały, w mrocznej atmosferce strychu kościoła który oficjalnie sprzątaliśmy, wraz z kolegą uciekałem przed figurką Jezusa. Postać miała poruszyć się, kiedy palcem dotknęliśmy jej oka, choć tak naprawdę wiedzieliśmy, że wcale nie mrugnęła. Co mają jednak na swe usprawiedliwienie osoby dorosłe? Tłumu ludzi modlące się pod tymi rzeźbami mogą być niepocieszone, bo kiedy tylko przyłożyć do figur obiektywne instrumenty przestają się poruszać. Władze kościelne na zlecenie których w 1981 badano figurkę Matki Boskiej w Kalifornii przyznały, że rzekome poruszanie źrenicami jest złudzeniem, choć nie brakowało już wtedy ludzi którzy widzieli owy posąg przechadzający się w nocy po kościele. Dobrych wieści nie przyniosło ustawienie kamer przed posągiem poruszającej się Maryi w &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Moving_statues"&gt;Irlandzkim Ballinspittle w 1986&lt;/a&gt;. Kamery zrujnowały także frajdę tym, którzy widzieli mrugającego oczami Jezusa w 1989.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Jednak najbardziej klasycznym katolickim cudem, wynikającym z zawodności naszych oczu jest &lt;span style="font-style: italic;"&gt;O Milagre do Sol&lt;/span&gt;. Gapienie się wprost na Słońce jest chyba najbardziej cudogennym środkiem jaki znamy i wbrew temu co się sądzi, bardzo popularnym. Bynajmniej nie charakteryzuje jedynie Fatimę. Nic nie stoi na przeszkodzie byśmy samemu zobaczyli ten cud, jako że doświadcza go co druga pielgrzymka udająca się do &lt;a href="http://www.youtube.com/results?search_query=Miracle+Of+Sun+Medjugorje&amp;amp;aq=f"&gt;Medjugorie&lt;/a&gt;. Wiele tysięcy ludzi oglądało cud słońca towarzyszący objawieniom Matki Bożej z Heroldsbach. Rozmawiałem także ze świadkiem naszego zapomnianego cudu słońca w Trzebnicy sprzed paru dekad. Żaden z tych, ani kilkudziesięciu innych tańczących słońc nie został uznany przez Kościół, mimo że niczym nie różniły się od tego Fatimskiego. Może Kościół nie uznaje tych cudów gdyż są wyjątkowo badziewne, nawet jak na standardy religijnych cudów. Cud Fatimski został jednak oficjalnie zaanonsowany przez hierarchów, tak że po zejściu się kilkudziesięciu tysięcy ludzi po prostu coś wydarzyć się musiało, a jak widać na bezrybiu i rak ryba.  Innych nie uznano, mimo że w sprawie Heroldsbach interweniował nawet sam... szatan. Przemawiając ustami Anneliese Michel szatan wygadał się, że uznanie tego cudu znacznie by go osłabiło. Jeśli ktoś nie słuchał tych nagrań przypominam, że w tej samej rozmowie diabeł przyznał, że noszenie przez siostry zakonne spodni znacząco go wzmacnia, a powrót do skromnych strojów zakonnych byłoby dla niego prawdziwym ciosem! Taki z niego konserwatysta!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oślepianie się Słońcem w poszukiwaniu boskich znaków nie jest ani rzadkie, ani bezpieczne. W 2008 roku na północy Indii 48 osób uległo poparzeniu siatkówki oka, kiedy po tym jak w hotelu w którym miały się dziać maryjne cuda, właściciel tego niesamowitego przybytku zapowiedział wyprowadzenie imprezy na zewnątrz. Uwieńczeniem wszystkiego był widziany przez tamtejszych chrześcijan i przybyłych turystów najprawdziwszy cud słońca, jak się okazało niestety sporym kosztem. Jeden z cudów słońca udało się nawet naukowo przebadać. Jako że w miejscowości Conyers na farmie Nancy Fowler, Dziewica Maryja dokonywała przed zebranymi cudu słońca każdego 13 miesiąca, jedno z nabożeństw 13 października 1991 roku zostało zarejestrowane przez grupę badaczy pod kierownictwem Rebeccy Long (&lt;a href="http://www.lysator.liu.se/skeptical/newsletters/Georgia_Skeptic/GS05-02.TXT"&gt;pełna relacja&lt;/a&gt;). Po tym jak do kilkutysięcznego tłumu padła komenda aby spojrzeć na Słońce, gdyż właśnie teraz dzieje się cud, zapanowała ogólna histeria. Ludzi widzieli nacierające, pulsujące i tańczące Słońce. Niektórzy widzieli grupę aniołów nad lasem inni Maryję tuż nad domem. Ci co niepadli jak większość na kolana, zaczęli roić się wokół teleskopów z filtrami ustawionymi przez badaczy, aby bez przeszkód oglądać  te słoneczne cuda. Tymczasem Słońce w teleskopach pozostało po staremu, bez mrużącego łzawiącego oka, jak słońce nieruchawe tak nieruchawe, żadnych pląsów, nacierań, niczego. Ze zdjęć które robili uczestnicy zajścia, z tych na których cokolwiek wyszło, znalazła się zrobiona polaroidem fotka z prostokątnym prześwietleniem na tarczy Słońca. Zebrani ustalili iż to niebiańskie drzwi przez które przeszła Matka Boska. Ostatecznie okazało się, iż to jedynie efekt mierzeniu obiektywy w tarczę Słońca. Kolejny smutny los kolejnego cudu.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-1648942012183360790?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/1648942012183360790/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/06/cudotworcze-oczy.html#comment-form' title='Komentarze (30)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/1648942012183360790'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/1648942012183360790'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/06/cudotworcze-oczy.html' title='Cudotwórcze oczy'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>30</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-5176063444014043765</id><published>2010-06-06T11:45:00.004+02:00</published><updated>2011-12-09T23:52:03.094+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kosmici'/><title type='text'>50 Lat programu SETI</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W ramach tytułowego jubileuszu namnożyło nam się artykułów na temat tego zakurzonego projektu. Spory artykuł w "Polityce", wywiad w "Wyborczej" z Shostakiem - obecnym kierownikiem programu, mnóstwo drobnych artów w różnych miejscach sieci. Praktycznie w każdym znana wyliczanka - liczba galaktyk mnożona przez liczbę gwiazd w każdej z nich. Miliardy przez miliardy rozbudza wyobraźnie, jak w tylu zerach mogłoby nie siedzieć coś cywilizowanego. Jakoś nigdy nie wierzyło mi się w ten projekt, a mimo to liczyłem pakiety od SETIego. W Polsce z limitowanym internetem rzecz nie lada heroiczna. Patrząc z perspektywy czasu można było wybrać na BOINCu coś pożyteczniejszego, jednak SETI trącił zawsze tą romantyczną nutą. &lt;a href="http://sites.google.com/site/czajniczekpanarussella/Home/Wposzukiwaniuzielonych-SETI%28cz%C4%99%C5%9B%C4%872%29.pdf?attredirects=0&amp;amp;d=1"&gt;SETI&lt;/a&gt; nigdy nie był przesadnie rygorystycznie naukowy, stając się ostatecznie parodią samego siebie. Nigdy nie wytyczono warunków których spełnienie oznaczałoby fiasko eksperymentu, bo jak widać nie znalezienie obcych tym warunkiem nie jest. Dziś sędziwy już &lt;a href="http://sites.google.com/site/czajniczekpanarussella/Home/Wposzukiwaniuzielonych-R%C3%B3wnanieDrake%28cz%C4%99%C5%9B%C4%871%29.pdf?attredirects=0&amp;amp;d=1"&gt;Frank Drake&lt;/a&gt; opowiada w wywiadach, iż pierwszego kontaktu, zakładając kontynuowania inicjatyw poszukiwania obcych, spodziewa się w XXII lub nawet w XXIII wieku. Drake nie wymaże jednak z naszej pamięci swoich wcześniejszych przewidywań jeszcze z lat 60tych, kiedy sukces czaić się miał tuż za rogiem. Następne co 10 lat przekładano  te przewidywania o następne 10 lat, a kiedy stało się to odrobinę żenujące, wyciągać zaczęto z kapelusza trochę odleglejsze daty. Shostak, w przeciwieństwie do swego mistrza Drake, walcząc o pieniądze sponsorów nie może pozwolić sobie na perspektywę kilku wieków, bo coś co nie daje szans ziszczenia się za życia ofiarodawców raczej nie wzbudzi ich wielkiej aprobaty. W 2005 Shostak ogłosił, iż spodziewa się kontaktu do roku 2025 roku i jest to równie wyssana z palca data, co te podawane pół wieku temu, co wiek XXIII i jakikolwiek inny, nie oparta na żadnych wiarygodnych obliczeniach.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Fermi_paradox"&gt;Enrico Fermi&lt;/a&gt; przewraca się w grobie, jako że już kilkadziesiąt lat temu uważał ten osobliwy stan pustki cywilizacyjnej w kosmosie, za wystarczający argument na wywalenie do kosza pseudonaukowych przewidywań powszechności inteligencji we Wszechświecie. &lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/TArI-NNcJQI/AAAAAAAAAhU/sn31gqn26v4/s1600/SETI.jpg"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5479412867673105666" src="http://1.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/TArI-NNcJQI/AAAAAAAAAhU/sn31gqn26v4/s400/SETI.jpg" style="cursor: pointer; float: right; height: 400px; margin: 0pt 0pt 10px 10px; width: 370px;" /&gt;&lt;/a&gt;Od tego czasu minęło dalsze 60 lat całkowicie bezowocnych poszukiwań, a snucie fantazji o otaczających nas zewsząd obcych ma się w najlepsze. Śmiem nawet twierdzić, że czegoś takiego jak inteligentne życie jeszcze nie doświadczyliśmy. To że sami uważamy się za inteligentnych jest odcięciem się ostrą kreską od mózgowej gradacji życia na Ziemi, raczej ciągłej  bez wyraźnych skoków, przy czym inteligencja zaczynać ma się oczywiście akurat od nas. Myślę, że gdyby na naszej planecie istniał cwańszy od nas gatunek, według niego to właśnie na nim zaczynałaby się inteligencja, a człowiek byłby na miejscu dzisiejszych szympansów, a więc tuż tuż, a jednak wciąż kroczek od inteligentnego życia. Tak czy owak, SETI wciąż nie dostarczył nam dowodów jakkolwiek inteligentnego życia i jest chyba ostatnim po którym można by się tego spodziewać. Prędzej odlegli następcy teleskopu Jamesa Webba pokażą nam kosmitów, niż SETI puści nam nagranie jakiejś międzygwiezdnej audycji radiowej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To co już wiemy o potencjalnych obcych, na dzień dzisiejszy studzi naszą wyobraźnie. Dokąd sięgnąć uzbrojonym okiem (a sięgamy naprawdę daleko), żadnych wielkich instalacji, ani wielkich, ani ogromnych, ani olbrzymich. Nie ma energetycznych otoczek takich jak ta która w Star Treku holowała do domu V'Gera, wielkości kilkudziesięciu jednostek astronomicznych. Nie ma wielkich tuneli Kaku otwierających bramy do równoległych wszechświatów długości roku świetlnego. Nie ma potężnych kardaszewowskich cywilizacji, które trzymałyby pod galaktycznym butem wszystko co tylko da się jakkolwiek wykorzystać. Niestety we wszechświecie ni widu takich cywilizacji, cywilizacji pełną gębą, a przynajmniej nie w naszej cześć Drogi Mlecznej. Rzecz rysuje się dziś okrutnie, kiedy co chwile słyszymy o odkryciu następnej z planet, kiedy w własnym Układzie Słonecznym dostrzegamy miejsca gdzie życie mogłoby się wytrącić, zaglądamy coraz dalej i dalej. Tymczasem nasz zawód rośnie wraz z postępem technologii, bo co niegdyś stanowiło ekscytującą niewiadomą dziś przeradza się w gorzką cywilizacyjną pustkę. Kiedyś ten nasz brak sąsiadów zwalić można było na barki nieprzechylnego środowiska. Tymczasem kiedy okazało się, iż życiu towarzyszyć mogą naprawdę ekstremalne warunki, a planet dookoła nas pod dostatkiem, wciąż musimy rewidować ilość cywilizacji w dół. Kolejne obszary nieba odznaczane są krzyżykiem jako puste. Pech chciał, że najbardziej ciekawski gatunek na Ziemi, to akurat gatunek stadny, lubi mieć trochę towarzystwa dookoła. Obawiam się, że w dalekiej przyszłości, kiedy nasz rozwój zbliży się do kresu swych możliwości, poszukiwanie kontaktu stanie się naszą obsesją. Doświadczenie samotności w ciemnym i zimnym wszechświecie zrodzi rodzeństwo SETIego, byle z lepszymi wynikami.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-5176063444014043765?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/5176063444014043765/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/06/50-lat-programu-seti.html#comment-form' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/5176063444014043765'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/5176063444014043765'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/06/50-lat-programu-seti.html' title='50 Lat programu SETI'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/TArI-NNcJQI/AAAAAAAAAhU/sn31gqn26v4/s72-c/SETI.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-5362793052116389563</id><published>2010-05-31T20:34:00.003+02:00</published><updated>2011-12-09T18:16:56.009+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bóg'/><title type='text'>Być chrześcijaninem na pół gwizdka</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zainspirowany książką Jacobsa "Rok biblijnego życia" - której w końcu nikt nie sprzątnął mi sprzed nosa kiedy tylko w bibliotece zamieniła się w dostępną - pochłonąłem się rozmyślaniu, co musiałoby się zmienić w chrześcijaństwie, abym mógł nakleić sobie rybkę na tylną szybę samochodu. Jako że rewolucyjnych zmian na horyzoncie brak, właściwsze pytanie to to, co uznać za metaforę, a co potraktować dosłownie, tak aby wycisnąć z tej religii coś dobrego. Wszyscy buszują w Biblii, wybierając co lepsze kawałki, więc i mi chyba raz wolno oddać się takim czczym spekulacjom. Ureligijnienie mnie wymagałoby radykalnych kroków, ale w tych radykalnych krokach nie byłbym pierwszy. Już słynny Thomas Jefferson postąpił z Biblią jak na prawdziwie światły umysł przystało. Wykreślił z niej wszystkie cudaczności, chodzenia po wodzie, namnażania chleba i zmartwychwstania, wszystko co według niegdysiejszego stanu wiedzy sprzeczne było z prawami przyrody, zostawiwszy w niej jedynie pouczenia na temat miłości do bliźniego i tym podobne rzeczy. Tekst ten, nazywany dziś Biblią Jeffersona jest dziwnym, acz intrygującym przykładem na możliwość zlaicyzowania Pisma Świętego. Czy potraktowanie świętych ksiąg nożyczkami jest jedynym sposobem, aby człowiek słabej wiary ugryzł coś z tej niezapleśniałej strony religijnego tortu?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli zastępy nadprzyrodzonych zjawisk tak wzdrygają nas przed wypełnioną nimi Biblią, rozwiązanie na to podsuwa ponoć sama Biblia. Otóż Nowy Testament wzmiankuje o Nikodemie, którego historia ma być żartem wymierzonym w tych, którzy Biblię traktować chcą dosłownie. Na słowa Jezusa o narodzeniu się ponownie, Nikodem nie może pojąć tkwiącej w tym metafory. "Jakże może się człowiek narodzić będąc starcem, Czyż może powtórnie wejść do łona swej matki i narodzić się?" (Jan 3, 4). Jeśli przyjąć ten naciągany argument przeciwko literalności, na upartego można posiłkować się nim spoglądając na Genesis, choć sama Księga Rodzajów takich interpretacji nie podsuwa. Po drugie, jeśli tylko decydujemy się na takie intelektualne zmagania, wiele z pozytywów wiary maluczkich ląduje poza naszym zasięgiem. Dobry chrześcijanin ,który w ten sposób godzi swoje mądre i cnotliwe życie, z czasami mało mądrym i cnotliwym Pismem, traci jednak zalety życia na przekór rzeczywistości. Dostrzega to też Jacobs, pisząc jaka piękna perspektywa rozciąga się przed kreacjonistycznymi młodoziemcami, traktującymi biblijny potop dosłownie. Jeśli Ziemia ma około 5 miliardów lat, jestem zaledwie kroplą w oceanie, którym jest wszechświat. "Ale jeżeli ma 6 tysięcy, to moje życie stanowi całkiem przyzwoitą część istnienia świata. Nie gram ogonów. Mam sporą rolę mówioną w filmie zwanym życiem".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chrześcijaństwo z zasady powątpiewające w nadprzyrodzoność to oczywiście żadne tam chrześcijaństwo. Mając zapasem świętą księgę można jednak skupić się na czymś pożyteczniejszym niż liczenie aniołów na łebku szpilki. Przy odrobinie chęci wynajdziemy w głowie trochę obrazków osób, które poświęciły swoje życie zarówno swoim bogom jak i pomocy innym. Lansowanym przez Jacoba przykładem jest organizacja &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Red-Letter Christian&lt;/span&gt;, chrześcijańska wspólnota skupiająca się nie na aborcji i antykoncepcji, a na działalności charytatywnej. To, że nie jest to niestety normą widać choćby w retoryce prominentnych wierzących tego kraju, dla których największym problemem ludzkości są geje i in vitro. Swoje piętno czerwonoliterowcy odcisnęli już w Polsce i to w dodatku na mnie! Spokojnie, pełny skruchy nie pogoniłem do konfesjonału, nie spędzam też niedzieli na rytualnym siadaniu, wstawaniu, klęczeniu i siadaniu. Od niedawna w dyskusjach nadużywam jednak zwrotu "per bracie", lansowanego przez Toniego Campolo, twórcę całego ruchu. Początek jest zatem skromny, ale zawsze lepsze to niż nic.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-5362793052116389563?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/5362793052116389563/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/05/byc-chrzescijanin-na-po-gwizdka.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/5362793052116389563'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/5362793052116389563'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/05/byc-chrzescijanin-na-po-gwizdka.html' title='Być chrześcijaninem na pół gwizdka'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-494643749494329555</id><published>2010-05-15T15:41:00.005+02:00</published><updated>2010-05-15T16:00:00.506+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Teorie spiskowe'/><title type='text'>Słowo kluczowe: "Syjon"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Przynajmniej z punktu widzenia psychologii, teorie spiskowe podzielić można na obiektywne i subiektywne. Te obiektywne to po prostu akty historyczne, knowania i skrytobójstwa, wynikające z wrednej i przebiegłej natury ludzkiej. Natomiast subiektywne teorie spiskowe więcej mówią o wierzących w nie ludziach niż o samej rzeczywistości, o tym co się tym ludziom nie udało i kogo za to obwinili. Z punktu widzenia zabawy w odkłamywanie świata, teorie spiskowe podzieliłbym na takie które jednak mają jakieś osadzenie w faktach i takie które są całkowitą i dowiedzioną głupotą. Kilka lat temu na bazie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Project Lucifer&lt;/span&gt; (poglądu, iż sonda Cassini ma zainicjować na Saturnie reakcje jądrowe zamieniając tą planetę w gwiazdę) stworzyłem komplementarny projekt &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ded Moroz&lt;/span&gt;. Opierał się na wymyślonej historii o Norweskich wielorybnikach, którzy odkryli tajemnice kurczącej się czapy lodowej, widząc ogromne roboty wykrawające lód na Arktyce. Sonda STEREO wystrzelona wtenczas w celu badania Słońca, miała cisnąć tym wykradzionym i wcześniej skompresowanym lodem w naszą gwiazdę bezpowrotnie ją gasząc. Problem globalne ocieplenie zostałoby rozwiązany, a za rogiem wciąż przyświecałby nam Saturn. Podobnie jak w Projekcie Lucyfer dowodem na prawdziwość Dziadka Mroza miał być fakt, iż nigdzie nic o nim nie znajdziemy - w domyśle, komuś zależy na tym abyśmy o nim nie wiedzieli - klasyczny argument szemranych teorii spiskowych. Co prawda mój spisek na moment pożył własnym życiem, ale nigdy nie wypłynął na szerokie wody teorii spiskowych, dziś żałuję że nie wplotłem w to wszystko modnych obecnie Masonów. Spiski o Masonach zdetronizowały dziś nawet Jezusa, na temat którego fantazyjne teorie rządziły do niedawna na paranoicznym firmamencie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo że większość z tych teorii wzajemnie się wyklucza, począwszy od "dokumentów" &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zeitgeist&lt;/span&gt; i "Bóg, którego nie było" Briana Flemminga - dwóch filmów kwestionujących w ogóle możliwość istnienie historycznego Jezusa - moda na Chrystusa oznaczać zaczęła spore pieniądze. Cześć "badaczy" gdzie by tylko nie spojrzeli, wszędzie dostrzegali rozrzucone dookoła po nim artefakty. Na takim ogniu swą pieczeń chcieli upiec dwaj reżyserzy, cenione w Świecie autorytety archeologiczne Simcha Jacobovici i specjalista od niebieskich ludzi - James Cameron. Ich "Zaginiony grobowiec Jezusa" to półtoragodzinne gwałcenie rozumu, brutalna penetracja metod naukowych i elementarnego krytycyzmu. Jednak największy sukces na tym polu to oczywiście Dan Brown - i w tym miejscu Syjon pojawia się po raz pierwszy. Twórcą Zakonu Syjonu  (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Prieure de Sion&lt;/span&gt;) nie był niestety żaden średniowieczny rycerz, a Philippe Plantier, megaloman i oszust. Według Plantiera zakon miał być tajnym stowarzyszeniem chroniącym Świętego Graala (prawdziwego losu rodziny Jezusa), do którego w ciągu wieków należeć miały same znakomitości. Wmieszano w to znane i mniej znane w Polsce nazwiska, wplątując w to oczywiście Leonarda da Vinci, bez którego żadna tajemnica dziejąca się w jego czasach obejść się nie może, czy to dotycząca Całunu Turyńskiego, czy Zakonu Syjonu. Lista mistrzów Zakonu Syjonu na której widniał między innymi Leonardo, pochodzi z tajemniczej księgi &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Les Dossiers Secrets&lt;/span&gt;. Jest to jeden z tych tajemnic, którą opatrza się tytułem "Sekretne akta" i umieszcza w bibliotece - niezawodny sposób tuszowania afer wszech-czasów. Przypomina mi to różnego rodzaju akta dowodzące tuszowania przez rząd USA prawdy o latających spodkach, z klasycznym wielgachnym napisem "ściśle tajne". Kilka sekretów z cyklu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dossiers Secrets &lt;/span&gt;rzeczywiście nosiły znamiona tajemnicy, w sensie ujrzały światło dzienne dopiero po przeszukaniu przez policje domu Plantiera, niektóre z ledwo zaschniętym atramentem. Plantier przyznał się do oszustwa, iż to on spreparował i podłożył dokumenty do biblioteki, aby następnie samemu je odnaleźć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozpropagowany przez Browna Zakon Syjonu jest zjawiskiem raczej nieszkodliwym. Parę miejsc wspominanych przez Browna w książce przeżyło najazd turystów, a kaplica w Szkockim Rosslyn uznana została za wrota do innego wymiaru, gdzie kosmici zakodowali klucz do otwarcia portalu - generalnie skutki raczej zabawne niż wiejące grozą. Inaczej ma się to z inną teorią spiskową, niestety rzadko już omawianej - a szkoda. Protokoły Mędrców Syjonu miały być rzekomą relacja zebrania sanhedrynu, magnaterii żydowskiej z całego Świata, chcącej przejąć władze nad światem. Bardzo modny dokument szczególnie na początku XX wieku, opisujący jak zły Żyd mącąc i kłócąc ludzie chce zapanować nad narodami, doprowadził do masowych czystek na ludności wyznania mojżeszowego, szczególnie w Rosji. Adolf Hitler nie ukrywał, iż pisząc &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mein Kampf&lt;/span&gt; inspirował się Protokołami Mędrców Syjonu, zresztą Protokoły wielokrotnie wracały wtenczas na łono życia publicznego, wydawane pod patronem Alfreda Rosenberga. Do lat 70-tych w podręcznikach szkolnych w Egipcie, Protokoły były przedstawiane jako prawdziwy dokument, dowód ogólnoświatowego syjonistycznego spisku. Tymczasem już w latach 20-tych dowiedziono, że owi Mędrcy Syjonu to fałszerstwo. Doszukiwano się najróżniejszego autorstwa Protokołów, począwszy od Watykanu, jednak najprawdopodobniej napisane zostały na zlecenie Ochrany, rosyjskiej tajnej policji politycznej, według Polskiego historyka Janusza Tazbira -  Protokoły są autorstwem Mathieu Gołowinskiego. Protokoły były plagiatem innego fałszerstwa, wymierzonego tym razem w Napoleona "Rozmowy między Machiavellim i Monteskiuszem". Autor Protokołów wzorował się także na dziele byłego jezuity, naszego rodaka Hieronima Zahorowskiego, który po tym jak zakonnicy wyrzucili go z zakonu, napisał oczerniający ich tekst, rzekomo ich własnego autorstwa "Poufne rady Towarzystwa Jezusowego". Jak widać tradycja, iż każde tajne akta muszą z daleka obwieszczać iż są tajne, jest dłuższa niż &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Les Dossiers Secrets&lt;/span&gt;. Morał z tego może taki, iż tworząc chwytliwą teorie spiskową warto pograć kartą Syjonu. Jak widać uważać trzeba nawet pisząc fikcje, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto fikcje potraktuje jak prawdę.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-494643749494329555?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/494643749494329555/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/05/sowo-kluczowe-syjon.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/494643749494329555'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/494643749494329555'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/05/sowo-kluczowe-syjon.html' title='Słowo kluczowe: &quot;Syjon&quot;'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-654256788096289349</id><published>2010-04-15T13:30:00.005+02:00</published><updated>2011-12-09T17:57:16.482+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Przepowiednie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='New Age'/><title type='text'>Ranking fałszywego prorokowania</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jest w naszym kraju ogólnoparanormalna organizacja, która jest dla mnie większą zagadką, niż tajemnice do których została powołana. Grupę INFRA wyrosłą jako gałąź bodajże "Na Progu Nieznanego" cechuje szalony miszmasz światopoglądowy. Mamy tu garść przedruków ze Skeptical Inquiry, a jednocześnie partnerstwo z forum Davida Icke. Klika dni temu na ich łamach wyszperałem sondę "najdziwniejsza postać ostatnich lat w paranormalnym światku". Edycja krajowa, same rodzime nazwiska. Siksowata Angela Hayes z filmu "American Beauty" mawiała, że najgorsze co można w życiu zrobić to być nijakim. O personach z owej listy można powiedzieć wiele, ale trudno odmówić im kolorytu, jaki by on nie był. Bo kiedy my tu gadu gadu o panach pokroju Roberta Tekieli, pod nosem powyrastały nam prawdziwe kwiaty myśli paranoidalnej. Owoce schizofrenicznej ziemi tym mniej sympatyczne, że wymierzone w kieszenie prostych i naiwnych ludzi.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pierwsze miejsce w tej niecodziennej ankiecie zajął Romuald Statkiewicz, który kilka lat temu odkrył, iż jest najprawdziwszym Jezusem Chrystusem. Czy zatem potrafi szusować po wodzie i zmieniać wodę w winno, jak robił to 2 tysiące lat temu? Otóż nie, ponieważ jak mówi, historie te przekłamano, zarówno dziś jak i u początku naszej ery Jezus nie odstawia tak efektownych sztuczek. Ma za to brodę, długie włosy, w swoim sposobie wysławiania się naśladuje ten znany z kościelnych ambon, występuje najczęściej na tle namalowanej za nim aureoli i jak sam twierdzi ma dar uzdrawiania. Specjalizuje się w leczeniu chorób wszelakich, szczególnie tych których jeszcze nie ma, a pojawią się w naszym organizmie dopiero za 10 lat (to niestety nie żart). Robi to oczywiście na przekór medycynie akademickiej, która jak mówi, "nie potrafi wykryć choroby danego organu, dopóki nie utracimy go w 60 procentach". Chrystus nie kryje tego, iż za boską posługę należy się ziemska należność, bez żadnego zażenowania zamieszczając swój cennik w internecie. Jego czołową wyznawczynią jest Elżbieta Gas i przyznam się, że właśnie na tą panią oddałem swój głos. Dzięki jej wizjom znamy przyszłą linie brzegową Polski po przejściu już niebawem oczyszczającej Ziemie fali tsunami. Dzięki jej wizjom wiem także, ze pisze z miejsca przyszłego oceanu. Cała grupa jest niezwykle płodna i praktycznie codziennie zamieszcza na youtube swoje wystąpienia, klasyczny przykład tego, ileż można mówić nie mając nic do powiedzenia. Elżbieta Gas została wyznawczynią opolskiego Chrystusa, po tym jak poczuła bijącą od niego energie, przyjmując następnie swoje apostolskie imię Tyara. Pomysł aby z uzdrowiciela upgradować się na Chrystusa - no cóż jak spadać to z wysokiego konia - został przez nich zaczerpnięty najprawdopodobniej od wrocławianki Haliny Tas (pierwowzór sztuki "Pani Bóg Halina" wstawionej w Krakowie). Ta właścicielka księgarni ezoterycznej już 10 lat temu ogłosiła, iż jest Bogiem, następnie jej sława troszkę przygasła, jednak wydaje się że Statkieiwcz i jego świta zawsze krążyli gdzieś wokół niej. Wszystkie te przypadki podsumowują słowa Statkiewicza, który twierdzi iż migreny są wynikiem nadmiaru myślenia. Myślenie jest tu rzeczywiście szkodliwe.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;object height="405" width="500"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/tYuV5EXmD70&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x2b405b&amp;amp;color2=0x6b8ab6&amp;amp;border=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/tYuV5EXmD70&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x2b405b&amp;amp;color2=0x6b8ab6&amp;amp;border=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="405" width="500"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kilka lat temu, spędziłem troszku czasu na rozmowach z gryfianami, społecznością skupionej wokół swego mentora Andrzeja S., kolejnej osoby uważającej się za Mesjasza. Pan Andrzej dostrzegł w sobie Pana Zastępów w wieku trzydziestu paru lat, po tym jak odczytał swoją tożsamość w ozdobach w kościele Rennes le Chateau (argument w dyskusji, czy fikcyjno-prawdziwe książki spod szyldu Dana Browna są rzeczywiście nieszkodliwe). Rozmowy z jego orędownikami, mimo iż intelektualnie jałowe, uzmysławiają jak wielki może być zakres podporządkowania się i utraty krytycyzmu wobec autorytetu. Swój kamyczek dokładają do tego ci wszyscy, którzy lansują różnego rodzaju paranormalne farmazony, ponieważ mamienie ludzi bazami obcych na księżycu czy budową egipskich piramid kilkanaście tysięcy tal temu, może odbyć się jedynie przy brak wiedzy słuchaczy. Mniej więcej takimi opowieściami Pan Andrzej zgromadził dookoła siebie kilkanaście nowo-nawróconych, tworzących aktywną i niestety agresywną grupę. Nie do końca ogarniam jak mają się sprawy obecnie. W necie można znaleźć teksty pisane przez byłych gryfian, i gryfian obecnych podszywających się pod byłych gryfian. Wiem, iż formułowany był wniosek do prokuratury, ale co z tego wynikło?&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Historia Lucyny Łobos, ścisłej czołówki niechlubnego rankingu, zaczyna się klasycznie dla przyszłych paranormalnych emanacji. Tak jak u wielu innych osób z tego środowiska i tu śmierć kliniczna przynosi ze sobą impuls objawionej prawdy. Jeśli chodzi o zjawiska paranormalne jakie są w zasięgu pani Lucyny, są mniej więcej takie jak u Padre Pio, co skrzętnie wykorzystuje świadcząc usługi lecznicze zarówno dla ciała jak i duszy. Łobos i Pio różnią się w osobach głównych bohaterów ich wizji, którym zawdzięczają te niecodzienne umiejętności. Lucyna Łobos-Brown jest na "ty" z opiekunem ludzkości, kosmitą z Oriona, niejakim En-kim. En-ki jest bratem En-Li, znanego nam jako Jezus Chrystus i przy pomocy Pani Lucyny bardzo chętnie odpowie na nasze pytania, oczywiście jeśli przy okazji sypniemy trochę groszem. Jest prawie wszechwiedzący, a jednak udzielane przez niego odpowiedzi brzmią jakby był... prostą kobietą.  Doradza jak znaleźć prace, czy iść na randkę, jak troszczyć się o zdrowie. Kosmiczne wytyczne przestrzegają przed szczepionkami, a kiedy dramat ten stanie się faktem, należy czym prędzej usunąć szczepionkę z organizmu "terapią cytrynową". Nasz niebiański opiekun odradza operacja, polecając w zamian homeopatie, ziołolecznictwo i  przykładanie rąk do głowy. Lekami uniwersalnymi jest sok z cebuli i przeczyszczenie jelita  grubego. Pytania przy których wypadałoby mieć coś więcej niż bujną wyobraźnie,  jakąś elementarną wiedzę, Wielki En-ki kwituje "I w ten sposób  oto chcesz się wymądrzać istoto ludzka?". Zamiast pilnie uczyć się w swojej galaktycznej szkole En-ki łaził na wagary, ponieważ w jednej z sesji channelingowych gdzie opisać miał położenie planety Nibiru, okazało się, iż nie zna kolejności planet w Układzie Słonecznym. Łobos znana jest jednak przede wszystkim jako &lt;span style="font-style: italic;"&gt;spiritus movens&lt;/span&gt; Projektu Cheops. Jej wizje i namiary En-kiego mają doprowadzić do odnalezienia w piskach Sahary labiryntu, który ocalić ma cześć ludzkości przed zgubnymi skutkami roku 2012. Ktoś to musi sfinansować, więc jeśli chcesz żyć to płać. Kończąc już, przerażający jest rozmiar tego wszystkiego. Sale sympozjów na których występuje Łobos pękają w szwach, przy czym zarówno w Polsce jak i w Stanach ma tysiące swoich "wyznawców". Tak właśnie wygląda nieszkodliwa działalność marginalnych odszczepieńców.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-654256788096289349?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/654256788096289349/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/04/ranking-faszywego-prorokowania.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/654256788096289349'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/654256788096289349'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/04/ranking-faszywego-prorokowania.html' title='Ranking fałszywego prorokowania'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-7569524368854480580</id><published>2010-04-05T14:42:00.006+02:00</published><updated>2011-12-09T18:55:06.786+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='New Age'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Duchy'/><title type='text'>Co (też) widzą ludzie po śmierci</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pierwszą relacje z pośmiertnej podróży poza ciało, znamy za pośrednictwem Platona, który w "Państwie' opisuje dziwną przygodę żołnierza o imieniu Er. Dziś dzięki rozwojowi medycyny  przypadki wskrzeszenia ludzi są coraz  powszechniejsze, tak że do dziś opisano już około 3 tysięcy wizji  zaświatów, jakie przekazały nam osoby które powróciły do świata  żywych. W zachodnim świecie jedynie 15% ożywionych może pochwalić się takimi wspomnieniami, zaś badania Christophera Frencha dowiodły, że ilość takich wspomnień rośnie wraz z czasem od owego "prawie śmiertelnego" wypadku. Wiele z ich z nich jest  zatem dokooptowywane do naszej pamięci już post factum. Wśród wizji w czasie NDE są oczywiście i takie, które wydają się  potwierdzać obraz pośmiertnej rzeczywistość jaką promują niektóre religie. Przeważa tu wizja chrześcijańskich zaświatów, zapewne dlatego, iż badania prowadzone są głownie w Stanach i w Europie, zatem historie z  tego kręgu kulturowego stanowią większość opisanych przypadków. W polskim jarmarcznym katolicyzmie, religii pustych form nie  opartej na przemyśleniach teologicznych, a na cudach, opowieści takie  mają wzięcie. Kościół oficjalnie nie przyznaje wizjom towarzyszącym śmierci klinicznej  jakiegoś statusu dowodowego, jako że  sam w żaden sposób nad nimi nie panuje. Spotykany po śmierci Jezus potrafi chlapnąć coś o UFO, czy sprzedać kilka przepowiedni które się nie spełnią, zatem dystans kościoła do tych historii jest zrozumiały. Nie mniej ludzie  wierzący lubią posługiwać się co zgrabniejszymi historiami o rozmowach z Aniołem Stróżem  i to raczej tylko te, stworzone na  chrześcijańską modlę opowieści przedostają się do opinii publicznej - a szkoda,  bo ludzie widzą naprawdę ciekawe rzeczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszym etapem doświadczenie pośmiertnego absolutu są &lt;span style="font-style: italic;"&gt;deathbed visions&lt;/span&gt; (DBVs), a więc omamy  zamykające się wokół miejsc w których dokańczamy naszego żywota. Rzadko  co ludzi wybierają się w tą podróż sami. Jak przyznaje badaczka  DBVs Carla Wills-Brandon, to kto pofatyguje się aby zaprowadzić nas w  świetlisty tunel, zależy od wyznawanego przez nas światopoglądu.  Chrześcijanie widzą postać ze skrzydłami i w fartuchy,  przedstawiającą się jako Anioł Stróż. Buddystów z pierwszymi chwilami po  śmierci oswajać może Budda, innych ponętna kobieta, a jeszcze innych  kapłan druidów. Zasadą jest to, iż widzimy to co chcemy zobaczyć.  Najświętsi ludzi, jak gwiazda literatury NDE (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Near Death Experience&lt;/span&gt;),  Dannion Brinkley, po tym jak uderzył w niego piorun, był holowany do  nieba w asyście aż 13 aniołów. Po wyznawców hinduizmy, w ich momencie śmieci przybywa boski urzędnik wraz ze  stertą papierów - księgą życia akaśą. Niektórzy relacjonowali, iż byli  łapani przez niebiańskich strażników i siłą przyprowadzani przed oblicze  owego biurokraty. Hindusi spotykają wtenczas boga zmarłych Jame, zaś  jego funkcjonariusze odczytują ich życiowy dorobek, od którego zależy  ich przyszła inkarnacja. Niestety nie mamy przekazów, jak się to  wszystko kończy kiedy wszystko formalności zostają dopięte, jako że zawsze przytrafia się jakiś problem. 'A nie przepraszamy, błąd w  papierach, nie ma jeszcze pana na liście"; "k..a kogoście mi tu  przyprowadzili, miał być garncarz Chhajju Kumhar, a nie kupiec Chhajju  Bania, odprowadzić" (wszystko to autentyczne fragmenty, no może poza słowem "k...a"). Osobiście moimi  ulubionymi przykładami posłańców są gadające zwierzęta, widuje się je też w  wizjach nieba, a nawet widywano psa siedzącego na kolanach Jezusa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mówiąc o gadających zwierzętach mam na myśli nie tylko psy i koty, ale też gadającą pszczołę z która rozmawiał 4-latek, który wpadł do przerębli, oraz motyle i jelenie jakie pojawiły się w wizji 8-letniej dziewczynki. Dzieci potrafię spotkać w niebie św. Mikołaja, ale i parę mniej oczywistych na tą okoliczność postaci, jak bohaterów gier Nintendo. komiksów czy bajek. Także dorośli potrafią widywać fantastyczne stwory, takie jak elfy, olbrzymy i centaury. Peter Fenwick, opisał przypadek studenta reanimowanego tuz po wypadku samochodowym, który w zaświatach spotkał... Drakulę. Sam opis podróży w zaświaty, podobnie jak DBVs, jest obarczony potężnym bagażem kulturowym. W swoim NDE Indianie Lakota gnali na koniu galopując pośród chmur, aby przez drzwi w tęczy spotkać się z 6 starcami, którzy na nowo odsyłali ich do świata żywych. Z badań Nsama Mumbwe z Uniwersytetu Zambijskiego w Lusace, który zbierał przypadki NDE w Afryce wiemy, że funkcje indiańskich starców wypełniać mogą ciała niebieskie. Mumbwe zrelacjonował przypadek pacjenta który w swej wizji podążał do nieba, kiedy nagle drogę zagrodziły mu gwiazdy, zmuszając go do powrotu. Oczywiście można twierdzić, iż to Jezus wciela się w te wszystkie składowe wizji, nie mnij równie prawdopodobne jest, iż to w Jezusa wcielają się bóstwa Dalekiego Wschodu, a już najbardziej prawdopodobne jest to, że w momentach niedotlenienia mózgu widzisz wizje podsuwane przez religie jaką wyznajesz. Jeśli NDE chrześcijan dowodzić ma istnienia Boga, to czy NDE mieszkańców wysp Pacyfiku dowodzi istnienia ich przedziwnego dla nas raju, a NDE Paleoazjatów istnienia wielkich duchów łowów? Jeszcze innym dowodem prawdziwości NDE mają być szczegóły otoczenia jakie podają szybujące nad łóżkiem dusze (zjawisko typowe praktycznie jednie dla "chrześcijańskich NDE). Mamy takich przypadków kilkadziesiąt, najsłynniejsze z nich, takie jak &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Maria's Shoe&lt;/span&gt; (o którym dyskutowano już na tym blogu) zostały przekonująco sfalsyfikowane, a o większości trudno powiedzieć cokolwiek. Najwięcej z tych wizji okazało się po prostu błędne, a opisywane szczegóły widziane przez unoszące się ciało astralne nie odpowiadały rzeczywistości. Przeprowadzono także kilka eksperymentów, w których w szpitalach podwieszano w trudno dostępnych miejscach, tuż pod sufitem napisy - jak się można domyśleć żadna osoba doświadczająca NDE nigdy ich nie zobaczyła.  Wpis miał być o różnorodności samych wizji, o rzekomych szczegółach z otoczenia jakie widzą dusze może kiedy indziej.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-7569524368854480580?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/7569524368854480580/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/04/co-tez-widza-ludzie-po-smierci.html#comment-form' title='Komentarze (35)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/7569524368854480580'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/7569524368854480580'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/04/co-tez-widza-ludzie-po-smierci.html' title='Co (też) widzą ludzie po śmierci'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>35</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-4525725317957982358</id><published>2010-03-29T14:43:00.003+02:00</published><updated>2011-12-09T17:55:05.760+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='New Age'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Teorie spiskowe'/><title type='text'>Diabeł tkwi w gitarze</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na Świecie zawsze nieźle miał się typ pewnej mentalności, który we wszystkich działaniach swych oponentów widział moce piekielne. Pomijając już czasy zamierzchłe i zamierzchłe zamierzchłe, także w czasach współczesnych diabeł za pazuchą ma się nieźle - i  bynajmniej nie mówię tu jedynie o buszyzmowej "osi zła". W latach 80-tych część amerykańskich protestantów znamię na czole Gorbaczowa uznawało za "znak bestii", w czym wtórował sam wielki &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Billy_Graham"&gt;Billy Graham&lt;/a&gt; (jeśli nie kojarzymy, warto kliknąć na link i poznać tą wszechpotężną postać), stwierdziwszy iż "komunizm kierowany jest przez samego diabła".W tym czasie kolega Grahama po fachu, Richard Wurmbrand, spłodził fascynujące dzieło "Czy Karol Marks był satanistą?", gdzie jego satanizmu dowodzić miała m.in jego broda. Jako że tematyka polityczna bardziej mnie brzydzi niż fascynuje, o wiele ciekawszy są dla mnie typowo kulturowy nośnik rozkazów Pana Ciemności - a w tym można już przebierać. 2/3 Uczonego dzieła franciszkanina Antoniego Nowaka, "Satanizm, rock, narkomania i seks" (wymowne zestawienie), zajmuje to drugie. Jako diabelskiemu pomiotowi tej muzyki, nie pozostawiono mi chyba wyboru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Utożsamianie muzyki rockowej z diabłem, w pewnym sensie daleko wyprzedza jej powstanie. Cudownie ciężkie brzmienie opiera się na interwale zwanym tryton, który od XI wieku uważano w kościele za obsceniczny na tyle, iż przywoływać miał diabła. Ukucie dla niego fajowsko brzmiącej nazwy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;diabolus in mu&lt;/span&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/S7CgHmThsmI/AAAAAAAAAe4/t51GS-0zUuU/s1600/satan.jpg"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5454035201147646562" src="http://2.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/S7CgHmThsmI/AAAAAAAAAe4/t51GS-0zUuU/s400/satan.jpg" style="cursor: pointer; float: left; height: 400px; margin: 0pt 10px 10px 0pt; width: 300px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;sica&lt;/span&gt;, jedynie przypieczętowało jego późniejszą karierę. To, że na starych rycinach diabeł dzierży w swoich włochatych łapach skrzypce, należy zwalić na barki słabego muzycznego wizjonerstwa, który nie przewidziało istnienia gitary elektrycznej, bo bez wątpienia to jej dźwięk rozbrzmiewa w czasie fajrantu w piekle. Do dziś gitara w czasie katolickiego nabożeństwa jest instrumentem niedozwolonym, acz zakaz ten nie jest powszechnie przestrzegany. Poza gitarą na zakazanej liście są i inne instrumenty... a w zasadzie to wszystkie -  z wyjątkiem organów. Inną ideą zaczerpniętą wprost z mroków średniowiecza są pakty i cyrografy, jakie rzekomo muzycy zawierają z diabłem. Pierwszym dobrze udokumentowanym przypadkiem jest pakt jaki podpisał z szatanem John Lennon 27 grudnia 1960, co ustalił, bez cienia wątpliwości, niejaki Józef Niezgoda. Siarką pachną i nasi artyści. o czym pisze Andrzej Dudziński w "Sataniści i czciciele Szatana". Swoją główną uwagę skupił na wrocławskiej grupie Kreon, zaś przez całą książkę Roman Kostrzewski, wokalista zespołu Kat, występuje w niej jako Roman K. Najwidoczniej przyszłość kryminalna u czcicieli szatana jest nieunikniona, tak że lepiej zawczasu przyzwyczajać się u nich do przestępczej nomenklatury&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wszyscy wymienieni panowie, kulą jednak ogony i chowają raciczki, przy prawdziwym znawcy jakim jest Krystian Piasta ("Elementy demoniczne w muzyce rockowej"). Piasta nie idzie na łatwiznę i nie poprzestaje na wpływie okultysty Kennetha Angera na Rolling Stonesów, co jest akurat prawdą. Piasta jest typem odkrywcy-dekodera. Nazwa AC/DC nie pochodzi, tak jak wszyscy wiedzą, od zwrotu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;alternating current/direct current&lt;/span&gt;, ale jest rozwinięciem diabelskiego skrótu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Anti Christ Death to Christ&lt;/span&gt;, zaś KISS to &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kids in Satan Service&lt;/span&gt;. Na nic zaprzeczenia członków tych zespołów, zresztą zaprzeczanie antychrześcijańskim tajnym przekazom tylko dowodzą ich faktyczności - tylko winny się tłumaczy, a więc widocznie jest coś na rzeczy. Prawdziwy popis tajnych znaczeń w muzyce rockowej, znajdziemy oczywiście w tym na co wszyscy czekamy - przekazie podprogowym. Ojciec nie ogranicza się jednak do znanych klasyków, ale puszcza od tyłu i polską muzykę. Tym razem tak przebiegłymi satanistami nie są ani "Trubadurzy", ani "Czerwone gitary', a "Proletaryat" W przeciwieństwie do tego co wydaje się autorowi, nie dowodzi to jego tezy "iż to co wydawało się zbyt odległe by mogło być prawdziwe, naraz okazało się faktem". Jeśli tym faktem jest żartowanie sobie z fanatyków słuchających nagrania od tyłu i szukających w słyszanym bełkocie antyreligijnych przekazów, no to rzeczywiście okazuje się to faktem. Proletaryat ukradł ten żart od "Pink Floyd", którzy w utworze &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Empty Spaces&lt;/span&gt;, zamieścili podobny, wyraźnie nagrany od tyłu fragment, który po odkręceniu brzmi &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Hello hunters, congratulations! You've just discovered the secret message!&lt;/span&gt; Natas eva!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-4525725317957982358?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/4525725317957982358/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/03/diabe-tkwi-w-gitarze.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/4525725317957982358'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/4525725317957982358'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/03/diabe-tkwi-w-gitarze.html' title='Diabeł tkwi w gitarze'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/S7CgHmThsmI/AAAAAAAAAe4/t51GS-0zUuU/s72-c/satan.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-6392845929735960048</id><published>2010-03-14T13:19:00.005+01:00</published><updated>2011-12-09T18:55:38.910+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Duchy'/><title type='text'>Freuda wywoływanie duchów</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Co by nie mówić, wielu wielkich myślicieli flitowało z mistyką. Alchemikiem był Kepler, który uważał, że planety pchają aniołowie. Zainteresowanie alchemią przejawiał Newton i Jung. przy czym ten drugi był chyba po prostu szaleńcem, jako że zainteresowanie hokus-pokus i gotującym się kotłem, pokrywa się z wariactwem wraz ze zbliżaniem się do naszych czasów. Zainteresowania paranauką innej zacnej postaci są po części znane, krytycy Freuda nigdy nie omieszkają wypomnieć mu stosowania szalonych praktyk Wilhelma Fliessa, jednak ezoteryczna strona psychoanalityka jest już mniej znana. Pomysł na notkę podsunął &lt;a href="https://www.blogger.com/comment.g?blogID=2442024767695998453&amp;amp;postID=164209785194550040"&gt;aleister&lt;/a&gt; w dyskusji o postmodernizmie (która przerodziła się w dyskusje o freudyzmie), zwracając uwagę na podobieństwo z okultystyczną terminologią egregorów i myślokształtów. Nie wiem jak z postmodernizmem, ale psychoanaliza wydaje się niestety stać tą jedną nogą, a przynajmniej piętą, w ezoterycznych fascynacjach. Tak też wczesny etap psychoanalizy widzi historyk psychologii Henri  Ellenberger, według którego zainteresowanie zjawiskami  parapsychologicznymi i spirytyzmem działały stymulująca na rozwój tych idei. Według niego duża rolę odegrali tu pierwsi hipnotyzerzy,  obserwacje transów i religijnych ekstaz, ludzi opętanych. a nawet takich  zjawisk jak wirujące stoliki.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Freud który sam określał się jako "bezbożny żyd" i raczej nie pałał miłością do zinstytucjonalizowanych religii, odczuwał (mówiąc jego językiem) ciągoty w stronę ezoteryki, magii i dawnych kultów. Mimo, iż za początek parapsychologicznej działalności Freuda uważa się rok  1905, jego fascynacja gnostyczną stroną starożytnych cywilizacji istniała chyba od zawsze. Jego  zbiór artefaktów z tego tematu liczył ponad 2 tysiące eksponatów,  fr&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/S5zUWKfIOpI/AAAAAAAAAeY/qJzZSq5fOyE/s1600-h/freudzygmuntduchy.jpg"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5448463126448585362" src="http://3.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/S5zUWKfIOpI/AAAAAAAAAeY/qJzZSq5fOyE/s400/freudzygmuntduchy.jpg" style="cursor: pointer; float: right; height: 400px; margin: 0pt 0pt 10px 10px; width: 285px;" /&gt;&lt;/a&gt;agmentów papirusów, posążków bogów, pierścieni i relikwii. Już w czasie jego studiów we Wiedniu, ilość  zgromadzonych rzeczy prawie uniemożliwiała poruszanie się mu po pokoju. Wpływ tych zainteresowań na jego późniejsze interpretacje snów, poetycko ujęła Janine Burke, autorka &lt;span style="font-style: italic;"&gt;The Gods of Freud&lt;/span&gt;, mawiając, iż kiedy tylko Freud zagłębiał się w morze snów, nieodzownie towarzyszyli mu w tym bogowie Egiptu, Grecji i Rzymu. Zainteresowanie Freuda snami nie kończyło się na powszechnych przypadkach, ale obejmowało także sny prorocze. Głównym powiernikiem jego zainteresowań był oczywiście Carl Jung,  któremu opisywał w listach dziwy nie z tego świata, jak choćby przypadek  swego pacjenta homoseksualisty potrafiącego czytać w myślach. Telepatie wiązał z innym zjawiskiem którym żywo się interesował - przekazywaniem myśli na odległość, nad którym eksperymentował wraz z Węgrem Sandorem Ferenczi. W obu zjawiskach widział nową praktyczną metodę psychoanalizy, polegającej na czytaniu w myślach pacjenta, który zgłosił się do nas po pomoc. Teoria telepatii Freuda wykrystalizowała się po jego wizytach u wróżbiarzy, gdzie telepatia miała być fizyczną falą odbieraną przez wysokorozwinięty umysł. Dziś wiemy o jego zainteresowaniach tarotem i numerologią. Najprawdopodobniej wierzył iż pozorne przypadki mają ukryty sens i mogą przepowiadać przyszłość. Był przekonany, iż cyfry w jego numerze telefonu "14362" oznaczają datę jego śmierci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Formalny dorobek Freuda na tym polu jest stosunkowo niewielki, wiemy jednak, iż nie oddają skali jego fascynacji. Po latach pisząc list do Herewarda Carringtona stwierdził, iż gdyby mógł  ponownie stanąć na progu swej kariery, wybrałby psychologie z  przedrostkiem para (co z dumą odnotowuje &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Encyclopedia of Occultism and Parapsychology&lt;/span&gt;, pod hasłem  Freud). Obraz jaki się z tego rysuje, w zależności od naszych zapatrywań na freudyzm, możemy interpretować sobie co najmniej dwojako. Możemy spoglądać na niego oczami Ernesta Jonesa, przyjaciela i współpracownika Freuda, autora jego pierwszej wielkiej biografii &lt;span style="font-style: italic;"&gt;The life and work of Sigmund Freud&lt;/span&gt;, zawierającej wiele mówiący rozdział &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Occultism&lt;/span&gt;, przedstawiającej Freuda jako człowieka jednak naiwnego i łatwowiernego. Te same fakty można jednak nazwać inaczej, w stylu James Hammond, wedle którego tylko dowodzą, iż "Freud był wielkim myślicielem, a wielcy myśliciele mają skłonność do podróży poza widoczny świat, w królestwo niewidzialnego i tajemniczego"&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-6392845929735960048?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/6392845929735960048/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/03/freuda-wywoywanie-duchow.html#comment-form' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/6392845929735960048'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/6392845929735960048'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/03/freuda-wywoywanie-duchow.html' title='Freuda wywoływanie duchów'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/S5zUWKfIOpI/AAAAAAAAAeY/qJzZSq5fOyE/s72-c/freudzygmuntduchy.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-132749008577451079</id><published>2010-03-09T14:54:00.006+01:00</published><updated>2011-12-09T19:06:16.321+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kryptozoologia'/><title type='text'>Jak bardzo jesteś w stanie zdziczeć?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pamiętam uczucie wielkiego odkrycia, kiedy w zapomnianej przez Boga bibliotece, natrafiłem na zakurzoną przedwojenną broszurkę niejakiego Romana Stopy, na temat dzikich dzieci. Temat wydawał mi  się fascynujący, śmiałem nawet poruszać ten argument w dyskusjach z innymi. Dziś nie jestem tego aż tak pewien. Moje namiętne przekonanie co do istnienia tego zjawiska przerodziło się nie tyle w niewiarę, co w dozę wątpliwości. Jest to jeden z tych przypadków, kiedy coś wydaje się bezsprzecznie istnieć, o czym słyszymy w mediach i uczymy się z historii, jednak kiedy tylko bliżej przysunąć do tego oko nagle znika. W ostatnich latach kilku badaczy mierzyło się z tym tematem, mozolnie zbierając i weryfikując te przypadki, m.in Serge Aroles autor &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"The Enigma of wolf-children"&lt;/span&gt;, psycholog Douglas Candland &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Feral children and clever animals"&lt;/span&gt;, czy historyk Adriana Benzaquen i jej&lt;span style="font-style: italic;"&gt; "Encounters with wild children&lt;/span&gt;" - po czym najczęściej stawali się sceptykami. Zatem jak to jest z tymi dzieciakami wychowywanymi przez zwierzaki?&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzikość ma tu kilka wymiarów i przez to kilka stopni prawdopodobieństwa. Faktem są dzieci żyjące w karygodnym zaniedbaniu, jak przypadek sześcioletniej Marty M, przetrzymywanej w skrzyni bez kontaktu z ludźmi, głośna sprawa z 2003. Nie ma wątpliwości, iż od pewnego wieku dziecko może przez pewien czas przeżyć samotnie w dżungli. Takim przykładem pochodzącym z naszego kraju była żydowska dziewczynka o imieniu Tzila, który uciekając z getta w Równe (dzisiejsza zachodnia Ukraina) przez 6 tygodni żyła w lesie chowając się przed ludźmi. Z dystansem podchodziłbym do przekazów, iż po odnalezieniu była porośnięta mchem, wydaje się jednak możliwe aby kilkuletnie dziecko mogło przeżyć z tego co odnajdzie w lesie. Zupełnie inną bajką są dzieci wychowywane przez zw&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/S5ZTQK-U7kI/AAAAAAAAAeM/fi3duCZ_ycI/s1600-h/dzikie_dzieci.jpg"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5446632336639979074" src="http://1.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/S5ZTQK-U7kI/AAAAAAAAAeM/fi3duCZ_ycI/s400/dzikie_dzieci.jpg" style="cursor: pointer; float: left; height: 308px; margin: 0pt 10px 10px 0pt; width: 344px;" /&gt;&lt;/a&gt;ierzęta, z podkreśleniem pod słowem wychowane. Nie przez nie tolerowane, nie żywiące się resztkami które zostawiają, a wychowane. Teoria ta opiera się na znanym w przyrodzie zjawisku, w którym samica po utracie młodych wciąż odczuwa silną potrzebę realizacji swego instynktu macierzyńskiego. Obserwowano przypadki, kiedy samica myszy opiekowała się kłaczkiem futra czy kawałkiem tkaniny jakby było jej własnym potomstwem. Czy jednak pies wychowywany przez kangura zacznie skakać na dwóch łapach, a kociak wychowywany przez sukę szczekać, a niestety tak wyglądałaby ta analogia jeśli chodzi o historie dzieci wychowane przez zwierzęta? Z punktu widzenia etologii brzydko tu pachnie. Sama taka idea byłaby realizacją człowieka jako tabula rasy, modeliny przybierającej dowolne formy, moim zdaniem już obalonej przez kognitywistykę i neuropsychologię.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wiele z historii o dzikich dzieciach, było nawet nie tyle ubarwione, co okazywało się zwyczajnym oszustwem. Dziki chłopiec z Burundi nigdy nie żył z małpami, lecz był chory na autyzm, podobnie jak  Lucas mający być wychowankiem pawianów, w rzeczywistości upośledzony chłopiec, któremu mentalność epoki widzącej chore, czarne dziecko przypisało małpich rodziców. Mamy tu historie które nigdy nie wyrosły choćby centymetr poza zwykłą dziecięcą wyobraźnie, jak słynna &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Misha:_A_M%C3%A9moire_of_the_Holocaust_Years"&gt;Misha&lt;/a&gt;, która w czasie II Wojny Światowej miała przemierzać Europę wraz ze stadem wilków. Jeszcze inne dzikie dzieci są jak Wielkie Stopy - wszyscy je widzieli, a nikt nie potrafi udowodnić że istnieją - jak dzika dziewczynka z Kansas. Bardzo wiele opowieści o dzikich dzieciach wydają się niewiarygodne, za sprawą opisów które, o ironio, miały dowodzić iż są naprawdę dziećmi wychowywanymi przez zwierzęta. Pochodzący z Fidżi Sujit Kumar, który w latach 70-tych swoje dzieciństwo spędził w kurniku, według przekazów zachowywać się miał jak kura - nosił ręce złożone jak skrzydła, dziobał, drapał w ziemi w poszukiwaniu robaków i spal siedząc na grzędzie. Słynna Amala i Kamala, według ich wybawiciela Josepha Singha, który miał wyszarpać je wilkom z ich nory, posiadały nieludzki, wilczy węch, a także podobnie jak wilki widziały w ciemnościach! Taka charakterystyka jest po prostu niemożliwa,  choćby wychowało nas stado najlepiej pedagogicznie usposobionych  nietoperzy, nie nauczymy się echolokacji, czy czegokolwiek innego co jest poza naszym biologicznym  zasięgiem.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Opowieści w których zwierzęta wychowywały dzieci, jako mity czy jako fajny sensacyjny materiał, wydają się istnieć od zawsze. Przez wieki moda na to jakie zwierzaki będą nas wychowywać ewoluowała. Dziś na pierwszym miejscu plasują się zwierzęta domowe jak psy i koty, jednak w historii tego zjawiska można zaobserwować fale opiekuńczych małp, kilkuwiekową dominacje wilków, a także mniej popularna acz notowane zwierzęta jak krowy, owce, gazele, czy leopardy. We wczesnych odmianach tego typu historii popularne były niedźwiedzie, czym pochwalić się może także Polska. W XVII wieku nasz dziki kraj z dumą donosił o kilku niedźwiedzich chłopcach, nie mniej było ich co najwyżej dwóch, a najprawdopodobniej tylko jeden. Został znaleziony w lasach w okolicach Grodna, po czym został przewieziony na dwór króla Kazimierza do Warszawy, gdzie został ochrzczony pod imieniem Józef. Nie umiał mówić, a jedynie wydawał pomruki podobne do niedźwiedzia. Resztę swego żywota Józef spędził na dworze Piotra Adama Opalińskiego, gdzie przydzielono go do prostych prac fizycznych. Poza brzmiącymi nonsensownie opowiastkami, jak to ukradkiem wymykał się do lasu gdzie dotrzymywał towarzystwa niedźwiedziom, nie ma tak naprawdę żadnych dowodów, że miał coś z nimi wspólnego. Współczesny interes medialny na dzikich dzieciach wciąż kwitnie, choć historie o niemowlakach w zwierzęcych rodzinach powoli odchodzą w zapomnienie. Opowieści są mniej efektowne, lecz jest ich więcej, między 2001 a 2009 naliczyłem ich 32, a więc tyle ile było ich od tej pierwszej daty, aż do początku lat 60-tych. Najsłynniejszym takim przykładem ostatnich lat, który wnosi coś do wątpliwości odnośnie wymiaru w jakim zwierzęta wychowują dzieci, jest Ukrainka Oxana Malaya. Po kilku sekundach z google możemy zobaczyć jak wychowana w budzie z psem Oxana biega na czworakach i szczeka. Jak sama twierdzi wycie do księżyca i drapanie się tylną nogą za uchem sprawia jej przyjemność. Zachowanie te, nazwane w latach 90-tych syndromem Mowgliego, nie figuruje jeszcze w najnowszym wykazie &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Diagnostic_and_Statistical_Manual_of_Mental_Disorders"&gt;DSM-IV-TR&lt;/a&gt;, sporządzanym przez Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. Wciąż nie wiele na ten temat wiadomo, sprawa dzikich dzieci jest wciąż otwarta, ważne aby wiedzieć, iż nic nie jest tu jeszcze rozstrzygnięte.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-132749008577451079?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/132749008577451079/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/03/jak-bardzo-jestes-w-stanie-zdziczec.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/132749008577451079'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/132749008577451079'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/03/jak-bardzo-jestes-w-stanie-zdziczec.html' title='Jak bardzo jesteś w stanie zdziczeć?'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/S5ZTQK-U7kI/AAAAAAAAAeM/fi3duCZ_ycI/s72-c/dzikie_dzieci.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-164209785194550040</id><published>2010-03-08T12:50:00.004+01:00</published><updated>2011-12-09T19:06:22.447+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pseudonauka'/><title type='text'>Tekstualne metaporadnictwo</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po przeczytaniu "Jak brednie podbiły świat" Francisa Wheena, gdyby tylko ten Pan był Panią mógłbym mieć z nim dziecko. Kapitalna odyseja po świecie głupoty, tym razem głupoty polityczno-społecznej, niemiłosiernie dźganej ostrzem faktów i szpicą weryfikacji. Jeśli chodzi o znęcanie się nad postmodernizmem Wheen jest w tym bardziej bezwzględny niż Sokal, dokładając do merytoryki ataki personalne, jednostronność, manipulacje wizerunkiem przeciwnika i nonszalancje. Mimo to, a może właśnie dzięki temu, książka wygląda mi na kolejne 16 ton rzucone w postmodernizm. Wheen wypomina Foucault jego zachwyt jaskiniowym reżimem Chomeiniego, który ujawnił się po wizycie w Teheranie, po której masowe prześladowania opozycji, Foucault nazwał  "niezbędnym i wysoko cenionym dodatkowym poziomem znaczeń". Już tradycyjnie dla tego rodzaju krytyki pojawia się moja ulubiona Luce Irigaray, który w duchu relatywizmu zarzuciła słynnemu wzorowi Einsteina dyskryminowanie innych prędkości przez prędkość światła, zaś fizyków zajmujących się mechaniką ciała sztywnego nazwała seksistami. Wheen z pasją maniaka przypomina jak po śmierci Paula de Mana odnaleziono jego teksty wychwalające eksterminacje Żydów (która dla niego była jedynie "wyzbyciem się z Europy miernot"). Wówczas sam Derrida, zresztą przyjaciel nie mniej wielkiego de Mana, podjął się dekonstrukcji owych tekstów, w wyniku czego okazały się one "zakamuflowanym sprzeciwem wobec antysemityzmu". Aby było śmieszniej, osobom oburzonych pisarskim dorobkiem de Mana w propagandowych gazet SS, Derrida zarzucił faszyzm i nazistowskie zachowanie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Osobny rozdział Wheen poświęca specyficznym rodzajom bzdur, które niby nimi nie są, a jednak można uznać je za nic nie warte banały. Przykładem takich bezwartościowych truizmów, oczywiście sprzedawanych pod pozorem gnostycznej wiedzy, są rożnej maści poradniki rozwoju osobistego, pisane przez ludzi o skromnych tytułach life-mentorów. Polskie materiały są tu wierną kalką zachodnich trendów, więc i dzięki rodzimym life-mentorom możemy "zdobyć zaufanie w 30 sekund", w "10 minut odmienić swoje życie", następnie "magiczne 30 minut na osiągnięcie szczęścia", aż ostatecznie posiąść "doskonałość w 30 dni". Jeśli uparłbym się przy opisie przy pomocy samych tytułów, dodałbym jeszcze, iż w końcu"czas to pieniądz", choć lepiej "śpieszyć się powoli". Po przejrzeniu opisów blisko 400 takich owoców geniuszu, gdzie osiągnięcie szczęścia i spełnienie marzeń jest kwestią 8 do 60 złotych, da się zauważyć pęd czytelników nie tylko ku bogactwu, ale także ku mannie rozwoju duchowego. Są co prawda mnisi Benedyktyńscy uczący jak żyć, jednak palmę pierwszeństwa dzierżą tu ewidentnie religie wschodu, zresztą sam Dalajlama popełnił taką książkę jak "sztuka szczęścia w pracy". W tym miejscu ukłon w stronę &lt;a href="http://zenerzac.wordpress.com/"&gt;Błażeja&lt;/a&gt;, jako że jednym z ich ulubionych słów jest "zen".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polską blogosferą osobistych rozwijaczy, rządzą jak dla mnie dwa typy autorów. Pierwszą stanowią świeżo upieczeni adepci nowej sztuki motywacji, wykuci w ogniu kursów efektywnej sprzedaży encyklopedii. Zwykle słowa o byciu "proaktywnym" i "uczeniu się na własnych błędach" przelatują na takich spotkaniach bez echa, jest jednak grupa ludzi na których magiczny język coachów robi piorunujące wrażenie. Jeśli połkną tego bakcyla, szybko sami stają się swoimi twórcami. Po czasie charakteryzują się pogardą dla wiedzy akademickiej, w ogóle do wiedzy szkolnej, nazywanej "trocinami". Prawdziwą wartość ma tu wiedza "praktyczna", np. to że skarpetki kupione za 10 złotych można nosić przez 2 lata, zaś te kupowane za 4 złocisze tylko pół roku (autentyczny przykład z takiego bloga). Ideałem jest tu właśnie ta praktyczność, konfrontowana z najobrzydliwszym ze wszystkich pojęć, słowem "teoria". Inną klasą orędowników prostych formuł na klawe życie są blogujący managerzy. W tym miejscu praktyka przeradza się w wyższą formę wtajemniczenia - w doświadczenia. Takie pisarstwo składa się głównie z fascynacji NLP. dowodów anegdotycznych, opowiastek o tym jak pan X nie skończył szkoły a odniósł sukces, plus tak cenna wiedza jak to by na rozmowę kwalifikacyjną nie przychodzić pijanym i brudnym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym co mogłoby spiąć trzy wcześniejsze akapity, jest pisarstwo pozbawione treści. Dane, dowody, eksperymenty, statystyki - wszystko wydaje się zbędne przy mądrości wziętej wprost z życia. Przy okazji, nieźle się przy tym cza natrudzić, aby zakamuflować fakt pisanie truizmów, najlepiej nawymyślać na nie jakieś nowe nazwę, tak by wszystko to brzmiało inteligentniej. Zastanawiające, iż autorami jak i odbiorcami tych dwóch rodzajów pisarstwa są przecież inteligentni ludzie. Zarówno miłośnicy postmodernizmu jak filozofujących marketingowców pretendują do grono wrażliwych innowatorów, osób którym dano uchylić rąbka zagadki życia. Istnieje oczywiście i druga opcją - iż piszę to bo jestem kłębowiskiem negatywnej energii, nieporadnym życiowo zawistnikiem, pozbawionym perspektywy na sukces jaki odnieśli ci ludzie - i pewnie też ma coś w sobie.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-164209785194550040?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/164209785194550040/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/03/tekstualne-metaporadnictwo.html#comment-form' title='Komentarze (22)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/164209785194550040'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/164209785194550040'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/03/tekstualne-metaporadnictwo.html' title='Tekstualne metaporadnictwo'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>22</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-6933160254115578946</id><published>2010-02-07T15:51:00.005+01:00</published><updated>2011-12-09T23:52:10.872+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kosmici'/><title type='text'>Billy Meier</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/S27NvYOaI0I/AAAAAAAAAdo/l5cK3GZmAdA/s1600-h/meier_ufo.jpg" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5435508014123197250" src="http://4.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/S27NvYOaI0I/AAAAAAAAAdo/l5cK3GZmAdA/s320/meier_ufo.jpg" style="float: right; height: 320px; margin-bottom: 10px; margin-left: 10px; margin-right: 0pt; margin-top: 0pt; width: 285px;" /&gt;&lt;/a&gt;Każdy widział chyba plakat przedstawiający fruwające nad lasem UFO,&amp;nbsp;z wielgachnym białym napisem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;I Want To Believe&lt;/span&gt;. Owe UFO, paradoksalnie do znaczenia tego skrótowca, jest na nim zaskakująco wyraźne, tak że nie sposób pomylić je, jak to zwykle bywa, z szybko przelatującym, rozmazanym ptaszyskiem. Fani latających spodków stworzyli do dziś kilka odmian posteru z piwnicy Foxa Muldera, wymieniając na nim przede wszystkim statki obcych, co ciekawe posługując się zdjęciami głównie jednego człowieka. Jak to możliwe, że autorem prawie wszystkich fotek UFO, na których rzeczywiście widać latający spodek jest ta sama osoba? Okazuje się, że pan ten nie jest autorem ani 2, ani nawet 10, ale jakiegoś 1000 zdjęć latających spodków. Sam fakt takiej dysproporcji i nierównowagi materiału dowodowego, może budzić wątpliwości, wątpliwości jest jednak znacznie więcej - choć jak się okazuje nic nie jest w stanie strącić króla fotografii obcych z piedestału.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Meier jest człowiekiem przed którym skrzynie z tajemnicami nie tylko otwierają się na oścież. Jeśli ich nie zauważy gonią go i proszą się o otwarcie. Gdzie by się nie udał UFO lata za nim  pozując do zdjęć. Ledwo przyjechał do Jerozolimy w latach 60-tych, od razu w jakiejś dziurze odnalazł najstarszą zaginioną ewangelie, hipotetyczne "&lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Q_document"&gt;Źródło Q&lt;/a&gt;". Jak się okazuje nawet ona dotyczyła największej pasji Szwajcara - kosmitów. Z takim parciem na kosmos, w latach 70-tych długo oczekiwane dowody obecności obcych zaczęły sypać się z rękawa. Zdjęcie na zdjęciu filmem pogania, zdjęcia s&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/S27OBLQFiTI/AAAAAAAAAdw/U73DJ68jcnc/s1600-h/meier_plejad.jpg"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5435508319878220082" src="http://2.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/S27OBLQFiTI/AAAAAAAAAdw/U73DJ68jcnc/s320/meier_plejad.jpg" style="cursor: pointer; float: left; height: 320px; margin: 0pt 10px 10px 0pt; width: 186px;" /&gt;&lt;/a&gt;podków i ich pilotów, fotki z kosmosu i z jego podróży w czasie, rzeczy jakie powinny wstrząsnąć zaślepioną zdogmatyzowaną nauką. Kiedy owe dowody trafiły pod lupy ludzi będących najprawdopodobniej na usługach rządu, wszystko okazało się jednym z najbardziej żenujących spektakli w historii ufologii. Narodził się nowy rodzaj sceptycznej perwersji polegający na przypisywaniu elementów latających spodków, przedmiotom jakie znajdowały się w domu Meiera. Poza bombkami, fragmentami półek i ciężarkami, najsympatyczniejszym przykładem były pokrywy do beczek jakie widziano w magazyn organizacji Meiera. Na czerwono zaznaczyłem uchwyt, który utrwalił się na fotografii UFO. Owe powietrzne statki które kursowały nad głową Szwajcara pilotowane były przez zastępy Plejadan, których ten znał z imienia i których często gościł. Aby zapewnić swojemu gospodarzowi sławę i pieniądze kosmici zostawiali mu rożne artefakty. Jednym z takich przedmiotów mających dowieść relacją Meiera stała się słynna fotka jednej z kosmitek o imieniu Asket. Problem pojawił się kiedy w osobie Plejadanki rozpoznał się tancerka Michelle Della Fave. Na jaw wyszło, że zdjęcie kosmitki jest kadrem programu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;The Dean Martin Show&lt;/span&gt;, które Meier cyknął na bezczelnego celując aparat wprost w telewizor. Nie mniej moim ulubionym "dowodem" jest zdjęcie pterodaktyla, którego Meier widział na Ziemi przed milionami lat, na którą zabrali go Plejadanie. Pech chciał, że mało znana czeska książka autorstwa Zdenka Spinara, została przedrukowana w Stanach pod tytułem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Life Before Man&lt;/span&gt;. Rzekome zdjęcie pterozaura widzianego w trakcie podróży w czasie, okazało się zdjęciem jednej z ilustracji w tejże książce!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko to, to tylko czubek góry lodowych dowodów, pośród równie przekonujących nagrań audio, próbek metali, proroctw Meiera jak i całej &lt;span style="font-style: italic;"&gt;quas&lt;/span&gt;i religii jaką stworzył wokó&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/S29WFFecPmI/AAAAAAAAAeA/bYBkuXIGo4Q/s1600-h/meier_dinozaur.jpg"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5435657920628670050" src="http://2.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/S29WFFecPmI/AAAAAAAAAeA/bYBkuXIGo4Q/s320/meier_dinozaur.jpg" style="cursor: pointer; float: right; height: 320px; margin: 0pt 0pt 10px 10px; width: 224px;" /&gt;&lt;/a&gt;ł siebie. Nawet tak kompromitujące doniesienia nie wytrąciły Meiera z fali ufo-popularności. Aby jakoś z tego wybrnąć, Meier nie ograniczył się jedynie do klasycznej formuły odwracania kota ogonem, ten nieszczęsny kot jest tu okręcany na wszystkie możliwe sposoby, tak że dowody podważające prawdomówność Billa okazały się potwierdzać jego słowa! Kiedy w stodole Meiera odnaleziono niedopalone przez niego zdjęcia latających spodków w postaci modeli leżących na stole, uznano że to UFO było podstawą dla makiet, a nie makiety dla UFO. Pokrywa od beczki jako cześć UFO? Znaczy się że ktoś odebrał telepatyczne przekazy Plejadan o budowie ich statku i na ich podstawie stworzył sobie projekt beczki. Ludzi z telewizji wyglądają jak Plejadanie - ktoś tu próbuje zatuszować prawdę tworząc klony przyjacielskich kosmitek - spisek jest zatem większy niż nam się wydawało! Zakładając nawet, że przedstawione zdjęcia rzeczywiście obnażają złe intencje Meiera - no dobrze te dowody były fałszywe, ale ile może być prawdziwych!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-6933160254115578946?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/6933160254115578946/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/02/billy-meier.html#comment-form' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/6933160254115578946'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/6933160254115578946'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/02/billy-meier.html' title='Billy Meier'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/S27NvYOaI0I/AAAAAAAAAdo/l5cK3GZmAdA/s72-c/meier_ufo.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-8477824943686770481</id><published>2010-01-24T14:43:00.007+01:00</published><updated>2011-12-09T23:52:19.440+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='New Age'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kosmici'/><title type='text'>Seks, kosmici i kasety wideo</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeśli ktoś nie wie co sądzić o UFO, a w przeciwieństwie do mnie, ma do roboty coś ciekawszego niż przekopywanie się przez sterty niedorzeczności, wystarczy aby zdefiniował sobie co oznacza dla niego dowód. Jeśli satysfakcjonują nas opowieści, bardzo dużo opowieści, kilkadziesiąt milionów opowieści, UFO będzie zjawiskiem godnym uwagi. Jeśli przekonują nas nas zdjęcia i kasety wideo sekcji obcych czy filmiki spodków - UFO będzie dla nas jak niezaprzeczalny fakt!   Jeśli jednak, zgodnie z oczekiwaniami co do skali tego zjawiska, wolelibyśmy kawałeczek skóry kosmity wygrzebany zza paznokci uprowadzonych ludzi, albo jakiś ładny implant, których to ponoć pełno - z takimi żądaniami raczej nie zostaniemy ufologami. Namacalny dowodów wciąż brak, a przecież według ufo-entuzjastów trochę tego cholerstwa nam już pospadało - i bynajmniej nie chodzi tu jedynie o Roswell. Kosmici mieli swoje twarde lądowanie w USA co najmniej czterokrotnie: w Roswell w 1947;  w Laredo w 1948; w okolicach Del Rio w 1955; oraz w Pensylwanii w 1965. W Wielkiej Brytanii latające spodki rozbijały się dwukrotnie: w 1974 i 1980 - a mamy przecież, jeszcze katastrofę UFO u wybrzeży Kanady, w Meksyku, w Związku Radzieckim i w Brazylii. Toż to nawet słynne Tu-144, cenionej marki Tupolew, prezentowały się solidniej! Nawiasem mówiąc istnieje sporo relacji o tym jak kosmici reperowali swoje spodki, a nawet lądowali na czyichś posesjach aby prosić o narzędzia. Mimo tego, że ta kosmiczna graciarnia najwidoczniej sypie się w powietrzu, nie mamy nawet śrubki z takiego statku.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Jeśli kogoś przekonuje owe multum opowieści, musi je wszystkie wziąć z dobrodziejstwem inwentarza, bo najczęściej nie sposób ani ich potwierdzić ani definitywnie zdyskredytować. Nie wszystkie jednak pasują do wizji kosmitów jaką lansują ufolodzy, i z racji tego stają się trochę mniej prawdziwe. Tymczasem rzetelny badacz nie powinien dobierać sobie wygodnych dla siebie danych, nawet jeśli ich absurd osiąga tu rozmiar - dosłownie i w przenośni - kosmiczny. Po moim niedawnym &lt;a href="http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/12/dlaczego-obcy-nie-maja-siusiakow.html"&gt;nasmiechiwaniu się z aseksualności obcych&lt;/a&gt;, teraz zostało mi to wszystko odszczekać. Zainspirowany produkcją &lt;span style="font-style: italic;"&gt;The World's Strangest UFO Stories&lt;/span&gt; w reżyserii Martina Williamsa, poszperałem tu i ówdzie i okazało się, że powszechność jurnych kosmitek, którym w głowie jeno seks z Ziemianami, jest większa niż mi się wydawało. Pytanie jakie mógłbym zadać odnośnie tej kosmicznej chuci, to nie tylko "czemu nie zabrały mnie", ale też czemu nie informuje się o tym szerzej, szczególnie że skala działalności tych kosmicznych nimfomanek,  jest wcale nie mała!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszym który stracił dziewictwo z kosmitkami (co zresztą z dumą podkreślał) był Howard Menger. Pierwszą ofiarą seksualnego magnetyzmu Howarda była Wenusjanka (wyraźny wpływ naszego rodaka "Dżordża" Adamskiego),  którą wyrwał w New Jersey, kiedy przebywał tam z rodzicami. Jak przyznaje był obiektem prawdziwej sercowej zawieruchy, jako że poderwał także siostrę swojej pierwszej kochanki. Za pierwszego międzygwiezdnego uwodziciela uważa się Brazylijczyka pana Antonio Villas Boas'a (choć niesłusznie, jako że poczciwy Howard wyprzedził go o rok), który w 1957 został porwany ze swojego traktora wprost do latającego spodka. Od tego miejsca jest kilka wersji, w jednych kosmitka była ładna, w innych brzydka, tak czy owak elegancko umyła Antonia gąbką, a następnie w ciągu 40 minut Brazylijczyk odbył z nią dwa stosunki. Jeśli chodzi o moc wrażeń, wszystkich deklasuje Riley Martin, który na orbicie Saturna uczestniczył w orgiach, urządzanych przez Biaviianki - kolejną niewyżytą rasę obcych. Kosmitki postanowiły usatysfakcjonować go nie tylko erotyczni&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/S1xOgU02p9I/AAAAAAAAAdY/vEcjkViIQzo/s1600-h/kosmitka.jpg"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5430301567955150802" src="http://2.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/S1xOgU02p9I/AAAAAAAAAdY/vEcjkViIQzo/s400/kosmitka.jpg" style="cursor: pointer; float: right; height: 395px; margin: 0pt 0pt 10px 10px; width: 270px;" /&gt;&lt;/a&gt;e ale i finansowo. Wgrały w jego głowę 144 tysiące symboli dla 144 tysięcy osób (biblijna liczba), a Martin sprzedaje teraz owe znaczki jako bilety wstępu na statek-matkę, który przyleci na Ziemie w 2012. O wiele poważniej do sprawy podchodzi David Huggins, dla którego seks z obcymi to nie tylko przelotna przygoda, a emocjonalny związek z  jego wszystkimi konsekwencjami. Konsekwencje przez duże "K" - jeśli wierzyć, iż rzeczywiście jest ojcem ponad 60 hybryd zrodzonych z nieziemskich matek i jego ziemskiego nasienia. Wydaje się, że sam Huggins nie do końca wierzy w to co mówi, co wykazał wykrywacz kłamstw którym podano go w 1997, nie przeszkadza mu to jednak w sprzedaży swoich obrazów (obok jeden z nich), będących relacjami z jego seksualnych perypetii. Tym który dostrzegł złotą żyłkę biegnącą wprost z kosmosu, był i pisarz Whitley Strieber. Zapewne zapatrzony na dorobek Ronalda Hubbarda, twórcy kościoła scjentologów, on także zrozumiał, że opisywana fikcja sprzedaje się jeszcze lepiej kiedy nazwiemy ją prawdą. Po swojej kosmicznej, seksualnej eskapadzie w 1986 roku, zaczął zbierać przychodzące do niego listy z opisami adekwatnych doświadczeń, wypuszczając z tego książkę &lt;span style="font-style: italic;"&gt;The Communion Letters&lt;/span&gt;. Opisuje ona 115 podobnych przypadków, a to znaczy, że szajka międzygwiezdnych molestantów jest większa niż pierwotnie przypuszczano.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli powątpiewamy w prawdziwość tych opowiastek, ich genezy można poszukać w literaturze s-f. Za pierwsze działo tego gatunku uważa się "Prawdziwą Historie" Lukiana z Samosat, którego bohater ląduje na Księżycu, którego mieszkańcy prowadzą wojnę ze Słońcem (parodia Iliady). Są to sami mężczyźni, więc aby się rozmnażać zakopują swoje lewe jądra w ziemi, a rodzące się z nich rośliny "wykluwają" kolejnych chłopców. Od czasu "Prawdziwej Historii" wszystkie niewiarygodne opowieści, zawierać będą w swoim tytule element uwiarygodniający: bzdurne filmy będą zaczynać się od "cała prawda o..."; zmanipulowane zdjęcie poznać będzie najłatwiej po opisie "autentyczne!" koniecznie z wykrzyknikiem; zaś gazety drukujące zmyślone duperele upodobają sobie słowo "fakt". Od czasów 'Prawdziwej Historii' motyw jednopłciowych kosmitów będzie dość popularny, zaś samce wypożyczane do rozpłodu także nie będą rzadkością. Społeczność kosmicznych kobiet z potrzebą rozrodu, opisał w swojej noweli &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Virgin Planet&lt;/span&gt; Poul Anderson już w latach 50-tych, co później  kontynuowała Joanna Russ jak i &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Sex_and_sexuality_in_speculative_fiction"&gt;wielu&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Homosexuality_in_speculative_fiction"&gt;wielu&lt;/a&gt; innych. Tym którym takie seksualne sługusostwo nie w smak, radzę zakupić chroniące przed porwaniem, kasko-czepki &lt;a href="http://www.stopabductions.com/"&gt;Michaela Menkina&lt;/a&gt;, pozostałym, no cóż, jedynie cierpliwe czekać na swoją kolej.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-8477824943686770481?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/8477824943686770481/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/01/seks-kosmici-i-kasety-wideo.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/8477824943686770481'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/8477824943686770481'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/01/seks-kosmici-i-kasety-wideo.html' title='Seks, kosmici i kasety wideo'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/S1xOgU02p9I/AAAAAAAAAdY/vEcjkViIQzo/s72-c/kosmitka.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-7941882195324317738</id><published>2010-01-16T00:16:00.003+01:00</published><updated>2011-12-09T18:56:04.865+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Parapsychologia'/><title type='text'>O zjawisku niestety nieistniejącym</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Andriej Tarkowski mawiał, że zjawiska paranormalne są zbyt interesujące, aby mogły istnieć w tak nudnym świecie. Mi wydaje się, iż są zbyt pocieszne, zbyt dobrotliwe, aby istnieć w świecie tak niesprawiedliwym. Żyć dalej mimo śmierci, móc porozmawiać z bliskimi którzy już odeszli, mieć przy sobie opiekuńcze duchy, a nad sobą wszechmocną postać która nas kocha - perspektywy zbyt piękne aby mogły być prawdziwe. Nadnaturalność omija szerokim łukiem nawet tych, dla których te super moce byłyby jedynie namiastką tego, co w odebrał im los. Nie jest prawdą, że osoby poświęcające swój wolny czas na walkę z nonsensem, cieszyłyby się na wieść o dowiedzeniu, iż Dobrotliwy Pan spełniający życzenia okazał się faktem Istnienie opisanego poniżej zjawiska byłoby tu przejawem elementarnej sprawiedliwości - niestety pomimo powszechnych przekonań, nic takiego nie zachodzi. Pod tą iluzją ugiął się nawet Carl Sagan, tworząc w swoi, "Kontakcie" postać Kenta, niewidomego radiooperatora obdarzonego niezwykłym słuchem. Zatem czy osoby niewidome i głuche, mają rzeczywiście wyostrzone zmysły na tyle, iż pozwalają im dostrzec nawet to, co niemożliwe dla innych?&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie wiele osób wie, iż nie wszyscy oblali test organizowany przez &lt;span style="font-style: italic;"&gt;James Randi Educational Foundation&lt;/span&gt;. Twierdzi się, że James Randi wychodził z pojedynków z parauzdolnionymi zawsze zwycięsko - a to nieprawda. W 1982 z badaniem podwójnie ślepej próby poradził sobie doktor Artur Lintgen. Dowiódł on czegoś, wydaje się niemożliwego - zwracając uwagę jedynie na charakterystyczne rowki jakie pokrywają winylową płytę, potrafił rozpoznać utwór jaki krył się pod owymi żłobieniami. W wyniku nieporozumień, wyobrażano sobie Lintgena, który niczym palcem w roli gramofonowej igły, odczytywał z płyt co tylko chciała W rzeczywistości doktor obserwował rowki przy pomocy powiększających okularów i wiedząc jak wygląda zapis konkretnych utworów, potrafił dopasować je do obserwowanych - co oczywiście również jest imponujące. Nie mniej całą opowieść uwiarygodniła historie o niewidomych czytających zwykłe gazety opuszkami palców. Dzięki rozwojowi nauk spod szyldu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;neuroscience&lt;/span&gt; odkryliśmy, iż głuchoniemy posługujący się językiem migowym, używają do tego partii mózgu odpowiedzialnych za mowę (płat skroniowy), zaś niewidomi czytający alfabetem Braille'a, używają do tego obszaru zwykle odpowiedzialnego za wzrok (płat potyliczny). Po tej informacji wydaje się już pewne, że super-wyostrzone zmysły rekompensować będą wszystkie niedogodności niepełnosprawnych. Oddaje zatem &lt;a href="http://www.pzn.hrubieszow.info/biuletyn3.htm"&gt;głos&lt;/a&gt; redaktorowi naczelnemu, czasopisma Polskiego Związku Niewidomych Stanisławowi Kotowskiemu:&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote style="font-style: italic;"&gt;Niewidomi mają doskonały dotyk, słuch, węch i inne zmysły? Posiadają też "szósty zmysł"? Z lęków, z braku zrozumienia rodzą się mity, fałszywe opinie, tłumaczenie zjawisk w sposób mało realny, niekiedy magiczny, daleki od rzeczywistości Psychologowie i fizjologowie udowodnili, że wrażliwości zmysłów nie można zwiększyć. Jeżeli np. ktoś widzi czarne przedmioty o wymiarach 0,2 milimetra na białym tle, to bez zastosowania pomocy optycznych nie można przez ćwiczenie osiągnąć, żeby widział przedmioty 0,1 milimetra. Podobnie, jeżeli opuszkami palców wyczuwa nacisk np. 0,2 grama, to nie da się dotyku usprawnić tak, aby wyczuwał nacisk 0,1 grama. Podobnie ze słuchem. Nie można usprawnić go tak, żeby obniżyć próg wrażliwości chociażby o ułamek decybela. Skąd zatem biorą się poglądy o cudownym słuchu i dotyku niewidomych? Niewidomi słyszą to, czego nie słyszą inni ludzie, i biegle czytają pismo punktowe. Przerasta to wyobraźnię. Trzeba mieć wyjątkowo dobry dotyk. Wydaje się, że dotyk i słuch niewidomych są szczególnie czułe, doskonałe, wrażliwe. Tymczasem tak nie jest. Badania wykazały, że większość ludzi ma równie doskonały, a może nawet doskonalszy słuch i dotyk niż większość niewidomych. Niestety, często niewidomi wzmacniają podobne poglądy i podobne myślenie. Popisują się "doskonałym dotykiem", "doskonałym słuchem", "nadzwyczajną koncentracją uwagi" itp. Czasami robią to dla żartu, niekiedy sami wierzą w swoje nadzwyczajne zdolności.&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Już Martin Gardner, opisując dermooptyków w książce "Ekscentryczne teorie", wymownie pytał, czemu umiejętności rozpoznawania kolorów palcami nie prezentują niewidomi - skądinąd główni zainteresowani aby posiąść takie umiejętności. Cała historia dermooptyki, to historia trików zdejmowania zawiązanej na oczach opaski. Sfera zjawisk paranormalnych niestety nie przyszła z pomocą niepełnosprawnym. Myślę, że nieźle puentuje to passus Che Guevary, choć pierwotnie odnosił się do czego innego, w tym kontekście wymownie brzmi w ustach racjonalistów: "bądźcie realistami i żądajcie niemożliwego!".&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-7941882195324317738?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/7941882195324317738/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/01/o-zjawisku-niestety-nieistniejacym.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/7941882195324317738'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/7941882195324317738'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/01/o-zjawisku-niestety-nieistniejacym.html' title='O zjawisku niestety nieistniejącym'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-6603837429182834068</id><published>2010-01-09T02:04:00.003+01:00</published><updated>2011-12-09T17:50:59.179+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Medycyna alternatywna'/><title type='text'>Bańki, krwiaki i siniaki</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jakiś czas temu napisał do mnie Jurek, ze słuszną uwagą, iż polscy sceptycy niechętnie zamiatają na własnym podwórku. Rzecz dotyczyła Stefana Ossowieckiego, znanego przedwojennego mediumisty, któremu przypisywano każdą paranormalną umiejętność o jakiej wtenczas słyszano. Wspólnymi siłami jakoś zmierzyliśmy się z tematem, niemniej na próżno szukać w polskim internecie słów zdroworozsądkowej krytyki, tak jakby dla polskiej sceny debunkerów, największy XX-wieczny hochsztapler tego kraju w ogóle nie istniał. Odnoszę te słowa także do siebie. Nasza hobbistyczna scena kolekcjonerów bzdurnych (acz uważanych powszechnie za prawdziwe) idei, jest jak na razie skromniutka. Większość inspiruje się zachodnimi tekstami, w zasadzie o czym by nie napisać po polsku, jest się z tym pierwszym. Naturalnie kusi aby nabazgrać coś o Urli Gellerze, gdzie w informacjach można przebierać. Jest coś groteskowego w tym, że aby poznać tricki Teofila Modrzejewskiego (pseudonim Franek Kluski), zawitać trzeba na stronę... &lt;a href="http://www.asios.org/kluski_en.html"&gt;japońskich sceptyków&lt;/a&gt;. Istne kuriozum, że ludzie z końca Ziemi potrafią rozszyfrować odlewy jego duchów, kiedy my mając to pod nosem, nie potrafiliśmy tego dokonać przez 80 lat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ramach rehabilitacji, trochę o swojskiej medycynie alternatywnej, której popularność od lat 80-tych stopniowo spada, jednak śm&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/S0fV31cvbMI/AAAAAAAAAcw/2cpGOKd8aNs/s1600-h/BANKI.jpg"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5424539431408200898" src="http://4.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/S0fV31cvbMI/AAAAAAAAAcw/2cpGOKd8aNs/s400/BANKI.jpg" style="cursor: pointer; float: left; height: 400px; margin: 0pt 10px 10px 0pt; width: 341px;" /&gt;&lt;/a&gt;iem twierdzić że i tak wciąż przewyższa np. akupunkturę. Mi bańki kojarzą się z emerytowanymi pielęgniarkami, sam będąc dzieckiem otarłem się o ten zabieg, przed którym uchroniło mnie czujne oko mojej matki. Bańki pochodzą wprost ze starożytności, bańki stawiać miał sam Hipokrates. Większość cieszy tak odległy rodowód - jejciu, jaka ta  metoda leczenia jest stara, a jak wiadomo starożytni sroce spod ogona nie wypadli.  Powinno być raczej odwrotnie, wiadomość o starożytnej genezie powinna  nie uwiarygadniać a niepokoić. Znając poziom tej wiedzy, fakt że coś jest jej owocem mnie przeraża. Jeszcze w XVIII wieku, pomimo sporych postępów, jak opis krążenia krwi Harveya z 1628, medyna raczej szkodziła niż pomagała. Znamienne, że człowiek leczący się u ówczesnych lekarzy, żył statystycznie krócej niż ten, którego nie było stać na pomoc pana doktora.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co by nie mówić i jak nie racjonalizować baniek, są one jedynie odmienią flebotomii - najzwyklejszego w świecie puszczania krwi. Dziś wszyscy nie dowierzają, jak można było nie dostrzec korelacji między upuszczaniem krwi a pogorszeniem się zdrowia tak leczonych ludzi, jednocześnie znajdziemy w internecie wpisy lekarzy (!) zalecających ten subtelny, bańkowy rodzaj flebotomii. Teoria jest prosta jak budowa cepa: wyciek krwi do tkanek pobudza układ odpornościowy. Po co jednak bańki? Lepiej poprosić zonę czy dziewczynę o malinkę, albo pieprznąć się młotkiem w nogę i zrobić sobie siniaka. Krwiak jest krwiakiem niezależnie czy robimy go magiczną bańką, czy wjeżdżając rowerem w koleine i wylatując przez kierownice. Aby ukrócić ewentualną dyskusje, czy siniaki rzeczywiście są tak zbawienne, oto lista chorób jakie leczą - serwowana przez tych samych ludzi, którzy cieszą się kiedy nabiją sobie guza: choroby układu oddechowego, choroby narządów wewnętrznych, jamy brzusznej, układu kostno-szkieletowego i moczowo-płciowego, a nawet nowotwory! W ty miejscu głos zabrało &lt;span style="font-style: italic;"&gt;American Cancer Society&lt;/span&gt;, iż nie ma absolutnie żadnych dowodów, że bańki są skuteczną metodą walki z rakiem, czy z jakąkolwiek inną chorobą. Dla wszystkich którzy bronią "naturalnych metod leczenia", stawianie baniek jest przykładem medycyny alternatywnej która ewidentnie szkodzi, szpeci i kaleczy człowieka. Wydaje się, że takie metoda winny być naszym wrogiem w pierwszej kolejności. Tak czy owak, strzeżcie się położne z bańką za pazuchą!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-6603837429182834068?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/6603837429182834068/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/01/banki-krwiaki-i-siniaki.html#comment-form' title='Komentarze (46)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/6603837429182834068'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/6603837429182834068'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/01/banki-krwiaki-i-siniaki.html' title='Bańki, krwiaki i siniaki'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/S0fV31cvbMI/AAAAAAAAAcw/2cpGOKd8aNs/s72-c/BANKI.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>46</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-5209418089593214119</id><published>2010-01-07T00:49:00.004+01:00</published><updated>2011-12-09T17:50:26.190+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Przepowiednie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Jackowski'/><title type='text'>Ja versus Jackowski</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Polacy mogą być już znużeni walkami stulecia, szczególnie że owe walki stulecia wypadają ostatnio dwa razy w miesiącu. Tym razem do boju stają naprawdę wielkie kalibry, przy których Pudzian i Gołota to jedynie ulepszona wersje boksujących kangurów. Widzieć przyszłość, znać każdy kawalątek jutra, ha, to dopiero potęga. W styczniu zeszłego roku &lt;a href="http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/01/prognozy-zeszoroczne-na-przyszy-rok.html"&gt;wyzwałem&lt;/a&gt; na ten bój dyżurnego jasnowidza tego kraju Krzysztofa Jackowskiego. Zasady nad wyraz proste, on zgaduje, to znaczy opisuje co widzi w roku 2008 - ja dorzucam swoje trzy grosze - i za rok sprawdzamy który z nas był bliższy prawdy. Przed rokiem towarzyszyły temu 2 pytania: co rzeczywiście się sprawdzi i czy wspomnę o tej rywalizacji jeśli przegram. Na moje szczęście drugiej opcji nie będę musiał analizować.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/S0UgyzALRGI/AAAAAAAAAco/lczcAMYzGPI/s1600-h/jackowski.gif"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5423777383294125154" src="http://2.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/S0UgyzALRGI/AAAAAAAAAco/lczcAMYzGPI/s400/jackowski.gif" style="cursor: pointer; display: block; height: 234px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 400px;" /&gt;&lt;/a&gt;W przepowiedniach równie znaczące jak to co przepowiedziano, jest to co przegapiono - i rzeczywiście, mogliśmy napisać coś o śmierci Jacksona, ostatecznie znaleźli się jasnowidze którzy tą śmierć przepowiedzieli, No cóż, śmierć Jacksona pojawiała się w przepowiedniach już od lat, więc kiedyś musiała się ziścić. Jackowski popełnia tu oczywiście błąd wróżbiarskiego cepa, wieszcząc zupełnie nieprawdopodobne sytuacje, jak wojna w 2009 roku na terenie Polski czy ten nieszczęsny reaktor. Dobra przepowiednia nie obejdzie się bez katastrofizmu, jednak nie warto przy tym zrywać z rzeczywistością. W ślepo można typować jakąś epidemie, mniej lub bardziej wykreowaną przez media. Zawsze znajdzie się jakaś fajna odmiana grypy, ptasiej, świńskiej, może w tym roku grypa hipopotamów nilowych, kto wie? Zawsze pałętają się jakieś choróbska, zaś reaktory wybuchają nieczęsto, w zasadzie nigdy. Ze śmiercią znanemu księdza Jackowskiemu się wybitnie nie poszczęściło, czego ja nie mogę powiedzieć o utracie popularności przez Dodę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba najważniejszą zasadą dobrego jasnowidztwa jest pisać jak najwięcej. Jeśli dobrze poszperać, można znaleźć przepowiednie rokujące różnego rodzaju sensacje na każdy dzień tego roku. Myślę, że zamach na Obame jest takim rodzajem przepowiedni, że udałoby się znaleźć 365 jasnowidzów, tak że obstawilibyśmy każdy dzień w roku jego domniemanej śmierci. Jeśli piszemy dużo, w końcu po prosu musimy trafić. Jeśli nie przepowiadamy rzeczy prawdopodobnych, wynikających z naszej obserwacji świata, i wolimy uderzać w ton rewelacji, pisanie tego wprost nie jest najlepszym pomysłem. Wypadałoby pisać konkretnie a zarazem ogólnie - opisywać szczegółowo, przy tym nie do końca tłumacząc, co tak naprawdę szczegółowo opisujemy. Majstersztykiem takiego pisarstwa są nostradamusowe centurie - przepowiednie opisujące nie wiadomo co i nie wiadomo kiedy. Najwidoczniej Jackowski urodził się kilkaset lat za wcześnie, przez co jego gwiazda chyba chyli się ku upadkowi.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-5209418089593214119?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/5209418089593214119/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/01/ja-versus-jackowski.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/5209418089593214119'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/5209418089593214119'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2010/01/ja-versus-jackowski.html' title='Ja versus Jackowski'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/S0UgyzALRGI/AAAAAAAAAco/lczcAMYzGPI/s72-c/jackowski.gif' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-2400307495593651409</id><published>2009-12-22T16:02:00.004+01:00</published><updated>2011-12-09T17:47:24.853+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ogólnosceptyczne'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nauka'/><title type='text'>Prawie jak blip (część 1)</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Od dziś dostosowuje się do wymogów teraźniejszego pisarstwa i raz na jakiś czas, zamieszczać będę wpisy w których nie rozwlekam się aż tak bardzo. Przynajmniej nie rozwlekam się nad jednym i tym samym. Raczej bieżące tematy, o których nie ma sensu pisać długaśnych elaboratów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Mikołaj&lt;/span&gt;. Jeszcze kilka lat temu sam rozpisywałem się w swojej naiwności o pochodzeniu jego wizerunku, ale na swoje usprawiedliwienie mogę dodać, że tych pierdół uczono mnie na studiach. Po małym dokształceniu się wiem, że każde wyjaśnienie jego wyglądu odwołujące się do jednego źródła jest naiwne. Przez całe wieki funkcjonowało równolegle wiele różnych Mikołajów, o różnym pochodzeniu i rożnych konotacjach, ścierających się i przepychających do miana tego jedynego. Nieprawdą jest, że popularny czerwony grubasek (wcześniejsze Mikołaje były najczęściej zielone) wyszedł spod ołówka Haddona Sundbloma, na zlecenie Coco Coli w latach 30-stych. Takowego Mikołaja wynajdziemy już na przełomie XIX i XX wieku, acz już w tym roku czytałem artykuliki które wkładają tego dobrego człowieka w ręce Coca Coli. Spodziewam się, że apogeum tego mitu wypadnie jak zawsze na Wigilie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Olbrzymy&lt;/span&gt;. Śledzę nasze paranormalne fora i widzę, że na wszystkich króluje dziś temat gigantów. Temat ten powraca jak bumerang, od czasów słynnego "&lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Cardiff_Giant"&gt;fałszerstwa fałszerstwa&lt;/a&gt;", kiedy to Phineas Barnum (ten od efektu Barnuma) sfałszował, będącego już fałszywym olbrzyma z Cardiff. Nie chodzi o to, że ci sami ludzie dyskutują o tym samym, tylko że w różnych miejscach i pod innymi nickami, nie nie. Temat olbrzymów które zamieszkiwały niegdyś Ziemie, jest bzdurny z innego powodu. Powiększmy człowieka 5 raz, powiedzmy z 2 do 10 metrów. Kości tego delikwenta nie poszerzają się bynajmniej o 5 razy, ale o 25 razy. Jego waga nie wzrośnie jednak o 25 razy, ale podąży wraz ze wzrostem objętości, 5x5x5, czyli 125 razy! Brzmi to chyba wystarczająco groźnie. Organizmy żywy, są skonstruowane na miarę swych wielkości i nie da się ich po prostu powiększyć. Malutki kosarz może mieć cienkie nogi bo jest lekki, ale im pająk cięższy, tym jego nogi grubsze - i to grubsze w proporcji do jego większego ciała. 10 Metrowy człowiek załamałby się pod własnym ciężarem. Pisze to, bo w śledzonych przeze mnie dyskusjach, jakoś nikt nie użył tego argumentu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Zakazana psychologia&lt;/span&gt;. Nie zgadzam się ze słowami Carla Sagana, aby nie liczyć, że ludzie którym dowiedliśmy naiwność, serdecznie nam podziękują. Gdyby odkrywanie swojej głupoty nie było fascynujące, taki serwis jak choćby &lt;a href="http://www.snopes.com/"&gt;snopes&lt;/a&gt;, nigdy by  nie zaistniał, a co dopiero mówić o jego sukcesie. Mnie nęcą najbardziej bzdury co do których byłem święcie przekonany, a nawet pouczałem o nich innych. Co tam ja, internetowa płotka, na jednej z konferencji pani profesor i to w dodatku komunikacji, oparła cały swój wykład, na znanej regule 55-38-7. Mawia ona, że 55% informacji czerpanych od człowieka, pochodzi z mowy jego ciała, 38% z tonu jego głosu, a jedynie 7% ze słów jakie wypowiada. Zwolennicy tej teorii powołują się na badania Alberta Mehrabiana, jednak badania te dotyczyły w ogolę czegoś innego. W pedeefach kiedyś zamieszczonych na stronie Witkowskiego, nie znalazłem tej krytyki którą znalazłem w książce, albo tak zaczytałem się w miażdżeniu freudyzmu i NLP, że jakoś mi to uleciało. Z opisu Witkowskiego wynika jasno - zasada ta obowiązuje, ale tylko kiedy przekaz jest niespójny. Znaczy się, jeśli grożąc palcem, będę się wyrażać słodkim tonem, mówić przy tym neutralne słowa, 55% osób uzna że jestem zły, a 38% że raczej pogodny. Jak teraz się nad tym zastanawiam, to aby stworzyć taką regule, należałoby zaprząc w to neuroobrazowania - a i tak na nic, bo jeśli odróżnimy które informacje pochodzą z naszego wzroku a które od zmysłu słuchu, jak dziś odróżnić co w tych sygnałach jest "czystym słowem" a co tonem głosu?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Film 2012&lt;/span&gt;. Wpierw przeczytałem wszystkie sceptyczne słowa krytyki, a później zabrałem się za seans - i niespodzianka. Większość bębniła o bzdurach kalendarza Majów, tymczasem film zupełnie tego nie dotyka. Czeka nas wszystkich zagłada, bo neutrina wyrzucane przez Słońce, zaczną oddziaływać z materią z której zbudowana jest Ziemia. Ten postulat należałoby poddać krytyce, a nie wyliczenia Majów, o których pada w filmie chyba jedno słowo. Zresztą bardzo wdzięczny, wręcz wymarzony temat aby zainteresować ludzi współczesną fizyką. Mnie przeraża jedynie końcówka, a konkretnie miejsce gdzie lądują statki - Południowa Afryka. Dokładnie tam gdzie wabi wszystkich Patrick Geryl. Napędzanie klientów temu szaleńcowi nie było chyba rozsądne ze strony scenarzystów.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-2400307495593651409?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/2400307495593651409/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/12/prawie-jak-blip-czesc-1.html#comment-form' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/2400307495593651409'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/2400307495593651409'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/12/prawie-jak-blip-czesc-1.html' title='Prawie jak blip (część 1)'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-3323667953785589830</id><published>2009-12-13T00:56:00.005+01:00</published><updated>2011-12-09T23:52:26.696+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kosmici'/><title type='text'>Dlaczego obcy nie mają siusiaków?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Te z pozoru idiotyczne pytanie, nie jest istotne jedynie dla dr Jana Pająka, który utrzymuje, iż wszyscy jesteśmy gwałceni przez obcych. W kosmicznym prąciu leży wyjaśnienie istnienia obcych w ogóle. Wpierw sprecyzujmy o których obcych chodzi. Wśród ufoamatorów panuje niepisana zasada, że wiarygodny kosmita musi być tzw. szarakiem - a więc postacią znaną choćby z Archiwum X. Pomimo, że na kosmitów zwykło mawiać się "zielone ludziki", w posądzanej o bycie wiarygodną literaturze, kolor ten już nie występuje. Koloru zielonego byli obcy którzy uprowadzili furmankę Jana Wolskiego (najsłynniejszy przypadek spotkania III stopnia w naszym kraju), zielonym schematem posłużyli się twórcy filmu "Marsjanie atakują", zasadniczo zielony jest już wykpiwany i eksploatowany jedynie w dowcipach. Co innego szary, szarak niezaprzeczalnie króluje na naszym niebie i jeśli chcemy zainteresować kogoś naszą historią, szarak w tle jest tu nie tyle zalecany co wymagany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teoria "bezsiusiakowych obcych" opiera się na założeniu, że nasze fantazje i lęki są skrojone na miarą świata w którym żyjemy - co wydaje się jest do udowodnienia. O tym jak przez wieki wyglądali przybysze z obcych planet, decydowało nasze mniemanie o ich zamiarach i inteligencji. XVIII-wieczni kosmici Ludviga Holberga, byli odwrotnością nas samych, a zatem mówili odbytem.  W 1758 sam Bóg opisał Marsjan, będącemu wtenczas w transie, czołowemu teologowi Oświecenia, Emanuelowi Swedenborgowi. Według Jahwe Marsjanie byli lekko tępawi, zatem byli czarni i ubierali się w korę drzew. Interesujące, że w XIX wieku kosmici nawiedzający USA, wyglądali jak najbardziej podejrzana cześć amerykańskiego społeczeństwa, czyli Indianie i murzyni. W latach 30-stych, wraz z początkiem epoki lśniącej blachy, pojawili się kosmici z metalu. Obcy cnotliwi przypominali swoim wyglądem ssaki lub ptaki, zaś ci o nieprzyjaznych zamiarach wpadali w tonację gada lub owada. Do dziś najwyższą półkę przybyszów z kosmosu stanowią Ci, którzy nie posiadają materialnych ciał, a składają się  jedynie z energii - co wynika oczywiście z naszego religijnego zamiłowania do istot niematerialnych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nieznajomość społecznych oczekiwań co do braci z  przestrzeni kosmicznej, przynieść może opłakane skutki. Phil Tucker chciał popełnić samobójstwo, kiedy  wyśmiano jego film "Przybysz z kosm&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/SzI_Bhs6ojI/AAAAAAAAAcI/RH3cYQjSHRU/s1600-h/UFO.jpg"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5418462597139309106" src="http://1.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/SzI_Bhs6ojI/AAAAAAAAAcI/RH3cYQjSHRU/s400/UFO.jpg" style="cursor: pointer; float: left; height: 400px; margin: 0pt 10px 10px 0pt; width: 62px;" /&gt;&lt;/a&gt;osu". Wielka włochata małpa z hełmem na głowie nie wydawała się dobrą kandydatką na kolonizacje Ziemi. Phil ewidentnie nie czuł jak wielkie &lt;a href="http://sites.google.com/site/czajniczekpanarussella/Home/Narodzinyliterackiegokosmityaspu%C5%9Bciznadarwinizmu.pdf?attredirects=0&amp;amp;d=1"&gt;piętno odcisnęła na naszym wyobrażeniu obcych teoria ewolucji&lt;/a&gt;. Nie jest przypadkiem, że najgłupszym kompanem  Hana Solo i Luke Skywalkera, jest do cna futrzasty Chewbacca, zaś intelektualne pierwsze skrzypce gra prawie bezwłosy Yoda. W ciągu paru milionów lat ewolucji ludzkiego gatunku, nasze intelektualne zdolności rosły wraz z mimochodem malejącym owłosieniem, jednak oczekiwanie, że jest to obligujący trend dla całego wszechświata, to jakby spodziewać się, że w całej galaktyce mówi się po angielsku. Echa rasizmu w naszym wyobrażeniu obcych widzi John Adams, autor &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"The Alien Archetype - &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;The Origin of the Grays".&lt;/span&gt; Obcy którzy podbili Ziemie w "Dwóch planetach" Niemca Kurda Lasswitz, byli zaskakująco podobni do niemieckich panów. Najeźdźcy z Marsa byli bielsi niż Ziemianie, w końcu idąc po osi od czarnego do białego, logiczne wydawało się, że postacie jeszcze mądrzejsze, będą jeszcze bielsze. Duże głowy "szaraków" znamionują ich wielką wiedzę. W powieściach Herberta Wellsa z przełomu wieków, zamieszkujący Księżyc Selenici,  rozlokowani byli w kastach w zależności od wielkości czaszki - oczywiście z największymi głowami na piedestale. Jak pisze Adams, wielkie oczy jakie przypisuje się kosmitom, w ikonografii od wieków przypisywano innym cudownym postaciom, między innymi... świętym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nieobecność przyrodzenia chyba najszczwaniej rozwiązano w serialu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Stargate&lt;/span&gt;. Obcy rozmnażali się wyłącznie poprzez klonowanie, zaś eksperymenty w celu ulepszenia tego procesu, wykonywali na porywanych ludziach - dwie pieczenie na jednym ogniu. Zastanawiające, że w potocznym wyobrażeniu nie funkcjonuje piersiasty szarak. Jeśli ich anatomia tak przypomina ludzką, a przynajmniej ujawniający się na zewnątrz fenotyp, czemu u tych szarych postaci nie pojawiają się jędrne cycuszki? Jeśli to coś miało być naprawdę inteligentne, musiano z obcych uczynić mężczyzn. Niestety ziemskie stereotypy kształtują jak widać cały kosmos. Ziemskie tabu wykastrowało nam naszych przyjaciół. Kosmita z penisem wyglądałby ordynarnie i nie pasowałby do wizerunku wszechwiedzącego mędrca. Narządy płciowe przywołują raczej bezmózgą zwierzęcość, a zatem porządnym szarakom obca musi być wulgarna, ziemska chuć.  Za samo nasze oczernianie obcych z miejsca należy nam się "Dzień Nieodległości". Ich zapewne nanotechnologiczne statki zamieniliśmy w wielkie złomiaste gruchoty, które wciąż psują się nad naszymi głowami i spadają tak blisko, że zawsze znajdzie się jakiś świadek, ale zarazem tak daleko, że telewizja nie zdąży ich sfilmować. Jeśli obcy zapędzą Ziemian do pracy w swoich kopalniach  - jestem pewien, że to za ich sterylizacje i uczynienie z nich gadających mózgów z łapkami.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-3323667953785589830?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/3323667953785589830/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/12/dlaczego-obcy-nie-maja-siusiakow.html#comment-form' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/3323667953785589830'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/3323667953785589830'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/12/dlaczego-obcy-nie-maja-siusiakow.html' title='Dlaczego obcy nie mają siusiaków?'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/SzI_Bhs6ojI/AAAAAAAAAcI/RH3cYQjSHRU/s72-c/UFO.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-6906337233243869260</id><published>2009-12-06T14:55:00.004+01:00</published><updated>2011-12-09T17:43:16.968+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Parapsychologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cuda'/><title type='text'>Lewitacja</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W jednym z tefałenowskich programów, bodajże "Cela", pewien wiezień chwalił się redaktorowi, iż koniec jego odsiadki jest już bliski. Nie chodzi tu bynajmniej o to, że dobiega termin w którym ma wyjść na wolność. Więzień z dumą stwierdził, iż siedząc i tak nic nie robiąc w celi, opanował lewitacje, "a jak wiadomo od lewitacji do teleportacji już blisko". Rzeczywiście, kiedy spoglądamy na rzekome dokonania joginów czy tybetańskich mistyków, telepatia, lewitacja i podróże astralne, wydają się iść u nich w parze. Lewitacja utożsamiana jest raczej ze wschodnim sztukmistrzostwem, ale i chrześcijańscy święci lubili sobie pofruwać. Apokryfy opisuje lewitującego Szymona Maga walczącego ze św. Piotrem, lewituje się w czasie objawień, lewitują też egzorcyzmowani. Zupełnie inną bajką którą tu odpuszczę, są lewitujące przedmioty. Od tych najprostszych, wykorzystujących magnesy, po najbardziej spektakularne, oparte na efekcie Biefelda-Browna (wysokie napięcie powodujące unoszenie się przedmiotów). W tym miejscu interesuje mnie jedynie "humanistyczna strona lewitacji".&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzisiejsza lewitacja nierozerwalnie łączy się medytacją transcendentalną i jej twórcą Mahariszi Maheszem. Każdy program o lewitacji nie może obejść  się bez obrazka skaczących w żabich skokach panów - nie kogo innego jak adeptów medytacji transcendentalnej. W 1978 Mahariszi twierdził, iż spośród 40 tysięcy jego studentów, około tysiąca wyszło poza głupawe podskoki w pozycji lotosu i przeszło do prawdziwej lewitacji. Na zorganizowanym w 1986 pokazie w Waszyngtonie, 20 najlepszych uczniów mistrza miało pochwalić się swymi umiejętnościami, jednak zgromadzeni dziennikarze nie zobaczyli niczego poza odbijającymi się o od materaców chłopcami. Jak w ogóle możliwe, że siedząc po turecku i podskakując na kolanach wierzymy że latamy? Według Maharisziego medytacja tworzy pole energii pomiędzy naszym ciałem a podłożem, siłę która można unieść nas w górę. Wpierw wyczuwamy w sobie wewnętrzne ciepło, wzbijamy się do skoku... i już tylko wystarczy aby zatrzymać się w górze. Taka mała drobnostka. Ludzie wydają tysiące dolarów na naukę latania, która w rzeczywistości jest kursem skakania w pozycji lotosu. Osobom tym wmawia się, że zasadniczo posiedli już całą sztukę lewitacji, a do pełni sukcesu został im tylko mały kroczek - kroczek będący naprawdę sednem i całością obiecanych zdolności.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wiele zdjęć unoszących się osób, to uchwycenie będącego w żabim skoku adepta medytacji transcendentalnej. Istnieje kilka metod umożliwiających odróżnienie osoby będącej jedynie w podskoku, od tej trwale unoszącej się w powietrzu. Kiedyś poszukiwano charakterystycznych rozmyć, jakie ujawniają się w momencie cyknięcia fotki skaczącemu w górę joginowi, jednak dzisiejsze szybki migawki niwelują ten efekt. Dobrą metodą jest spoglądniecie na włosy, które u gwałtownie unoszącego się i opadającego człowieka, przybierają specyficzny kształt - pod warunkiem, że są odpowiedniej długości. Całkowicie dyskwalifikuje podtrzymywanie się kijem, który to niezauważenie wpuszczany, najczęściej przez rękaw jogina, podtrzymuje całą jego sylwetkę. Jeśli ktoś katuje nas linkami dowodzącymi lewitacji, najlepszym materiałem do rewizji są filmy. Bywa, że nawet profesjonalnie wykonane sztuczki nie radzą sobie z efektem chybotania się lewitującego. Aby zlikwidować ten efekt uboczny, w swojej słynnej sztuczce z lataniem nad publicznością, David Copperfield zakupił patent mechanizmu tak sterującego linami aby cały jego lot wydawał się płynny. Po sposobie kołysania się, szczególnie stóp, widać gdzie znajduje się punkt podparcia. Ekstremalnym tego przykładem jest film poniżej, gdzie szaman ma problem nawet z utrzymaniem pionu. Zbyt długa lina skręca się, tak że czarownik zaczyna bujać się, jak zawieszone na sznurku jabłko. Jak słychać, lektor jest tym marnym pokazem zachwycony, uważając to coś za dowód istnienia lewitacji!&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;object height="405" width="500"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/tW6pVFOpE6Q&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;color1=0x2b405b&amp;amp;color2=0x6b8ab6&amp;amp;border=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/tW6pVFOpE6Q&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;color1=0x2b405b&amp;amp;color2=0x6b8ab6&amp;amp;border=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="405" width="500"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na filmie jest tak ciemno, że dałoby się zawiesić nad szamanem czarnego słonia a i tak nikt by go nie zobaczył - a co dopiero cienkie linki. Ciemna noc dodatkowo zadymiona palącym się dookoła ogniskiem, raczej nie utwierdza nas w przekonaniu o dobrych intencjach tego pana. Lewitacja w półmroku to najtańsza sztuczka. Kiedy w obecności medium, stół przy którym zasiadali spirytyści podnosił się w górę, wszystko działo się w mroku pokoju, tak że haki wystające z mankietów czy stopy wsuwane pod nogi stolika były nie do zauważenia. Późnym wieczorem wykonuje się inną znaną sztuczkę z lewitacją, tym razem pochodzącą wprost z Indii. Trik ten fascynuje mnie od lat, na prowadzonym przeze mnie kilka lat temu blogu, widniał fakir, z kosza którego pięła się w powietrze lina, na szczycie której wisiał chłopiec. W zasadzie to wszystko co jest w tej sztuczce pewne, wiele z jej elementów nigdy nie istniało, tak że zaczęto wątpić czy ona w ogóle kiedykolwiek miała miejsce!&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Indian rope trick&lt;/span&gt; to jedno z najciekawszych zjawisk okołoparanormalnych jakie znam i na pewno w przyszłości jeszcze się o tym naprodukuje. Natomiast jednym z najmniej paranormalnych zjawisk, ze wszystkich paranormalnych zjawisk jakie istnieją jest &lt;a href="http://www.youtube.com/results?search_query=Finger+lifting&amp;amp;search_type=&amp;amp;aq=f"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;finger lifting&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;. Modna wśród nastolatków na całym świecie sztuczka, jakoś nie przyjęła się w Polsce. Bazuje na przekonaniu, że nie można podnieć dorosłego człowieka przy pomocy pojedynczych palców kilka osób. Wpierw uczestnicy zabawy próbują podnieść takiego delikwenta, co oczywiście okazuje się niemożliwe - jako że oczekiwali, iż jest to niemożliwe. Następnie układają nad nim swoje dłonie, przekazują mu trochę energii dzięki której stanie się lżejszy, trochę zaklęć i synchronizacji, a po chwili siup w górę na palcach uczestników. Taka lewitacja na niedzielny wieczór i nieklejące się spotkanie ze znajomymi.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-6906337233243869260?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/6906337233243869260/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/12/lewitacja_06.html#comment-form' title='Komentarze (17)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/6906337233243869260'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/6906337233243869260'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/12/lewitacja_06.html' title='Lewitacja'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>17</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-164231159471272009</id><published>2009-11-30T20:35:00.005+01:00</published><updated>2011-12-09T23:52:33.124+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kosmici'/><title type='text'>Bułgarskie centrum ufozy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kryjące się za zasłoną nauki, zatwardziałe i zamknięte umysły, pozyskały kolejny kamyczek do swego ogródka. Tym razem w postaci byłego wicedyrektora Instytutu Badań Kosmicznych rodem z Bułgarii, profesora Łaczezara Filipowa (Lachezara Filipova). Otóż twierdzi on, że w ramach swoich "badań" skontaktował się z obcą cywilizacją pomieszkującą Ziemie - oczywiście pod warunkiem, że za "badania" uznać można channelingowy przekaz jednej z bułgarskich wróżek. Pewne jest natomiast, że w czasie swych poszukiwań Filipow skontaktował się z badaczką zbożowych piktogramów &lt;a href="http://www.vezneva-pictograms.com/en/index.php"&gt;M&lt;/a&gt;&lt;a href="http://www.vezneva-pictograms.com/en/index.php"&gt;arianą Weznewą&lt;/a&gt; (Veznevą), która analizując kręgi ustaliła - a jakże - widmo czekającego nas roku 2012 i wiążący się z nim upadek asteroidy. Weznewa odgrywała w całym eksperymencie rolę medium. To ona za pośrednictwem transu zadawała pytania kosmitom, a także to ona była kluczem do odczytania pojawiających się później na całym świecie piktogramów. A dostrzegła w nich cuda niewidy, np. głowę wojownika Majów (jasna konotacja z 2012) i zapłodnienie in-vitro (któremu kosmici są przeciwni). Z całego zamieszania tłumaczył się obecny dyrektor instytutu, przypominając opinii publicznej, iż wszystko co głosi Filipow jest jedynie jego prywatną opinią i nie ma nic wspólnego z samą placówką. Fizyk zapowiada dalsze analizy pszennych zawirowań, dlatego troszeczkę mu pomogę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/SxQeUTD8lHI/AAAAAAAAAbc/-XBdQJ4WRpw/s1600/kregi-ufo.jpg"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5409982386441852018" src="http://4.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/SxQeUTD8lHI/AAAAAAAAAbc/-XBdQJ4WRpw/s400/kregi-ufo.jpg" style="cursor: pointer; display: block; height: 184px; margin: 0px auto 10px; text-align: center; width: 400px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Historia kręgów w zbożu sięga swymi korzeniami drugiej połowy XX wieku, zaś za prekursorów tego fachu przyjęło się uważać Douga Bowera i Dave Chorleia, autorów 250 takich formacji. W wielu opracowaniach dzieje kręgów rozpoczyna się od opisu XVII-wiecznej broszury &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mowing-Devil&lt;/span&gt;, a nawet cofa się ich historie jeszcze dalej, aż do X wieku. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mowing-Devil&lt;/span&gt; nie powinien robić na nas wielkiego wrażenia, bo także polski folklor przypisywał odnajdywane w zbożu kształty, tańcującym w nim diabłom. Te zamierzchłe historie nie opowiadają jednak o współczesnych&lt;span style="font-style: italic;"&gt; crop circle&lt;/span&gt;s, lecz o znanym każdemu rolnikowi tzw. "kładzeniu się zboża". Jako że szczycę się chłopsko-robotniczym pochodzenie (z naciskiem na "chłopsko"), setki razy widziałem te cuda na polach i nigdy nie mogłem się nadziwić jak one powstają. Dwa sąsiednie z sobą źdźbła, które rosną &lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/SxQexvAf_YI/AAAAAAAAAbk/ZTmfDCeLdek/s1600/Crabwood-Crop-Circle.jpg"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5409982892159794562" src="http://4.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/SxQexvAf_YI/AAAAAAAAAbk/ZTmfDCeLdek/s400/Crabwood-Crop-Circle.jpg" style="cursor: pointer; float: right; height: 379px; margin: 0pt 0pt 10px 10px; width: 400px;" /&gt;&lt;/a&gt;przecież w odległości 2 mm, wszystkie na lewo stoją niewzruszone, zaś wszystkie na prawo snują się po ziemi jak sprasowane - i wszystko to za sprawą wiatru! Pierwsze klasyczne kręgi w zbożu, to dopiero koniec lat 60-tych XX wieku, były to zresztą bardzo prymitywne wzory, głownie same koła o średnicy ok 1 metra. Pierwsze kręgi tworzone były w trzcinach, eksperymentowano także z innymi materiałami, m.in. śniegiem i piaskiem. Dziś standardem jest materiał zbożowy. Odnośnie kręgów zaobserwować można dziwną zależność - im tradycje circlemakeringu w danych kraju bogatsze, tym kręgi bardziej skomplikowane - znaczy się, im pasjonaci udeptanych łanów lepsi, tym okoliczne UFO ambitniejsze. Wbrew temu co się słyszy, cerealodzy po dziś dzień nie wypracowali żadnej metody odróżnienia sfałszowanych i ich zdaniem prawdziwych kręgów. Promieniowanie, powyginane łodygi, wszystko to było wykrywane przez "ekspertów" na zmajstrowanych ludzką nogą kręgach, zaś uznany przez nich za niesamowity tzw. "efekt pierzenia" uzyskiwany był przy pomocy deski i sznurka. Obsesyjne trzymanie się opcji z kosmitami doprowadziło do paranoidalnych oskarżeń Johna Wabe, autora słynnego filmu spod &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=-YVtYfMpb1o"&gt;Oliver's castle.&lt;/a&gt; Wabe przyznał się, iż sfałszował ten film, jednak wielu cerealogów nigdy w to nie uwierzyło, zarzucając mu tajną współprace z rządem! Dziś jednym z głównych elementów ustalenia autentyczności kręgu, jest analiza jego wzoru.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To co opowiada Marianna Weznowa nie jest ani nowe ani odkrywcze (no, może poza tym in-vitro). Upominania naszych kosmicznych braci o pokój na Niebieskiej Planecie to cerealogiczny klasyk. Mówi o tym jedna z moim ulubionych analiz piktogramu z Crabwood, gdzie sam zbożowy twór wygląda po prostu jak żart (to ten obrazek nie będący rysunkiem Marka Raczkowskiego). Fachowcy nie tylko pospadali z krzeseł na widok gęby szaraka, ale rozszyfrowali nawet tekst na płytce CD którą trzyma obcy! Jest oczywiście po angielsku, w końcu od czasów amerykańskich filmów s-f wiadomo, że cały kosmos mówi po angielsku. Jest to długaśny przekaz opowiadający o czekających nas wszystkich torturach jeśli nie powrócimy na ścieżkę dobra - i to wszystko zapisane jest na dysku który trzyma w łapie kosmita! Także zapowiedzi katastrof były udziałem zbożowych kręgów. Na powstałym w 1995 kręgu z Hampshire, dostrzeżono nasz Układ Słoneczny z roku 2003... niestety już bez Ziemi. Weznową wyprzedził choćby nasz kochany Nautilus. Już w zeszłym roku fundacja lansowała analizę &lt;span style="font-style: italic;"&gt;crop circle&lt;/span&gt; z Avenbury, w której doszukano się ostrzeżeń na temat komety jaka odwiedzi nas w 2012. Wpatrując się w wydeptane łany można doszukać się każdego przekazu wedle uznania. Niektórzy gorliwi chrześcijanie łączą je ze słynnym Kodem Biblii (według którego w 2000 i 2006 miała nas czekać zagłada atomowa), po tym jak na jednym z piktogramów doszukano się kabalistycznego drzewa życia - co zostało zinterpretowane jako upomnienie obcych aby powrócić do analiz Pisma Świętego. Modną ostatnio ideą jest &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Crop Circle Ship &lt;/span&gt;- wedle której wszystkie zbożowe kręgi składają się na instrukcje budowy statku międzygwiezdnego. Pomimo tych ambitnych teorii, wciąż podstawą do analiz piktogramów jest cyrkiel i ekierka. "Badacze" kreślą po piktogramie na wszystkie możliwe sposoby, aż dopatrzą się w nim swojskich dla siebie kształtów. Nic w tym dziwnego, zważywszy że tak właśnie kręgi powstają - jedynie role linijki i cyrkla odgrywa w nich sznurek. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-164231159471272009?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/164231159471272009/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/11/bugarskie-centrum-ufozy.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/164231159471272009'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/164231159471272009'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/11/bugarskie-centrum-ufozy.html' title='Bułgarskie centrum ufozy'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/SxQeUTD8lHI/AAAAAAAAAbc/-XBdQJ4WRpw/s72-c/kregi-ufo.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-9096562764872354008</id><published>2009-11-26T00:06:00.002+01:00</published><updated>2011-12-10T00:21:18.078+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cuda'/><title type='text'>Islamskie cuda</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedy jakiś czas temu, na ciele mieszkającego w Dagestanie malucha pojawiły się wersety koranu, postanowiłem o tym nie pisać. Określenie "pojawiły się" jest tu niespecjalnie trafne, bo oparzenia w kształcie arabskich liter nie pojawiają się same. Nie pisałem, bo nie wiedziałem jak zapełnić dwa akapity czymś bardziej konkretnym, niż tylko pogardą dla barbarzyńskich praktyk kaleczenia własnych dzieci. Gros tego co uznane za cudowne w islamie, to święte napisy pojawiające się w zasadzie wszędzie. Wizerunek Mahometa jest nazbyt święty, zatem rolę naszych Jezusów na szybach odgrywają napisy z imieniem Allaha. Tak się składa, że Allah zapisany po arabsku to jeno dwa bardzo proste symbole - coś na kształt litery "w" z laską przypominającą "l". Tylko w ostatnim czasie Allah ukazał się na chmurach, drzewach, skale,  ziemniaku, pomidorze, kwiatach, rybach, a także na uszach i rękach swoich wyznawców. Kiedy chwile poszperałem w poszukiwaniu innych dziwadeł, znalazłem jeszcze cudowne wizerunki Allaha na plastrze miodu, Księżycu, na kozie, gołębiu, dłoniach i jajku. Chyba nie ma co tu komentować. Jednak od czasów doniesień o małym Alim Jakubowie, jakby na złość bombardują mnie pretensje pod adresem niewierzących, iż grzebiąc w katolickiej drzazdze, mrużymy oko na muzułmańską belkę. Jak mawia mój przyjaciel, nie ma przypadków, są tylko znaki, zatem krótko - czy te pretensje są słuszne?&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Choć raz nie będę się rozwlekać i przynajmniej w swoim imieniu napiszę - tak. Rzeczywiście, często omijamy w swojej antyreligijnej pasji czcicieli Allaha, mimo że prymitywna brutalność islamu deklasuje każdy znany mi odłam chrześcijaństwa (konkurować mogłyby kościoły poskramiaczy węży). Kajam się jednak z paroma "ale". Problem islamu jest na naszym gruncie trochę nietutejszy. W państwie z deficytem proroków, trzeba czuć oddech zagrożenia na plecach aby znaleźć w sobie ochotę do trąbienia.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Musimy przestać w końcu udawać, bo właśnie to robimy - udajemy - że wszystkie kultury są równe, w sytuacji kiedy jasno widać że tak nie jest. Islamska kultura nie jest równoważna kulturze zachodu. Zachęca do przemocy względem kobiet, Żydów i homoseksualistów. Sankcjonuj poligamie oraz małżeństwo starych mężczyzn z małymi dziećmi, co jest obrzydliwą parodią ludzkich relacji. Ktokolwiek na zachodzie broniący tego rodzaju wartości znalazłby się szybko w więzieniu. A więc jest czas aby odezwać się Europo i pokazać odrobinę kręgosłupa. Chyba że chcemy spędzić resztę naszych żyć kryjąc się niczym przestraszone myszy przed garstką brutalnych bigotów, którzy myślą, że mają prawo wciskać palec w twoją pierś i mówić nam, jak powinniśmy żyć.&lt;/span&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zapewniam, że to nie najbardziej zgryźliwy cytat Pata Condella jaki mogłem tu umieścić. Od jakiegoś czasu, bijące w religie frazesy Condella koncentrują się prawie wyłącznie na islamie. Brytyjscy koraniści to nie swojscy Tatarzy, ale nie przywiązujące się do obecnego stanu rzeczy wielkie masy ludzi. W takich warunkach ateistyczny tumult ma i powinien mieć miejsce, a spoglądanie na żyjących za siedmioma górami niewierzących z ich biernością, jest nie do końca uczciwe. Poza tym przyznaje się do grzebania w mrowisku tym cytatem z Condella, ale z racji braku czasu ucichłem trochę pisarsko, tak że ominęła mnie dyskusja o postmodernizmie pod ostatnim wpisie. Chciałem się tylko dookreślić, tak by nie było wątpliwości (choć przez całe studia uważałem się za relatywistę, jakoś łącząc to ze swoim ateizmem). Takie już uroki sceptycyzmu, że nie można przyzwyczajając się do swojego zdania. Aby nikt nie oskarżał mnie o lansowanie tez jedynie białych, heteroseksualnych mężczyzn, kapitalny filmik poniżej. W ogóle polecam cały &lt;a href="http://www.youtube.com/user/dunderpl"&gt;kanał Adama Brożyńskiego&lt;/a&gt;, racjonalny a przy tym z klasą (czyli nie zapchany filmami z Dawkinsem).&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;object height="405" width="500"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/N20YLEd9XP8&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;color1=0x2b405b&amp;amp;color2=0x6b8ab6&amp;amp;border=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/N20YLEd9XP8&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;color1=0x2b405b&amp;amp;color2=0x6b8ab6&amp;amp;border=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="405" width="500"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/center&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-9096562764872354008?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/9096562764872354008/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/11/islamskie-cuda.html#comment-form' title='Komentarze (21)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/9096562764872354008'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/9096562764872354008'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/11/islamskie-cuda.html' title='Islamskie cuda'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>21</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-1412220086423813857</id><published>2009-11-07T23:43:00.009+01:00</published><updated>2011-12-09T18:57:53.943+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pseudonauka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Parapsychologia'/><title type='text'>Fizyka niemożliwego</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/SvX3r7XrYKI/AAAAAAAAAa8/uDU2UKXl32Y/s1600-h/kaku.jpg" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5401495662144217250" src="http://2.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/SvX3r7XrYKI/AAAAAAAAAa8/uDU2UKXl32Y/s400/kaku.jpg" style="float: right; height: 400px; margin-bottom: 10px; margin-left: 10px; margin-right: 0pt; margin-top: 0pt; width: 266px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Każdy kto sięgnął po którąś z książek &lt;a href="http://sites.google.com/site/czajniczekpanarussella/Home/Owgniecionychwfotelkosmitach.pdf?attredirects=0"&gt;Lawrence Kraussa&lt;/a&gt;, raczej nie liczy na odwiedziny przybyszów z pobliskich gwiazd. Czas lot, ilość potrzebnej energii, plus multum innym niesprzyjających elementów raczej wyklucza inwazję obcych cywilizacja. Tymczasem, kto czytał wydaną przed miesiącem "Fizykę rzeczy niemożliwych" Michio Kaku, wie że lot, nie do pobliskich gwiazd, ale na krańce wszechświata, jest możliwy za życia jednego człowieka. Jak możliwe, że ta sama fizyka przynosi tak różne wyniki? Kaku nie ładuje na statek, tak jak Krauss, 100 milionów ton paliwa. Woli żagiel słoneczny rozpędzany siłą wycelowanych w niego laserów usytuowanych na Księżycu. Problem z obładowaniem statku paliwem, Kaku obchodzi także czerpiąc paliwo z mijanej przez siebie przestrzeni. Termojądrowy silnik pobierałby wodór z kosmosu i na bieżąco syntezował go niczym koń napędzany w czasie podróży, zżeraną dokoła siebie trawą. Czy inni fizycy nie wiedzieli o takich rozwiązaniach? Problem, że księżycowe lasery musiałby dysponować energią tysiąckroć większą niż ta produkowana na Ziemi, a termojądrowy silnik strumieniowy pobierałby wodór w promieniu setek kilometrów i syntezował go na bazie technologii o której nie mamy dziś pojęcia. Wadą, lub jak kto woli zaletą, jest niczym nieskrepowana wyobraźnia Kaku, dla którego wszystko czemu teoretycznie nie zaprzecza dzisiejsza fizyka jest realne, zgodnie z zasadą Terence White: "wszystko co nie jest zabronione, jest obowiązkowe". Przyznaje się, że cywilizacje typu III &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Kardashev_scale"&gt;skali Kardaszew&lt;/a&gt;a (mająca do dyspozycji bilion bilionów energii więcej niż my), na które często powołuje się Michio, są poza zasięgiem mojej wyobraźni. Gwoli sprawiedliwości, pomyślałem że warto byłoby napisać co myśli o wyśmiewanych tutaj przeze mnie zjawiskach, mniej skrępowany od mojego umysł.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kaku dzieli zjawiska uznane dziś za nadnaturalne, na klika rodzajów. Jeden z nich stanowią dziwy które pojawią się w naszym zasięgu w przeciągu kilkuset lat, takie jak telepatia i telekineza. Okres ten nie jest potrzebny na odblokowanie rzekomych &lt;a href="http://www.neurotyk.net/2007/07/tylko-10/"&gt;90% mózgu który leży odło&lt;/a&gt;&lt;a href="http://www.neurotyk.net/2007/07/tylko-10/"&gt;giem&lt;/a&gt; niczym popegeerowskie pola. Nie spożytkujemy tego tysiąca lat nawet na to, aby łyżka w którą tak się wpatrujemy, zardzewiała i w końcu sama się przełamała. Czas ten przeznaczony jest na żmudne odkrywanie kolejnych części mapy mózgu, ustalenie funkcji kolejnych jego obszarów. Dziś siedzimy na etapie namierzania niektórych emocji, zatem droga do tego aby rozpoznać kiedy nasz mózg myśli o zielonym jabłuszku jeszcze daleka. Kaku naśmiewa się przy tym ze współczesnych, absurdalnych prób czytania w myślach, przywołując kilku naszych dobrych znajomych. Twórca, działającego przy Uniwersytecie Duke'a &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Rhine Research Center&lt;/span&gt;, dr Joseph Rhine dawał się niemiłosiernie ogrywać klaczy Lady Wonder i jej pani, myśląc, iż koń układa klocki z literami dzięki telepatii. Podważyło to kompetencje Rhine, który najwidoczniej nie wiedział ani o słynnym Mądrym Hansie, ani o wcześniejszych przypadkach, począwszy od "umiejącego" liczyć, XVI-wiecznego konia Marocco, przez superinteligentne świnie, psy i gęsi (w rzeczywistości reagujące jedynie na subtelne wskazówki swoich treserów). Następce Rhine na stanowisku kierownika instytutu, Waltera Levy, przyłapano jak fałszował wyniki mające wskazywać, iż myszy potrafią telepatycznie wpływać na generator liczb losowych. Kaku wspomina także o Projekcie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Stargate -&lt;/span&gt; finansowanej przez CIA aż do 1995 komórki paranormalnych szpiegów. Na zlecenie CIA &lt;span style="font-style: italic;"&gt;American Institute for Research&lt;/span&gt; ocenił 30 lat działalności tego projektu, pisząc w raporcie, "iż nie ma jakichkolwiek dowodów, że informacje podawane przez telepatów miały jakąkolwiek wartość dla wywiadu".&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zupełnie inną gałąź zjawisk paranormalnych stanowią te, które według Kaku istnieć nie mogą, ponieważ łamałyby podstawowe prawa fizyki. Pisze to człowiek, który dopuszcza poruszanie się z prędkość w pewnym sensie przekraczającą prędkość światła, poprzez ściśniecie przed i rozciągnięcie za statkiem przestrzeni - statkiem napędzanym nieodkrytą jeszcze ujemną materią - zatem jeśli coś jest niemożliwe u Kaku, to już naprawdę musi być niemożliwe. Do grona "twardo nieistniejącego" popularny fizyk zalicza prekognicje - przewidywanie przeszłości bez jakichkolwiek na nią przesłanek. Prekognicją byłoby seryjne typowanie prawidłowych numerów w loterii - jak łatwo sprawdzić na świecie nie ma takich osób, a mimo to profesja zaglądacza w karty przyszłości kwitnie w najlepsze. Prekognicje wyklucza zasada przyczyny i skutku, mimo to wyciąganie z kapelusza kolejnych dat końca świata ma się w nieodmiennie świetnej kondycji. Nie ma granicy ludzkiej głupoty u tych którzy wierzą w 2012, po setkach, dosłownie setkach nietrafionych dat końca naszej ery. Okazuje się, że nie ma takiej liczby spudłowanych strzałów, po której ludzie przestaną w nie wierzyć. Przewidziana przez astrologów i duchownych, koniunkcja planet z 20 lutego 1524, także miała znamionować koniec świata, a że przypadała na tle gwiazdozbioru ryb, oznaczała wielki potop. 1/4 Mieszkańców Londynu uciekła w ten dzień na pobliskie wzgórza, zaś w Europie masowo produkowano arki. Największa z nich, 3-piętrowa arka Niemieckiego hrabiego Counta von Iggleheima zgromadziła bogatszych mieszkańców całego regionu, zaś plebs zgromadzony wtenczas pod arką, na widok padającej akurat mżawki zaczął się masowo tratować. Warto przypomnieć kilka równie świetnych zapowiedzi Sądu Ostatecznego, które nie tylko nie ośmieszyły ich proroków, ale w perspektywie doprowadziły do powstania całych Kościołów. Między innymi 1843 typowany przez Williama Millera, protoplastę Adwentystów Dnia Siódmego, oraz mój ulubiony Charles Taze Russell, założyciel świadków Jehowy. Kiedy jego przepowiednia na rok 1874 nie sprawdziła się, po dokładniejszej analizie Wielkiej Piramidy w Gizie przebookował tą datę na 1914. Kiedy i w 1914 zmarli nie powstali z grobu, uaktualnił ją na 1915, a jeszcze później na 1918. Tej ostatniej niestety nie doczekał, a szkoda, tak usłyszelibyśmy kolejne równie trafne daty. Ostatnim chłopcem do bicia, jest dla Kaku Free Energy. Jak wiadomo spisek koncernów naftowo-gazowo-węglowo-atomowych dwoi się i troi, aby odciąć ludzkość od nieskończonej, darmowej energii z niczego. Pomimo, iż wyklucza ją zasada zachowania energii, pokolenia domorosłych wynalazców wciąż tworzą takie urządzenia, bywa że fałszując ich wyniki, jednak najczęściej po prostu nie dostrzegając zewnętrznego źródła energii. Kaku wchodzi nawet w dyskusje ze zwolennikami Tesli, lecz nawet przy podziwie dla Serbskiego uczonego i wpleceniu w to wszystko ciemnej energii, takiego cudactwa istnieć nie może. Szkoda, że książki tej nie doczekał działający kilka lat temu youtubowy kanał, autorstwa wielkiego orędownika Free Energy. Pana który, jak sam o sobie mówił, skończył nawet jaką parapsychologiczną szkołę, bodajże w Krakowie, tak w ogóle to pozdrawiam, jeśli teraz to czyta.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-1412220086423813857?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/1412220086423813857/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/11/fizyka-niemozliwego.html#comment-form' title='Komentarze (23)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/1412220086423813857'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/1412220086423813857'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/11/fizyka-niemozliwego.html' title='Fizyka niemożliwego'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/SvX3r7XrYKI/AAAAAAAAAa8/uDU2UKXl32Y/s72-c/kaku.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>23</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-7420210301677220346</id><published>2009-10-29T12:46:00.003+01:00</published><updated>2011-12-10T00:12:29.774+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kryptozoologia'/><title type='text'>Teologowie, sceptycy i wilkołaki</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Trochę wynudzony milionem artykułów o wampirach, a jednocześnie chcąc pozostać w klimacie halloweenowym, garść słów o mniej popularnym potworze. Pomimo dysproporcji pomiędzy popytem na wampiryzm a wilkołactwo, pomimo gorszej prasy, temat wilkołaka wydawał mi się zawsze ciekawszy. Komediowy majstersztyk Gene Wildera "Miłość wilkołaka" i wspaniały "Tetfol" Frederica Delzanta, z którym równać może się jedynie antyreligijny "Szninkiel", życiowo obligują mnie do zajęcia się tematem zębiastych futrzaków. Szczególnie że w łapy wpadł mi niezły rarytas - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Strange histories. The trial of the pig, the walking dead, and other matters of fact from the medieval and Renaissance worlds"&lt;/span&gt;. Tym razem bez wyjaśnień wilkołactwa na bazie zespołu Cushinga, czy czegoś podobnego, w ogóle bez jakichkolwiek wyjaśnień. Autor książki Darren Oldridge, skupił się na rzadko poruszanym wątku, ewolucji sceptycyzmu wobec wilkołaka i roli jaką odegrał w tym Kościół.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do tej pory najciekawszym znanym mi przykładem bliskiego kontaktu wilkołactwa z klerem, był katecheta z puławskiej podstawówki. Okrzyknięty przez media wilkołakiem, oraz insynuacje co do jego kontaktów z siłą nieczystą, to wypadek nie z XVIII wieku lecz  sprzed kilku miesięcy. Całą sprawą zajęła się prokuratura, co czyni to już czymś tak żenującym, że ogon opada mi do ziemi. Jak się okazuje, już od wieków Kościół miał tu wiele do powiedzenia. W końcu sama Biblia dostarcza świadectw takiej metamorfozy. W księdze Daniela czytamy:  "Natychmiast wypełniła się zapowiedź na Nabuchodonozorze. Wypędzono go spośród ludzi, żywił się trawą jak woły, a rosa z nieba zwilżała go. Włosy jego urosły niby pióra orła, paznokcie zaś jego jak pazury ptaka.” (Dn. 4, 30). Dobry chrześcijanin nie mógł mieć wątpliwości - przemiany człowieka w zwierze są faktem. W 1580 francuska wiedźma pod postacią wilka uprowadziła dwójkę dzieci. We włoskim mieście Ferrara jedna z kobiet zmieniała się  wielkiego kota. W szesnastym wieku, podczas   pobytu  we  Flandrii, jezuita Martín Del Rio, donosił o miejscowej wiedźmie zmieniającej się w ropuchę, zaś węgierskie czarownice potrafiły przemienić się w osy i trzmiele.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Umysły epoki zgadzały się co do tego, że wszechmogący Bóg z łatwością przemieniłby człowieka w wilka, jednak wilkołactwo była atrybutem diabla, zatem pytanie tyczyło się tego, czy również szatan posiada tak wielką moc. Ucz&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/SumA-XVtYhI/AAAAAAAAAaU/nu6XGWVJkrs/s1600-h/wilkolak.jpg"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5397987437285564946" src="http://2.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/SumA-XVtYhI/AAAAAAAAAaU/nu6XGWVJkrs/s400/wilkolak.jpg" style="cursor: pointer; float: left; height: 400px; margin: 0pt 10px 10px 0pt; width: 324px;" /&gt;&lt;/a&gt;eni którzy dopuszczali do siebie taki potencjał lucyfera stanowili mniejszość, jednak zaliczali się do nich tak wielkie postacie jak teoretyk państwa Jean  Bodin. Na sceptycznym stanowisku stał francuski demonolog Henri Boguet. W pismach z 1602 Boguet odrzucił taką możliwość, ponieważ zwierzęce ciało nie byłoby w stanie przyjąć ludzkiej duszy czarownicy. Tym którzy napominają Kościół za odmawianie zwierzętom duszy przypominam, że teologiczna, platońsko-arystotelesowska doktryna mówi o 3 rodzajach dusz: duszy rozumnej człowieka, zmysłowej zwierzęcia i duszy wegetatywnej roślin. Jeśli dusza ludzka nie może wcielić się w niezaprojektowane dla niej ciało wilka, na czas przemiany szatan  trzymałby dusze czarownicy w jakimś innym miejscu, a na to Bóg by już nie pozwolił - argumentował Boguet. Sprawa była jednak skomplikowana za sprawą osób które przyznawały się do bycia wilkołakiem.  Reginald Scot w swoim dziele  &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Discoverie of Witchcraft&lt;/span&gt; (1584) uważał wilkołactwo za przejaw choroby psychicznej, jednak tak twardy sceptycyzm był rzadkością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stojąc na stanowisku niemocy diabła, przy setkach doniesień o wilkołakach z całej Europy, wydedukowano że szatan stwarzać musi jedynie iluzje wilkołactwa zarówno u samego wilkołaka jak i u jego ofiar. Życie dawała jednak i na to kontrargumentów. W 1588, w Auvergne, pan zamku zaatakowany w czasie polowania przez wilka, w szamotaninie odciął bidakowi łapę. Ta wylądowała w jego sakiewce. Już w czasie powrotu do pałacu dostrzegł, iż łapa zmieniła się w ludzką rękę, w dodatku w dłoń z pierścieniem jego żony. Oczywiście na miejscu władca zastał krwawiącą bez ręki żonę, a nam strach pomyśleć jak musiał wyglądać prawdziwy przebieg wydarzeń. Poradzono sobie i z tym problemem. Oficjalna doktryna brzmiała zatem tak: diabeł mąci w umyśle człowieka tak by myślał że jest wilkołakiem, następnie robi to samo u ludźmi którzy go zobaczą lub których zaatakuje, jeśli ktoś zaatakuje wilkołaka, którym jest demon a nie człowiek podejrzany o wilkołactwo, diabeł wykonuje na ciele takiego podejrzanego dokładnie takie rany jakie zadano wilkołakowi, uff. Łatwiej byłoby oczywiście całkowicie skończyć z tym zabobonem, a nie przyznać że coś nie istnieje, dowodząc jednocześnie że ma miejsce, tylko dlatego że o jego istnieniu mówi Biblia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cala sprawa wykraczała daleko poza czysto teologiczne dywagacje, gdyż sądy na co dzień mierzyły się z podejrzeniem o wilkołactwo, zaś kościelne słowo było tu kluczowe. W 1603,  Jean  Grenier,   czternastoletni  pastuch spod Bordeaux, chwalił się kolegom, że posiada magiczny płaszcz dzięki któremu przemienia się w wilka. Chłopięce fantazje okazała się tragiczne, kiedy miejscowe dzieci zaatakował wilk, a on stał się głównym podejrzanym. Przesłuchiwany przyznał się do bycia wilkołakiem. Na biegłego powołano    teologa  Jeana  Filesaca, zwolennika wilkołactwa jako diabelskiego spisku. Młody Grenier na resztę życia trafił do klasztoru. Ciekawy przypadek opisuje Joe Nickell w "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;a href="http://www.csicop.org/sb/show/werewolvesmdashor_werenrsquot/"&gt;Werewolves or Weren’t&lt;/a&gt;?&lt;/span&gt;". Jak się okazuje wiara w wilkołaka może skazać nie tylko niewinnych ludzi, ale także winnych uniewinnić. W roku 1598 żebrak Jacques Roulet został przyłapany przy okaleczonym ciele nagiej nastolatki. Pod ciężarem dowodów przyznał się do morderstwa, jednak obarczył za nie magiczną maść która zmieniła go w wilkołaka, tak unikając kary. Jeśli mordujesz a otaczają cie głupi ludzie, warto mieć w domu trochę śmierdzącego mazidła - tak na wszelki wypadek.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-7420210301677220346?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/7420210301677220346/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/10/teologowie-sceptycy-i-wilkoaki.html#comment-form' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/7420210301677220346'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/7420210301677220346'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/10/teologowie-sceptycy-i-wilkoaki.html' title='Teologowie, sceptycy i wilkołaki'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/SumA-XVtYhI/AAAAAAAAAaU/nu6XGWVJkrs/s72-c/wilkolak.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-7631070722726120667</id><published>2009-10-25T23:34:00.003+01:00</published><updated>2009-10-25T23:51:20.979+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Teorie spiskowe'/><title type='text'>Eksperyment Filadelfia</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Kilka dni temu, paranormalną Polskę obiegł news dotyczący odnalezionego w Indiach niezwykłego drzewa. W starym lesie leżącym na południowo-wschodnich peryferiach tego kraju, natrafiono na przedziwne krzaczory, których &lt;a href="http://www.millionface.com/l/animal-shapes-on-tree-mystery-pics/"&gt;kora układała się na kształt dzikich zwierząt&lt;/a&gt;. Niestety przyrodniczy cud stulecia, dowód że Matka Natura to naprawdę siwa pan z różdżką jaką znamy ze Smurfów... okazał się plastikowym drzewem stojącym w Walt Disney World na Florydzie. Wniosek z tego dwojaki: 1) dla wielu, lasy Indii wciąż noszą w sobie paranormalny potencjał 2) jazda na bezczelnego w tej branży nie zna granic zażenowania. Bywało że twórców cudacznych obliczeń, którzy z boków piramid potrafili wyliczyć wszystko, łapano przy próbach spiłowania ścian by pasowały do ich wyników. Mało jest jednak przypadków takiego naginania, rozciągania i dorabiania prawdy jak sławetny eksperyment Filadelfia. Podobnie jak w przypadku magicznego drzewa z lasów Andhra Pradesh, tak i tu, z pojedynczego faktu, stworzono nie mającą źdźbła z nim wspólnego, idiotyczną teorie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Eksperyment Filadelfia, zwany także, jak przystało to tajny projekt, pod fajowsko brzmiącą nazwą - projekt tęcza (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;project rainbow&lt;/span&gt;) - posiada wszystko co powinien posiadać ściśle tajny i powszechnie znany spisek rządowy. Kategoryczne twierdzenia wojska, że nigdy nie miał miejsca, choć tropiciele tajemnic wolą określenie "nie przyznawanie się przez wojsko". Nazwiska wielkich naukowców biorących w nim udział. Powszechnie eksploatowany jest Nikola Tesla, ale do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;philadelphia experiment&lt;/span&gt; zaprzęgnięto samego Alberta Einsteina! Tak jak w słabych filmach, z okna w Paryżu zawsze widać Wieżę Eiffla, tak głupie historie muszą dodawać sobie splendoru bogu ducha winnymi, znanymi postaciami. Eksperyment Filadelfia dotyczy statku &lt;span style="font-style: italic;"&gt;USS Eldridge&lt;/span&gt;, który w latach 40-tych uczestniczyć miał w tajnym projekcie, testującym możliwość całkowitego zamaskowania statku przy pomocy pola elektromagnetycznego (a dokładnie zastosowania jednej z teorii Einsteina... której nigdy nie stworzył). W owym czasie takie próby rzeczywiście się odbyły, jednak magnetyczna niewidzialność oznaczała niewidoczność dla niemieckich magnetycznych torped. Z biegiem lat (pierwsze przecieki o projekcie tęcza to dopiero połowa lat 50-tych) magnetyczna niewidzialność przeistoczyła się w niewidzialności dla ludzkich oczu, następnie dorzucono pogłoski o teleportacji okrętu, zaś dziś najpopularniejsza teoria zakłada podróż w czasie, jaką odbyć miał okręt! Nieciekawy los spotkał załogę przebywającą na statku w czasie eksperymentu. Większość marynarzy zginęła podczas dematerializacji, niektórzy pojawili się zlani z okrętem, natomiast reszta ocalałych zwariowała. Niestety wydarzeń tych, za nic w świecie nie mogą przypomnieć sobie żyjący załoganci &lt;span style="font-style: italic;"&gt;USS Eldridge&lt;/span&gt;. Nie tylko nie pamiętają jak wrastali w okręt, ale zaprzeczają aby ich statek brał udział w takim eksperymencie. Po powrocie ze swej podroży w czasie, okręt został objęty tajemnicą, dowody zabezpieczono a statek zezłomowano. W rzeczywistości pływał w NATO-wskiej służbie, aż do lat 90-tych!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do tej pory powstało kilkadziesiąt książek opisujących dziwy z pokładu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;USS Eldridge&lt;/span&gt; i niemożliwością jest aby ich autorzy nie znali przytoczonych powyżej danych. Są dostępne pod paroma kliknięciami myszy, więc w grę wchodzi tu jedyne świadome oszukiwanie łatwowiernego czytelnika. Całą zabawę rozpoczął leczony psychiatrycznie Carl Allen, 10 lat po rzekomym eksperymencie, donosząc o nim sprzedawcy części samochodowych i ufoamatorowi Morrisowi Jessupowi. W 1969 roku Allen przyznał się, że zmyślił opowieści o projekcie, jednak do tego czasu maszyna fanatycznych dekonspiratrów rozkręciła się na dobre. Większość książek na temat eksperymentu, była czystą beletrystyka sprzedawaną jako literatura faktu.  Jak udowodnił Mike Dash, historyk i badacz zjawisk paranormalnych, ich autorzy nie zadali sobie nawet trudu aby skontaktować się z Allenem, skądinąd głównym autorem ich rewelacji. Do dziś, bez cienia krytyki powiela się te bzdury, kiedy nadnaturalne wyjaśnienie tamtych wydarzeń spowija prawdziwe jezioro wątpliwości. Zasada niczym z filmów z Leslie Nielsenem, im głupsze tym lepsze, plus zerowe chęci jakiegokolwiek wyjaśnienia, są tu najlepszym tworzywem dla niewidzialnych statków i czarodziejskich drzew.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-7631070722726120667?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/7631070722726120667/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/10/eksperyment-filadelfia.html#comment-form' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/7631070722726120667'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/7631070722726120667'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/10/eksperyment-filadelfia.html' title='Eksperyment Filadelfia'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-4998264179481127346</id><published>2009-10-19T12:29:00.003+02:00</published><updated>2011-12-10T00:26:14.779+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Medycyna alternatywna'/><title type='text'>Akupunktura</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jako że koledzy i koleżanki po fachu, skoncentrowali się na walce z homeopatią i przywracaniu do łask zdetronizowanych szczepionek, odświeżam zapomnianą szarlatanerie. Akupunktura zagościła już na tak wielu salonach, że wiele osób nawet nie wie, iż należy do tego samego działu co leczenie kamieniami i wahadełkiem. Tym razem popełniłem się twórczego tłumaczenia artykułu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"What About Acupuncture"&lt;/span&gt; z zeszłorocznego &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Skeptical Inquirer&lt;/span&gt;. Jest to tekst autorstwa doktor Harriet Hal, redaktor czasopisma "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;The Scientific Review of Alternative Medicine&lt;/span&gt;"&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;................................................&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Ze swej definicji "medycyna alternatywna" to medyna na której działania brakuje nam najlichszych dowodów. Czy jednak do tego niechlubnego grona zaliczyć można akupunkturę? Skądinąd wielu dyplomowanych lekarzy po godzinach służy swoimi igłami, zaś towarzystwa ubezpieczeniowe refundują nawet tą metodę leczenia. Jeśli nigdy wnikliwie nie zagłębiałeś się w ten tematem, najprawdopodobniej wszystko co wiesz o akupunkturze jest nieprawdą. O ile trudno wskazać nam protoplastę tej starożytnej chińskiej medyny, istnieją spore prawdopodobieństwo że nie jest ona ani tak starożytna, a być może nawet nie jest chińska. Historyk medycyny Paul Unschuld podejrzewa, że sama idea mogła narodzić się w Grecji, a stamtąd przedostać się do Chin. W przeciwieństwie do tego co sugeruje nam Wiki, akupunktura nie ma za sobą tysięcy lat tradycji. Najstarsze chińskie teksty medyczne, z III stulecia p.n.e., nie wspominają o akupunkturze. Najwcześniejsze odniesienie do nakłuć to dopiero 90 r. p.n.e., jednak dotyczy przebijania ropni i upuszczania z nich krwi, a nie praktyk jakie dziś znamy.  Przywoływanie archeologicznych dowodów w postaci kamiennych igieł, jakoby potwierdzających pradawność akupunktury, jest o tyle zabawny iż igły te są tak ogromnych rozmiarów, że nie mogły służyć do czegoś choćby podobnego do znanej nam akupunktury (technologia umożliwiająca produkcie cienkich stalowych igieł pojawiła się dopiero 400 lat temu). Pierwsze doniesienia na temat medycynie chińskiej dotarły na Zachód w XIII wieku i wciąż na próżno szukać w nich odniesień do akupunktury. Pierwszym mieszkańcem zachodniego świata, który wspominał o akupunkturze, był Holender, pracownik Kampanii Wschodnioindyjskiej Wilhelm Rhijn, ale dopiero w roku 1680! W dalszym ciągu, nie była to akupunktura jaką znamy współcześnie. Nie wspominała o energii Qi, zaś o wielkich gabarytów igłach, wkładanych do ciał pacjentów na 30 oddechów. Pomiędzy 1822 a I Wojną Światową, w ramach walki z zabobonem, chiński rząd kilkukrotnie zakazał akupunktury. Tradycje tzw "bosonogich lekarzy" ożywił Mao w latach sześćdziesiątych, jako tani sposób dostarczenia opieki medycznej prowincji. Sam nigdy nie stosował akupunktury, gdyż nie wierzył w jej działania. To właśnie rząd Mao ukuł termin  "tradycyjnej chińskiej medycyny" w roku 1954.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Aż do XX wieku, trudno mówić o jakiś specjalnych punktach odgórnie wpływających na resztę ciała. Wcześniej wkłuwano igły w miejsca, gdzie odczuwano mający uśmierzyć bóle Pierwszym którym połączył punkty akupunktury z energią Qi był francuski bankier Georgees Soulie de Morant, a dokonał tego w 1939 w swojej książce "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;L’Acupuncture Chinoise&lt;/span&gt;". Ten dominujący dziś rodzaj akupunktury został  wynaleziony przez Francuza dopiero w 1957! Dzięki "badaniom" liczba strategicznych punktów urosła do 2 tysięcy, chyba p&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/Stw3vtOpkVI/AAAAAAAAAaM/sLpAaMVhFkE/s1600-h/akupunktura.jpg"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5394247746417430866" src="http://2.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/Stw3vtOpkVI/AAAAAAAAAaM/sLpAaMVhFkE/s400/akupunktura.jpg" style="cursor: pointer; float: right; height: 400px; margin: 0pt 0pt 10px 10px; width: 396px;" /&gt;&lt;/a&gt;o to, aby nie zostawić na ciele wolnego od igieł miejsca. Ostatecznie każda liczba jest dobry, zważywszy że do tej pory, nie udowodniono istnienia choćby jednego takiego punktu. W 1972 roku James Reston, który towarzyszył Nixonowi w podróży do Chin, poddać się musiał operacji wycięcia wyrostka robaczkowego. W szerokiej opinii utrwaliło się przekonanie, że dokonano tego pod znieczuleniem akupunktury. W rzeczywistości, akupunktura była jedynie dodatkiem, zaś ulga jaką przysporzyła była prawdopodobnie zbieżna ze spodziewanym, naturalnym dochodzeniem do zdrowia. Puszczone w obieg zdjęcie zabiegu przeprowadzonym na otwartym sercu, przy znieczuleniu jedynie akupunkturowym okazały się fałszerstwem. Jeśli stosuje się akupunkturę w chirurgi to wraz z konwencjonalnym znieczuleniem i tylko u pacjentów, którzy wierzą że moc wbijanych igieł może im rzeczywiście pomóc. Kiedy popularność akupunktury w Zachodnim Świecie gwałtownie rosła, z równym animuszem traciła swą popularność na Wschodzie. Według raportu CSICOP z 1995 roku, tylko 15-20% Chińczyków stosuje "tradycyjną chińską medycynę" (dwa razy mniej niż w Europie Zachodniej), jednocześnie rzadko rezygnują z równoległego, konwencjonalnego leczenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy akupunktura rzeczywiście działa? Zależy jaka akupunktura i co masz na myśli mówiąc "działa". Są systemy chińskie, japońskie, tajskie, koreańskie, indyjskie, wykonywane na całym ciele bądź ograniczające się do rąk, stóp, twarzy, nakłuwane głęboko lub powierzchownie, zwykłymi bądź elektrycznymi igłami, wybór jest ogromny. W tych wypadach akupunktura działa, jednak wyłącznie na zasadzie placebo. Dawkowana, nie jest w stanie zmienić historii choroby, w stopniu większym niż zmiany samorzutne. Nigdy nie udowodniono, aby akupunktura odwróciła kurs jakiejś poważnej dolegliwości. W ciałach tych pacjentów, którzy podali się zabiegom, zaobserwowano skok endorfiny, co tłumaczyłoby przeciwbólowy charakter akupunktury, jednak wzmożone wydzielanie endorfiny osiągniemy także uderzając się młotkiem w palec. Psychologia wskazać może wiele innych elementów, jakie składać się mogą na przeciwbólową skuteczność akupunktury. Oczekiwanie, sugestia, odwrócenia uwagi od pierwotnych objawów, zasada podczepienia, warunkowanie klasyczne i instrumentalne, wzmocnienie, presja, korzyści społeczne, odwrotna zależność przyczynowo-skutkowa, regresja - psychologia potrafi znacznie wspomóc nieefektywne metody leczenia. Jasne jest, że nie wszystkie placebo są sobie równe, zaś wypracowane przez akupunkturę metody leczenia, odprężenie się i spędzenie czasu z troszczącym się o nas medykiem, dają znacznie lepsze efekty niż połykanie tabletek z cukru czy walenie się młotkiem. Sporo studiów pokazuje, że akupunktura działa na subiektywne symptomy, takie jak ból i nudności. Jednak kilka rzeczy rzuca na nie poważne wątpliwość. Badania testujące skuteczność akupunktury, wynikają nierzadko z wiary w jej skuteczność. Tym którzy w nią wierzą, badania wychodzą pozytywnie, zaś tym którzy w nią nie wierzą, negatywnie. Problemem jest tu niemożliwość przeprowadzenia podwójnej ślepej próby - trudno jest dać lekarzowi igły i oszukać go w tym co robi. Możliwe są jednak inne badania kontrolujące skuteczność akupunktury: porównanie "energetycznych punktów" do "niepunktów", oraz użycie pomysłowej igły, która daje jedynie wrażenie przeniknięcia przez skórę. Jak słusznie się domyślamy, wszystko jedno gdzie wbija się igły. wszystko jedno, czy w ogóle używa się igieł. Najlepiej skonstruowane studia dowiodły znaczenia tylko jednej rzeczy: czy pacjent uwierzył, że zaaplikowano mu zabieg akupunktury. Zarówno udawana jak i prawdziwa akupunktura działały jednakowo skutecznie - oba zdawały się być lepsze niż żadna. W istocie, akupunktura to nic więcej niż recepta na złożone placebo, przyprawione zupą środków przeciwbólowych. Można wcielić się w role poduszeczki do igieł i otrzymać niezłe placebo, ale nie ma żadne dowody na faktyczne leczenie metodą akupunktury.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-4998264179481127346?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/4998264179481127346/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/10/akupunktura.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/4998264179481127346'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/4998264179481127346'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/10/akupunktura.html' title='Akupunktura'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/Stw3vtOpkVI/AAAAAAAAAaM/sLpAaMVhFkE/s72-c/akupunktura.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-5878333682290618122</id><published>2009-10-11T00:10:00.005+02:00</published><updated>2011-12-10T00:06:21.174+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kryptozoologia'/><title type='text'>Smokozaury</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czy jest pytanie tak głupie i naiwne, że nie wiadomo co na nie odpowiedzieć? W zasadzie jest mnóstwo takich pytań. Dziecinne pytanie o smoka, nie jest bynajmniej pytaniem łatwym, dodatkowo kryje w sobie sidła zastawione na biednego sceptyka. Jak to możliwe, że mityczny smok obecny jest w masowej wyobraźni prawie wszystkich kontynentów? Czy dowodzi to, że smoki istniały? Czy byli nimi Reptalianie, zaawansowana gadzia cywilizacja obcych? Dla zwolenników tej ostatniej teorii "argument smoków" jest chyba najpopularniejszym dowodem. Jej zwolennicy w jednym ciągu wymieniają gadzich nauczycieli jacy widnieją w starych mitologiach, łuskowatego Kukulkana który powołał do życia cywilizacje Majów, czy Kekropsa, pół-człowieka pół węża, założyciela Aten. Jak na ilość kultur, takich gadzich historii jest stosunkowo nie wiele, zaś smok wydaje się naprawdę uniwersalny. Czy możliwe, że symbol ten powstał cholernie dawno temu, a ludzie rozpierzchający się po świecie zachowali go w pamięci? Znam przynajmniej jeden taki przykład - gwiazdozbiór Wielkiej Niedźwiedzicy. Gwiazdozbiór to zbiór przypadkowych gwiazd, z losowo wyselekcjonowanego kawałka nieba, nazwany według własnego widzimisię i jest nieprawdopodobne, że Indianie w Ameryce Północnej i rolnicy z Dalekiego Wschodu upatrzyli sobie niedźwiedzia w tym samym ułożeniu gwiazd. Nie ma rady, musi być to stary paleolityczny symbol. Ludzie przekraczający cieśninę Beringa, musieli go już znać. Postaram się dowieść, że z naszym smokiem jest inaczej. Zaś ową racjonalną pułapkę widziałbym w stwierdzeniu, że smoki są wynikiem odnajdywania kości dinozaurów. Nie ma dowodów, że starożytni złożyli czy choćby próbowali złożyć wykopane szczątki. Ba, nie ma dowodów że taki kompletny szkielet w ogolę kiedykolwiek odnaleźli, bo co innego jest znaleźć na pustyni skamieniałego zęba, a co innego wystukać z kamienia cały szkielet. Kredowi drapieżcy stojący niczym eksponaty w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Museum of Natural History&lt;/span&gt;, tylko że w domach starożytnych wielmożnych, to jak na razie czysta spekulacja.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rozwiązanie ponadterytorialnej popularności smoka, kryje się w nazywaniu tak wszystkiego co popadnie. Znakowanie zupełnie różnych kryptyd tą samą nazwą to "semantyczne nadużycie", wytwarzające iluzje że dany gatunek rozpowszechniony jest na całym świecie. W ten sposób wszystko co jest hybrydą kilku zwierząt, może zostać nazwane&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/StEGTF6BEaI/AAAAAAAAAaE/QWOAlnPmm_U/s1600-h/smok.jpg"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5391097154011992482" src="http://1.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/StEGTF6BEaI/AAAAAAAAAaE/QWOAlnPmm_U/s400/smok.jpg" style="cursor: pointer; float: right; height: 400px; margin: 0pt 0pt 10px 10px; width: 288px;" /&gt;&lt;/a&gt; smokiem. Tymczasem jego dzisiejsze popularne wyobrażenie to zupełnie nowa, disnejowska konstrukcja. Ziejący ogniem stwór, przypominający prehistoryczne teropody, ma się nijak do dawnego smoka. Większość z europejskich smoków była bezskrzydła, niektóre nie miały również nóg. Znane ze współczesnego wizerunku nietoperze skrzydła, to zasługa Herodota, opisującego tzw. rajskie węże, rzekomo zamieszkujące Egipt.  Smocze skrzydła ze starych rycin, są absurdalnie małe w stosunku do ciał tych mitycznych stworzeń, zaś w całości pokryte są piórami. Także najbardziej osławiony smok "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;made in China&lt;/span&gt;", przeszedł przez ujednolicające wszystko sito popkultury. To co oglądamy dziś w Chinskich filmach, czy nawet smoki na noworocznych paradach, to w dużej mierze zasługa kultury Zachodu. Tradycyjny chiński smok to konglomerat 9 zwierząt, w skład w których wchodziły m.in rogi jelenia, głowa wielbłąda, łuska karpia, łapy tygrysa i uszy byka. Także babiloński smok odbiega daleko od naszego filmowego wyobrażenia, jak i tych już opisanych. Np. &lt;a href="http://skepticwiki.org/index.php/Dragons"&gt;skepticwiki&lt;/a&gt; przyrównuje go do owcy.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oryginalne, pierwotne znaczenie smoka nigdy nie wybiegało poza prozaicznego węża.  "Smok", z greckiego &lt;span style="font-style: italic;"&gt;drakon&lt;/span&gt;, oznaczało po prostu wąż i przez stulecia nazwa ta była zarezerwowana dla węży wielkich gabarytów. Wielkich, ale wciąż węży. W takim kontekście opisywał je Pliniusz Starszy, historyk rzymski. Smoki były ogromnymi wężami zamieszkującymi Afrykę, mogącymi opleść słonia. Jedynie z wielkimi wężami zamieszkującymi dalekie krainy utożsamiał je święty Izydor z Sewilli, a także inny wczesnośredniowieczny autor, święty Jan Damasceński. Nawet w polskim folklorze smok był jedynie żmiją żyjącą dłużej niż 100 lat.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-5878333682290618122?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/5878333682290618122/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/10/smokozaury.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/5878333682290618122'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/5878333682290618122'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/10/smokozaury.html' title='Smokozaury'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/StEGTF6BEaI/AAAAAAAAAaE/QWOAlnPmm_U/s72-c/smok.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-912395952968880515</id><published>2009-10-06T03:30:00.006+02:00</published><updated>2011-12-10T00:05:13.920+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='New Age'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Teorie spiskowe'/><title type='text'>W sidłach satanistów</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czwartkowy wieczór przynieść miał niespotykane jeszcze w tej części świata uczucie, czyli seans "&lt;a href="http://www.tvp.pl/publicystyka/tematyka-spoleczna/warto-rozmawiac/wideo/afera-hazardowa-i-sprawa-r-polanskiego-01102009"&gt;Warto rozmawiać&lt;/a&gt;" bez wyrazu zażenowania z mojej strony (a tak naprawdę obejrzałem go dopiero kilka dni później, pod podaną stroną). Tym razem Jan Pospieszalski zachęcił mnie reklamowym spotem, spod szyldu "Historia Romana Polańskiego. Czy bycie gwiazdą zwalnia nas od prawa?". Jako że w tym pytaniu znajduje się już odpowiedź, myślę sobie,  czyżby to ten moment, czyżby nasze poglądy miały być zbieżne? Wpierw tradycyjny migawkowy zaczyn programy w postaci marszu feministek z planszą "miałam aborcje" i gejów na platformie,  następnie temat o kolejnej politycznej aferze, parę słów wstępu o Polańskim... i wiem już że moje nadzieje co do Pospieszalskiego jak zwykle okazały się płonne. Naprawdę ciężko w tym temacie powiedzieć coś całkowicie nonsensownego, bo obie strony mają tu jakieś argumenty - a jednak, Pospieszalskiemu się udało. Wśród gości zaproszono m.in antropozofa Jerzego Prokopiuka (jak się okazało, głos rozsądku w całej dyskusji) i znanego antyezoterystę Roberta Tekieli. Tekieli, niegdyś zagorzały new age'owiec nawrócił się na katolicyzm, po tym jak znużyły go telepatyczne zdolności które posiadał. Dziś sprzedaje swoje filmy o prawdziwym, diabelskim przesłaniu Harry Pottera i tworzonej na zamówienia Pana Zastępów muzyce rockowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Temat Polańskiego okazał się w rzeczywistości rozpracowaniem planu diabła, jaki utkał on dla reżysera. Wedle zgromadzonych w studiu "Dziecko Rosemary" to film autobiograficzny. Guy Woodhouse który sprzedał swoją żonę diabłu za własną karierę to sam Polański. Goście wynaleźli oczywistą metaforę, pomiędzy Rosemary która zaciążyła z samym szatanem, a Sharon Tate zamordowanej przez jego namiestnika w trzecim trymestrze ciąży. Istnienie diabelskiej klątwy ciążącej na filmowcach &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Rosemary's Baby&lt;/span&gt;, mają dowodzić losy występujących w niej autorów. Mia Farrow już na planie filmowym dostała pozew rozwodowy od Franka Sinatry, Franka Sinatry katolika (jak podkreślono). Z ciekawości porównałem losy głównych bohaterów filmu Polańskigo z innymi sztandarowymi dziełami kina satanistycznego, Rumburkiem, Niekończącą się opowieścią i Fantaghiro i bynajmniej nie widać aby statystycznie śmierć odsiewała aktorów Polanskiego częściej. Flm dość sędziwy, to już 40 lat, a sporo z odtwórców ról żyje do dziś. Także dopóki nie koszą ich spadające meteoryty, trudno mówić o "dziwnych okolicznościach śmierci".&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cała rozmowa przypomina &lt;span style="font-style: italic;"&gt;satanic ritual abuse&lt;/span&gt; - panikę jaka ogarnęła Stany Zjednoczone, Australie i Europę Zachodnia na tle satanistycznego spisku wykorzystującego dzieci. Podobnie jak w przypadku paktu Polańskiego z diabłem, nigdy nie znaleziono żadnych namacalnych dowodów że takie satanistyczne rytuały z udziałem dzieciaków miały rzeczywiście miejsce. Od lat 70-tych, z kulminacją w 80-tych, w amerykańskich mediach, a już szczególnie w popularnych telewizyjnych talk-show'ach, lansowano tezę iż sataniści molestują i torturują dzieci. Przypuszczenia o istnieniu takiego spisku szerzyły się najmocniej oczywiście w ramach konserwatywno-chrześcijańskiej części społeczeństwa. O rytuałach mówiono w czasie nabożeństw, a nawet organizowano sesje modlitewne w intencji owych dzieci. Tekieli do dziś pewnie żałuje, że podobna fala nie przetoczyła się przez nasz kraj. Satanistyczne msze to nic w porównaniu z tym co przedstawia w swoim programie "Jarmark cudów", gdzie bez krzty zażenowania przedstawia świadków rozmawiających z wilkami, a wiarygodnym świadectwem mają być osoby zdające się mieć wszystkie możliwe aberracje jakie tylko można posiadać. Wracając do USA, dorastając w takiej atmosferze dzieci szybko "przypominały" sobie, że i one padły ofiarą satanistycznej jurności. Wszystko wyglądało dość wiarygodnie, w końcu czy dzieci byłyby w stanie zmyślić szczegóły nekrofilskich orgii, kanibalizmu, picie nasienia czy bezczeszczenia płodów poaborcyjnych? Brak dowodów na te domysły tylko je potwierdzał - znaczyło, że sekta jest już tak rozległa i potężna, że nawet policja siedzi w tym po uszy. Szacuje się, że w związku z&lt;span style="font-style: italic;"&gt; satanic ritual abuse&lt;/span&gt; odnotowano kilka tysięcy zgłoszeń wystosowanych przez dzieci lub dorosłych, którzy po "odblokowaniu pamięci" wydobyli z jej zakamarków podobne wspomnienia. Temat bardzo rozległy, natomiast sens wydaje mi się jednoznaczny. Nie ma żadnego dowodu, by ktokolwiek, kiedykolwiek i jakkolwiek był napastowany przez samego diabła czy był z nim w zmowie. Jest natomiast mnóstwo przypadków w których wiara w piekielne kontakty kończy się w najlepszym wypadku wieloletnim więzieniem, za wyssane z palca winy.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-912395952968880515?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/912395952968880515/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/10/w-sidach-satanistow.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/912395952968880515'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/912395952968880515'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/10/w-sidach-satanistow.html' title='W sidłach satanistów'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-1417594801615294162</id><published>2009-10-03T23:25:00.006+02:00</published><updated>2011-12-09T17:38:39.543+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Cuda'/><title type='text'>Cud eucharystyczny</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cuda Panie, cuda! Już od paru dni nasłuchuję doniesień z Sokółki, gdzie w czasie rytualnej utylizacji hostia przemieniła się w ludzkie ciało. Byłem przekonany że wszystko rozejdzie się po kościach, tak jak z JPII który wyłonił się z płomieni ogniska dwa lata temu. Tymczasem wydarzenie nagłośnione przez "Fakt", przybiera nieoczekiwany obrót. Słychać wypowiedzi biskupów którzy to proszą o umiar, jednak w ich głosie czuć już tą nutkę podniecenia. Miejscowy arcybiskup Edward Ozorowski, snuje nawet wizje, w której do Sokółki zjeżdżają się pielgrzymi z całego świata! Spragnieni &lt;span style="font-style: italic;"&gt;sacrum&lt;/span&gt; dostaną kolejne miejsce dla modlitwy i dziękczynnych darów, Kościół te dary chętnie przyjmie, wilk syty i owca cała, tylko się cieszyć.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Sama &lt;a href="http://sites.google.com/site/czajniczekpanarussella/Home/Bierzcieijedzcieztegowszyscy.pdf?attredirects=0"&gt;idee spożywania boga jest dość rozpowszechniona wśród religii świata&lt;/a&gt;. Chrześcijańskim &lt;span style="font-style: italic;"&gt;novum&lt;/span&gt; jest twierdzenie, iż popularny opłatek nie jest żadnym symbolem, ale jest prawdziwym i rzeczywistym ciałem Chrystusa! Stwarza to pewien problem, jako że wszyscy widzimy że to jedynie chleb i mąka. Kościelny doktrynalizm wykonać musiał mrówczą prace, przywołując cuda niewidy, greckich filozofów, starożytne pojęcie "istoty", tylko po to aby przekonać siebie samego, że wino to tak naprawdę krew a kawałek chleba to ciało  mesjasza. Michel Onfray nazwał te intelektualne szpagaty, absurdem dowodzenia "że to czego nie ma jest, a to co jest że nie ma". Problem jednak pozostał. Według katolickiej teorii cuda eucharystyczne tłamsić mają powątpiewanie w rzeczywistą przemianę. Gdyby tak było woda w wino zamieniłaby się wpierw na konferencji Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów (które nawiasem mówić, na spektakl w Sokółce zareagowało dość dziwne, wnosząc do prokuratury o popełnieniu przestępstwa). Tymczasem cuda eucharystyczne dzieją się w społecznościach gdzie taki chrześcijański folklor ma podatny grunt. Typowa dla polskiego katolicyzmu jest nasza jarmarczność. Święci, Matka Boska na szybie, Jezus na kominie, uzdrowienia a teraz krwawiące hostie. Być może Chrystus tak umiłował nasz kraj, ze nie może oprzeć się aby nie raczyć nas swą nadprzyrodzoną mocą. Tudzież zabobonny lud lubi kiedy karmi się go tymi najbardziej tandetnymi opowiastkami. Do niektórych łatwiej przemówić kawałkiem mięcha w kielichu niż pismami Johna Barrowa czy Alvina Plantinga. Natomiast do czego naprawdę służą takie cuda pokazuje historia. Dla przykładu eucharystyczny cud we Francja w roku 1290 był sprawką Żydów, którzy nabyli hostie aby dźgać ją nożem - wiadomo, jak to Żydzi. Krew zaczęła tryskać z opłatka, a nóż którym się tego dopuścili, był w Paryżu otoczony czcią godną samej krwawiącej hostii. Każdy powód dobry by spalić na stosie trochę odmieńców.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na dzień dzisiejszy trudno mówić o analizie samego cudu w Sokółce i jego ewentualnym sfalsyfikowaniu. Wszystkie karty są dziś w rekach Kościoła, zaś potwierdzenie, że dochodzi do przemienienia hostii w ciało Chrystusa jest niemożliwe, gdyż nie mamy wiarygodnej próbki jego ciała do którego można by się odwołać. Jedyne znane mi badania DNA oficjalnie uznanej krwi Jezusa, pochodzą z czerwonych plam na chuście z Oviedo. Próby wyselekcjonowania pojedynczego łańcucha DNA podjęta przez Instytutu Medycyny Sądowej w Genui zakończyły się fiaskiem, jednak szczegółowe badania dwóch zakrwawionych nitek z tkaniny jakie mieli do dyspozycji naukowcy, wskazywały że zawiera mieszankę krwi zarówno męskiej jak i żeńskiej. Jedyne co można wyrokować o Sokółce, to to czy tkanka jest ludzka. Okoliczności przemiany są jednak tak rozmyte (zanurzona w wodzie w celu rozpuszczenia eucharystia, była pozostawiona samej sobie przez kilka dni), że nie można potwierdzić ani wykluczyć, ludzkiej sprawczej ręki. Dopóki istnieje możliwość wyjaśnienia cudu, przez zwykłe podrzucenie kawałka mięśnia do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;vasculum&lt;/span&gt;, każde nadnaturalne działania jest mniej prawdopodobne. Bóg chce nam coś usilnie udowodnić, ale nie chce zrobić tego przed kamerami, a ja niestety nie potrafię go do tego zmusić.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-1417594801615294162?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/1417594801615294162/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/10/cud-eucharystyczny.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/1417594801615294162'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/1417594801615294162'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/10/cud-eucharystyczny.html' title='Cud eucharystyczny'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-1796289999512111365</id><published>2009-09-28T10:55:00.004+02:00</published><updated>2011-12-09T17:37:39.585+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bóg'/><title type='text'>Z półki apologety</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niespodziewany sukces "Boga urojonego", czyli osiągnięcie 1/20 nakładu "Świadectwa" kardynała Dziwisza, ewidentnie namieszał na naszym religijnym podwórku wydawniczym. Wzrok padł na tytuły dotąd zbędne naszemu nowoczesnemu katolikowi, dla którego szarża niesfornych ateistów były niczym Wielka Stopa - to znaczy wszyscy wiedzieli że gdzieś jest, ale nikt jej nie widział. Chrapka na schedę po Dawkinsie, przyniosła polskiemu czytelnikowi tytuły innych angielskich i amerykańskich ateistów, a w konsekwencji dział nieobecny do teraz na naszym rynku, chrześcijańskich polemik do dobrej nowiny ateistów. Ostatnie miesiące przyniosła kilka takich tytułów, w tym&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; "Dochodzenie w sprawie Stwórcy. Dziennikarz bada dowody naukowe przemawiające za istnieniem Boga"&lt;/span&gt; Lee Strobela. Strobel jest oczywiście byłym ateistą, zgodnie z paradoksalną zasadą, iż najgłośniejsi ateiści werbują się z najbardziej purytańskich rodzin, zaś najwięksi przeciwnicy ateizmu to oczywiście niegdysiejsi niewierzący. Generalnie sceptycy omijają takie tytuły szerokim łukiem, ja natomiast nimi nie pogardzę, a wręcz przeciwnie, na swój sposób lubię takie czytadła. "Dochodzenie w sprawie Stwórcy" zawiera barwną krytykę zasady mierności, zwanej zasadą kopernikowską - koncepcji sytuującej Ziemi poza przypisywanym jej od wieków, jakimś szczegółowym miejscu we wszechświecie. Rzecz jasna wszystko to zostało kosmicznie wyolbrzymione, rozmówcy Strobela jednym ciachnięciem wykluczyli możliwość życia na 100 mld galaktyk eliptycznych, jednak sam opis ma w sobie coś pięknego. Dziś, kiedy odnajdujemy planety nawet wokół najbardziej niegościnnych obiektów, panowie hurtowo skasowali miliardy, nie gwiazd, a całych galaktyk! Opis jest zatem fałszywy, jednak kusi poczuciem bycia boskim wybrańcem. Tytuł jak ten nie może obejść się bez krytyki ewolucji. Dotyczy ona głównie nadużyć znanych także ewolucjonistom, jak związki organiczne okrzyknięte życiem w próbówkach Millera, czy podejrzane XIX-wieczne rysunki embrionów Haeckela. Do kolekcji zabrakło tylko człowieka z Piltdown. Rzadkość stanowią tłumaczenia &lt;span style="font-style: italic;"&gt;spiritus movens&lt;/span&gt; inteligentnego projektu Michaela Behego, wobec zarzutów kierowanych w stronę kreacjonistów. Dysteleologia - obecność wadliwych rozwiązań w ciałach autorstwa niekończenie inteligentnego projektanta, została rozwiązana ... poprzez zaprzeczenie istnienia takich niedoróbek. Książkę psuje ostatni rozdział, w którym pod obronę trafia zatrważająco naukowa teza, o rozdziale pomiędzy naszym umysłem a naszym mózgiem. Istnienie świadomości sytuowanej poza ciałem człowieka, dowodzić maja doświadczenia śmierci klinicznej. Wszystko  to ilustruje przykład kobiety, która jako duch zobaczyła leżące za oknem szpitala buty, których oczywiście inaczej zobaczyć nie mogła. Mało jest o samym wydarzeniu, za to wiele o jego niezwykłych konsekwencjach, przypieczętowujących dualistyczne rozdzielenia ciała i duszy. Owy tajemniczy cud to znany w sceptycznym świecie głośny przypadek NDE z roku 1977. Niestety dla Strobela jest on całkiem zgrabnie i przekonująco &lt;a href="http://www.infidels.org/library/modern/keith_augustine/HNDEs.html#maria"&gt;wyjaśniony&lt;/a&gt; i to w całkowicie anty-paranormalny sposób, o czym bidak najwidoczniej nie wiedział.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Drugi owoc literatury antyateistycznej tego lata to dzieło Dawida Berlinskiego &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Szatańskie urojenie. Ateizm i jego pretensje naukowe"&lt;/span&gt;. O ile u Strobela wyczuć można dozę zrozumienia dla niewierzących, coś na miarę "Bóg nie jest urojeniem" McGratha, lekkie połechtanie tych ateistów którzy sięgnęli po ich książki, Berlinski jedzie po całemu. Ateizm jest tu dokładnie taki jak na &lt;a href="http://www.proszynski.pl/Szatanskie_urojenie__Ateizm_i_jego_pretensje_naukowe-p-30081-.html"&gt;okładce&lt;/a&gt;, z czerwonymi bajeranckimi rogami w tonacji piekła. 3/4 objętości  książki stanowią wynaturzenia na temat Wielkiego Wybuchu i historie o tym jak nieuchronnie świadczy on o osobowym stwórcy. Przy tym Berlinski całkowicie zapomina o księdzu i astronomie, Georgesie Lemaitre, twórcy teorii pierwotnego atomu, ojcu teorii Wielkiego Wybuchu. Lemaitre odważył się upomnieć samego papieża Piusa XII, kiedy ten węszył w dowodach potwierdzających Big Bang przesłanki na biblijne Genesis. Dla Berlinskiego Big Bang i Księga Rodzajów to jedno i to samo, zaciekle zwalcza przy tym inne teorie powątpiewające w początek kosmosu, takie jak hipoteza pulsujących wszechświatów, zderzające się membrany w teorii strun, czy wszechświat Hawkinga (moim zdaniem, akurat słusznie). Dałoby rade to ścierpieć, gdyby fizyk pozostał przy swoim koniku i na przekór modom nie czepiał się tej przeklętej ewolucji. Starczy wspomnieć, że kluczowy kontrargument Berlinskiego pamięta jeszcze czasy Darwina i brzmi mniej więcej: jeśli zdolności umysłowe mieszkańcy amazońskiej dżungli dorównują potencjałem zachodnim matematykom, takie uśpione możliwości nie mają sensu w kategoriach darwinowskich. Istnieje multum wyjaśniań takiego cywilizacyjnego stanu rzeczy, choćby "Strzelby, zarazki, maszyny" Jareda Diamonda czy "Bogactwo i nędza narodów" Landesa. Sam fakt "wyższych obrotów" naszego mózgu przy wykonywaniu skomplikowanych operacji myślowych jest mitem. Mózg koszykarze utrzymujący równowagę jego ciała podczas dwutaktu, ma do wykonania o wiele większą prace w porównaniu z nie wiem jak trudnymi  obliczeniami matematycznymi. Nazywanie takiego sportsmana geniuszem jest jak najbardziej słuszne, zatem nie jest prawdą, że tylko pomyślunki są tą najwyższą półką ewolucyjnych zdolności mózgu. Jak już wspominałem, krytyka ewolucja z jej chrześcijańskim zapałem jest jednak obowiązkiem podobnych publikacji i to niezależnie czy autor ma o niej jakieś pojęcie. Generalnie im mniej ją rozumie, tym bardziej go ona śmieszy.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-1796289999512111365?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/1796289999512111365/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/09/z-poki-apologety.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/1796289999512111365'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/1796289999512111365'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/09/z-poki-apologety.html' title='Z półki apologety'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-60814207146771712</id><published>2009-09-17T00:04:00.003+02:00</published><updated>2011-12-09T17:37:10.820+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Egzorcyzmy'/><title type='text'>Demoniczne głosy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedy odnalazłem opcje dającą możliwość dodania tła muzycznego do bloga, nie zastanawiałem się który utwór bym wybrał. Wspaniałe &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Stairway to Heaven&lt;/span&gt; brzmi równie dobrze od przodu jak i od tyłu. Słynne "&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=Bf0M1G1At28"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;power is satan&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;" i "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;six six six&lt;/span&gt;", jakie słychać po wstecznym odtworzeniu utworu, nie tylko przyjemnie wpisałoby się w tematykę bloga, ale naprawdę dobrze brzmi! Na tyle dobrze, że słucham tej piosenki częściej od tylu niż normalnie! Ot, prawdziwy geniusz, do przodu, do tyłu, na wspak, zawsze świetne. &lt;a href="http://sites.google.com/site/czajniczekpanarussella/Home/Naskos%2Cnawspak%2Cdoprzodu.pdf?attredirects=0"&gt;Reverse speech&lt;/a&gt; to niezły początek aby zaznajomić się z językiem demonów, jednak aby dowiedzieć się co szatan ma naprawdę do powiedzenia, wymagać to będzie od nas większego zachodu. Nie wystarczą puszczane od tyłu taśmy. Idee rozszyfrowanego przekazu podprogowego w tle bloga porzuciłem, jako że sam nie cierpię muzyki na innych stronach, jednak po tylu odsłuchaniach zeppelin'ów demony w mojej głowie nie pozwolą mi nie wspomnieć o prawdziwej mowie ich króla.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Najbardziej ekstremalnemu rodzajowi opętań, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;possesione&lt;/span&gt;, poza całym zestawem fajerwerków są wypowiedzi demonów wysławiających się ustami opętanych. Głupiś, jeśli narzędzi diabla szukasz wśród morderców i złoczyńców. Niepisana zasada mówi że im bardziej pobożnyś, tym diabeł ma na ciebie większe zakusy - tłumacząc - opętani rekrutują się z grona ludzi obeznanych z tym jak zachowywać się będąc opętanym. Jeśli wcześniej bogobojny człek nie zapoznał się z zasadami bycia opętanym, niech nie liczy na odwiedziny diabła. Zgodnie z tą oczywistą zasadą chrześcijański diabeł sadowi się wyłącznie na chrześcijan, zaś wysyp warczących nawiedzonych, dziwnie pokrywa się z pojawieniem się instruktażu, na co wolno sobie pozwolić będąc opętanym, czyli sławetnym "Egzorcystą" z 1973. Od tego czasu modą wśród nastolatek jest szamotanie się na łóżku, plując przy tym w stronę dewocjonaliów. Ich wygibasy mają być dowodem nadludzkiej siły jaka w nie wstępuje, a stały się najlepszą tarczą ochronną przed diabłem, jaką tylko wymarzyć mogły sobie starsze osoby. Niestety 90-latek nie potrafiłby dokonać takich akrobacji i dziwnym zbiegiem okoliczności w tym wieku szatan jest nieskory na tak ekstremalne emanacje. Tak jakby diabeł nie potrafił pokazać swojej siły, jeśli opętani tej siły wcześniej sami nie posiadali.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Miało być jednak o diabelskich głosach. Zatem od razu z grubej rury, &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=qr-IdHU3A5M"&gt;nagrania pokrzykującej Anneliese Michel.&lt;/a&gt; Kochana wikipedia podpowiada, że "Anneliese podczas występowania objawów mówiła sześcioma różnymi głosami męskimi". Co ciekawa, wśród plejady biblijnych gwiazd znalazł sie Kain, postać z uchodzącej za metaforyczną, opowieści o Kainie i Ablu. Anneliese Michel była opetana przez teologiczną alegorie, równie dobrze mogła zostać uderzona cegłą z wieży Babel, albo zatruć się zakazanym owocem z edeńskiego sadu. Dzięki egzorcyzmom wiemy co poczynają dusze w piekle - otóż ślęczą ze słownikami w dłoniach - Judasz i Neron pochwalić się mogę świetną znajomością współczesnej niemiecczyzny! O to jak wygląda w praktyce mit o niezliczonych językach którymi władają opętani. Polecam kliknąć na youtubowy odnośnik i posłuchać tych wielu męskich głosów&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/SrFgml5H7kI/AAAAAAAAAZ8/FTaDdgmnwow/s1600-h/egzorcysta.jpg"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5382189245807455810" src="http://1.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/SrFgml5H7kI/AAAAAAAAAZ8/FTaDdgmnwow/s400/egzorcysta.jpg" style="cursor: pointer; float: left; height: 352px; margin: 0pt 10px 10px 0pt; width: 400px;" /&gt;&lt;/a&gt;. Kilkadziesiąt sekund wystarczy aby przekonać się, że nie ma mowy o jakimkolwiek męskim głosie! Spod charczeń i syczeń Michel, nieprzerwanie słychać jej kobiecy głos. Stara się jak może, ale aby wydobyć podobny odgłos nie trzeba być opętanym. Poproście swoją żonę lub siostrę o coś podobnego, doróbcie do tego diabelską atmosferę  i wyobraźcie sobie jak brzmiałby te dźwięki po zaprawie jaką miała Anneliese - czy dalej słyszycie w jej głosie coś niezwykłego? Zupełnym absurdem jest twierdzenie, iż opętana mówiła sześcioma różnymi głosami. Charczenie na 6 sposobów okazało się za wysoką poprzeczką, Michel nawet nie próbuje tego robić. Egzorcyści wciąż pytają z którym duchem mają do czynienia, nie odróżniają ich ponieważ wszystkie mówią tym samym zachrypniętym głosem Anneliese. Nie wiem, może głos Lucyfera jest rzeczywiście głosem kobiety udającej faceta, ale Hitler? Nic co słyszymy w nagraniach naszej bohaterki, a co miało reprezentować tego zbrodniarza, nie przypomina jego głosu. Jeśli Złu zależy na naszych reakcjach, dlaczego nie przemówi jego znanym nam z przemówień głosem? Zapytajmy wprost, dlaczego diabeł potrafi jedynie tyle, ile opętana potrafiłaby sama? Przerażające dźwięki egzorcyzmowanych, w zamierzeniu największy postrach, jawią się jako największa żenada tego spektaklu. Oczywiście, możemy (a raczej musimy) założyć, że szatan nie próbuje z opętanym niczego co by było ponad jego ludzkie siły. Rodzi to jednak najtrudniejsze pytanie - po co? Czy nie można mówić normalnie, czy trzeba kompromitować się infantylnym warczeniem? Jeśli diabłu zależy na pokazaniu swojego demonicznego oblicza - jeśli nie potrafi tego zrobić, jako pan ciemności nie powinien zadowalać się tak marną namiastką. Czy jeśli nie da się dorobić opętanym prawdziwych rogów, warto aby nakładali w ich miejsce czerwony, plastikowy, mrugający kicz?&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-60814207146771712?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/60814207146771712/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/09/demoniczne-gosy.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/60814207146771712'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/60814207146771712'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/09/demoniczne-gosy.html' title='Demoniczne głosy'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/SrFgml5H7kI/AAAAAAAAAZ8/FTaDdgmnwow/s72-c/egzorcysta.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-4413353521733125905</id><published>2009-09-11T00:48:00.006+02:00</published><updated>2011-12-09T17:36:30.703+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Nauka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Parapsychologia'/><title type='text'>Chemia zjawisk paranormalnych</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z racji zbliżającego się Dolnośląskiego Festiwalu Nauki, słów kilka o popularyzacji nauki w iście paranormalny sposób. Nieodżałowany Arthur C Clarke mawiał, że zaawansowana technologia jest nieodróżnialna od magii i co tu dużo gadać, miał racje. Żywym na to dowodem jest prof. Bob Friedhoffer, światowej sławy naukowy sztukmistrz (bywający i w naszym kraju). W swoich wykładach skierowanych głownie do dzieci, przedstawia naukę jako czarodziejską metodę czynienia niemożliwego, coś nieocenionego w czasach kiedy "niemożliwe" promują głównie oszuści i szarlatani. Można wierzyć, iż latające przedmioty napędza napęd antygrawitacyjny, warto jednak wiedzieć że bliźniaczy efekt wywoła kilka magnesów, co do których nie ma wątpliwości że mogą istnieć. Zamiast przewracać przedmioty silą umysłu, można wypełniać je gęstą cieczą. Jeśli wcześniej zaznajomiliśmy się z tempem opadania i wyrównywania się płynu, a przy tym wiemy że jego ostateczne rozmieszczenie przysporzy katastrofalnej niestabilności, możemy zamarkować pchnięcie z oddali takiego przedmiotu wywracając go na ziemie (przykłady zaczerpnięte z występów Friedhoffera). Pierwsze skrzypce w tym odczarowywaniu świata odgrywa fizyka, jednak nie tylko ją można zaprząc do tych celów. Poszperałem tu i tam - i o to parę przykładów zjawisk paranormalnych, tym razem z chemią na pierwszym planie. Nie dowierzam co prawda w ich wielką popularność wśród hochsztaplerów, warto jednak uświadomić sobie jak szeroki jest zakres metod, kantowania  nieświadomych niczego ludzi.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Przyciąganie przedmiotów&lt;/span&gt;. Sława człowieka którego ciała przyciąga najróżniejsze przedmioty, może się realizować na wiele sposobów. Metamorfozy w żywy magnes dokonać możemy także przy pomocy chemii. Przedmiot spreparowany wcześniej sodą kaustyczną przyssie się do nas niczym pompka niezależnie od właściwości naszej skóry (standardowy klucz do rozwiązania tego cudu). Jeśli na dno dzbanku nasypiemy odrobinę wcześniej wspomnianej substancji i zatkamy otwór ręką, soda wchłonie dwutlenek węgla z powietrza, tak że wytworzone podciśnienie wewnątrz naczynia wspomagać będzie nieodrywanie się przedmiotu od ciała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Stygmaty&lt;/span&gt;. Znana sztuczka rozpropagowana przez włoskiego sceptyka Luigi Garlaschelliego. Na jedną dłoń nanosimy chlorek żelaza, natomiast na drugą rodanku potasu. Obie substancje są bezbarwne, jednak w zetknięciu ze sobą - na przykład przy złożeniu rąk do modlitwy - dają efekt łudząco przypominający krwawiące rany. Jest to jedna z metod wywołania stygmatów na oczach publiczności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Chodzenie po ogniu&lt;/span&gt;. Tym razem roztwór ałunu rozcieramy z mydłem aż do konsystencji papkowatego smarowidła. Nanieśmy to na stopy, a niestraszne nam wysokie temperatury. I bez tej piekielnej mikstury, po rozżarzonym węglu szusować może każdy i to bez wielkiego uszczerbku, Z dodatkowym zabezpieczeniem, poprzeczka efektownego gorąca znacznie się tu podnosi. Zivko Kostic autor "Między zabawą a chemią" widzi w tym związku genezę wielu cyrkowo-iluzjonistycznych sztuczek z ogniem. Będąc w podstawówce próbowałem utrwalić płaskorzeźbę w jajku według zaleceń jago książki, bez rezultatów, zatem chętnym zalecam zacząć od prób z ciepłym kubkiem herbaty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Lewitacja&lt;/span&gt;. Prawdziwie magiczna substancja, gaz zwany sześciofluorkiem siarki. Bezbarwny i bezwonny, o wiele cięższy i gęstszy od powietrza. Do tego stopnia, że lekkie przedmioty wykonane z papieru unoszą się na jego powierzchni. Dyskretnie utrzymując go w ryzach przed rozpierzchnięciem, otrzymujemy podest do unoszenia ideał - prawie że niewidzialne nic. Jak widać na filmiku z dziećmi, zmienia o również głos na niższy, jednak o demonicznych dżwiękach następnym razem.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;object height="405" width="500"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/XjCmwuGKR6g&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x2b405b&amp;amp;color2=0x6b8ab6&amp;amp;border=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/XjCmwuGKR6g&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x2b405b&amp;amp;color2=0x6b8ab6&amp;amp;border=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="405" width="500"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/center&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-4413353521733125905?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/4413353521733125905/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/09/chemia-zjawisk-paranormalnych.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/4413353521733125905'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/4413353521733125905'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/09/chemia-zjawisk-paranormalnych.html' title='Chemia zjawisk paranormalnych'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-6058259856514115608</id><published>2009-09-06T10:31:00.004+02:00</published><updated>2011-12-09T23:52:47.439+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kosmici'/><title type='text'>Dogonowie, typy spod ciemnej gwiazdy</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak jak telewizja nie może obejść się bez kaleczącego język polski, zagranicznych prowadzących, tak otwarte umysły nie mogą dziś funkcjonować bez egzotycznych mentorów. Zalecana przez Ferdka Kiepskiego papuga jako wabik na kobiety, nie jest jedynie banalnym żartem. Moda na to co "naturalne" przeciwstawiana jest temu co "sztuczne", a już najgorszym oszczerstwem jest określenie "modyfikowane". Dawne new age'owskie praktyki przytulania się do drzew zostały zastąpione kontaktem z ludźmi natury, dzierżącymi nieskalaną jeszcze przez wiedzę zachodu, prastarą prawdę. Przepowiednie uwiarygadnia się dopisując, iż są autorstwem szamana, ostatniego zawodu mającego kontakt z mistyką. Aby stać się prawdziwym oświeconym, obowiązkiem stała się nauka u niepiśmiennych plemiennych mędrców, a przyćpanie sobie z tubylcami nobilituje nas na prawdziwe &lt;a href="http://ayahuasca.pe/"&gt;autorytety&lt;/a&gt;. Kiedy własną cywilizacje postrzegamy jako centrum zepsucia i zakłamania, analogicznie, możliwe najodleglejszy obcy staje się ostoją wiekuistej prawdy i moralności.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Zapewne podobne myślenie przyświecało obcym odwiedzającym naszą planetę, którzy bardzo chętnie wchodzili w dialog z prymitywnymi ludami starożytności, a jakoś nie kwapią się do udzielania nauk nam współczesnym. Z drugiej strony nic straconego, kosmici nigdy nie dzielili się z jakąś doniosłą wiedzą, głównie ograniczając się do przeniesienia kliku głazów z miejsca na miejsce. Podobnie miało się w przypadku klasyku tego gatunku, mitologii Dogonów. Dogonowie byli prostym afrykańskim ludem, żyjącym w okolicach Mali, aż do roku 1976, kiedy to znaleźli się na ustach wszystkich UFO-entuzjastów. Ich odkrywcą dla paranormalnego świata był Amerykanin Robert Temple, zaś popularyzatorem teorii Dogonów sam Erich von Daniken. Dogoni posiadali wiedzę którą jako dziki lud posiadać nie powinni. Wiedzieli o tzw Syriuszu B, niewidocznej dla ludzkiego oka gwieździe, towarzyszącej temu najjaśniejszemu na naszym niebie Syriuszowi A (pomijając już, że ten podwójny układ traktowali jak małżeńską parę, kobietę i mężczyznę). Syriusz B znany był astronomii od roku 1862, jednak wiedza ta powinna być poza zasięgiem ludu, którego szczytem techniki była kamienna motyka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak to zwykle bywa, Temple wysnuł z tego najbardziej absurdalną hipotezę. Wiele tysięcy lat temu plemię zostało nawiedzone przez Syian, którzy z pierwszej ręki przekazali im te informacje. Mimochodem przypisał Dogon wiele innych astronomicznych faktów o których to mieli wiedzieć od mieszkańców Syriusza, jednak późniejsze badania antropologa Waltera&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/SqNzOyUZ9UI/AAAAAAAAAZc/0xBelcaKmhg/s1600-h/czarnykopernik.jpg"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5378269077873227074" src="http://2.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/SqNzOyUZ9UI/AAAAAAAAAZc/0xBelcaKmhg/s400/czarnykopernik.jpg" style="cursor: pointer; float: right; height: 400px; margin: 0pt 0pt 10px 10px; width: 322px;" /&gt;&lt;/a&gt; van Beeka wykluczyły ten kosmologiczny potencjał. Pomysł na Syrian wydaje się chybiony z kilku powodów. Syriusz B nie jest zwyczajną gwiazdą, a białym karłem, tworem powstałym z resztek czerwonego olbrzyma, który po wyczerpaniu się paliwa jądrowego eksplodował. Jak mieszkańcy globu krążącego wokół Syriusza przeżyć mogli tak niewyobrażalną katastrofę? Syriusz B krąży tak blisko znanego nam z nocnego nieba Syriusza A, iż nie ma mowy aby pobliskie planety mogły mieć stabilne orbity. I chyba najlepszy argument - skąd na planecie otaczającej Syriusza inteligentne życie? Gwiazda ta ma kilkaset milionów lat, kiedy jedyny znany nam przypadek ewolucji życia, potrzebował na to wielu miliardów. Z dziś dostępnych danych, nic nie wskazuje na to aby w ciągu 200 mln lat, wliczajac w to ostygnięcie planety, wykrystalizowanie się związków organicznych i narodziny życia, możliwe było uformowanie się życia zdolnego do podróży międzygwiezdnych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mniej spektakularna teoria wskazuje na zaczerpnięcie wiedzy o Syriuszu B od zachodniej astronomii. Potencjalnym nośnikiem tych informacji mogła być francuska szkoła, istniejąca w pobliżu Dogonów od 1907 roku. Według mnie najbardziej prawdopodobna teza wiąże się z parą antropologów przez lata badających ten lud, Marcela Griaule i Germaine Dieterlen. Griaule poza antropologia studiował też... astronomie, przywożąc do Mali wspaniałe mapy nieba. Wśród raportów jakie złożyli z badań w latach 30-tych, francuscy badacze o dziwo nie wspominają nic o wiedzy Afrykanów na temat towarzysza Syriusza (w przeciwieństwie do tego co pisze polska wikipedia), a przynajmniej Griaule powinien tą wiedzę z zadziwieniem odnotować. Co więcej, żyjący informatorzy Griaule potwierdzili, że to on opowiadał im o Syriuszu B. Być może nigdy z całą pewnością nie dowiemy się kto podesłał im te informacje, faktem jest natomiast że mieli na to kilkadziesiąt lat, między odkryciem Syriusza B przez "białego człowieka" a pogłoskami o nim wśród Dogonów. Nie byłby to pierwszy przypadek takiego wtórnego odkrycia. Antropolodzy wizytujący Nową Gwinee, przecierali niegdyś oczy na widok medycznej wiedzy tubylców. Papuasi opisywali zakażenie jako wejście niewidzialnych, mikroskopijnych postaci przez ranę chorego, wskazując dodatkowo na środki dezynfekujące przywiezione przez badaczy, jako na te substancje których boją się owe złe duchy! Opis infekcji bakteryjnej nie pochodził jednak od kolejnych sondujących nas obcych, ale jak się okazało, od lekarza Carletona Gajduseka, żyjącego przed etnografami wśród oświeconych tubylców.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-6058259856514115608?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/6058259856514115608/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/09/dogonowie-typy-spod-ciemnej-gwiazdy.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/6058259856514115608'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/6058259856514115608'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/09/dogonowie-typy-spod-ciemnej-gwiazdy.html' title='Dogonowie, typy spod ciemnej gwiazdy'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/SqNzOyUZ9UI/AAAAAAAAAZc/0xBelcaKmhg/s72-c/czarnykopernik.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-1756372387225586317</id><published>2009-08-22T02:20:00.004+02:00</published><updated>2011-12-10T00:12:46.424+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ogólnosceptyczne'/><title type='text'>Wiara niedowiarków</title><content type='html'>&lt;div style="font-style: italic; text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;&lt;br /&gt;Postmodernistyczne przekonanie o względności prawdy w połączeniu z typową dziś kulturą klikania po kanałach, w której okres skupienia na jednym temacie mierzy się w krótkich nowojorskich minutach, stawia nas wobec oszałamiającej mnogości rzekomo prawdziwych informacji serwowanych łatwo strawnymi porcjami w przyciągającym naszą uwagę opakowaniu. To musi być prawdziwe - bo widziałem to w telewizji, w kinie, w Internecie. Strefa mroku, Po tamtej stronie, Nie do wiary, Szósty Zmysł, Duch, 11 września: Niewygodne fakty, Zeitgeist Tajemnice, magia, mity i monstra. Okultyzm i zjawiska nadprzyrodzone. Teorie spiskowe i kabały. Twarz na Marsie i kosmici lądujący na Ziemi. Wielka Stopa i potwór z Loch Ness. Parapsychologia i poznanie pozazmysłowe. UFO i ET. JFK, RFK i MLK - zbrodnicze spiski kryjące się za literami alfabetu. Odmienne stany świadomości i regresje hipnotyczne. Teleobserwacja i wędrówki astralne. Tabliczki do seansów spirytystycznych i talie tarota. Astrologia i czytanie z ręki. Akupunktura i chiropraktyka. Stłumione i fałszywe wspomnienia. Rozmowy ze zmarłymi i wsłuchiwanie się w wewnętrzne dziecko. Wszystko to tworzy niemożliwy do rozwikłania konglomerat wiedzy i hipotez, rzeczywistości i urojeń, narracji opartej na faktach i fantastyki naukowej.&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ostatni numer "Świata Nauki" przynosi ze sobą okazały jubileusz, 100 felieton Michaela Shermera, głównej postaci czasopisma &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Skeptic&lt;/span&gt;. Na tą okazje Shermer spłodził prawdziwe sceptyczne credo, w którym poza świetnie brzmiącymi, już ukradzionymi przeze mnie sentencjami, porusza kilka interesujących kwestii. Większość z nich rozchodzi się na temat hipotezy zerowej, bynajmniej nie kolejnej szalonej hipotezy dźgającej w oczy sceptyków. Hipoteza zerowa to odgórne doklejanie dla każdej nowej teorii łatki "fałszywa", aż do momentu udowodnienia przez jej pomysłodawców jej prawdziwości. Hipoteza zerowa rozwiązuje spór wzajemnego obrzucania się ciężarem dostarczenia dowodów przez sceptyków i paraentuzjastów. Wyniesiona z nauk przyrodniczych, jest dość wygodna ale przede wszystkim niezbędna tropicielom bzdur. Narzuca jednak pewną właściwość wysnuwanym teorią - możliwość ich sfalsyfikowania, do tego stopnia, iż teoria za którą nie stoją metody jej falsyfikacji, nie jest dziś uznawana za teorię naukową. Los ten dotyka słynną już teorie strun, mimo to, węsząc jej przyszły sukces, wielu fizyków wciąż &lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/So85gkPoKdI/AAAAAAAAAZU/tqRNiUS2SRU/s1600-h/prawda-fa%C5%82sz.jpg"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5372576112124111314" src="http://4.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/So85gkPoKdI/AAAAAAAAAZU/tqRNiUS2SRU/s400/prawda-fa%C5%82sz.jpg" style="cursor: pointer; float: right; height: 400px; margin: 0pt 0pt 10px 10px; width: 384px;" /&gt;&lt;/a&gt;poświęca jej swój cenny czas. Znany ze swych antyreligijnych zapatrywań, noblista Steven Weinberg, uważa że jest tak matematycznie majestatyczna i piękna, że nawet jeśli jest błędna, nie możliwe aby absolutnie nic z niej nie pozostało. Ściśle powiązaną z hipotezą zerową, jest idea dowodu negatywnego - dowodu wynikającego nie z wiedzy, a jedynie z czyjejś niewiedzy. Np. to że nauka nie wypracowała jeszcze jednej koncepcji tłumaczącej techniczny proces budowy piramid, jest dla niektórych równoznaczne z tym, że wybudowali je kosmici. Entuzjaści dowodów negatywnych, mogą żerować nie tylko na niezdecydowaniu i niejednomyślności nauki, ale również na dzisiejszej ślepocie jej metod w odniesieniu do niektórych zjawisk. W krążącej po youtube dyskusji Tomasza Terlikowskiego z Piotrem Szwajcerem na temat "Boga urojonego", pytanie o początek wszechświata i spodziewany brak odpowiedzi, wyraźne cieszyPana Tomasza. Tak jakby niewiedza odnośnie przyczyn Wielkiego Wybuchu, organelli bakterii i autorstwa piosenki "Black Betty", jakkolwiek dowodziła istnienia Boga. Shermer kończy swój artykuł powątpiewaniem w tzw "wierzących sceptyków" - ludzi którzy z zaciekłością tępią pseudonaukową szarlatanerie, jednak z taryfą ulgową dla Boga. Postawa popularna szczególnie w Polsce, gdzie wciąż kwitną Nie Obejmujące Się Magisteria i inne dziwaczne uzasadnienia przymykania oka na religie. Widzieliśmy to na przykładzie niedawnego listu otwartego w obronie rozumu, gdzie nadnaturalne umiejętności księży w opisie zawodów, uszły płazem sygnatariuszom listu, a dostało się jedynie wróżkom. Wielką prace na tym polu odwalił kolega z z&lt;a href="http://miskidomleka.wordpress.com/"&gt;aprzyjaźnionego bloga&lt;/a&gt;, który w kilku dyskusją w internecie, także z autorami projekty, bezapelacyjnie udowodnił im ich wybiorczość. Wracając do tematu, zachęcam do sierpniowego numeru ŚN, a na zakończenie jeszcze jeden passus z Shermera. Chciałem wprowadzić go na stałe do opisu bloga, jednak okazał się nieregulaminowo za długi.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="font-style: italic; text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote&gt;Pokażcie mi ciało Wielkiej Stopy. Pokażcie mi archeologiczne znalezisko pochodzące z Atlantydy. Pokażcie mi tabliczkę literującą słowa podczas seansu spirytystycznego, którego uczestnicy mieli starannie zawiązane oczy. Pokażcie mi czterowiersz Nostradamusa, który wieszczył II wojnę światową lub zamach z 11 września przed, a nie po fakcie. Pokażcie mi, że środki stosowane w medynie alternatywnej leczą lepiej niż placebo. Pokażcie mi kosmitę lub zaprowadźcie do jego macierzystego statku. Pokażcie mi Inteligentnego Architekta. Pokażcie mi Boga. Pokażcie, a uwierzę.&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-1756372387225586317?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/1756372387225586317/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/08/wiara-niedowiarkow.html#comment-form' title='Komentarze (31)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/1756372387225586317'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/1756372387225586317'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/08/wiara-niedowiarkow.html' title='Wiara niedowiarków'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/So85gkPoKdI/AAAAAAAAAZU/tqRNiUS2SRU/s72-c/prawda-fa%C5%82sz.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>31</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-163837473756053173</id><published>2009-08-16T14:14:00.001+02:00</published><updated>2011-12-09T17:32:18.013+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bóg'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Religia'/><title type='text'>Pokusa wiary</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak już może niektórzy zauważyli, polska "ateosfera" poniosła niemałą stratę, w poniedziałek, 10 sierpnia do Pana odszedł nasz kolega, autor Olaboga, Paweł Piasecki. Czytałem jego &lt;a href="http://piasecki.blox.pl/2009/08/Pozne-wiersze-Milosza.html"&gt;ostatni wpis&lt;/a&gt; i nie wierzyłem - stając się w tym momencie podwójnie niewierzącym - próbując przy tym zapamiętać, aby omijać Miłosza szerokim łukiem Już na poważnie, myślę że nie tylko mnie zaskoczyła deklaracja Pawła o "skruszeniu" jego ateizmu. Jego świetny blog zawsze charakteryzowała piękna literackość i bardzo emocjonalne i osobiste wpisy. Cokolwiek by nie mówić o tej przemianie, bez wątpienia zrobił to z klasą i wielką pokorą. Niestety dla niego ale stety dla jego czytelników, nie sądzę aby po tak głębokim obcowaniu z ateizmem jego mózg zaznał kiedyś chrześcijańskiego spokoju, zatem już tylko czekamy na jego rychły powrót.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Interesujące są powody dla których Paweł opuścił mroki ateizmu. Wiem o nich tyle ile sam lakonicznie napisał, z tego co jednak widzę, nie odbiegają od innych tego typu przypadków. Konflikt między wiedzą (że czegoś nie ma) a wiarą (że jednak jest) rozwikłać można na gruncie emocjonalnym. Prawdziwy bezsens życia nie wygląda najlepiej przy możliwościach wpływu na rzeczy na które wpływu mieć nie można i obietnicy sprawiedliwości, której nigdy na co dzień nie doświadczamy. Nie łatwo trwać w perspektywie znikąd donikąd, kiedy religia kusi nadaniem wyższego sensu. Jeśli nic dobrego nie czeka nas poza tu i teraz, może warto spędzić dany nam czas w kojącej ducha nadziei, przyćmić w sobie jej złudność i tak ofiarować sobie trochę szczęście? Potwierdziły to badania Instytutu Gallupa, w których głęboko wierzący" dwukrotnie częściej oceniały się jako osoby szczęśliwe. Międzynarodowe badania przeprowadzone w 16 krajach dowiodły natomiast, że dzieje się to praktycznie niezależnie od wyznawanej religii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Istnieje spore grona ateistów, także wśród moich przyjaciół, które zazdrości tym którzy potrafią prawdziwie wierzyć. Trochę ironicznie nazywają tą sytuacje brakiem łaski - jeśli wiara jest łaską niektórym Bóg jej pożałował. Jednak jak mawiał chyba jeszcze wierzący Obirek, ateizm jest także łaską. Wiara jest łaską poznania Boga, zaś ateizm poznania natury ludzkiej. Ateizm jest też pewnym rodzajem doświadczenia mistycznego, zwanego niemym nawoływaniem Boga, pierwotnie przywoływanym w kontekście biblijnej niewoli w Egipcie czy holokaustu. Kiedy pomimo swych wysiłków nie potrafimy usłyszeć Boga, próba naszego doświadczenia jego obecności niejako ratuje nas od ognia piekielnego. Przynajmniej na dziś, możemy nie wierzyć i mieć jeszcze szanse na katolickie niebo. Pamiętajmy że wiara nie daje niczego za darmo. Bóg ofiarowuje ale i wymaga, pociesze ale i wiele zabrania. Wiele z tych nakazów są "moralnie naturalne", inne już mniej oczywiste. Osobiście przeraża mnie zahipnotyzowany tłum wstający i siadający, klęczący i znów wstający. Pogłos w kościelnych murach powtarzania wciąż tych samych fraz i strach przed zmienieniem choćby słowa w którejś z popularnych modlitw. Niewiara pozwala nie oglądać się wciąż "na górę", przynosi duchową samotność jednak za cenę wolności. Co prawda nasz interlokutor jest równie rozmowny jak piłka z która dyskutuje Tom Hanks w "Cast Away", mogę jednak zrozumieć że komuś to odpowiada.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko to oczywiście kwestia wyboru każdego z nas, jednak mówiąc za siebie, wiara bez racjonalnych dla niej przesłanek (a takie według mnie nie istnieją), nie jest najlepszym rozwiązaniem. Zmarnować i tak już marne życie, to już prawdziwa tragedia. Tym bardziej że istniej wiele pokus zesłania na siebie błogiego szczęścia, z których w imię czegoś potrafimy jednak zrezygnować, a ofiara ta napełnia nas dumą. W jednym z odcinków Simpsonów, głowa rodziny, zarazem człowiek nie słynący z inteligenci, Homer, znajduje w swoim nosie kredkę. Okazało się że pastelowa kredka od dzieciństwa uciskał mu mózg, z czego wynikały wszystkie jego umysłowe niedomagania. Po jej wyciągnięciu jego IQ gwałtownie rośnie, jednak życie przestaje go cieszyć. Zaczyna dostrzegać głupotę i prostactwo popularnych komedii, ciągłe napominanie o rozwagę innych nie zjednuje mu nowych przyjaciół. Dochodząc do wniosku, iż nie poznając świata jakim jest naprawdę czuł się szczęśliwszy, ostatecznie upycha sobie kredkę w jej stare miejsce. Niestety w poza-animowanym życiu, nie mamy takich możliwości. Musimy dźwigać życie bez kredki, a już na pewno i nie udawać że jest w naszym nosie, kiedy jej tam nie ma.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-163837473756053173?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/163837473756053173/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/08/pokusa-wiary.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/163837473756053173'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/163837473756053173'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/08/pokusa-wiary.html' title='Pokusa wiary'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-925970789863890981</id><published>2009-08-12T02:20:00.006+02:00</published><updated>2011-12-09T17:31:25.434+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pseudonauka'/><title type='text'>Jak Jodkowski kreacjonizmu bronił</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Świętej pamięci Leszek Kołakowski, niegdyś udowodniał, jak przystało na wielkiego filozofa - w &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;metodologicznie&lt;/span&gt; poprawny sposób - ze jeśli nie ma uniwersalnego, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;wszechmogącego&lt;/span&gt; Boga na którym można by się oprzeć i do którego można by się odwołać, niczego nie możemy być pewni. Znaczy się, jeśli nic nie stoi za &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;chrześcijańskim&lt;/span&gt; wyobrażeniem boga, nie mogę być pewny ze jestem teraz na Ziemi a nie na Księżycu. Moje prymitywne spłycenie tych dociekań pokazuje jak krocząc &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;intelektualną&lt;/span&gt; ścieżką, zboczyć można na manowce absurdu Historia zna wiele takich ślepych uliczek, również czołowych postaci nauki. Aleksiej Leonow, który jako pierwszy człowiek spacerował w otwartej przestrzeni kosmicznej, po latach opowiadał, iż kiedy był poza statkiem gonili go kosmici. Edgar Mitchell, uczestnik misji Apollo 14, próbował z Księżyca &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;telepatycznie&lt;/span&gt; "połączyć" się z Ziemią, a dziś bajdurzy o kosmitach z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;Roswell&lt;/span&gt;. Natomiast gwiazdą zbliżającego się Dolnośląskiego Festiwalu Nauki, Mirosław &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;Hermaszewski&lt;/span&gt;, niegdyś jedyny polski kosmonauta*, to dziś orędownik ufologii i węszyciel międzynarodowego spisku. Te zapomniane fakciki nie budzą dziś &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;zainteresowania&lt;/span&gt;. Problem infiltracji naszej cywilizacji przez obcych nie wydaje się problemem czysto &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_8"&gt;światopoglądowym&lt;/span&gt;, stąd nie rozpala w nas takich emocji. Inaczej ma się to z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_9"&gt;konfrontacją&lt;/span&gt; nauki i wiary, a mówiąc ściślej unaukowienia tej drugiej lub &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_10"&gt;zdogmatyzowania&lt;/span&gt; tej pierwszej.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Postać profesora Kazimierza Jodkowskiego stanowi dla mnie zagadkę. Kiedyś wraz z Grzegorzem Pacewiczem na blogu "&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_11"&gt;niedowiary&lt;/span&gt;" broniłem &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_12"&gt;Jodkowkiego&lt;/span&gt; przed nazwaniem go &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_13"&gt;kreacjonistą&lt;/span&gt;, wskazując go jedynie jako autora prac o kreacjonizmie. Muszę przyznać że &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_14"&gt;przynajmniej&lt;/span&gt; ja zostałem wtenczas przekonany, choć profesor jeszcze miesiąc temu stanowczo oburzał się za nazwanie go przez "Fakty i Mity" &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_15"&gt;kreacjonistą&lt;/span&gt;. Do legendy przeszedł fragment, ponoć pracy &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_16"&gt;habilitacyjnej&lt;/span&gt; Jodkowskiego, gdzie w &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_17"&gt;ewolucjonizmie&lt;/span&gt; dopatrzył się przyczyn "&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_18"&gt;przestępczości&lt;/span&gt;, terroryzmu, ruchu wyzwolenia kobit i dzieci, edukacji seksualnej. inżynierii genetycznej, hard rocka i inflacji w ekonomii". Czytałem albo chociaż trzymałem w rękach chyba wszystkie książki pióra Jodkowskiego i muszę powiedzieć, że nigdy nie widziałem w nich czegoś podobnego. Tak czy owak Jodkowski uważany jest za &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_19"&gt;kreacjonistę&lt;/span&gt;, chyba jedynego naukowego &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_20"&gt;przedstawiciela&lt;/span&gt; tego gatunku w Polsce.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Prawdziwie racjonalny blog nie może obejść się bez tematu kreacjonizmu, jednak  chyba na złość nic na tym poletku się u nas nie dzieje. Pretekstem jest zatem tekst Jodkowskiego "&lt;a href="http://www.nauka-a-religia.uz.zgora.pl/index.php?action=tekst&amp;amp;id=162"&gt;Dlaczego kreacjonizm jest pseudonauką?&lt;/a&gt;", i jego domyślna odpowiedź: "...bo przecież nie powinien". W tekstach profesora zdarzały się smaczki, kiedy pod przypisem o dowodach przeczących ewolucji, znajdowały się publikacje Michaela &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_21"&gt;Cremo&lt;/span&gt;. Tekst otwierający bramy nauki przed kreacjonizmem wygląda na solidny a sama &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_22"&gt;argumentacja&lt;/span&gt; rozchodzi się o kilka tez. Wszyscy zgodzimy się, iż nawet &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_23"&gt;najpiękniejsza&lt;/span&gt; teoria naukowa, która nie będzie predykcyjna - nie będzie przewidywać potwierdzających ją faktów, jest niewiele warta. Czy kreacjonizm przewidział jakieś fakty? &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_24"&gt;Zielonogórski&lt;/span&gt; profesor twierdzi że tak, np. "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_25"&gt;junk&lt;/span&gt; DNA&lt;/span&gt;", tzw "śmieciowe DNA". Nie mogę sobie jakoś przypomnieć, aby tysiąclecia (by tyle liczy sobie kreacjonizm) "biologów stworzenia", upłynęło im na dyskusjach o funkcjach i dysfunkcjach DNA. Niezapisana księga &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_26"&gt;kreacjonistycznych&lt;/span&gt; odkryć, jest widocznie dostępna jedynie dla wybranych. Według Jodkowskiego kreacjonizm podlega &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_27"&gt;falsyfikacji&lt;/span&gt;. Jak każdą porządną teorie naukową, kreacjonizm można obalić poprzez zderzenie go z empirią. Teorie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_28"&gt;młodoziemców&lt;/span&gt;, a zatem większa cześć dzisiejszego kreacjonizmu, można &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_29"&gt;zweryfikować&lt;/span&gt; poprzez dowiedzenie iż Ziemia liczy sobie więcej niż kilka tysięcy lat. Jeśli jednak jest tak dobrze, to czemu jest tak źle? Jeśli tak łatwo obalić jest najbardziej prymitywny kreacjonizm, jak to się stało że istnieje a nawet ma się coraz lepiej? Nie można obalić teorii która przekłada biblijne słowa ponad fakty. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_30"&gt;Chrześcijańscy&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_31"&gt;kreacjoniści&lt;/span&gt; mają wiekuistego asa, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_32"&gt;trickera&lt;/span&gt; który stwarza świat na zawołanie ze wsteczną datą produkcji. Bóg który 6 tysięcy lat temu sfałszował swoje dzieło markujący dawne dzieje Ziemi to chwyt tani, jednak popularny. &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_33"&gt;Uniemożliwia&lt;/span&gt; on sensowną dyskusje, a już &lt;span class="blsp-spelling-corrected" id="SPELLING_ERROR_34"&gt;na pewno&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_35"&gt;falsyfikacje&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystkie te naciągnięcia mają dowieść, iż nie ma czysto racjonalnych przesłanek aby wykluczenia kreacjonizmu z wielkiej rodziny nauk. Prawdziwe powody leżeć mają w filozofii uprawiania nauki i hołdowaniu naturalizmowi &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_36"&gt;metodologicznemu&lt;/span&gt;. Wyjaśnianie bazujące jedynie na przyczynach naturalnych, bez odwołań do elementów &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_37"&gt;nadprzyrodzonych&lt;/span&gt; może brzmieć jak zarzut, jednak dla mnie, z oczywistych powodów, stanowić może jedynie słodką pochwałę. Sukcesy nauki to sukcesy nauki bez duchów, zaś postęp zdaje się być odwrotnie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_38"&gt;proporcjonalny&lt;/span&gt; to ilości magicznych zaklęć. Nawet przełykając zakusy zrównujące kreacjonizm z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_39"&gt;ewolucjonizmem&lt;/span&gt;, piękna karta naturalizmu i tak uczyni go lepszym i bardziej wartościowym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* przypominam o &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/James_Pawelczyk"&gt;Jamesie Pawelczyku&lt;/a&gt;, naszym astronaucie który nie przyjął się jakoś w Polsce, mimo że nie byle jakie kompendium wiedzy, czyli angielska &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_40"&gt;wikipedia&lt;/span&gt; :) pisze o nim jako "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;the first &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_41"&gt;astronaut&lt;/span&gt; of full-&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_42"&gt;blooded&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_43"&gt;Polish&lt;/span&gt; &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_44"&gt;descent&lt;/span&gt; to go &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_45"&gt;into&lt;/span&gt; space&lt;/span&gt;".&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/2442024767695998453-925970789863890981?l=czajniczek-pana-russella.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/feeds/925970789863890981/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/08/jak-jodkowski-kreacjonizmu-broni.html#comment-form' title='Komentarze (26)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/925970789863890981'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/2442024767695998453/posts/default/925970789863890981'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://czajniczek-pana-russella.blogspot.com/2009/08/jak-jodkowski-kreacjonizmu-broni.html' title='Jak Jodkowski kreacjonizmu bronił'/><author><name>Michał Łaszczyk</name><uri>https://profiles.google.com/103095827703396615867</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='//lh4.googleusercontent.com/-jwRVnNfy17U/AAAAAAAAAAI/AAAAAAAABHE/Lx-FZ8YgWwA/s512-c/photo.jpg'/></author><thr:total>26</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-2442024767695998453.post-932261507576182476</id><published>2009-08-05T02:36:00.002+02:00</published><updated>2011-12-09T17:29:25.083+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='New Age'/><title type='text'>Przystanek do nieba</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Stare &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;marketingowe&lt;/span&gt; porzekadło głosi, iż reklama jest dźwignią handlu, zaś jeszcze starsze dopowiada, że nic nie jest cenniejsze od duszy. Naczelny egzorcysta Nowego Yorku, ksiądz James Le Bar uważa handel ludzkimi duszami za coś jak najbardziej realnego. Jak opowiada, dusze sprzedaje się diabłu który przychodzi pod postacią młodzieńca, kiedy powiemy coś w stylu "...eh sprzedałbym za to duszę". Cyrograf podpisujemy własną krwią, a po  tłustych 7 latach, &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;sruu&lt;/span&gt; - prosto do piekła. Można oczywiście wierzyć w taki sposób zdobywania duszyczek,  nie mniej są metody prostsze i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;skuteczniejsze&lt;/span&gt;. Jeno kilka namiotów, uśmiech i &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;przyrzeczenie&lt;/span&gt; rychłego rozwiązania wszystkich naszych problemów. Łatwy kąsek w postaci najsłabszych owieczek, wszystko przyprawione praniem mózgu i danie w postaci naszego niewolnika, który dla nas, tzn dla Boga, zrobi wszystko, gotowe.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Strefy wpływów, a więc tradycyjne żerowiska na których pasą się religie są ściśle podzielone i dość mocno okopane. Zapuszczanie się na "nie swoim" nie jest tu mile widziane. W &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;monoreligijnej&lt;/span&gt; Polsce nadmierne epatowanie swoim &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;innowierstwem&lt;/span&gt; kończy się zawsze tak samo, co jednak poradzić jeśli nasz bóg domaga się nowych wiernych? W tym roku po raz siódmy oglądałem, jak ten dysonans rozwiązuje Towarzystwo &lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/SnjT-yBQO4I/AAAAAAAAAYE/aVW1ej3qosA/s1600-h/woodsto1.jpg"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5366272031544327042" src="http://2.bp.blogspot.com/_ARdKHT05btk/SnjT-yBQO4I/AAAAAAAAAYE/aVW1ej3qosA/s400/woodsto1.jpg" style="cursor: pointer; float: left; height: 257px; margin: 0pt 10px 10px 0pt; width: 400px;" /&gt;&lt;/a&gt;Świadomości Kryszny. Aby wystawić na Przystanku Woodstock godną Kryszny &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;reprezentacje&lt;/span&gt;, skrzyknąć muszą chyba wszystkie swoje siły w regionie. Inaczej nie wyobrażam sobie jak tych raptem kilkuset wyznawców z naszego kraju, byłoby w stanie &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ER
