26 października 2014

Polsat batoży spasionego dzieciaka

Mamo przepraszam cie. Wiem, że nie chciałaś mnie poić cynizmem, bym nie wyrósł na czepialskiego chama, ale najwidoczniej nie udało się. Jeśli ktoś jeszcze nie wie, to pod koniec tygodnia wybrańcy narodu zadecydowali, aby w końcu coś zrobić z tym grubym dzieciakiem, który ciągle jedzie na zwolnieniach z w-f, bo wie, że kiedy tylko przebiegnie pięć metrów jest spocony jak wieprz. W czwartek posłowie prawie jednogłośnie zagłosowali za eksterminacją ze szkół tzw "niezdrowego jedzenia". Nie chodzi tu o zastosowanie gęstszych sit, dzięki którym mniej szczurzych ogonów z trującą strychniną trafi do szkolnych zup. "Niezdrowe" to w tym wypadku te z wysoką zawartością cukru. Pomysł na walkę z otyłością dzieci poprzez majstrowanie w szkolnym automacie z batonami, nie jest specjalnie oryginalny. Z kilku dostępnych metaanliz (m.in tej, tej lub tej) wiemy, że bez kompleksowych, szeroko zakrojonych działań, sama rewolucja w szkolnym sklepiku przynosi co najwyżej umiarkowane (acz mierzalne) efekty. Można było dołożyć wieprzowi lekcji w-f', wybudować basen albo po prostu naprawić szkolny prysznic, niestety taniej i łatwiej jest wyrwać mu na przerwie ciastko z ręki. Uspokajam przy tym znaną z reklam bakterie, która mieszkała sobie spokojnie na zębie wieprza i żywi się cukrem. Zakaz ma dotyczyć jedynie produktów powstałych ludzką ręką, do których dodano powyżej 10g cukru na 100g produktu. Czyli jak zwykle - wszystko co naturalne jest dobre, wszystko co przetworzone jest złe. Wieprzu może więc wpierdalać buraki cukrowe, krojąc je na plastry i jedząc na taczki, ale łyka coli mu nie wolno - ot taka logika. Tymczasem z tego co się zorientowałem, nawet pospolita brzoskwinia, jabłko czy gruszka nie schodzą poniżej 10g cukru w 100g, nie mówiąc już o takich owocach jak banan czy winogron. Tak czy owak przyszłość polskich szkół rysuje się owocowo-warzywnie. Mam nawet pomysł na rozkładówkę dla Faktu: dzieci ślizgające się w czasie przerw na rozrzuconych dookoła liściach kapusty, kiedy w międzyczasie starsze dzieci torturują w toaletach młodsze przy pomocy grubej marchewki.


W sprawie zakazu nie mam zdania, może pomoże, pewnie nie zaszkodzi, zresztą to nie ważne, bo gwiazdą notki jest telewizja Polsat. Otóż program "TAK czy NIE" postanowił podjąć ten wypasiony temat i wytłumaczyć co i jak takim tumanom jak ja. Jak ma się to do innych odcinków tego magazynu, w których dyskutowano o masowym niedożywieniu naszych dzieci? To w końcu należy do szkół żarcie przywozić, czy je stamtąd zabierać? Tego się nie dowiedziałem. Zgodnie z zasadą równości i pluralizmu w studiu zasiedli gości mających równie mało do powiedzenie - korpulentny pan i zgrabna pani. Pani w ciągu 20 minut powiedziała jedno merytoryczne zdanie (to i tak o jedno więcej niż pan), w którym najpewniej pomyliła cukrzyce typu 2 z cukrzycą wtórną. Sama dyskusja była do bani, ale krótka zajawka będąca wprowadzeniem do dyskusji to polsatowski majstersztyk. Można się z niej dowiedzieć, że "odsetek nastolatków z nadwagą jest w Polsce najwyższy na świecie". Nawet nic o tym, że jesteśmy w czołówce albo, że jesteśmy wśród krajów o najwyższym odsetku. Nie, od razu po bandzie, "najwięcej na świecie". Chodząc po mieście mijam czasem podstawówki i gimnazja i nie widziałem by tłuszcz wylewał się z nich drzwiami i oknami. Kiedy słyszymy, że w Polsce jest czegoś najwięcej na świecie, (a nie chodzi o ilość pomników JPII), to prawie zawsze mówiący to człowiek mija się z prawdą. Tym razem było nie inaczej. Na ekranie pojawiły się nawet konkretne liczby, ale nie odnoszą się one do otyłości, ale do nadwagi. Dzieci otyłych, w zależności od grupy wiekowej jest u nas od 4% do 1%, co wyglądałoby słabo. Oczywiście 29% i 28% z nadwagą to cholernie dużo, zatem nie omieszkałem wyklikować się na strony WHO do których kieruje mnie Polsat. Liczby podawane przez Światową Organizacje Zdrowia są dwa razy mniejsze niż te polsatowskiego, a wynik podawany jest zawsze z rozróżnieniem na płeć dziecka. Chyba nie ma innej możliwości jak to, że ludzie pracujący w Polsacie te liczby DODAJĄ. Czyli jak 19% chłopców i 14% dziewcząt ma nadwagę, to według nich ma ją 33% uczniów. Materiał kończy wypowiedz kobiety, mającej na oko 20 kg nadwagi, o swoim młodym podopiecznym mającym na oko 5 kg niedowagi, o tym jak to teraz dzieci się źle odżywiają. Wszystko te bzdury udało się zmieścić Polsatowi w trwającej 60 sekund przebitce. Szacun. Aż mam ochotę kupić sobie prawdziwą antenę (zamiast kawałka powyginanego druta, który zmontowałem na czas mundialu) i zacząć oglądać ich informacje - to musi być ciekawe przeżycie. By nie było, że tylko narzekam nie mając żadnych pomysłów w zamian, w ramach błyskotliwego zakończenia, inteligentną, przemyślaną i jakże życiową rada dla wszystkich wieprzy walczących z nadwagą: gruby, odłóż do cholery ten baton, bo nie zaruchasz.