29 lipca 2014

Nie ma dobrego opętania bez gwoździ zwymiotowania

Jak wiemy z reklam, przy odrobinie chęci z żyrafy wyciśnie się trochę owocowych cukierków. Jak wiemy z tego bloga, są ludzie którzy święcie w takie rzeczy wierzą - z naciskiem na święcie. Pogląd, według którego człowiek zdolny jest materializować różne przedmiotów wiąże się niestety z małą niedogodnością, jaką może być goszczeniem w swoim ciele diabła. Gdybym wiedział, że w czasie szatańskich spazmów wypluję, powiedzmy potrzebną mi teraz drylownice, z chęcią zaprzedałbym się jakimś demonom. Niestety od wieków opętani plują tym samym zestawem śmieci, do którego należą pióra, guziki, druty, włosy, nitki itp. Obecnie najpopularniejsze są chyba gwoździe. Licheński egzorcysta ks. Edmund Szaniawski nosi ze sobą nawet wiaderko z wyrzyganym przez opętanych żelastwem Aż prosi się ustawić takich opętanych w Castoramie, gdzie każdy mógłby do nich podejść i nabyć trochę świeżo zmaterializowanych gwoździ. Tymczasem samo pokazywanie gwoździ jest takim dowodem na istnienie diabła, jak owocowe cukierki są dowodem na dojne żyrafy. Ta pogarda do udowadniania czegokolwiek jest znamienna. Ultrasonografia momentu materializacji gwoździa, rentgen, nagrania wideo? Po co? Chamstwu powinien wystarczyć widok śrubek w wiadrze. Egzorcyści zapewniają przy tym, że gwoździe w ustach opętanych nie są wynikiem sztuczek egzorcyzmowanych. Śmiem wątpić w umiejętności księży w rozszyfrowywaniu choćby najprostszej iluzji. Przypomnę choćby przypadek dziesięcioletniej Niemki Althe Ahlers, którą nieomal spalono po tym jak opanowała prostą sztuczkę "wyczarowywania" myszy z chusteczki. Mimo, że dziewczynka pokazała przed sądem, że sztuczka nie ma w sobie prawdziwej magi i opiera się jedynie na zręcznych palcach, duchowni wciąż domagali się poddania dziecka torturom i sądzenia za czary.

Historia dostarcza licznych dowodów na to, że wydalanie przez opętanych tego i owego, nie jest oznaką nadprzyrodzonych mocy. W 1620 roku niezwykłych rzeczy dokonywał niejaki William Perry. Dwunastolatek miał wszystkie objawy opętania. Na dźwięk słów Ewangelii wg św. Jana miotał się tak, że czterech chłopa nie mogło go utrzymać. Wymiotował szmatami, paznokciami, nićmi, wełną, słomą i gwoździami. Oszustwo odkrył dopiero badający go biskup Thomas Morton. Chłopiec nie rozpoznawał fragmentów ewangelii czytanych w innych językach, choć uważano, że diabeł powinien znać wszystkie (co ciekawa, obecnie nie przeprowadza się tego testu). Dzieciak przyznał się, że wszystkie przedmioty które zwracał wcześniej sam ukradkiem wkładał do ust, zaś czarny mocz który oddawał był tylko nićmi nasączonymi atramentem, ukrytymi pod napletkiem. Podobny show w 1696 roku odstawiała jedenastoletnia Christine Shaw. Wiła się w konwulsjach, twierdząc że dręczą ją demony, wymiotując przy tym m.in skorupkami jaj, popiołem, kurzymi piórami, kłębkami włosów, sianem i gwoździami. Mała poszła jednak dalej i z łatwością zidentyfikowała swoich astralnych oprawców. Oskarżyła łącznie 21 osób, w tym polowe swojej rodziny, ojca, babcie, kilku kuzynów. Tym razem obyło się bez wyszukiwania racjonalnych wyjaśnień. Siedmioro oskarżonych została powieszonych i spalonych na stosie. W 1839, w dawnej sypialni małej Shaw, obok jej łóżka odnaleziono ukryty w ścianie otwór, którym najprawdopodobniej przekazywano dziewczynce wypluwane przez nią przedmioty

Wybór do materializacji akurat gwoździ, wydaje się słabym posunięciem ze strony szatana. Niegdyś nie dało się o nich wiele powiedzieć. Identyfikowano je po prostu jako "gwoździe do zabijania okien" albo "gwoździe do zbijania kół u wozu". Dziś badając takie gwoździe moglibyśmy ustalić skąd pochodzą, kiedy je wyprodukowano, z jakich stopów, jaką metodą. Wiele powiedziałoby to o piekielnym przemyśle i preferencjach samego diabła, czy na przykład przestrzega unijnych norm. Najwyraźniej kolekcjonerów tego złomu to nie interesuje, bo jeszcze nie słyszałem aby kościół przekazał je do jakiejkolwiek analizy. Istnieje możliwość, że każdy z gwoździ jest szczegółowo badany i każdy okazuje się pochodzić z pobliskiego sklepu żelaznego, po czym wyniki tych ekspertyz lądują w biskupim koszu na śmieci. Większość z tego, czym wymiotują opętani nie zachowuje się na zbyt długo. Dla przykładu, opętane urszulanki z Aix-en-Provence wymiotowały jedynie gęstą pianą. Przodowała w tym Madeleine de Demandolx, która przy okazji oskarżyła zaprzyjaźnionego księdza Louisa Gaufridi o czary. W czasie procesu naprzemiennie raz to odwoływała zarzuty, twierdząc, że kocha Gaufriediego, raz to szamocząc się i bluźniąc na krucyfiks opowiadała o sabatach jakie urządzał. Dwukrotnie próbowała popełnić samobójstwo, tak czy owak Gaufridiego spalono. Na początku XVII wieku, opętania wśród zakonnic stało się modne, a już szczególnie we Francji. Publiczne egzorcyzmy sióstr przerodziły się w atrakcje turystyczne. Na wyróżnienie zasługiwały zakonnice z francuskiego Loudun. Pozwolę sobie zacytować Nigela Cawthorna (Witch Hunt. History of a Persecution):
Wśród zakonnic z Loudun urządzających pokazy opętań, prawdziwą gwiazdą była młoda siostra Claire. W konwulsjach zadzierała halkę ukazując intymne części ciała bez żadnego wstydu. Znieważając się własnymi rękoma, wykrzykiwała słowa tak nieprzyzwoite, że zawstydzały najbardziej rozpustnych mężczyzn. Sposób w jaki to robiła krępowało bywalców najgorszych burdeli w kraju. Na niektórych robiło to takie wrażenie, że po obejrzeniu jednego z takich pokazów lord Montagu postanowił przejść na katolicyzm. Dla zakonnic przyszły ciężkie czasy, po tym jak klasztor odwiedziła siostrzenica kardynała Richelieu, księżna d'Aguillon. Doniosła wujowi, iż pokazy są oszustwem, ten cofnął im pensje co skutecznie wyleczyło zakonnice, a ich opętania dobiegły końca.

14 komentarzy:

  1. Te gwoździe to pewnie z krzyża chrystusa.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a pierza od kur mieszkających w świętej stajence

      Usuń
  2. Szkoda, że nie zapisała sobie linka do tekstu, w którym jakiś ksiądz twierdził, że widział opętanego, który zwymiotował... radioodbiornik.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po ostatnich doniesieniach o diable wygonionym za pomocą śmierdzącej skarpety Jana Pawła II nic mnie już nie zdziwi ;)

      Usuń
  3. Przypomniała mi się "Matka Joanna od aniołów" Iwaszkiewicza (wzorowana na Loudun) gdzie opętana mniszka opalała nad świecą klamkę aby straszyć egzorcystów "wypalonym śladem ręki" odciskanym umazaną dłonią na ścianie.

    Zastanawiam się czy egzorcyści na prawdę są tacy naiwni, czy wychodzą z założenia, że prawdę można troszkę podszachrować aby ludzie bardziej wierzyli?

    OdpowiedzUsuń
  4. Na przełomie XVII i XVIII stulecia opętani stali się dla Kościoła w Polsce dość dużym problemem. Wędrujący od parafii do parafii wili się w konwulsjach, wykrzykiwali bluźnierstwa, pluli, gryźli i wyczyniali inne dziwactwa, a potem spokojnie zbierali datki. Z problemem poradził sobie jeden z biskupów (o ile mnie pamięć nie myli, to krakowski). Każdego opętanego w swojej diecezji nakazał poddawać wstępnym egzorcyzmom. Polegały one na porządnym laniu sprawionym przy pomocy lin od kościelnych dzwonów. Metoda okazała się bardzo skuteczna- liczba opętanych w diecezji spadła praktycznie do zera.

    OdpowiedzUsuń
  5. ciekawe, czy ktoś z sympatyków Czajniczka był bezpośrednim obserwatorem egzorcyzmowania/ Ponoć po takim doświadczeniu, nawet zagorzali sceptycy zmieniają zdanie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponoć opętani wymiotują gwoździami.

      Usuń
    2. Ponoć to podatki mają obniżać

      Usuń
  6. http://wolne-mysli.pl/oni-yj-wrod-nas-ciekawi-ludzie/243-ks-drhab-andrzej-kowalczyk-egzorcysta.html
    To jest mój krewny. I nie mogę się nadziwić, jakim sposobem tak wyksztalcony człowiek został mianowany na to stanowisko..

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie w mieście jest kościół, gdzie co jakiś czas odbywa się publiczne wypędzanie szatana, ponoć ludzie wiją się po podłodze, mówią w obcych językach itp. Znajomy był z jakąś nawiedzoną ciotką. Muszę w końcu ogarnąć, kiedy to będzie i się wybrać, a potem zrobić relację.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wedle jednego z egzorcystów, opętany może wypluć żywego psa:
    http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,105226,11305744,Walka_z_szatanem_w_Gdyni_Chyloni.html
    Znalazłem też ten przypadek zwymiotowania radia:
    http://www.fronda.pl/a/don-gabriele-czyli-postrach-demonow,5661.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pyatnie, czy to była cziłała czy dog argentyński ;)

      Usuń