23 maja 2014

Gdyby kobiety rzeczywiście okazały się głupsze, czy wolno byłoby o tym rozmawiać?

Wciąż nie rozumiem co uratowało najnowszy tom "Zakazanej Psychologii' przed publicznym, przykładnym spaleniem. Przecież jej lubieżny autor Tomasz Witkowski, śmie w niej przywoływać metaanalizę Bruca Rinda? Badania Rinda wywołały pod koniec lat 90tych takie zamieszanie, że sprawą zajął się Kongres Stanów Zjednoczonych, który jednogłośnie je potępił. Ich grzech polegał na twierdzeniu, iż po przeanalizowaniu 52 badań nie znaleziono dowodów, na trwale negatywne skutki molestowania seksualnego dzieci. Wynik okazał się wysoce niestosowny, w końcu wszyscy wiemy, że molestowania prowadzą do traumy, a molestowani po 20 latach wciąż budzą się w środku nocy oblani potem. Czy wolno mówić takie rzeczy, nawet jeśli potwierdzają je badania empiryczne? Biedny Witkowski najwyraźniej zdaje sobie sprawy z tego jaka jest odpowiedz. Mniej więcej na każdej stronie podkreśla, że nie jest pedofilem, ani nawet nie użyczał swoich dzieci sąsiadom, on tylko przytacza dane. Wyobraźmy sobie, że Abp Michalik zamiast twierdzić, iż to dzieci lgną i szukają miłości (co jest raczej nieprawdą), powiedział wprost, że ponad 90% molestowanych dzieci, nie widziała w samym akcie, w momencie w którym był popełniany, czegoś przerażającego czy strasznego (co jest akurat prawdą). Za drugie stwierdzenie nie przepraszałby arcybiskup, ale chyba sam papież. Wspominam o tym w kontekście ostatnich wypowiedzi Janusza Korwin-Mikke. JKM chodzi po Polsatach i innych TVNach krzycząc, że mężczyźni górują inteligencją nad kobietami. Niespecjalnie interesuje mnie kto ma ten 1 IQ więcej, natomiast zastanawia mnie, czy w ogóle można o tym w Polsce rozmawiać? Czy gdyby kobiety okazały się mniej inteligentne, wolno byłoby o tym dyskutować? Z tego co widzę, chyba nie.

Nie gram w drużynie JKM, ani żadnego innego polityka, przynajmniej lubię tak o sobie myśleć. Interesuje mnie co mówi empiria i dane, warto grać w drużynie nauki, bo to pewny zwycięzca, któremu wszyscy zawdzięczają wszystko. Pan Janusz potrafi skompromitować każdą idee. Nawet twierdzenie 2+2 JKM potrafiłby obudować takimi argumentami, że normalny człowiek zacząłby się zastanawiać, czy to nie przypadkiem 5, a nawet jak 4, to czy z pobudek moralnych, nie wypadałoby optować za 5. Tak czy owak Korwin ma racje, twierdząc iż wiele badań wskazuje na wyższy poziom IQ mężczyzn. Wydaje się, że w ramach odpowiedzi. należałoby wykazać statystyczną nieistotność tych wyników; pokazać ich niuanse; wskazać na badania, które pokazują brak różnić, a nawet przewagę kobiet; czy nawet podważyć sam sens takich badań. Każdy z tych podpunktów jest banalny do zrealizowania, tymczasem jaka jest odpowiedź? Manifesty, listy oburzonych i petycje domagające się odebrania głosu JKM. Najwyraźniej jestem jakiś dziwny, bo potrafię wyobrazić sobie naprawdę fajną dyskusje, np. o tym czemu jest tak mało kobiet w rankingach szachowych. Chciałem powiedzieć, że ostatnio jest tam nie tylko mało kobiet, ale w ogóle mało ludzi. By nie wyglądało to tak fatalnie, sporządzono dla tych nieludzkich arcymistrzów osobne rankingi. Obecnie turnieje silników szachowych stoją na poziome niedostępnym dla ludzi i jeśli chcesz obejrzeć partyjkę najlepszych, to niestety będą to dwa komputery. "Klasyczne", ludzkie turnieje szachowe (które JKM przytacza), to w pewnym sensie takie paraolimpiady (którymi JKM gardzi).

W Polsce brakuje czegoś pokroju Foundation for Individual Rights in Education, a więc instytucji walczącej z cenzurą poprawności politycznej w dyskusji akademickiej. Prawnicy FIRE interweniują w momentach, kiedy dochodzi do próby powstrzymania badań lub ograniczenia wolności słowa, ze względu na interes określonej grupy. Nie oszczędzają przy tym nikogo. Nie ważne czy wierzysz w Boga, jesteś homoseksualistą, rdzennym mieszkańcem Ameryki lub masz czarny kolor skóry - nie masz prawa nikogo kneblować. Oczywiście inicjatorzy takich akcji nie kwestionują mało sympatycznych rzeczy jakie dotykały i dotykają niektóre mniejszości. Jednocześnie nikt nie może być wyłączony spod krytyki, tylko dlatego, że jest Żydem, bo jest otyły lub rudy. Z założenia zatem brak wolności w dyskursie naukowym, jest w dłuższej perspektywie o wiele groźniejszy, niż ewentualne paszkwile jakie mogą na tym wypłynąć. Grup, które mają prawo czuć się sponiewierane jest tak dużo, że w zasadzie każdy należy do którejś z nich. Jak w praktyce wygląda takie blokowanie wszystkich przez wszystkich, widać w naszym pięknym kraju. Nasza państwo aby przypadkiem nikogo nie skrzywdzić, postanowiła dyskryminować wszystkich bez wyjątku. A nie może krytykować B, bo obrazi uczucia religijne B; B nie może skrytykować ułomności C, bo C był więźniem politycznym; nie można krytykować także A, bo ten z kolei siedział w KL Auschwitz. Dzięki czemu dochodzi do kuriozalnych sytuacji, z pozoru niemożliwych do jednoczonego zaistnienia, gdzie np. dyskryminowani czują się u nas zarówno wierzący jak i ateiści.

42 komentarze:

  1. Taki qrde jakiś rozczarowujący ten wpis... Mówić głupoty przecież zawsze wolno Szanowny Autorze... Ale można, a nawet trzeba przeciwko nim protestować: http://demoniczne-samce.blogspot.com/search/label/inteligencja, http://neurobigos.wordpress.com/2013/12/08/neuro-seksizm/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zalinkowani przez ciebie autorzy to idealny przykład tego, jak należy odpowiadać na głupotę. Właśnie tak. Co innego jest walką z głupotą a co innego walka z prawem do mówienia głupot.

      Usuń
    2. PS: oczywiście nie uważam, że kobiety są głupsze :) mam nadzieje, że to wynika z treści

      Usuń
    3. i_am_keyser_soze23 maja 2014 23:47

      Masz absolutnie rację, problem polega na tym że zbyt wielu ludzi usiłuje wykorzystać wyniki takich badań do gnojenia kogo tylko w danej chwili nienawidzą, zamiast w ogóle próbować dyskutować. Normalnie walną cię jakimkolwiek mumbo jumbo jakie mają pod ręką np. "Bóg nienawidzi homoseksualistów", przed którym dość łatwo się obronić ale ludzie badania pasujące do ich tez kochają wyolbrzymiać i cytować do upadu, paradoksalnie czują się utwierdzeni w swej głupocie, bo nauka przecież dowiodła. Co z tego że cała reszta ich bełkotu jest o kant stołu potłuc, jak w tej jednej sprawie mieli przecież rację? Nie rozumieją też mechanizmów działania nauki. Wtedy nie ma już żadnej dyskusji, jest tylko atak i odpowiedź atakiem. Gdzie w tej nawalance jest miejsce na dyskusję?

      Usuń
    4. Jak pisze keyser. Gdyby chodziło o dyskusję to nie ma sprawy, to super, chętnie. Linki anonimowego są bardzo fajne i ciekawe. Jednak zwykle to wygląda tak że udowodniono że kobiety są głupsze, nie mają zmysłu orientacji i generalnie nadają się do gotowania, koniec kropka. Nie ma wnikania, jest milion lajeczków na fejsbuczku i suche dowcipy. Dłuższy wywód że różnica jest na poziomie błędu statystycznego zakumają 3 osoby a reszta będzie szczęśliwa że potwierdziły się fakty które przecież znali od zawsze. Liczy się że jest pretekst do objechania baby za kierownicą z czystym sumieniem.

      Usuń
    5. "oczywiście nie uważam, że kobiety są głupsze :) mam nadzieje, że to wynika z treści"

      No nie za bardzo wynika Panie Michale. Oczywiście błędem poznawczym byłoby przypisywanie Panu przytoczonego poglądu Pana Korwina, czy też w oryginale Lynna i paru jego kolegów, czego nie czynię.

      Proszę jednak zauważyć inną kwestię - skoro nie wolno mówić o tym, że kobiety są głupsze, to dlaczego Korwin i cała masa jego nastoletnich zwolenników wciąż o tym trąbi? W publicznych mediach? We wszystkich demotywatoropodobnych serwisach? Od wielu lat? Albo metaanaliza Pana Rinda, co z tego, że kongres ją potępił, skoro właśnie dziś możemy sobie bez obaw poczytać jej kopię, podobnie zresztą jak książkę Pana Witkowskiego? Fakt, że pewne środowiska oburzają się, jeszcze nie świadczy o cenzurze czy zakazach. Po prostu zawsze znajdą się zwolennicy jakieś sprzecznej tezy, którzy po swojej stronie barykady usiłują zamknąć usta zwolennikom tezy przeciwnej, po stronie drugiej. Tamci oczywiście odpowiadają pięknym za nadobne, a efektem jest to, co opisał Pan parę notek wcześniej (prawdośrodkizm).

      Jeszcze inną kwestią jest interpretacja i użycie wyników badań naukowych, co piszą przedmówcy właśnie. W tej kwestii mam ambiwalentne uczucia z różnych względów.

      Usuń
    6. i_am_keyser_soze24 maja 2014 16:45

      Też tak odebrałem tą notkę, że autor uważa że kobiety są głupie, chociaż wiem że to nieprawda, bo czytam bloga od dawna. Coś się chyba sypneło podczas pisania, że pozostawia takie wrażenie.

      Usuń
    7. skoro nie wolno mówić o tym, że kobiety są głupsze, to dlaczego Korwin i cała masa jego nastoletnich zwolenników wciąż o tym trąbi?

      Tylko dlatego, że nie ma takiego puntu w prawie, który by tego zabraniał. Natomiast dostrzegasz Krzysztofie aby jakiekolwiek medium (poza pisadłami typu "Najwyższy Czas") akceptowało choćby debatę na ten temat? Sztamę trzymają media od Frondy przez TVN po lewicowe portale. Trafiło się ślepej kurze ziarno i tym razem odrzucenie kilkunastu badań bez jednego argumentu nie jest wielkim gwałtem na prawdzie. Niestety nie zmieni to postaci rzeczy, że jest to objaw tego samego chorego nawyku, odrzucania badań, (np. o klimacie czy ewolucji, jeśli tylko nie podoba nam się ich wynik. Tolerowanie takiego procederu jest zajebiście niebezpieczne i nie może być na to zgody.

      Albo metaanaliza Pana Rinda, co z tego, że kongres ją potępił, skoro właśnie dziś możemy sobie bez obaw poczytać jej kopię, podobnie zresztą jak książkę Pana Witkowskiego? Fakt, że pewne środowiska oburzają się, jeszcze nie świadczy o cenzurze czy zakazach.

      Taka sama sytuacja jak przed chwilą. Brak formalnego zakazu, ale w praktyce absolutne milczenie i pomijanie tego faktu, w domyśle "dla dobra dzieci". Co to znaczy "pewne" środowiska? Nie "pewne" tylko "wszystkie" (nie liczących tych od "pozytywnej pedofilii"). W ostatnich latach mieliśmy kilkaset, jeśli nie tysiące dyskusji, rozmów i wywiadów w mediach głównego i średniego nurtu na temat molestowania dzieci. Szczerze, czy słyszałeś chociaż raz, aby ktoś powiedział, że badania nie potwierdziły istnienia masowych blizn na psychice molestowanych dzieci? Nawet ksiądz Oko broniąc księży pedofilów nie odważyłby się na nie powołać :)

      Też tak odebrałem tą notkę, że autor uważa że kobiety są głupie
      Zmieniłem tytuł notki z "Czy wolno mówić, że kobiety są głupsze?" na "Gdyby kobiety rzeczywiście okazały się głupsze, czy wolno byłoby o tym rozmawiać? Trochę nie po polsku, ale trudno :)

      Usuń
    8. Problem więc raczej nie leży w cenzurze, a raczej w wybiórczości mediów, braku rzetelności mediów, prawdośrokizmie mediów i wreszcie w braku umiejętności interpretacji wyników badań naukowych przez ogół. Problem nie polega na tym, CZY można o czymś publicznie rozmawiać, ale JAK to się robi.

      Zgadzam się, że racjonalna debata jest potrzebna. Dopóki jednak media przeprowadzają debaty tak, jak przeprowadzają, lepiej aby niektóre tematy pozostały tabu. Póki co, celem mediów nie jest przekazywanie wiedzy, ale rozrywki pod różnymi pretekstami i reklam. Dopóki ludzie pokroju Korwina będą za pomocą kwiecistej retoryki wmawiać, że czarne jest białe, że 2+2 może równać się pięć a nawet pięć i pół a kobiety zawsze się trochę gwałci, dopóty debaty w mediach tylko pogorszą sprawę.

      Zmieniłem tytuł notki z "Czy wolno mówić, że kobiety są głupsze?" na "Gdyby kobiety rzeczywiście okazały się głupsze, czy wolno byłoby o tym rozmawiać? Trochę nie po polsku, ale trudno :)

      Jeżeli chodzi o moje zdanie, określenie "głupszy" jest stricte pejoratywne i używane głównie w języku potocznym. Nauka nigdy nie ustali, że jakaś grupa ludzi jest głupsza od innej, co najwyżej, że pewna grupa ma niższe IQ. Pewnie stąd negatywny odbiór notki.

      Usuń
  2. Pozwolę sobie uzupełnić notkę o fragmenty, których moim mało skromnym zdaniem zabrakło :D a mianowicie o odpowiedzi, o których szanowny Autor wspomina.

    1. Prawdopodobnie wykorzystywanie seksualne dzieci (WSD) samo w sobie, bezpośrednio nie powoduje negatywnych skutków, co sugeruje meta-analiza Rindy. Bonobo, nasi najbliżsi krewni, seksualizują się ze swoimi jednorocznymi dziećmi a ich społeczność jest najłagodniejsza ze wszystkich naczelnych. Jednakże w naszym społeczeństwie skutki WSD mogą być o niebo gorsze z różnych powodów, np. deMause (2010) argumentuje, że w ostatecznym rozrachunku WSD i towarzysząca mu przemoc oraz stres są przyczyną biologicznych zmian w mózgu, większej agresji u mężczyzn, niskiej empatii, a co za tym idzie konserwatywnych poglądów i wojen.

    2. Metaanalizy Lynna, wykazujące średnie wyższe IQ mężczyzn, są prawdopodobnie statystycznie niereprezentatywne, co wykazał szczegółowo Flynn (2012). Po prostu na wyższych szczeblach edukacji jest więcej kobiet o średnim niższym IQ, a testy wykonuje się praktycznie tylko wśród uczniów.

    Osobiście jestem na etapie rewidowania hipotezy o tym, że średni potencjał intelektualny kobiet jest jednak większy niż ten sam potencjał mężczyzn, co wynika z dymorfizmu płciowego mózgów. Kobiety mają o wiele większy mierzony współczynnik processing speed (np. Irwing, 2012, znalazł ogromną przewagę kobiet rzędu d>0,72), który wg niektórych badaczy inteligencji odpowiada szybkości procesora w komputerach, jest więc jednym z najważniejszych parametrów opisujących ogólną wydajność maszyny. Dlaczego więc kobiety nie osiągnęły w nauce tak wiele jak mężczyźni? Rewiduję kilka możliwości, najważniejszą jest efekt Matyldy, opisany przez Rossiter (1993).

    OdpowiedzUsuń
  3. Niecałe trzy tygodnie temu Jerzy Vetulani opowiadał jak niełatwo było całkiem jeszcze niedawno rozmawiać o tym na uczelniach.

    Odbieram to dość spokojnie, gdy kobiety wychodzą z niewolnictwa (czyli od czasu upowszechniania się pigułki) wahadło musi wychylić się za bardzo w drugą stronę, przez pewien czas będzie ta przeciąganka, i oczywiście ludzie pokroju JKM będą na sztandarach tych, co chcieliby powrotu do pełnego niewolnictwa. Ale jakie by nie były minimalne różnice punktowe w owych zabawnych badaniach, nieuchronne będzie płacenie za tę samą pracę tej samej pensji, niezależnie od płci, czyli panowie muszą stracić to, co dla nich najważniejsze, tuż po jajach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli teraz, dla równowagi, pała musi się przegiąć w druga stronę? Możesz mieć rację...

      Natomiast z tymi pensjami to nie jest taka prosta sprawa. Odeszliśmy już generalnie od czasów, kiedy kobieta dostawała mniej za karę, że jest kobietą. Teraz różnica wynika z czynników bardziej obiektywnych. Ryzyko, że pracownica zajdzie w ciąże i trzeba będzie znaleźć i wyszkolić kogoś na zastępstwo oraz trzymać dla niej miejsce (i ponownie przeszkolić, bo po 2 latach (a tyle można złożyć z L4 i macierzyńskiego) nie będzie na bieżąco ze sprawami firmy), także pojawia się różnica w gotowości do nadgodzin i innych dodatkowych prac (męźczyźni mają tu bardziej elastyczne podejście) i jeszcze jakieś inne czynniki, których nie pamiętam. Jest więc faktyczna różnica, która przekłada się na finansową.

      Co do mądrzejsze/głupsze to raczej uważam, że mają po prostu inne wzorce rozumowania. W pewnych sprawach daje to przewagę, w innych - odwrotnie.

      Usuń
  4. Twierdzenie, że wynik testów IQ ma coś wspólnego z inteligencją (a już nie dajcie bogowie "mądrością" lub "głupotą"), jest naciągane...

    A notka: fantastyczna! Prawdziwy głos rozsądku. Pewnie ją zalinkują na swoich blogach i fejsach wszyscy sympatycy TTDKN, feministki, lewacy.... po czym wrócą do radosnego tłamszenia wolności wypowiedzi, bo przecież wiadomo ze z definicji to oni mają rację!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. IQ jest silnie skorelowane z inteligencją ogólną, jest dobrym predyktorem osiągnięć, ostatecznie jest także wyznacznikiem geniuszu (w połączeniu z pewnymi cechami osobowości). Polecam "50 wielkich mitów psychologii popularnej" gdzie cały rozdział jest o tym.

      Usuń
    2. Przecie doskonale wiemy kto ma zawsze rację i zna się na wszystkim - Korwin krul!

      Usuń
  5. Czemu ma służyć tytułowe pytanie?
    Dla mnie zamiast słowa kobieta może pan sobie wstawić jednorożec, chomik bratanicy, czy cokolwiek sobie ktoś zamarzy...konkluzje będą takie same.
    Nawiązując do istoty tego artykułu kiedy zapytano Morgana Freemana ( jest gdzieś filmik na youtubie) co zrobić z dyskryminacją, odpowiedział '' Przestać o niej gadać '' Ja się tym stwierdzeniem podpisuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie będzie ta sama. Jest różnica pomiędzy badaniem inteligencji chomików i koni a badaniem inteligencji kobiet czy latynosów. Za ten drugi zestaw możesz zostać mizoginem i rasistą, a w najgorszym razie ktoś może odmówić ci opublikowania badań. Nie zgadzam się, że najlepszą metodą walki z dyskryminacji jest zaprzestanie o niej mówienia. Ta opinia jest wręcz obiektywnie nieprawdziwa.

      Usuń
    2. ale Morgan Freeman tak powiedział! ;)

      Usuń
    3. Nie zacytowałam Morgan Freemana dlatego że jest Morganem Freemanem ale dlatego że jest ciemnoskórym którego zamęczano tym pytaniem. Ja rozumiem jego tok myślenia i wyjaśniłam to post niżej. Intencji pana wypowiedzi nie chce się nawet domyślać, Mogę mieć jedynie pobożne życzenie że z dyskryminacją/ dyskredytacją wypowiedzi nie miało nic wspólnego.;-)

      Usuń
  6. Gammon No.8225 maja 2014 18:46

    Wybaczcie, ale problem tkwi w języku: (wedle znanego podręcznika) "ludzie, którzy myją zęby pastą do zębów XY mają o 25% ubytków mniej". Mniej niż kto?

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak o to mi chodziło. Do czego odnosi się to stwierdzenie , głupsze niż kto,co?.... Mówić można wszystko, tylko po co?
    Dyskryminacja to wymyślone pojęcie mająca przykryć uprzywilejowanie lub kontrolę dominującej grupy, jej nadużycia i nie ma znaczenia czy dyskryminuje się bo ktoś ma czerwony nos czy za bycie kibicem Bayer Monachium. Wrócę do tematu molestowania bo go pan poruszył.
    Molestowanie (naprzykrzanie się) bierze się z niezaspokojonej potrzeby Nie dostajemy czegoś marudzimy...nie dostajemy długo jesteśmy sfrustrowani i agresywni.( zwykle otoczenie ją dyskryminuje ) - idiotyczny mem np może być to publikacja naukowa albo dogmat jakiś inny klaster na-mózgowy, lub jest czegoś mało i wiąże się to z przetrwaniem ) Dominujący osobnik czy grupa czyusiłuje coś uzyskać -jakąś korzyść kosztem słabszej, przy czym słabość odnosi się do niewiedzy, siły fizycznej, statusu ekonomicznego itd.
    Rasizm dla mnie to tylko forma usankcjonowania dominacji i wykorzystywania, iluzja taka sama jak uzasadnianie pseudonaukowo projekcji nadużyć wobec dziecka czy kobiety lub kogokolwiek .( a propos to że dzieci nie potrzebują miłości to bzdura...i nie potrzeba do tego badań. Tyle że zależnie od wieku ta potrzeba bardziej wiąże się z ciekawością czy bezpieczeństwem niż prokreacją i zaspokojeniem seksualnym. Każda ze stron w kontakcie będzie chciała zaspokoić swoje potrzeby. Przy czym potrzeba dziecka wobec dorosłego będzie jak najbardziej naturalna, w drugą stronę już nieadekwatna, bo dziecko takich potrzeb jak dorosły nie ma z racji wieku- jest więc nadużycie i nacisk ) Badania w tej sytuacji to forma obrony lub ataku a a nie ustalaniu realiów. To że ludzie są różni i predestynowani do rożnych rzeczy to chyba jasne.Ustalanie czy okularnica będzie lepiej wykonywała obowiązki sekretarki niż blondynka na szpilkach to zabawa stereotypami a nie nauka . Rolę 20 -letniego amanta filmowego szybciej dostanie przystojniak niż 70 letni dziadek. I jaka to jest dyskryminacja.?. To jest adekwatność. Nawet jeśli wykaże pan że jakaś tam grupa kobiet jest głupsza ni grupa mężczyzn w określonych warunkach ( jak to selekcjonować?) to co właściwie da takie stwierdzenie...oprócz tego że zafunduje pan uzasadnienie dla stereotypu który najprawdopodobniej będzie wykorzystywany do kontroli i nadużyć. Czarnoskórzy nie byli niewolnikami dlatego że byli czarni, tylko byli potrzebni grupie dominującej jako nieopłacana siła robocza - dlatego zostali ''czarnymi''. I mem ''murzyna'' rozkwitł na dużo dłużej niż czasy kolonializmu... czyż nie. Więc jeśli Freeman mówi ''dajcie spokój'' to dla mnie wie co mówi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Dyskryminacja to wymyślone pojęcie mająca przykryć uprzywilejowanie lub kontrolę dominującej grupy" - dyskryminacja to nie wymyślone pojęcie, tylko skutek owej kontroli. Tu chodzi o molestowanie dzieci, co ma do tego wypowiedź. Bzdurą jest, że molestowanie nie szkodzi, wystarczy poczytać wspomnienia takich osób, rzutowanie na ich związki. Może nie wywołuje mega traumy, że posypie się całe życie, ale na pewno zaszkodzi w obszarze związków, rozwojowi seksualnemu.

      Usuń
  8. Proszę Cię, co za beznadziejny post. Samo założenie z pytania jest obraźliwe. Mniej inteligentne czy głupsze na podstawie czego? Testów IQ? Nie wiem czy słyszałeś o Milwaukee Project http://en.wikipedia.org/wiki/Milwaukee_Project, a jak nie to poczytaj. W żadnym miejscu nie tylko w Polsce taka dyskusja nie powinna mieć miejsca

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgodzę się co do faktu, że IQ można łatwo manipulować i jest bardzo zmienne, szczególnie w młodości. Jednakże projekt Milwaukee nie jest najlepszym przykładem z racji wątpliwości pod kątem jego rzetelności i metodyki naukowej. Moim zdaniem o wiele ciekawsze, aktualniejsze i rzetelniejsze badanie przeprowadził mały zespół pod kierunkiem Ramsdem w 2012 roku. Rezultat jest równie spektakularny jak wspomniany projekt. Badacze zrobili skany mózgów niewielkiej grupy nastolatków obu płci oraz zbadali ich IQ. Po czterech latach bez zapowiedzi powtórzyli badanie. Różnica IQ w różnych testach wynosiła 20 punktów, więcej niż jedno odchylenie standardowe.

      Usuń
  9. W porównaniu z Einstejnem to Jordan jes geniuszem, o jakim IQ mówimy, o którym z chyba 30? Poda ktoś definicję? Prostrze pytanie, proszę o definicję co to jest życie.
    Xitami

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam wrażenie że wszyscy komentujący tak się skupili na konkretnym przykładzie różnic inteligencji, że nie zauważyli co jest istotą wpisu - a to mianowicie, że kontrowersje wokół pewnych tematów hamują badania naukowe. Weźmy taki przykład - uniwersytet ogłasza ze zaczynają się badania nad możliwością nabycia homoseksualizmu. Organizacje LGBT ogłaszają protest, ślą skargi do NCBI, zachęcają sponsorów uniwersytetu do wycofania się i następuje sukces - haniebne badania zostaną przerwane. Już nigdy nie dowiemy się jak z tą sprawą jest na prawdę, niezależnie od wyników.

    Ale jest inny aspekt - jakieś badanie stwierdza, że onanizm zmniejsza ilość zaburzeń psychicznych. Co się dzieje po ogłoszeniu wyników? Fala oburzenia i protesty. Dyskusji nie prowadzi nikt.
    Dlatego wpis uważam za bardzo dobry - wyników badań wokół spraw kontrowersyjnych nie powinno się odrzucać tylko na zasadzie "to oburzające" czy "to oczywiste że to nie prawda" tylko na podstawie rzeczowych argumentów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i_am_keyser_soze28 maja 2014 00:25

      Złe masz wrażenie. Ja dostrzegam to niebezpieczeństwo i przyznałem autorowi rację. Ale ludzie są tylko ludźmi i wcale mnie nie dziwi że np. organizacje LGBT mogłyby się posunąć do takich działań. Gdy wielokrotnie zostałeś skopany to wolisz temu raczej zapobiec niż potem żałować, bo banda popaprańców urządzi sobie przy pomocy danych badań cyrk z twojego życia. Czy organizacje LGBT powinny to robić? Nie, bo upodabnia je to do typów którzy normalnie stwierdzą ze "Bóg nienawidzi gejów" a naukę uznają tylko w tym przypadku gdy akurat im pasuje. Ale w ogóle by mnie nie zdziwiła taka paniczna reakcja środowisk LGBT, bo płacą wysoką cenę. Gdy jako ludzie będziemy zdolni do zwykłej uczciwości i nie uznawania z miejsca innych za gorszych od siebie bo czymś się od nas różnią, wtedy może nasze marzenia o dyskusji o jakiej piszesz się spełnią. Póki co takie badania będą traktowane jak broń przez obie strony.

      Usuń
    2. "uniwersytet ogłasza ze zaczynają się badania nad możliwością nabycia homoseksualizmu" - mam wrażenie, że takie postawienie tematu ujawnia skrywane założenie - że homoseksualizm się nabywa. Natomiast badanie nad podłożem homoseksualizmu, ujawnianiem się homoseksualizmu byłoby neutralne, brałoby pod uwagę wszystkie fakty, a nie przycinałoby je pod tezę. I takiemu badaniu raczej nikt, w tym LGBTQ, by się nie sprzeciwiał.

      Usuń
    3. @nosiwoda
      W tego typu badaniach bez założenia się nie obejdzie. Musisz mieć jakąś hipotezę badawczą, musisz dopuścić do siebie jakieś rozwiązania, aby móc w ogolę przeprowadzić badanie.

      @i_am_keyser_soze
      Wszyscy zgadzamy się co do tego, że środowisko LGBT sporo wycierpiało, a ewentualne wyniki takich badań mógłby zostać wykorzystany przeciwko nim. Jak widzisz po niektórych komentarzach, nie wszyscy stawiają poznanie prawdy ponad ewentualne krzywdy jakie ta prawda może wyrządzić w złych rękach. To też wydaje mi się zrozumiałe i nie dziwie się takim osobom. Wiem jednak, że próba powstrzymania badań, zostanie wykorzystana przez przeciwników LGBT równie skrupulatnie i okrutnie, zważywszy że wygląda to jak przyznanie się do winy. Do winy niepopełnionej, bo przecież takie badania mogłyby przynieść wnioski zgoła odmienne.

      Usuń
  11. Żeby nie autor wpisu nie błądził niebezpiecznie blisko neuroseksizmu, proszę poczytać książkę Cordelii Fine opisaną w tej notce wikipedyjnej http://en.wikipedia.org/wiki/Delusions_of_Gender, książka jest do dostania zarówno legalnie jak i mniej legalnie w necie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Bo Witkowski nie jest taki znany i napisał, tam więcej głupot. Kiedyś poruszałam ten wątek na jakimś forum. O inteligencji wolno, bo takie badania są i publikują. Nie rzecz w samych badaniach, ale ich rzutowaniu na społeczeństwo. Bo to właśnie zaraz oszołomstwo jak JKM wywiedzie, żeby kobietom odebrać prawo głosu, nie wpuszczać na studia itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do "biednego" Witkowskiego, to pozwolę sobie zalinkować swoje posty z tego forum:
      http://forum.gazeta.pl/forum/w,212,145528871,145528871,Pedofilia_wina_feministek.html
      http://forum.gazeta.pl/forum/w,212,145528871,145555082,Re_Pedofilia_wina_feministek.html
      I jeszcze co do badań Rinda - http://en.wikipedia.org/wiki/Rind_et_al._controversy
      To dla Witkowskiego nie było ciekawe - Misinformation concerning child sexual abuse and adult survivors 2001, ale dane z różnych stowarzyszeń, stron internetowych, które mają swoje cele. Dlatego słabo broni teza, o odbiorze przez środowiska A, gdyby cytuje dane ze środowisk B, a nauka sobie bokiem.

      Usuń
    2. Szczególnie po tym drugim linku widać, że podchodzisz do tego nazbyt emocjonalnie. Witkowski jest znanym krytykiem psychoanalizy i powiedzmy sobie, ma na to niezłe argumenty. To co ty widzisz jako atak na kobiety, wybielanie pedofilów, trzymanie strony samotnych ojców i co tam jeszcze, to on postrzega jako panoszenie się szeroko pojętej psychoanalizą i upadek rygoru badań naukowych. Stronami konfliktu nie są tu molestujący i molestowani(ane) ale solidna nauka i gówniana nauka.

      Usuń
  13. "Każdy z tych podpunktów jest banalny do zrealizowania, tymczasem jaka jest odpowiedź? Manifesty, listy oburzonych i petycje domagające się odebrania głosu JKM. Najwyraźniej jestem jakiś dziwny, bo potrafię wyobrazić sobie naprawdę fajną dyskusje, np. o tym czemu jest tak mało kobiet w rankingach szachowych. "

    W przewodniku "Gender" wydanym przez KP masz elegancki debunk ze stertą bibliografii. Nakład i dystrybucja przewodnika są większe niż książek Witkowskiego (m.in. spotkania dla nauczycieli).

    Z JKM w telewizji niespecjalnie jest szansa dyskutować, nie mamy jeszcze takich science guyów, którzy by mogli medialnych idiotów pokonać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak to w Krytyce wytłumaczyli? Mam nadzieje, że poszli w stronę wyjaśnień statystycznych (z racji tego że gra więcej mężczyzn, istnieje większa szansa na wyłonienie się z tego grona jednostek wybitnych). Mam nadzieje że nie było nic o falliczności białych figur szachowych, będących desygnatami heteronormatywnych białych mężczyzn, bijących uciemiężone czarne pionki...

      Usuń
    2. "Mam nadzieje że nie było nic o falliczności białych figur szachowych, będących desygnatami heteronormatywnych białych mężczyzn, bijących uciemiężone czarne pionki..."

      Tekst jest przedrukiem raportu Marii Pawłowskiej dla Instytutu Spraw Publicznych (za zgodą). Pawłowska jest po biologii na Cambridge, stąd gęsto cytuje m.in. Cordelię Fine. Sporo źródeł jest z psychologii eksperymentalnej, trochę dyskusji wokół samej pracy Cordelii Fine. Tekst to głównie debunk Graya i pochodnych (m.in. w systemie edukacji).

      O statystyce (ale raczej na poziomie podstaw genetyki niż statystyki społecznej) jest więcej w tekście Malanowskiej w tym samym zbiorze.

      O statystyce w politykach społecznych jest chyba najwięcej w tekście Szelewy.
      W żadnym z artykułów w rozdziale "Nauka a Gender" nie znalazłem odwołania do psychoanalizy (przeglądałem pobieżnie).

      Moim zdaniem (nie jestem biologiem, ale socjologiem nauki / fizykiem) debunki są bardziej kompletne niż ww. notki blogowe (było więcej zasobów, żaden zarzut).

      Usuń
    3. Oj można by dyskutować, bo tak jak przewidujecie, np. sprawdzono wśród niemieckich mistrzów i za 96% dysproporcji płciowych w szachach odpowiada statystyka (Bialić et al., 2009). Za pozostałą różnicę może odpowiadać seksizm i stereotypowe role płciowe:

      http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0191886906003515
      http://kobieta.interia.pl/uczucia/news-kobiety-gorszymi-szachistkami,nId,400353

      Usuń
  14. Pisałem emejl, jak widać były problemy. Jest w polskiej sieci pseudo-sekta. Gość napisał książkę, bredzi, że jest kosmitą, mocno przy tym manipulując. Przekonuje do nauk Nowej Ery, wciska ludziom kit. Posiada forum, jego fani mają lekko wyprany mózg. Teksty są bardzo sugestywne, ostrzegam. Dostrzegłem dziwną zbieżność z bajkami Mejera, o którym było na tym blogu. Ciekawy materiał na artykuł. Jeśli autor ma ochotę na sceptyczną analizę, proszę bardzo. Moim zdaniem trzeba się tym zająć. Autor jest anonimowy, nie mogłem go zweryfikować. Wpisać w wyszukiwarkę: hejal bobik uta hano. Temat warto omówić. Czekam na odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, acz mało treściwe. Jedna strona internetowa i 3 użytkowników na krzyż. Możesz coś o tym napisać, jak będzie fajne wrzucę jako osobną notkę twojego autorstwa.

      Usuń
  15. Wystarczy wpisać w Google frazę 'hejal bobik uta hano'. Wystarczy kliknąć w pierwszy link, aby odwiedzić oficjalną stronę honorowego konslu Saleinji. Czy to żart? Nie, to jest najprawdziwsza prawda przez duże P(e) (tudzież prawda2). Jesteś podekscytowany, zaczynasz czytać?

    Długo szukałem informacji na temat autorka tamtej strony. Niestety nie mogłem go zweryfikować. Nie wiem, kim jest, gdzie mieszka, jak wygląda, czym się zajmuje na codzień. Zdobyłem natomiast informacje o jego wcześniejszej aktywności. Prowadził bloga, scenariusz ten sam. Pojawiały się krótkie notatki na temat "jego planety", pojawiały się porady żywieniowe, było dużo teorii i dużo specyficznej nowomodnej filozofii. Jakiej, chyba nie trudno się domyślić. Nowa Era (New Age) to system powojenny, wywodzący się ze starych wschodnich religii, efekt fascynacji Amerykanów (później też Europejczyków) orientalną, egzotyczną duchowością. Później do głosu doszli skrajnie fantaści, różnej maści wróżki, ekipy samozwańczych proroków i wariaci na przepustce.

    Kim jest autor strony? Czy to typowy fan Nowej Ery? Jest na pewno dość bystry, ma bardzo bujną wyobraźnię. Chaotyczne wpisy z bloga przerodziły się w książkę opublikowaną na stronie internetowej. Wszystko rozbudował i ubarwił. Na ogół nad radosną twórczością fanów Nowej Ery przechodzę obojętnie, jednak tym razem było inaczej. Nie żeby filozofie aurora różniły się jakoś od całej reszty podobnych publikacji. To, co zwróciło moją uwagę to forma. Gość podaje się za kosmite! Proste, a jakież skuteczne! Wystarczy zajrzeć na jego forum, aby się przekonać, jaka to dobra metoda. Tam jest pełno ludzi wierzących w każde jego słowo. Dlaczego? Bo wierzą, że to kosmita, a kosmita ma zawsze rację. To jest efekt manipulacyjny, efekt autorytetu. Dlatego ten "pisarz njuejdżowy" jest bardzo szkodliwy. Manipulacja, indoktrynacja i perswazja to jego chleb powszedni. Ale po co to robi?

    Hejalek to zwykły człowiek. Motywy, których nie znamy, spowodowały, że napisał tę "przeklętą" książkę. Ma internet, zabawił się i tyle. Pomysł miał ciekawy, zrealizował go. Jednak wystarczy trochę poszukać i trochę pomyśleć, aby odkryć w jego tekstach plagiat. Czy to dziwne? Przecież czymś musiał się inspirować. Pan Meier też czymś się zapewne inspirował, pisząc swoją książeczkę i bawiąc się w fotografa.

    Generalnie mamt trzy możliwości. Mamy do czynienia z fanem Nowej Ery, który uznał, że ma misję do spełnienia. Uważa, że jego książka to dzieło sztuki, które inspiruje ludzi do "pozytywnych wibracji". Wierzy w to, co pisze. Druga możliwość jest taka, że gość ma jakieś aspiracje pisarskie. Uznał, że taka książka to dobry sposób, aby dać upust swym "zdolnościom". Patrzy na to, jak na fantastykę w realnej konwencjonalnych. Taka zabawna wariacja literacka, tekst pozorowany na prawdziwy. Nie wierzy w to, co pisze. No i trzecia opcja, ekstremalna i mocno odrealniona, przy tym bardzo naiwna. Mamy do czynienia z prawdziwym kosmitą, który jest tak niezły, że pozamieniał się ciałami (akceptacja teorii duszy) z jakimś depresantem. Tamten poleciał do swojej nowej hipiskowatej rodziny w krainie UFOnautów podjaranych kitem od Nowej Ery. Natomiast nasz dzielny samozwaniec wykonał wielką misję, pisząc 'mondrom' książkę, aby ludzkość wdrapała się na wyższy stopień rozwoju duchowego. Wtedy będą się miłować, cała ludzkość zatopi się w oceanie pozytywnej wibracji, i żyli długo i szczęśliwie.

    Oto i koniec mojej analizy. Szanowny pan Hejal uznałby ten tekst za wyjątkowo denny, przeciętny, nietreściwy i nijaki. A jednak ja ogłaszam wszem i wobec, że moja analiza jest dość dobra, choć po prostu ogólnikowa, ona wymaga poprawek i rozwinięcia. Tekst jest przyzwoity, aczkolwiek chciałbym, żeby autor czajniczkowego bloga dodał coś od siebie, ku zadowoleniu czytelników. Tym sposobem można stworzyć niezłą pracę zbiorową. To jak, towarzyszu? Pomożecie?

    OdpowiedzUsuń
  16. Nawet twierdzenie 2+2 JKM potrafiłby obudować takimi argumentami, że normalny człowiek zacząłby się zastanawiać, czy to nie przypadkiem 5

    np. takie http://trylematagryppy.blogspot.com/2014/05/o-sprzecznosci.html

    OdpowiedzUsuń