27 kwietnia 2014

Cała prawda o (dziecięcych) bajkach

Jednym z najstraszniejszych momentów mojego dzieciństwie, było wysłuchiwanie bajek Hansa Christiana Andersena. Na szczęście niewiele z nich pamiętam. Kojarzę okładkę - były na niej łabędzie. Pamiętam również, że główna bohaterka szyła ubrania z pokrzyw zerwanych na cmentarzu. Tak! Właśnie takich bajek uświadczyłem od swoich rodziców! Nie wiem czy nie powinienem ich za to zaskarżyć. Obecnie jako (wciąż jeszcze) dwudziestoparolatek nadal boję się łabędzi, bo ich złowieszcze dzioby podświadomie przywołują mi obrazy cmentarza. Szukając odpowiedzi na pytanie czy padłem ofiarą maltretowania, natrafiłem na książkę You Might Be a Zombie. Publikacja ma kilku autorów, nas interesuje dwóch, Michael Swaim i Stuart Layt. Swaim napisał w niej błyskotliwy rozdział o animowanych postaciach ze zwichrowanym dzieciństwem. Jeśli byliście niekochani i zaniedbywani przez rodziców, to wiedzcie że, w kreskówkowym świecie z grubsza 80 procent wszystkich dzieci to szwendające się bez celu sieroty. Gdzie są rodzice siostrzeńców Kaczora Donalda? Według oryginalnego komiksu rodzice Hyzia, Dyzia i Zyzia wciąż żyją, a jakoś niespecjalnie interesują się losami swoich dzieci. Upośledzony, mający problemy z agresją wujek, był jak widać wystarczającym pretekstem do porzucenia małych kaczorków. Jeszcze gorzej trafiły Wojownicze Żólwie Ninja. Ze wszystkich możliwych miejsc na Ziemi, trafiły do wielkiego zmutowanego szczura, który nakłaniał je do bicia i przetrzymywał w kanałach niczym Josef Fritzl.

Jeszcze ciekawszej analizy dokonuje Stuart Layt. Jak się okazuje, dzisiejsze wersje "Czerwonego Kapturka" i "Królewny Śnieżki", mają niewiele wspólnego ze swoimi średniowiecznymi pierwowzorami. W XX wieku większość bajek (może poza "Jasiem i Małgosią") pozbawiono brutalnych scen i ociosano z szokujących wątków. Tymczasem oryginalne fabuły tych wszystkich "Królowych Śniegu" i "Kopciuszków" to pełne zboczeń rzeźnie! "Czerwony Kapturek" jakiego kojarzymy, inspirowany jest na edycji Le Petit Chaperon Rouge z roku 1697. Historia wygląda bardzo podobnie, z tym, że ta z 1697... kończy się w momencie w którym wilk wszystkich zżera. Nie ma w niej bohaterskiego leśniczego ani dobrego zakończenia. Mimo to, jest to jedna z najbardziej lajtowych wersji Kapturka jakich znamy. Mamy łóżko, dziewczynkę i złego potwora, jak myślicie czego tu brakuje? W większości średniowiecznych wersji tej historii, takich jak XIV wieczna włoska baśń "Fałszywa babcia", mamy zarówno seks jak i kanibalizm. Zwykle wilk nie zjada babci, a podaje ją kapturkowi do kolacji, Mała szamie własną babcie i kończy w łóżku z wilkiem. Jeszcze większą ilość wątków kanibalistycznych znajdziemy w "Królewnie Śnieżce". Zła królowa, zazdrosna o urodę Śnieżki, postanawia ją zabić. W dzisiejszych wersjach od biedy usłyszymy, iż jako dowód morderstwa pragnie zobaczyć serce Śnieżki. Jeszcze niedawno, chciała owe serce także zjeść. W wersji braci Grimm z 1812, chce zjeść nie tylko serce, ale także jej wątrobę, płuca i jelita. Dodajmy, że u braci Grimm Śnieżka ma zaledwie 7 lat. Książę, którego pocałunek ratuje Śnieżkę, ma zatem dość oryginalne preferencje.

Niektóre z bajek tak ocenzurowano, że straciły sens. Taką bajką, w której nie wiadomo o co chodzi, jest "Śpiąca Królewna": księżniczka po ukłuci się wrzecionem w palec zapada w sen, z którego budzi ją pocałunek przystojnego księcia. Na pierwszy rzut oka widać, że ktoś mocno majstrował w fabule. Wątki wybitnie się nie kleją. Dlaczego pocałunek miałby odczynić magiczne ukłucie? Wszystko wyjaśnia się w najwcześniejszej wersji "Śpiącej Królewny" pióra Giambattisty Basilea. Książę, który przybywa do królewny bynajmniej nie zadowala się pocałunkiem. Frywolnie sobie z nią poczyna, do tego stopnia, że ta rodzi mu dzieci. Wszystko to bez budzenia się! Głodny niemowlak, chce dobrać się do cycuszków mamusi przez pomyłkę ssie jej palec. Ten sam palec, którym ukłuła się w felerne wrzeciono. Malec wysysa zły czar, księżniczka budzi się i wszyscy żyją długo i szczęśliwie. Wśród bajek spisanych przez Basilea, mamy także pierwszą wersje Kopciuszka. Poza motywem księcia szukającego swej wybranki po pantoflu, nic nie jest w tej bajce takie jakie znamy. Wersja Kopciuszka jaką wszyscy mamy w pamięci, pochodzi od Charlesa Perrault. Wariant braci Grimm nie znalazł sobie tylu entuzjastów. Być może dlatego, że jest na każdym kroku straszliwie brutalny. Na przykład, kiedy złe siostry chcą dostosować swoje stopy do rozmiaru pantofla obcinają sobie palce i pięty! Po wszystkim, kiedy książę rozpoznaje już Kopciuszka, ptaki wydziobują siostrom oczy! Koszule z pokrzyw Andersena nie wyglądają przy tym tak najgorzej.

26 komentarzy:

  1. Mam niejasne wrażenie ze "Królewna Śnieżka" jednak niekoniecznie ma średniowieczne korzenie (tzn. może ma, ale chyba to nie jest udowodnione?). W sprawach tak niejednoznacznych jak historia literatury łatwo samemu siebie wprowadzić w błąd ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. http://img4.wikia.nocookie.net/__cb20131003005235/degrassi/images/7/70/Right-in-the-childhood.jpg

    OdpowiedzUsuń
  3. Szanownego autora bardzo interesującego zresztą bloga ;) charakteryzuje myślenie ahistoryczne niestety. Owszem opowieści z wieków średnich ociekają krwią :) No i co z tego ? Trzeba pamiętać, że wtedy takie atrakcje jak wieszanie, łamanie kołem, ćwiartowanie na oczach zgromadzonej gawiedzi były na porządku dziennym :) tak więc wtedy, że wstrząsnąć słuchaczem to należało się postarać. Z biegiem czasu okrucieństwa przestały być wystawiane na widok publiczny więc i te opowieści złagodzony :) ... Rozważając tego typu ciekawostki ZAWSZE należy je umieszczać w kontekście historycznym :)
    Ale generalnie blog jest OK :) i tak trzymać. Pozdrawiam Autora ...

    OdpowiedzUsuń
  4. Napisałem na e-mail bynajmniej@gmail.com wiadomość. Radzę się nią zainteresować, temat jest bardzo ciekawy. Dotyczy weryfikacji pewnej osoby. W przypadku zapoznania się z treścią, proszę o mejlową odpowiedź lub o stosowny komentarz tutaj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ODPOWIEDŹ: Chodzi o 'Pewien szarlatan i próba jego weryfikacji.' Wspominam w tej wiadomości o ciekawym przypadku z sieci. To, o czym mowa, aż prosi się o sceptyczne omówienie. Liczę na odpowiedź mejlową.

      Usuń
    2. Proszę wybaczyć, że tak się wcinam, ale właśnie to obejrzałem:
      https://www.youtube.com/watch?v=msCZzyR0KBA
      i zaciekawił mnie ten filmik. Pan Barski powiedział: "toczy się aktualnie postępowanie prokuratorskie i będzie skierowana sprawa do sądu o zniesławienie"
      Nie mam pojęcia jaki jest finał tej sprawy. Bardzo ciekawe jak przed sądem można dowodzić prawdziwości zdjęcia, które przedstawia UFO, prawdopodobnie chodzi o to że Barski został oskarżony o fałszerstwo. Może dało by się coś więcej dowiedzieć o tym procesie?

      Usuń
  5. Przede wszystkim należy zaznaczyć, że baśnie braci Grimm to nie baśnie - bracia byli etnografami i zebrali po prostu krążące w formie ustnej opowieści i legendy ludowe, z całą ich dosadnością. Jest tam na przykład opowieść o nieskończenie cierpliwej i wiernej dziewczynie, która nadal wierzy w Chrystusa, gdy ojciec objął jej siekierą dwie ręce.
    Część tego co znamy jako bajki, pierwotnie była historyjkami do straszenia dzieci, w stylu: nie zaglądaj do studni dziecko, bo jak w tej bajce wyjdzie utopiec i odgryzie ci głowę. Swego czasu w anglii piastunki straszyły dzieci, że jeśli będą ssały palce, to przyjdzie krawiec i im obetnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwotnie w Niemczech:
      http://pl.wikipedia.org/wiki/Sta%C5%9B_Straszyd%C5%82o

      Usuń
    2. Bracia Grimm to co zebrali potem jeszcze obrabiali tak żeby pasowało do ich wizji świata i kultury ludowej. Plus otoczka literacka. Więc ich baśnie odbiegają nieco od oryginałów...

      Usuń
    3. A właśnie, że baśnie. Pierwotnie baśń była gatunkiem literackim skierowanym do dorosłych odbiorców, nie do dzieci, choć nie wykluczano młodszych od ich słuchania. Podobnie zresztą było z bajką. Bajka jako utwór literacki (a jako takie klasyfikowane są także filmy) skierowany do dzieci, to współczesne, potoczne znaczenie tego słowa. Jak Autor słusznie zauważył, gdzieś w pierwszej połowie XX w. oryginalne, często pełne przemocy i seksu opowieści dla dorosłych zaczęto przerabiać na literaturę dziecięcą. Porównaj np. oryginalne Baśnie tysiąca i jednej nocy z ich wersją dla dzieci opracowaną przez Leśmiana. To samo jest z Baśniami braci Grimm. Nie wiem, czy w ogóle mamy w Polsce wydanie wiernego ich tłumaczenia poza wersjami zinfantylizowanymi.
      Krakus

      Usuń
  6. Ja to tylko tak położę, w kwestii siostrzeńców Donalda.;)
    http://mistycyzmpopkulturowy.blogspot.com/2013/02/mroczny-sekret-siostrzencow-donalda.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod linkiem kryją się parszywe insynuacje, jakoby siostrzeńcy przełożyli swoje skrzydła do śmierci ojca.

      Usuń
    2. Oj! To nie są insynuacje, to są wnioski wywiedzione z poważnych przesłanek! O!

      Usuń
  7. Ja tylko nadmienię, że Śpiąca Królewna nie zakończyła się szczęśliwie po wyssaniu palca. Dalej królewna pojechała do zamku króla i miała problemy z teściową. Teściowa nakazała zabicie dzieci i podała je królowi do zjedzenia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedyś pisałem na SW o ewolucji bajek (tytuł pochodzi o redakcji):
    http://www.spidersweb.pl/2013/12/ewolucja-bajek.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na studiach zmuszali mnie do czytanie morfologi bajki Władimira Proppa. Pamiętam z tego tylko tyle, że było to zajebiście nudne :)

      Usuń
  9. Bracia Grimm zebrali wiele opowieści, początkowo pracując czysto naukowo, dopiero potem okazało się, że baśnie można nieco wygładzić i sprzedawać jako literatura dla dzieci, równiez dlatego, że dorośli nie chcieli tego czytać, włąsnie uważając, że takie bajanie to dla młodszych. Andersen swoje baśnie wymyślał sam i na mój gust one często są bardziej zryte, brakuje im logiki, jakiejś głębi, albo po prostu są głupie.
    Inna kwestia, że baśnie, nawet z całym swoim okrucienstwem, miały spełniać okreslona rolę edukacyjną (jak wspomnieli przedmówcy) i wiele z nich nijak nie przystaje do dzisiejszej rzeczywistości...
    (PS. jako ciekawostka, kiedyś ogladałam dokument poświęcony Andersenowi, podobno był to głeboko religijny homoseksualista, który do końca życia pozostał prawiczkiem; konflikt między wiarą i byciem homo miały go wprawiac w stan depresji i częsciowo tłumaczyć klimat jego opowieści)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Też mi nowości, przecież zawsze wiadomo, że wilk/książę czy inny petent zawsze w domyśle przeleci obecne w bajce dziewczę, o bajkowych sierotach pisali Campbel i Bettleheim, a kary dla złych kobiet w bajkach to pokłosie polowań na czarownice. Nie postarałeś się tym razem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co to za freudowska interpretacja? :) Stare złe baby w bajkach są pokłosiem polowań na czarownice? Przecież w średniowieczu nie było polowań na czarecznice. Może w starych bajkach były złe staruchy, bo kiedyś naprawdę były takie złe staruchy - mądrze, szeptuchy, wiedzące - i tym podobne. Tu nie trzeba tworzyć symbolicznych bytów, Zresztą, to ci sami, co ustali że godzilla jest materializacją japońskich wyrzutów sumienia po wojnie z Chinami?

      Usuń
  11. W czasach gdy nie było telewizji,ludzie w większości nie umieli czytać,takie baśnie opowiadano sobie wieczorem w karczmie.Te bajki nigdy nie były dla dzieci.To takie horrory dla dorosłych.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jedna uwaga: Królewna Śnieżka w wersji Grimmów, wbrew popularnemu przekonaniu, nie zostaje obudzona przez pocałunek księcia - to motyw z "Cierniowej Różyczki" czyli popularnej "Śpiącej Królewny", kojarzony ze Śnieżką bodajże dopiero od czasów ekranizacji Disneya. U Grimmów kawałek zatrutego jabłka wypada z przełyku Śnieżki, kiedy wóz, którym książę wiezie jej trumnę, podskakuje na wyboju. Niby drobiazg, ale po co utrwalać mylne przekonania ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Szanowni Państwo, bardzo zainteresował mnie temat baśni braci Grimm, jak widać jest tutaj spore pole do zastanowienia i interpretacji. Gdzie można znaleźć takie baśnie w przekładzie jak najbliższym ich oryginałowi? Czy zostało kiedykolwiek wydane jakieś wydanie naukowe / krytyczne?

    OdpowiedzUsuń