8 marca 2014

Dżendery: co na to naukowcy i czemu zwykle nie mają racji

Dzień Kobiet to dobry pretekst, aby dokończyć leżącą odłogiem notkę na temat gender. Jest to luźne streszczenio-tłumaczenie artykułu What Science Says and Why It’s Mostly Wrong autorstwa Harriet Hall, oraz jej wystąpienia sprzed kilku dni na konferencji Darwin on the Palouse, pod tym samym tytułem. Sam artykuł jest zlepkiem kilku tekstów z bloga Science-Based Medicine, który Hall prowadzi wraz z paroma chłopakami.
.....................................................

Każdy, kto spojrzy na listę uniwersaliów kulturowych antropologa Donalda Browna, dostrzeże wiele różnic pomiędzy płciami. Uniwersaliów kulturowych - a więc takich cech kultury, dla których nie znamy żadnego wyjątku. Okazuje się, że we wszystkich znanym antropologom kulturach, kobiety opiekują się dziećmi statystycznie częściej niż mężczyźni, mężczyźni natomiast wykazują większe zainteresowanie sferą polityczną, a także są zwykle starsi od swych partnerek. Wszędzie też zaobserwowano podział pracy według płci. Jednak to, że dana cecha uchodzi za uniwersalną, nie mówi nam czy jest wrodzona (określona przez biologię) czy nabyta w procesie wychowania (określona przez kulturę). Ewolucjoniści podsuwają gotowe wyjaśnienia, jak owe różnice płci mogły przyczynić się do przetrwania naszego gatunku. Na przykład, bardzo prawdopodobne jest, że wrodzona skłonność kobiet do opieki nad dziećmi, wynika choćby z ich możliwości karmienia piersią, co zwiększało przeżywalność niemowląt. Zabawnie robi się, kiedy ewolucjoniści próbują wyjaśnić np. preferencje kobiet do koloru różowego. Spekuluje się, że pomagało to kobietom w wypełnianiu ich kobiecych ról - czyli w zbieraniu leśnych owoców (lepsze rozróżnienie dojrzałych, różowo-czerwonych jagód,). Jest to o tyle absurdalne, że jeszcze 100 lat temu, to chłopcom przypisywano zamiłowanie do koloru różowego, dziewczętom zaś do niebieskiego. Tłumaczono to "faktem', iż kolor różowy jest mocniejszy, bardziej zdecydowany, stąd bardziej odpowiada chłopcom. Kolor niebieski jest kolorem bardziej delikatnym, a zatem ładniejszym dla dziewczynek.

W badaniach na płcią kulturową naukowcy chcąc nie chcąc muszą przyjąć założenia, co jest atrybutem męskim a co żeńskim. W niektórych badaniach fantazjowanie o małżeństwie kodowane jest jako kobiece, ale już "pozytywna orientacja w kierunku małżeństwa i rodzicielstwa" kodowana jest jako męskie. Zachowanie takie jak inicjowanie seksu charakteryzuje się jako męskie. Dzisiejsze myślenie, że mężczyźni mają większy popęd seksualny niż kobiety, jest dokładnie odwrotnością idei renesansowej, gdzie to kobietom przypisywano nienasycenie seksualne, zaś mężczyźni uchodzili za tę płeć, którzy lepiej kontrolują swoje pragnienia. W dzisiejszych czasach mężczyzna skrupulatnie dbający o swój wygląd uchodzić może za zniewieściałego. Tymczasem kilka wieków temu, gruby makijaż na męskiej twarzy był oznaką tryskającego testosteronem kobieciarza. Problem z przypisywaniem atrybutów męskich i żeńskim nie omija słynnych eksperymentów z zabawkami - do której zabawki szkrab przypełznie w pierwszej kolejności, do piłki czy do lalki? No właśnie, czy piłka jest aby na pewno zabawką chłopięca? W jednych badaniach przypisuje się ją do kategorii zabawek chłopięcych, w innych do kategorii zabawek neutralnych. Kiedy studenci obserwują niespełna dwuletnie dzieciaki, te same zachowania określają jako męskie, kiedy myślą że dziecko jest płci męskiej, a te same zachowania widzą jako kobiecie, kiedy myślą, iż mają do czynienia z dziewczynkami.

Harriet Hall
Jeśli chodzi o dociekania naukowe w kwestiach płci, jest w istocie znacznie gorzej, niż mogłoby się wydawać. Nie tylko rozróżnienie na zachowania męskie i kobiece przysparza niemałych problemów, ale samo rozróżnienie płci! Nie ma jednego, prostego, wiarygodnego badania, w celu ustalenia, czy dana osoba jest mężczyzną czy kobietą. Dziś wiemy, że płeć, może być niezależna od każdego z jej fizycznych aspektów: chromosomów (obecność Y, najlepiej w wariancie XY), narządów rozrodczych, hormonów, czy genów (gen SRY). Stopniowo stało się jasne, że nasza płciowość jest wielowymiarowym spektrum osadzonym na kilku osiach - biologicznych, społecznych i psychologicznych. Problematyczne są także same osie, ponieważ nauka nie wykazała niezbicie, które cechy są zdeterminowane biologicznie. Nawet 100% "chromosomalny", "genetyczny", mężczyzna, będzie dla nas kobietą, jeśli jego pierwszo- i drugo-rzędowe cechy płciowe wskazywać będą na kobietę. Kategoryczne przypisanie kogoś do danej płci jest proste jedynie dla laika - z naukowego punktu widzenia jest to piekielne skomplikowane. Różnice płci wyrażają się w średnich, średnia zaś jest bez znaczenia dla jednostki.

Czy zatem odrzucić prosty podział na rzecz określania się na wielowymiarowej macierzy? Próbować opisać się jako 73% mężczyzna, 21% kobieta i 6% innych? Oczywiście, że nie! Klasyfikacja binarna jest wystarczająca dla ogromnej większości przypadków. Jest przy tym bardzo użyteczna i praktyczna. Istnieją realne różnice pomiędzy płciami, które są bardzo ważne np. w medycynie. Istnieją różnice między płciami w częstości występowania wielu zaburzeń psychologicznych i medycznych. Wiemy, że mężczyźni i kobiety mają różne reakcje na niektóre leki. W medycynie, informacja czy pacjent jest mężczyzną czy kobietą jest niezwykle ważne dla poprawnej diagnostyki i leczenia. Nie możemy wykluczyć różnic w predyspozycjach niemowląt płci męskiej i żeńskiej. Jednocześnie nie możemy tego stwierdzić. Jedynym sposobem na przetestowanie tych twierdzeń, jest wychowywanie dzieci w oderwaniu od wszelkich wpływów kulturowych, co jest niemożliwe. Mózg kobiety i mężczyzny różni się, choćby dlatego, że ten pierwszy jest o 8-10% mniejszy. Nie do końca jednak rozumiemy jak przejawia się to w różnicach płciowych. Choć w trakcie neuroobrazowania jesteśmy w stanie zmierzyć różnice w przepływie krwi lub metabolizmie glukozy, wciąż nie potrafimy tego dobrze zinterpretować. W tym momencie możemy śmiało powiedzieć, że mózgi kobiet i mężczyzn różnią się, ale tak naprawdę nie możemy określić jak się to przejawia. W poszukiwaniu naukowej prawdy możemy postawić hipotezę, że najpewniej  istnieją wrodzone różnice pomiędzy płciami. Niestety nadal musimy ich szukać, miejmy nadzieję, uzbrojeni w lepsze narzędzia i lepsze metody niż te stosowane dotychczas.

9 komentarzy:

  1. "Zabawnie robi się, kiedy ewolucjoniści próbują wyjaśnić np. preferencje kobiet do koloru różowego."

    Zapewne ma pan na myśli psychologię ewolucyjną? Słyszałem już parę takich "teorii" ;-)

    W czasie walki z "walką z 'ideologią gender'" ludzie broniący tej dziedziny nauki (studiów gender) często zapominają, a może nie zdają sobie sprawy z tego, że jest ona w dużym stopniu skażona postmodernizmem i nierzetelnością badawczą (powtarzam za innymi - nie jestem w stanie tego wykazać, ale pański artykuł tylko to potwierdza). Dobrze, że mówi pan o tych sprawach (nauka ponoć ma słynąć z samokrytycyzmu i zdolności samopoprawiania się ;-) ).

    Ale żeby nie wyjść na jakiegoś narzekacza, słyszałem, że w tego typu dziedzinach nauki mocno ruszyło się w kierunku naprawy (słyszałem to głównie o psychologii, ale podejrzewam, że gdzie indziej też będzie się polepszać).

    PS.

    "Nie możemy stwierdzić, iż nie ma znaczących różnic w predyspozycjach niemowląt płci męskiej i żeńskiej. Jednocześnie nie możemy też dobitnie tego stwierdzić."

    Poprawiłbym trochę to drugie zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  2. "jest ona w dużym stopniu skażona postmodernizmem i nierzetelnością badawczą (powtarzam za innymi - nie jestem w stanie tego wykazać)"

    Ha! Ja na studiach miałem nawet przedmioty, które w swojej nazwie zawierały słowo gender! :) Potwierdzam przypuszczenia.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja myślałem, że płcie Wielki Manitu wymyślił po to, żeby kobiety rodziły dzieci, a mężczyźni zapładniali kobiety. Natomiast wszystko poza tym to już kwestie kulturowe i różnie z tym może być w różnych miejscach i czasach. Zasię rozważanie, czy kobieta pozbawiona macicy jest w pełni kobietą jest tak samo zasadne, jak rozważanie, czy samochód bez chłodnicy dalej zasługuje na miano samochodu.
    Spór wokół genderu związany jest nie z naukowymi (lub paranaukowymi) dociekaniami na płciowe tematy, tylko z cienką ideologią, która posługuje się tą samą etykietką, a z naukowością ma niewiele wspólnego.
    Feministki twierdzą, że kobietom utrudnia się pracę w męskich zawodach, ale mają na myśli informatyków, menedżerów, polityków, w żadnym razie zaś górników, śmieciarzy, czy rybaków. A to, co dziś uchodzi za męskie - rzeczywiście to chyba trochę pokręcone. W końcu jesteśmy ofiarami kulturotwórczego wpływu królowej Wiktorii, która z wdowieństwem i niezwykłą surowością obyczajów obnosiła się przeszło 40 lat. Musi minąć pewnie ze dwa wieki, zanim się z tego wyleczymy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wiesz, że kobiety i kopalnie to bardzo brzydki chochoł?
      Tu masz to ładnie wyjaśnione: http://mrw.blox.pl/2011/06/Poczucie-humoru.html

      A co do śmieciarzy to też słaby przykład. O ile mi wiadomo praca w sortowni jest znacznie gorsza i częściej wykonywana przez kobiety niż mężczyzn.

      Usuń
    2. Kobiety normalnie pracują w kopalni i kiedyś tym bardziej pracowały - poczytaj o historii i feminizmie. Jak to właściciele fabryk preferowali kobiety, bo lepiej wykonywały swoją ciężką pracę i dodatkowo za mniejsze pieniądzę. Seksizm przyczynia(ł) się do bezrobocia mężczyzn i ogólnego zwiększenia nędzy, pogorszenia warunków życia.

      Usuń
  4. Polecam "Kościół i ewolucja" Chaberka - aż do tej książki nie miałem pojęcia, jak bardzo nieracjonalna jest teoria ewolucji i jak rozmija się z nauką (no i że Darwin sam dał wytyczne do tego, co pogrążyć może jego teorię, a czego nauka już dowiodła).

    Z innych ciekawych rzeczy polecam A. Flew - "Bóg istnieje. Dlaczego najsłynniejszy ateista zmienił swój światopogląd" (wyliczenia matematyczne dowodu "z małpą" wydają się przekonujące) oraz Tresmontant - "Problem istnienia Boga", Chesterton - "Wiekuisty Człowiek" (i ogólnie jego eseje, można się i pośmiać i pozachwycać logiką i stylem).

    Na YT krąży zaś filmik - Gender Equality Paradox z polskimi napisami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzie się ostatnio teoria ewolucji rozminęła z nauką? Jakoś nie zauważyłem. Z tego, że Chesterton dobrze pisał nie wynika, że miał rację. Flew może faktycznie zmienił na starość poglądy, ale dopóki jego mózg funkcjonował sprawnie pozostawał ateistą. Że mózg człowieka - jak każdej małpy - na starość funkcjonuje coraz gorzej to przecież wiemy. Nauka próbuje to wyjaśnić i przeciwdziałać, teologia wcale.

      Usuń
    2. Michał Chaberek to dominikanin i doktor teologii fundamentalnej (!), jest w sprawach ewolucjonizmu podobnie kompetentny jak Antoni w sprawach katastrof lotniczych (jego książkę wydała Fronda).
      Co do książki "Bóg istnieje": 1) Kwestionuje się autorstwo Anthony'ego Flewa; 2) Ten ateista zmienił pogląd z ateistycznego na deistyczny. Jak już sobie wyguglasz, co to jest ten deizm, to się dowiesz, że o wiele bliżej mu do ateizmu niż teizmu.

      Usuń