14 grudnia 2013

Foton mnie bije!

Jeśli mierzi cie włączona za ścianą ładowarka, a router wywołuje dreszcze, być może cierpisz na idiopatyczną nietolerancje pola elektromagnetycznego (EMF). Choroby tej nie roznoszą ani kleszcze ani szczury. Jej transmisja odbywa się poprzez lekturę mrocznej strony internetu. Cierpią na nią głównie otwarte umysły, poszukiwacze prawdy i rycerze sprawiedliwości (pewną wykładnie tego, jaki stan umysłu towarzyszy nadwrażliwości elektromagnetycznej, daje tegoroczne wystąpienie na Harmonii Kosmosu niejakiego Dionizego Pietronia). Parę badań obrało sobie za cel oszacowanie, jaki odsetek spośród nas boryka się z EMF. Były to głównie ankiety telefoniczne, przeprowadzane w latach 1997-2007 w kilku krajach (m.in. w Szwecji, Wielkiej Brytanii, Szwajcarii i USA). Okazuje się, że średnio od 3 do 5% ludzi, uskarża się na problemy zdrowotne, związane z obecnością w naszej przestrzeni linii wysokiego napięcia, nadajników telefonii komórkowej czy samych telefonów. Objawy działania promieniowania niejonizującego są dość mgliste: bóle głowy, bóle mięśni, zmęczenie, bezsenność, plus inne przypadłości, na które cierpi niemal każdy. O ile ból głowy na widok masztu radiowego, jest u takich osób jak najbardziej realny, o tyle żywimy wątpliwości co do natury tej reakcji.


W badaniach nad wpływem telefonu komórkowego na zdrowie można przebierać. Dla przykładu, samych badań oddziaływania pola elektromagnetycznego telefonu na aktywność elektryczną mózgu opublikowano ponad 50. Meta-analiza 24 badań jakie od 1999 opublikowana na temat niebezpieczeństwa pole elektromagnetycznego telefonów, niczego nie wykazała. Także zeszłoroczna meta-analiza 17 badań, pochylających się nad wpływem telefonii GSM na zdrowie, nie pokazała żadnych znaczących skutków, przynajmniej tych krótkotrwałych. Z racji tego, że telefony komórkowe są w powszechnym użytku stosunkowo od niedawna, na dzień dzisiejszy można jedynie powiedzieć, że używanie ich przez 10 lat nie powinno wpędzić nas w poważne choroby. Nie znaczy to jednak, że długotrwała ekspozycja na bardzo wysokie natężenia pola elektromagnetycznego, np z racji wykonywanego zawodu, nie niesie ze sobą skutków ubocznych. Najczęściej cytowanymi publikacjami tego zagadnienia, są meta-analizy Jamesa Rubina. W 2005 roku Rubin przejrzał 31 badań, dotyczących tego, czy osoby uważające się za wyjątkowo "elektro-magnetyczno-wrażliwych", wyczuwają owe pole intensywniej niż osoby z grupy kontrolnej. Jak się słusznie domyślacie, osoby ciepiące na EMF nie potrafiły wyczuć nawet silnego pola elektromagnetycznego lepiej niż przeciętny Kowalki - a Kowalski nie wykrywa go praktycznie w ogóle. Dwa lata temu Rubin powtórzył swój przegląd, włączając do niego kolejnych 17 badań, jakie ukazały się na ten temat, od czasów ostatniej rewizji - z tym samym skutkiem.

Wracając na polskie podwórko. Zagadka. Co łączy miejscowości: Jazowsko, Miedźna, Złocieniec, Marysina, Lisi Ogona i Malikowo (poza ich przaśnymi nazwami)? Otóż, mieszkańcy tych wsi i osiedli należą do elitarnego grona ludzi, którzy w ostatnich latach walczyli z budową nadajnika sieci komórkowej. Lud ci u nas ciemny. Odpromiennik można kupić na allegro już za parę złotych (w postaci kryształu górskiego), ale z tego co widzę nie cieszą się zbytnią popularnością. Po co marnować parę złotych... skoro można zmarnować kilkadziesiąt?! Prawdziwą furorę robią dopiero odpromienniki po 70-150 zł, takie w postaci dysku. Tropiciele morderczych pól elektromagnetycznych w Polsce, szczegolnie upodobali sobie "cieki wodne" i telefonie komórkową. Co ciekawe jeden z mitów, na których bazuje komórkofobia, wymyślili sami sceptycy! Jak wyśledził serwis snopes, historia gotowania jajka za pomocą telefonów komórkowych, liczy sobie 13 lat i pochodzi z artykułu "Weekend Eating: Mobile Cooking". Jego autorzy wyśmiewają w nim lęki związane z nowymi technologiami, podając absurdalne przepisy na gotowanie przy pomocy radia i telefonu. Po pewnym czasie, gotowanie jajka na twardo telefonem zaczęło żyć własnym życiem. Media bezkrytycznie powielały żart, zjawisko zostało opisane m.in w rosyjskiej Komsomolskaja Prawda. Swoje dołożył youtube z dziesiątkami filmików, na których telefony rzekomo gotują jajka i przyrządzają popcorn. W rezultacie mamy powszechną wiedze, iż telefon gotuje mózg.

1 grudnia 2013

Jak sprzedałem duszę za ziarenko piasku

Bez fałszywej skromności informuję, iż w ten piątek zapisałem się złotymi zgłoskami w historii nauki. Postawiłem na szali swoje życie - i to nie tylko te doczesne, ale i te wieczne - wszystko to w imię postępu! Forssmann i Marshall dostali za coś podobnego Nobla, zatem i ja oczekuje czegoś podobnego. Tym bardziej, że zarażenie siebie bakterią Helicobacter pylori jest czymś żałosnym, w porównaniu z moim paktowaniem z diabłem. Zacznijmy jednak od początku. Wpierw przeprowadziłem odpowiedni research, aby zorientować się w diabelskich usługach. Najprawdopodobniej pierwszą sprzedajną diabelską dziwką, był żyjący w VI wieku Teofil z Adany. Według starej, chrześcijańskiej legendy, niezadowolony z życia Teofil, podpisał swój cyrograf za pośrednictwem maga Salatyna. Przehandlowaną za złoto duszę uratowała Matka Boska, która wpadła do piekła i zabrała cyrograf diabłu. Czarnoksiężnik Salatyn ostatnio rzadko u mnie bywa, więc niestety ten sposób odpada. Łatwiejszą metodę znalazł włoski skrzypek Giuseppe Tartini. Przyśniło mu się, iż odda duszę diabłu za zapodanie jakiejś fajnej nuty. Diabeł zagrał mu utwór tak genialny, że Tartini aż obudził się z wrażenia i czym prędzej zapisał melodię (utwór znany zresztą jako Sonata Diabła). Dokonywanie czegoś jedynie w śnie, brzmi jednak mało naukowo - też odpada. Najsłynniejszą historią robienia interesów z diabłem w kulturze anglosaskiej, jest wątek bluesmana Roberta Johnsona. Biografowie Johnsona spierają się co do tego gdzie dokładnie doszło do zawarci paktu: na skwerku w Dockery Plantation, na skrzyżowaniu autostrad 1 i 8, na cmentarzu, a jak na cmentarzu to na którym cmentarzu, itd. Mam nadzieje, że w moim przypadku wystarczy zwykły dom - tym bardziej, że skrzyżowania autostrad nie są w tym kraju częstym widokiem.

Cyrograf podpisany przez autora bloga
Jak do tej pory, chyba najtaniej swoją dusze odsprzedał Bart Simpson, bo za 5 dolarów. Na początku myślałem o garncu złota, ale diabeł to przecież nie skrzat siedzący na krańcu tęczy - taki skrzat to w końcu postać o wiele bardziej prawdopodobna. Po drugie nie można być zbyt pazernym. Po szybkich targach z samym sobą, ostatecznie moja cena to ziarenko piasku. Szatan może robić ze mną co chce, jeśli tylko zmaterializuje jedno ziarenko piasku, w tylko mi znanym szklanym przedmiocie. Dokładny wygląd ziarenka, jego kolor i inne cechy szczególne nie są mi znane. Informacje te są w posiadaniu osoby trzeciej. Eksperyment jest zatem jako tako zaślepiony - ja nie wiem co ma się pojawić, nikt poza mną nie wie gdzie ma się pojawić. Cyrograf spisałem w oldschoolowej konwencji, naniosłem nawet pieczęcie Lucyfera i Belzebuba, pochodzące z cyrografu spalonego na stosie księdza Urbaina Grandiera. Pytanie: co dalej? Wrześniowy wydanie mojego ulubionego czasopisma "Egzorcysta", krzyczy z okładki "Temat numeru: Cyrografy", no to dawaj, wertuję. Według ks. Piotra Markielowskiego, autora artykułu "Moda na cyrografy", podpisanie paktu z diabłem daje na ogół reakcje natychmiastową. Patrze do fiolki, ziarenka piasku nie ma, czytam dalej. "Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że 99% osób podpisujących cyrografy cierpi w konsekwencji na opętanie". Ile, 99 procent?! Kurza twarz, toż to prawie pewne, że zostałem opętany! Oznakami opętania według księdza Piotra są "pojawiają się na ciele symbole pentagramów, odwrócone krzyże i inne nacięcia". No to dawaj, biegnę do łazienki, pewnie mam już na czole wyciętego kozła, albo coś takiego. Niestety nic. Nic się nie dzieje. Do jasnej ciasnej, przecież nie chciałem daru czytania w myślach, o jakim pisze miesięcznik, a drobinkę śmiecia. Czy to możliwe, że dla diabła moja dusza jest warta jeszcze mniej? Miał być natychmiastowy efekt, pentagramy miały być, 99% szans. Oj panowie egzorcyści, coś mi ty śmierdzi. No fakt śmierdzi, jakby zapach siarki. Muszę kończyć, bo słyszałem jakby stukot kopyt, chyba ktoś puka do drzwi - idę otworzyć.