1 września 2013

Futrzane pogaduszki

Jestem świeżo po lekturze książki "Paranormalność” Richarda Wisemana i przyznaje, że poczułem się mile zaskoczony. Wiseman, psycholog-iluzjonista, kojarzył mi się głownie z barowymi trickami, pokroju tego jak z ręcznika uformować kurczaka (chyba jedyny jaki opanowałem). Tymczasem książka jest interesująca, pełna niewyświechtanych przykładów, a przede wszystkim zabawna! Opis wielebnego Nataniela Godfrey'a, zmuszającego meble do odrzucenia diabła i przyjęcia Jezusa ("po godzinie intensywnego przesłuchania stolik w końcu załamał się i wszystko wyznał") powinien trafić do annałów sceptycznego pisarstwa. Do notki zainspirował mnie jednak inny fragment, rozdział o Gefie - gadającej manguście. Mangusta miała mieszkać w ścianie jednego z domów na wyspie Man. W latach 30tych do domu mangusty ciągnęły rzesze turystów, aby prosić ją o radę w życiowych rozterkach. Choć nie ma dowodów, że Gef w ogóle istniał, jest bez wątpienia najsłynniejszym gadającym zwierzakiem w historii. Szukanie sobie oponentów do dyskusji w psach i kotach jest zaskakująco popularną dewiacją umysłową, a gadająca mangusta nie była jedynym takim stworzeniem jakie zna historia.

Chyba pierwszym wybitnym przedstawicielem królestwa zwierząt, którego zdolności odbiegały od innych  przedstawicieli swojego gatunku był koń Maroko. Ten żyjący w XVI wieku jegomość potrafił nie tylko komunikować się z ludźmi (niestety jedynie niewerbalnie). Miał także niezwykle przydatną umiejętność wskazywanie dziewic z otaczającego go tłumu. Był w tych sztuczkach tak dobry, że on i jego pan Richard Bankes omal nie przypłacili tego życiem. Konia oskarżono o czary i służbę szatanowi. Przed stosem uratowało ich dopiero publiczne uklęknięcie konia przed krzyżem. Oczywiście, takich cwanych koni, gęsi, psów i świń było co niemiara. Mnie interesują jednak zwierzaki, które dosłownie mówią! Charles Fort, który połowę swojego życia zmarnował na wynajdywanie co dziwniejszych prasówek (coś mi to przypomina), odnotował kilka przypadków mówiących zwierząt. W 1847 w Nowym Orleanie widziano gadającego kota, w 1908 gazety w Nowym Jorku donosiły o mówiącym psie, zaś w 1930 ludzkim głosem miała przemówić mysz. W 1930 w niemieckiej Leutenberdze powstało coś naprawdę dziwnego - szkoła gadających psów Margaret Schmidt (Hundesprechschule Asra). Według świadków, psy ze szkoły Asra potrafiły wydawać z siebie pojedyncze zwroty, niestety mało zrozumiałe. Jeden z psów potrafił ponoć wyszczekać słowa "Mein Fuhrer". Szkoła dobrze wpasowywała się w obsesję jaką naziści mieli na punkcie psów. Sam Adolf przypisywał im ludzkie cechy, zaś niemieccy naukowcy uczyli psy nie tylko mówić, ale też pisać, a nawet usiłowali porozumieć się z nimi telepatycznie.

W krajach rozwiniętych chyba nie spotkamy dziś mówiącymi zwierzakami, w klasycznym słowa tego znaczeniu (poza wigilią). Co innego w Afryce. Kilka takich historii opisał m.in Paul Sieveking. W Kenii mówiąca krowa nakazała lokalnej społeczności wybudować kościół. W czerwcu 1992 ugandyjskie radiostacje twierdziły, że w miejscowości Kyabagala koza poinformowała wieśniaków, że AIDS jest boską karą za nieprzestrzeganie Dziesięciu Przykazań. Jak to możliwe, aby zwierzę było wstanie cokolwiek powiedzieć? Odpowiedz daje youtube, gdzie gadających psów jest co niemiara. Blisko pół miliona ludzi subskrybuje Miszkę, gadającego psa husky. Ułamek subskrybentów interesujących się Miszką ma mówiący kot Tiggy, mimo, że na moje kulawe ucho, jest od Miszki znacznie lepszy. Swego czasu karierę robił gadający kot Oh Long Johnson i rozmowny słoń Kosik. Trzeba dużo wyobraźni, aby w tych dźwiękach doszukać się słów, co nie znaczy, że się nie da. Niestety są to zwykłe paternifikacje, doszukiwanie się znaczeń w niejednoznacznych dla naszego mózgu, akustycznych modulacjach. Równie dobrze mówić mogą do nas szumiące liście.

5 komentarzy:

  1. Moje koszatnice często namiętnie gadają i się kłócą.

    OdpowiedzUsuń
  2. Warto dodać, że Richard Wiseman, jest też autorem książek dotyczących psychologii i rozwoju osobistego. Ja jestem po lekturze dwóch jego książek: "59 sekund" (w których porusza tematy perswazji, motywacji, związków czy uwodzenia) oraz "Kod szczęćia", w których analizuje cechy psychologiczne osób mających w życiu farta.

    Wszystko to oczywiście poparte badaniami naukowymi. Podejście do tematyki "bycia szczęściażem" i "bycia pechowcem" od strony metodologii naukowej było dla mnie szokujące, a jednocześnie oczywiste jeśli zastanowić się nad argumentacją. To wyróżnia jego książki z pośród zalewu różnego rodzaju mambo-jambo, które zazwyczaj można spotkać w tej tematyce.

    OdpowiedzUsuń
  3. Toć przecież Bertrand Russell powiedział: "Nieważne jak elokwentnie będzie szczekał pies, nie powie ci, że jego rodzice byli biedny, acz uczciwi" :)

    OdpowiedzUsuń
  4. W sumie to ewolucja pierwszego pytania "edukacyjnego"Jak robi zwierzątko(x zdrobniale)? Potem jest już tylko weselej z tym pytaniem, bo w dobie internetu łatwo dowieść że nawet odpowiedz na pytanie dla dziecka "Jak szczeka pies?" nie jest takie prostą sprawą...bo psy są nacjonalistami.(www.psy.pl-jak szczekają psy w różnych językach) W tym kontekście zaczynam rozumieć wzruszenie nazistów...i wyobrażam sobie podejrzliwy wzrok pekińczyka na elokwencje owczarka niemieckiego do którego przemówił kotlet cielęcy.;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Szukałem czegoś rozrywkowego. Pański wpis poprawił mi totalnie humor. Muszę kupić "Paranienormalność" i przeczytać.

    OdpowiedzUsuń