16 stycznia 2013

Tam, gdzie kończą się autorytety

Bezmyślność w propagowaniu złotych myśli Alberta Einsteina, jest głupotą dwojaką. Po pierwsze, cytaty te są bardzo często nieprawdziwe, po drugie dotyczą one zwykle wszystkiego, tylko nie fizyki. O ile Einstein był niewątpliwym autorytetem w dziedzinie nauk ścisłych, to już wartość jego poglądów ekonomicznych, etycznych czy politycznych może budzić wątpliwości. Przywoływanie myśli wszelakich niemieckiego fizyka może dziwić o tyle, że jest on sztandarowym przykładem zabłąkanego autorytetu, znanego jako "choroba noblistów". Otóż mało kto wie, iż Einstein był znanym piewcą socjalizmu w radzieckiej formie. Spod jego ręki wychodziły takie działa jak "Dlaczego socjalizm?", w której zachwycał się wymiarem społecznym i gospodarczym socjalizmu, nazywając kapitalizm "drapieżną fazą rozwoju człowieka". Oczywiście wygłaszanie takich opinii w czasach makkartyzmu nie mogło przejść w USA bez echa. Dzięki swoim kontaktom z prominentnymi postaciami komunizmu Einstein dorobił się liczącej 1427 stron teczki w FBI. Jeden z amerykańskich kongresmenów John Rankin nazwał nawet Einsteina "urodzonym agitatorem, stworzonym do dalszego rozprzestrzeniania komunizmu w świecie". Zachwyt nad gospodarką centralnie planowaną nie jest oczywiście jeszcze żadną intelektualną zbrodnią. Jednak wybielanie postaci Józefa Stalina wymaga już naprawdę skomplikowanych operacji myślowych dla uporania się z niewygodnymi faktami.

Choć Einstein nie zwykł gloryfikować Stalina publicznie, jego poglądy w tej materii znamy dzięki wydanej w latach 70. korespondencji z Maxem Bornem (The Born-Einstein Letters) oraz rozdziałowi (My Running Debate with Albert Einstein) z biografii Sidneia Hooka. Z listów do Borna znamy powód, dla którego Einstein odmówił przyłączenia się do międzynarodowej komisji kierowanej przez Johna Deweya do zbadania procesów moskiewskich. Einstein po prostu odrzucał możliwość sfingowania procesów przez Stalina, powołując się przy tym na ludzi, „którzy znają się na Rosji najlepiej". W roku 1948, kiedy oczywistym stało się, iż Związek Radziecki jest krajem totalitarnym, w prywatnej korespondencji do Hooka Einstein pisał: "Choć nie jestem ślepy na słabości władzy rosyjskiej, nie mogę nie dostrzec jej wielkich zasług. Nie jestem pewien, czy byłyby możliwe w przypadku stosowania przez nią (władzę) łagodniejszych metod". Słowa Einsteina usprawiedliwiające radziecki terror są niezrozumiałe jeszcze z jednego powodu. Einstein niezwykle ostro odnosił się do wszelkich przejawów łamania praw człowieka. Naród niemiecki nazwał nawet "krainą masowych morderców". Tymczasem dla ZSRR stosował podwójne standardy, nazywając zbrodnie "tymczasową rezygnacją z osobistej niezależności" i "obowiązkiem złożenia tymczasowej ofiary".

Czego uczy ta historia? Nawet najściślejszy umysł ma swoje zabobony, a polityka jest chyba największym z nich. Skrupulatne, obiektywne podejście w jednej sferze, nie rozchodzi się samoczynnym rezonansem na resztę naszego myślenia. Ta świadomość własnych ograniczeń powinna zmuszać nas do pokory w formułowaniu oryginalnych twierdzeń. Bardzo chętnie napisałbym o rzekomej zdolności zwierząt do wykrywania kierunku linii ziemskiego pola magnetycznego. Nie ma pewności czy zmysł ten istnieje i  jak funkcjonuje. Nie tylko nie potrafimy wskazać narządu magnetorecepcji, ale nawet nie jesteśmy pewni, w której partii ciała zwierząt należałoby go szukać. Dla niespecjalisty to jednak za mało, aby wyśmiewać taką teorię. Jeśli w jakiejś dziedzinie nie mamy do czynienia z konsensusem, a w tym wypadku nie mamy, nie będąc fachowcem najzwyczajniej w świecie nie wypada natrząsać się z teorii, którą uznają dość liczne, obeznane w dziedzinie gremia. Nie-fizykowi zostaje cytowanie stanowiska fizyki, osobie nie będącej lekarzem nie przystoi polemizować z oficjalną linią mainstreamowej medycyny, zaś jeśli nie jesteś klimatologiem, swoje przemyślenia o braku oddziaływania człowieka na globalne ocieplenie powinieneś pozostawić dla siebie. Oczywiście, przykładanie wagi jedynie do ugruntowanych, powszechnie akceptowanych twierdzeń naukowych, spowoduje, że wiele nieortodoksyjnych acz prawdziwych przekonań zostanie przez nas potraktowanych zbyt ostrożnie. Mówiąc wprost, parę prawdziwych rzeczy uznamy za fałszywe. Nie mniej w nagrodę nie wleje się do naszej głowy ogromna ilość chłamu, cudzych szaleństw i wierutnych bzdur.

20 komentarzy:

  1. Akurat jeśli o magnetoreceptory u kręgowców chodzi to w zeszłym roku chyba drgnęło. Przy okazji polecam blog Eda Yonga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli u pstrąga stawiają na kilka komórek w jego nosie? Pamiętam, że jeszcze w zeszłym roku czytałem coś o oczach, że kiedy wycinano ptakom oczy ich kompas zanikał. Nie mogę pozbyć się uczucia, że wszystko to jest cholernie naciągane, ale nie wiem, nie znam się. Jak napisałem, właśnie dzięki takim doniesieniom jak te które linkujesz, będę uciekał od tego tematu jak tylko mogę.

      Usuń
    2. Komórki zauważalnie reagujące na zmiany pola magnetycznego nie muszą być magnetoreceptorami, ale trzeba przyznać że zachowują się bardzo obiecująco. No i jest ich więcej niż kilka, są tylko mocno rozproszone (1 na 10 tys komórek nabłonka węchowego).

      Usuń
  2. komu, jak nie sceptycyzmowi Einsteina, mechanika zawdzięcza tak wiele?
    no może na początku
    A że jak chyba każdy, miał takie czy owakie kuku?
    Gdzie to było:? "kto w młodości nie był ....istą, był świnią"? czy jakoś tak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt nie umniejsza jego dorobku. Skeptical Inquirer uznał nawet Einsteina jednym z 10 największych sceptyków XX wieku - ten sam Inquirer, który w jednym z zalinkowanych tekstów krytykuje go za Stalina. Można być genialnym sceptykiem, a i tak czasem cholernie błądzić - czasem nawet trzeba.

      Usuń
    2. @Xitami "Kto w młodości nie był socjalistą ten na starość będzie świnią" chyba tak to było.

      Nie zmienia to faktu, że podpieranie swoich twierdzeń powiedzonkami i anegdotami niczego nie zmienia.

      Usuń
    3. "A kto na starość pozostaje socjalistą ten jest idiotą". To druga część osławionego cytatu z Bismarcka.
      SN

      Usuń
  3. "70tych" - od blogu który ma aspiracje opiniotwórcze oczekuję jednak trochę lepszej znajomości zasad języka polskiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę mi wierzyć. Jestem w stanie napisać coś o wiele gorszego niż "70tych", także chyba nici z mojej opiniotwórczości. Poradnia językowa odrobiona.

      Usuń
  4. Wszystko prawda, choć zauważyłbym, że Einstein był także człowiekiem-instytucją, która wiele robiła dla emigrantów z Europy, także tych uciekających przed stalinizmem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Akurat to, że ludzie uwielbiają cytować Einsteina wiąże się z tym, że wielu ulega autorytetom i to co mówi autorytet to na pewno musi być prawdą - jest to nieświadomy proces raczej, od urodzenia nam się wmawia bycie posłusznym, najpierw wobec rodziców, potem nauczycieli, itp.. Argument w stylu "Einstein tak mówił", ma służyć za ostateczny argument, jakby to, że autorytet tak mówi jest dowodem na "coś tam" (na przykład na istnienie boga...). Skoro Einstein tak mówił, to na pewno prawda... co jest kompletnym bezsensem, bo to nie jest żaden dowód na istnienie boga przecież (w Internecie krąży beznadziejnie spreparowany dialog pomiędzy Einsteinem, a profesorem co oczywiście jest kompletną bzdurą, że w ogóle taki dialog miał miejsce (nie tyle chodzi o to, że jest Einstein debilem w tym dialogu, co w oficjalnych źródłach nie ma żadnej informacji o tym) - opisuje on, jak Einstein poniża w nieudolny sposób swojego profesora wierzącego w ewolucję - dla wierzących i kreacjonistów to dowód na to, że kreacjonizm to prawda i że bóg istnieje; nie wspominając o innych debilach, którzy ulegają tej manipulacji). NIGDY nie będzie dowodem na istnienie boga to, że ktoś, kto jest idolem powiedział coś tam - raczej niezbyt dobrze świadczy o ludziach to, że zamiast merytorycznych argumentów posuwają się do takich kłamstw... co raczej świadczy z kolei o tym, że racji nie mają, skoro nie mają merytorycznych argumentów, a używają sztuczek manipulacyjnych.


    P.S. Einstein nie zdał ostatecznego egzaminu dyplomowego, ale dyplom dostał. Jego żona też nie zdała i w przeciwieństwie do męża nie dostała dyplomu :-(

    P.S.S. Znam geniusza chemicznego, który jest skrajnym nacjonalistą, wierzy w boga i jest za PiSem. To, że ktoś jest zdolny w jednej dziedzinie, nie znaczy automatycznie, że w innych dziedzinach będzie w trafny sposób wyciągał poprawne wnioski. Niepotrzebnie ulegamy, nawet nie wiem, jak to nazwać, sugestii?

    OdpowiedzUsuń
  6. Skąd się wziął przecinek w pierwszym zdaniu?

    OdpowiedzUsuń
  7. Mosiał Einstein rozumieć różnicę w ocenie zabicia napadniętego i zabicia napastnika. Np. w Czechach istnienie partii komunistycznej zdaje się nie jest zakazane. Ale Czesi wiadomo: zdrajcy i tchórze.

    OdpowiedzUsuń
  8. Po prostu nie rozumiem tego artykułu... Całość opiera się na subiektywnym poglądzie, że jak ktoś myśli trzeźwo o fizyce, to pewnie już w każdym innym wymiarze jest skończonym idiotą. W świecie brakuje obiektywizmu. Nie wiemy co tak naprawdę skłoniło Einsteina do poparcia komunizmu, może wiedział coś czego my nie wiemy na temat Kapitalizmu i Demokracji? Czy możliwym jest, że dokonał wyboru mniejszego zła i chcąc wykorzystać swój autorytet chciał wskazać ludziom kierunek, podpowiedzieć, ale nie decydować za nich? Moim zdaniem, każdy układ polityczny ma w sobie pierwiastek zła, ale także pewien wypaczony rodzaj nadziei na stabilne jutro.

    P.S. Jeszcze to piękne zdjęcie towarzysza... zacznij pisać powieści sensacyjne, na pewno więcej byś zarobił niż na tym blogu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ktoś jest genialnym fizykiem, to musi być we wszystkim innym idiotą? Nie! Wręcz NIE! Jeśli ktoś jest genialnym fizykiem, nie znaczy, że jest geniuszem we wszystkim - to jest, wydawało mi się, oczywiste przesłanie tekstu. Nie sądzę, aby Einstein miał jakąś gnostyczną wiedzę na temat kapitalizmu. Jego gloryfikowanie komunizmu tłumaczy się najczęściej tym, co widział w swojej dawnej ojczyźnie. ZSRR postrzegał w opozycji, do tego czego nienawidził najbardziej - nazistowskich Niemiec.

      Usuń
    2. @Michał
      A no właśnie. Po prostu wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy na czym polega zło: jeśli ktoś zniszczył zło, to wcale nie znaczy, że jest dobry. Mafioza może zabić albo "wsadzić za kratki" nie tylko policja, może go zabić albo :"wsadzić za kratki" inny mafiozo np. po to aby przejąć jego terytorium. Tak było z ZSRR i III Rzeszą - obydwa państwa były złem w czystej postaci.

      Usuń
  9. Myślę, że w owych czasach komunizm postrzegano jako przyszłość ludzkości, a stalinizm jako okres przejściowy (jeszcze socjalizm itd.) W latach 40.tych i 50.tych awangarda artystyczna i elity intelektualne (Picasso, Sartre,) sympatyzowały z komunistami, którzy kreowali wizję nowego człowieka, wolnego od religii i podziałów społecznych. To miał być system równych szans, praw i dostępu do dóbr. Związek Sowiecki Stalina z mrocznej, feudalnej Rosji wyrósł na mocarstwo atomowe co miało być dowodem, że nowy ustrój też "coś" może. Sądzę, że o skali ofiar ówcześni apologeci komuny nie zdawali sobie do końca sprawy i traktowano je zupełnie inaczej niż ofiary faszyzmu. Tu (w komunizmie) podobnie jak w chrześcijaństwie, idee świetlanej przyszłości miały być dla wszystkich, a nie tylko dla narodów wybranych. Niektórzy za wcześnie umarli, by w pełni pojąć "komunistyczny totalitaryzm" oraz inercję i schyłkowość tego systemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że wówczas to była sprawa 'mniejsza', ale nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że autorytetem się jest tylko w swojej dziedzinie. (To znowu nie takie proste, bo czasami potrzebujemy ludzi, którzy powiedzą głośno rzeczy, których politycy boją się mówić.)

      Usuń
  10. trudno zgodzic sie ze stwierdzeniem "zaś jeśli nie jesteś klimatologiem, swoje przemyślenia o braku oddziaływania człowieka na globalne ocieplenie powinieneś pozostawić dla siebie"
    Wiekszosc skomplikowanych problemow (a takim jest wlasnie problem globalnego ocieplenia) wymaga wielowymiarowego i multidyscyplinarnego podejscia i dlatego wlasnie problem oddziaływania człowieka na globalne ocieplenie wymaga rowniez spojrzenia matematyka, fizyka, urbanisty i socjologa. Wiedza o tym dobrze od dawna hugonoci (czyli uczniowie Hugona Dionizego Steinhausa) i ich kolejne pochodne.

    OdpowiedzUsuń