26 września 2012

Piramidalny idiotyzm z energią w tle

Nie ma zgody co do tego, kto jest ojcem tego szaleństwa. Najczęściej przywołuje się nazwisko francuskiego sklepikarza Antoine Bovisa. Na swój pomysł wpadł wpatrując się w naturalnie zmumifikowaną mysz (w innej wersji w kota) podczas zwiedzania piramidy Cheopsa. Max Toth sytuuje tą historię w roku 1900, inni autorzy w 1920, uważany za jednego z największych ekspertów zagadnienia, Duńczyk Jens Laigaard, widziałby ją w roku 1930, zaś Daniel Loxton - odkrywca oryginalnych broszur Bovisa, twierdzi, iż Francuz nigdy w Egipcie nie był. Co więcej, naturalnie zmumifikowane zwierzaki miały znajdować się na "smętarzu dla zwierząt" w Komorze Króla, gdzie zbierano zabłąkane, zdechłe futrzaki z całego kompleksu. Pomysł, aby zbierać zdechłe zwierzęta w najbardziej atrakcyjnym pomieszczeniu jednego z najbardziej atrakcyjnych zabytków na Ziemi jest o tyle absurdalny, że oczywiście nigdy nie miał miejsca. Tak czy owak, już w latach 60 mieliśmy czecho-słowackie piramidki służące do ostrzenia żyletek. Był to patent Karela Drbala, owoc myśli socjalistycznej, rozpropagowany w całym bloku radzieckim. Drbal przyznał, że urządzenie było poniekąd żartem, zaś do złożenia patentu namówili go znajomi, chcący sprawdzić jak urząd patentowy zareaguje na taki wniosek. Czech święcie wierzył, iż jego piramida działa, nie wiedział jednak jak wytłumaczyć urzędnikom działanie swego wynalazku. Oficjalnie piramidka miała na celu "pobudzenie komory rezonansowej przez kosmiczne mikrofale". Za sprawą opisu tej nietypowej ostrzałki w książce Psychic Discoveries Behind the Iron Curtain, w latach 70 wieść o niezwykłych mocach drzemiących w piramidach buszowała już w świecie Zachodu.

Chyba pierwszym poważnym testem były badania grupy badaczy zjawisk paranormalnych z Toronto pod przewodnictwem Iris Owen. Zastosowano w nich zaskakująco zdrową metodologię jak na tego typu ludzi, z grupą kontrolną i ślepą próbą. Pomimo entuzjastycznego nastawienia, nie wykazano żadnych zdolności ani do ostrzenia żyletek, ani do konserwacji owoców. Amerykański biznesmen, autor kilku książek o piramidach i przypadkowo ich producent - Patrick Flanagan, negatywne wyniki wielu naukowych badań upatruje w złych konstrukcjach, nieodpowiednich materiałach i nie optymalnych warunkach eksperymentów. Problem w tym, iż brak tu standaryzacji, każdy piramidolog ma swoje własne teorie. Gdy w 2005 roku w programie MythBusters testowano rzekomą moc piramid (z wiadomym skutkiem), obrońcy ich nadnaturalnych mocy uznali eksperyment za chybiony. Według mędrców z youtube, piramidę ustawiono zbyt blisko jakichś tam przedmiotów emanujących złą energią. Niestety nie ma zgody na to, czym jest owa zła energia, ani nawet jaką to niby energię koncentrują piramidy - trudno więc uwzględnić niewykrywalny czynnik. Znane i dobrze zdefiniowane przez fizykę słowa, takie jak "energia", "częstotliwość", "pole", tracą jakiekolwiek znaczenie w świecie badaczy zjawisk paranormalnych. Cytując Harriet Hall: "pojęcia te zostały porwane, przebrane i zmuszone do prostytucji w ciemnych zaułkach medycyny alternatywnej". Wśród rodzimych piramidologów stosuje się jeszcze dziwniejsze pojęcia, takie jak "kąpiel energetyczna" czy "energia biokosmiczna".

Piramida jest dziś w Polsce uosobieniem zła i wszystko, co przedstawi się na rysunku w postaci piramidy przynosi diabelskie konotacje. Kiedy minister finansów recenzuje ekonomiczne propozycje opozycji, dodatkowo demonizuje je przedstawiając w postaci piramidy. Energetyczne ostrosłupy święciły u nas swoje triumfy jakąś dekadę temu, kiedy modne stało się stawianie piramid w ogrodach i na tarasach. Grzechu tego dopuścił się m.in polski magnat finansowy Aleksander Gudzowaty. Największe wzięcie mają w Polsce drewniane piramidy księdza Stefana Opieli, na których wzorował się polski producent piramid Wiesław Dąbrowski. Są to jednak piramidy o niekonwencjonalnym kształcie czworościanu. Najpopularniejszą "klasyczną piramidą" jest ta autorstwa Haralda Alkego. Alke jest autorem wydanej w Polsce książki "Działanie piramid energetycznych Horusa" i przez przypadek ich producentem. Jego składające się z kilku drutów piramidy produkowane są w wielu rozmiarach, które Alke otrzymał przekazem telepatycznym od świetlistej istoty. Piramida o wysokości 1,8 metra (czyli taka, jaką w swojej książce "Piramida bez tajemnic" zaleca Czesław Galewski - przez przypadek producent piramid), kosztuje... 6.5 tys. zł. To chyba właśnie Galewskiemu udało się osiągnąć w tym biznesie szczyt absurdu. Każdy musi znaleźć swoją niszę, swoją specjalizacje, która odróżni jego produkt od innych. Domeną Galewskiego jest modyfikowanie piramid tak, aby przypadkiem ... nie przedawkować energii.

25 września 2012

Baśnie ze 113 i jednej sury

W Prometeuszu Ridleya Scotta ludziom udaje się odnaleźć winnego całego tego bajzlu, zwanego ludzkością - niestety obcy zachował się mało sympatycznie. Wyobraźmy sobie, że nasz stworzyciel zamiast wyrywać dookoła głowy, jednak przemawia. Tak się składa, że setki milionów ludzi wierzy, iż już się to dokonało, iż jakiś bóg wypowiedział się i przekazał nam to, co miał do powiedzenia. Gdyby Ridley Scott był zacietrzewionym muzułmaninem i chciał oddać postać Allaha jaki rysuje się z Koranu, pierwsze słowa obcego brzmiałyby: "a wiecie, że ponoć niedaleko jest skała, co zmienia w nocy kolor? Że kosmiczne dżdżownice nie jadły nigdy piasku, a mój statek potrafi wywijać salta?". Wszechwiedząca istota która specjalizuje się w rzewnych mitach i głupich historyjkach? Jak to jest, że nieskończenie mądry Bóg, wie zwykle dokładnie tyle, ile reprezentujący go prosty prorok? Jako, że owi prorocy to zwykle pasterze, cieśle i kupcy, Bóg ma do powiedzenia dokładnie tyle, ile potrafiłby wymyślić starożytny pasterz, cieśla i kupiec. Co myśleć o Bogu, który powtarza ludowe bajki i wiejskie legendy

Nim polski rząd przeprosi za tego bloga, a mnie przykładnie zatną mieczem, nadmienię, że w swej krytyce Koranu powtarzam za nim samym. Najwidoczniej wśród handlarzy wielbłądów byli i rozsądni ludzie, jako że w surze 18 czytamy: "Powiedzieli ci, którzy nie uwierzyli: To jest tylko kłamstwo, które on wymyślił, i pomogli mu w tym inni ludzie. To są tylko baśnie dawnych przodków. On kazał je zapisać dla siebie". Przyjrzyjmy się tejże 18 surze. Składa się ona z 4 luźno powiązanych historii: pierwsza to opowiadanie o siedmiu młodych ludziach śpiących przez 309 lat w jaskini; drugą stanowi legenda o Ibisie, który nie chce pokłonić się Adamowi, mamy historię Mojżesza i jego podróży z bezimiennym prorokiem oraz opis wielkiego muru jaki wybudować miał Aleksander Wielki. Pierwsza przypowieść to nic innego jak syryjska opowieść "Siedmiu śpiących z Efezu", spisana po raz pierwszy przez Jakuba z Saruc na przełomie V i VI wieku n.e. Motyw Ibisa wzdragającego się przed pokłonem ściągnięto z chrześcijańskiej legendy narodzin szatana – anioła, który nie chciał pokłonić się człowiekowi. Opowieść o Mojżeszu jest łudząco podobna do starohebrajskiej przypowieści o podróży rabina Joshuy ben Leviego i proroka Eliasza. Fragment o murach wzniesionych przez Aleksandra Wielkiego bierze się z wówczas powszechnego (wspominanymi przez Józefa Flawiusza), a zarazem nieprawdziwego przekonania, o istnieniu wielkich fortyfikacji na północy, wzniesionych przez Aleksandra. A to tylko jedna sura!

Plagiatorski Koran zassał zewsząd gdzie tylko ucho Mahometa mogło sięgnąć. Najwięcej wykradziono z Judaizmu. Mamy tu nie tylko Talmud, ale i Hagade - hebrajskie sagi, Targum - aramejską wersje Starego Testamentu, a także Midrasz - talmudyczne komentarze. Koran mieści w sobie praktycznie wszystkie znane Polakom postacie biblijne, plus parę niszowych - pokroju Jonasza połkniętego przez rybę. Jakby tego było mało, twórcy Koranu sięgnęli po pisma, które nie załapały się do Starego Testamentu. Z hebrajskich apokryfów odnaleźć można księgi Henocha. Przez Koran przewija się zarówno nowotestamentowy Jezus jak i jego matka Maryja. Anioł, który dyktował Mahometowi poszedł jednak dalej, dodając na łamy świętej księgi Ewangelię Dzieciństwa Tomasza, Protoewangelię Jakuba i Ewangelię Pseudo-Mateusza. W Koranie odnajdziemy odniesienia do syryjskich gnostyków, w tym pism Bezylidesa. Ze świata poza chrześcijańskiego islam zaczerpnął z zaratustrianizmu. To właśnie stamtąd skopiowano idee dżinów i słynnych niebiańskich dziewic - hurys. Można krytykować dzieło Ridleya Scotta, ale przynajmniej jego film nie jest tak nachalną kalką cudzych osiągnięć. Koran jest niczym stary "rimejk", w którym reżyser skoncentrował przede wszystkim na podmianie napisów końcowych.