28 czerwca 2012

Lewa stopa Eusapii Palladino

W starym temacie "Lewitujące stoliczki prof. Anny Mikołejko", czytelnik męczy mnie o Eusapie Palladino - medium wszechczasów. Kobiecina wywoływała duchy, przeszła testy, nieźle jej szło, a ja się czepiam. Jestem zbyt leniwy aby odpowiedzieć własną refleksją dlatego w moim imieniu Massimo Polidoro ze Skeptical Inquirer. Poniższą notkę sporządziłem z jego 4 artykułów Eusapia Palladino, queen of the cabinet, opublikowanych w 2009.
..........................

Urodzona w południowych Włoszech Palladino została sierotą w wieku 12 lat.. Dziewczynka tułała się po rodzinach zastępczych, do momentu gdy zaczęła prezentować zdolności parapsychiczne. Rodzina, w której przybywała, zachwycona jej darem, postanowiła zostawić ją u siebie na tak długo jak dziewczynka będzie wyczarowywać duchy. Pierwsza profesjonalna próba jej umiejętności miała miejsce w Cambridge. Amerykanin Richard Hodgson, który przyglądał się seansowi dostrzegł w nim jedynie kuglarskie sztuczki. Do sprawy powrócono w 1908 na specjalnych sesjach pod auspicjami Towarzystwa Badań Psychicznych. Składało się na nie 11 seansów spirytystycznych, a ich efektem był tzw. raport Feildinga. Według członków komisji, to czego doświadczyli "było siłą spoza tego świata". Dzięki obszernej dokumentacji dokładnie wiemy, jak wyglądały próby którym poddano Palladino. Seanse odbywały się w Hotelu Victoria w Neapolu, zwykle o 22 i trwały około trzech godzin. Eusapia przynosiła swoje własne kaszmirowe zasłony i własnoręcznie zawieszała je w pokoju. Do niej należał też stół, przy którym odbywały się spotkania, a nawet sama dobierała oświetlenie. W pomieszczeniu panował półmrok. Było na tyle jasno by dostrzec ewentualny ruch, ale zbyt ciemno aby stwierdzić co ten ruch wywołało. Sama Palladino ubrana była w długą czarną suknię. Pieczę nad spirytystką sprawowano poprzez trzymanie jej rąk i przyciskanie jej stóp do podłoża. W trakcie seansów opisano 470 zjawisk. Były to głównie lewitacje stołu, hałasy dobiegające spod blatu i zgłaszany przez kontrolerów dotyk. W 1992 psycholog i magik Richard Wiseman jako przyczynę zjawisk wskazał  pomocnika Palladino ukrytego w gabinecie. Na łamach Journal of the Society for Psychical Research Wiseman wdał się w dyskusję, w której oddalał kolejne argumenty swoich przeciwników (Barringtona, Fontany, Taboasy). W rzeczywistości Wiseman wcale nie wierzył w ukrytego asystenta. Prowokacja miała obnażyć słabość kurateli, która koncentrując się na niezwykle wyszukanych oszustwach jakie stosować mogła Eusapia, zaniedbując całkowicie te podstawowe.

Po lewej Palladino i warunki w jakich ją testowano. Po prawej Nino Pecoraro i mniej sielska kontrola Harrego Houdiniego.

Dozór był dla Palladino wyjątkowo pobłażliwy. W czasie ósmego seansu nogi Eusapi przywiązano sznurem do krzesła jednego z kontrolerów. Kobieta postanowiła odpocząć, położyła się na stole i trwała tak przez dwie minuty. Po chwili przybyły duchy, stolik zaczął się unosić a spod blatu słychać było szuranie. Jeden z kontrolerów zauważył jednak leżący na podłodze sznur. Okazało się, że Palladino uwolniła nogę z węzła i swobodnie operowała nią pod stołem. Zebrani uznali, że węzły były zawiązane zbyt mocno aby dało się je rozwiązać bez pomocy duchów! Grupa Feildinga wielokrotnie widziała jak Palladino oswobadza ręce, ale kiedy tylko zwracano jej uwagę, za swoje oszustwa winą obarczała kontrolerów. W końcu znajdowała się w transie i nie odpowiadała za to co robi. Po doniosłych sukcesach w Neapolu, jeden z uczestników seansów, Hereward Carrington zorganizował Palladino tournee po Stanach Zjednoczonych. Głównym narzędziem pracy Palladino była jej niezwykle wysportowana lewa noga, którą wykonywała praktycznie większość swoich trików. Nogę tę jako pierwszy "uchwycił" Hugo Munsterberg, podczas amerykańskiej trasy 18 grudnia 1909. Holender nie mógł nadziwić się jak ponad pięćdziesięcioletnia kobieta była w stanie unieść nogę na wysokość jego ramienia, praktycznie bez zmiany pozycji ciała dla obserwujących ją osób. Monsterberg ostatecznie złapał ją za piętę a seans zakończył się skandalem. Najgorsze dla Palladino miało jednak nadejść. 24 kwietnia na Uniwersytecie Columbii wśród uczestników seansu znalazło się 4 profesjonalnych magików (W.S. Davis, James Kellogg, John Sargent, Joe Rinn). Iluzjoniści ze szczegółami opisali w jaki sposób Palladino oswobadza swoją lewą stopę, za sprawą której stolik lewitował. Uwolnioną stopą Palaldino poruszała kurtyną i kopała w stół. Relacje te zakończyły amerykańskie tournee, a Eusapia nigdy już nie odzyskała dawnego blasku.

15 czerwca 2012

Rasista kontraatakuje

Problemem wizerunkowym Euro jest rasizm i choć sam rasizm nie jest już problemem naukowym, jego widmo ma swoje odzwierciedlenie w debacie naukowej. Dyskusja o rasie - jeden z najciekawszych dyskursów współczesnej nauki - to ciekawy przykład melanżu nauki i polityki. Sama próba rozmowy o różnicach rasowych przywodzi na myśl zakamuflowane rasistowskie hasła. Problemy z wydaniem swojej książki, Race: The Reality of Human Difference miał redaktor czasopisma Skeptic Frank Miele. W Skeptic Encyclopedia of Pseudoscience, wydanej przez redaktora Skeptical Inquirer Michaela Shermera jedynie kilka haseł występuje podwójnie, w tym Race and IQ i Race and Sports. Wydaje się, że strach przed konotacjami z rasizmem był na tyle duży, że sami autorzy poddali krytyce opinie, które sami podzielają. Polska nie do końca wpisuje się w ten trend i to zaczynając od warszawskiej ulicy na periodyku naukowym skończywszy. W 1998 Amerykańskie Towarzystwo Antropologiczne opowiedziało się przeciw utożsamianiu tzw. ras człowieka z rasami biologicznymi. W ankiecie stanowisko to popierało 69% członków AAA. Choć w USA orędownicy rasy jako tworu kultury górują nad zwolennikami rasy w pojęciu biologicznej taksonomii, kiedy w 2001 pytanie to zadano polskim antropologom wynik był odwrotny. Jedynie 25% członków Polskiego Towarzystwa Antropologicznego gotowych było nazwać rasę konstruktem kultury.

Jeśli u gatunku Homo sapiens nie mamy do czynienia z rasami, obserwowane dysproporcje należałoby tłumaczyć przez pryzmat kultury. W niedawno wydanej w Polsce książce Carla Salzmana "Myśleć jak antropolog", w rozdziale o rasach autor jest wręcz oburzony przypisywaniem jakichś sportowych predyspozycji czarnym. Tylko jak wytłumaczyć tą nadreprezentatywność czarnych sportsmenów? W USA gdzie Afroamerykanie stanowią 13% ludności, prawie 70% zawodników NFL jest czarna, nie mówiąc o NBA. W Wielkiej Brytanii choć czarna populacja to mniej niż 2%, wśród profesjonalnych piłkarzy jest ich 20%. Salzman nie uważa, aby wiązało się to z genetycznymi predyspozycjami, a jedynie z większą determinacją w odniesieniu sukcesu. Uboga czarna ludność chcąc wybić się z marazmu, ćwiczy pilniej niż bogate białasy. Tymczasem antropolog z Berkeley Vincent Sarich twierdzi, że jeśli pomimo tego, co widzimy, jesteśmy w stanie uwierzyć, że rasa nie ma znaczenia w sporcie, co znaczy, że jesteśmy w stanie uwierzyć we wszystko. Argumenty takich ludzi jak Sarich są mocne. Od 20 lat niemal wszyscy finaliści olimpijscy biegu na 100m, pochodzą z tego samego miejsca - nizin Afryki Zachodniej. Pikanterii dodaje fakt, że jest wśród nich zarówno ludność autochtoniczna w postaci biegaczy z Nigerii, jak i potomkowie dawnych niewolników, których rozsiano po Ameryce od Kanady po Karaiby. Na dystansach sprinterskich potomkowie z Afryki Zachodniej nie mają sobie równych. Jednak od dystansu 800 metrów pałeczkę przejmują mieszkańcy Afryki Wschodniej. Jeśli chodzi o biegi długodystansowe, do żyjącego w okolicach jeziora Wiktorii ludu Nandi, który stanowi 1/8000 ludności świata, należy 20% wszystkich zwycięstw w imprezach międzynarodowych. Co ważne, grupy te nie przenikają się - Somalijczycy nie wygrywają na 100 metrów, a Jamajczycy nie wygrywają maratonów.

Naukowców przekładających wpływ kultury i środowiska nad genetykę, do bólu głowy doprowadzić może tabela wszechczasów biegu na 10 km. Na 25 najlepszych zawodników, 23 pochodzi z Kenii lub Etiopii. Mieszkańcy tego regionu wydają się stworzeni do długiego biegu - są wysocy, szczupli, mają długie nogi i dużą pojemnością płuc. Tłumaczenie to jest tak dobre, że wydaje się aż za dobre. Istnieją uzasadnione wątpliwości, czy nie mamy tu do czynienia z efektem pewności wstecznej. Wiemy, że Azjaci świetnie radzą sobie w gimnastyce, więc wyszukujemy u nich biologiczne cechy, które ich do tego predysponują. W czasie dominacji Żydów w amerykańskiej koszykówce od lat 20. do 40. XX wieku, gazeta New York Daily News rozpisywała się o naturalnych predyspozycjach Żydów do koszykówki takich jak spryt, pomysłowość i analityczne myślenie, dzięki którym będą dominować w tej dyscyplinie. Czy jeśli za 20 lat Chińczycy zdominują NBA znów usłyszymy o niesprawiedliwym rozdziale umiejętności przez matkę naturę i tym razem u Azjatów będziemy doszukiwać się cech, dzięki którym dominują w koszykówce? Nie sądzę, aby ludzie, którzy wypisują rasistowskie hasła po murach i dziennikarze, którzy robią o nich reportaże, zadawali sobie te pytania. Z drugiej strony, dlaczego mieliby sobie zadawać, jeśli sama nauka nie chce ich stawiać. Po wyzbyciu się faktów wróżę, że pozostaniemy przy black brawn i white brains - czarnych osiłkach i białych mądralach.