27 grudnia 2012

Statystyka w sidłach astrologów

Historia o tym, jak statystyka stała się nałożnicą astrologii, liczy sobie ponad 50 lat. Panna statystyka to bardzo delikatna i wrażliwa dama. W nieokrzesanych dłoniach, które jej nie rozumieją i nie darzą należytym szacunkiem, dowodzić może absurdalnych powiązań i nie istniejących związków. Natomiast astrologia to wiara z czasów, kiedy z zazdrością spoglądało się na sąsiada, widząc u niego motykę z brązu. Według astrologów urodzenie się pod tym samym układem planet, znamionować może te same życiowe tendencje. Astrologia i statystyka to klasyczny przykład narzeczeństwa,  któremu różnice klasowe stają na przeszkodzie w realizacji harmonijnego związku. Ich niedoszła miłość miała kilku swatów, choćby niemieckiego parapsychologa Arno Mullera, jednak największe zasługi przypisuje się Francuzowi Michelowi Gauquelinowi. W 1955 Gauquelin opublikował książkę L'influence des astres, w której dowodził, że istnieje statystyczna zależność pomiędzy położeniem pięciu planet a przyszłym zawodem dziecka. Gauquelin twierdził, że specyficzne położenie Marsa w czasie narodzin znamionować może przyszłych generałów, lekarzy i sportowców, rzadziej zaś malarzy i muzyków. W 1960 Francuz wydał kolejną książkę Les Hommes et les Astres, w której doszukiwał się wpływu położenia Księżyca, a przyszłą karierą pisarską. Wyniki te nie przestają zachwycać indywidua ezoterycznego świata. Niemiecki astrolog Peter Niehenke nazwał wyniki Gauqueliniego "niepodważalnym faktem naukowym". Amerykański astrolog Robert Hand twierdzi wręcz, że to "najsilniejszy cios w wizje materialistyczno-mechanistycznego świata”. Wszystkich i tak przebił redaktor Taraki Wojciech Jóźwiak. W "efekcie Marsa" doszukuje się przesłanki na to, że astrologia jest nauką ścisłą! Czyli co, pora likwidować tego bloga - te wszystkie bzdury naprawdę istnieją!? Czyżby słynąca ze zdrowego, racjonalnego podejścia prezydent Warszawy miała rację? Całym naszym życiem rządzą planety?

Obecnie chyba najczęściej przywoływanym narzędziem statystycznym, jest groźnie brzmiący "graniczny poziom istotności p". Jest to prawdopodobieństwo otrzymania pozytywnego wyniku nawet przy błędnej hipotezie. Za wynik istotny statystycznie, uznaje się wartość p nie wyższą niż 0,05 (często 0,01). Efekt czynnika losowego o wartości 0,05 mówi nam, że raz na dwadzieścia przypadków taki wynik może być najzwyklejszym zbiegiem okoliczności. Niestety znaczy to też, że opracowując dane dla 20 przypadków, statystycznie jeden z nich będzie mógł pochwalić się wartością p 0,05. Ile takich kombinacji do rozważenia oferuje astrologia? Astrologia bazuje na ruchu "planet". Cudzysłów ten oznacza, że to, co astrolog nazywa planetą, nie zawsze jest planetą dla astronoma. W astrologii za planety uchodzi Księżyc i Słońce (którymi w istocie były w systemie geocentrycznym), Merkury, Wenus, Mars, Ceres (uznawany przez astronomów za planetę do 1845) Jowisz, Saturn, Uran, Neptun i Pluton (będący planetą do 2006). Astrologia jest bezbronna wobec stale unowocześnianej i dynamicznie rozwijającej się astronomii - bo jak tu wytłumaczyć ludziom, że to, co miało tak przemożny wpływ na ich życie, po spotkaniu Międzynarodowej Unii Astronomicznej staje się kolejnym, niemającym znaczenia obiektem? Niektórzy astrolodzy do tej pory śledzą położenie takich planetoid jak Juno czy Westa, które astronomowie zaliczali niegdyś do planet. Zakładając jedynie 10 "planet" i kilkanaście pozycji, to przy rozważeniu jednocześnie kilku takich ciał niebieskich, otrzymuje się tysiące kombinacji. Analizując taką ilość przypadków można znaleźć mnóstwo zależności, będących wynikiem czystego zbiegu okoliczności. Dałoby radę dowieść, że np. 85% mężczyzn o imieniu Kornel ma żonę o imieniu Dagmara. Nie oznacza to, że jakiś samotny Kornel ma większe szanse u Dagmary niż u jakiejś innej panny - po prostu w tak dużej liczbie kombinacji imion zawsze znajdziemy niesamowicie wyglądające, a przy tym całkowicie przypadkowe korelacje.

W swojej pracy Gauquelin zauważył, że w wypadku 22% francuskich mistrzów sportu, w czasie ich narodzin Mars znajdował się w 1 i 4 sektorze. Zważywszy, iż mowa tu o 2 z 12 sektorów "czysta statystyka" powinna dać 17%. Skąd dodatkowe 5%? W 1979 Paul Kurtz opublikował wyniki badań przetrzepania nieba dla 406 amerykańskich mistrzów sportu. Okazało się że w przypadku jedynie 55 (13%) Mars znajdował się w 1 i 4 sektorze. W 1996 roku ukazała się książka "Efekt Marsa: test tysiąca mistrzów sportu" gdzie z 1120 francuskich mistrzów jedynie 209 urodziło się w pożądanych sektorach. Publikacje te pokazały jednak coś ważniejszego niż liczby. W zasadzie nie dało się przebadać tego zjawiska bez mniej lub bardziej stronniczo dobieranej próby. Co dokładnie znaczy "mistrz sportu"? Aby poznać usytuowanie Marsa w danej strefie, nie wystarczy znać datę urodzin - potrzebna jest dokładna godzina. Okazało się, że miejsca narodzin takie jak "Paryż" bywały zbyt ogólne. Sektor, w którym znajdował się Mars mógł różnić się w zależności od dzielnicy miasta! Na koniec zwrócono uwagę na owe 12 sektorów, po których wędrował na niebie Mars - gdzie dokładnie się kończą, a gdzie zaczynają? Wystarczyłoby wypaczyć dane 1 na 30 sportowców, aby posypać cały wynik. Geoffrey Dean zauważył, że to nie odchył w tę czy inną stronę, a właśnie idealny rozkład byłby czymś niezrozumiałym dla nauki. W 2010 roku skonstruowano specjalny program, który wygenerował losowe daty i przyporządkował je do określonych niebiańskich konfiguracji. Ilość możliwości dla planet, ich położeń i związanych z nimi zawodów, przekroczyła. sześćset tysięcy! Mimo, iż były to absolutnie losowe dane, doszukano się korelacji na poziomie p 0,0006. Dokładnie wyliczono też graniczny poziom istotności dla wyników, którymi tak podniecał się Gauquelin i inni astrolodzy - ich p to 0,245 – nie spełniał więc żadnych, choćby najmniejszych standardów tego, co zwiemy „wiarygodnym wynikiem”.

20 komentarzy:

  1. bodaj Einstein mówił coś o nieskończoności ludzkiej głupoty, która - jak widać - sięgnęła w końcu gwiazd. Pardon: planet. Fajny artykuł, dostarczasz skutecznie materiałów do pośmiania się, ale i do popłakania...

    OdpowiedzUsuń
  2. Idz gosciu do dobrego Astrologa i przestaniesz na takie pierdoly czas tracic jak ci szczeka opadnie po tym, co o sobie uslyszysz. Najpierw czegos doswiadcz, a potem krytykuj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chwilowo zapodział mi się numer do wróżbita Davida, ale jak "gościu" go znajdzie, to na pewno zadzwoni.

      Usuń
    2. Spróbuj Macieja: +48 608-071-771

      Usuń
  3. Od kilku lat wedle rejestru dłużników, najwięcej jest dłużników spod znaku Byka a najmniej spod Skorpiona. Niektórzy w związku z tym orzekali, że może astrologia ma sens. Sprawa wyjaśniła się jednak prozaicznie - najwięcej dzieci rodzi się na wiosnę a najmniej w środku zimy, co przekłada się na ilość dłużników w kolejnych miesiącach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matko jedyna, a nawet zmultiplikowana. Istotność statystyczną czy korelację można wykazać między różnymi zmiennymi. Tylko że to my nadajemy tym powiązaniom sens przyczynowo-skutkowy. Stawiam hipotezę, że ulegnięcie wypadkowi zwiększa prawdopodobieństwo tego, że kierowca jest baranem, a nie, że bycie baranem zwiększa prawdopodobieństwo wypadku.

      Swoją drogą, to fantastyczne, że szamani i inni wróżbici raz jak ognia unikają weryfikacji ich dokonań i twierdzeń z wykorzystaniem metody naukowej, jednocześnie podszywając się pod nią (parapsychologia i szamańskie szkoły terapeutyczne) lub korzystając z jej narzędzi w niewłaściwy sposób (statystyka matematyczna).

      Swoją drogą, astrologia podobno pozwala opisać losy pojedynczego człowieka, zakłada więc niejako determinizm. A tu pokazuje związki na zasadzie korelacji (i to słabej), więc czy to nie przypadkiem strzał we własne kolano?

      Usuń
  4. "Geoffrey Dean zauważył, że to nie odchył w tą czy inną stronę" - powinno być "TĘ"

    OdpowiedzUsuń
  5. Statystyka jest bardzo trudną dziedziną matematyki a jeden z lepszyh przykładów tego co grozi, kiedy nieumiejętnie się nią posługujemy został nagrodzony w tym roku IgNoblem na uniwerdytecie Harvarda. Nagrodę zdobyli neurobiolodzy, którzy opublikowali artykuł naukowy o tym, jak badaniom rezenansu czynnosciowego mózgu poddano martwego łososia.

    Zadaniem łososia było opowiedziec swoimi słowami co czują ludzie na pokazywanych mu fotografiach. W tym czasie badacze analizowali różne obszary mózgu ryby, które były pobudzane, gdy martwy łosos opowiadał o emocjach.
    Wykryto ok. 480 takich obszarów... Takie same metody uzywa sie w prawdziwich badaniach na ludziach. Praca była oczywiście po to, by pokazać, że zła analiza stastystyczna danych, obecna w ponad 50% publikacji (!) sprawia, że te wszystie wyniki są śmiechu warte.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu statystyka to nauka o tym jak umiejętnie kłamać liczbami :)
      statystycznie w Polsce ludzie i psy mają po 3 nogi ;)

      Usuń
    2. Ludzie również mają 4 nogi (kończyny).

      ŁC

      Usuń
    3. Chyba nie ma takiej wartości jak statystyczna, wiec nie bardzo rozumiem co może być statystycznie. Ludzie i psy nie mają "statystycznie" 3 nóg. Najpewniej chodzi ci o to, że średnia arytmetyczna w tym wypadku to 3. Średnia arytmetyczna dla dwóch różnych zbiorów, raczej nie jest tym, do czego przywiązuje się wagę.

      Usuń
    4. Ale co to znaczy "dwa różne zbiory"? Owszem, zapis żartu przez "anonimowego" z 31 grudnia, 9:12, wskazuje na to, że są dwa różne, ale już w zapisie: "średnia liczba nóg ssaków nocujących w sąsiednim mieszkaniu wynosi 2 i 2/3", nie rzuca się to tak w oczy. Że zdrowy rozsądek mówi nam, że to bez sensu? Ale przecież wystarczy trochę zaangażowania ideologicznego, czy głębokiego pragnienia dowiedzenia jakiejś tezy, by zdrowy rozsądek zamilkł.

      Usuń
    5. Wpierw należałoby zadać sobie pytanie o sam sens liczenia w takich przypadkach średniej arytmetycznej. Wynik ten dla większości ludzi brzmi kuriozalnie, bo otrzymana średnia jest w ogóle niemożliwa do osiągnięcia w próbie, jak właśnie 3 2/3 nogi. Jaki jest sens liczenia średniej arytmetycznej nóg zwierzaków w lesie, gdzie jedne mają ich 100 a inne 2? Nie mogę sobie wyobrazić, do czego potrzebne miałyby być takie dane i co one mówią o tym, ile kończyn mają leśne zwierzaki. W takich okolicznościach wartość odchylenia standardowego wykaże, że średnia nie jest tu najlepszą miarą.

      Usuń
    6. Średnia nóg u psów wynosi pewnie 3,995, tak jak średnie rąk i nóg u ludzi są mniejsze od 2, choć zwiększają się od zakończenia II Wojny Światowej. Za to wartość modalna kończyn u tetrapodów takich jak psy i ludzie to 4.

      Usuń
    7. @PAK Najważniejsze co można tutaj zauważyć to to, że źle użyte miary statystyczne, nie świadczą od razu o nieprzydatności całej statystyki.

      Bardzo zabawne, że człowiek i pies mają średnio 3 nogi, można się pośmiać, ale używanie tego żarciku, by coś udowodnić jest niepoważne.

      Usuń
  6. http://piotrowski_pawel.republika.pl/sn_stat.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Najbardziej zabawne jest to że istnieje (a przynajmniej do niedawna istniał) czynnik który wywiera ogromny wpływ na początkowy rozwój człowieka. I zupełnie przypadkowo jest skorelowany ze znakiem zodiaku.

    Chodzi o porę roku w jakiej odbywa się rozwój płodu (a potem noworodka) a co za tym idzie temperatura, dostępność składników odżywczych, witamin itd.

    Oczywiście, w miarę rozwoju technicznego człowiek uniezależnia się od przednówka więc związek między datą narodzin (a dokładniej poczęcia) a rozwojem jest coraz słabszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałoby to sens, gdyby... nie, jednak nie widzę możliwości, aby coś w tym było na rzeczy. Jeśli chodzi o astrologie zodiakalną, bo chyba tak się to nazywa (z angielskiego "Sun sign astrology"), każdy wysiłek umysłowy aby jakoś to uzasadnić, ma moim zdaniem niewielkie szanse powodzenia. Chciałbym zauważyć, że według takiej astrologi człowiek urodzony 20 stycznia, ma mniej wspólnego z osobą urodzoną 19 stycznia, niż z tą urodzoną 18 lutego, bo tak się układają znaki zodiaku. Pory roku czy długość dnia w danym miesiącu różnią w zależności od szerokości geograficznej. Nie ma więc takiej zależności, pomiędzy znakami a temperaturą powietrza, czy czymś takim. Problemów z tą teorią można by mnożyć.

      Usuń
  8. Zarcik ze statystyczna liczba nog jest, po pierwsze glupi, po drugie szkodliwy, bo przyczynia sie do szeroko akceptowanej antypatii do statystyki (jako narzedzia pomagajacego latwiej klamac).
    Do autora - sugeruje poprawienie definicji wartosci p. Po pierwsze, definicja jest bledna (nie ma czegos takiego jak "wynik pozytywny przy blednej hipotezie"). Po drugie, nie ma czego takiego jak "korelacja na poziomie p=...". Korelacja moze byc zerowa (wtedy nie ma korelacji), lub wyrazona liczba od -1 do 1 (wspolczynnik korelacji), kory nie ma nic wspolnego z p. Oczywiscie, p moze wynikac z przyjecia pewnej hipotezy zerowej o konkretnym wspolczynniku korelacji. Ale, stwierdzenie jest nieprawdziwe. Dlatego statystyka jest tak nielubiana, mysle. W codziennym zciu bardzo latwo jest przytoczyc jakies dane statystyczne. Ale, gdy chcemy to ubrac w slowa, to wchodzimy na bardzo grzaski dla laika grunt terminologii.

    OdpowiedzUsuń