17 grudnia 2012

"Pograłem na komputerze, więc idę strzelać do dzieci"

Wydana w 1976 gra Death Race. Wycofana ze sprzedaży,
po tym jak media okrzyknęły ją "chorą i przerażającą".
Nie wiem jak mi się to udało, ale o wydarzeniach z Newtown dowiedziałem się dziś rano. Kiedy tak nadrabiałem newsy, przykuł moją uwagę wciąż powtarzany lakoniczny opis Adama Lanzy - a dokładnie to, iż był fanem gier. Poza informacją ile miał lat, jak się nazywał, to że grał na Play Station, jest chyba trzecią najczęściej powtarzaną frazą jego opisu. Moją czarę goryczy przelał "7 Dzień Tygodnia" Radia Zet. Według Moniki Olejnik, to iż Lanza w coś tam grał było główną przyczyną jego morderczych zapędów, co potwierdzili zgromadzeni w studiu politycy. Przypomnę, że motyw gier komputerowych był wywlekany także w sprawie Andersa Breivika. Gry, w które grają przyszli mordercy są dziś stałym elementem rysu psychopatycznych zabójców. Christopher Ferguson wylicza szereg takich kozłów ofiarnych z przeszłości. W starożytności część ludzi była przekonana, że greckie dramaty mogą mącić w umysłach młodych ludzi. W wieku XIX myślano tak o czytaniu powieści. W wieku XX wskazywano kolejno na: muzykę jazzową, film, rock and roll, komiksy, rap, a obecnie na gry komputerowe. W 2008 przeprowadzono w USA ankietę, jak wielu nastolatków w wieku 12-17 lat pocina w gry wideo. Okazało się, iż były obecne w życiu 97% rówieśników Adama Lanzy. Grało w nie 94% zapytanych dziewczynek i 99% chłopców! Jeśli słyszymy więc o 20-latku, niezależnie czy strzelał do małych dzieci, czy bohaterko ratował kota uwięzionego na drzewie, z 99% pewnością był on komputerowym graczem. Oświadczam więc Pani Monice, że gry komputerowe nie są prostą drogą do mordowania, bo gdyby tak było naszymi ulicami płynęłaby rzeki krwi. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie. Od czasów upowszechnienia się gier, a więc od wczesnych lat 90tych wszystkie wskaźniki przestępczości spadają, zaś szczególnie wskaźnik przestępczości... wśród nieletnich. Kontrowersje dotyczą jedynie tego, czy gry przesycone przemocą mogą prowadzić do wzrostu agresji (co nie znaczy, że do wzrostu przemocy) i tylko tą opcję warto rozważyć.

Kiedy w Polsce szczytem lansu było posiadanie kolorowego kamienia do gry w klasy na chodniku, w Stanach dyskutowano już o wpływie brutalizacji gier wideo na agresje wśród dzieci. Choć debata ta ma blisko 40 lat, wciąż nie doczekała się rozstrzygnięcia. W 1990, na wniosek Josepha Liebermana doszło do przesłuchania w amerykańskim senacie znawcy tematyki agresji doktora Craiga Andersona. Anderson, powiązany z Narodowym Instytutem ds. Mediów i Rodziny, zeznał, iż przemoc obecna w grach wideo, przekłada się na wzrost agresji wśród młodych graczy. Pod koniec lat 90tych dużą popularnością cieszyła się książka Davida Grossmana "Przestańcie uczyć nasze dzieci zabijać ", gdzie wprost powiązano strzelaniny w szkoła z grami komputerowymi. Grossman rozpowszechniał w niej nieprawdziwe informacje, jakoby wojsko nakłaniało żołnierzy do grania, aby oswoić ich z zabijaniem. Kilkanaście lat temu, a więc nim na dobre rozpoczęto badania, w mediach wszystko było już rozstrzygnięta  - gry typu FPS rodzą przyszłych morderców. Pierwszy cios dla tej tezy przyszedł ze strony antropologa Johna Sherriego, W 2001 roku Sherry przejrzał wszystkie badania jakie opublikowano na temat brutalnych gier i agresji. Okazało się, że jeżeli są tu jakieś powiązania to są one niewielkie, a nie tak miało to przecież wyglądać. W 2007 roku na to samo przedsięwzięcie szarpnął się Jonathan Freedman, który przejrzał ponad 200 badań jakie były wówczas dostępne. Wniosek: ogromna i przytłaczająca większość badań nie znalazła związku pomiędzy grami zawierającymi przemoc a wzrostem agresji graczy. Trzy lata temu podobną analizę przeprowadzili Ferguson i Kilburn. Stwierdzili oni wprost, że jedyną sensowną debatą jaką można toczyć w tym aspekcie, to to czy gry wideo nie powodują żadnych skutków czy prawie żadnych skutków. Za ciekawy głos można uznać książkę dwójki harvardzkich psychiatrów Lawrenca Kutnera i Cheryl Olson, "Zaskakująca prawda o brutalnych grach wideo i co z tym wszystkim mają począć rodzice". Napisana w oparciu o ich autorskie badania finansowane przez Departament Sprawiedliwości. Książka nie tylko sugerowała nieprzywiązywanie uwagi do rzekomego wzrostu agresji, ale wskazywała na szereg korzyści jakie niosą ze sobą takie gry na rozwój dzieci i młodzieży.

Niestety nie jest tak różowo jak mogłoby się wydawać. W 2010 roku Craig Anderson powrócił ze swoją własną meta-analizą dotychczasowych prac, na nowo dowodząc, iż gry sieją zło. Sprawa zrobiła się kuriozalna. Badacze patrząc na te same dane wyciągali z nich przeciwstawne wnioski. Anderson spotkał się z natychmiastową krytyką w prasie naukowej, zaś krytycy Andersona spotkali się z krytyką jego apologetów. Tak czy owak, bez wątpienia uprawnione jest dziś twierdzenie, iż nie ma jednoznacznych dowodów na to, że nasycone przemocą gry implikują prawdziwą agresję. Tym bardziej nie ma jakichkolwiek dowodów, że granie samo w sobie prowadzi do strzelania w 5-latków z karabinu maszynowego. Gdyby rzeczywistość gier komputerowych tak łatwo przekładała się na realne życie, byłoby  raczej nieciekawie. Masowe pogrywanie w rożnego rodzaju wirtualne farmy odbiłoby się na rolnictwie, zaś granie w Mario wiązałoby się w poczuciem wewnętrznej konieczności wdrapania się na dźwig, aby przeskakiwać z platformy na platformę. Swego czasu Secret Service przeanalizował preferencje 41 sprawców szkolnych strzelanin. Okazało się, że 27% z nich oglądało brutalne filmy, 24% lubowało się w brutalnych książkach, a jedynie 12% przyciągały gry zawierające przemoc. Na koniec nie chciałem być gorszy, od tych którzy straszą nad współczesnością. Ja także znalazłem przerażający rys w biografii Adama Lanzy!. "Unikał aktywności na Facebooku i Twitterze". Ludzie, którzy nie macie facebooka, apeluję do was, nie zabijajcie nas!

28 komentarzy:

  1. Łatwiej jest zwalić na gry niż na to, że w USA każdy debil może kupić karabin maszynowy. Na twitterze (właśnie, mam konto na twitterze, więc jest szansa, że nikogo w najbliższym czasie nie zastrzelę) ktoś podał informację, że od czasu Columbine w szkołach w USA zdarzyło się 31 masakr, podczas gdy w tym samym czasie na całym świecie było ich 14. Ciekawe, czy znajdzie się jakiś, finansowany przez sprzedawców broni, mędrzec, który stwierdzi, że to dlatego, że w Stanach więcej grają?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam się bez bicia, że nie mam wyrobionej opinii co do prawa do posiadania broni, ale wiem, że w Stanach toczy się obecnie debata. Tzn nie toczy się na temat, "czy każdy ma prawo do broni", bo to jest dla nich oczywiste, że tak. Toczy się na temat: "czy wolno chodzić z ukrytą bronią w miejscach publicznych". Najlepsze jest to, że do tej pory nie wolno było tego robić chyba tylko w 2 Stanach (Illinois i Washington DC), a i tak podnoszony jest krzyk o łamaniu konstytucji. Trochę mnie to zszokowało, by naiwnie myślałem, że w USA nie wolno chodzić w miejsca publiczne z bronią pod płaszczem.

      Usuń
    2. Prawa i obowiązki posiadaczy broni różnią się od stanu do stanu. Niektóre pozwalają na noszenie bez dodatkowych regulacji, jednak większość z nich wymaga odpowiedniego pozwolenia (Concealed Carry License), a niektóre w ogóle tego zabraniają.

      A "szokujące" w sumie chyba bardziej jest możliwość tak zwanego "Open Carry", czyli noszenia na widoku (też różnie regulowane, zależnie od stanu).

      Usuń
    3. Ciekawi mnie jedno. W Szwajcarii czy Finlandii też bardzo dużo osób posiada broń. Po dosłownie minutowym googlaniu znalazłem tylko po jednym przykładzie ataków w tych krajach ("Zug massacre" i "Jokela school shooting"). Oczywiście różnica w ilości mieszkańców jest ogromna, więc logicznym jest, że w USA rzezi jest więcej. Nie potrafię się jednak pozbyć wrażenia, że łatwiejszy dostęp do opieki psychiatrycznej i wczesne wykrywanie zaburzeń odgrywa tu dużą rolę na korzyść państw europejskich.

      Usuń
    4. Krótka lista europejskich przypadków, zaś tu rozbudowane i bardziej kompletne listy wszystkich przypadków strzelaniny z podziałem na szkoły podstawowe, licea (chyba najdłuższa lista) i uniwersytety.

      Usuń
  2. To dziewczę: http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-kielce-19-latka-okradla-sklep-i-postrzelila-sprzedawczynie,nId,726650 też pewnie grało w gry!!!111

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta gra w którą sprawca masakry grał namiętnie to gra "Dynasty Warriors", w której walczy się na broń białą... :P A w domu kupa prawdziwej automatycznej broni palnej, plus mamusia zabierająca pociechę na strzelnicę. Wniosek chyba oczywisty, co bardziej było popychające do zbrodni. :P

    I Polska ma oczywiście wiedzących lepiej w tej sprawie:

    http://niezalezna.pl/36047-przemoc-wirtualna-moze-prowadzic-do-realnej

    :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ja, ale kąsek :) Robert Tekieli, człowiek któremu demon dał dar czytania w myślach (jego własne słowa), ocenia "zatarcie się granicy pomiędzy światem realnym i wirtualnym", genialne :) Nie wiem czy zwróciłeś uwagę na fragment "matka, mocno nakłaniali go do nauki i osiągnięcia sukcesu akademickiego". W ustach Roberta jest to najgorsza zniewaga, bo jak ktoś chce być za mądry, to będzie albo czarownikiem albo mordercą.

      Usuń
  4. Ot ciekawostka: http://histmag.org/Maturalna-masakra-w-wilenskim-gimnazjum-6641

    OdpowiedzUsuń
  5. Zawsze mam wrażenie, że ci wszyscy, którzy mówią, ze gry komputerowe sa powodem takich masakr i strzelanin po pierwsze, nigdy nie grali w żadną grę komputerową, po drugie nigdy nie trzymali w ręku nawet zwykłej wiatrówki. Może wtedy zrozumieliby, że od samego grania w Call of Duty lub BattleFielda ktoś będzie doskonale wiedział jak posługiwać się karabinem maszynowym.
    Tego typu argumenty i tak najcześciej pochodzą od tych rodziców, którzy nie potrafią się przyznac do tego, że na rodziców się nie nadają, to dawało początek tym wszystkim moralnym panikom jak sataniści w szkołach, backmasking, Beatlesi jako narzedzie komunizmu itp.
    Jeżeli zaś chodzi o gry naprawdę powodujące agresje, to polecam planszówki, ileż to razy tacy zwykli 'Osadnicy z Katanu' wywoływali kłótnie.;)

    Skoro już o samych szkolnych strzelaninach mowa, to mam włąsną roboczą hipotezę, w której za główną przyczynę uważam z jednej stroyn zaburzenia w okresie dojrzewania chłopców, spowodowane systemem kulturowym anrzucającym hierarchię i upadlajacym tych, którzy są na dole drabiny. Uważam, ze to zjawisko jest objawem tego samego problemu co bullying (niestety, nie ma na to dobrego polskiego słowa), ktory przez długi czas w USA był tolerowany a nawet częściowo pochwalany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Korekta:
      "Może wtedy zrozumieliby, że od samego grania w Call of Duty lub BattleFielda ktoś nie będzie doskonale wiedział jak posługiwać się karabinem maszynowym."

      BTW, I see what you did here z avkiem adla anonów.;)

      Pozdraiwam,
      Baribal

      Usuń
  6. Gdzieś czytałem, (niestety, w przeciwieństwie do szanownego Autora nie notuję takich rzeczy, więc nie mogę podać odnośnika), że problemem nie jest sama gra, ale czas na nią poświęcany. U osób, które na grze spędzają zbyt dużo czasu, ograniczając do minimum kontakty ze światem realnym i realnymi ludźmi, może rzeczywiście dojść do zatarcia różnicy pomiędzy światem realnym a wirtualnym światem gry, co może skutkować reagowaniem na rzeczywiste wydarzenia wg schematów z gry. Kluczowe znaczenie ma słowo 'może'. Ponadto, nie wiadomo, czy gra w takich przypadkach jest przyczyną, czy katalizatorem ujawniającym zaburzenia psychiczne. Każdy przypadek należy zresztą traktować indywidualnie.
    Podobnie wygląda sytuacja pornografii. W większości europejskich publikacji wykazywany jest związek pomiędzy dostępnością pornografii a ilością przestępstw na tle seksualnym. Przyznam, że jeszcze do niedawna uważałem taka opinię za uzasadnioną. Zmieniłem zdanie w trakcie studiów nad kulturą japońską. Otóż Japonia jest jednym z największych na świecie producentów pornografii, która, jak to potwierdzają tacy autorzy jak R. Tomański czy J. Bator, jest tam bardzo łatwo dostępna. Co więcej zawiera często sceny brutalnych gwałtów i przemocy. Równocześnie Japonia jest krajem bardzo bezpiecznym a ilość przestępstw na tle seksualnym jakie zdarzają się rocznie, nawet jeżeli uwzględnić liczbę ciemna w wysokości 100%, jest w przeliczeniu na 100 mieszkańców ułomkiem tego, co zdarza się USA czy krajach europejskich. Żeby było jeszcze śmieszniej, to zmniejszeniu się w Japonii w latach powojennych liczby gwałtów towarzyszył znaczny wzrost przestępstw rozpowszechniania pornografii (Za J. Widacki, Przestępczość i wymiar sprawiedliwości karnej w Japonii).
    W tym przypadku także należałoby się zastanowić, co jest przyczyną a co skutkiem. Niestety, zbyt często uprzedzenia wynikające z nabytych w trakcie socjalizacji przekonań nie pozwalają spojrzeć obiektywnie na badane zjawisko. W tym momencie wrócilismy do porzedniego wpisu.
    Pozdrawiam
    Krakus (Marcin)
    PS.
    Drogi autorze. Obiecuję, że nie będę strzelał ani do Ciebie, ani kogokolwiek innego.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Otóż Japonia jest jednym z największych na świecie producentów pornografii, która, jak to potwierdzają tacy autorzy jak R. Tomański czy J. Bator, jest tam bardzo łatwo dostępna. Co więcej zawiera często sceny brutalnych gwałtów i przemocy. Równocześnie Japonia jest krajem bardzo bezpiecznym"

      Wyjaśnienie jest proste! To dzięki temu, że pikselują genitalia!

      Usuń
  7. O wpływie długotrwałego grania można było przeczytać tutaj: http://www.sciencedaily.com/releases/2012/12/121210101344.htm

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Interesujące, choć w cytowanym materiale mowa jest o kumulowaniu agresji. Sam widziałem, i to nie trakcie gry w Call of Duty tylko przy grze w brydża, jak z na co dzień spokojnej osoby wychodzi bestia, gotowa zabić partnera za to, że dołożył dwójkę trefl zamiast przebić waletem, którego zresztą nie miał...:)
      Materiał do którego się odwołuje, dotyczył przypadków ograniczenia przez delikwenta kontaktów ze światem zewnętrznym do telefonicznego zamówienia pizzy i piwa. W takim przypadku może dojść do utraty umiejętności normalnej koegzystencji z innymi ludźmi i zastąpienia ich reakcjami z gry. Nie chodzi o to, że gracz nauczy się posługiwać karabinem, tylko że przyjmie za właściwe postępowanie fizyczną likwidację przeciwnika, tak jak to robił w grze.
      Jeszcze raz podkreślam, że wszystko to opatrzone jest słówkiem może.
      Krakus

      Usuń
  8. W większości stanów nawet jeśli wolno mieć broń przy sobie, nie może być naładowana, tak gwoli sprostowania.

    OdpowiedzUsuń
  9. Argumentacja amerykańskich miłośników broni jest bardzo pokrętna - ułatwienie dostępu do broni ma poprawiać bezpieczeństwo, bo gdyby ktoś z zaatakowanych miał pistolet, to zastrzeliłby napastnika. Równocześnie od dziecka uczy się ich że słysząc strzały powinni się schować i nie interweniować, bo bohaterowie giną pierwsi.
    Po masakrze w barze Luby's przegłosowano zniesienia zakazu wnoszenia broni do takich miejsc; po masakrze w Denver pojawiły się głosy, aby można było wnosić broń do kin - idąc dalej z tą logiką, teraz powinno się zezwolić uczniom na przynoszenie do szkoły broni, co na pewno poprawi bezpieczeństwo.

    To prawda, że zło siedzi w człowieku a nie narzędziu, ale bez porównania łatwiej jest zastrzelić 20-30 osób strzelając z odległości, niż zrobić to siekierą czy nożem. Nota bene najgorszy taki polski przypadek dotyczył siekiery i nie przekroczył ośmiu ofiar śmiertelnych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uważam ten argument za wybitnie idiotyczny. Słyszałem o wielu masakrach w USA za to jeszcze nigdy nie słyszałem by ktokolwiek zapobiegł nieszczęściu zabijając napastnika własną bronią.

      Usuń
  10. W USA za łatwo można kupić broń, a także reklamy w gazetach nie grzeszyły inteligencją. Artykuł o tej strzelaninie, a obok reklama "chcesz postrzelac, kup bron"

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie widzę jasnej zależności pomiędzy dostępem do broni a liczbą szkolnych maskar czy morderstw. Na podstawie przykładu USA można sądzić, że liberalne podejście do posiadania broni skutkuje nieciekawą rzeczywistością, tylko że w Szwajcarii również w prawie każdym domu jest broń i nie ma tam takich problemów jak w USA. Tak samo w drugą stronę - są kraje w których restrykcyjna polityka dostępu do broni pozytywnie koreluje z niskim wskaźnikiem morderstw, ale jest też wiele krajów takich jak Meksyk, gdzie pomimo bardzo ostrego prawa, strzelaniny są na porządku dziennym.

    Szybciorem zrobiłem małą graficzkę, która pokazuje zależność pomiędzy ilością sztuk baronii przypadającej na 100 obywateli (kolumny), a liczbą ofiar śmiertelnych w skutek jej użycia na 100 tys mieszkańców (czerwone kropki). Dane wziąłem stąd i stąd. Na pierwszy rzut oka widać, że nie ma tu absolutnie żadnej zależności, która pokazywałaby, że im niższa kolumna tym niżej położona kropka. Dodam jeszcze, że dane o ilości zastrzelonych ofiar były niedostępne dla wielu krajów Afryki które naniesione są w kolumnach. Jestem przekonany, że te dodatkowe dane poszatkowały by ten wykres na dobre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdyby tak zrobić zestawienie pokazujące zależność między jakością leczenia psychiatrycznego a liczbą ofiar śmiertelnych z użyciem broni.

      Spotkałem się z opinią, że to co odróżnia kraje skandynawskie czy Szwajcarię od USA to właśnie opieka medyczna i podejście do leczenia osób z zaburzeniami psychicznymi.

      Usuń
  12. Zacznijmy od tego, że prasa pomyliła osoby i znalazła profil facebookowy brata mordercy. Stąd fałszywe informacje o tym, w co grał ten psychopata.

    OdpowiedzUsuń
  13. Z jednej strony gry, a fronda.pl jako przyczynę masakry podaje odejście od Boga oraz akceptację homoseksualizmu i aborcji. W zasadzie pod przyczyny można podciągnąć co tylko się chce, nawet picie herbaty miętowej.

    OdpowiedzUsuń
  14. bardzo dobrze napisane.

    Ja gram w gry komputerowe dwie trzecie swojego życia (liczącego już lat trzydzieści), ale chyba jestem jakiś ułomny, bo nawet owadów nie lubię zabijać... Gry komputerowe to sprawa wtórna wobec jakości wychowania, dostępności broni czy wreszcie... statystyki. Bo spójrzmy prawdzie w oczy: w liczącym dwieście milionów ludzi narodzie musi się statystycznie trafić jakaś chora psychicznie jednostka, której uda się dokonać tak wielkiego zamieszania...

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo wymowny artykuł, chociaż tytuł zmieniłabym na nieco lżejszy. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie sądziłem, że znajdę w sieci jakiś artykuł na taki temat z tak dobrym, stoickim podejściem. Wszędzie się słyszy, czego to gry nie powodują złego. Cieszę się, że trafiłem na tego bloga, dzięki temu aż poprawił mi się humor.

    OdpowiedzUsuń
  17. Po ostatnim morderstwie w Rakowiskach internetowi komentatorzy podzielili się na obóz uznający że to wina brutalnych filmów i tych sądzących że to skutek "wychowania bezstresowego" jakie rzekomo ktoś gdzieś stosuje.

    OdpowiedzUsuń