17 lutego 2012

Rozmowy o apokalipisie wciąż w Toku

Tak, obejrzałem poniedziałkowe "Rozmowy w Toku". Z opóźnieniem, ale obejrzałem. Nie chciałem być gorszy od milionów Polaków, którzy oglądają to na co dzień. Wyborny dobór gości. "Eryk, lat 19. Nigdy nie miał dziewczyny, liczy, że to się zmieni, jeśli przeżyje tegoroczny koniec świata". Przenikliwe pytania prowadzącej i ekspercka publiczność. Niestety potwierdziła się moja smutna obserwacja, która jest dla mnie największą tragedią środowiska New Age - są tam niezwykle atrakcyjne kobiety. Już pani breatharianka mi się podobała. Zaś partnerka jednego z szaleńców rozmawiającego z kryształowa czaszką... niech to szlag. Kiedyś wydawało mi się, że zwyciężają te idee, za które ktoś jest w stanie oddać życie. Wygrywają niestety też te, które reprezentują ładniejsze kobiety. Jeśli chodzi o sam program, nie bardzo jest co komentować. Może poza jednym zdaniem. Pan od czaszki zaskoczył Ewę Drzyzgę oświadczeniem, że o apokalipsie wie m.in. ze strony NASA. NASA miało informować o niej w czerwcu 2011. Chodzi o przemówienie Charlesa Boldena. Są to luźne refleksje po rokrocznych ćwiczeniach bezpieczeństwa, w których Bolden zachęca, aby takie procedury istniały nie tylko na poziomie państwa, ale i amerykańskiej rodziny. Aby to, co trenują pracownicy NASA przekuć w poprawę bezpieczeństwa życia codziennego. Tak właśnie wygląda przyznanie się NASA do apokalipsy roku 2012. Najbardziej zabawna jest interpretacja słów Boldena: we are the only agency that's responsible for the safety and well being of not only people here on Earth but off this planet. Cytując Nową Atlantydę: "Jest to nawiązanie do personelu poza naszą planetą. Dlaczego Bolden nie powiedział, że chodzi o załogę ISS? Czy NASA posiada personel w jeszcze innych miejscach Układu Słonecznego? Czy było to wskazanie, że istnieje jakiś tajny program kosmiczny, o którym nie mamy pojęcia?"

O 2012 zostało powiedziane już chyba wszystko. Szczególnie, że zagłada wyśmiana była także przez ludzi zwykle nie parających się wyśmiewaniem pseudonaukowych hipotez. Jeśli coś tak marnego jak Rozmowy w Toku kpią sobie z tej daty, raczej nie spodziewam się w grudniu paniki. O 2012 usłyszałem po raz pierwszy jakieś 15 lat temu. TVP2 puszczała wówczas w niedzielne przedpołudnia przeróżne dokumenty. Pamiętam m.in. 10 odcinkowy cykl o 10 upadłych cywilizacjach. Kiedy w odcinku o Majach usłyszałem o końcu świata, na starym obiciu stolika, na którym stał telewizor wydrapałem "Majowie 21 XII 2012". Był to czas bez internetu, przynajmniej ja go nie miałem. Jeśli usłyszałem coś ciekawego w telewizji, zapisywałem to póki pamiętałem na ceracie stolika. Ze wszystkiego, co było wypisane na tej półce, pamiętam tylko tych Majów i słowo "ichtiostega". Z wiedzą o roku 2012 w polskim środowisku New Age zetknąłem się po raz pierwszy w czasie dyskusji o Terencie McKennaie, gdzieś w połowie zeszłej dekady. McKenna to kolorowa  postać. Twórca dziwnych teorii o jeszcze dziwniejszych nazwach: machine elfs, zero timewave, stoned ape, quantized modular hierarchy itp. O jego sfalsyfikowanych już pomysłach na 2012 nikt nie wspomina, a ludzie którzy kilka lat temu tak bronili teorii pięciu cykli McKenna, też nie mogą sobie tego jakoś przypomnieć. 

21 grudnia 2012 będzie pierwszą powszechnie znaną data końca świata, po końcu świata z roku 1999. Według Nostradamusa 12 lipca o godz 9:42 nadejść miał "Król Grozy". Zazdroszczę rodzicom, którym urodziło się wówczas dziecko. Jak pokazuje historia, w 2013 roku czeka nas zapewne mnóstwo pokłosi końca świata z roku 2012. W dziejach końców świata widać takie apokaliptyczne okresy, kiedy echa niespełnionej przepowiedni generowały kolejne daty. Tak było na przykład w latach 20-30 XVI wieku oraz początek wieku XX. Tak mi się przynajmniej wydaje, jako że w tej materii niczego nie można być pewnym. Historycy do dziś spierają się, czy w roku 1000 panowało przekonanie o końcu czasów. Czy rzeczywiście w całej Europie czuć było atmosferę trwogi i pożogi, czy był to rok jak każdy inny? Czy na przełomie X i XI wieku przeciętny Europejczyk w ogóle wiedział jaki jest rok? Aha, nie napisałem jak Ewa Drzyzga przekonała siebie, gości i widzów, że jednak uda nam się przeżyć 2012. Zaprosiła naukowców? Prawie. Prawie, bo dokładnie to zaprosiła wróżkę - wróżkę Orianę. Czarodziejka postawiła wszystkim horoskop i okazało się, że w 2013 wszyscy mają się względnie cało i zdrowo. Uff, mogę w końcu zeżreć wszystkie zapasy z piwnicy.

2 komentarze:

  1. Najlepsza była ta dziewczyna, która twierdziła, że może nie jeść, bo żywi się energią. Uzasadniała to jakoś pokazywaniem jak wyglądają dłonie osób na świętych obrazach, że są skierowane pionowo do góry. Laska twierdziła, że nie jadła przez dwa tygodnie.
    Ogólnie odcinek dość ciekawy, można się było trochę pośmiać i nadziwić. Kiedy się czyta takie oświecone przesłania na forach, to jakoś łatwiej zrozumieć, że ludzie jednak mogą wierzyć w takie bzdury. Ale kiedy się widzi takiego fantastę na żywo, to już zaczynam myśleć, że może oni sobie jaja robią.

    OdpowiedzUsuń
  2. My tu śmichu-chichu, a interes się kręci. Michał, nie oglądam tego tępego programu, także gratulacje samozaparcia. Wyobrażam sobie jak musiałeś się powstrzymywać od śmiechu, tym czasem (jak mniemam) jeden z uczestników tego szoł skomentował swój udział tam następująco:

    http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=1Q4vCnNVF6o

    OdpowiedzUsuń