Medycyną alternatywną, która ostro dobija się do wrót "potwierdzone działanie" jest apiterapia - leczenie produktami pszczelimi. Jeśli największym alternatywnym kaszanom przypisuje się lecznicze działanie na połowę znanych chorób, proszę sobie wyobrazić, ile musi leczyć coś, co pretenduje już do medycyny głównego nurtu. Otóż pszczele mazidła leczą wszystko! Wszystkie przypadłości jakie znam, plus kilka takich chorób, o których istnieniu nie wiedziałem. Pszczołowa medycyna jest tak wyczesana, że leczy nie tylko choroby
istniejące, ale i te nieistniejące. Na stronce dr Jacka Roika, (który poza miodem leczy też tartymi buraczkami ze słoika) dowiedzieć się można, iż wosk pszczeli eliminuje promieniowanie elektromagnetyczne wytwarzane przez
urządzenia elektryczne. W kraju, który miód i barcie ukochał, nie uświadczymy krytycznych komentarzy. Owe nieskończone listy dolegliwości jakie załatwić może za nas pszczoła są najpewniej zwykłym bublem. Nawet jeśli apiterapia jest czymś obiecującym, zanim lekarz na szpitalnym obchodzie zacznie nas maziać miodem, wszystko to trzeba jeszcze udowodnić. Naturaliści najchętniej już dziś weszliby do apteki, wypieprzyli wszystko z pólek i szuflad, a na środku postawili wielgachny ul. Apiterapeutykom przypisuje się brak skutków ubocznych i lepszą przyswajalność niż "zwykłych leków". W końcu pszczołowe bajery są naturalne, nie jakaś tam chemia.
![]() |
| Wciskanie kitu dosłownie i w przenośni |
Zabiegiem bardziej popularnym niż gdzie indziej, jest w Polsce leczenie pszczelim jadem. Znana ludowa metoda rozpropagowana dzięki pracom Philipa Terca w XIX wieku. Czemu to akurat jad pszczoły ma leczyć, a nie np. jad pająka, szerszenia, mrówki, osy czy innego owada? Jeśli pszczoła daje coś tak zdrowego ja miód, najpewniej jej jad też musi leczyć. Matka ewolucja wystryknęła pszczoły na dudka, dając im toksyny, które zamiast odstraszać wszystkich dookoła, leczą. Przynajmniej tak twierdzą zwolennicy apitoksynoterapii. Jeśli chodzi o leczenie pszczelim jadem reumatyzmu, badania takie prowadzą prawie wyłącznie Chińczycy. Ich wyniki są jednoznacznie pozytywne. Podchodziłbym do nich ostrożnie, wiele z nich publikowanych jest w przeglądach tradycyjnej medycyny chińskiej, a w badaniach pszczeli jad podawany jest przy okazji akupunktury. Niemniej nie wszystkie wyniki da się w ten sposób zdyskredytować, nie przekreślałbym zatem jakiegoś pozytywnego działania. Równie niewyraźne są wyniki zastosowania pszczelego jadu w przypadku stwardnienia rozsianego. Ostatnie kilka lat przyniosły wyniki, w których jad pszczeli pomaga, nie działa lub szkodzi w leczeniu stwardnienia rozsianego. Pytanie czy warto. Mówimy w końcu o niebezpiecznej substancji, wywołującej silne reakcje alergiczne, a z nimi uszkodzenia nerek, wątroby i mięśnia sercowego. Większość z nas nie mieszka przecież w środku puszczy i
nie jest skazana tylko na to, co znajdziemy w lesie, co wiewiórce wyleci z łapy. Gdybym jutro stał się borowym dziadem, z braku laku
pewnie zainteresowałbym się taką metodą leczenia. Wszystko to jednak w
trybie hipotetycznym. Nie musimy na własną rękę eksperymentować z jadem pszczoły,
kobry czy skorpiona. Z tej lawiny niepewności warto zapamiętać, że nie wiemy czy apiterapia działa. Na razie wiemy tylko tyle, że działać może.

Ale, że miód pitny w sposób wyraźny poprawia nastrój i daje odprężenie to nie zaprzeczysz?:)
OdpowiedzUsuńJeżeli chodzi o miody to w natarciu są Nowozelandczycy z miodem manuka, zawierającym metylglioksal. Tu jest propaganda po polsku, ale lepiej zacząć od ang. Wikipedii: Methylglyoxal, Leptospermum scoparium.
OdpowiedzUsuńPonieważ również miłuję bardzie i bzykające żądlice, zwrócę tylko uwagę, że warto by posługiwać się precyzyjnie językiem polskim:
OdpowiedzUsuńW tym samym czasie, ale dokładnie przeciwną opinie wyraziło American Cancer Society, które orzekło,
Otóż przeciwna opinia do twierdzenia, że "miód pomaga na raka" powinna brzmieć "miód szkodzi na raka". Opinia, że "miód nie pomaga na raka" jest po prostu opinią negatywną. Negacja, nie przeciwieństwo.
W takimże sensie atakowanie terapii, która co prawda nie pomaga, ale też nie szkodzi (w skrócie: wiem, że miliardy much itd. ale np. czosnku używa się na całym świecie, nawet tam, gdzie trudno o miód), wydaje się nie na miejscu w świetle primum no nocere - boć przecież nie szkodzi, więc co to szkodzi? Że biznes? Ludzie nie takie bzdury sprzedają za ciężkie pieniądze, weźmy choćby takie komputery, ajfony...
Co do leczenia jadem pszczelim, to w zasadzie się zgadzam z zastrzeżeniem, że medycyna zna jakąś skuteczną terapię na stwardnienie rozsiane, a o ile wiem, nie zna, więc w gruncie rzeczy to osobista sprawa skazanego, przy pomocy jakiej metody ma zamiar odwlekać nieuchronne. Tyle wolności możemy mu dać.
Sam spotkałem się z leczeniem reumatyzmu jadem pszczelim: w tym wypadku pomagać miała po prostu opuchlizna rozgrzewająca chory staw. Ja za to leczę początki bólu gardła nalewką z kitu pszczelego na spirytusie: szczerze mówiąc przy takim stężeniu alkoholu pewnie pomogłoby cokolwiek, tym niemniej: nalewka działa. Nie wiem w jakim stopniu, ale działa:)
OdpowiedzUsuńPropolis (kit pszczeli) działa, i to bardzo skutecznie. Też lecze nim przeziebienia i na pewno nie jest to działanie alkoholu ;) bo ile alkoholu moze zawierac 30 kropel Propolis Tinctura? ( http://www.doz.pl/leki/p457-Propolis_Tinctura_krople ).
UsuńA w dzieciństwie właśnie długotrwale stosowaną nalewką propolisową wyleczono mnie z ciągle nawracających infekcji dróg oddechowych. Zapadałem na nie co rusz, mam jeździła ze mną od lekarza do lekarza, w końcu trafiła na takiego, który zalecił kurację propolisem. I skończyły się ciągle nawracające infekcje. Dodam, że o efekcie placebo raczej nie może być mowy, bo miałem raczej srednia świadomość tego co zażywam - byłem już u tylu lekarzy i zażywałem tyle róznych leków, że było mi wszystko jedno, ot kolejne lekarstwo, jedno w tą jedno w tamtą żadna róznica...
@flamenco108:
OdpowiedzUsuńPisząc:
"W takimże sensie atakowanie terapii, która co prawda nie pomaga, ale też nie szkodzi (w skrócie: wiem, że miliardy much itd. ale np. czosnku używa się na całym świecie, nawet tam, gdzie trudno o miód), wydaje się nie na miejscu w świetle primum no nocere - boć przecież nie szkodzi, więc co to szkodzi?"
formułujesz niezły farmazon.
Problem z wierzeniami w nieznajdującą w badaniach potwierdzenia skuteczność tego czy owego polega na tym, że prowadzą one do stosowania tego czy owego ZAMIAST tego co działa. Np. przeświadczenie matki, że nacieranie stóp dziecka np. naftą jest skutecznym środkiem w terapii zapalenia płuc u tegoż może doprowadzić do jego zgonu.
Mamy do czynienia z sytuacją jedynie pozornie paradoksalną: nacieranie samo w sobie nie szkodzi, wiara w jego skuteczność szkodzić może jak najbardziej.
Da się to zastosować do całego altermedu. Np. czosnek (pominąwszy działania uboczne) istotnie posiada parę substancji o działaniu bakteriostatycznym i pacjentowi nie szkodzi. Na przeziębienie (będące z reguły infekcją wirusową, a nie bakteryjną)pomóc nie może, bo i jak. Skąd więc przekonanie o jego dobroczynnym działaniu? Ano z "tradycji ludowej i babcia mówiła". Można sobie jeść, i przyśpieszyć osteoporozę w nadziei, że warto zapłacić tę cenę za złudzenie, że katar trwał o dzień krócej. Tyle, że z racjonalnym postępowaniem nie ma to zbyt wiele wspólnego
Miód pitny to burżujstwo. Pamiętam z czasów młodości że "lipa z miodem" też poprawiała nastrój i dawała odprężenie :)
OdpowiedzUsuń@flamenco108
Telemach wiele już wyjaśnił. Przyczyny dla których medycyna alternatywna szkodzi, nawet gdy sama z siebie nie wpływa na zdrowie, są w wielu miejscach polskiej sieci dość dobrze obgadane. Poza opozycją "działa" - "nie działa" jest jeszcze "zbadane" - "niezbadane". Są terapie medycyny naturalnej które nie ingerują w nasz stan, są jednak i takie które nam fizycznie szkodą. Skąd te przekonanie, że leczenie np. jadem należy do tych pierwszych? Szkody wynikające z tych praktyk nie muszą być jedynie pośrednie.
Osoby walczące z medycyną alternatywną nie skupiają się na walce z jej konsumentami. Nasze oburzenie wzbudza działalność ludzi, którzy te wszystkie super-terapie oferują, bezwstydnie zbijając kasę za pomocą kłamstw na ludzkich tragediach.
Tu o tym jak bezwstydnie zbijają kasę na chorych na nowotwory koncerny farmaceutyczne: http://www.faceci.com.pl/r_rak_metody_konwencjonalne.html .nie wiem czy wszystko tam jest podane poprawne ale z pewnością zgadza się to:
OdpowiedzUsuńSubstancje stosowane w "leczeniu"chorych są groźnymi truciznami i zwykle są kancerogenne -dotyczy to prawie wszystkich "lekarstw".
Koncerny farmaceutyczne nie są po to aby ludzie byli zdrowsi ale po to aby ich właściciele się dorabiali.Jest to coś w stylu mafii ale dzięki łapówom i włazidupcom legalne.
Jak ktoś ma zarzuty że są niewiarygodni niech udowodni że kłamią łykając sporą dawkę iperytu azotowego-"lekarstwa"na ziarnicę złośliwą.I co do działań koncernów farmaceutycznych polecam film o absurdalnym prawie w usa: http://www.youtube.com/watch?v=407_LiwFTIo .W każdym razie należy zakładać że w wielu przypadkach ktoś brał łapówki.Co do miodu obawiam się że jednak mogli mieć rację-czytałem pogłoski że cukier dobrze nie wpływa na chorych na nowotwory.Za to czytałem że głodówka pomaga.Z tym że jest pewien problem-kto niby by miał zarobić na tej głodówce?A mam podstawy sądzić że pomaga bo działa destrukcyjnie na nowotwory łagodne jak pieprzyki.Na nowotwory złośliwe nie sprawdzałem jak działa ale to co osobiście sprawdziłem jest podstawą sądzić że na nowotwory złośliwe też działa.Co do nowotworów-widziałem wiele opisanych metod-niestety ale nie ma chętnych do sprawdzenia tych metod.Ja jedynie mogę potwierdzić że jak się mocno nie przesadzi to nie zaszkodzi.Do tego to co piszą w tych opisach tych metod trzyma się kupy.Dodam że niektóre metody na inne choroby sam sprawdziłem-np. znaczna poprawa stanu pleców po zmianie diety na bezmięsną.
Oczywiście jakby ktoś chciał użyć nudnego argumentu że nie było to sprawdzone to niech napisze który koncern farmaceutyczny chciałby to zasponsorować i stracić jednocześnie źródło dochodów jak "leki "onkologiczne.
Strony pokroju tych do której linkujesz, to jedne z najgroźniejszych, najbardziej bezmyślnych i tępych materiałów jakie tylko można znaleźć w sieci. Wypisywanie bzdur pokroju tego, że leczenie raka tak naprawdę go wywołuje, a ludzie nieleczeni żyją dłużej, nie mieści się nawet w mojej sceptycznej głowie.
Usuńhttp://www.merckmanuals.com/professional/gynecology_and_obstetrics/breast_disorders/breast_cancer.html#v1065928
Wystarczy spojrzeć na tabelkę nr 3. Nie trzeba znać angielskiego. Jest to porównanie przeżywalności kobiet z rakiem piersi, o którym rozwodzi się autor twojego artykuły. W żadnych z 17 przypadków - w zależności od rozmiaru i położenie guza oraz stadium nowotworu - osoby nieleczone (przedostatnia rubryka) nie przeżywają częściej niż leczone (ostatnia rubryka). W żadnym przypadku! A jak widać, kobiet leczonych przeżywa czasem dwa albo trzy razy więcej niż nieleczonych! To są fakty.