23 października 2011

Tekst, w którym autor porusza ważny problem społeczny

Fajnie jest czasem napisać coś na temat, który interesuje kogoś poza tymi, których interesuje wszystko. Osobiście mi się to nie zdarza, więc czasem kusi mnie, aby skrobnąć coś na temat aborcji, in-vitro, czy kary śmierci. Żywię naturalny opór przeciwko tym tematom, bo nie wyobrażam sobie jak racjonalnie rozsądzić spór na temat eutanazji. Czy są jakieś badania, które powiedzą nam, czy obywatele powinni mieć większy dostęp do broni palnej, albo czy krzyż jest w Polsce symbolem religijnym czy religijno-narodowym. Nie mniej w dyskusjach tych pojawiają się argumenty, które da się weryfikować. Nie będzie zatem aż tak ciekawie jak zapowiadałem, ale przynajmniej będę oscylował wokół tematu, na który większość ludzi ma własne zdanie - a to już postęp. Przeczuwając nadchodzącą debatę na temat marihuany, nie chcąc być przy tym skazany na dokształcanie się ze strony polityków - reprezentujących zawsze najniższy poziom metaforyczności, postanowiłem sam dozbroić się w fakty. Moja głowa była w tym temacie siedliskiem głównie sloganów, pora więc samemu zrewidować argumenty z jednej strony wywodzących się ze środowisk kryminogennych ćpunów, z drugiej ignorantów na garnuszku mafii - czyli narkofobów. 

Czy marihuana zabija? Polska Wikipedia mówi o 1/3 masy ludzkiego ciała jako dawce śmiertelnej marihuany. Znaczy, że przy mojej wadze musiałbym... no nie ważne. W źródle tej informacji czytamy, że ocena ta jest wynikiem dawki śmiertelnej jaka dla THC wynosi 3000mg/kg oraz stężenia THC w marihuanie na poziomie 1%. Zacznijmy od tego drugiego. Mając 1% THC w marihuanie należałoby jak najszybciej zmienić sobie dilera, bo sprzedaje nam wyjątkowo trefny towar. W zależności od tego o czym myślimy, mówiąc marihuana, jest to gdzieś od 5% do 15% zawartości THC. Następnie, jeśli już zabijamy zwierzaki w celach poznawczych, warto posłużyć się czasem tymi badaniami, aby ich trucie miało jakiś sens. Mam na myśli wskaźnik LD50 oznaczający ilość substancji jaka potrzebna jest do uśmiercenie 50% badanej populacji futrzaków, wyrażona w mg trucizny na kg masy ciała. LD50 dla THC wynosi około 700mg/kg dla szczurów, 510mg/kg dla psów i 485mh/kg dla myszy (dla przykładu dla kofeiny dawka ta wynosi 195mg/kg, zaś dla nikotyny tylko 50mg/kg). Mówimy tu jednak o przyjmowaniu THC w formie pokarmu, jeśli zaś marihuanę palimy, śmiertelna dawka może być o wiele mniejsza - dla myszy i szczurów jest to 40mg/kg. Przypominam - w założeniu dawka śmiertelna wynosić miała aż 3000mg/kg. Myszy to jednak nie ludzie. Małpy okazały się być o wiele bardziej tolerancyjne na THC niż gryzonie. Najniższa dawka uśmiercająca dla małp, podana drogą dożylną (zapewne dawka wdychana przez płuca musiałaby być większa) wynosi około 130mg/kg. Informacja z Wikipedii, iż dopiero zażycie marihuany o wadze 1/3 swojego ciała doprowadzi nas do śmierci jest najpewniej bzdurą. Nie zmienia to faktu, że dawka ta jest na tyle duża, iż przypadki śmiertelne po zażyciu marihuany są rzadkością. Bardziej niebezpieczne wydaje się syntetyczne, "tabletkowe" THC, znanego jako Marinol. Jakbyśmy marihuanę nie wciągali, nie wyssiemy z niej całego THC, zaś jej najłagodniejszą, najbezpieczniejszą formą dozowania powinna być np. pizza z haszyszową posypką.

Czy marihuana leczy? Powinienem dodać "ze wszystkiego", bo kiedy czytam listę potencjalnych chorób na które działa, jest tam dosłownie wszystko. W debacie na temat marihuany Kamil Sipowicz,  stwierdził, że może być ona tak poszukiwanym lekarstwem na raka i AIDS. Prawda jest jednak taka, że organy oddelegowane do tego, aby zbierać te wszystkie badania i na ich bazie wydawać zalecenia tym, którzy nie mają czasu ich czytać, są w tej sprawie sceptyczne. Jeśli chodzi o nasze zdrowie, opinia FDA wiele razy decydowała na tym blogu i dla marihuany jest negatywna. Amerykańska Agencja do spraw Żywności i Leków nie widzi medycznych przesłanek do zażywania marihuany w celach zdrowotnych, natomiast dostrzega wiele tych przesłanek na jej szkodliwość. W prozdrowotne właściwości marihuany nie wierzy The National Institute on Drug Abuse, posiadający budżet liczony w miliardach dolarów i będący źródłem ponad 80% wszystkich badań jakie prowadzi się na świecie na temat narkomani. NIDA wydaje sporo lightowych broszur, prezentujących fakty na temat marihuany i z tego, co pobieżnie przejrzałem, są one dla niej miażdżące W zasadzie to nie znalazłem jednego dobrego zdania, jakie tyczyłoby się marihuany. Nie zmienia to sytuacji, iż wiele organizacji domaga się praw wykorzystywania marihuany w celach leczniczych. Listę 68 z nich znalazłem przy jednej z takich deklaracji. Ostatecznie w sprawie marihuany wypowiedziało się najbardziej prestiżowe towarzystwo naukowe na świecie United States National Academy of Sciences. Wśród wniosków uznano potencjał leków opartych na THC (kilka dostępnych w Stanach i Kanadzie) w uśmierzaniu bólu i nudności, nie mniej uznano je za mało efektywne. Inne dostępne na rynku środki wydają się w tym skuteczniejsze. Z powodu ryzyka chorób układu oddechowego nie zaleca się palić marihuany w celach terapeutycznych. Wyjątkiem mogą być pacjenci śmiertelnie chorzy, dla których długoterminowe ryzyko związane z paleniem nie ma już takiego znaczenia, lub osoby w wypadku których udokumentowane jest niepowodzenie jakichkolwiek innych zatwierdzonych środków przeciwbólowych i przeciwwymiotnych. W dokumencie tym znajdujemy także opinie, co do teorii eskalacji - czy marihuana może być furtką do zażywania w przyszłości "ostrzejszych" narkotyków. Uznano, iż obecne dane nie popierają, ani nie obalają teorii eskalacji, a pytanie to nie mieści się w granicach problemów medycznych. Wahanie to należałoby mimo wszystko interpretować na niekorzyść zwolenników prostego przejścia z marihuany do heroiny.
Czy marihuana jest mniej szkodliwa niż tytoń i alkohol? Rysując portret marihuany jako nieszkodliwego zielska, sytuuje się je oczywiście w kontekście innych substancji psychoaktywnych, a nie chleba czy kiełbasy. Dane. które przekładają szkodliwość tytoniu i alkoholu nad marihuaną, pochodzą głównie z dwóch źródeł. Raportu ONZ i artykułu Davida Nutta opublikowanego w nie byle jakim w końcu czasopiśmie The Lancet. Informacje tę może odczytywać dwojako - jako dotychczasowe przeszacowywanie szkodliwości marihuany lub nieoszacowanie szkodliwości palenia papierosów i picia alkoholu. Publikacja Nutta zawierała porównanie 20 najbardziej popularnych substancji psychotropowych w Wielkiej Brytanii. Oceniono je ze względu na szkodliwość zdrowotną, potencjał uzależniający i szkodliwość społeczną. Tożsamy ranking jest autorstwa Komisji Doradczej Brytyjskiego Ministerstwa Zdrowia ds. Nadużywania Narkotyków (ACMD) - której szefem był wówczas David Nutt. Z weekendowych nudów wyciągnąłem z niego kilka informacji, niestety, aby cokolwiek zobaczyć w moim przypadku trzeba kliknąć na obrazek. Sam mam do niego kilka uwag. Czuwaliczka jadalna nie jest hitem wśród rodzimych użytkowników, natomiast w Polsce wykorzystuje się mnóstwo innych roślin halucynogennych, przede wszystkim grzybów psylocybinów. W polskiej tradycji odurzania się na stałe zapisał się muchomor czerwony, nasz zdolny naród oswoił już praktyki odnośnie bielunia i piołunu, natomiast nowe i dopiero od niedawna nielegalne rośliny, takie jak szałwia wieszcza czy powój hawajski są praktycznie nierozpoznawalne przez szeregowych przedstawicieli organów ścigania. Druga moja uwaga do tabelki, to przypisy w nawiasach o legalności danego narkotyku w Polsce. Pochodzący z apteki produkt nie musi być tożsamy z narkotykiem, który reprezentuje, choćby różniąc się od niego niższym stężeniem substancji aktywnej. Jak widać prawdą jest, iż alkohol i tytoń jest w tym rankingu wyżej niż marihuana, nie da się jednak nie zauważyć, że wiele narkotyków zostało uznanych za mniej szkodliwe niż marihuana -  w tym budzący niegdyś powszechną panikę GHB. Instytucja optujące za legalizacją jedynie marihuany (np. "Ruch Palikota") są dla mnie nielogiczne i przez to niewiarygodne. Otwartych zwolenników legalizacji marihuany z łatwością odnajdziemy wśród szerokiego grona prominentów świata polityczno-kulturalnego. Jest w dobrym tonie, aby wywodząc się artystycznej bohemy, pozytywnie wypowiadać się o marihuanie. Entuzjaści legalizacji mniej szkodliwych niż marihuana narkotyków, jak ecstasy czy LSD, są natomiast postrzegani w stroboskopowym świetle kultury klubowej, gdzie tańczą w narkotycznym amoku wśród pokątnie gwałconych nastolatek.

Podsumowanie. Piątkowy "Klan". Jacek znajduje na biurku narkotyk, którym za plecami Pawła handlował gość domu Lubiczów. Połyka go i pod wpływem halucynacji próbuje zadusić Agnieszkę myśląc, że to jego była żona Beata. Dla scenarzystów tej telenoweli narkotyki to spocony, toczący pianę Jacek w wyciągniętymi do przodu szponami niczym zombie. Z drugiej strony fanatyczni zwolennicy marihuany, którzy wydają się mieć większy kontakt z faktami niż jej zaciekli przeciwnicy, nie omieszkają jednak tych faktów nagiąć jeśli będzie to konieczne. Palacze marihuany chcą zracjonalizować sobie tą czynność nadają jej znaczenie której ta nie posiada. Jedyną pewną funkcją palenia marihuany pozostaje funkcja rekreacyjna.

Update 03.11.2011 Tabela została poprawiona wedle najnowszych danych jakie znalazłem na stronach UK Office for National Statistics.

19 komentarzy:

  1. Marihuanę, MDMA (ecstasy) i amfetaminę można zdekryminalizować na próbę i śledzić efekty. Metamfetaminy i innych używanych dożylnie na pewno nie. Wręcz przeciwnie, jednocześnie zero tolerancji dla dożylnych, to już na pewno nie jest rekreacja. Nie widzę innego sposobu opanowania sytuacji niż jednoczesna dekryminalizacja lżejszych narkotyków, czy nawet ich legalizacja, i skupienie się na bezlitosnej walce z prawdziwymi patologiami.

    Kiedyś konopie rosły po polach jak zwykłe chwasty i nikomu nie przeszkadzały. To piękna i pożyteczna roślina, dostarczająca wartościowego pokarmu ziarnojadom. Upalić się nimi było trudno, zdania były podzielone.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlaczego kryterium legalizacji miałoby być sposób przyjmowania? Bo wstrzykiwanie wygląda strasznie i kojarzy się z heroinistą, zaś palenie błogo? Nie wiem co powinno być zalegalizowane a co nie, ale decydować o tym powinna głównie szkodliwość danego narkotyku.

    OdpowiedzUsuń
  3. No cóż, zasadniczo i tytoń i konopie to suszone rośliny, które spala się i wdycha dla poprawy samopoczucia, różnią się tylko substancją czynną.
    Gdyby zaprawić opium jesienne liście, to ludzie też by je palili.
    A co sądzisz o podnoszonym niekiedy argumencie, że u palaczy marihuany częściej zdarzają się zaburzenia psychiczne? Bo jak na mój gust chyba przeoczono tu, że nie każdy staje się regularnym palaczem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Chciałbym zauważyć, że w tej tabelce z rankingiem narkotyków jest błąd w porównaniu do oryginału. Mianowicie pomylono 4-MTA z metamfetaminą, która w ogóle nie była brana pod uwagę w badaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma żadnych błedów!

      Usuń
  5. No właśnie, zastanawiałem się jak przetłumaczyć te 4-MTA. Pod jaką "rynkową", uliczną nazwą występuje w Polsce 4-MTA? Porównując wzory chemiczne 4-MTA bezsprzecznie najbliżej do metamfetaminy. Zaraz będę grzebał, jeśli będzie nie tak na pewno to zmienię.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie mam pojęcia, wikipedia podaje, że tak samo jak po angielsku. Czy najbliżej do metamfetaminy to bym polemizował, dużo różnych pochodnych jest, w końcu amfetamina nie ma zbyt skomplikowanej struktury. A mam wrażenie, że metamfetamina ma o wiele poważniejsze skutki zdrowotne niż przedstawiony 4-MTA (biorąc pod uwagę choćby popularny ostatnio Breaking Bad =]).

    OdpowiedzUsuń
  7. Jako, że nie wiem co mam wpisać w tabelce w miejscu 4-metylotioamfetaminy i nie mam pewności, że substancja ta sprzedawana jest w Polsce po prostu jako metamfetamina, poprawiłem na 4-MTA.

    Co do ewentualnych skutków psychicznych przyjmowania marihuany mogą być zarówno pożądane jak i niepożądane w zależności od okoliczności zażywania marihuany. Wynika badań laboratoryjnych dowodzą, iż notoryczne zażywanie marihuany ma duży wpływ np. na nasze funkcje poznawcze. Te rzeczy sa jednak oczywiste dla jej użytkowników :) Nie ma dowodów, że marihuany wywołuje schizofrenie czy paranoje, są natomiast dowody, że może je przyśpieszać. I jeszcze jedna tabelka, objawy syndromu odstawienia dla kilku używek w tym marihuany wedle badań O'Briena z 1996.

    OdpowiedzUsuń
  8. Instytucja optujące za legalizacją jedynie marihuany (np. "Ruch Palikota") są dla mnie nielogiczne i przez to niewiarygodne

    Ale "instytucje" (jakie?), czy politycy? Czy za postulowanie wprowadzenie związków partnerskich -a nie małżeństw homo i poli z prawem do adopcji - też się obrażasz na kompromitujących się polityków? Lepiej karać kobiety dożywociem za aborcję (bo to konsekwentne), niż poprzeć niekonsekwentnych liberałów? Swoją drogą, dla mnie niekonsekwentna jest kryminalizacja niemowlobójstwa (przez rodziców) przy legalności aborcji, ale najważniejsze dla mnie jest żeby państwo jak najmniej prześladowało niewinnych obywateli, a nie żeby było "spójnie". Realnym problemem jest właśnie prześladowanie przez państwo niewinnych ludzi przez dogmatyczne utrzymywanie prohibicji. Wiele państw próbowało bądź próbuje (nie)radzić sobie z problemem, z różnymi skutkami, to też są fakty ale nimi się nie zainteresowałeś. Rozważania nad szkodliwością substancji są same w sobie trywialne, dlatego Twój post jawi mi się jako jałowa demonstracja wyższości intelektualnej przy całkowitym zignorowaniu prawdziwego problemu społecznego (skoro już wywołałeś się do tablicy).

    OdpowiedzUsuń
  9. @ kryteria - jak w praktyce rozdzielić szarą strefę na czarne i białe, żeby móc zastosować jakże skuteczną metodę kija i marchewki? Oczywiście masz rację, powinna decydować szkodliwość. Ale jaka szkodliwość? Szkodliwość społeczna alkoholu bije na głowę szkodliwość każdego innego narkotyku właśnie dlatego, że jest on legalny, a jego szkodliwość fizjologiczna jest stosunkowo niska, wcale niełatwo szybko zapić się na śmierć (większość alkoholików tego nie potrafi, stwarzają więc problemy ciągnące się całymi latami).

    Dziurawienie sobie żył w celu wstrzyknięcia jakiegoś gówna jest łatwym do zauważenia i jednoznacznym przekroczeniem granicy normalności (dla większości ludzi). Jako krwiodawca nie widzę w samym zabiegu nic okropnego, zresztą podobnie podaje się różne substancje w kroplówkach. Nie twierdzę, że to ma być jedyne kryterium, ale akurat to jest bardzo wygodne. A po paleniu zawsze można kręcić jak Clinton, I didn't inhale.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Mooey
    Ale w jakiej sprawie ty się ze mną nie zgadzasz? Bo piszesz o związkach partnerskich, adopcji dzieci, aborcji, prześladowaniu niewinnych, skąd wiesz że mam na te tematy zdanie? Skąd wiesz, że jestem przeciwko legalizacji marihuany? Moim pomysłem nie było napisanie panegiryku czy paszkwilu o marihuanę (jak zwykle się to robi), ale maksymalne zbliżenie się do prawdy na tyle na ile potrafię. W samym tekście nie wiele jest z punktu widzenia socjologicznego bo 1) byłby za długi 2) kategorie medyczne są zdatniejsze do obiektywnego opisu niż społeczne 3) szkodliwość danej substancji nie jest trywialna ale kluczowa jeśli chodzi o wprowadzenie jej na szeroki rynek.

    @kwik
    Pamiętaj, że ranking uwzględnia koszty społeczne. Trudno jest policzyć płacz dzieci uzależnionych rodziców, ale dysonujemy np. wymiernymi kosztami ich leczenia. Jestem prawie pewien, że gdyby nikotyna i alkohol etylowy zostały wymyślone jutro, bardzo szybko trafiłyby na listę substancji zakazanych. Co do "twardych, dożylnych" narkotykach, nawet tu sprawa nie jest dla mnie jednoznaczna. W gruncie rzeczy nikt tak nie cierpi z powodu obowiązującego prawa jak osoby uzależnione od heroiny i kokainy. Nikt nawet nie zabiega o ich głosy, skupiając się na użytkownikach marihuany, heroinistów traktując ich jak ścierwa. Nie bez powodu, mówimy w końcu ludziach złamanych przez narkotyk. Entuzjasta marihuany może za sprawą strachu przed karą ją po prostu odstawić. Heroinista nie ma tego komfortu. Co 11 osoba z tych które zażyją marihuanę będzie w przyszłości uzależniona, zaś w przypadku heroiny będzie to co 4 - w dodatku mówimy o zupełnie innym uzależnieniu. Marihuana raczej nie zmusi uzależnionej osoby do prostytuowania się w celu zdobycia trochę suszu, natomiast heroinista będzie ryzykować swoim życiem aby zdobyć działkę. Niestety nie ma takiego komfortu, jego towar nie wyrośnie u babci na parapecie. Musi iść w nocy na dworzec i kupić go z całym dobrodziejstwem inwentarza. Każdy pośrednik rozcieńcza ją aby zarobić na niej więcej, ostatecznie w heroinie jaka trafia do strzykawki jest tylko 20% heroiny. Resztę stanowi taki chemiczny koktajl, że normalny człowiek bałby się tego dotykać a co dopiero zaaplikować sobie do krwiobiegu. Przerażająca nie jest tylko sama substancja, to co się do niej dodaje (np. trutkę na szczury), ale sama jej produkcja. Aby wycisnąć z koki substancje psychoaktywne rolnik w Kolumbii zaprawia ją cementem i benzyną - na dalszych etapach jest już tylko gorzej. Heroinista w gruncie rzeczy modli się aby jego towar miał 20% heroiny, bo jeśli ma 100% grozi mu śmiertelne niebezpieczeństwo. Jeśli stosunek ilości substancji "dający efekt" do ilości dawki śmiertelnej, wynosi dla marihuany 1:1000, to dla heroiny jest to właśnie 1:5. Mógłbym tak długo, zmierzam do wniosku, że o ile nielegalna marihuana to kryminalizacja pewnych aspektów życia towarzyskiego, to polityka heroinowa Polski to eksterminacja ludzi uzależnionych od opiatów, skazanie ich na śmierć bez wyroku. Nie postuluje umożliwienia sprzedaży heroiny w sklepach, ale wypadałoby rozważyć czy dla ludzi uzależnionych nie można by udostępnić jej w przychodniach, gdzie przyjmowaliby ją pod nadzorem lekarza (tzw Supervised injection sites, działające w wielu krajach na świecie), Także nawet tępienie tego najgorszego gówna nie jest czarno-białe.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zasadniczo się zgadzam. Chciałem tylko na wszelki wypadek wyjaśnić, choć wiem że wiesz, że heroina otrzymywana jest z opium (z maku), a do Twojej wypowiedzi wślizgnęła się koka z Kolumbii, co może sugerować inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  12. Opisując zanieczyszczenia jakimi faszerowany jest narkotyk, już na samym początku, czyli przy produkcji tzw pasty kokainowej, miałem na myśli oczywiście kokainę.

    OdpowiedzUsuń
  13. @Michał Łaszczyk

    Ale w jakiej sprawie ty się ze mną nie zgadzasz?

    To ja pytałem co Ci nie pasuje. Kłamiesz, że mówisz o "problemie społecznym" (sorry, ale sam się prosiłeś tak to nazywając), właśnie dowodzisz że nie rozumiesz na czym on polega, albo Cię to jebie.

    Bo piszesz o związkach partnerskich, adopcji dzieci, aborcji, prześladowaniu niewinnych, skąd wiesz że mam na te tematy zdanie?

    Osiągnąłeś nirwanę i jebie Cię "prześladowanie niewinnych", aha, sorry że zakłóciłem spokój mędrca.

    Skąd wiesz, że jestem przeciwko legalizacji marihuany?

    Akurat nie przeszło mi przez myśl.

    szkodliwość danej substancji nie jest trywialna ale kluczowa jeśli chodzi o wprowadzenie jej na szeroki rynek.

    Jest trywialna biorąc pod uwagę mniej "zdatne" nt. dane powodzenia różnych krajów w "wojnie z narkotykami". Najlepiej (mniej nieletnich userów, mniej overdosów, mniej drug-related crimes etc.) w niej wypada Portugalia, co osiągnęła rezygnując z prohibicji narkotykowej. Jeśli ilość userów i drug-related przestępstw można ograniczyć przez legalizację, to szkodliwość substancji ma znaczenie drugorzędne. Pomijając zupełnie aspekt etyczny (wiem, wiem, jesteś ponad to) karania więzieniem za przestępstwo obyczajowe i skutki społeczne (niech mi Allah wybaczy!) tego procederu.

    OdpowiedzUsuń
  14. @Michał Łaszczyk
    "Nie postuluje umożliwienia sprzedaży heroiny w sklepach, ale wypadałoby rozważyć czy dla ludzi uzależnionych nie można by udostępnić jej w przychodniach, gdzie przyjmowaliby ją pod nadzorem lekarza"

    Przecież jest. Nazywa się leczenie substytucyjne
    http://leczeniesubstytucyjne.pl/
    W Polsce idzie jak po grudzie, ale nie można powiedzieć, że w ogóle nie ma.

    OdpowiedzUsuń
  15. Mojej tabelce przydałoby się małe dopowiedzenie. Na blogu Jerzego Vetulaniego znalazłem dla UK trochę inne dane. Profesor powołuje się na artykuł An index of fatal toxicity for drugs of misuse Artykuł zawiera dane o ilości przypadków śmiertelnych dla Anglii i Wali w latach 2003-2007 dla heroiny, kokainy, amfetaminy. ecstasy i marihuany. Liczby są jako tako podobne, największą różnice sprawia marihuana, jako że wynik jej jest rożny od 0. Wynosi kilkanaście przypadków śmiertelnych rocznie. Wykluczając wypadki śmiertelne w wyniku interakcji z innymi środkami liczba przypadków śmiertelnych spada, dla heroiny jest to "tylko" 520, dla kokainy 60, zaś dla marihuany 1-2 przypadków śmiertelnych rocznie. Dostępne są też najnowsze dane z Office for National Statistics za rok 2010.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja bym stawiała na niedoszacowanie szkodliwości tytoniu i alko jednak. W końcu państwo na nich sporo zarabia, nie oszukujmy się, nie będzie piłować gałęzi na której siedzi. Ale to krótkowzroczne, bo to co zarobi na akcyzie i tak przepadnie. Leczenie chorób wywołanych nadużywanie alko i ciągłym paleniem przebija dochody z akcyzy kilkukrotnie.

    Co do mitów krążących o trawce, polecam starą, ale nadal aktualną stronę http://zielonemity.republika.pl/

    OdpowiedzUsuń
  17. @lavinka
    Które z "zielonych mitów" to faktycznie mity? A na przykład te:
    1) "Po odstawieniu marihuany po długotrwałym paleniu pojawia się specyficzny zespół abstynencyjny: ciągłe rozdrażnienie, senność lub bezsenność, bóle głowy, utrata chęci życia, spadek aktywności życiowej, obniżenie nastroju". Kompletna bzdura. Są to niespecyficzne objawy pojawiające się u niewielkiego % osób palących marihuanę.
    2) "THC jest wykrywalne w organizmie człowieka do roku po zaprzestaniu palenia". Ciekawe jak? Poprzez trepanację czaszki czy odessanie tkanki tłuszczowej (bo w moczu góra 2 tygodnie)?
    3) "Jak wykazują testy na obecność narkotyków przeprowadzane wśród osób palących skuna - jest możliwe, że to, co uważamy za czystą trawkę bywa nasączane roztworem innego narkotyku, który szybko uzależnia fizycznie." Kolejny idiotyzm wyrastający z niewiedzy nt. tego, czym jest skun. Poza tym ekonomiczny nonsens.
    4) "Coraz więcej też osób leczy się z uzależnienia od marihuany w ośrodkach zamkniętych" - jak jakiś idiota wyśle tam palącego smarka, żeby mu uprzykrzyć życie, to tak...
    5) "Przy regularnym paleniu - silnie uzależnia psychicznie (powoduje przymus powtórnego zapalenia po jakimś czasie)". ...niespecjalnie różniący się od "przymusu" wypicia piwa przez osobę regularnie wypijającą jedno piwo dziennie.
    6) "Marihuana może (choć nie musi) prowadzić do sięgnięcia po inne, groźniejsze narkotyki, gdyż wielu osobom w pewnym momencie przestają wystarczać doznania towarzyszące paleniu skuna." To jeden z najbardziej rozpowszechnionych mitów, którym straszy się niegrzeczne dzieci. Ciekawe dlaczego nie mamy epidemii narkomanów używających wszelkich możliwych narkotyków, a użytkowników marihuany jest kilkakrotnie więcej niż użytkowników innych narkotyków (oczywiście "szacunki" pana Nutta są wyssane z palca, co pokazują choćby dane WHO).
    7) "Syndrom amotywacyjny, kłopoty z pamięcią i koncentracją, specyficzne ''splątane'' myślenie oraz inne objawy psychiczne używania marihuany pojawią się więc nawet przy paleniu ''od czasu do czasu''." Kolejny bzdet. Większość wymienionych objawów pojawia się tylko u osób regularnie używających marihuany. W psychiatrii nie ma takiej jednostki chorobowej jak "syndrom amotywacyjny" - to nazwa niefachowa, która niestety przyjęła się nawet wśród niechlujnych autorów publikacji naukowych.
    Ogólnie pisząc - misz-masz wiadomości przydatnych i propagandowych bzdur, mających odstraszyć od palenia marihuany. O tyle szkodliwy, że palący szybko się zorientuje, że większość tej ściemy to "strachy na lachy" i pomyśli że tak samo jest z innymi opisanymi, już rzeczywistymi zagrożeniami.
    Co do tabelki, nie mam pojęcia jak im wyszło, że MDMA - dość silnie uzależniająca substancja, pochodna metamfetaminy o potencjalnie neurotoksycznym działaniu, autentycznie mogąca doprowadzić do zgonu nawet po jednorazowym zażyciu - znalazła się tak nisko na tej liście.
    wredny liberał

    OdpowiedzUsuń
  18. GHB to nie rohypnol :/ ta substancja juz zostala tak zmieszana z blotem ze starczy jej juz dezinformacji,
    GHB to Xyrem lek nasenny dla narkoleptykow. GHB (aka Xyrem) jest nietoksyczny, poprawia libido, przeciwlekowy, przeciwdepresyjny, polepsza regeneracje organizmu jak i pomaga przy odbudowie komurek mozgowych, bardzo pomocny przy niedotlenieniu czy przy zawalach i wylewach, stosowany czasem podczas porodow, obniza cholesterol, podnosi hormon wzrostu, podnosi odpornosc organizmu na choroby, obniza kwas mlekowy w miesniach, zwieksza wydolnosc, stosowany byl jako srodek znieczulajacy, stosowany jest u alkoholikow do odstawiania alkoholu i w ciezkich przypadkach delirium, dziala przeciwdrgawkowo wiec sprawdza sie przy zatruciach np strychlina, zmniejsza ból przy dławicy piersiowej, jest stosowany przy zawale serca (śmierć tkanki serca), zapobieganiu uszkodzenia okladzin jelit, pomaga chorym na parkinsona, regeneruje struktury mozgu podczas snu, pomocny przy zaburzeniach libido, uwrazliwia lechtaczke u kobiet a u mezczyzn przedluza wytrysk nie powodujac zaburzen erekcji a wrecz przeciwnie... i wiele innych

    to niebrzmi jak smiercionosny narkotyk "gwaltu", medialna propaganda zrobila swoje aby teraz USA moglo sprzedawac Xyrem (GHB) za 12000zl za miesieczna dawke, a prawdziwy koszt produkcji zamyka sie w granicach max 10zl !!!

    prawdziwa tabletka gwaltu jest - Rohypnol !!

    OdpowiedzUsuń