15 czerwca 2011

Saga Emilcina

Jeśli w pieczarach, w których skrywa się archiwum telewizji publicznej zgromadzone taśmy leżą pośród adekwatnych im przedmiotów, na tym filmie stał słoik z krukiem w formalinie. W poniedziałek telewizja polska uraczyła nas dokumentem Nataszy Ziółkowskiej "Niezidentyfikowany obiekt latający" na temat Emilcina. Dla niezorientowanych zamkniętych umysłów: tym czym jest Roswell dla Amerykanów, czym jest jabłko dla wygłodniałego jeża, żaba dla bociana, tym jest Emilcin dla polskiej ufologi. Są tematy, z których w tym środowisku śmiać się nie wolno, Jan Wolski z Emilcina jest właśnie tym tematem. Są w Polsce ludzie, którzy oddaliby się do adopcji Panu Janowi gdyby tylko żył, mający niezachwianą wiarę w historię, która każdego postronnego człowieka onieśmiela swą naiwnością..

Historie Jana Wolskiego żyją już własnym życiem, jednak dla wszystkich wersji pniem pozostaje 10 maj 1978, kiedy to Wolski jedzie wozem przez las. Na jego furmankę ładują się zieloni kosmici (jeden z nich miał przez chwile nawet powozić koniem) i nakłaniają go, aby podjechał na pobliską polanę. Od tej pory wszystko brzmi tak niedorzecznie, że nawet gdyby historię tę opowiadał koń Jana Wolskiego, nie byłaby bardziej nieprawdopodobna. Wolski trafia do UFO, gdzie zostaje poddany badaniom i wypuszczony - wydaje się standardowy banał, doświadczeniem jakim pochwalić się może blisko milion Amerykanów. Gdybyśmy chcieli poznać szczegóły tego, co działo się na polanie w Emilcinie wystarczy wyobrazić sobie najbardziej tandetne filmy s-f. Gdyby sfilmować to wiernie z relacją Wolskiego zagrać mógłby to tylko Leslie Nielsen. Wolski podsłuchuje język zielonych ludzików, który okazuje się brzmieć prawie dokładnie jak języka Gagatka z filmu "Kapuśniaczek". Obca cywilizacja, która dymała tu pół galaktyki przestrzega ziemskiego savoir-vivre. Załoga UFO (którym wedle relacji jest coś przypominające latający autobus) częstuje Wolskiego swoim śniadaniem, a nawet kłania się na pożegnanie! Przedziwne jest nie tylko zachowanie się małych zielonych ludzików, ale też zachowanie samego głównego bohatera. Konia z rzędem dla tego, kto w tak ekstremalnej, niewyobrażalnej wręcz sytuacji postępować będzie tak jak zachowywać się miał Jan Wolski. W najlepszej razie, adekwatnym zachowaniem do takiej sytuacji byłoby mimowolne oddanie moczu, jednak z relacji rysuje się jak tkliwe rendez-vous.

Latający autobus jaki miał widzieć Jan Wolski

Z biegiem lat, wśród polskich ufologów wytrąciły się dwa podejścia do tego, jak radzić sobie z co bardziej głupawymi fragmentami opowiadania Wolskiego. Pierwsza szkoła powiada, że fragmenty pokroju tych o malunkach na kombinezonach kosmitów zostały wymyślone przez badające go persony. Najbardziej świecące naiwnością fragmenty miały zostać zmyślone przez osoby trzecie, a następnie namówiono Pan Jana, aby opowiadał je jako rzeczywiste wydarzenia. Nie najlepiej mówi to jednak o wiarygodności świadka, jeśli tak łatwo skłonić go do mazania baśniopisarskim pędzlem po własnej opowieści. Drugie stronnictwo uważa, że wszelkie prymitywizmy są właśnie najlepszymi dowodami na prawdziwość tej historii. To, że w słowniku prostego chłopa nie było nawet takich słów jak "kosmici", czy "przybysze pozaziemscy" dowodzi, że historia ta musi być prawdziwa. Im głupiej tym lepiej! Szczerze mówiąc czy można wyobrazić sobie lepszy łup, niż wiejski stary dziadzina z 2 klasami podstawówki? Przypadkowi Emilcina, jak przystało na rasowe spotkanie III stopnia, towarzyszą dowody materialne. W filmie "Niezidentyfikowany obiekt latający" oglądamy współczesnych Wolskich, m.in rolnika, który pokazuje na swojej łące dziwne kosmiczne kręgi. Mam nadzieje, że ktoś uświadomił owego biednego chłopinę (zważywszy, że w kadrach co chwilę przewija się ekipa Nautiliusa, zgaduję, że nie), ale ojcostwo tych kręgów należy do grzybów podstawczaków, będących niestety powszechnym zjawiskiem. Dodam, że dowody z Emilcina były słabsze niż te trawiaste kręgi, m.in odcisk w błocie kosmity który nieomal wypieprzył się przeskakując kałużę.

Przygoda Jana Wolskiego jest jedynym znanym mi krajowym przypadkiem CE-3 (używając klasyfikacji Allena Hyneka), który doczekał się nie tylko paru książek, ale i dedykowanego portalu, a nawet pomnika. Trudno powiedzieć skąd ten sentyment do Pana Jana i czemu akurat w Emilcinie polscy ufolodzy pokładają takie nadzieje. Jak mantra powtarzany jest werset, iż Wolski został poddany badaniom, które wykluczyły kłamstwo. Można by polemizować czy takie badanie w ogóle istnieje, ale nawet te, które przychodzą mi teraz do głowy, nie miały tam nigdy miejsca. Byłbym nawet skłonny przyznać, że nie mieliśmy tu do czynienia z kłamstwem. Zrównanie pytania czy wszystko to miało miejsce, z pytaniem czy Wolski mówił prawdę jest karygodnym spłycaniem psychologii człowieka. Można nie wierzyć w tę historię bez wycieczek personalnych w stronę Pana Jana. Niebywałe tezy wymagają niebywale mocnych dowodów, zaś historia Emilcina spełnia jedynie zasadę, że dziecięce bajki lubią nie tylko dzieci.

23 komentarze:

  1. "Wolski został poddany badaniom, które wykluczyły kłamstwo."

    Tak! Ja też pamiętam ten odcinek
    "Rodziny Poszepszyńskich"! Dla niepoznaki Jan Wolski występował jako dziadek Jacek!

    A tak poważnie, to czy on się gdzieś w początku lat 90-tych nie przyznał że to była ściema, bo tak mi się jakoś kojarzy.

    OdpowiedzUsuń
  2. "czemu akurat w Emilcinie polscy ufolodzy pokładają takie nadzieje"
    A czemu akurat w Sokółce nadzieje pokładali polscy "cudolodzy"?
    Jak ktoś bardzo pragnie cudu, to i grzyba na ścianie będzie czcić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Najciekawszy w tej historii jest wygląd obcych. Byli oni zieloni, czyli tak jak to się kiedyś opisywało kosmitów jako małych zielonych ludzików. We wcześniejszych latach w Ameryce obserwowano głównie małych szarych ludzików. Drugiego takiego spotkania z zielonymi chyba nie było.

    OdpowiedzUsuń
  4. a) z tego co wiem Wolski nigdy nie wyrzekł się swojej historii. Poza tym zmarł w styczeń 1990 więc jeśli czekał z tym do początku lat 90-tych to nie był to dobry pomysł :)
    b) z tym że takich Sokółek mieliśmy w Polsce do tej pory chyba tylko dwie, zaś Wolskich kilkudziesięciu
    c) małe zielone ludziki to twór z początków XX wieku i dominujący typ obcych przez całą pierwszą połowa wieku XX. Kosmici z Emilicna są dość archaiczni jak na koniec lat 70-tych, na szczęście z głów nie wystają im antenki, wiec mogło byc gorzej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Proszę o więcej, wchodziłem tu codziennie w nadziei na nowy artykuł :)

    Może coś o "terapii" Bacha? Byłem na spotkaniu na temat tej pseudomedycyny, a jako że piszę do lokalnej gazety, to napisałem taką krótką relację: http://www.infochoty.waw.pl/index.php?art=431. Oj posypały się gromy :) Szczególnie od obrażonych bibliotekarek ;)

    Ze względu na ograniczenia gazetowe niestety okroiłem artykuł, a miałem też wypowiedź dr. Igora Pietkiewicza, który wprowadza to do Polski. Bardzo chętnie i szybko odpisuje na mejle :)

    Sceptyczne informacje na temat Bacha są trudne do znalezienia w polskim internecie, dlatego myślę, że warto zająć się tematem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Najwidoczniej nie nadążam już z medycyną alternatywną, bo nigdy o tej terapii nie słyszałem. Znam natomiast jej składowe zaczerpnięte z innych klasycznych szarlatanerii. Po angielsku jest o tym troszkę, przy okazji wyskoczyło mi parę innych nieznanych mi wcześniej, jak leczenie esencją kwiatów australijskiego buszu :) Nie wiem czy wypada mi wymądrzać się o czymś o czym istnieniu jeszcze 5 minut temu nie wiedziałem. Normalnie wymądrzam się o rzeczach o których nie wiem prawie nic, więc zupełne nic może być już przegięciem :) Zastanowię się :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję za ten tekst, jest prawdziwy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jestem dumny, że my nie sroce spod ogona. A kosmitom. Aby Polska Wolską była. I boleję, że tu filmu nie obejrzę. Od razu taka dziwna tęsknota mi w duchu jęknęła. Bo UFO ma bardziej niż bocian coś szczerze polskiego. Taki brak konturów, nieokreśloność, romantyczną mglistość. I bocian nie jest zielony.

    OdpowiedzUsuń
  9. No w końcu po wiekopomnej przerwie jakiś wpis!! Alleluja!
    Jestem ciekawa Twojej opinii na temat innego głośnego spotkania z UFO jakie miało miejsce w Zdanach, to drugie po Emilcinie najważniejsze wydarzenia ufologiczne w Polsce. Czekam na przemyślenia i refleksje na ten temat. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. A tak, pamiętam ten temat, dużo się o tym pisało. Było kilka wyjaśnień, min. że to był jakiś żart studentów.

    Ale na pewno przypadek pana Wolskiego był bardzo głośny i przyczynił się do olbrzymiej mody na UFO na jakieś następnych 10 lat. Że wspomnę tylko o wpływie na kulturę masową: Nienackiego "Pan Samochodzik i człowiek z UFO" (1985), Pagaczewskiego "Profesor Gąbka i latające talerze" (1979) oraz niezapomniany "Reksio i UFO" (1979), gdzie skopiowano ewidentnie sytuację z Emilcina:
    http://www.youtube.com/watch?v=ly2gvYbjSw0

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak to się stało, że nigdy nie widziałem tego odcinka? :) Idąc za ciosem ściągnąłem sobie nawet grę "Reksio i UFO" ale niestety nie ma już tam zielonych psów robiących innym zwierzakom zdjęcia. Przynajmniej ja do tego etapu jeszcze doszedłem.

    OdpowiedzUsuń
  12. Krople kwiatowe nie są taką wielką nowiną. Paręnaście lat temu głośna była sprawa małżeństwa, które "leczyło" swoje niepełnosprawne dziecko dietami, głodówkami i kroplami kwiatowymi. Dziecko zmarło z zagłodzenia.

    Co do Emilcina, to historia się rozszerza, bo podobno dziadek Wolskiego znalazł kiedyś na polu "diabelski kamień" który przynosił pecha próbującym go ruszyć; kamień miał zostać wykopany w latach 70' , wywołać nieszczęścia rodzinne u paru ciekawskich geologów, którzy utopili go w jeziorze, i od tego czasu jezioro...

    OdpowiedzUsuń
  13. zamiast tak obsrac kolego temat poczytaj, dowiedz sie... polecam trudna dostepna ksiazke "zdarzenie w emilcinie" poczytaj, zastaniow sie... ta sprawa zeby tlyko dotyczyla dzadka i ufo to byloby ok, ale wiele watkow zaczelo sie laczyc z ta sprawa...

    OdpowiedzUsuń
  14. teraz kiedy tak łatwo mozna sknczyc jakies studia, bo tyle ich prywatynch powstalo i mamy setki psychologow, inzynierow i innych nieukow kazdy mysli ze jest intelekualnym sceptykiem, bo wiekszosc jest produktem wyprodukowanym przez szkole itp... niech Pana troche pomysl i jesli cos pisze zglebi temat na 100% i dopiero pisze te piardy...

    OdpowiedzUsuń
  15. Kiedy tylko pojawia się temat Emilcina, zaraz słychać „poczytaj Blanie, wtedy zmienisz zdanie”. Jakby ktoś nie zauważył tekst pisany był z Blanią na kolanie, zresztą tylko w jego książce jest motyw powożenia wozu przez kosmitów, nigdzie w internecie tego fragmentu nie znajdziecie. To nie jest autor który mnie intelektualnie porywa. Mam jeszcze jedną książkę Blani, jego dwuczęściową „Obecność UFO”, gdzie w tomie pierwszym poświęca Emilcinie nie bagatela 60 stron. Nie ma tam nic, co nie naiwnego człowieka mogłoby przekonać do tej szopki.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ach, uwielbiam poznawać opinię domorosłych omnibusów, którzy w pogardzie mają, że ten przypadek badali nie tylko ufolodzy (nie lubię tego określenia), ale również doktorzy nauk przyrodniczych, psychiatra, socjolog.. I tak, polecam poczytać Blanię. Chyba nawet w literaturze amerykańskiej, czyli kolebce UFO, nie postarano się o taką skrupulatność względem opisania przypadku kontaktu, co już powinno inaczej spojrzeć na ta sprawę, troszkę docenić ją, niż śmiac się, że ludziki były małe i zielone, co już robi się nudne. Moja opinia o zajściu: najwiarygodniejszy przypadek wszechczasów. Właśnie dzięki Wolskiemu, z którego tak kulturalnie próbuje nabijać się autor bloga, bo jest taki nienaiwny i och i ach. Przypadek jest wiarygodny właśnie przez to, że brzmi tak niedorzecznie, że koń Wolskiego zmyślił by lepszy. Statek to prostokąty autobus, a kosmici przypominali żaby. Statek nie był dyskiem, spodkiem czy cygarem, a kosmici nie mieli wielkich głów i oczu. Historia Wolskiego jest tak diametralnie niepodobna do innych przypadków, że to właśnie czyni ją wiarygodną. A Blania wiedział, że wywoła ona burzę, więc celowo ON zmyślił niektóre z "kłamstewek", by co drugi dzień nie dochodziło do lądowań takich pojazdów i pasażerów. Nigdy nie kazał kłamać rolnikowi. POczytaj Blanię, MOŻE zmienisz zdanie, Panie Autorze..

    OdpowiedzUsuń
  17. "Przypadek jest wiarygodny właśnie przez to, że brzmi tak niedorzecznie" Pogratulować żelaznej logiki, certum est, quia impossibile est. Kompetencje badawcze Blani mogą imponować chyba tylko ludziom po podstawówce. Co ty sobie myślisz, że cała dzisiejsza nauka padnie na kolana przed wywiadami Blani? Nawet jakby w Emilcinie było stu profesorów NASA i każdy zarzekał się, że obalił flaszkę z kosmitą, to co z tego, jeśli nie ma DOWODOW. Jako znawca Blani powinieneś zauważyć, że napisałem o błocie, a te pojawia się tylko u niego, tak samo powożenie wozu przez kosmitów, nikt później już tego nie cytuje poza Blania. Od razu można poznać, że to fragmenty z Blani, ale najwidoczniej taki z ciebie znawca.

    OdpowiedzUsuń
  18. Widać Twoje zwawstwo nie tylko o "zielonych ludzikach", które wywołują u Ciebie takie pokłady ironii, ale ogólnie wiedza o kosmosie, prawdopodobieństwie życia w przerażającym bezmiarze kosmosu, kuleje. To, że NAPEWNO istnieje, nie zmienią nawet pretensjonalne cytaciki z łaciny, którymi próbujesz się zasłaniać. I wierzę, że istnieją nawet w formie żabopodobnych humanoidów, którzy potrafią prowadzić wóz konny.
    Co zrobił Ci Blania, że tak go nie lubisz? Koleś nie był idealny, ale jako ufolog i poszukiwacz był lepszy, niż stada profesorków z NASA. Prowadził także ciekawą dysputę listowną z Lemem, ale pewnie masz to gdzieś.
    Moja żelazna logika polega na tym, że też bym pewnie ten przypadek wyśmiał, gdyby pojazd był dyskiem, miał pierdylion świecidełek, a kosmici byliby wyjęci rodem z komiksów. Ale był inny, niestety.
    I jakich Ty chcesz dowodów? Lądowania w biały dzień przed Twoją chatą?
    "Jedynym dowodem na to, że istnieje jakaś pozaziemska inteligencja, jest to, że się z nami nie kontaktują" - powiedział kiedyś pewien człowiek, i to jest idealne podsumowanie.
    A fanem i znawcą Blani nie jestem, po prostu podoba mi się jego podejście do tematu.

    OdpowiedzUsuń
  19. Gdyby kosmici wylądowali przed moją chatą, co w szczegółach bym opisał, to wartość dowodowa tej historii wynosiłaby dokładnie tyle, ile opowieść Wolskiego czy ewentualna twoja historia spotkania z obcymi, wynosiłaby równiutkie i okrągłe ZERO. Byłaby to kolejna, bezwartościowa historyjka. Nie wiem czy słowo DOWÓD jest takie trudne do zrozumienia. Dowodem byłby włos kosmity albo choćby drobny fragment jakiegoś urządzenia które sztab specjalistów uznałby za pozaziemskie. Ja tam nawet nie jestem specjalnie wymagający. Za mocną przesłankę uznałbym nawet dowód niematerialny. Powiedzmy gdyby pozaziemska cywilizacja przekazała komuś rozwiązanie hipotezy Riemanna i równania Naviera-Stokesa. Jeśli kosmici są tak bystrzy jak powinni być, to rozumiem że radzą sobie z matematyką? Jeśli ktoś w taki sposób potrafiłby uwiarygodnić swoje spotkanie z obcymi to w końcu zrobiłoby to na mnie mocne wrażenie. Ta zasada nie tyczy się tylko kosmitów, ale i spotkań z Jezusem, Matką Boską, czy inną super-bystrą postacią.

    OdpowiedzUsuń
  20. najgorzej ze autor skończył jakieś studia, przeczytał kilka książek i uwaza sie za intelektualistę... kiedys trzeba było nie miec siana w butach aby konczyc takie szkoly, ale swiat po rewolucji oszalał i dzis gmin ma z przodu mgr... w sumie smieszny facio... co do blania to warto aby jednak ksiazke o emilcinie przeczytał, bo styl wykazuje pochodzenie chłopskie ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. No a w międzyczasie, zamiast jałowych sporów o tym, co kto sobie na temat wypadku emilcińskiego pomyślał, znalazł się facet, który wszystko dokładnie przebadał i doszedł do dosyć zaskakujących, acz niezbyt "pozaziemskich" wniosków. Polecam: http://bartoszrdultowski.blogspot.com/2014/05/ufo-emilcin-i-klapki-na-oczach-cz1.html

    OdpowiedzUsuń