Są takie książki, przy których nawet nie warto silić się na gorsze czy lepsze żarty. Wystarczyłoby cytować je żywcem, a już będzie zabawnie. "Moje widzenie świata" Czesława Klimuszki jest niewątpliwie takim dziełem. Księdza Klimuszki nie ma już pośród żywych, jednak echa jego myśli wciąż dzwonią w uszach naszego społeczeństwa. Wszelkie roślinki na syropach, kwiaty na plakatach leków, owocowe syropy na półkach aptek - we wszystkim tym pobrzmiewa urok Ojca Klimuszki. Surowe przepisywanie jego broszurki nie dałoby mi jednak frajdy. Swego czasu myślałem nad tekstem, który polegałby na zmierzeniu mojego domu, a następnie możeniu długości ścian przez powierzchnię dachu, wysokości drzwi dzielonych przez szerokość parapetu minus ilość dni w roku, tak, jak robi się to w przypadku Piramidy w Gizie. Jestem przekonany, że w moich wynikach również pojawiłyby się jakieś liczby opisujące Układ Słoneczny. Nie pamiętam, co stanęło mi wtedy na drodze, chyba zwykłe niechciejstwo (jak się okaże za chwile wpływ pobliskiej topoli). Dziś powracam do tematu swej chałupy, tym razem na ogólnozdrowotny rekonesans. Co Ojciec Klimuszko powiedziałby o warunkach w jakich żyję?
Najpierw ogólne usytuowanie domu. Mleko zostało już wylane, jako że nie przypominam sobie, aby podczas budowy leszczynowa różdżka ustrzegła mnie przed żyłami wodnymi. Na szczęście Klimuszko daje praktyczne porady ich rozpoznania."W żyłach wodnych lubują się pszczoły". Pszczoły odwiedzają mnie każdego dnia, 20 metrów dalej są ule, ale to wyjaśnienie byłoby proste, zbyt proste. Dowód numer dwa. "Na skrzyżowaniu żył wodnych żaden bocian nie zbuduje gniazda". Bociana na dachu ewidentnie brak. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Przyoszczędziło się przy budowaniu chaty na instalacji odgromowej, jednak jak pisze ksiądz "żaden piorunochron nie uchroni budynku stojąco na żyle wodnej". Najwidoczniej i tak jestem skazany na spłonięcie żywcem w czasie burzy, więc po co mi taki zbędny wydatek. Żyły wodne odhaczone, teraz biomagnetyzm. "Istnienie tejże energii jest faktem niezaprzeczalnym. Naukowcy niejednokrotnie wykazali to w sposób doświadczalny" (jakby to powiedział Turski w telewizji - "ja pierdolę"). Wyglądam za okno, widzę oddziałujący pozytywnym biopolem świerk, uff, jestem uratowany. Jeszcze bliżej rośnie jednak "topola działająca demobilizująco" - jej obecność tłumaczyłaby parę rzeczy w moim życiu.
Już z progu moja sypialnia nie napawa optymizmem. Łóżko powinno być ustawione w kierunku północ-południe, z głową skierowaną na południe, korpus zgodnie z linią miedzy-biegunową Ziemi. Jedyne zorientowane jakie te łóżko w życiu doświadczyło to kierunek telewizor-monitor. Z Cześkiem na ramieniu zaglądam do szafy:
Nasuwa się uparcie podejrzenie, że te wszystkie sztuczne tworzywa, z których robi się bieliznę, zwłaszcza kobiecą, mogą promieniować na żywe komórki rakotwórczo. Czy tak licznie występujące u współczesnych kobiet nadżerki i guzy przymacicze oraz nowotwory sutek, nie są wywoływane nylonową bielizną? (...) Czy te przestrogi są zdolne dotrzeć do umysłów kobiet? Raczej należy wątpić (...) Trzeba pamiętać koniecznie o tym, że przy noszeniu na szyi srebrnego łańcuszka występuje niekiedy takie zjawisko, że w przeciągu kilku dni łańcuszek sczernieje. Co się stało? Skąd taka zmiana? Otóż jest to sygnał, że w organizmie pojawiło się jakieś schorzenie. W takim wypadku trzeba jak najszybciej udać się do lekarza.
Jeśli promieniotwórcze majtki zaaplikowały już kobiecie nadżerkę, 20 stron dalej jest na nią remedium: "Uliścionymi gałązkami brzozy uścielamy nasze łózko, tak by to nie przeszkadzało w spaniu. Po dwóch tygodniach wszystkie nie zastarzałe jeszcze przypadłości reumatyczne i nadżerki zlikwidują się całkowicie". Grzechem byłoby nie wspomnieć o cudownych lekarstwach Klimuszki. Owymi lekami było w zasadzie to, co jemy. Zaglądamy zatem do lodówki: "czarne jagody na odtrucia" są, "pestki dyni na tasiemca" są, nalewka z bursztynu, gdzie "nalewka z bursztynu lecząca raka"?! W rozpoznaniu tego, co zdrowe a co niezdrowe Klimuszko powołuje się na badania jakiegoś L.Simenotona (?), który przy pomocy swojej aparatury do pomiaru radio-witalności (??) ustalił, że każdy pokarm i lek, którego długość fal wynosi poniżej 300 angstremów jest dla człowieka szkodliwy. Jeśli im więcej, tym lepiej, jak myślicie ile angstremów mają leki farmakologiczne? Oczywiście, 0! A ile zioła? A jakże 9000! Między Bogiem a prawdą Klimuszko mimo wszystko nie namawia do porzucenia leków pochodzących nie z łąki, a z laboratorium. Chociaż to. Brzoza zaczyna kłóć mnie już w plecy więc pora kończyć.
Zaraza i mór! (i promieniowanie), ja mam gdzieś tę broszurkę! Chyba zagłębię się w otchłanie szafy gdzie leżą książki niechciane i zafunduję sobie godzinkę rechotu.
OdpowiedzUsuńA tak swoją drogą, brzoza kł**u**je. Obywatelska korekta out.
Dziękuję za zapoznanie mnie z mądrościami o. Klimuszko. Moja samoocena poszybowała w górę, bo zrozumiałam, że niesłusznie mam opinię lenia i śpiocha, niesłusznie oskarża się mnie o bałaganiarstwo i rozlazłość. To te cholerne topole rosną tuż przy moim domu i działają na mnie demobilizująco.
OdpowiedzUsuńRoli topoli bym nie lekceważył. Chociaż taka olcha, to też potrafi.
OdpowiedzUsuńNie mówiąc już o "rewelacyjnej kuracji 3 w 1, vita creator". Lub mieszance o jednoznacznej nazwie impotencja za jedyne 64 złote. Wszystko zupełnie realne:
http://klimuszko.net/
No cóż...zioła o.Klimuszki są bardzo znane, w każdej poczytnej gazetce ezoterycznej jest prowadzona sprzedaż wysyłkowa, są też do dostania w niektórych sklepach zielarskich. Osobiście jeszcze nie korzystałam. Co nie oznacza, że nie uważam, aby zioła jakiś tam właściwości leczniczych nie miały.
OdpowiedzUsuńProblem jest taki, że legenda o o. Klimuszko i jego ziołach urosła do wielkich rozmiarów. Nie wiadomo nawet czy te przemyślenia to on pisał, czy ktoś mu je podyktował. Ludzie i tak będą wierzyć w to co chcą i to się nie zmieni niestety.
O ludzie, toż to normalne feng-szui, starochińskie szamańskie czary-mary. Rzeczywiście śmierdzi ezoteryzmem.
OdpowiedzUsuńZresztą sprawdziłem w Wiki: "Andrzej Czesław Klimuszko – polski kapłan, franciszkanin, wizjoner, jasnowidz, medium i zielarz."
Trzeba się trzymać jak najdalej od tego typu magików i ich terapii.
Byłem niedawno na wykładzie Macieja Zatońskiego o ziołach i jeśli dobrze pamiętam to wszystkich ziół o właściwościach leczniczych jest 4-5 (nad piątym trwają jeszcze badania). Badano chyba wszystkie na wszystko, a z tych 5 znałem jedno. Taka jest właśnie skuteczność ziół.
OdpowiedzUsuńBo generalnie myli się właściwość leczniczą z wywołaniem określonych reakcji. Na przykład chmiel jest moczopędny i tak działa, natomiast czy to jest leczenie ? Substancje w ziołach wywołują określone stany w organiźmie. Wywołuje się je sztucznie dla, ja bym to nazwał -regulacji jakiś procesów i tyle, ewentualnie jak w przypadku kawy, herbaty, tytoniu docenia się ich walory zapachowo smakowe. Ale faktycznie nie słyszałem żeby ktoś się wyleczył ziołami.
OdpowiedzUsuńSkoro już śmiejecie się na tym blogu z ludzi opowiadających historie niepoparte rzetelnymi badaniami i dowodami, często przy tym naciągając ludzi na pieniądze, wypadałoby samemu pilnować się w swoich stwierdzeniach i może ograniczyć się z mocnymi sądami w dziedzinach w których jest się amatorem, bez poparcia jakimikolwiek faktami czy źródłami. Ot, takie pestki z dyni, wystarczy spojrzeć na wikipedie - http://en.wikipedia.org/wiki/Pumpkin_seed_oil. Czy tak trudno jest sobie wyobrazić że takie tam roślinki mają w sobie różne substancje lecznicze i można robić z nich leki? Chyba każdy wie, że kilka owoców wilczej jagody może człowieka zabić, a trudno jest uwierzyć, że z innej rośliny można zrobić lek, bardzo często silny w działaniu, jeśli został poprawnie przygotowany a nie zrobiony z rośliny zebranej 5 lat temu i wmielonej do herbatki ekspresowej? Robi się bardzo dużo zupełnie normalnych i profesjonalnych badań gdzie analizuje się dokładnie chemiczny skład roślin i bada działanie poszczególnych substancji. Ciekaw też jestem bardzo skąd informacja o istnieniu dokładnie 5 ziół o właściwościach leczniczych, biorąc pod uwage ile tysięcy ludzi przez jak dużo lat zajmowało się badaniami w tej dziedzinie, często badaniami bez zastrzeń z punktu widzenia metodologii. Kwas acetylosalicylowy, którą prawie każdy chętnie dziś łyka w postaci tabletki aspiryny, zawdzięczamy ludziom którzy nie znając jeszcze metod naukowych, cierpliwie eksperymentowali i odkryli, a potem przez wiele lat stosowali korę wierzbową, z której potem wyizolowano ów kwas acetylosalicylowy. Tak też ojciec Klimuszko, choć może wypisywać rzeczy brzmiące dziś śmiesznie z naukowego punktu widzenia, mógł też przynajmniej teoretycznie otrzymać jakieś sensowne wyniki drogą prób i błędów. Dlatego takie bezmyślne nabijanie się kłuje mnie w oczy nie mniej niż nieścisłości naukowe w tekstach różnych autorów.
OdpowiedzUsuńOdpowiadam. Większość z ogólnych uwag na temat fitofarmakologii było już na tym blogu omawianych pod notką "niezłe ziółko" kilkanaście miesięcy temu. Sporo od tego czasu wniósł dla mnie wykład Macieja Zatońskiego na temat ziół, na którym w 700 tys Wrocławiu przyszło 10 (słownie dziesięć) osób. Proszę napisać do doktora Zatońskiego by powiedział które to 5 ziół, ja nie pamiętam - zarazem mam świadomość że pisząc ten tekst powinienem.
OdpowiedzUsuńWłaśnie sobie wyobraziłem, jak ten cały Simenoton bierze pod swój aparacik ziółka, po czym z okrzykiem 'IT'S OVER NINE THOUSAAAAND!!1' miażdży go w ręku.
OdpowiedzUsuń