7 lutego 2010

Billy Meier

Każdy widział chyba plakat przedstawiający fruwające nad lasem UFO, z wielgachnym białym napisem I Want To Believe. Owe UFO, paradoksalnie do znaczenia tego skrótowca, jest na nim zaskakująco wyraźne, tak że nie sposób pomylić je, jak to zwykle bywa, z szybko przelatującym, rozmazanym ptaszyskiem. Fani latających spodków stworzyli do dziś kilka odmian posteru z piwnicy Foxa Muldera, wymieniając na nim przede wszystkim statki obcych, co ciekawe posługując się zdjęciami głównie jednego człowieka. Jak to możliwe, że autorem prawie wszystkich fotek UFO, na których rzeczywiście widać latający spodek jest ta sama osoba? Okazuje się, że pan ten nie jest autorem ani 2, ani nawet 10, ale jakiegoś 1000 zdjęć latających spodków. Sam fakt takiej dysproporcji i nierównowagi materiału dowodowego, może budzić wątpliwości, wątpliwości jest jednak znacznie więcej - choć jak się okazuje nic nie jest w stanie strącić króla fotografii obcych z piedestału.

Meier jest człowiekiem przed którym skrzynie z tajemnicami nie tylko otwierają się na oścież. Jeśli ich nie zauważy gonią go i proszą się o otwarcie. Gdzie by się nie udał UFO lata za nim pozując do zdjęć. Ledwo przyjechał do Jerozolimy w latach 60-tych, od razu w jakiejś dziurze odnalazł najstarszą zaginioną ewangelie, hipotetyczne "Źródło Q". Jak się okazuje nawet ona dotyczyła największej pasji Szwajcara - kosmitów. Z takim parciem na kosmos, w latach 70-tych długo oczekiwane dowody obecności obcych zaczęły sypać się z rękawa. Zdjęcie na zdjęciu filmem pogania, zdjęcia spodków i ich pilotów, fotki z kosmosu i z jego podróży w czasie, rzeczy jakie powinny wstrząsnąć zaślepioną zdogmatyzowaną nauką. Kiedy owe dowody trafiły pod lupy ludzi będących najprawdopodobniej na usługach rządu, wszystko okazało się jednym z najbardziej żenujących spektakli w historii ufologii. Narodził się nowy rodzaj sceptycznej perwersji polegający na przypisywaniu elementów latających spodków, przedmiotom jakie znajdowały się w domu Meiera. Poza bombkami, fragmentami półek i ciężarkami, najsympatyczniejszym przykładem były pokrywy do beczek jakie widziano w magazyn organizacji Meiera. Na czerwono zaznaczyłem uchwyt, który utrwalił się na fotografii UFO. Owe powietrzne statki które kursowały nad głową Szwajcara pilotowane były przez zastępy Plejadan, których ten znał z imienia i których często gościł. Aby zapewnić swojemu gospodarzowi sławę i pieniądze kosmici zostawiali mu rożne artefakty. Jednym z takich przedmiotów mających dowieść relacją Meiera stała się słynna fotka jednej z kosmitek o imieniu Asket. Problem pojawił się kiedy w osobie Plejadanki rozpoznał się tancerka Michelle Della Fave. Na jaw wyszło, że zdjęcie kosmitki jest kadrem programu The Dean Martin Show, które Meier cyknął na bezczelnego celując aparat wprost w telewizor. Nie mniej moim ulubionym "dowodem" jest zdjęcie pterodaktyla, którego Meier widział na Ziemi przed milionami lat, na którą zabrali go Plejadanie. Pech chciał, że mało znana czeska książka autorstwa Zdenka Spinara, została przedrukowana w Stanach pod tytułem Life Before Man. Rzekome zdjęcie pterozaura widzianego w trakcie podróży w czasie, okazało się zdjęciem jednej z ilustracji w tejże książce!

Wszystko to, to tylko czubek góry lodowych dowodów, pośród równie przekonujących nagrań audio, próbek metali, proroctw Meiera jak i całej quasi religii jaką stworzył wokół siebie. Nawet tak kompromitujące doniesienia nie wytrąciły Meiera z fali ufo-popularności. Aby jakoś z tego wybrnąć, Meier nie ograniczył się jedynie do klasycznej formuły odwracania kota ogonem, ten nieszczęsny kot jest tu okręcany na wszystkie możliwe sposoby, tak że dowody podważające prawdomówność Billa okazały się potwierdzać jego słowa! Kiedy w stodole Meiera odnaleziono niedopalone przez niego zdjęcia latających spodków w postaci modeli leżących na stole, uznano że to UFO było podstawą dla makiet, a nie makiety dla UFO. Pokrywa od beczki jako cześć UFO? Znaczy się że ktoś odebrał telepatyczne przekazy Plejadan o budowie ich statku i na ich podstawie stworzył sobie projekt beczki. Ludzi z telewizji wyglądają jak Plejadanie - ktoś tu próbuje zatuszować prawdę tworząc klony przyjacielskich kosmitek - spisek jest zatem większy niż nam się wydawało! Zakładając nawet, że przedstawione zdjęcia rzeczywiście obnażają złe intencje Meiera - no dobrze te dowody były fałszywe, ale ile może być prawdziwych!