6 czerwca 2010

50 Lat programu SETI

W ramach tytułowego jubileuszu namnożyło nam się artykułów na temat tego zakurzonego projektu. Spory artykuł w "Polityce", wywiad w "Wyborczej" z Shostakiem - obecnym kierownikiem programu, mnóstwo drobnych artów w różnych miejscach sieci. Praktycznie w każdym znana wyliczanka - liczba galaktyk mnożona przez liczbę gwiazd w każdej z nich. Miliardy przez miliardy rozbudza wyobraźnie, jak w tylu zerach mogłoby nie siedzieć coś cywilizowanego. Jakoś nigdy nie wierzyło mi się w ten projekt, a mimo to liczyłem pakiety od SETIego. W Polsce z limitowanym internetem rzecz nie lada heroiczna. Patrząc z perspektywy czasu można było wybrać na BOINCu coś pożyteczniejszego, jednak SETI trącił zawsze tą romantyczną nutą. SETI nigdy nie był przesadnie rygorystycznie naukowy, stając się ostatecznie parodią samego siebie. Nigdy nie wytyczono warunków których spełnienie oznaczałoby fiasko eksperymentu, bo jak widać nie znalezienie obcych tym warunkiem nie jest. Dziś sędziwy już Frank Drake opowiada w wywiadach, iż pierwszego kontaktu, zakładając kontynuowania inicjatyw poszukiwania obcych, spodziewa się w XXII lub nawet w XXIII wieku. Drake nie wymaże jednak z naszej pamięci swoich wcześniejszych przewidywań jeszcze z lat 60tych, kiedy sukces czaić się miał tuż za rogiem. Następne co 10 lat przekładano te przewidywania o następne 10 lat, a kiedy stało się to odrobinę żenujące, wyciągać zaczęto z kapelusza trochę odleglejsze daty. Shostak, w przeciwieństwie do swego mistrza Drake, walcząc o pieniądze sponsorów nie może pozwolić sobie na perspektywę kilku wieków, bo coś co nie daje szans ziszczenia się za życia ofiarodawców raczej nie wzbudzi ich wielkiej aprobaty. W 2005 Shostak ogłosił, iż spodziewa się kontaktu do roku 2025 roku i jest to równie wyssana z palca data, co te podawane pół wieku temu, co wiek XXIII i jakikolwiek inny, nie oparta na żadnych wiarygodnych obliczeniach.

Enrico Fermi przewraca się w grobie, jako że już kilkadziesiąt lat temu uważał ten osobliwy stan pustki cywilizacyjnej w kosmosie, za wystarczający argument na wywalenie do kosza pseudonaukowych przewidywań powszechności inteligencji we Wszechświecie. Od tego czasu minęło dalsze 60 lat całkowicie bezowocnych poszukiwań, a snucie fantazji o otaczających nas zewsząd obcych ma się w najlepsze. Śmiem nawet twierdzić, że czegoś takiego jak inteligentne życie jeszcze nie doświadczyliśmy. To że sami uważamy się za inteligentnych jest odcięciem się ostrą kreską od mózgowej gradacji życia na Ziemi, raczej ciągłej bez wyraźnych skoków, przy czym inteligencja zaczynać ma się oczywiście akurat od nas. Myślę, że gdyby na naszej planecie istniał cwańszy od nas gatunek, według niego to właśnie na nim zaczynałaby się inteligencja, a człowiek byłby na miejscu dzisiejszych szympansów, a więc tuż tuż, a jednak wciąż kroczek od inteligentnego życia. Tak czy owak, SETI wciąż nie dostarczył nam dowodów jakkolwiek inteligentnego życia i jest chyba ostatnim po którym można by się tego spodziewać. Prędzej odlegli następcy teleskopu Jamesa Webba pokażą nam kosmitów, niż SETI puści nam nagranie jakiejś międzygwiezdnej audycji radiowej.

To co już wiemy o potencjalnych obcych, na dzień dzisiejszy studzi naszą wyobraźnie. Dokąd sięgnąć uzbrojonym okiem (a sięgamy naprawdę daleko), żadnych wielkich instalacji, ani wielkich, ani ogromnych, ani olbrzymich. Nie ma energetycznych otoczek takich jak ta która w Star Treku holowała do domu V'Gera, wielkości kilkudziesięciu jednostek astronomicznych. Nie ma wielkich tuneli Kaku otwierających bramy do równoległych wszechświatów długości roku świetlnego. Nie ma potężnych kardaszewowskich cywilizacji, które trzymałyby pod galaktycznym butem wszystko co tylko da się jakkolwiek wykorzystać. Niestety we wszechświecie ni widu takich cywilizacji, cywilizacji pełną gębą, a przynajmniej nie w naszej cześć Drogi Mlecznej. Rzecz rysuje się dziś okrutnie, kiedy co chwile słyszymy o odkryciu następnej z planet, kiedy w własnym Układzie Słonecznym dostrzegamy miejsca gdzie życie mogłoby się wytrącić, zaglądamy coraz dalej i dalej. Tymczasem nasz zawód rośnie wraz z postępem technologii, bo co niegdyś stanowiło ekscytującą niewiadomą dziś przeradza się w gorzką cywilizacyjną pustkę. Kiedyś ten nasz brak sąsiadów zwalić można było na barki nieprzechylnego środowiska. Tymczasem kiedy okazało się, iż życiu towarzyszyć mogą naprawdę ekstremalne warunki, a planet dookoła nas pod dostatkiem, wciąż musimy rewidować ilość cywilizacji w dół. Kolejne obszary nieba odznaczane są krzyżykiem jako puste. Pech chciał, że najbardziej ciekawski gatunek na Ziemi, to akurat gatunek stadny, lubi mieć trochę towarzystwa dookoła. Obawiam się, że w dalekiej przyszłości, kiedy nasz rozwój zbliży się do kresu swych możliwości, poszukiwanie kontaktu stanie się naszą obsesją. Doświadczenie samotności w ciemnym i zimnym wszechświecie zrodzi rodzeństwo SETIego, byle z lepszymi wynikami.

17 komentarzy:

  1. Kapkę bym inaczej podsumował. SETI opiera się na dwóch przesłankach, ale eksponowana jest tylko jedna: względna powszechność życia (inteligentnego) we Wszechświecie. Tymczasem pomijana jest (uznawana za oczywistą?) inna przesłanka: że kontakt w ogóle jest możliwy. I nie mam tu, jak Lem, na myśli odmienności i obcości umysłowej. Być może kontakt jest niemożliwy ze względów technologicznych, ze względu na same prawa natury: odległości międzygwiezdne, niemożność dotarcia gdziekolwiek w sensownym czasie, o powrocie już nie mówiąc. Po cichu liczy się, że jakieś nowo odkryte prawa fizyki, czy technologie to zmienią. A jeśli nie? Bo ja bardzo w jakiś wielki przełom wątpię. Jeśli osiągnięcie - powiedzmy - Marsa jest absolutnie szczytem tego, co może osiągnąć cywilizacja techniczna?
    Może i życie (rozumne) jest powszechne, ale każdy siedzi na swojej planecie, bo sięgnąć dalej nie sposób?
    Zdolności adaptacyjne życia są zdumiewające, sam ostatnio kilka razy pisałem o tym na KopalniaWiedzy.pl – ale to wszystko osiąga życie, które już jest. A jeszcze nie wiadomo, jakie są warunki niezbędne dla jego powstania, być może (ja tak sądzę) są jednak dużo rzadsze niż te wymagane dla jego podtrzymania.

    P.S. Czemu dodawanie komentarzy na bloggerze jest tak skopane, że jak wpiszę więcej niż pięć zdań, to dalej nie widzę?
    P.S. Rozpisałem się, może powinienm to u siebie zamieścić…

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli chodzi o to czy "prawa natury" pozwalają na odnalezienie się cywilizacjom, to odpowiedz brzmiałaby dziś: "na razie tak". Można znaleźć na ten temat naukowe prace, choćby wyliczenia Kraussa i Starkmana "Life the Universe and Nothing", czy ich nowsze opracowanie w Scientific American z marca 2008. Obecny stan Wszechświata daje obserwatorowi wciąż pokaźny horyzont zdarzeń do spenetrowania, choć cywilizacje w odległej przyszłości mogą mieć z tym różnie. Jeśli technologie do dalekich podróży są rzeczywiście poza zasięgiem wszystkich, to mamy problem. Jednostkowa próba statystyczna nigdy nie wróży najlepiej, ale ludzka cywilizacja poczyniła całkiem pokaźny skok w komunikacji w ciągu raptem 200 ostatnich lat. Znaczy się, że albo z natury rzeczy cywilizacje żyją krótko, albo wektor naszego rozwój jest niewiarygodnie zawyżony w porównaniu z innymi. Albo cywilizacje nie mogą trwać zbyt długo, albo, jeśli trwające miliony lat cywilizacje nie potrafi przemierzać galaktyki, coś nie tak jest z ich prędkością rozwoju. Co do życia rzeczywiście nie wiemy czy jego powstanie nie było jednorazowe, choć patrząc choćby na historie geologiczną Marsa sprzed kilku miliardów lat, same warunki sprzyjające jemu powstaniu nie są chyba aż tak rzadkie.

    OdpowiedzUsuń
  3. MAM CIĘ!!! WIERZYSZ W KRES CYWILIZACJI!!! HA!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie lubię słowa wierzyć, lepiej pasuje "dopuszczam" :) Trudno byłoby całkowicie to wykluczyć. Pesymizm ten charakteryzuje ponoć Europejczyków, a przynajmniej tak czytałem gdzieś u, teraz uwaga, badaczy z SETI :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Meh.
    Człowiek to dziwny gatunek. Jaka samotność? Na świecie jest kilka miliardów ludzi, są i inne zwierzątka - czy to mało? Czy naprawdę liczą, że jak sami ze sobą nie mogą się dogadać, to z obcymi się uda? ;)
    BTW mój musk wyrzucił (to zapewne przez Lema parę komentarzy wyżej) wizję międzyplanetarnej wojny religijnej :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też mój brak niewiary w Boga wyjaśniam tym, że trudno jest go wykluczyć. I też dopuszczam :). Ciekawe, co na to setińczycy :D Ps. Przyłapany na szczątkowej formie religijności, przyłapany, przyłapany! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Na ten odkrywczy amerykański pęd i europejski marazm mam własną, niczym niepotwierdzoną teorie. Amerykanie mają to po prostu "w genach", jako że są w większości potomkami emigrantów, którzy dobrowolnie porzucili swoje biedne acz znane kątki, wyruszając za ocean w nieznane. To czy możliwość istnienia nadspodziewanie krótkich okresów trwania kosmicznych cywilizacji jest dobrą analogią do wiary w Boga, mógłbym się kłócić. Jest o tyle dobrą o ile wiara w cokolwiek mimo braków dowodów, choćby w to że będzie padać, jest analogią protoreligijności :) Zakładając, że inne cywilizacje istnieją, że jest ich dużo i zakładając, że odpowiedzią na ich milczenie jest akurat jakiś katastroficzny determinizm - odpowiadam tak, dopuszczam do siebie taką myśl :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wszystko w porządku, ale po co to dziwaczne, pseudourzędowe "na dzień dzisiejszy"? Ani to ładne, ani poprawne, a raczej paskudne i błędne.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzięki za ciekawy wpis. Na marginesie, wie ktoś co się stało z blogiem Królik w prekambrze? jest linkowany z Pana strony. Bardzo fajny prześmiewczo-krytyczny blog był, obok pańskiego oczywiście:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Tłumacz się, tłumacz, a i tak zostałeś przyłapany :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Marek wpierw zamilkł u siebie na kilka miesięcy, a później wypiął swój blog z aktywnych. Tutaj też go dawno nie widziałem jednak miejmy nadzieje ze powróci do nas ze zdwojoną ironiczną siłą.

    OdpowiedzUsuń
  12. No miejmy nadzieję, szkoda by było. Btw. czytał ktoś najświeższe wieści z kraju - nowy wątek dot. CBA: http://wyborcza.pl/1,75248,8004969,CBA_rozgryzalo_Kaczmarka_u_wrozki.html
    Mocne, nie?;) Jeżeli tak się walczy teraz z korupcją, to strach się bać.

    OdpowiedzUsuń
  13. Gwoli ścisłości:

    Statek V'gera miał tylko 1000km.
    Natomiast "chmura energii" w której się poruszał miała 82AU lub 2AU (w zależności od wersji).

    http://en.wikipedia.org/wiki/V%27ger#V.27ger.27s_journey

    MSPANC.

    OdpowiedzUsuń
  14. No tak, chodziło mi o tą niezwykłą otoczkę statku. Później poprawię ten fragment wpisu, dzięki.

    OdpowiedzUsuń
  15. Wytłumaczenie jest bardzo proste, ale dla "światłych racjonalistów" nie do zaakceptowania. Po prostu jesteśmy jedyną cywilizacją we Wszechświecie, stworzoną na obraz i podobieństwo Stwórcy. Żadnych inteligentnych kosmitów nie ma, bo nie wspomina o nich Biblia.

    OdpowiedzUsuń
  16. Akurat Kościół należy ostatnio do jednych z największych promotorów idei innych cywilizacji, a teolodzy (łącznie z Watykanem) z pasją snują na ten temat kolejne dywagacje.

    OdpowiedzUsuń
  17. Watykan ostatnio oficjalnie uznal ze biora pod uwage mozliwosci istnienia innych cywilizacji ,nastpestwem tego bedzie ich chrystianizacja,bhhha co za stek bzdur , wracajac do temu seti, oto pierwszy oficjalny lecz malo komercyjny dowod(odpowiedz) , zatajany z wielu powodow

    http://www.youtube.com/watch?v=_GL4rF0ygFU&feature=related

    OdpowiedzUsuń