15 maja 2010

Słowo kluczowe: "Syjon"

Przynajmniej z punktu widzenia psychologii, teorie spiskowe podzielić można na obiektywne i subiektywne. Te obiektywne to po prostu akty historyczne, knowania i skrytobójstwa, wynikające z wrednej i przebiegłej natury ludzkiej. Natomiast subiektywne teorie spiskowe więcej mówią o wierzących w nie ludziach niż o samej rzeczywistości, o tym co się tym ludziom nie udało i kogo za to obwinili. Z punktu widzenia zabawy w odkłamywanie świata, teorie spiskowe podzieliłbym na takie które jednak mają jakieś osadzenie w faktach i takie które są całkowitą i dowiedzioną głupotą. Kilka lat temu na bazie Project Lucifer (poglądu, iż sonda Cassini ma zainicjować na Saturnie reakcje jądrowe zamieniając tą planetę w gwiazdę) stworzyłem komplementarny projekt Ded Moroz. Opierał się na wymyślonej historii o Norweskich wielorybnikach, którzy odkryli tajemnice kurczącej się czapy lodowej, widząc ogromne roboty wykrawające lód na Arktyce. Sonda STEREO wystrzelona wtenczas w celu badania Słońca, miała cisnąć tym wykradzionym i wcześniej skompresowanym lodem w naszą gwiazdę bezpowrotnie ją gasząc. Problem globalne ocieplenie zostałoby rozwiązany, a za rogiem wciąż przyświecałby nam Saturn. Podobnie jak w Projekcie Lucyfer dowodem na prawdziwość Dziadka Mroza miał być fakt, iż nigdzie nic o nim nie znajdziemy - w domyśle, komuś zależy na tym abyśmy o nim nie wiedzieli - klasyczny argument szemranych teorii spiskowych. Co prawda mój spisek na moment pożył własnym życiem, ale nigdy nie wypłynął na szerokie wody teorii spiskowych, dziś żałuję że nie wplotłem w to wszystko modnych obecnie Masonów. Spiski o Masonach zdetronizowały dziś nawet Jezusa, na temat którego fantazyjne teorie rządziły do niedawna na paranoicznym firmamencie.

Mimo że większość z tych teorii wzajemnie się wyklucza, począwszy od "dokumentów" Zeitgeist i "Bóg, którego nie było" Briana Flemminga - dwóch filmów kwestionujących w ogóle możliwość istnienie historycznego Jezusa - moda na Chrystusa oznaczać zaczęła spore pieniądze. Cześć "badaczy" gdzie by tylko nie spojrzeli, wszędzie dostrzegali rozrzucone dookoła po nim artefakty. Na takim ogniu swą pieczeń chcieli upiec dwaj reżyserzy, cenione w Świecie autorytety archeologiczne Simcha Jacobovici i specjalista od niebieskich ludzi - James Cameron. Ich "Zaginiony grobowiec Jezusa" to półtoragodzinne gwałcenie rozumu, brutalna penetracja metod naukowych i elementarnego krytycyzmu. Jednak największy sukces na tym polu to oczywiście Dan Brown - i w tym miejscu Syjon pojawia się po raz pierwszy. Twórcą Zakonu Syjonu (Prieure de Sion) nie był niestety żaden średniowieczny rycerz, a Philippe Plantier, megaloman i oszust. Według Plantiera zakon miał być tajnym stowarzyszeniem chroniącym Świętego Graala (prawdziwego losu rodziny Jezusa), do którego w ciągu wieków należeć miały same znakomitości. Wmieszano w to znane i mniej znane w Polsce nazwiska, wplątując w to oczywiście Leonarda da Vinci, bez którego żadna tajemnica dziejąca się w jego czasach obejść się nie może, czy to dotycząca Całunu Turyńskiego, czy Zakonu Syjonu. Lista mistrzów Zakonu Syjonu na której widniał między innymi Leonardo, pochodzi z tajemniczej księgi Les Dossiers Secrets. Jest to jeden z tych tajemnic, którą opatrza się tytułem "Sekretne akta" i umieszcza w bibliotece - niezawodny sposób tuszowania afer wszech-czasów. Przypomina mi to różnego rodzaju akta dowodzące tuszowania przez rząd USA prawdy o latających spodkach, z klasycznym wielgachnym napisem "ściśle tajne". Kilka sekretów z cyklu Dossiers Secrets rzeczywiście nosiły znamiona tajemnicy, w sensie ujrzały światło dzienne dopiero po przeszukaniu przez policje domu Plantiera, niektóre z ledwo zaschniętym atramentem. Plantier przyznał się do oszustwa, iż to on spreparował i podłożył dokumenty do biblioteki, aby następnie samemu je odnaleźć.

Rozpropagowany przez Browna Zakon Syjonu jest zjawiskiem raczej nieszkodliwym. Parę miejsc wspominanych przez Browna w książce przeżyło najazd turystów, a kaplica w Szkockim Rosslyn uznana została za wrota do innego wymiaru, gdzie kosmici zakodowali klucz do otwarcia portalu - generalnie skutki raczej zabawne niż wiejące grozą. Inaczej ma się to z inną teorią spiskową, niestety rzadko już omawianej - a szkoda. Protokoły Mędrców Syjonu miały być rzekomą relacja zebrania sanhedrynu, magnaterii żydowskiej z całego Świata, chcącej przejąć władze nad światem. Bardzo modny dokument szczególnie na początku XX wieku, opisujący jak zły Żyd mącąc i kłócąc ludzie chce zapanować nad narodami, doprowadził do masowych czystek na ludności wyznania mojżeszowego, szczególnie w Rosji. Adolf Hitler nie ukrywał, iż pisząc Mein Kampf inspirował się Protokołami Mędrców Syjonu, zresztą Protokoły wielokrotnie wracały wtenczas na łono życia publicznego, wydawane pod patronem Alfreda Rosenberga. Do lat 70-tych w podręcznikach szkolnych w Egipcie, Protokoły były przedstawiane jako prawdziwy dokument, dowód ogólnoświatowego syjonistycznego spisku. Tymczasem już w latach 20-tych dowiedziono, że owi Mędrcy Syjonu to fałszerstwo. Doszukiwano się najróżniejszego autorstwa Protokołów, począwszy od Watykanu, jednak najprawdopodobniej napisane zostały na zlecenie Ochrany, rosyjskiej tajnej policji politycznej, według Polskiego historyka Janusza Tazbira - Protokoły są autorstwem Mathieu Gołowinskiego. Protokoły były plagiatem innego fałszerstwa, wymierzonego tym razem w Napoleona "Rozmowy między Machiavellim i Monteskiuszem". Autor Protokołów wzorował się także na dziele byłego jezuity, naszego rodaka Hieronima Zahorowskiego, który po tym jak zakonnicy wyrzucili go z zakonu, napisał oczerniający ich tekst, rzekomo ich własnego autorstwa "Poufne rady Towarzystwa Jezusowego". Jak widać tradycja, iż każde tajne akta muszą z daleka obwieszczać iż są tajne, jest dłuższa niż Les Dossiers Secrets. Morał z tego może taki, iż tworząc chwytliwą teorie spiskową warto pograć kartą Syjonu. Jak widać uważać trzeba nawet pisząc fikcje, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto fikcje potraktuje jak prawdę.

9 komentarzy:

  1. „Project Lucifer (poglądu, iż sonda Cassini ma zainicjować na Saturnie reakcje jądrowe zamieniając tą planetę w gwiazdę)”

    Bogowie, naprawdę ktoś to głosił na serio?! :o

    Ja jestem zdania, że człowiek zdolny stworzyć naprawdę dobrą spiskową teorię wszystkiego musi być zbyt inteligentny, żeby w nią uwierzyć. :) Vide: „Wahadło Foucaulta” Umberto Eco.

    OdpowiedzUsuń
  2. Trochę to uprościłem, ale sens był miej więcej taki. Wszystko zerżnięte od jeszcze wcześniejszej misji Galileo, kiedy po kilku tygodniach w miejscu gdzie Galileo wleciała w atmosferę Jowisza pojawić się miała "plama wielkości Ziemi" (niby dziura po bombie atomowej). Można się domyśleć o jaką plamę chodzi, lubię takie teorie gdzie ktoś coś usłyszy, niedosłyszy i snuje przypuszczenia. W projekcie Lucyfer powrócono do sprawdzonej formuły sond jako nośników bomb, tym razem odpowiednio to wyolbrzymiając. Były na ten temat strony, filmy na youtube, coś tam się może ostało jeśli dobrze poszukać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak już masz doświadczenie w tworzeniu teoryjek spiskowych, może wzbogacisz narodowy zbór historii o 10 kwietnia 2010. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak o 9 rano rozbił się samolot, to ja a o 11 byłem już na forum Davida Icke :) Taki Wildstein, Pospieszalski czy Ziemkiewicz, jeśli chodzi o spiskowanie, tamtym ludziom mogą czyścić klawiaturę. Sam Icke rozgłasza na cały świat, że kamerzyści którzy pierwsi dotarli na miejsce katastrofy pod Smoleńskiem już nie żyją :) To co trzeba im przyznać, to to że uważali Kaczyńskiego za "swego człowieka" już przed wypadkiem, choć akurat nie wydaje mi się to jakimś komplementem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja czytalam ze na tym filmiku "specjalisci" doszukali sie biegajacych posatci wykrzykujacych zabic wszystkich. takie rewelacje kupuje bardzo wielu ludzi chyba przede wszytskim dlatego ze polacy dalej maja jakis uraz do rosjan.
    ogolnie jestem rozczarowana bo myslalm ze w takie bzdety nikt nie uwierzy ale jak dowiedzialam sie jak wiele osob jest o tym swiecie przekonanych... ludzie niby poszli do przodu a tak na prawde stoja w miejscu

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie ma takiego idiotyzmu, na który wcześniej lub później nie wpadliby jacyś miłośnicy spisków. Tak jak niektórzy lubią horrory, tak inni lubują się w spiskach.
    Im mniej wiedzy, tym więcej wiary w... spiski.

    OdpowiedzUsuń
  7. Znajomy oprócz strzałów słyszał też kogoś wołającego o granat. Poradziłem mu, żeby przestał się tym interesować, bo to niezdrowe. Pewnym ludziom może się to nie spodobać i człowiek się topi po pijaku w kałuży, albo ginie w wypadku na prostej drodze.
    Jakbym uważał, że wpadłem na trop światowego spisku, to nikomu bym chyba nie powiedział. Serio, jak można wierzyć w bezwzględną organizację i beztrosko sobie ją "demaskować" w internecie?

    OdpowiedzUsuń
  8. "Znajomy oprócz strzałów słyszał też kogoś wołającego o granat"

    Domyślam się, że chodzi o ten niesławny już film, gdzie w szmerach i szumach odpowiednio nastrojone uszy słyszą "Okrążaj go, On ucieka!" :)

    Głównym kołem napędowym smoleńskiej katastrofy jest oczywiście opcja polityczna jego głównego poszkodowanego. Generalnie spiski są domeną tej prawej strony, generalnie bo są i takie postacie jak Michael Moore, jednak na naszym podwórku to prawa strona rządzi i dzieli w spiskowaniu. Myślę, że gdyby ta tragedia "trafiła się" obecnej partii rządzącej knowań słyszelibyśmy odrobinę mniej, jednak strach pomyśleć jaki spisek węszono by np przy śmierci Korwina. Poza tym los chciał, iż wypadło na chyba najlepsze miejsce jeśli chodzi o niezdrowe domysły, na "terytorium wroga". Tutaj gorzej być nie mogło, wliczając w to nawet naszego odwiecznego wroga zza Odry.

    OdpowiedzUsuń
  9. "Bóg, którego nie było" nie kwestionuje istnienia historycznego Jezusa, tylko - jak sam tytuł wskazuje - biblijnego (boskiego) Jezusa.

    OdpowiedzUsuń