Od dziś dostosowuje się do wymogów teraźniejszego pisarstwa i raz na jakiś czas, zamieszczać będę wpisy w których nie rozwlekam się aż tak bardzo. Przynajmniej nie rozwlekam się nad jednym i tym samym. Raczej bieżące tematy, o których nie ma sensu pisać długaśnych elaboratów.
Mikołaj. Jeszcze kilka lat temu sam rozpisywałem się w swojej naiwności o pochodzeniu jego wizerunku, ale na swoje usprawiedliwienie mogę dodać, że tych pierdół uczono mnie na studiach. Po małym dokształceniu się wiem, że każde wyjaśnienie jego wyglądu odwołujące się do jednego źródła jest naiwne. Przez całe wieki funkcjonowało równolegle wiele różnych Mikołajów, o różnym pochodzeniu i rożnych konotacjach, ścierających się i przepychających do miana tego jedynego. Nieprawdą jest, że popularny czerwony grubasek (wcześniejsze Mikołaje były najczęściej zielone) wyszedł spod ołówka Haddona Sundbloma, na zlecenie Coco Coli w latach 30-stych. Takowego Mikołaja wynajdziemy już na przełomie XIX i XX wieku, acz już w tym roku czytałem artykuliki które wkładają tego dobrego człowieka w ręce Coca Coli. Spodziewam się, że apogeum tego mitu wypadnie jak zawsze na Wigilie.
Olbrzymy. Śledzę nasze paranormalne fora i widzę, że na wszystkich króluje dziś temat gigantów. Temat ten powraca jak bumerang, od czasów słynnego "fałszerstwa fałszerstwa", kiedy to Phineas Barnum (ten od efektu Barnuma) sfałszował, będącego już fałszywym olbrzyma z Cardiff. Nie chodzi o to, że ci sami ludzie dyskutują o tym samym, tylko że w różnych miejscach i pod innymi nickami, nie nie. Temat olbrzymów które zamieszkiwały niegdyś Ziemie, jest bzdurny z innego powodu. Powiększmy człowieka 5 raz, powiedzmy z 2 do 10 metrów. Kości tego delikwenta nie poszerzają się bynajmniej o 5 razy, ale o 25 razy. Jego waga nie wzrośnie jednak o 25 razy, ale podąży wraz ze wzrostem objętości, 5x5x5, czyli 125 razy! Brzmi to chyba wystarczająco groźnie. Organizmy żywy, są skonstruowane na miarę swych wielkości i nie da się ich po prostu powiększyć. Malutki kosarz może mieć cienkie nogi bo jest lekki, ale im pająk cięższy, tym jego nogi grubsze - i to grubsze w proporcji do jego większego ciała. 10 Metrowy człowiek załamałby się pod własnym ciężarem. Pisze to, bo w śledzonych przeze mnie dyskusjach, jakoś nikt nie użył tego argumentu.
Zakazana psychologia. Nie zgadzam się ze słowami Carla Sagana, aby nie liczyć, że ludzie którym dowiedliśmy naiwność, serdecznie nam podziękują. Gdyby odkrywanie swojej głupoty nie było fascynujące, taki serwis jak choćby snopes, nigdy by nie zaistniał, a co dopiero mówić o jego sukcesie. Mnie nęcą najbardziej bzdury co do których byłem święcie przekonany, a nawet pouczałem o nich innych. Co tam ja, internetowa płotka, na jednej z konferencji pani profesor i to w dodatku komunikacji, oparła cały swój wykład, na znanej regule 55-38-7. Mawia ona, że 55% informacji czerpanych od człowieka, pochodzi z mowy jego ciała, 38% z tonu jego głosu, a jedynie 7% ze słów jakie wypowiada. Zwolennicy tej teorii powołują się na badania Alberta Mehrabiana, jednak badania te dotyczyły w ogolę czegoś innego. W pedeefach kiedyś zamieszczonych na stronie Witkowskiego, nie znalazłem tej krytyki którą znalazłem w książce, albo tak zaczytałem się w miażdżeniu freudyzmu i NLP, że jakoś mi to uleciało. Z opisu Witkowskiego wynika jasno - zasada ta obowiązuje, ale tylko kiedy przekaz jest niespójny. Znaczy się, jeśli grożąc palcem, będę się wyrażać słodkim tonem, mówić przy tym neutralne słowa, 55% osób uzna że jestem zły, a 38% że raczej pogodny. Jak teraz się nad tym zastanawiam, to aby stworzyć taką regule, należałoby zaprząc w to neuroobrazowania - a i tak na nic, bo jeśli odróżnimy które informacje pochodzą z naszego wzroku a które od zmysłu słuchu, jak dziś odróżnić co w tych sygnałach jest "czystym słowem" a co tonem głosu?
Film 2012. Wpierw przeczytałem wszystkie sceptyczne słowa krytyki, a później zabrałem się za seans - i niespodzianka. Większość bębniła o bzdurach kalendarza Majów, tymczasem film zupełnie tego nie dotyka. Czeka nas wszystkich zagłada, bo neutrina wyrzucane przez Słońce, zaczną oddziaływać z materią z której zbudowana jest Ziemia. Ten postulat należałoby poddać krytyce, a nie wyliczenia Majów, o których pada w filmie chyba jedno słowo. Zresztą bardzo wdzięczny, wręcz wymarzony temat aby zainteresować ludzi współczesną fizyką. Mnie przeraża jedynie końcówka, a konkretnie miejsce gdzie lądują statki - Południowa Afryka. Dokładnie tam gdzie wabi wszystkich Patrick Geryl. Napędzanie klientów temu szaleńcowi nie było chyba rozsądne ze strony scenarzystów.
Mikołaj. Jeszcze kilka lat temu sam rozpisywałem się w swojej naiwności o pochodzeniu jego wizerunku, ale na swoje usprawiedliwienie mogę dodać, że tych pierdół uczono mnie na studiach. Po małym dokształceniu się wiem, że każde wyjaśnienie jego wyglądu odwołujące się do jednego źródła jest naiwne. Przez całe wieki funkcjonowało równolegle wiele różnych Mikołajów, o różnym pochodzeniu i rożnych konotacjach, ścierających się i przepychających do miana tego jedynego. Nieprawdą jest, że popularny czerwony grubasek (wcześniejsze Mikołaje były najczęściej zielone) wyszedł spod ołówka Haddona Sundbloma, na zlecenie Coco Coli w latach 30-stych. Takowego Mikołaja wynajdziemy już na przełomie XIX i XX wieku, acz już w tym roku czytałem artykuliki które wkładają tego dobrego człowieka w ręce Coca Coli. Spodziewam się, że apogeum tego mitu wypadnie jak zawsze na Wigilie.
Olbrzymy. Śledzę nasze paranormalne fora i widzę, że na wszystkich króluje dziś temat gigantów. Temat ten powraca jak bumerang, od czasów słynnego "fałszerstwa fałszerstwa", kiedy to Phineas Barnum (ten od efektu Barnuma) sfałszował, będącego już fałszywym olbrzyma z Cardiff. Nie chodzi o to, że ci sami ludzie dyskutują o tym samym, tylko że w różnych miejscach i pod innymi nickami, nie nie. Temat olbrzymów które zamieszkiwały niegdyś Ziemie, jest bzdurny z innego powodu. Powiększmy człowieka 5 raz, powiedzmy z 2 do 10 metrów. Kości tego delikwenta nie poszerzają się bynajmniej o 5 razy, ale o 25 razy. Jego waga nie wzrośnie jednak o 25 razy, ale podąży wraz ze wzrostem objętości, 5x5x5, czyli 125 razy! Brzmi to chyba wystarczająco groźnie. Organizmy żywy, są skonstruowane na miarę swych wielkości i nie da się ich po prostu powiększyć. Malutki kosarz może mieć cienkie nogi bo jest lekki, ale im pająk cięższy, tym jego nogi grubsze - i to grubsze w proporcji do jego większego ciała. 10 Metrowy człowiek załamałby się pod własnym ciężarem. Pisze to, bo w śledzonych przeze mnie dyskusjach, jakoś nikt nie użył tego argumentu.
Zakazana psychologia. Nie zgadzam się ze słowami Carla Sagana, aby nie liczyć, że ludzie którym dowiedliśmy naiwność, serdecznie nam podziękują. Gdyby odkrywanie swojej głupoty nie było fascynujące, taki serwis jak choćby snopes, nigdy by nie zaistniał, a co dopiero mówić o jego sukcesie. Mnie nęcą najbardziej bzdury co do których byłem święcie przekonany, a nawet pouczałem o nich innych. Co tam ja, internetowa płotka, na jednej z konferencji pani profesor i to w dodatku komunikacji, oparła cały swój wykład, na znanej regule 55-38-7. Mawia ona, że 55% informacji czerpanych od człowieka, pochodzi z mowy jego ciała, 38% z tonu jego głosu, a jedynie 7% ze słów jakie wypowiada. Zwolennicy tej teorii powołują się na badania Alberta Mehrabiana, jednak badania te dotyczyły w ogolę czegoś innego. W pedeefach kiedyś zamieszczonych na stronie Witkowskiego, nie znalazłem tej krytyki którą znalazłem w książce, albo tak zaczytałem się w miażdżeniu freudyzmu i NLP, że jakoś mi to uleciało. Z opisu Witkowskiego wynika jasno - zasada ta obowiązuje, ale tylko kiedy przekaz jest niespójny. Znaczy się, jeśli grożąc palcem, będę się wyrażać słodkim tonem, mówić przy tym neutralne słowa, 55% osób uzna że jestem zły, a 38% że raczej pogodny. Jak teraz się nad tym zastanawiam, to aby stworzyć taką regule, należałoby zaprząc w to neuroobrazowania - a i tak na nic, bo jeśli odróżnimy które informacje pochodzą z naszego wzroku a które od zmysłu słuchu, jak dziś odróżnić co w tych sygnałach jest "czystym słowem" a co tonem głosu?
Film 2012. Wpierw przeczytałem wszystkie sceptyczne słowa krytyki, a później zabrałem się za seans - i niespodzianka. Większość bębniła o bzdurach kalendarza Majów, tymczasem film zupełnie tego nie dotyka. Czeka nas wszystkich zagłada, bo neutrina wyrzucane przez Słońce, zaczną oddziaływać z materią z której zbudowana jest Ziemia. Ten postulat należałoby poddać krytyce, a nie wyliczenia Majów, o których pada w filmie chyba jedno słowo. Zresztą bardzo wdzięczny, wręcz wymarzony temat aby zainteresować ludzi współczesną fizyką. Mnie przeraża jedynie końcówka, a konkretnie miejsce gdzie lądują statki - Południowa Afryka. Dokładnie tam gdzie wabi wszystkich Patrick Geryl. Napędzanie klientów temu szaleńcowi nie było chyba rozsądne ze strony scenarzystów.
