18 stycznia 2009

Prognozy zeszłoroczne na przyszły rok

Spóźniłem się z tym wpisem, ale naprawiam swój błąd. Bożyszcze mediów i fenomen naszych czasów, najsłynniejszy polski jasnowidz, Krzysztof Jackowski, znów odkrywa przed nami przyszłość. Tym razem zrobiłem wyjątek i jak nigdy nie czytuje przepowiedni przed końcem wydarzeń których mają dotyczyć (tak też niedawno odświeżyłem zakładkę z Nostradamusem i jego Pekińskimi "igrzyskami śmierci") tak dziś dla odmiany przeanalizuje proroctwa, mające przed sobą jeszcze jakąś perspektywę. Przy rozkładaniu na czynniki pierwsze takich wróżb, sceptycy tradycyjnie dzielą wszystkie wydarzenia na prawdopodobne i mało prawdopodobne, dlatego ja również będę punktować +1, za spełnione dającego się przewidzieć proroctwa i +2, za trafienie pomimo małego prawdopodobieństwa wydarzenia. Nasamprzód, rok 2008 według Pana Jackowskiego, wywróżony pod koniec 2007 dla jednej z gazet.

2008 by Jackowski
Czuję, że stanie się rzecz bardzo charakterystyczna w Anglii. Mam wrażenie, że jakaś grupa ludzi dokona przestępstwa, które zbulwersuje opinię publiczną i będzie się o tym głośno mówić. Będą to Polacy i to spowoduje wielki bunt Anglików przeciwko nam.
Bardzo enigmatyczne przesłanie (za 1 punkt), mimo to nie przypominam sobie niczego takiego, co by można pod to podciągnąć. PUDŁO. Następnie mamy fragment o pogodzie, z którego jednak trudno wyłonić jakieś konkretne informacje. Jackowski stosuje w nim m.in takie fortele jak: "Przyszły rok kojarzy mi się z wilgocią - nie oznacza to, że cały dzień będzie padał deszcz, ale czuję wilgoć" - jeśli byłoby mokro, uznałby że trafił, jeśli sucho, również miał racje. Tak czy owak, jakby nie było zawsze przewidział przyszłoroczną pogodę.
Dramat. Widzę skok narciarski i to chyba będzie Polak. Bardzo tragiczny dla Polaka skok.
PUDŁO. Choć za przewidzenie tragedii z udziałem Polaka nie pożałowałbym i dałbym 2.
Ale kojarzy mi się jeszcze, że gdzieś wydarzy się niebezpieczny atak terrorystyczny z użyciem gazu. Pojemnik z trującym gazem zabije mnóstwo ludzi. Wiele osób wtedy zginie, jestem tego pewien.
"Jestem tego pewien" Powiedział Pan Jackowski - i nic! PUDŁO Żadnych spektakularnych ataków z gazem. Ataki terrorystyczne to raczej codzienność, choć nie przy udziale gazu, zatem nie skąpiłbym 1,5
To będzie rok wstrząsu bankowego w Polsce, nie takiego zwykłego wahania stóp, ale prawdziwego wstrząsu. Banki zadrżą. Mo że źle to nazywam.
Pomimo asekuracyjnego "może źle to nazywam" - który można by w razie czego przenieść na ewentualny wstrząs, przykładowo spowodowany serią napadów rabunkowych (jak kiedyś na kantory) Jackowski tym razem trafia. Za rok w wywiadzie który przeanalizuję poniżej, przypomni o tym 3 razy - "przecież przewidziałem kryzys" - przemilczając przy tym, że jego zdaniem załamanie finansowe miało być wynikiem "kilku aresztowań bardzo ważnych ludzi". Dodatkowo jeśli uważnie zagłębimy się w wywiad, dostrzeżemy, że kryzys dotknąć miał... jedynie Polskę. Nic dodać nić ująć. Mimo to z hojności na konto Krzysztofa ląduje 1.5 punktu.
I do tego szykuje się trudny czas dla drobiu. Ja wiem, że teraz łatwo to powiedzieć, bo mieliśmy ptasią grypę, ale mam silne wrażenie, że ona wcale nie minęła.
Dość słabe jak na silne wrażenie. Pomimo tego że sytuacja była dość prawdopodobna, nic takiego nie zaszło. PUDŁO
Pierwszy kryzys rządowy może być już w lipcu. Nie wykluczam, że zajdzie kilka dość istotnych zmian w rządzie i to będzie związane z konfliktem PO i PSL (...) Rząd Tuska zacznie przez to tracić popularność (...) Widzę kłótnię o prezesa NBP. Jakiś kryzys, kłótnia w rządzie, awantura.
Mimo że takie sytuacje są w Polsce na porządku dziennym... o dziwo w roku 2008 nie miały miejsca. Ta zostawiona jako jedna z pewników wróżba, okazała się niewypałem. Innym motywem takich przewidywań, mogły być wyraźne konotacje Jackowskiego z jedną z partii politycznych - Samoobroną. Niestety startując z jej listy do sejmu, jakoś nie przewidział, że się do niego nie dostanie. Wracając do tematu, kolejne niewytypowanie wysoce prawdopodobnej sytuacji! PUDŁO
O, widzę kłopoty z przygotowaniami do mistrzostw Europy - jakaś niesprawiedliwość, bo Ukraina coś dostanie, a Polska nie, ale nasz kraj będzie się czuł przez to niedowartościowany, będzie miał pretensje.
Czy z racji przygotowań do EURO 2012, Polska miała jakieś pretensje, iż nie dostała czegoś co dostała Ukraina? PUDŁO! Jeśli policzyć, to okaże się, że pomimo takiej ilości wróżb, Krzysztof Jackowski trafił jedną - jeśli tylko przewidywania kryzysu bankowego w Polsce spowodowane falą aresztować i kryzys światowy to to samo. Na 9 możliwych punktów zdobył on naciągane 1,5! Jest to wynik poniżej prawdopodobieństwa - najzwyklejszym przypadkiem dałoby się przewidzieć więcej wydarzeń, niż przy pomocy "daru jasnowidzenia" Jackowskiego! Tymczasem 3 tygodnie temu, znów zaproszono Jackowskiego, do udzielenia kolejnego wywiadu. Tym razem pytano o rok 2009. Znów ustaliłem punktacje, aby nie krzyczeć za rok hura! przy każdej wytypowanej oczywistości. Tym razem, przynajmniej w teorii, bardziej rzetelnie - przewidując punktacje zanim będę wiedział, które sytuacje zostały trafione

2009 by Jackowski
Szczególnie trudny okres będzie od stycznia do marca - dużo zwolnień z pracy, dużo przestojów, wyraźne gospodarcze zahamowanie. Od stycznia do marca Polacy zaznajomią się z kryzysem.
Za coś takiego, w razie trafienia podarować mogę 0,01 punktu. Toż to oczywistość! Następna cześć wywiadów to masa ogólników, o zahamowaniu inwestycji etc. Pojedyncze, wysoce nieprawdopodobne przewidywania (zorganizowanie Euro głównie poza obszarem Polski i Ukrainy) jednak w odległej perspektywie. Pomijam również fragment o burzach w lecie, bo w lecie są zawsze jakieś burze, zatem jest to zupełnie bezwartościowe.
W pogodzie po Nowym Roku, trochę spokoju ale to nie znaczy, że zaraz w styczniu, będzie śnieg. Raczej bez przymrozków.
... a tu na złość styczeń rozpoczął się ze śniegiem i przymrozkami :)
Nie wiem, gdzie to będzie, ale rozerwanie czegoś pochłonie wiele ofiar. Właśnie tak to widzę - rozerwanie czegoś. O k..., to chyba reaktor. To się może wiązać z reaktorem (...) A do tego przy tym rozerwaniu będzie dużo ludzi żółkło.
Pomijając bardzo precyzyjny początek, że gdzieś rozerwane zostanie coś, moja ulubiona przepowiednia. Za przewidzenie tak katastrofalnego wybuchu reaktora, Pan Jackowski na pewno zapunktuje.
I widzę samoloty - cztery, albo pięć, uprowadzone w trakcie lotu
Trzymamy za słowo, a 1,5 punktu spłynie na konto Krzysztofa.
Umrze bardzo ważny ksiądz, wielka osobistość.
Aby było jasne, bo jakiś ksiądz zawsze umiera. Ważny to znaczy Isakowicz-Zaleski, Dziwisz, Rydzyk, żadna inna odpowiedź nie będzie się liczyć i nie będzie podciągana pod słowo "bardzo ważny".
........................
Na koniec troszeczkę mojego jasnowidzenia, tak aby stanąć w szranki z Jackowskim - może na 2010 Gazeta Pomorska pofatyguje się do mnie. Zatem: widzę fale kleszczy o której wszyscy będą mówić, wypadek polskiego autobusu gdzieś zagranicą, coś jakby Doda straciła na popularności za sprawą jakiegoś wydarzenia, chyba wypadek w kopalni i przegrane siatkarek. Do zobaczenia z tym wpisem za rok!

Niezłe ziółko

Za sprawą ostatniego, a teraz już chyba przedostatniego wpisu z bloga atopowego, postanowiłem nabruździć troszku w kierunku ziołolecznictwo. Dobrym pretekstem dla oczerniania tej metody leczenia, jest jej niezwykła popularność, przy niezwykle mało efektywnych wynikach. W świadomości wielu, ziołolecznictwo w niczym nie ustępuje konwencjonalnym dziedzinom medyny, a wręcz góruje nad nimi przez swą "naturalność". Wyrobiony w nas pozytywny obraz ziołolecznictwa jest tak niezachwiany, że za sprawą głosów sprzeciwu, ostatecznie usunięto "ziołolecznictwo" jako przykład paranauki, z polskiej Wikipedii. Działa tu oczywiście semantyka słowa "medycyna naturalia" - "naturalność" kojarzy się z wonią kwiatów i urodą leśnej polany - tymczasem "medycyna naturalna" definiowana jest jako działalność o niskich walorach leczniczych! Cóż za piękna nazwa dla barachła!

Przechodząc do sedna, co takiego strasznego nosił Panoramix w swoim worku, że chce mi się prosić tu internautów o większą rozwagę? Aby nie być gołosłownym, trzymam na półce książkę "Świat roślin w tradycyjnych praktykach leczniczych" i to nie byle kogo, niegdysiejszego promotora mojej pracy magisterskiej! Jestem niestety za słaby, aby kompleksowo oceniać słuszność wszystkich resentymentów i nadziei na powrót kuracji polnym mleczem, posłużę się jednak opisem jednego zioła, aby pokazać jak generalnie zielska mają się do naszego, dzisiejszego stanu wiedzy.

Dziurawiec zwyczajny, czyli hypericum perforatum. W leczeniu oficjalnym dziurawiec ma zastosowanie przede wszystkim przy schorzeniach dróg pokarmowych, uszkodzeniach wątroby, zaburzeniach równowagi nerwowej oraz migrenie. Dawniej, wieńcami dziurawca przystrajano rogi bydła wierząc, że zabezpieczy je to przed wpływem złych duchów. W czasie nocy świętojańskiej roślina ta chroniła przed mocą czarownic, lecz przede wszystkim służyła jako remedium na mamuny - demony podmieniające dzieci.
Mamuny osłabły ostatnio na aktywności, zatem pozostaje nam oceny zdatności dziurawca dla medyny "oficjalnej". Myśl, że dyplomowany szpitalny lekarz bazować będzie na dorobku średniowiecznych zielników jest o tyle przerażająca co groteskowa. Ludzi nie leczą rośliny, tak jak przeziębienie nie jest wynikiem nadmiaru zimowych spacerów - chorujemy za sprawą wirusów i bakterii, zaś w leczeniu wspomaga nas określony związek chemiczny, a nie całość cytryny i pomarańczy. Usprawiedliwiamy dawnych mnichów, którzy nie rozumiejąc immunologii, aplikowali całość zielska w którym znajdowała się zdatna do leczenia substancja. Dziś nie ma to jednak wytłumaczenia. Być może aktywne składniki dziurawca pomogą postawić na nogi nasz przewód pokarmowy, w dziurawcu znajduje się jednak ogrom innych biosubstancji, którymi Ojciec Klimuszko już się nie interesował. Przyjmowanie tego zioła osłabia działanie leków hamujących rozwój wirusa HIV, koliduje z lekami nasercowymi oraz zmniejszają przyswajalność doustnych środków antykoncepcyjnych. Wszystko to w zamian nie wiadomo czego. Nie chcę w ten sposób mówić, że każde zioło to masa skutków ubocznych górujących nad pozytywami. Nim zaczniemy jednak jeść tonami liście, rozeznamy się czego dokładnie nam potrzeba - a już nie dajmy sobie wmówić, że niezbędną dla tej substancji jest jej leśna otoczka.

12 stycznia 2009

"Kto zrobił wzór ze skał na Marsie?"

Taki oto tytuł zaserwował nam dzisiejszy "Dziennik", rozwiązując zagadkę życia na Marsie. Doszukiwanie się tego typu bzdetów jest nieśmiertelnym hobby UFO fanów. Problem polega na tym, że satelitarne zdjęcia Marsa zostały już dość mocno przeskanowane w poszukiwaniu piramid i lądowisk, ale spokojnie, zawsze można znaleźć coś na nowych zdjęciach, czasami w dość niecodziennej formule. Właśnie taką formę ma dzisiejsze znalezisko "Dziennika". Muszę powiedzieć że czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Czytałem co prawda analizy najbliższej okolicy Pathfindera, gdzie to znajdowały się kości i narzędzia obcych, ale tym razem mamy dowody spod stóp (kół) samego łazika.

Zdjęcia przesłane ostatnio na Ziemię przez buszujący na Czerwonej Planecie łazik Spirit zawierają zaskakującą niespodziankę. Otóż skały marsjańskie wyglądają na nich tak, jakby ktoś poukładał je pieczołowicie w równy wzór. Przypadek?

Gdzieżby! Tak zaiste misterny wzór ułożenia kamieni nie może być przypadkiem. Autorowi artykułu wydaje się bardziej prawdopodobne, że całą powierzchnie Marsa przedreptali kosmici, układając na nim kamyki w ten niewątpliwie nienaturalny sposób. W końcu jest jeszcze mniej prawdopodobne aby Mars Spirit trafił na takowe miejsce, jeśli nie jest ono na Marsie powszechne. Pomimo, że w artykule mamy zacytowanych geologów w oczywisty sposób wyjaśniających obraz widoczny na zdjęciu, nutka tajemnicy wciąż tli się w redakcji Dziennika. Czy najzwyklejsza na świecie kupa kamieni w najbardziej nieprawdopodobnym miejscu w którym należałoby się spodziewać ich "niezwykłego" ułożenia, jest rzeczywiście tak błaha?

Jakkolwiek brzmi to skomplikowanie, model komputerowy udowodnił ponoć, że w ten sposób mógł powstać kamienny wzór, jaki odkrył na Marsie Spirit. Ale wątpliwości pozostały...
Ot prawdziwie sceptyczna postawa.

7 stycznia 2009

Stygmaty okiem sceptyka

Znamienita większość artykułów o stygmatach zaczyna się od słów "już święty Paweł...", tudzież "począwszy od św Franciszka". Swój krótki tekst miałem zainaugurować, opowieścią o tym, jak to na religii w szkole średniej, wraz z kolegą, rysowaliśmy sobie flamastrem stygmaty. Po namyśle, opatrzę go jedynie jednozdaniowym wstępem, iż jest to jeden z rzadszych tematów podejmowanych przez sceptyków. W moim przypadku trochę religijnych artykułów, parę wątków na kilku forach, dwa filmy dokumentalne i odrobinę na wpół zrozumiałych angielskich artykułów i voila! - mamy blogową notkę.

Pierwszą rzeczą do której mamy prawo się przyczepić to nadnaturalna geneza stygmatów. Pomimo tego, że na chwilę obecną żyje zawrotna liczba około 2 tysięcy stygmatyków, nikt nie widział nigdy owej boskiej interwencji nadania stygmatów. Wymownym jest natomiast fakt, że widziano wiele przypadków fałszowania stygmatów, przyłapując stygmatyków na gorącym uczynku. Zdążali się stygmatycy, którzy bojąc się śmierci w grzechu, wyznawali prawdę na łożu śmierci (Magdalenę de la Cruz). W wiekach wcześniejszych praktykowano stygmatyzacje u więźniów skazanych na tle religijnym. Pojawienie się u nich stygmatów diametralnie odwracało pozycje takiego skazanego (Benedetta Carlini). Ogromny splendor nacechowany świętością, jaką cieszyli i cieszą się stygmatycy, jest być może jednym z kluczowych powodów stygmatyzacji. Ojciec Pio, za sprawą stygmatów cieszył się wręcz fanatycznym kultem milionów wiernych, w świadomości których pozycja biskupa czy nawet kardynała, była jedynie namiastką osoby tego świętego człowieka. Kościół nie mógł sobie pozwolić na taką odwróconą hierarchie, ostatecznie zakazując Ojcu Pio wypowiadania się publicznie. Szczególnie kiedy to Ojciec zaczął opowiadać o swoich wizjach, w których obok Matki Boskiej pojawiała się zaawansowana cywilizacja obcych żyjących na jednym z księżyców Jowisza, natomiast ziemski Księżyc miał być jego zdaniem stworzonym ręką człowieka. Aby nie rozwlekać się nad jego "cudownie znikającymi" stygmatami, krótki filmik o niekonwencjonalnym użyciu płynu do przeczyszczania zlewu:


Oczywiście czymś nierozsądnym byłoby nazwanie wszystkich stygmatów oszustwem. Jeśli czymś tak ważnym, jest kryterium dowodów, to poza zdrowym rozsądkiem, nie posiadamy dowodów, które z góry zaklasyfikowałyby wszystkich stygmatyków jako oszustów. Na szczęście znane nam inne wyjaśnienia, wydaje się całkiem sensowne, a jednocześnie nie stawiające stygmatyków w tak negatywnym świetle. Możemy z łatwością wyguglować medyczne artykuły na temat psychologicznych uwarunkowań postchrystusowych ran, dowiedzieć się jak rysuje się psychologiczny portret św. Franciszka czy nawet dowiedzieć się coś o zależnościach pomiędzy stresem a pojawianiem się stygmatów. Nasz organizm dosłownie i w przenośni potrafi cuda, nie inaczej wygląda to w przypadku stygmatyków. Na początku lat 70-tych, pojawienie się stygmatów na gruncie choroby psychicznej obserwował amerykański psychiatra Joseph Lifschutz. W przeciągu trzech tygodni badał on psychosomatyczne wytworzenie się stygmatów u głęboko religijnej 10-letniej dziewczynki, badając kolejne fizjologiczne zmiany na jej dłoniach.

Problemem jaki należałoby rozpatrzyć, jest samo miejsce pojawiania się stygmatów. Biblia nie precyzuje procedury ukrzyżowania Chrystusa, tak naprawdę nie wiemy jak fizycznie ukrzyżowano Jezusa. Tradycja ostatnich wieków wskazywała zawsze środek dłoni, jak to miejsce w którym wbito gwoździe. Nasze wyobrażenia na ten temat zmienił francuski chirurg Pierre Barbet, która na przełomie pierwszej i drugiej połowy XX wieku, doświadczalnie udowodnił, iż dłoń nie wytrzymałaby ciężaru wiszącego ciała, a na miejsce ran chrystusowych wskazał nadgarstki. Po jego głośnej książce "A Doctor at Calvary", opublikowanej w roku 1953, pojawiające się u ludzi stygmaty, zaczęły przedziwnie przesuwać się w dół! Tak jakby Bóg czytał literaturę medyczną i jednak przypomniał sobie, jak dokładnie ukrzyżowano jego syna. Jest to oczywiście detal, ale od Boga należałoby wymagać dopełnienia i tego szczegółu. Sprawa jest skomplikowana o tyle, że po niedawnych badaniach Fredericka Zugibe, powtórnie wskazano na dłoń. Czy Bóg znów zmieni zdanie i jednak porzuci nadgarstki na rzecz dłoni? Jak na razie opcja z nadgarstkiem przyjęła się i od lat 60-tych XX wieku, o wiele częściej nowe stygmaty pojawiają się na nadgarstkach, czyli tak jak widnieją na Całunie Turyńskim i tak jak przedstawił je w swoim filmie Mel Gibson. Jeśli to prawda, co począć z Ojcem Pio, setkami, tysiącami "stygmatyków środka dłoni"? Jeszcze ciekawiej wygląda to w przypadku przebitych nóg. Biblia nie wspomina aby Jezusowi przebito stopy. Aż do średniowiecza, ukrzyżowany na wizerunkach Chrystus spoczywał niejako podpierając się na drewnianej deseczce, umieszczonej poniżej stóp. Jeśli ukrzyżowanym przebijano stopy, to raczej nie tak jak pokazują to ciała stygmatyków. Pomimo tego jak uboga jest nasza archeologiczna wiedza - gwoździe wyciągano po śmierci z ciał ukrzyżowanych traktując je jako talizmany - znany nam jest jeden zachowany szkielet ukrzyżowanego wraz z tkwiącym w nim gwoździem, właśnie w stopie. O dziwo, tkwi on w... kostce, tak jak pokazuje to powyższy rysunek. Dla przyszłych stygmatyków czytających ten tekst - warto zainteresować się tym miejscem, kiedy siedząc na strychu z żyletką w dłoni, będziecie zastanawiać się jak uwiarygodnić swoją historie.

PS: Nadmieniając do własnego tekstu. Jednym z dowodów nadnaturalności stygmatów jest ustanie krwawienia po śmierci stygmatyka. Tymczasem cudem byłoby dopiero, krwawienie pośmiertnego ciała! Tajemnicą poliszynela jest to, że absolutnie każde ludzkie ciało, krótko po śmierci przestaje krwawić. Innym tego typu przykładem jest słynna krew św. Januarego, w "cudowny" sposób zmieniająca stan skupienia. Jak odkrył włoski hematolog Giuseppe Geraci, jego własna krew zamknięta w szczelnej ampułce, po latach również zaczęła znamionować ten przedziwny efekt. Dziś wiemy że każda ludzka krew zachowuje się w ten sposób i tyle z cudu św Januarego. Jest to uwaga już nie tylko do krwi i stygmatów, ale w ogóle do "cudownych"zjawisk, które okazują się tak powszechne, jak tylko być mogą.

3 stycznia 2009

Nie wszystko złoto co się świeci

... i nie każda naturalistyczna teza, jest mądrzejsza niż podyktowanie Biblii przez Ducha Świętego. Owymi swoistymi sidłami, zakładanymi na ateistów, są bez wątpienia książki równie paranormalne co metafizyczność którą mają obalać. Wiele osób określających się jako "samodzielnie myślący", odczuwa niezdrowe ciągoty, w stronę produkcji takich jak Zeitgeist. Ba, są osoby których ateizm jest wypadową przekłamań, wyssanych z palca faktów i najzwyklejszych kłamstw, które to podobne produkcje zawierają w porażających ilościach. Takie dzieła nie są adresowane do samodzielnie myślących, a ignorantów, którym wydaje się że coś wiedzą, a w rzeczywistości nie mają pojęcia w temacie, w którym czują się już nie lada ekspertami. Religijna część Zeitgest opiera się na książce Llogari Pujola, "Faraon zwany Jezusem", zaskakująco popularnej wśród ateistów. Zastępowanie jednej naiwności drugą, jednych braków dowodów na braki innych, to przekładanie jednego deficytu drugim. Jeśli ktoś zamiast wiary w anioły, opowiada się za tezami Zecharia Stichina, to musi rozstrzygnąć w sobie ten dysonans, czemu niepotwierdzeni i zapewne nieistniejący kosmici są lepszym wyjaśnieniem, niż niewidzialni, skrzydlaci przyjaciele.

W moje wredne ręce wpadł właśnie tego rodzaju materiał, o zgrozo, reklamowany w serwisie racjonalisty. Umieszczanie tej pozycji w miejscu o takich aspiracjach, to moim zdaniem absolutna żenada. "Katastrofy kosmiczne i narodziny religii" Freda Hoyle. Książka jest zasadniczo o niczym i w całości opiera się na istnieniu, w żaden sposób niedowiedzionej komety, której odłamki (każdy o masie 10 mld ton, przy czym łączna ich ilość, miałaby przekraczać 1 mln!) co rusz bombardują Ziemię. Odłamkom tym zawdzięczamy wszystko na tyle, że takie nauki jak archeologia, socjologia i historia stają się niepotrzebne, ponieważ wszystko jest wynikiem i konsekwencją upadków komet.

Upadek imperium rzymskiego próbowano tłumaczyć na różny sposób - niewłaściwą polityką gospodarczą i innymi przyczynami - żadna z nich nie wydaje się prawdopodobna. Wysoce prawdopodobną przyczyną mogą być wielokrotne uderzenia obiektów kosmicznych, które powodowały stan bezładu w imperium.
Począwszy od zakończenia epok lodowcowych, po budowy egipskich piramid - wszystko to komety. Piramidy to schrony wybudowane przed nadciągającym tsunami wywołanym impaktem komet, przy czym czas budowy piramidy Hoyl raz określa na 5 tysięcy lat, a raz na 13 tysięcy lat temu. Moja uwaga jest taka, że jeśli ktoś datuje piramidy posługując się tą drugą datą, to możemy sobie taką książkę darować. Jeśli ktoś używa argumentu, że jedynym dowodem powiązania Wielkiej Piramidy z Cheopsem jest jeden sfałszowany napis, jest historycznym kretynem Z krótkiej książki możemy dowiedzieć się, że Wielki Wybuch nigdy się nie wydarzył, plus wiele pomniejszych, podobnych ciekawostek. Wszystkie religie, szczególnie te o dalekiej genezie, są wynikiem kluczowego zwrotu "upadek komet". Tak powstała religia Greków, judaizm, chrześcijaństwo, ale i późniejsze kulty.

Wydaje się, że nie przypadkowe było pojawienie się Mahometa za czasów, kiedy to "coś wstrząsnęło całą powierzchnią globu". Nie było też przypadkiem, że Mahomet przybył z pustyni. Podobnie bowiem, jak podczas drugiej wojny światowej, pożary po nalotach bombowych powodowały więcej szkód niż eksplozje - tak żar powstały w wyniku detonacji w atmosferze fragmentów komet, był przyczyną znacznie większych zniszczeń w północnoeuropejskich lasach, niż energia samych eksplozji, Muzułmanie żyjący na obszarach pustynnych byli bezpieczni, bo nie mieli w swoim otoczeniu lasów. Islam wykorzystał tą słabość chrześcijaństwa, rozwijając się z wielką, trwającą do dziś siłą.
Tyleż głowiono się nad ekspansją islamu, a tu chodziło o lasy, no nareszcie ktoś to rozwiązał.