6 grudnia 2009

Lewitacja

W jednym z tefałenowskich programów, bodajże "Cela", pewien wiezień chwalił się redaktorowi, iż koniec jego odsiadki jest już bliski. Nie chodzi tu bynajmniej o to, że dobiega termin w którym ma wyjść na wolność. Więzień z dumą stwierdził, iż siedząc i tak nic nie robiąc w celi, opanował lewitacje, "a jak wiadomo od lewitacji do teleportacji już blisko". Rzeczywiście, kiedy spoglądamy na rzekome dokonania joginów czy tybetańskich mistyków, telepatia, lewitacja i podróże astralne, wydają się iść u nich w parze. Lewitacja utożsamiana jest raczej ze wschodnim sztukmistrzostwem, ale i chrześcijańscy święci lubili sobie pofruwać. Apokryfy opisuje lewitującego Szymona Maga walczącego ze św. Piotrem, lewituje się w czasie objawień, lewitują też egzorcyzmowani. Zupełnie inną bajką którą tu odpuszczę, są lewitujące przedmioty. Od tych najprostszych, wykorzystujących magnesy, po najbardziej spektakularne, oparte na efekcie Biefelda-Browna (wysokie napięcie powodujące unoszenie się przedmiotów). W tym miejscu interesuje mnie jedynie "humanistyczna strona lewitacji".

Dzisiejsza lewitacja nierozerwalnie łączy się medytacją transcendentalną i jej twórcą Mahariszi Maheszem. Każdy program o lewitacji nie może obejść się bez obrazka skaczących w żabich skokach panów - nie kogo innego jak adeptów medytacji transcendentalnej. W 1978 Mahariszi twierdził, iż spośród 40 tysięcy jego studentów, około tysiąca wyszło poza głupawe podskoki w pozycji lotosu i przeszło do prawdziwej lewitacji. Na zorganizowanym w 1986 pokazie w Waszyngtonie, 20 najlepszych uczniów mistrza miało pochwalić się swymi umiejętnościami, jednak zgromadzeni dziennikarze nie zobaczyli niczego poza odbijającymi się o od materaców chłopcami. Jak w ogóle możliwe, że siedząc po turecku i podskakując na kolanach wierzymy że latamy? Według Maharisziego medytacja tworzy pole energii pomiędzy naszym ciałem a podłożem, siłę która można unieść nas w górę. Wpierw wyczuwamy w sobie wewnętrzne ciepło, wzbijamy się do skoku... i już tylko wystarczy aby zatrzymać się w górze. Taka mała drobnostka. Ludzie wydają tysiące dolarów na naukę latania, która w rzeczywistości jest kursem skakania w pozycji lotosu. Osobom tym wmawia się, że zasadniczo posiedli już całą sztukę lewitacji, a do pełni sukcesu został im tylko mały kroczek - kroczek będący naprawdę sednem i całością obiecanych zdolności.

Wiele zdjęć unoszących się osób, to uchwycenie będącego w żabim skoku adepta medytacji transcendentalnej. Istnieje kilka metod umożliwiających odróżnienie osoby będącej jedynie w podskoku, od tej trwale unoszącej się w powietrzu. Kiedyś poszukiwano charakterystycznych rozmyć, jakie ujawniają się w momencie cyknięcia fotki skaczącemu w górę joginowi, jednak dzisiejsze szybki migawki niwelują ten efekt. Dobrą metodą jest spoglądniecie na włosy, które u gwałtownie unoszącego się i opadającego człowieka, przybierają specyficzny kształt - pod warunkiem, że są odpowiedniej długości. Całkowicie dyskwalifikuje podtrzymywanie się kijem, który to niezauważenie wpuszczany, najczęściej przez rękaw jogina, podtrzymuje całą jego sylwetkę. Jeśli ktoś katuje nas linkami dowodzącymi lewitacji, najlepszym materiałem do rewizji są filmy. Bywa, że nawet profesjonalnie wykonane sztuczki nie radzą sobie z efektem chybotania się lewitującego. Aby zlikwidować ten efekt uboczny, w swojej słynnej sztuczce z lataniem nad publicznością, David Copperfield zakupił patent mechanizmu tak sterującego linami aby cały jego lot wydawał się płynny. Po sposobie kołysania się, szczególnie stóp, widać gdzie znajduje się punkt podparcia. Ekstremalnym tego przykładem jest film poniżej, gdzie szaman ma problem nawet z utrzymaniem pionu. Zbyt długa lina skręca się, tak że czarownik zaczyna bujać się, jak zawieszone na sznurku jabłko. Jak słychać, lektor jest tym marnym pokazem zachwycony, uważając to coś za dowód istnienia lewitacji!




Na filmie jest tak ciemno, że dałoby się zawiesić nad szamanem czarnego słonia a i tak nikt by go nie zobaczył - a co dopiero cienkie linki. Ciemna noc dodatkowo zadymiona palącym się dookoła ogniskiem, raczej nie utwierdza nas w przekonaniu o dobrych intencjach tego pana. Lewitacja w półmroku to najtańsza sztuczka. Kiedy w obecności medium, stół przy którym zasiadali spirytyści podnosił się w górę, wszystko działo się w mroku pokoju, tak że haki wystające z mankietów czy stopy wsuwane pod nogi stolika były nie do zauważenia. Późnym wieczorem wykonuje się inną znaną sztuczkę z lewitacją, tym razem pochodzącą wprost z Indii. Trik ten fascynuje mnie od lat, na prowadzonym przeze mnie kilka lat temu blogu, widniał fakir, z kosza którego pięła się w powietrze lina, na szczycie której wisiał chłopiec. W zasadzie to wszystko co jest w tej sztuczce pewne, wiele z jej elementów nigdy nie istniało, tak że zaczęto wątpić czy ona w ogóle kiedykolwiek miała miejsce! Indian rope trick to jedno z najciekawszych zjawisk okołoparanormalnych jakie znam i na pewno w przyszłości jeszcze się o tym naprodukuje. Natomiast jednym z najmniej paranormalnych zjawisk, ze wszystkich paranormalnych zjawisk jakie istnieją jest finger lifting. Modna wśród nastolatków na całym świecie sztuczka, jakoś nie przyjęła się w Polsce. Bazuje na przekonaniu, że nie można podnieć dorosłego człowieka przy pomocy pojedynczych palców kilka osób. Wpierw uczestnicy zabawy próbują podnieść takiego delikwenta, co oczywiście okazuje się niemożliwe - jako że oczekiwali, iż jest to niemożliwe. Następnie układają nad nim swoje dłonie, przekazują mu trochę energii dzięki której stanie się lżejszy, trochę zaklęć i synchronizacji, a po chwili siup w górę na palcach uczestników. Taka lewitacja na niedzielny wieczór i nieklejące się spotkanie ze znajomymi.

19 komentarzy:

  1. Co prawda nie lewitacja, ale ciekawe.
    http://www.youtube.com/watch?v=5xaO-kHZvHo

    OdpowiedzUsuń
  2. @ Jarek
    Za wiarygodnoscią filmu
    -tzw. mistrzowie kung fu po wielu latach treningu wiele potrafią, a z użyciem własnych rekwizytów jeszcze więcej potrafią zaprezentować (np.występy Shaolin)
    Przeciw wiarygodności filmu
    (tu jadę po brzytwie Ockhama)
    -nie pokazano sposobu w jaki mistrz tą końcową pozycję przyjął
    -bardzo niechętne pokazanie stóp mistrza, kamera pojechała 2 razy do góry, ale wyraźnie stóp nie chciano dokładnie pokazać, najprawdopodobniej po prostu na czymś wisiał

    OdpowiedzUsuń
  3. Nieśmiało stanę po stronie chyboczącego się szamana… ;P Jak ja lewitowałem, to też miałem cholerne problemy, z utrzymaniem pionu to mało powiedziane, bo lewitowałem w poziomie i inaczej się nie dało; na dodatek bezwładność była tak koszmarna, że w ogóle nie panowałem, gdzie lecę, gorzej niż w stanie nieważkości.
    A, żeby nie było wątpliwości, lewitacja odbywała się we śnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Peretz Lavie pisał w "Czarownym świecie snu", że latanie jest jednym z tych nielicznych snów, który można poznać patrząc na twarz śpiącego. Nie pamiętam co to dokładnie było, ale chyba wodzenie gałkami oczu z góry na dół, czy coś w tym stylu. Obserwował w swym laboratorium tysiące śpiących osób i budzenie badanego z takimi symptomami prawie zawsze kończyło się opowieścią takiego delikwenta, jak właśnie latał :)

    Co do filmu, nie wierze aby pokazany na nim pan stał na jednym palcu (ani w ten opis że ma 90 lat). Czubek palca nawet się nie "przypłaszczył", na ręce na której rzekomo stoi nie widać żadnych napiętych mięśni, nawet jednej żyłki, zaś sama ręka jest zgięta w łokciu! Jeśli jest to takie łatwe, skąd ślady wysiłku na jego szyi? Być może rozwiązaniem zagadki jest jego druga, prawa ręka - sztywna, widać jak kołysze się w napięciu - najprawdopodobniej to ona utrzymuje jego ciężar. Jeśli kamerę odwrócono, a podłoga jest w rzeczywistości sufitem (w drugiej odsłonie, szary pasek wydaje się o wiele cieńszy), owa prawa ręka walczy nie na zwisającej linie, a jedynie podpiera całą sylwetkę. Dziwny wygląd tej dłoni wskazywałby na retusz :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A tak w ogóle to kto potrzebuje lewitacji?
    Dla mnie to absurd ;-) Mam dwie nogi, potrafię dojść wszędzie gdzie potrzeba.
    Nic w całym wszechświecie nie lewituje, dlaczego akurat miałby jakiś asceta czy karateka?

    Błażej

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdybyś chciał na co dzień kasować do cna kilka tysięcy ludzi, przydałoby się aby widzieli w tobie kogoś więcej niż ziemnego stąpacza :) Pofruwać nigdy nie zaszkodzi, aby utwierdzić ich w wysokim mniemaniu o tobie, o spacerku po wodzie nie wspomnę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. "Latanie to najprostsza sztuczka. Wystarczy rzucić się na ziemię i w nią nie trafić". Cytat z pamięci z Douglasa Adamsa :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten link dałem właśnie dlatego, że film nie jest jednoznaczny. Mnie najbardziej niepodobały się te nogi o których wspomniał Marek. I jak z Waszych komentarzy wynika więcej jest tam na nie niż na tak.
    Dlatego nie czepiam się nigdy iluzjonistów, którzy jasno mówią, o bardzo długim treningu i wykorzystaniu różnego rodzaju złudzeń i psychologii.
    A w innych przypadkach mamy celowe wprowadzanie w błąd. Może to rodzaj promocji, gdyż zjawiska voodoo zawsze są bardzo atrakcyjne.
    A w karjach takich jak Indie robi się na tym ogromne pieniądze i to jest smutne.

    Taki materiał jest jednoznaczny, jest to ciężki trening od dziecka, ale bez czarów i szamanów, to tak dla równowagi :)

    http://www.youtube.com/watch?v=bD7BnjxehbQ

    OdpowiedzUsuń
  9. Podstawy naukowe tego opisu zgadzają się z moimi obserwacjami. W podgrzewanym od dołu specjalnym garnku pop-corn lewituje jak cholera.I w dodatku podlega jakiejś transmutacji, staje się biały i miękki.

    OdpowiedzUsuń
  10. "Biblia opisuje lewitującego Szymona Maga..."
    Czyżby? O Szymonie Magu jest w Dziejach 8 rozdziale, ani słowa o lewitacji (chyba że lewitowały jego poglądy na symonię). Warto może jednak sprawdzić zanim się skrytykuje.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Może rzeczywiście sformułowanie nie było najlepsze. "Opisuje Szymona Maga, który słynął z lewitacji", albo "Szymona, który parał się lewitacją" - tak byłoby poprawniej. Biblia mówi jednak o jego "magicznych sztuczkach", które starożytne źródła doprecyzowują jako lewitacje.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie chcę się czepiać, ale jakie "starożytne źródła"? Jak wiarygodne? Ile set lat powstałe po spisaniu tej relacji przez lekarza Łukasza? Wydaje mi się, że na siłę chcesz zasugerować związek Biblii z lewitowaniem. Nie ta księga i nie ta kultura. To taka sama manipulacja jak wrzucenie mojego porządnego bloga do "zawróżkowanego ogrodu".
    Niemniej pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nowy Testament opisuje Szymona jako zaklinacza tłumu i sztukmistrza, a apokryfy precyzują te kuglarstwo jako lewitacje - nic więcej. Nie sądzę aby te dookreślenie godziło jakoś w Pismo Święte. W ogóle mając za plecami Biblie, nie zadawałbym pytań o wiarygodność i czas jaki minął od wydarzeń do ich spisania, bo to intelektualne samobójstwo. Zatem odpowiadając na pytanie o rzetelność "Dziejów Piotra" i "Dziejów Apostolskich" (a od siebie dorzucam jeszcze "Legendę o królu Arturze") - jest taka sama.

    Nie wiem, ale rozumiem że obraża cie obecność w moich zakładkach, pod jednym z passusem Douglasa Adamsa. Dotyczy on ludzi, którzy widzą świat piękniejszym niż jest w rzeczywistości i poza tobą masz tam siedmiu najbardziej interesujących chrześcijańskich apologetów i najlepsze new ageowskie blogi jakie znam. Na twoim miejscu czułbym się wyróżniony, ciebie to kluje, ok. Wczoraj zastanawiałem się gdzie dodać blog kolegi Błażeja o zen i nawet rozważałem tą duchową część blogrolla - nie sądzę aby się obraził. Jak będziesz miał odwagę linkować swoich adwersarzy, to wtedy sobie porozmawiamy o manipulacji, bo z tego co widzę to jak na razie kisisz się chłopcze jedynie w kreacjonistycznych pierdołach. Jak chcesz się znaleźć w bardziej doborowym towarzystwie, to zaproponuj mi inne blogi, ważne aby były treściwe, preferuje pisanie raczej ludzi dorosłych i niestety z powodów technicznych muszą mieć kanał rss. Proponuję to całkiem poważnie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Więc apokryfy, a nie Biblia. Mam zatem nadzieję, że zmienisz fałszywe zdanie: "Biblia opisuje lewitującego Szymona Maga..." na "Apokryfy opisują lewitującego Szymona Maga...".
    Swoją drogą nadal czekam na podanie tych źródeł, który konkretnie apokryf o tym mówi i czy wszystkie wzmianki o "magii" w Biblii dotyczą wg Ciebie lewitowania. To byłoby sensacyjne odkrycie w biblistyce.

    I jeszcze... tak jak Twój ateizm nie czyni Twojego bloga naukowym, tak moja wiara w stwarzanie nie czyni mojego bloga kreacjonistycznym. Pisanie o odkryciu galaktyk czy synagogi z czasów Jezusa to nie "kreacjonistyczne pierdoły". Kiepsko się orientujesz w temacie i dlatego próbujesz zniżyć rozmowę do poziomu rynsztoka. Nie podejmuję się tego.

    Oczywiscie jestem zaszczycony umieszczeiem w blogrollu. Serio.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  15. a) poprawiłem
    b) konkretne źródła podałem w swoim ostatnim komentarzu. Jeśli dobrze pogrzebać z doc4you można ściągnąć dokument o Szymonie Magu. NG wypuściło kiedyś coś takiego, da rade obejrzeć do obiadu.
    c) nie uważam aby każde tłumaczenie biblijnej magii powinno kończyć się na lewitacji. Jednak jeśli ktoś bałamucił ludzi w tenże sposób, owa magia oznacza zapewne lewitacje.
    d) "kreacjonistyczne pierdoły" stanowią cześć mojego akapitu o stronach do których linkuje i dotyczyły twoich zakładek. Jeśli mam wyrazić swoją prywatną opinie, czy wiara w stworzenie czyni z nas kreacjonistów - odpowiem że tak.

    Pozdrowienia z rynsztoku.

    OdpowiedzUsuń
  16. Dzięki za poprawkę. Jestem pozytywnie zaskoczony. Oczywiście wiem, że to zmienia siłę tego argumentu, ale bajki o "świętych" chrześcijaństwa to jednak nie Biblia. Tzw. apokryfy Nowego Testamentu to w większości właśnie fantastyczne opowieści z III i IV wieku, co najwyżej z II i zupełnie nie mają wartości poznawczej.

    Co do kreacjonizmu/stwarzania to nie chcę się wdawać w spory o słowa, zwłaszcza gdy znaczą one dla każdego coś innego.

    Pozdrawiam i dzięki za pozdrowienia u mnie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Co do lewitacji przedmiotów, to jeszcze długo nie zapomnę wycierania biurka z herbaty po lekturze mniej więcej takiego tekstu na-chyba- zapytaj.pl:

    "Słuchajcie, co z tą lewitacją? Od tygodnia próbuję z torebką foliową, nie za daleko, ale mimo to ***** ani drgnąć nie chce..." :-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Michale w większości się zgadzam z tym co piszesz na tym blogu.
    Niemniej co do tego, że DC zakupił patent linkowy do wykonania triku z lataniem by wyeliminować ruchy bezwładnościowe podczas ewolucji to nieprawda. Nie istnieje taki patent i nie istnieje żadna ilość linek mogąca wyeliminowac ruchy bezwładnościowe i chybotania podczas takich manewrów. Zadałem sobie wielotygodniowy trud by to doświadczalnie sprawdzić. Opisałem to co pokazuje DC ze wskazaniem na coś co większość w ogóle nie bierze pod uwagę.
    To co opisałem opisałem w zestawieniu i z faktem-podkreślam faktem niezaprzeczalnym jakim jest istnienie na obcych obiektów latających obserwowanych na całym świecie przez ludzi ze wszelkich warstw społecznych w tym co najistotniejsze przez setki pilotów. Czyli w kontekście istnienia napędów antygrawitacyjnych.
    Proponuję pójść moim tropem i przejrzeć bardzo dokładnie filmy z pokazów DC i je skrupulatnie przeanalizować pod katem teorii linkowej. Jak to zrobisz to idę o zakład dojdziesz do tych samych wniosków co ja tutaj:
    1- http://h17.blox.pl/2011/11/Tajemnica-antygrawitacji-w-zasiegu8230-mysli-1.html

    2-http://h17.blox.pl/2011/11/Tajemnica-antygrawitacji-w-zasiegu8230-mysli.html

    Jak mi wytłumaczysz jakim cudem dokonał sztuczki z lataniem szmat nad widownią to daruję Ci moje amerykańskie auto w prezencie -Chrysler 300M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie istnieje taki patent i nie istnieje żadna ilość linek mogąca wyeliminowac ruchy bezwładnościowe i chybotania podczas takich manewrów.

      Przeczytałem dziś te strony i rzeczywiście włożyłeś niebywałą ilość pracy aby udowodnić istnienie urządzeń antygrawitacyjnych, niestety to nonsens. United States Patent, nr 5354238, nazwa: Levitation apparatus, data zgłoszenia: 7 Cze 1993, data przyznania: 11 Paź 1994, wynalazca: John Gaughan, główny inspektor: Beth Aubrey, itd Wyjaśnienie tej sztuczki, jak wszystkich dobrych iluzji, jest zawstydzająco proste.

      Co do latających szmat jest wiele możliwości. Mogą być to specjalne obręcze, ale obstawiam cienkie, wygięte haki, zresztą na filmie wyraźnie widać punkt zaczepienia za który szmaty są ciągnięty, tylko że ty nie chcesz tego dostrzec wierząc w to, że iluzjonista podkradł technologie obcym (sic!). Proszę skontaktować się na maila w celu przekazania samochodu.

      Usuń