7 listopada 2009

Fizyka niemożliwego

Każdy kto sięgnął po którąś z książek Lawrence Kraussa, raczej nie liczy na odwiedziny przybyszów z pobliskich gwiazd. Czas lot, ilość potrzebnej energii, plus multum innym niesprzyjających elementów raczej wyklucza inwazję obcych cywilizacja. Tymczasem, kto czytał wydaną przed miesiącem "Fizykę rzeczy niemożliwych" Michio Kaku, wie że lot, nie do pobliskich gwiazd, ale na krańce wszechświata, jest możliwy za życia jednego człowieka. Jak możliwe, że ta sama fizyka przynosi tak różne wyniki? Kaku nie ładuje na statek, tak jak Krauss, 100 milionów ton paliwa. Woli żagiel słoneczny rozpędzany siłą wycelowanych w niego laserów usytuowanych na Księżycu. Problem z obładowaniem statku paliwem, Kaku obchodzi także czerpiąc paliwo z mijanej przez siebie przestrzeni. Termojądrowy silnik pobierałby wodór z kosmosu i na bieżąco syntezował go niczym koń napędzany w czasie podróży, zżeraną dokoła siebie trawą. Czy inni fizycy nie wiedzieli o takich rozwiązaniach? Problem, że księżycowe lasery musiałby dysponować energią tysiąckroć większą niż ta produkowana na Ziemi, a termojądrowy silnik strumieniowy pobierałby wodór w promieniu setek kilometrów i syntezował go na bazie technologii o której nie mamy dziś pojęcia. Wadą, lub jak kto woli zaletą, jest niczym nieskrepowana wyobraźnia Kaku, dla którego wszystko czemu teoretycznie nie zaprzecza dzisiejsza fizyka jest realne, zgodnie z zasadą Terence White: "wszystko co nie jest zabronione, jest obowiązkowe". Przyznaje się, że cywilizacje typu III skali Kardaszewa (mająca do dyspozycji bilion bilionów energii więcej niż my), na które często powołuje się Michio, są poza zasięgiem mojej wyobraźni. Gwoli sprawiedliwości, pomyślałem że warto byłoby napisać co myśli o wyśmiewanych tutaj przeze mnie zjawiskach, mniej skrępowany od mojego umysł.

Kaku dzieli zjawiska uznane dziś za nadnaturalne, na klika rodzajów. Jeden z nich stanowią dziwy które pojawią się w naszym zasięgu w przeciągu kilkuset lat, takie jak telepatia i telekineza. Okres ten nie jest potrzebny na odblokowanie rzekomych 90% mózgu który leży odłogiem niczym popegeerowskie pola. Nie spożytkujemy tego tysiąca lat nawet na to, aby łyżka w którą tak się wpatrujemy, zardzewiała i w końcu sama się przełamała. Czas ten przeznaczony jest na żmudne odkrywanie kolejnych części mapy mózgu, ustalenie funkcji kolejnych jego obszarów. Dziś siedzimy na etapie namierzania niektórych emocji, zatem droga do tego aby rozpoznać kiedy nasz mózg myśli o zielonym jabłuszku jeszcze daleka. Kaku naśmiewa się przy tym ze współczesnych, absurdalnych prób czytania w myślach, przywołując kilku naszych dobrych znajomych. Twórca, działającego przy Uniwersytecie Duke'a Rhine Research Center, dr Joseph Rhine dawał się niemiłosiernie ogrywać klaczy Lady Wonder i jej pani, myśląc, iż koń układa klocki z literami dzięki telepatii. Podważyło to kompetencje Rhine, który najwidoczniej nie wiedział ani o słynnym Mądrym Hansie, ani o wcześniejszych przypadkach, począwszy od "umiejącego" liczyć, XVI-wiecznego konia Marocco, przez superinteligentne świnie, psy i gęsi (w rzeczywistości reagujące jedynie na subtelne wskazówki swoich treserów). Następce Rhine na stanowisku kierownika instytutu, Waltera Levy, przyłapano jak fałszował wyniki mające wskazywać, iż myszy potrafią telepatycznie wpływać na generator liczb losowych. Kaku wspomina także o Projekcie Stargate - finansowanej przez CIA aż do 1995 komórki paranormalnych szpiegów. Na zlecenie CIA American Institute for Research ocenił 30 lat działalności tego projektu, pisząc w raporcie, "iż nie ma jakichkolwiek dowodów, że informacje podawane przez telepatów miały jakąkolwiek wartość dla wywiadu".

Zupełnie inną gałąź zjawisk paranormalnych stanowią te, które według Kaku istnieć nie mogą, ponieważ łamałyby podstawowe prawa fizyki. Pisze to człowiek, który dopuszcza poruszanie się z prędkość w pewnym sensie przekraczającą prędkość światła, poprzez ściśniecie przed i rozciągnięcie za statkiem przestrzeni - statkiem napędzanym nieodkrytą jeszcze ujemną materią - zatem jeśli coś jest niemożliwe u Kaku, to już naprawdę musi być niemożliwe. Do grona "twardo nieistniejącego" popularny fizyk zalicza prekognicje - przewidywanie przeszłości bez jakichkolwiek na nią przesłanek. Prekognicją byłoby seryjne typowanie prawidłowych numerów w loterii - jak łatwo sprawdzić na świecie nie ma takich osób, a mimo to profesja zaglądacza w karty przyszłości kwitnie w najlepsze. Prekognicje wyklucza zasada przyczyny i skutku, mimo to wyciąganie z kapelusza kolejnych dat końca świata ma się w nieodmiennie świetnej kondycji. Nie ma granicy ludzkiej głupoty u tych którzy wierzą w 2012, po setkach, dosłownie setkach nietrafionych dat końca naszej ery. Okazuje się, że nie ma takiej liczby spudłowanych strzałów, po której ludzie przestaną w nie wierzyć. Przewidziana przez astrologów i duchownych, koniunkcja planet z 20 lutego 1524, także miała znamionować koniec świata, a że przypadała na tle gwiazdozbioru ryb, oznaczała wielki potop. 1/4 Mieszkańców Londynu uciekła w ten dzień na pobliskie wzgórza, zaś w Europie masowo produkowano arki. Największa z nich, 3-piętrowa arka Niemieckiego hrabiego Counta von Iggleheima zgromadziła bogatszych mieszkańców całego regionu, zaś plebs zgromadzony wtenczas pod arką, na widok padającej akurat mżawki zaczął się masowo tratować. Warto przypomnieć kilka równie świetnych zapowiedzi Sądu Ostatecznego, które nie tylko nie ośmieszyły ich proroków, ale w perspektywie doprowadziły do powstania całych Kościołów. Między innymi 1843 typowany przez Williama Millera, protoplastę Adwentystów Dnia Siódmego, oraz mój ulubiony Charles Taze Russell, założyciel świadków Jehowy. Kiedy jego przepowiednia na rok 1874 nie sprawdziła się, po dokładniejszej analizie Wielkiej Piramidy w Gizie przebookował tą datę na 1914. Kiedy i w 1914 zmarli nie powstali z grobu, uaktualnił ją na 1915, a jeszcze później na 1918. Tej ostatniej niestety nie doczekał, a szkoda, tak usłyszelibyśmy kolejne równie trafne daty. Ostatnim chłopcem do bicia, jest dla Kaku Free Energy. Jak wiadomo spisek koncernów naftowo-gazowo-węglowo-atomowych dwoi się i troi, aby odciąć ludzkość od nieskończonej, darmowej energii z niczego. Pomimo, iż wyklucza ją zasada zachowania energii, pokolenia domorosłych wynalazców wciąż tworzą takie urządzenia, bywa że fałszując ich wyniki, jednak najczęściej po prostu nie dostrzegając zewnętrznego źródła energii. Kaku wchodzi nawet w dyskusje ze zwolennikami Tesli, lecz nawet przy podziwie dla Serbskiego uczonego i wpleceniu w to wszystko ciemnej energii, takiego cudactwa istnieć nie może. Szkoda, że książki tej nie doczekał działający kilka lat temu youtubowy kanał, autorstwa wielkiego orędownika Free Energy. Pana który, jak sam o sobie mówił, skończył nawet jaką parapsychologiczną szkołę, bodajże w Krakowie, tak w ogóle to pozdrawiam, jeśli teraz to czyta.

28 komentarzy:

  1. Wybacz głupotkę, ale gdy w 2012 polska drużyna będzie przegrywać wszystkie mecze 5:0 to szybko zobaczysz co to jest koniec świata.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Prekognicje wyklucza zasada przyczyny i skutku, mimo to wyciąganie z kapelusza kolejnych dat końca świata ma się w nieodmiennie świetnej kondycji." - no i znowu, nie dopuszczacie do siebie myślenia poza europejskimi zasadami linearnej przyczynowoskutkowości:). Nie twierdzę, że w 2012 będzie koniec świata, twierdzę nawet, że z dużym prawdopodobieństwem go nie będzie. Ale udowadnianie mi, że przewidywanie przyszłości jest niemożliwe na mocy jakiejś zasady fizycznej czy innej...:). Nie ujmując niczego fizyce, którą totalnie amatorsko, ale po wariacku uwielbiam. Zwłaszcza oczywiście tę poeinsteinowską.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Jola: nie bardzo wiem o czym mówisz w zwrocie o zasadach linearnej przyczynowoskutkowości, podejrzewam, że masz na myśli jakąś formę determinizmu, której w XXI wieku nie wypada kopać, bo już od dawna leży w grobie. Ale pewien model myślenia o przyczynach i skutkach przyjmujesz, prawda? Bez tego nie ma mowy o jakiejkolwiek nauce. A jaki, czy będzie to logika wielowartościowa (z rozumowaniami mającymi wartości probabilistyczne) czy klasyczna uznająca tertium non datur to chyba mniej ważne, w nich wszystkich znajomość przyszłości wymaga bardzo podejrzliwego oglądu, gdy brak propozycji zgodnego z fizyką modelu jak niby ma to wynikać z teraźniejszości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MYLISZ SIĘ !!!

      Determinizm ma się dobrze (poza portalami o czarach, astrologii i wróżbach tarota).

      Jest PRZYCZYNA i jest SKUTEK.

      Zauważ, że pozorna sprzeczność w przypadku zasady nieoznaczoności wynika po prostu z samych założeń fizyki kwantowej.

      Tak naprawdę nie znamy budowy materii i nie wiemy, co jest przyczyną występowania prawdopodobieństw w poszczególnych procesach fizycznych. Ale możesz przyjąć za pewnik, że procesy na tych niższych poziomach są deterministyczne w 100%.

      Wyobraź sobie taki eksperyment:
      w ciemnościach masz jakiś przedmiot o skomplikowanej strukturze geometrycznej. Rzucasz w niego piłką o rozmiarach większych, niż nierówności tego przedmiotu i badamy kierunki i siłę odbicia piłki. W efekcie piłka odbija się zgodnie z pewnymi zasadami, ale z określonym prawdopodobieństwem !!!

      I teraz: gdy zmniejszymy rozmiar piłki o kilka rzędów wielkości, to zobaczymy prawdziwy obraz tego przedmiotu, a nie żadną "statystykę" czy też "zasadę nieoznaczoności".

      Pamiętaj, że zasada nieoznaczoności jest oczywiście prawdziwa, ale (i o tym zwykle amatorzy i niedzielni znawcy fizyki zapominają) w zakresie założeń mechaniki kwantowej !!!
      Ale to jest przecież oczywiste, bo teoria WEWNĘTRZNIE jest spójna i prawdziwa !!!

      Dopiero powstanie nowej teorii (o większej "rozdzielczości") pozwoli nam zauważyć, że za statystyką kryje się po prostu DETERMINIZM ...

      Usuń
    2. @andsol - nie jest prawdą, że bez uznania przyczynowości wysiada nauka. Jedna, ale za to najnaukowsza ze wszystkich, matematyka, przetrwa to. W matematyce (i logice matematycznej) konsekwencja nie jest skutkiem jakiejś przyczyny. Liniowy może być tok wykładu, liniowe może być poznawanie jako proces - gdy się po uzyskaniu odpowiedzi zadaje nowe pytania. Ale matematyka jako całość JEST (matematycy widzą ją po neoplatońsku), jest jednocześnie w całości. Poza czasem.

      @Anonimowy: Sprostuję tu może rzecz z punktu widzenia filozofii (którą oczywiście można dopisać za tarotem) i z punktu widzenia fizyki PO Einsteinie.
      Ponad dwa wieki temu Lichtenberg zauważył zasadniczą sprzeczność między wolną wolą a determinizmem (nie on jeden i nie był pierwszy zapewne, ale tu mam dobre dane bibliograficzne). Jeśli jesteśmy determinowani, co do atomu, to dlaczego czujemy się wolni? Jeśli jesteśmy wolni, to jakąś mocą dysponujemy, by determinizm przełamać i jakimi podstawami do wiary, że świat w ogólności jest deterministyczny, skoro my sami już, na starcie naszego poznania, widzimy, jak łatwo o byt wyłamujący się z determinizmu? :)
      Odpowiedzi są różne. Albo świat w ogólności deterministyczny nie jest, a jedynie w pewnej skali dobrze udaje, albo deterministyczny jest, a cała Twoja świadomość jest złudzeniem.

      Usuń
    3. @Anonimowy cd
      A teraz o fizyce. W czasach, gdy powstała koncepcja nieoznaczoności, niektórzy rozumieli ją właśnie jako kwestię niedoskonałości przyrządów pomiarowych. To kwestia analogii. Jeśli się uczysz w szkole, że atom to kulka, potem to nieco poprawią, że atom to różne kulki krążące wokół siebie, albo jeszcze kulki z mniejszych kulek, to oczywiście może być kwestią pomiaru, czy widzimy tylko te duże kulki czy mniejsze.
      Natomiast JAKIE MASZ PODSTAWY by wierzyć w jakieś kulki? :) PO odkryciu bakterii można znaleźć obiekt podobny w makroświecie (znasz jakiś?), ale na jakiej podstawie ktoś miałby przewidywać, że skoro zna konie, to zaobserwowane kiedyś mniejsze organizmy będą jak konie? Albo jak surykatki? Jednokomórkowe surykatki, no właśnie. Dość duże jest prawdopodobieństwo, ze mylisz się właśnie w takim zakresie, równie komicznie. Przykład z przedmiotem w ciemności jest tak dobry jak uzasadnienie istnienia tych kulek. Wszak przedmiot w ciemności z założenia istnieje, a istnienia jakichś kulek w mikroświecie nie stwierdzono nigdy.

      Najbardziej chyba znany eksperyment fizyki kwantowej: interferencja elektronu. Pojedynczy elektron przechodzi PRZEZ DWIE szczeliny JEDNOCZEŚNIE, a potem interferuje sam ze sobą. Bardzo to nie pasuje do kulki. Ten przedmiot z ciemności wzięty raczej by się tak nie zachował, prawda?

      Koncepcje fizyki kwantowej starsze chyba niż Ty mówią, że być może elektron nie istnieje jako obiekt w tradycyjnym rozumieniu (jak ten przedmiot w ciemności) poza momentami zderzeń. Może jest chmurą elektronową, ale istnieje też pomysł, że nie ma go wcale, a w przestrzeni istnieją fale prawdopodobieństwa. Do tematu determinizmu dodajmy, że wg niejednej interpretacji fizyki kwantowej zachodzą natychmiastowe oddziaływania na odległość, czyli coś dawniej wykluczanego, wg innej zachodzi cofanie się w czasie.

      Jeszcze zejdźmy niżej. Gdy zobaczysz, że obiektem z ciemności jest wielka stalowa surykatka, uznasz może, że oto POZNAŁEŚ ten obiekt i masz mniej więcej wyczerpującą wiedzę na jego temat. To oczywiście złudzenie, zawsze da się badać głębiej. I głębiej. I głębiej. To, co sobie wyobrażasz, gdy wspomnę o stalowej surykatce, jest pewnym MODELEM. Jest wyobrażeniem tej stalowej surykatki, nie zaś stalową surykatką. Umysłem musisz uprościć ten obiekt.
      Fizyka kwantowa, by nie poprzestawać na wzorach, ale także przybliżać jakiś "sens", operuje modelami. Kulki to bardzo dawny model. Jednakże modele trzeba traktować z dystansem. Gdy chcesz opowiedzieć o jakiejś własności, którą możesz wyjaśnić kulkami, to owszem, tak wyjaśniaj. Ale mylisz się wierząc, że skoro użyłeś tego modelu, to na dowolnym poziomie dokładności będzie on skuteczny. Istnieją doświadczenia, które mają bardzo wiele interpretacji, ale które i tak wykluczają, byś miał rację ze swoim podejściem do zasady nieoznaczoności.

      Innymi słowy, niedzielny popołudniowy fizyku, raczyłeś zapomnieć, że ogół tego, co sądzisz o świecie, to tylko model i teoria. Nie masz podstaw by ten model, zastosowany w praktyce, wmuszać rzeczywistości. To, jaka rzeczywistość JEST, trzeba poznać, nie zaś zakładać, że wszędzie i zawsze będzie się zachowywać jak stalowe surykatki w ciemności. W wolnej chwili poczytaj choćby popularne wydawnictwa o 80 ostatnich latach fizyki.

      Usuń
  4. Linearna przyczynowoskutkowość, to NAJPIERW przyczyna, POTEM skutek. Zazwyczaj tak się pewnie dzieje, tak o tym myślimy...ale ja nie wykluczam widzenia przeszłości. Choćby nie wiem, jak ważne i podstawowe aksjomaty fizyki to podważało:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cóż, nie tylko w Europie ale i w wszędzie gdzie tylko sięga nasz uzbrojony wzrok, fizyka jest jedna i ta sama. Jedyna fizyka jaką znam, a która mogłaby się z tobą Jolu zgodzić to tzw eterofizyka. Wielokrotnie ścierałem się z autorem tej strony i zapewniam, że zarówno jego poglądy naukowe jak i pozanaukowe przyprawiają o dreszcze nawet amatora. Ktoś taki jak andsol dostanie tam palpitacji serca, tak że bałem się załączać tego linka :) Z tego jak ja rozumiem to co napisałaś, wygląda to jakbyśmy odrzucali prekognicje, nie dlatego że nie ma na nią dowodów, a może nawet i są, ale i tak być nie może, ponieważ fizyka mówi jej NIE. Oczywiście nie na tym to polega. Jak już napisałem, nie ma na świecie człowieka, urządzenia, czy czegokolwiek innego, seryjnie przewidującego numery loterii. Nie ma i już. Do "nie ma" zasada przyczynowości dodaje tylko "...i nie będzie", dodatkowo, w ogólnych zarysach odpowiada też na pytanie "no ale czemu nie będzie?"

    OdpowiedzUsuń
  6. żagiel słoneczny rozpędzany siłą wycelowanych w niego laserów usytuowanych na Księżycu. Problem z obładowaniem statku paliwem, Kaku obchodzi także czerpiąc paliwo z mijanej przez siebie przestrzeni. Termojądrowy silnik pobierałby wodór z kosmosu i na bieżąco syntezował go niczym koń napędzany w czasie podróży, zżeraną dokoła siebie trawą
    wg Kaku, 2008.

    Na dwunastu tysiącach kwadratowych mil jego równiny wyrósł las miotaczy laserowych, rzeczywisty Herkules ekspedycji. W krytycznym dniu i sekundzie dał ognia, aby zepchnąć "Eurydykę" [statek kosmiczny] z jej stacjonarnej orbity. Wydłużany słup spójnego światła parł rufowe zwierciadła okrętu poza Układ Słoneczny.
    [...]
    Natomiast silniki strumieniowo-przepływowe biorą za paliwo międzygwiezdny wodór. Jego wszechobecne atomy są jednak tak rozproszone w galaktycznej próżni, że efektywną dzielność rozwijają silniki takiego typu dopiero powyżej 30 000 kilometrów prędkości na sekundę, a pełną wydajność zyskują przy zbliżaniu do biegu światłą. Toteż statek z podobnym napędem nie może ani sam wystartować z planety, gdyż jest po temu zbyt masywny, ani sam rozpędzić się dochiwli, gdy wpadające we wloty reaktorów atomy zagęszczają się dostatecznie dla zapłonu. Ziejące pustką wlotowe tuleje gnają wówczas tak, że i najwyzsza kosmiczna próżnia wpycha - taranowana - dość wodoru w ich gardziele, by w komorach ogniowych rozbłysły sztucznie wzniecone strugi słońca
    Lem, 1987.



    A o 10% najlepiej powiedziała w wywiadzie prof. Małgorzata Kossut

    Dziennikarz: "A nie ciekawi pani, dlaczego używamy zaledwie dziesięciu procent naszych szarych komórek?"

    MK: "Dlaczego to pytanie zawsze musi paść? Chciałabym się od pana dowiedzieć, skąd się wzięło powszechne wręcz przekonanie, że używamy tylko kilku procent mózgu? Ilekroć o tym słyszę, robię się agresywna. Może pan używa dziesięciu procent?"

    OdpowiedzUsuń
  7. Widzisz, Michale, ja Cię rozumiem, a Ty mnie nie bardzo. Strasznie lubię obracać się w kręgach skrajnych. Rozmawiam z ultrakatolikami i z zatwardziałymi racjonalistami-ateistami. Strukturalnie Wasze argumentacje są strasznie podobne. Moje serce i rozum jest rzecz jasna po stronie umiarkowanego racjonalizmu ze zdecydowanym pęknięciem postmodernistycznym, jednakże fakt, że nie dopuszczacie do siebie myśli, że ta cala nasza zachodnia nauka nie jest jedyną możliwą tak bardzo przypomina mi dogmat "Jest jeden Bóg"... Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie przyjmowanie do siebie głosów ignorancji nie jest jednoznaczne z zamknięciem siebie na wszystkie inne postulaty. Zapewniam cie Jolu, że moje pragnienie co do istnienia zjawisk paranormalnych, było tak duże, że bylem w stanie łyknąć każdą, choćby nie wiem jak naiwną historie. Kiedy byłem mały dodatkowo zmuszałem swoich rodziców, aby także zachwycali się tymi bzdurami :) Czy był ktoś, kto bardziej udowodnił swoim życiem chęć odnalezienia obcych niż Carl Sagan? Mimo to ufolodzy do dziś uważają go za swego wroga i osobę o zamkniętym umyśle. Prawa rządzące tym światem dopuszczają rzeczy, o których nie śniło się telepatycznym oszustom i jasnowidzom od siedmiu boleści, a optowanie za ich pomysłami nie jest dowodem otwartego umysłu, ale umysłu pustego, pozbawionego wiedzy. Ich tezy łatwo sprawdzić, zrób to, a zobaczymy czy dalej będzie dopuszczać te możliwość.

    OdpowiedzUsuń
  9. Już parę razy przekonałem się, że co by nie pomyśleć, Lem zapewne zrobił to już wcześniej. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja w sumie przypuszczam, że Lem mógł czerpać z wcześniejszych prac Kaku, lub obaj ze wspólnego źródła. Jako autor literatury pięknej, Lem nie musiał podawać cytowań.

    Gdyby jednak Kaku (w co nie bardzo wierzę) w okołonaukowej książce dopuścił się świadomego plagiatu, byłoby to nieciekawe.

    OdpowiedzUsuń
  11. @Jola: jeszcze nie doczytałem do końca Twego ostatniego komentarza, a już bardzo mi się spodobał. To za tych zatwardziałych racjonalistów-ateistów. Bo przypomina mi stary słownik Arcta z hasłem o komunistach-anarchistach i od razu sobie pomyślałem: "to tak dobry obuch dyskusyjny jak "niedomyty komunista-anarchista". Ale gdybyś chciała porozmawiać o zwykłych naukowcach, których tu i ówdzie spotykam, bez zatwardziałości, a jak u nich z ateizmem to nie wiem, bo nigdy nie widziałem, by naukowcy na wstępie rozmowy obwąchiwali sobie swoje poglądy religijne, to z przykrością muszę Cię powiadomić, że Twoja sugestia jak ma być używane słowo "nauka" nie znajdzie zrozumienia poza kręgami, gdzie w dobrym tonie jest przyznawanie się do nieużywania logiki. To, o czym mówisz ta cala nasza zachodnia nauka w istocie zrodziła się na "Zachodzie" ale od dawna nie jest "nasza" (powyszukuj sobie azjatyckie nazwiska wśród zdobywców najróżniejszych nagród naukowych) i z pewnością nie jest jedynym sposobem docierania do wiedzy, umiejętności, przekonań, postaw - ale jest jedynym zespołem modeli, hipotez o świecie, które są sprawdzalne i ulepszalne. Te inne alternatywy, mistycyzmy, objawienia (wschodnie czy zachodnie) nie są testowalne, nie przekazują się powszechnie dostępnymi technikami (które ludzie nazywają dydaktyką), nie chadzają po prostej i dobrze oświetlonej drodze (zwanej logiką) i mają bogatą historię nieporozumień, głupot i szwindli. Skoro już Ci się podoba słowo "nauka" (co jest częste w mistycznych i religijnych kręgach) to używaj go do woli, ale bez niesamowitych kontorcjonizmów na jego ciele.

    OdpowiedzUsuń
  12. @miskidomleka
    Jako autor literatury pięknej, Lem nie musiał podawać cytowań.


    Lem chyba nie bardzo byłby zadowolony z nazywania go "autorem literatury pięknej" ;) Zwłaszcza że tej "nie-pięknej" też miał sporo w dorobku.


    @Jola
    Linearna przyczynowoskutkowość, to NAJPIERW przyczyna, POTEM skutek. Zazwyczaj tak się pewnie dzieje, tak o tym myślimy...ale ja nie wykluczam widzenia przeszłości.

    Są koncepcje, że czas tak naprawdę płynie w drugą stronę, a tylko nam się wydaje, że jest jak jest. Notabene w którejś powieści Strugackich był taki delikwent, "kontramot" bodajże się ten gatunek nazywa, który żył właśnie "pod prąd", skutkiem czego doskonale wiedział, co się stanie w przyszłości ludzkiej, która dla niego była już przeszłością. I vice versa.

    OdpowiedzUsuń
  13. Magia działa tylko pośród tych, którzy w nią wierzą. Ale działa. Ten cały zespół zachodnich pojęć, zwany nauką (nie jest dla mnie to określenie ani nobilitującym cokolwiek, ani degradującym, jest to po prostu jeden z wielu możliwych sposobów poznawania świata, obecnie w ofensywie) również działa na swoich własnych zasadach. Można oczywiście darzyć ją miłością za jej sprawdzalność do czasu aż przestaje się sprawdzać i wtedy biegiem musimy wymyślić coś nowego i za to, że czy pojedziemy do Afryki, do Azji, czy zostaniemy w Europie, to i tak DLA NAS E=mckwadrat, a najlepsza restauracja to mcdonald, ale to wcale nie oznacza, że takie właśnie myślenie trzeba narzucić, bo racjonalne, logiczne i sprawdzalne musi się równać lepsze. Nie dla każdego jest lepsze. Są tacy, dla których ten system pojęć okazuje się być ostatnią rzeczą, którą w życiu poznają. I pytanie - czy nie lepiej było zostawić tych ludzi w spokoju, nie wkraczać do ich wiosek z naszymi cudownymi lekami i etyką, która zabraniała im rytualnych mordów, skoro po wkroczeniu nas doznali tylko błyskawicznej degeneracji i przestali istnieć, hmmm...uważam za otwarte.
    A w przepowiadanie przyszłości wierzę i tak, jest to wiara, więc nie ma nic wspólnego z nauką. Wierzę na podstawie kilku empirycznych faktów, które można skwitować słowem "przypadek", ale po co, skoro wiara, że to nie były przypadki jest taka piękna i wydobywa ze świata trochę jakże przyjemnego DLA MNIE sensu, w który Wy, ateiści racjonaliści (na ironiczny wniosek przedmówcy zostanę przy tym miłym całkiem określeniu), wcale wierzyć nie musicie?:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jolu, Twój wpis będzie jeszcze lepszy gdy zauważysz, że nie istnieją nieempiryczne fakty, a także poprawisz "system pojęć okazuje się być ostatnią rzeczą" na "system pojęć okazuje się ostatnią rzeczą". Ale i tak jest rozkoszny. Wszystkiego miłego w magicznej rzeczywistości bez brutalnej interwencji logiki.

    OdpowiedzUsuń
  15. @Jola
    "racjonalne, logiczne i sprawdzalne musi się równać lepsze. Nie dla każdego jest lepsze."

    Racjonalne, logiczne, sprawdzalne= prawdziwe.


    @Jola "po wkroczeniu nas doznali tylko błyskawicznej degeneracji"

    Przecież to nie jest problem nauki jako ogółu, raczej przedmiot badań takiej nauki ja antropologia.

    @jola wydobywa ze świata trochę jakże przyjemnego DLA MNIE sensu

    Przecież nikt nie zabrania ci się bawić, też lubię fantastykę itp. Problem pojawia się wtedy, gdy próbuje się takim mambo dżambo zastąpić naukę.

    Pozdrawiam.
    Pan Woland

    OdpowiedzUsuń
  16. Andsol - dziękuję Ci za zwrócenie uwagi na moje, jak mniemam, wg Ciebie, błędy. Co do faktów nieempirycznych - zawsze sądziłam, że takimi właśnie faktami są twierdzenia logiki i część twierdzeń matematyki, ale mogę się mylić (tu nie ma ironii). Jeśli chodzi o ten błąd językowy, to przepraszam za niego bardzo, cóż, zdarzają mi się, choć jestem filolożką, więc nie powinny. Faktycznie, paskudna kalka z języka angielskiego. Dziękuję za miłe życzenia i nawet za ironię.
    Panie Wolandzie - słowo "prawda" jest wg mnie bardzo ryzykowne i cóż, można nie lubić postmodernistów, ale jak dla mnie dość skutecznie je podważyli.
    Ad.2 To jest problem nauki jako ogółu. Wiem, że ideał jest taki, aby nie mieszać nauki i etyki. Tyle, że ten ideał po prostu nie wypala. Jedziemy gdzieś z misją, z naszymi wspaniałymi lekami, które uzyskaliśmy dzięki nauce i robimy w ten sposób straszne rzeczy, a chcieliśmy przecież tak dobrze. Nie wydaje mi się, aby stosowne było umywanie się od odpowiedzialności.
    Ad.3 Sęk w tym, że ja się nie bawię, tylko całkiem poważnie szukam tego sensu także w takich rzeczach. Nikomu nie chcę tego narzucać, ale czasami czuję, jakby ten ktoś inny chciał mi narzucić, że coś, co nie jest oparte na, nazwijmy go zbiorczo, rozumie, jest głupie. Vide - wypowiedź pana czy pani andsol.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ani pani ani pan, po prostu "ten andsol". Empiria, doświadczenia zmysłowe, to nasz kontakt z rzeczywistością i tylko nieprzyjacioły matematyki mają ją za nierzeczywistość. Choć jej twory nie zawsze mają bezpośredni kontakt z Ziemią czy z ziemią, to sugestia, że przez ich oderwanie się od korzonków pojęć nie są już odbierane i testowane zmysłami wygląda tak samo jak sugestia, że substancja chemiczna, wydobyta z roślinki, która przedtem została oddzielona od swego otoczenia, jest nie-bytem, bo dzieli ją parę stopni oddalenia od deszczu i słońca. Nie znam poprawnie zbudowanych pojęć, które by się nie wywodziły w jakiś sposób z naszych doznań zmysłowych. I samo testowanie poprawności definicji jest działaniem empirycznym. No, poza dziedziną metafizyki i jej podobnych, ale to nie nauka a piaskownica z zabawami słownymi. Bardzo przepraszam za podstępne wciąganie Cię w (poprawne lub nie ale jednak) logiczne rozumowania.

    OdpowiedzUsuń
  18. @andsol

    czy testowanie definicji matematycznych jest "działaniem empirycznym"? A i wiele pojęć tejże matematyki niewiele ma wspólnego z empirią, nie mówiąc, by się miało z niej jakoś wprost wywodzić.

    I wreszcie: nie istnieje żadna skuteczna obrona metodologiczna przeciwko solipsyzmowi (notabene przeciwko relatywizmom również), więc przyjmowanie "rzeczywistości" jest jeno pewnym zagraniem pragmatycznym, nic więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  19. @hoko: nie będę się upierał przy najbardziej zaborczym pojmowaniu pojęć - i wśród specjalistów taki rozrzut punktów widzenia, że prawie wszystko da się podeprzeć jakimś autorytetem, ale w najogólniejszych liniach broniłbym powiązań z empirią. Jak pokażesz "humaniście" sam wał korbowy on i to będzie miał za abstrakcyjny wyraz rojeń rzeźbiarza. Oczywiście wykrzywionego wału nie ma co bronić teorią o jego pochodzeniu z praktyki - i to samo dotyczy tysięcy z setek tysięcy dowodzonych co roku nowych twierdzeń. Ale w zasadzie rzeczy mają parę pokoleń wstecz bardzo konkretnych przodków i empiria w testowaniu definicji może polegać na tym, że gdzieś Malaj zieloną kredą a gdzie indziej Australijczyk na laptopie przeprowadza odmienne sprawdzenia i wszystkim wychodzi na to samo, że zbiór macierzy 2x2 to 4-wymiarowa przestrzeń wektorowa.

    "Rzeczywistości" bronić nie będę, bo nie muszę, bo jej wrogów z krainy metafizyki unicestwiam głęboką obojętnością, bo taki już jestem nieduchowy.

    OdpowiedzUsuń
  20. Tak mi się jakoś wydawało, że ta logika i matematyka to trochę nie do końca nauki empiryczne, ale na poparcie moich słów mam tylko lekturę Groblera, który bardzo pięknie, jednakże tylko streszcza róże poglądy i podejścia, także nie orientuję się, co jest teraz modne i na topie. Zdaje się że już Kuhn pisał o empirycznych uwikłaniach tzw. nauk formalnych. W każdym razie - co by na topie nie było, to jest raczej kwestia poglądów, a nie bezsprzecznych twierdzeń. Ale mówię - nie wiem, nie znam się. I nie jestem pewna, czy moje "fakty empiryczne" były, czy też nie były tautologią, rozstrzygnięcie pozostawiam bardziej obeznanym.
    Andsol - brawo, w końcu przyznałeś się do ignorancji!
    2x2 nie zawsze daje 4. Już nawet nie pierwszy rok matematyki, ale pierwszego lepszego kierunku politechnicznego. Jak to się dzieje, niestety nie wiem, bo znam tylko z opowieści. A do tego równolegle się przecinają a prosta się kończy.

    OdpowiedzUsuń
  21. Jak miałem około 12 lat, bardzo lubiłem podjadać słodycze u babci, ale ponieważ trochę z tym przesadzałem, to babcia wpadła na pomysł zamykania ich w barku na klucz ( zazwyczaj jak gdzieś wychodziła na dłużej ). Jedynym wtedy zajęciem było szukanie tego klucza, niestety nie dało rady. Doszedłem do wniosku, iż zabiera go ze sobą i tyle. I kiedyś przyśniło mi się, że szukam klucza, wchodzę do pokoju obok, a za łóżkiem stoi para butów, wsadzam łapę i wyjmuje klucz.
    Najlepsze było to, że kiedy sprawdziłem na drugi dzień, to raz, że faktycznie była tam para butów, a dwa w jednym z butów klucz, Uczucie bardzo dziwne, bo ja nawet nie miałem pojęcia o tych butach. Nie twierdzę, że to było zjawisko paranormalne, ani że mam takie zdolności, jednak nikt, nigdy nie zaproponował sensownego wyjaśnienia. Sytuacja również nie powtórzyła się.
    Pisze tu, bo raz: jestem sceptykiem, dwa: może ktoś ma jakiś pomysł.
    Pozdrowienia, Jarek.

    OdpowiedzUsuń
  22. Myślę że nie jesteś Jarku osamotniony w takim doświadczeniu. Jednak na twoim miejscu niepokoiłbym się dopiero gdyby co noc śniły ci się takie trafne namiary. Ostatnio przegrzebywałem strych w poszukiwaniu cennych staroci i kiedy już straciłem nadzieje, w dachu obluzowała się dachówka, tak że promyk światła który wpadł oświetlił akurat małą książeczkę leżącą na podłodze. Rozśmieszyła mnie sama myśl, że znajdę coś interesującego w tak niecodzienny sposób, a jednak. Wygrzebałem ją i okazała się 70-letnią książeczka do nabożeństwa mojej babci, spisaną jeszcze po łacinie. Cóż, na tysiące, dziesiątki tysięcy zwykłości, statystycznie nawet sceptyk musi czasami przeżyć się niezwykle :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Irena Cieślińska, Serie niefortunnych zdarzeń, "Przekrój" 46/2009, s. 46-47. Bardzo ciekawy artykuł o naukowym wyjaśnieniu takich przypadków. Wedle wrocławskiego matematyka, prof. Tomasza Downarowicza, to wręcz nieprawdopodobne, aby w jakimś ciągu danych nie wydarzyło się coś nieprawdopodobnego. Z opisywanych przykładów najbardziej kosmiczny jest wg mnie ten o Wiliamie Szekspirze i pierwszym wydaniu "Biblii Króla Jakuba". I jest to, Jarku, bardzo sceptyczna odpowiedź na Twoje pytanie. Aczkolwiek ja sugeruję zostawienie sobie miejsca na przypisanie temu zwyczajnej cudowności :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Kaku to idiota na, którego absurdalnych teoriach budują swe paranoidalne teorie wszelkie paranormalne i pseudo naukowe świry.
    Sporo o nim pisałem tu: http://ufo-relacje.pl/viewtopic.php?t=118&sid=62abe3d6dbe7e63f934b08971ce6f972

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajny masz plac zabaw - "Forum tylko dla ludzi, którzy widzieli nieznane obiekty na niebie i świadomych istnienia "obcych" działających w ukryciu".
      Nasraj sobie do ryja, ufologiczna spierdolino

      Usuń