6 października 2009

W sidłach satanistów

Czwartkowy wieczór przynieść miał niespotykane jeszcze w tej części świata uczucie, czyli seans "Warto rozmawiać" bez wyrazu zażenowania z mojej strony (a tak naprawdę obejrzałem go dopiero kilka dni później, pod podaną stroną). Tym razem Jan Pospieszalski zachęcił mnie reklamowym spotem, spod szyldu "Historia Romana Polańskiego. Czy bycie gwiazdą zwalnia nas od prawa?". Jako że w tym pytaniu znajduje się już odpowiedź, myślę sobie, czyżby to ten moment, czyżby nasze poglądy miały być zbieżne? Wpierw tradycyjny migawkowy zaczyn programy w postaci marszu feministek z planszą "miałam aborcje" i gejów na platformie, następnie temat o kolejnej politycznej aferze, parę słów wstępu o Polańskim... i wiem już że moje nadzieje co do Pospieszalskiego jak zwykle okazały się płonne. Naprawdę ciężko w tym temacie powiedzieć coś całkowicie nonsensownego, bo obie strony mają tu jakieś argumenty - a jednak, Pospieszalskiemu się udało. Wśród gości zaproszono m.in antropozofa Jerzego Prokopiuka (jak się okazało, głos rozsądku w całej dyskusji) i znanego antyezoterystę Roberta Tekieli. Tekieli, niegdyś zagorzały new age'owiec nawrócił się na katolicyzm, po tym jak znużyły go telepatyczne zdolności które posiadał. Dziś sprzedaje swoje filmy o prawdziwym, diabelskim przesłaniu Harry Pottera i tworzonej na zamówienia Pana Zastępów muzyce rockowej.

Temat Polańskiego okazał się w rzeczywistości rozpracowaniem planu diabła, jaki utkał on dla reżysera. Wedle zgromadzonych w studiu "Dziecko Rosemary" to film autobiograficzny. Guy Woodhouse który sprzedał swoją żonę diabłu za własną karierę to sam Polański. Goście wynaleźli oczywistą metaforę, pomiędzy Rosemary która zaciążyła z samym szatanem, a Sharon Tate zamordowanej przez jego namiestnika w trzecim trymestrze ciąży. Istnienie diabelskiej klątwy ciążącej na filmowcach Rosemary's Baby, mają dowodzić losy występujących w niej autorów. Mia Farrow już na planie filmowym dostała pozew rozwodowy od Franka Sinatry, Franka Sinatry katolika (jak podkreślono). Z ciekawości porównałem losy głównych bohaterów filmu Polańskigo z innymi sztandarowymi dziełami kina satanistycznego, Rumburkiem, Niekończącą się opowieścią i Fantaghiro i bynajmniej nie widać aby statystycznie śmierć odsiewała aktorów Polanskiego częściej. Flm dość sędziwy, to już 40 lat, a sporo z odtwórców ról żyje do dziś. Także dopóki nie koszą ich spadające meteoryty, trudno mówić o "dziwnych okolicznościach śmierci".

Cała rozmowa przypomina satanic ritual abuse - panikę jaka ogarnęła Stany Zjednoczone, Australie i Europę Zachodnia na tle satanistycznego spisku wykorzystującego dzieci. Podobnie jak w przypadku paktu Polańskiego z diabłem, nigdy nie znaleziono żadnych namacalnych dowodów że takie satanistyczne rytuały z udziałem dzieciaków miały rzeczywiście miejsce. Od lat 70-tych, z kulminacją w 80-tych, w amerykańskich mediach, a już szczególnie w popularnych telewizyjnych talk-show'ach, lansowano tezę iż sataniści molestują i torturują dzieci. Przypuszczenia o istnieniu takiego spisku szerzyły się najmocniej oczywiście w ramach konserwatywno-chrześcijańskiej części społeczeństwa. O rytuałach mówiono w czasie nabożeństw, a nawet organizowano sesje modlitewne w intencji owych dzieci. Tekieli do dziś pewnie żałuje, że podobna fala nie przetoczyła się przez nasz kraj. Satanistyczne msze to nic w porównaniu z tym co przedstawia w swoim programie "Jarmark cudów", gdzie bez krzty zażenowania przedstawia świadków rozmawiających z wilkami, a wiarygodnym świadectwem mają być osoby zdające się mieć wszystkie możliwe aberracje jakie tylko można posiadać. Wracając do USA, dorastając w takiej atmosferze dzieci szybko "przypominały" sobie, że i one padły ofiarą satanistycznej jurności. Wszystko wyglądało dość wiarygodnie, w końcu czy dzieci byłyby w stanie zmyślić szczegóły nekrofilskich orgii, kanibalizmu, picie nasienia czy bezczeszczenia płodów poaborcyjnych? Brak dowodów na te domysły tylko je potwierdzał - znaczyło, że sekta jest już tak rozległa i potężna, że nawet policja siedzi w tym po uszy. Szacuje się, że w związku z satanic ritual abuse odnotowano kilka tysięcy zgłoszeń wystosowanych przez dzieci lub dorosłych, którzy po "odblokowaniu pamięci" wydobyli z jej zakamarków podobne wspomnienia. Temat bardzo rozległy, natomiast sens wydaje mi się jednoznaczny. Nie ma żadnego dowodu, by ktokolwiek, kiedykolwiek i jakkolwiek był napastowany przez samego diabła czy był z nim w zmowie. Jest natomiast mnóstwo przypadków w których wiara w piekielne kontakty kończy się w najlepszym wypadku wieloletnim więzieniem, za wyssane z palca winy.

8 komentarzy:

  1. Ponieważ od dawna nie mam telewizora, wiele spraw mi umyka. Np. przywołana tutaj postac Roberta Tekieli. Kiedy kończyłem liceum w latach '90, cytowanie jego wypowiedzi było gwarancją dobrej zabawy. Dziś - zainspirowany - wszedłem na wikipedię - a tam: "w latach 1998-2005 członek Rady Programowej TVP, przez pewien czas jej przewodniczący."
    Nie stać mnie na żaden komentarz, może oprócz tego, że on jest chyba ekspertem od własnego pomieszania, tylko o tym nie wie ;-)
    Błażej

    OdpowiedzUsuń
  2. "Tekieli do dziś pewnie żałuje, że podobna fala nie przetoczyła się przez nasz kraj."

    A co z antykultową paranoją rozpętaną na początku lat 90-tych, z której dopiero niedawno zaczęliśmy wychodzić? Bardzo często zdarza mi się słyszeć niesamowicie absurdalne historie o sektach od ludzi, którym w innych kwestiach racjonalne myślenie nie nastręcza trudności.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tekieli, niegdyś zagorzały new age'owiec nawrócił się na katolicyzm, po tym jak znużyły go telepatyczne zdolności które posiadał.

    Nie znużyły go zdolności, tylko krzyżyk mu się wygiął :)

    – Razem z żoną zostałem zaproszony na spotkanie założycielskie grupy Gnosis. Na sali warszawskiego Muzeum Etnograficznego była śmietanka ludzi związanych podobnie jak my ze zjawiskami paranormalnymi. Radiesteci, wróżbici, magowie Kahunów. I ja, i żona poczuliśmy wręcz fizycznie zło bijące od tych ludzi – opowiada Tekieli.

    Szukając amuletu, który miałby zabezpieczyć ich przed złowrogim oddziaływaniem, jego żona kierowana impulsem kupiła krzyżyk.

    – Srebrny krzyżyk zawieszony na mojej piersi w jedną noc poczerniał. Pokazałem go koleżance, która robiła srebrną biżuterię. Powiedziała, że srebro takiej próby nie ma prawa tak się zachowywać. Następnej nocy krzyżyk został pogięty, jakby działała na niego jakaś dziwna siła – mówi Tekieli. – Kolega powiedział mi: stary, trzeciej nocy ten krzyżyk chyba przekręci się do góry nogami.

    OdpowiedzUsuń
  4. OT: Oto masz materiał na nową notkę. Przy okazji jeszcze to.

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Tekieli… czyli dobrze skojarzyłem z Brulionem. Ciekawe, że jego nawrócenie miało miejsce w czasie, w którym bycie "kato" zaczęło dawać lepsze profity i wizje na zarobki, niż "new age", na który moda już wygasała.

    A Pospieszalski osiągnął chyba rekord: widziałem kiedyś migawkę jego programu i wystarczyło pół minuty, żebym już nigdy nie chciał widzieć i słyszeć tego tłuka. Jak czytam, nadal mu się pogarsza.

    OdpowiedzUsuń
  6. Niezbadane są drogi do Chrystusa Pana Tekieli, widocznie nawet sam Tekieli ich nie zbadał. X lat lat temu w telewizyjnym wywiadzie opowiadał przejmująca historie o swoich doświadczeniach z jazdą w komunikacji miejskiej. Nie mógł znieść obecności innych ludzi, gdyż wiedział o nich wszystko, słyszał ich myśli, wiedział na co chorują, a na co będą chorować. Jego moce tak go przeraziły, że dobrowolnie porzucił perspektywę bycia nadczłowiekiem, i zszedł do naszego błotnego poziomu. Być może historia o giętych na nim krzyżach się na to nałożyła. Wymyśliłem nawet kilka praktycznych sposobów wykorzystania tego zjawiska, ale tym razem wspaniałomyślnie oszczędzę wan swoich spalonych żartów :)

    Natomiast jeśli chodzi o "antykulturową paranoje" (jeśli dobrze ją rozumiem), nasz polski strach przed satanizmem, zasadniczo nigdy nie upuścił sfery urban legend. Psychoza ta nie miała poważnych konsekwencji, nie pamiętam przynajmniej aby przetoczyła się przez Polskę fala aresztować za domniemany satanizm.

    Natomiast nie wiem czy znajdę w sobie psychiczną siłę aby wypocić coś nowego o całunie. Tym bardziej, że w internecie jest już tego miliard artykułów. Sceptyczna strona jest tu nawet nieźle opisana, a nowość w postaci kopi, widnieje już nawet w moim blogrollu, opisany przez zaprzyjaźnioną stronkę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Przykład programu Pośpieszalskiego, to nic innego jak nachalna propaganda katolicka. Nie mogli wybrać innego piewcy dogmatycznych bzdur, gdyż akurat ten nie grzeszy zdolnością obiektywizmu i zdroworozsądkową oceną jakiegokolwiek zdarzenia. A poważniej: rozpatrywanie kontrowersyjnych dla kościoła zdarzeń w tak obrzydliwie jednostronny sposób, zamyka katolikom drogę do dialogu międzykulturowego. Stąd nam, ateistom, trudno już rozmowy z przeciwnikami ideologicznymi prowadzić.Niedługo pozostanie nam już tylko czekać, aż sami ukręcą bata na siebie samych,bo przecież granice przekraczania zdrowego rozsądku nie są aż tak rozciągliwe.

    OdpowiedzUsuń
  8. Oglądam Pospieszalskiego, że tak powiem, od zarania i widzę jakąś ewolucje jego programu. Oczywiście nie "tą" ewolucję, w "tą" Pan Pospieszalski na pewno nie wierzy. Janek tak zraził do siebie środowisko z którym ponoć "warto rozmawiać", że teraz zaglądają do niego już tylko księża i politycy PiS-u. Tandetne, stronnicze przykłady i fanatyczny brak obiektywności zaowocowały chwilami, w których gości zaciskali zęby aby nie wyjść w środku programu. Kiedyś w dyskusji o wychowaniu seksualnym, jeden z prawicowych gości zwrócił mu nawet uwagę, że epatowanie ulotkami o seksie analnym i masturbacji to dość wąski ogląd problemu. Pospieszalski oburzył się tylko, "Jak to wąski? Tekst o analnym jest z Hiszpanii, zaś ten o masturbacji pochodzi ze szwedzkiego podręcznika!" Dwa zdania a ile mówią o człowieku. W tym wypadku nie ma już chyba nadziei.

    OdpowiedzUsuń